Związek

Kochany, już nie chcę cię obwiniać za to, że bywam nieszczęśliwa

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 lipca 2016
By stworzyć szczęśliwy związek nie potrzeba wiele. Wystarczy 10 prostych rytuałów
Fot. iStock/hoozone
 

Między nami nigdy nie było łatwo. Bywało, ale jednak nasz związek to nieustanna praca. Nad nami, nad sobą. Kilka razy się poddawaliśmy, kilka razy udawaliśmy, że nie widzimy, że trzeba coś naprawić, czy trochę bardziej niż zazwyczaj się postarać.

Czasami myślę, mam dość. Że to już koniec. Nie chcę już, nie dam rady. Potrzebuję samotności, przestrzeni do realizacji. Nie chcę się za tobą oglądać, pamiętać, że ty też jesteś, że muszę się liczyć z tobą twoimi emocjami, potrzebami.

I czasami mam ochotę wrzasnąć: „Teraz to ja jestem najważniejsza, teraz to mój czas, to czas kiedy ja muszę zadbać sama o siebie, pójść inną niż nasza wspólną ścieżką”. I wiem, że bez mrugnięcia okiem spakowałabym się i wyjechała. Dlaczego? Bo wiem, że ty byś czekał. Że nie odszedłbyś.

Jakie życie jest przewrotne, no nie. Ja – mająca dość trwania w związku, wymyślająca kolejne ograniczenia, które są mi narzucane i ty, który stoisz zawsze obok. Ale tak bardzo na zawsze. Tak czytelnie. Wkurza mnie to, czasami chciałabym sprowokować ciebie do jakieś ruchu, jakieś decyzji. Do podjęcia ryzyka, powiedzenia: „Chodź, wyjeżdżamy. Wrócimy za rok”. Ale wiem, że ty taki nie jesteś. Ty nigdy tego nie powiesz. Przez długi czas to ciebie obarczałam winą za nudę w naszym życiu. Za to, że ogrodzenie podwórka jest ważniejsze, od wspólnie spędzonego weekendu. Że wieczorny film, ciekawszy od spaceru. Myślałam: „Po co ja tu siedzę, skoro chcę być w zupełnie innym miejscu”. I to ty byłeś temu winien. Nie cierpiałam cię za to, że przez ciebie marnuję swoje szanse, że skazana jestem na spędzenie nudnego życia, bo ty takie wybierasz, choć we mnie jeszcze tyle niewyczerpanego szaleństwa.

I pewnego dnia zrozumiałam, że ja tylko bym chciała ciebie obarczyć winą za wszystko, co mi się w życiu nie udało:

– za to, że nie zmieniłam pracy, bo twoja była ważniejsza.

– za to, że nie wyjechałam z przyjaciółkami na wakacje, bo przecież nie mogłam się zostawić z dziećmi.

– za to, że nie wyszłam ze znajomą na koncert, bo jak zostawić ciebie samego.

– za to, że nie zapisałam się na kurs wspinaczki, bo przecież nie wiem, czy dałoby się to pogodzić z twoją pracą.

– za to, że nie biegam, bo nie chcę, żebyś czuł, że dbając o siebie, ciebie zostawiam wieczorem.

– nawet za to, że nie mogę schudnąć, bo ty nie mógłbyś jeść tylu warzyw, a dla siebie gotować nie będę.

I okazało się, że to nie tak. Że za każdym „bo ty” stoi „bo ja nie chcę, bo się boję, bo szukam wymówki”. Chciałabym, żebyś o tym wiedział. Nie chcę obwiniać cię za to, co mi w życiu nie wyszło, czego nie zrobiłam. Ty po prostu okazałeś się doskonałym usprawiedliwieniem. I idealnym workiem, do którego mogłam wrzucać wszystkie żale i pretensje o niewykorzystane przeze mnie szanse.

Jak łatwo wpaść w taką pułapkę. Dziś rozumiem, że:

To nie twoja wina, że się nie realizuję

bo to moje wybory. Ty nigdy nie powiedziałeś: „nie powinnaś, bo ja”, „nie możesz, bo ja chcę coś innego”. Ja mówiłam to za ciebie wmawiając sobie, że to twoje zdanie.

To nie twoja wina, że bywam nieszczęśliwa

bo przecież gdzieś w głębi serca mam pewność, że mnie kochasz i że nigdy nie chciałbyś mnie zranić. Moje nieszczęście niekoniecznie jest twoim udziałem, bardziej jednak bywa moim, kiedy nie umiem zadbać o siebie, gdy o tobie zapominam.

To nie twoja wina, że jestem tu, gdzie jestem

Bo gdybym naprawdę chciała, poszedłbyś za mną, tak, jak ja poszłabym za tobą. To kwestia kompromisów, a nie bezwarunkowości. Dogadania, omówienia, ustawienia tego, co w życiu jest dla mnie ważne. Ja mówię: „ważna jest rodzina”, ale tak samo ważna powinnam być sama dla siebie.

To nie twoja wina, że czuję na sobie ograniczenia

Bo związek, to nie trzymanie się na sznurku, to umiejętność puszczenia. Pozwolenia pójścia komuś własną drogą, co wcale nie musi oznaczać, że opuszczasz, zawodzisz, zostawiasz. Nie po prostu mamy różne od życia oczekiwania i od siebie też.

To nie twoja wina, że nie realizuję swoich marzeń

Bo dlaczego nie miałabym ich realizować. Przecież, gdybym ja była szczęśliwa, nasz związek też byłby szczęśliwszy. Dzisiaj wiem, że każde z nas powinno się spełniać, a nasze marzenia nie muszą być marzeniami tej drugiej, najbliższej osoby. Dojrzewamy, dorastamy, zmieniamy się – jeśli to w sobie nawzajem zaakceptujemy, bo przestaniemy obarczać siebie nawzajem winą za niewykorzystane przez nas okazje.

Myślę, że tak dojrzewa związek. W zrozumieniu, że pójście wspólną drogą wcale nie oznacza wytyczonego jednego szlaku, którym idziemy gęsiego, jedno za drugim. Każde z nas może szukać swojej drogi, która, jeśli kochamy, znajdzie punkty styczne. Wcale nie musi oznaczać rozminięcia się, braku zrozumienia. Dzisiaj już nie chcę cię zmieniać. Chcę akceptować twoje wybory i twój sposób na spokojne życie, który przecież tez może się zmienić. Proszę cię tylko o jedno. Bądź przy mnie. I kochaj mnie. Ja dzisiaj pójdę za tym, co mnie woła. Za tym, o czym marzę. Dziękuję, że mi na to pozwalasz.


wysłuchała: Ewa Raczyńska 


Związek

Rzuć wszystko i chodź się przytulać!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
3 lipca 2016
Fot. iStock/ AleksandarNakic
 

Wszyscy szukamy sposobu na długie, szczęśliwe życie w pełnym zdrowiu. Okazuje się, że nie trzeba drogich leków i specyfików wątpliwego pochodzenia. Ci, którzy wymyślili ideę „free hugs” (darmowe przytulanie), mogliby stać się milionerami, bo to właśnie przytulanie jest receptą na zdrowie!

Zakochana oksytocyna

Znasz ten błogi stan, kiedy właśnie się zakochujesz i czujesz, jakbyś mogła przenosić góry? To właśnie zasługa oksytocyny – hormonu, który popularnie nazywa się hormonem miłości. Dzięki niej, zapominamy o poczuciu samotności, odizolowania i złości. To swoiste lekarstwo na depresję, ale i stany kiepskiego samopoczucia. Jest jeszcze serotonina, dzięki której czujemy się szczęśliwsi.

Połączenie tych dwóch substancji produkowanych przez nasz organizm może sprawić, że poczujesz się naprawdę błogo. Jest jedno „ale” – żeby wszystko zadziałało z ogromną siłą, musisz się przytulić do osoby, z którą łączy cię silna więź emocjonalna. W innym przypadku, twój humor poprawi się tylko na krótką chwilę, ale w końcu lepsze to, niż nic!

Samo zdrowie!

Jeżeli często łapiesz infekcje, powinnaś pomyśleć o przytulaniu jako o kolejnej terapii, która ma wzmocnić twoją odporność. Jak? Pozytywny ładunek emocjonalny i delikatny ucisk na mostek aktywują czakrę splotu słonecznego, która z kolei pobudza znajdującą się za mostkiem grasicę odpowiadającą za pracę układu odpornościowego. Dzięki częstemu przytulaniu będziemy zatem rzadziej chorować na przeziębienie czy grypę. Brzmi zachęcająco, czyż nie?

To jednak nie wszystkie zdrowotne zalety bliskości. Przytulanie, całowanie czy zwykły dotyk, wyzwalając wcześniej wspomnianą oksytocynę, wywołuje reakcję chemiczną, która pomaga obniżyć ciśnienie krwi, co z kolei zmniejsza ryzyko chorób serca i przyczynia się do zmniejszenia stresu i niepokoju. To właśnie dlatego bardzo często lekarze zalecają rodzinom chorych trzymanie ich za rękę czy gładzenie po głowie.

Dobry egoizm

Od najmłodszych lat słyszymy, że egoistyczne myślenie jest złe. Szczególnie w rodzinach, gdzie jest więcej niż jedno dziecko, uczymy się, że trzeba się wszystkim dzielić i myśleć o innych. Co ciekawe, to bardzo słowiańskie podejście do tematu. Pora jednak na odrobinę egoizmu, także w bardzo bliskim kontakcie z innymi ludźmi. W tym temacie także musimy wrócić do dzieciństwa, bo przytulanie zwiększa poczucie własnej wartości.

Badania pokazują, że dorośli którym od urodzenia rodzice okazywali dużo czułości, dziś są pewnymi siebie ludźmi. Dzięki dotykowi czuliśmy się kochani i dowartościowani. Skojarzenie dotyk-poczucie własnej wartości tak głęboko utkwiło w naszej podświadomości, że nawet teraz, jako dorośli, po przytuleniu do drugiej osoby czujemy się dużo lepiej we własnej skórze.

Więcej przytulania = większa więź

Przytulanie czy bliskość są zupełnie naturalne w związku. To właśnie ono doprowadza do zbliżenia i poczucia więzi, a niejednokrotnie także do seksu. Możesz wierzyć lub nie w ludzką energię, ale to właśnie moment, kiedy dwa ciała się do siebie zbliżają jest chwilą, w której wytwarza się fundament udanego związku. Ta „nić porozumienia”, empatia i przywiązanie powstające właśnie w momencie zbliżenia się do siebie. Wspomniana wcześniej oksytocyna jest kluczowa w budowaniu przywiązania do drugiego człowieka. To właśnie ona wytwarza się przy porodzie, kiedy matka po raz pierwszy widzi swoje dziecko. Przytulając je do swojego ciała, buduje więź, która pozostanie między nimi do końca życia. Nie inaczej jest w przypadku związków między dwojgiem dorosłych partnerów.

Dotyk daje przetrwanie

Terapeutka rodzinna, Virginia Satir, uważa, że człowiekowi do przetrwania potrzeba czterech przytuleń dziennie, osiem dla dobrego samopoczucia, a aż dwadzieścia, żeby być szczęśliwym i dojrzałym psychicznie. Może się wydawać, że to ogromna ilość przytuleń jak na jedną osobę w ciągu dwudziestu czterech godzin. Może pora na eksperyment? Zapisz na kartce, jak czułaś się dziś, kiedy jeszcze nie stosowałaś się do dwudziestu przytuleń na dobę. Jutro od samego rana, szukaj kontaktu cielesnego z bliskimi ci ludźmi.

Czasem wystarczy chwycenie kogoś za rękę czy masaż głowy, choć nie wolno nam lekceważyć siły zbliżenia całych ciał w czasie przytulania. Wieczorem, przed snem, zapisz jak czułaś się w czasie całego dnia i porównaj wyniki ze spostrzeżeniami z dnia poprzedniego. Czy poczułaś różnicę? Dotyk może mówić więcej niż tysiąc słów, bo te mogą wydawać się zbyt banalne w trudnych sytuacjach. Szczery, pełne objęcie, podczas którego między dwojgiem ludzi przepływają prawdziwe i nieskrępowane emocje, jest najlepszym wsparciem i pomocą.


Związek

QUIZ: Czy potrafisz kochać również siebie?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 lipca 2016
Fot. iStock/macniak

Znaczenie miłości własnej w naszym życiu jest ciągle niedoceniane. Lepiej wykazać się fałszywą skromnością, niż z odwagą przyznać, że potrafimy docenić to, jacy jesteśmy. Tak nas wychowano: nie przechwalaj się, bądź skromny. Cóż, skromność z miłością własną się nie kłóci. Kochać siebie, akceptować swoje lepsze i słabsze strony, wybaczać sobie błędy i wyciągać z nich wnioski nie znaczy nic innego niż umieć żyć. Żeby umieć żyć, mieć dobre relacje z innym ludźmi,  oparte na szacunku i zrozumieniu, musimy przede wszystkim być życzliwi dla siebie samych.

Rozwiąż nasz QUIZ i dowiedz się, czy potrafisz kochać samego siebie.

 


Zobacz także

Sześć fundamentów, na których można zbudować szczęśliwy i dobry związek

Czy rozwód sprawia, że mężczyźni częściej popełniają samobójstwo? A co, gdyby się nad tym głębiej zastanowić

Kochać kogoś innego, to nie to samo, co mieć siłę, by odejść, by zostawić tego, z kim jesteś