Związek

Jestem z nim na przeczekanie. Odejdę, gdy stanę na nogi

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 marca 2018
Fot. iStock/tatyana_tomsickova
Następny

Przez 7 lat żyłam w toksycznym związku. Byłam z facetem, który mnie nie szanował i nie doceniał. Jednak ja kochałam go tak mocno, że nie potrafiłam od niego odejść. Przejrzałam na oczy, gdy pierwszy raz dostałam pięścią w twarz. Drugiego razu już nie było. Wtedy, gdy pakowałam dwie walizki ubrań – moją i dziecka – postanowiłam, że już nigdy nie pozwolę, żeby ślepa miłość trzymała mnie u boku jakiegokolwiek faceta. Wymyśliłam sobie sprytny plan, jak uchronić się w przyszłości przed tego typu toksycznymi relacjami. Problem w tym, że wpadłam w kolejne bagno. Teraz to ja nie do końca gram fair. Zasada miała być jedna. Po nieudanym związku stwierdziłam, że nie będę sobie już zawracać głowy romantyczną miłością do grobowej deski. Mają u boku małe dziecko, moje życiowe priorytety stały się zupełnie inne. Nie ma znaczenia, czy ja kogoś kocham czy nie. To on ma kochać mnie. Tak to sobie wymyśliłam. Doszłam do wniosku, że taki facet nie skrzywdzi ani mnie, ani mojej córki. A ja… ja jakoś się przemęczę.

Po rozstaniu szybko zorientowałam się, że nie potrafię być sama. I nie chodziło wcale o bliskość drugiego człowieka czy dotkliwą samotność, chociaż to też. Po prostu przytłoczyła mnie proza życia i wychowanie dziecka. Potrzebowałam wsparcia – zarówno psychicznego, jak i fizycznego czy finansowego. Warunek jeden – on musiał pokochać mnie. I kurczę, znalazłam takiego faceta.

Mariusz jest człowiekiem o wielkim sercu. Wychowywali go dziadkowie, ponieważ jego rodzice pracowali za granicą. Nie ma swoich dzieci, nigdy nie był żonaty. To taki facet, który idealnie nadaje się pod pantofel. Zawsze miły, uczynny, pomocny. Szybko się zaangażował i początkowo nieco mnie to przeraziło. Bałam się, że to jakiś desperat. Trochę może i tak, ale w gruncie rzeczy jest dobrym, prostym człowiekiem. Nie knuje, nie wyżywa się, nie podnosi głosu. Wie, gdzie jego miejsce i szanuje kobiety.

Wiem, może się wydawać, że jestem wyrachowana. Kiedy jest się matką, myśli się nieco inaczej. Chcesz przetrwać – ty i twoje dziecko. To chyba lepsze, niż wiązanie się z kimś z miłości, z kimś, kto na tę miłość nie zasługuje, bo bije/wyzywa/zabiera pieniądze? Ktoś, kto nie stał przed takim wyborem, nigdy nie zrozumie, o co chodzi.

Znam samotne matki, które wierzą, że znajdą rycerza na białym koniu, w którym zakochają się bez pamięci. Może i tak, ale nie odrazu. Po co żyć marzeniami? Poza tym romantyczna miłość jest piękna, ale szalenie toksyczna. Kochałam do utraty tchu, a co otrzymałam w zamian? Lata pogardy i przemoc.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Związek

Karolina Ferenstein-Kraśko pokazała się bez makijażu. Mąż skomentował jej zdjęcie

Redakcja
Redakcja
14 marca 2018
Fot. Screen z Instagrama / Karolina Ferenstein-Kraśko
 

Większość z nas nie lubi swojego odbicia w lustrze bez makijażu. Każdego dnia już o poranku dokładnie nakładamy na twarz różne kosmetyki, żeby tylko wygładzić cerę, ukryć przebarwienia, zatuszować niedoskonałości skóry i podkreślić to, co nam się podoba – rzęsy, brwi, kości policzkowe, usta… Podobnie mają celebrytki, z tym, że one odczuwają jeszcze większą presję. A nuż trafią gdzieś na paparazzi, którzy tylko czekają, by zrobić im kompromitujące zdjęcie. Najlepiej właśnie bez makijażu, w rozciągniętych dresach. 

Niektóre gwiazdy mają jednak ogromny dystans do siebie. Taki, którego brakuje niektórym z nas. Są pogodzone z tym, że lata lecą, a ich wygląd zmienia się. Zamiast poddawać się licznym operacjom plastycznym, zabiegom medycyny estetycznej i skrzętnie ukrywać niedoskonałości cery, z przyjemnością pokazują się w pełnej krasie, czym jeszcze bardziej zdobywają sympatię fanów.

Jedną z takich celebrytek jest Karolina Ferenstein-Kraśko, która niedawno opublikowała na Instagramie swoje zdjęcie bez makijażu. Przytula na nim córkę, Larę. Podpis, który dodała pod zdjęciem świadczy o jej ogromnym dystansie do siebie. „Tyle zmarszczek, ile miłości” – czytamy.

Pod postem aż roi się od komentarzy. Fani są oczarowani wyglądem uczestniczki programu „Agent Gwiazdy 3”. „Piękne! Naturalne, bez makijażu, retuszu niepotrzebnych gadżetów.. czysta miłość i szczęście. Piękna dojrzała, świadoma i spełniona kobieta … Jestem zachwycona!” – napisała jedna z fanek i trudno się z nią nie zgodzić. Nie zabrakło także komentarza męża Karoliny Ferenstein-Kraśko. „Blondynki mojego życia” – napisał Piotr.

Można pozazdrościć! I wyglądu, i cudownego męża!


Związek

Luksus, jakim jest… czas dla samej siebie. Ja już wiem, jak go wykorzystać

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
14 marca 2018
Fot. iStock

Godzina 17:00. Teoretycznie największy sajgon powinnam mieć już za sobą – wyszłam przecież z pracy. Teraz tylko odebrać dziecko z przedszkola i wrócić do domu. Terefere. Robię ostatni, kontrolny rzut okiem do mojego kalendarza, który pęka w szwach. To notowanie już kilka razy uratowało mnie przed wpadką. Patrzę, czytam, analizuję. No tak, usiąść to ja dzisiaj wieczorem nie usiądę. 

Trzeba jeszcze odwiedzić pocztę i odebrać awizo. Potem wizyta w pralni – przecież oddałam do czyszczenia wiosenny płaszcz. Wypadałoby kupić prezent na sobotnią imprezę urodzinową koleżanki z przedszkola mojego syna i zrobić jakieś drobne zakupy. Tyle na mieście. A w domu? Oooo, tam na pewno znajdzie się zajęcie – coś ugotuję, pobawię się z dzieckiem, ogarnę pranie, które od kilku dni wisi smętnie na suszarce w salonie, położę dziecko. Jak dobrze pójdzie, około 22:00 powinnam mieć czas dla siebie. Trochę późno, ale przecież wszystkie dzisiaj tak żyjemy.

Czas stał się dobrem luksusowym. Na wagę złota są szczególnie te momenty, które możemy wykorzystać tylko dla siebie, a ponieważ najczęściej przypadają na wieczór, warto sprawić, by stały się pewnymi rytuałami, które wprowadzą nas w dobry nastrój, wyciszą i zrelaksują. Mój niezawodny sposób? Pielęgnacja całego ciała. Jeśli można połączyć przyjemne z pożytecznym, to czemu nie? Współczesne kobiety mają to już opanowane do perfekcji.

Oczyszczanie

Mam skórę suchą i wrażliwą, dlatego potrzebuję kosmetyku, który dokładnie zmyje makijaż, ale jej dodatkowo nie podrażni. Idealnie sprawdza się tutaj płyn micelarny marki Buna. Ekstrakt z aloesu koi i nawilża skórę wokół oczu, pozostawiając ją wolną od wszelkich zanieczyszczeń i resztek kosmetyków. Skóra na twarzy pozostaje miękka i aksamitna dzięki zawartości wody jaśminowej i alantoiny. Teoretycznie wystarczyłoby, ale przecież jest to czas dla mnie – dlaczego nie wykorzystać go na małe, domowe SPA?

Walka ze zmarszczkami

Teraz czas na maseczkę, a co! Wybieram tę przeciwzmarszczkową, która jednocześnie pobudza mikrokrążenie, dzięki czemu odżywia i ujędrnia skórę. Maseczka odmładzająca marki Buna zawiera ekstrakt z rozmarynu, który ma działanie rewitalizujące, a dodatkowo redukuje zmarszczki, pomagając zachować młodość. Uwielbiam ją przede wszystkim za to, że  przywraca naturalny koloryt skóry. Wystarczy wmasować ją w skórę twarzy i pozostawić na 15 minut. To dobry moment na relaksującą kąpiel. Kwadrans zdecydowanie wystarczy. Czasem po prostu zbieram nadmiar maseczki wacikiem. Dziś jednak chcę w pełni dopieścić moją skórę. Zmywam więc maseczkę wodą.

Nocna pielęgnacja

Czas na krem do skóry suchej i wrażliwej. Tu znów sięgam po produkt z aloesem. Krem marki Buna został dodatkowo wzbogacony o pięć drogocennych olejków: ostropestowy, oliwkowy, kukurydziany, sezamowy i makadamia. Takie połączenie zapewnia mojej skórze intensywne nawilżenie, wygładzenie i uelastycznienie. Kiedy ja będę spać, krem będzie robił to, co do niego należy.

Ciało! Byłabym zapomniała!

Wiem, czasem się nie chce, ale warto zadbać i o całe ciało. Żeby wprawić się w dobry nastrój przed snem, warto postawić na melisę – jej zapach ukoi skołatane nerwy i ułatwi zasypianie. Idealnie sprawdzi się tu balsam do ciała z melisą marki Buna. Kosmetyk ten łagodzi podrażnienia, redukuje zaczerwienienia oraz zmniejsza wrażliwość skóry – to efekt działania ekstraktu z melisy, nawilżającej gliceryny, alantoiny oraz pantenolu. Dla mnie rewelacja!

Kropka nad „i”

Moim ostatnim, wieczornym rytuałem jest pielęgnacja dłoni. Niestety, po zimie są wysuszone i podrażnione. Ponieważ w ciągu dnia wiele razy je myję, w nocy potrzebują regeneracji. Rewitalizująca maska do rąk z rozmarynem marki Buna to kosmetyk bazujący aż na jedenastu cennych składnikach aktywnych. Wystarczy wmasować go w skórę i pozostawić na całą noc. Dla wzmocnienia efektu warto założyć bawełniane rękawiczki. Rano aż trudno uwierzyć, jak aksamitna i gładka jest skóra, która jeszcze kilka godzin temu była sucha i podrażniona. To wszystko dzięki kompozycji opartej na ekstrakcie z rozmarynu, glicerynie, moczniku, alantoinie, naturalnej wazelinie, maśle shea, oliwie z oliwek, lanolinie, witaminach A, E i F oraz pantenolu.

A teraz, otulona ziołowym zapachem, zrelaksowana i odprężona mogę iść spać. Jutro kolejny, ciężki dzień.


 

Artykuł powstał we współpracy z marką Buna


Zobacz także

Słaba płeć… Kobieto, jak to dobrze, że chociaż na ciebie zawsze można liczyć

Mój mąż każdego dnia, jednym małym gestem, pokazuje mi, jak bardzo mnie kocha i jak jestem dla niego ważna

Chcesz być dobrą synową? Powiem ci, co masz robić