Związek

Miłość Twojego Życia – nigdy jej nie dorównam, choćbym nie wiem co zrobiła. Zawsze będę tą drugą

Poli Ann
Poli Ann
11 września 2022
fot. Manuel Meurisse/Unsplash
 

Wiesz, nie lubię, gdy ktoś nas pyta, jak się poznaliśmy. Przechodzą mnie ciarki i wtedy wiem, że myślami wracasz do przeszłości. Oczywiście najpierw z radością mówisz, że nasz związek zaczął się od pięknej przyjaźni, mojej pomocy i wsparcia, bo beze mnie byś zginął. Jeszcze wtedy czuję się potrzebna i taka ważna, a potem Twoje oczy smutnieją i zawieszasz się na mikrosekundę. Nie każdy to widzi, ale ja tak. Widzę ten żal, ten grymas bólu, bo wtedy przypomina Ci się ona – Miłość Twojego Życia, której ja nigdy nie dorównam, choćbym nie wiadomo co zrobiła. Zawsze będę tą drugą.

W liceum patrzyłam na Was z taką zazdrością. Edyta zawsze głośno się śmiała, była niewątpliwie piękna i podobała się połowie szkoły. Nietrudno było zwrócić na nią uwagę, a gdy zaczęliście być parą, każdy chciał być na Waszym miejscu. Tacy piękni, zakochani, zawsze razem, planujący przyszłość. Piękna sielanka, która zdarza się nielicznym.

Pamiętam jak wszyscy przeżywali Twoją studniówkę, na której byliście niekwestionowanymi królem i królową. Gdy zdawałeś maturę, ona czekała na Ciebie w korytarzu i wskoczyła Ci na biodra, gdy okazało się, że zdałeś ustny polski na pięć. Kiedy przychodziłeś po nią po naszych lekcjach już jako dumny student, a my wzdychałyśmy do Ciebie po kryjomu. Ja z tego wianuszka wielbicielek najbardziej. A potem stało się to, co was rozłączyło.

Pamiętam, że po Edytę nagle pod szkołę przyjeżdżał jej tata i niemal siłą wpychał do auta, podczas gdy ona wyrywała się do Ciebie, proszącego go choćby kwadrans rozmowy. Wasza tragedia rozgrywała się na naszych oczach, a wy – rozdzieleni siłą kochankowie – walczyliście z całych sił o każdą minutę. Edyta wymykała się z lekcji, po wzorowej uczennicy nie było ani śladu. Ty snułeś się pod szkołą w nadziei, że ją spotkasz. Jednak ojciec Edyty zawsze Cię wyprzedzał, nie pozwalał wam na jakiekolwiek rozmowy, a gdy Edyta uciekała do
Ciebie z lekcji, zawsze was nakryli i ona była wtedy pod kontrolą 24/7. Nie raz mówiła, że się zabije.

To wtedy, raz czatując na nią pod szkołą, zwróciłeś na mnie uwagę, pytając o papierosa. Poszliśmy zapalić, a Ty opowiedziałeś mi wszystko. Mówiłeś, a ja słuchałam, patrząc jak piękne masz oczy i kształtne usta. Tylko ja dostąpiłam zaszczytu i zdobyłam Twoje zaufanie. Dowiedziałam się o tym feralnym liście, jaki wysłałeś do Edyty, a który przeczytali jej rodzice. Dostali szału dowiedziawszy się, że uwielbiasz
zapach jej skóry, jej przyspieszony oddech i jej nogi wokół Twoich nagich bioder. Bali się pewnie wpadki i zakazali Wam spotkań. Wy walczyliście. Edyta niemal nie zdała, bo ciągle uciekała ze szkoły do Ciebie, a potem zniknęła. Rodzice siłą przenieśli ją do innej szkoły.

Ty – cień samego siebie – we mnie znalazłeś powierniczkę. Byłam, słuchałam, wspierałam i myślałam, czy i mnie tak kiedyś pokochasz. To z Tobą poszłam na moją studniówkę, to Ciebie zazdrościły mi koleżanki, to z Tobą na biwaku kochałam się pierwszy raz. Momentami czułam, że o niej zapomniałeś i byłeś tylko mój. Edyta zniknęła z horyzontu, nigdy o jej nie rozmawialiśmy. Jej temat był tematem tabu.

O tym, że jej szukałeś przed naszym ślubem, dowiedziałam się dużo później, jak to zwykle bywa przypadkiem i ostatnia. Może chciałeś być pewny, że nie macie żadnych szans, a ja byłam taką bezpieczną przystanią?

Boję się użyć innych słów, bo przecież mi też mówiłeś, że mnie kochasz, że jestem Twoja latarnią i dzięki mnie nie skoczyłeś w nicość. Przez moment myślałam, że mam Cię całego dla siebie. Głupia ja. To Edyta była, jest i będzie tą pierwszą miłością przez wielkie „em”. Pewnie gdyby nie upór jej rodziców, nadal bylibyście razem. Zresztą, skoro jej szukałeś przed naszym ślubem, to może szukałeś potwierdzenia, że już na
pewno wszystko stracone. Przecież gdybyś tylko miał cień nadziei, pewnie do ołtarza byśmy nigdy nie doszli.

Edyta zniknęła, zamilkła, zapadła się pod ziemię. My zbudowaliśmy sobie nasz mały świat. Myślałam, że jestem w nim z Tobą bezpieczna, że ona jest już tylko mrzonką i chwilą zapomnienia, gdy opowiadasz o swoich pierwszych uniesieniach. Wierzyłam, że tak jest. Naiwnie bardzo. W tym związku cały czas jest nas troje i choć o tym nie mówimy to wiem, że tak jest. Wiem, że znów szukałeś z nią kontaktu, bo ona nadal
mieszka w naszym mieście. Świat jest mały. Edyta wie, że masz rodzinę, że mamy dzieci może dlatego odmówiła. Może jest szczęśliwa. Może boi się tego, co by wybuchło po latach. Jestem pewna, że na razie nie dzieje się nic. Nie spotykacie się, nie kontaktujecie. Nie jestem jednak spokojna, bo nie wiem, co dzieje się w Twojej głowie i dlatego tak nie lubię, gdy opowiadasz, jak zaczęła się nasza miłość. Bo choć opowiadasz o nas, to i tak myślisz o niej.

Ja nigdy nie będę Edytą, nie zastąpię jej i nie dorównam. To nie mnie pokochałeś pierwszy raz. Wierzyłam jednak, że pokochałeś inaczej, dojrzalej, mocniej… Dziś nie jestem tego taka pewna. Ta Twoja pierwsza miłość mnie uwiera niczym drzazga. Nie widać jej, ale ona nie daje o sobie zapomnieć, sprawia ból i nie zawsze da się ją wyciągnąć, a nawet jeśli to się uda, to zostawia po sobie ślad na całe życie…


Związek

Żadne z kochanków nie jest na tyle odważne, by cokolwiek zmienić w swoim życiu, by podjąć decyzję. Bo każda będzie zła

Poli Ann
Poli Ann
22 sierpnia 2022
fot.photoguns/iStock

Lucyna zamknęła właśnie drzwi do łazienki. Tylko tu czuje się sobą i po całym zwariowanym dniu w tym miejscu naprawdę wypoczywa. Zmywa makijaż powoli, dokładnie. Czyni to naprawdę precyzyjnie tak jakby ściągała maskę. W sumie w jakimś sensie tak jest. Na co dzień zadbana, uśmiechnięta, z ustami w mocnej czerwieni i długimi wytuszowanymi rzęsami sprawia wrażenie kobiety szczęśliwej.

Ma przecież pracę, męża, udane dzieci, piękne mieszkanie z tarasem, psa. Wszystko poukładane niczym klocki w pudełku przewiązanym różową wstążką i posypanym brokatem, by podkreślić jego urok.

Tu w łazience Lucyna wie, że to tylko sztuczny obrazek stworzony na potrzeby innych i dla zagłuszenia wyrzutów sumienia. Powinna być przecież obrzydliwie szczęśliwa, a nie jest.
Gdy twarz nie ma na sobie śladu makijażu kobieta idzie pod prysznic. Myje włosy, robi peeling całego ciała, goli nogi. Zmywa z siebie zapach ukochanego. Nie chce tego robić, pamięta każde muśnięcie jego dłoni, każdy pocałunek i pieszczoty tak odważne, że przy własnym mężu by się zarumieniła. I dlatego właśnie oczyszcza ciało i próbuje uspokoić gonitwę myśli. Zawsze tak się dzieje, gdy wraca do męża z objęć kochanka. Od kilku lat miota się, po prysznicem płacze i zmywa z siebie zapach tego, którego tak naprawdę kocha. Nawet nie wie, kiedy wygasł żar w jej małżeństwie.

Czy gdy Grzegorz zmienił pracę i chciał się wykazać? Kiedy tylko ona wstawała w nocy do bliźniaków nie wiedząc ze zmęczenia jak się nazywa? Gdy Grzegorz przeniósł się ze wspólnej sypialni na dół do gabinetu, by nie budzić jej nocnym pisaniem raportów? Czy może kiedy zaczęła sama z dziećmi jeździć na wakacje, bo mąż ciągle pilnował firmy?

Oddalili się od siebie tak bardzo, że zapomniała jak on smakuje. I kiedy właśnie ganiła przyjaciółkę za romans w pracy, sama poznała kogoś, o kim nie mogła przestać myśleć.
Jak to zwykle bywa, oboje tego nie planowali. I wcale nie poznali się na imprezie integracyjnej. Wpadła na niego przypadkiem w kawiarni i wylała na jego bieluśką koszulę truskawkowy koktajl. Szybko się zreflektowała chcąc zapłacić na profesjonalne usuwanie plam. On się spieszył, więc wcisnęła mu naprędce swoją wizytówkę. Jeszcze w domu tego samego dnia opowiadała mężowi jaką jest gapą. On sprzed ekranu monitora tylko pokiwał głową, a ona znów poczuła się transparentna. Niby była jego żoną i matką jego dzieci, wspaniałą synową i bratową, jednak nie czuła się już kobietą. I choć wiele razy próbowała Grześka wyciągnąć na imprezę, do hotelu, na koncert, do restauracji to zawsze przegrywała z firmą.
Gdy pewnego dnia więc przyszedł sms od niejakiego Konstantego, który dopytywał się pół żartem pół serio o wypranie jego koszuli, zareagowała. Najpierw chciała mu po prostu przelać pieniądze. Ale on uparł się na kawę od razu zaznaczając, że ma uczciwe intencje, bo jest żonaty. Lucyna nie pamiętała kiedy ostatnio była na kawie z mężczyzną. Uznała, że sytuacja jest w pełni bezpieczna i poszła. Rozmawiało im się za dobrze i za długo. Potem zaczęły się smsy i kawy w ciągu dnia. A gdy wylądowali w jego pustym biurze, obie wiedzieli, że pakują się w płomienny romans. Kochali się długo spragnieni miłości. Konstanty żonaty od kilku lat szczęśliwie tylko na zdjęciach umieszczanych regularnie przez jego żonę na fejsbuku, zatracił się w Lucynie tak mocno jak i ona w nim. Stworzyli swój świat, do którego wymykali się ze swoich szarych bezmiłosnych rzeczywistości bojąc się jednak z nich uciekać.

Lucyna boi się rodziny, nie chce tracić przyjaciół, wie że sama dzieci nie utrzyma. Konstanty obawia się żony furiatki, która zrobi wszystko by rozwodu mu nie dać, a jeśli go by jednak dostał, zadbałaby o ograniczenie kontaktu z córeczką.

Lucyna po każdym spotkaniu z kochankiem płacze pod prysznicem nie widząc wyjścia z tej patowej sytuacji. Konstanty na siłę pozuje do zdjęć, które na relacje wrzuca jego żona chcąc pochwalić się przed całym światem jaka jest szczęśliwa.

Żadne z kochanków nie jest szczęśliwe ani na tyle odważne, by cokolwiek zmienić w swoim życiu. Niemiły rozwód, reakcje rodziny, przepychanki w sądzie, alimenty to tylko czubek góry lodowej, który ich przeraża. Lucyna wyciera moje ciało. Jest piękna i niewyobrażalnie smutna. Wypłakała cały zapas łez na dziś. Idzie do pustej sypialni.

Konstanty uśpił właśnie córeczkę. Jego żona znów o coś się obraziła, on już sam nie wie o co. Bierze szybki prysznic, myje zęby i kładzie się do łóżka widząc obok siebie plecy małżonki.
Dzisiejszej nocy każde z kochanków zaśnie dopiero nad ranem bijąc się z myślami co dalej i nie znalazłszy żadnego rozwiązania na nowo pójdą w dzień kradnąc potajemnie wspólne chwile i mamiąc się ułudnym szczęściem.