Psychologia Związek

Niedopasowani. Skąd wiadomo, że do siebie nie pasują?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 listopada 2016
Fot. iStock/Drazen Lovric
 

Zobaczyłam ich póżnym popołudniem. Szli za ręce, dyskutując. Przy księgarni, on przystanął, prosząc: „Podejdz ze mną, zobacz, może jest coś nowego.”. Jego dziewczyna zdecydowanie pokręciła głową. – Nie ma mowy, to nuda. Zimno mi! – wycedziła wściekła przez zęby i odeszła. Chłopak z żalem obrzucił wystawę sklepową szybkim spojrzeniem i westchnął głośno. Dogonił ją jeszcze przed światłami.

„Niedopasowani” – pomyślałam mimowolnie, choć powodów jej zniecierpliwienia mogło być tysiące. Może właśnie się pokłócili? Może naprawdę było jej zimno? Może?…

Nauczyć się żyć wspólnie, nie jest łatwo, nawet jeśli jesteśmy bardzo zaangażowani emocjonalnie w nasz związek. Czasem, mimo tych emocji, mimo najszczerszych chęci po prostu nie wychodzi, bo dzieli nas zbyt wiele.

Świat rzadko kiedy stawia nam na drodze „idealnie dopasowaną” połówkę. I tak jest dobrze, bo jak inaczej mielibyśmy się od siebie czegoś nauczyć? Bywa jednak, że gdy już wyruszymy w tę wspólną drogę, to oboje chcemy od wspólnego życia czegoś zupełnie innego. Nasz marzenia, pragnienia, wykluczają się wzajemnie, stawiając nam ultimatum: jedno z nas musi „zrezygnować z siebie”, żeby drugie mogło być szczęśliwe. Kiedy tak się dzieje?

Syndromy niedopasowania

Zaangażowanie oznacza dla was co innego

Ty uważasz, że znakiem zaangażowania jest zdolność do spędzania ze sobą każdej wolnej chwili, a miara miłości jest liczba wysłanych do siebie wiadomości. On sądzi, że najlepsze dla związku są przypływy i odpływy – momenty, kiedy raz jesteście bardzo blisko, raz oddalacie się od siebie, by zatęsknić i ponownie się odnaleźć. To dwie, zupełnie różne wizje miłosnej relacji. Łatwo tu o wzajemne żale i prędkie rozczarowanie. Jedynym rozwiązaniem jest wzajemny szacunek dla waszych potrzeb i próba odnalezienia „złotego środka”.

Macie różne plany na przyszłość

Jeśli twój partner jest tradycjonalistą, chce małżeństwa, dzieci i domku z ogródkiem jeszcze przed ukończeniem 30-tki, a ty jesteś kolorowym ptakiem, którego trudno złapać, a jeszcze trudniej uszczęśliwić, nie łatwo będzie wam osiągnąć porozumienie. Te dwie wizje przyszłości wydają się nie do pogodzenia, nawet jeśli teraz on mówi, że na ciebie poczeka. Uwierz, z czasem zacznie naciskać, a ty… Może nigdy na małżeństwo i dom z ogródkiem nie będziesz gotowa?

Macie inne priorytety

Chcesz osiągnąć równowagę między życiem zawodowym a osobistym. On czuje, że w chwili obecnej praca jest dla niego wszystkim, że to jego „tu i teraz”, angażuje się w nią całkowicie i w niej spala. Czujesz się zaniedbana, twój partner nie potrafi tego zrozumieć. Zamiast wyrzutów, oczekuje wsparcia i radości z jego osiągnięć. Pędzicie ku związkowej katastrofie.

Podobnie byłoby, gdyby tylko jedno z was postawiło na pierwszym miejscu waszą relację, oczekując tego samego od partnera, którego priorytetem jest na przykład rozwój osobisty.

Inne podejście do rozwiązywania problemów

Oczywiście, rozmowa o problemach w związku to podstawa jego pielęgnacji. Ale jeśli słowa nie odnoszą skutku i macie wrażenie, że kompletnie się nie rozumiecie, to problemy stają się jeszcze bardziej poważne. Ci, którzy w relacji uważają się za „lepszych”, „mądrzejszych” nie chcą zrezygnować ze monopolu na „to ja mam rację, więc zrobimy tak jak ja uważam”. Ich podejście, wykluczające kompromis, z góry skazuje związek na porażkę.

Więcej was różni niż dzieli

Niby oczywiste. Poobserwujcie związki waszych znajomych, pomyślcie ile razy zadaliście sobie pytanie: „Jak to możliwie że oni ze sobą ciągle są?”… Różne cele życiowe, różne wrażliwości, różne poglądy, różne metody wychowawcze w stosunku do dzieci, różna kultura osobista, jedno… łóżko. I coraz większy dramat. Bo uczucie ciągle jest, ale porozumienia już brak.

Czy niedopasowanie zawsze musi oznaczać koniec związku? Nie, oczywiście, tak wcale nie musi być. Bo istnieją takie uczucia, które pomagają pokonać największe trudności. Podstawą jest jednak dobra wola i chęć – obu stron.

 


Psychologia Związek

„Moją żoną jesteś już tylko w dokumentach, a matką chyba nigdy nie byłaś…”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 listopada 2016
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Magdo…

Długo zastanawiałem się jak zacząć ten list, bo moją żoną jesteś już tylko w dokumentach, a matką chyba nigdy nie byłaś. Inaczej przecież nasz syn nie płakałby, gdy przychodzi bezsilność i nie pytał, co z nim jest nie tak, że nawet mama go nie chciała. Pamiętasz lato blisko 20 lat temu, gdy ty się śmiałaś, a ja snułem plany o naszej przyszłości. Opowiadałem ci, jak będą miały na imię nasze dzieci, po kim z nas będą miały uśmiech i że oczy koniecznie muszą mieć twoje. Szafirowe, głębokie i piękne, aż po zachwyt. Mówiłem o domu, który nam wybuduję, o hamaku, na którym będziesz zasypiać ciepłą wiosną.

Wtulałaś się we mnie, głaskałaś moją twarz i powtarzałaś, że to wszystko co materialne, jest takie odległe, że aż nieważne. Bo nasze szczęście starczy na wszystko. Urodził się nasz syn, ten wyczekany, wyśniony i wygłaskany przeze mnie jeszcze w twoim brzuchu. I nie przeszkadzało nam nic, nawet ta za ciasna kuchnia razem z imitacją łazienki, ani to podłe trzecie piętro, gdzie ciężko było wnosić wózek. Ja biegłem uskrzydlony do domu zaraz po pracy, bo wiedziałem, że na mnie czekacie. I nie było niczego ważniejszego. Niczego i nikogo ponad was. Aż któregoś dnia limit szczęścia, które miało wystarczyć na zawsze i załatać, każdą dziurę, się wyczerpał. A ponieważ ja tu miałem stałą pracę, a ty miałaś wyjechać tylko na chwilę, pomyślałem, że tak się zdarza. Że przecież w tych czasach, to takie normalne, że czasem na chwilę trzeba się rozstać, żeby znowu na zawsze móc być razem. Tylko ty kochana, zapomniałaś o czymś. Żeby żyć wspólnie, potrzeba cię tu. A ty zapomniałaś do nas wrócić.

Wczoraj po raz setny analizowałem tamtą decyzję i czas. Krok po kroku, słowo po słowie. Znowu, jak praktycznie każdej nocy, odkąd cię z nami nie ma, zastanawiałem się, czy aby nie powiedziałem czegoś nie tak. Może źle się zachowałem, za mocno przytulałem na lotnisku, za często dzwoniłem, żeby się upewnić, czy nic ci nie grozi. Może w ogóle nie powinienem się na ten wyjazd zgodzić. Ale to ty mnie przekonywałaś, że tak będzie lepiej. Miałaś jechać na trzy miesiące, żebyśmy mogli spokojnie dołożyć do większego mieszkania i wrócić. I wróciłaś. Ten pierwszy i jedyny raz. I już wtedy nie moja. Choć utwierdzałaś mnie, że tylko mi się wydaję, że to zmęczenie. Naszego syna, też już nie tuliłaś jak wcześniej. Gładziłaś tylko przelotem jego włosy i powtarzałaś, że jest zbyt dziecinny jak na swój wiek.

A przecież on po prostu tęsknił, nie dostrzegłaś tego, gdy biegł do ciebie z płaczem? Gdy rzucił ci się na szyję i nie chciał oderwać?  Aż wszyscy patrzyli ze wzruszeniem.  Bo ja to widzę, dopiero teraz. To jak on wręcz wnikał w ciebie i powtarzał bez końca: „Mamusiu już jesteś, nareszcie, mamusiu”, a ty stałaś jakaś taka obca, nieswoja. Jakbyś, chciała go odepchnąć. I w nocy, gdy w końcu mogliśmy porozmawiać, pierwsze co powiedziałaś, że musisz wracać tam, dla naszego dobra. Bo mieszkanie samo się nie umebluje, bo nasz Wojtuś za chwilę do szkoły, że trzeba na książki. Prosiłem, tłumaczyłem, że potrzebujemy cię tu i że jakoś sobie poradzimy. Odparłaś tylko, że nie chcesz żyć jakoś. Mogłaś już wtedy powiedzieć, że nie chcesz żyć z nami.

Nie umiałem cię zatrzymać, może dlatego, że naiwnie myślałem, że nie muszę tego robić. Bo przecież tu jest ktoś, kogo nigdy nawet myślą nie powinno się zostawiać. Nasz syn, który w tobie rósł, dojrzewał i rozkwitał potem na twoich oczach. Już nie pamiętasz swoich łez, gdy postawił pierwsze kroki? I swojej udawanej złości, gdy jego pierwsze wypowiedziane słowo brzmiało „tata”. Boję się tym napisać, ale pomyślałem, że może intuicyjnie czuł, że to ja z nim będę zawsze, a nie ty. Że to ja będę ojcem i matką, to ja będę mu gotował i pomagał pakować tornister do szkoły. I to ja będę przybiegał w nocy, gdy ma koszmarne sny. I to ja będę dzielił się z nim każdej Wigilii opłatkiem i zapewniał, że kocham go za nas dwoje. Patrzyłem, jak dorastał, jak stawał się mężczyzną. Jak miotał się, gdy pierwszy raz się zakochał. A ja się tak panicznie bałem, że nie podołam, że zawiodę. A ty w tym czasie, odkładałaś na potem kolejny powrót, coraz rzadziej dzwoniłaś, coraz mniej cię było w naszym życiu. Jedynym akcentem, twoim istnieniem są te przelewy, regularne co miesiąc. Jakbyś chciała systematycznością, zagłuszyć wyrzut sumienia. Tylko czy ma sumienie ktoś, kto wiedząc o tym, że kilkaset kilometrów dalej, ktoś kogo nosił pod sercem, ma kolejne urodziny. I kolejny raz zdmuchując świeczki, będzie patrzył na twoje zdjęcie i wzrokiem marzył. To jedno najważniejsze urodzinowe pragnienie. Żeby mama wróciła. A ty już nawet nie dzwonisz w ten dzień, mówisz, że to zbyt ciężkie i piszesz SMS. To jedno, znienawidzone już przez nas zdanie, żeby był dzielny, że życie nie jest łatwe i on to kiedyś, zrozumie.

A ja myślę, że to ty powinnaś już zacząć rozumieć, że nie chodzi o mnie. O to, że czuję się oszukany, zdradzony i zostawiony. Ty nie wiesz, jak to jest patrzeć na niego i czuć jego ból. I nie wiesz, jak serce ojca rozdziera bezsilność, który nie umie wytłumaczyć naszemu dziecku, dlaczego milczysz. Przestałem już wierzyć, że kiedyś się opamiętasz i przyjedziesz. Przestałem już wypatrywać cię w oknie z fotografią przyciśniętą do serca. Ale wiem, że za ścianą, w pokoju obok, pomimo buntu i blisko już 18 lat, on nadal to robi. Mój mądry, wrażliwy, odważny syn. Ten, który każdego dnia, daje mi milion powodów do lęków i do nieopisywalnej radości. Mój, bo już nie nasz Magdo. Zbyt wiele samotnych poranków, gdy patrzyliśmy na twoje puste krzesło, zbyt wiele pytań, tych bolesnych, dziecięcych pytań, bez odpowiedzi. Bo co powiedzieć 8-latkowi, który ze łzami w oczach pyta, dlaczego mama go nie kocha? Bo przecież gdyby kochała, czytałaby mu na dobranoc.

Ale nie martw się, jeśli znasz w ogóle takie uczucie. Moje szczęście nie ma limitu. Patrzę na nie każdego dnia. I czuję jego zapach i dotyk. I spojrzenie, które upewnia mnie w tym, że nie zawiodłem, że jestem i będę najważniejszy.  I gdy słyszę: „Jesteś najlepszym, co mogło mnie w życiu spotkać, tato”.

Za tydzień nasz syn będzie miał kolejne urodziny. Może tym razem, choć raz, będzie mógł zamarzyć o czymś innym.  I już nie będzie musiał patrzeć na zdjęcie, bo pomożesz mu zdmuchnąć świeczki na torcie. Wystarczy tylko, żebyś sobie przypomniała, że z każdej podróży zawsze można wrócić.


Psychologia Związek

Pozwól sobie na relaksujący wieczór. Listopadowe romantyczne środy, to wybór idealny

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 listopada 2016
Fot. iStock / PeopleImages

Wiele z nas, współczesnych kobiet nie narzeka na nadmiar wolnego czasu. W ciągu dnia, od samego rana planujemy kolejność zajęć, wychodzimy z domu, pędzimy do pracy. Posiadając dzieci, mamy jeszcze więcej obowiązków, którym staramy się zawsze podołać. A wieczorami? Wieczorami marzymy już tylko o odpoczynku, który jest nam potrzebny jak powietrze do życia. 

Co robić, gdy późną porą zapada cisza w domowych pieleszach? Można rzucić się w wir zaległych obowiązków, tylko co to za odpoczynek? Lepiej wziąć relaksującą kąpiel, sięgnąć po książkę lub zasiąść przed telewizorem. Myślisz, że wieczorny seans, to jedynie marnowanie czasu, którego tak bardzo brakuje? Nic bardziej mylnego. A jeśli namówisz swojego partnera na wspólne oglądanie lekkiego i przyjemnego kina, może to być początek bardzo udanej nocy.

Pokochaj listopadowe wieczorne seanse

Jesienne wieczory to idealny czas na odstresowanie się i porzucenie codziennych domowych zajęć. Bez wyrzutów sumienia możesz ustanowić jeden wyjątkowy wieczór w tygodniu pracy, podczas którego nikt i nic nie przeszkodzi w totalnym relaksie. Przygotuj ciepły koc, herbatę lub lampkę wina (co wolisz), być może coś na ząb. Przygaś światła, stwórz odpowiedni klimat i powędruj z bohaterami romantycznych komedii do ich świata.

Komedie romantyczne dla każdej z nas

Lubimy oglądać komedie romantyczne, a niekiedy nawet otrzeć na nich łzę wzruszenia. Nie zawsze się do tego przyznajemy, ale przyjemność ich oglądania i dobra zabawa, jaka temu towarzyszy, skutecznie przyciągają nas przed telewizory. Oczywiście, nie chodzi o to, by wrzucić pierwszą lepszą, wcale nieśmieszną komedię i na niej przysypiać z nudów. Lepiej oszczędzić sobie czasu i zdecydować się na filmy, które rzeczywiście mają w sobie „to coś”.

Romantyczne środy na kanale CBS Europa

Jeśli nic ci do głowy nie przychodzi, a chętnie coś obejrzysz, postaw na konkretne propozycje komedii romantycznych na kanale CBS Europa, które rozbawią i wzruszą każdą kobietę.

„Zakochane ptaszki”

reż. Paul Murphy, Nowa Zelandia, 2011

Czasem ambitne kino podlane sosem silnych emocji jest mniej atrakcyjne niż pogodne komedie podlane winem i zagryzione popcornem. Wszyscy, którzy podpisaliby się pod tym oświadczeniem, na pewno nie będą zawiedzeni tą uroczą nowozelandzką komedią.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Doug (Rhys Darby) mieszka w domu, który odziedziczył po rodzicach, razem ze swoją dziewczyną Susan (Faye Smythe). Jest fanem zespołu Queen — plakaty ulubieńców oraz wypieszczone płyty winylowe to jego pasja. Gdy pewnego ranka Susan zostawia go, Doug jest załamany. Nie pomagają kumple z pracy, ani ukochany zespół. Wtedy na dachu swojego domu Doug znajduje… dziką kaczkę. Ptak nie lata, a zagubiony bohater próbuje się go pozbyć. Tak trafia do ZOO w Auckland, gdzie poznaje specjalistkę od ptaków o imieniu Holly (Sally Hawkins). Czy dzięki kaczorowi Pierre’owi i sympatycznej pani zoolog mężczyzna ma szansę na nowe życie?

Film obejrzeć można 9 listopada o 19:00 na kanale CBS Europa.

„Zakochany Nowy Jork” 

reż. Fatih Akin, Yvan Attal, Randall Balsmeyer, Allen Hughes, Shunji Iwai, Wen Jiang, Shekhar Kapur, Joshua Marston, Mira Nair, Natalie Portman, Brett Ratner, USA, 2008

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Jaka jest miłość w Nowym Jorku? Odpowiedzi na to pytanie szukają reżyserzy z całego świata… Młody kieszonkowiec próbuje poderwać atrakcyjną dziewczynę. Malarz pragnie namalować portret Chinki, u której codziennie kupuje herbatę. Pisarz flirtuje z kobietą, która poprosiła go o ogień na ulicy. Piękna Żydówka w przeddzień ślubu odwiedza hinduskiego handlarza brylantami. Para staruszków idzie na spacer w rocznicę swojego ślubu. Podstarzała śpiewaczka przyjeżdża do opustoszałego, starego hotelu…

Film obejrzeć można 9 listopada o 21:00 na kanale CBS Europa.

„Miłość kibica”

reż. David Evans, Wielka Brytania, 1997

Paul Ashworth (Colin Firth) ma trzydzieści kilka lat i jest nauczycielem. Jego prawdziwą pasją jest futbol i wszystko, co się wiąże z tym sportem – Paul kibicuje Arsenalowi. Właśnie trwa sezon rozgrywek 1988-89 i drużyna, po raz pierwszy od osiemnastu lat, ma szansę wyjść na czoło ligi. Tymczasem w szkole Paula pojawia się nowa nauczycielka Sarah (Ruth Gemmell). Znajomość szybko przeradza się w związek, jest jednak jeden szkopuł – Sarah nie potrafi dzielić miłości Paula do jedenastu spoconych, uganiających się za piłką mężczyzn…

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Film polecamy gorąco wszystkim panom chcącym przekonać swe lepsze połowy do uznania ich miłości do piłki nożnej – Colin Firth zrobi to za was!

Film można obejrzeć 16 listopada o 23:30 na kanale CBS Europa.

„Miłość mojej młodości”

reż. Michael Petroni, Australia, 2002

Sam (Guy Pearce) ma piętnaście lat i prawdziwe szczęście – znalazł swoją pierwszą miłość w osobie swojej przyjaciółki, Silvy (Brooke Harman). Niestety pewnego wieczoru podczas wspólnej kąpieli dochodzi do tragedii – Silvy nagle znika pod wodą i tonie. Mijają lata. Sam pracuje jako psycholog w Melbourne. Gdy umiera jego ojciec, mężczyzna wraca do domu, by spełnić ostatnią wolę zmarłego i pochować go w rodzinnych stronach. W pociągu spotyka młodą kobietę, która przedstawia się jako Ruby (Helena Bonham Carter). Po pogrzebie Sam widzi, jak ktoś spada z mostu do rzeki. Odratowaną kobietą okazuje się Ruby, która nie pamięta, kim jest. Psycholog otacza ją opieką. Coraz bardziej przypomina mu ona Silvy, utraconą miłość sprzed lat…

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Melodramat, który wzbudzi mistyczny dreszcz na plecach to nieco ryzykowny wybór filmu na pierwszą randkę – ale na piątej czy ósmej sprawdzi się doskonale!

Film można obejrzeć 23 listopada o 19:05 na kanale CBS Europa.

„Zakochany bez pamięci”

reż. Michel Gondry, USA, 2004

Pewnego dnia Joel Barish (Jim Carrey) odkrywa, że jego dziewczyna Clementine (Kate Winslet) wymazała go z pamięci i ma nowego chłopaka. Mężczyzna udaje się do kliniki dr. Mierzwiaka (Tom Wilkinson), gdzie dowiaduje się, że też może poddać się takiej procedurze. W ciągu jednej nocy technicy za pomocą specjalnej maszyny wyśledzą i wymażą jego wspomnienia związane z ukochaną, a rano obudzi się kompletnie jej nie pamiętając. Joel usuwa wszystkie pamiątki po wspólnym życiu z Clementine i rusza w podróż w głąb swojego umysłu.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Surrealistyczny komediodramat z zielonowłosą Kate Winslet? Mocne 10/10!

Film można obejrzeć 30 listopada o 21:00 na kanale CBS Europa.

Kanał CBS Europa proponuje na listopadowe środy wiele innych, ciekawych filmów. Jeśli tylko przyjdzie na to ochota, obejrzyj inne, warte uwagi filmy:

  • „Debiutanci” reż. Mike Mills, USA, 2010 – film można obejrzeć 9 listopada 2016 r.
  • „Ona” reż. Spike Jonze, USA, 2013
  • „Rushmore” reż. Wes Anderson, USA, 1998
  • „Spragnieni miłości” reż. Wong Kar-Wai, Francja/Hongkong, 2000
  • „Klątwa skorpiona” reż. Woody Allen, USA, 2001;

Na wieczory pełne wzruszeń CBS Europa zaprasza w każdą środę od 19:00


Wpis powstał przy współpracy z CBS Europa

 

 

 


Zobacz także

Wyszłaś z toksycznego związku? 8 rzeczy, które się wydarzą nim ponownie pokochasz bez lęku

Rozwód niejedno ma imię – rozstanie to coś znacznie więcej niż podpisanie dokumentu w sądzie

30 sposobów na to, by powiedzieć osobie, którą kochasz, że za nią tęsknisz