Związek

Kiedy na pewno Ci nie wyjdzie drugi raz? Moja subiektywna lista murowanego niewypału

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
18 maja 2019
Dlaczego mężczyźni częściej odchodzą, kiedy zaczynają się kłopoty, a kobiety częściej zostają, by trwać przy ukochanym "na dobre i na złe"
Fot. iStock/AntonioGuillem
 

Ile razy można zaczynać od początku? – „Tyle, ile trzeba – usłyszałam od swojego ojca. Tylko zrób wreszcie rachunek sumienia i przeanalizuj, dlaczego nie wyszło „. Trochę mnie zatkało. Tak. Nie wyszło i za drugim razem. Zostałam czarną owcą w rodzinie. Dwoje dzieci, każde z innym mężczyzną. Biedna dziewczyna – wzdycha moja ciocia, ilekroć zobaczy mnie przelotem. Milion razy słyszałam również, że „życie zaczyna się po 40. tce”… Nieprawda. Tak jak nieprawdą jest to, że „podróże kształcą”. Podróże kształcą wykształconych, a życie zaczyna się po 40. tce tylko świadomym kobietom!

Tak więc nie mam innego wyjścia – robię rachunek sumienia. Bo co jak co, ale w życiu  nie o to chodzi, żeby drugi raz zaczynać w nieskończoność…

Kiedy na pewno Ci nie wyjdzie drugi raz. Moja subiektywna lista murowanego niewypału

Tak więc na pewno nie wyjdzie:

  1. Kiedy myślisz, że nic dobrego Cię już w życiu nie spotka i bierzesz, co jest.

  2. Kiedy myślisz, że jak zrobicie sobie dziecko, to już do końca świata On Cię nie opuści.

  3. Kiedy wydaje Ci się, że jest zabawny i taki prawdziwy, bo masz klapki na oczach i mylisz, zwykłe buractwo z prostolinijnością.

  4. Kiedy wyposzczona idziesz do łóżka i wydaje Ci się, że On jest bogiem seksu. Ocenę zostaw na długo później.

  5. Kiedy jesteś przy misce ( to moje określenie kobiety, która bardzo potrzebuje bliskości) i czekasz na najdrobniejszy gest z jego strony, a potem Twojej wdzięczności nie ma końca bo zwyczajnie jest niewrażliwym bucem i kłania się punkt 1.

  6. Kiedy zwyczajnie zapomniałaś, że sama dla siebie jesteś najcenniejsza i nie potrzebujesz przeglądać się w jego oczach, żeby czuć się dobrze.

  7. Kiedy udajesz przed sobą, że on pokocha Twoje dzieci z poprzedniego związku, a widzisz, że jest inaczej. Najdrobniejszy, zły szczegół w tej relacji weź za wykładnię tego, co Cię czeka w przyszłości.

  8. Kiedy jego matka mówi, że złapałaś go na dziecko, a on uważa, że się czepiasz, kiedy mówisz mu, że jest Ci przykro…

  9. Kiedy jest śmierdzącym leniem, nie ma stałej pracy i najbardziej kocha w Tobie to, że za wszystko płacisz.

  10. Kiedy Twój Facebook wygląda lepiej, niż Twoje prawdziwe życie, a prawdę znasz tylko Ty, bo zaczynasz mieć tajemnice nawet przed zaufanymi przyjaciółmi.

Jeśli więc zapaliła Ci się lampka po przeczytaniu powyższych przykazań, zacznij myśleć tylko o sobie…


Związek

Tydzień samotnej matki na kwarantannie – czyli rzecz o nieogarnianiu

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
25 marca 2020
Fot. iStock
 

Za mną tydzień kwarantanny. Nie ogarniam niczego. I nie pojmuję jak to w ogóle fizycznie możliwe…? Dlaczego wcześniej, po dojazdach do pracy (3 godziny w ciągu dnia), generalnie wszystko szło jak w zegareczku… ? Dzisiaj nie wyrabiam się z większością podstawowych rzeczy. Jak ugotuję, to chałupy nie posprzątam, jak wypiorę, to pizzę muszę zamówić na kolację. Pies zwariował, ciągle chce na dwór, że o lekcjach z dzieckiem nawet nie wspomnę… Co robię nie tak?

Wstaję rano, może ciut później niż zazwyczaj. Mój pies od tygodnia kompletnie nie rozumie dlaczego wszyscy zostajemy z nim w domu. Nie kuma ale jest najszczęśliwszy na świecie, w związku z czym – nieustająco chce wyjść na dwór i się bawić, jakby chciał sobie odbić za wszystkie czasy.

Ja na przykład tak mam, że nie usiądę spokojnie przed komputer kiedy gary w zlewie zalegają… Też tak macie? No nie mogę i już. Robota też nie idzie, jak naczynia niewyjęte z suszarki. Nie ruszysz, nie ma opcji. Każda porządna gospodyni to zrozumie. A swoją drogą, nigdy wcześniej nie zauważałam tylu natręctw u siebie…

Jak ogarnęłam zlew, przeleciałam podłogę, bo przecież syf się rozniósł po zmywaniu, to zobaczyłam JE. Oblepione tłuszczem, ofaflunione, jakby się odbywał na nich taniec godowy, a przecież nikt z gębą do nich się nie przykleja… Okna. To dobry czas na wypucowanie okien. Najlepszy, nie będzie lepszego. Rzuciłam się im na ratunek, każda normalna kobieta mnie w tym momencie zrozumie! Nie mogłam udawać, że tego nie widzę! A jak uratowałam okna, to firanki też musiałam, tu bez gadania, wiadomo. Słońce oczywiście złośliwie waliło po oczach i z premedytacją obnażało  kolejne ciemne zakamarki. Wieczorem jakoś to wszystko lepiej wygląda 😉

Sprawdzam grupę szkolną na FB. My z lekcjami w lesie. Ale nie one! A jakże! Już pierwsze wzorowe uczennice posłały zlecone rankiem zadania. Konkurs na najszybsze zameldowanie rodzica z zadaniem trwa w najlepsze!

I tak every day, jak mnie to wnerwia… Tego konkursu nie wygramy raczej nigdy. To niewiarygodne, że ten nieustający wyścig na informacje, kto pierwszy dzwonił, rozmawiał, wie co zadane, gdzie wysłać, skąd wydrukować – frustruje mnie i totalnie demotywuje. Po cichu, bez ostentacji napisałam do wychowawczyni, że idziemy własnym programem nauczania i tyle. Co ja będę z nimi w szranki startować, z czym do ludzi… Moje dziecko od rana w klockach, mobach, minecraftach, właśnie projektuje swoją grę planszową pytając – co ja zrobię ze swoją wyobraźnią… No właśnie, niech robi, co chce, w konkursach nie startujemy, powtarzamy, czego nie umiemy, uczymy się życia…

Kolejny tydzień zaczynam dla lampką wina do śniadania. (Napisałam czy pomyślałam?). Nie no dzisiaj nalałam, bo z kolei przywitała mnie sterta ciuchów do prania, a przyjaciółka zaleciła (chyba) mądrze, żeby zawsze po przyjściu ze spaceru prać wszystkie rzeczy! No to już chodzimy w krótkich spodenkach, bo to człowiek nie nadążyłby przecież z praniem…

Jedyny plus to taki, że przestałam prasować. Tak, przestałam. Wcześniej, kiedy każdego dnia wyjeżdżałam do pracy, a muszę napomknąć po raz drugi, że dojazd ten zabierał mi trzy godziny w ciągu dnia, bo to istotna wiadomość, zawsze w weekend prasowałam… Wszystko, co wyprane. Dzisiaj, kiedy dzień podobny do dnia, a ja mam te godziny zaoszczędzone, ze stertą do prasowania zostałabym na drugi rok, więc nauczyłam się – składać. I całkiem, całkiem wygląda. Nawet nie widać, że nieprasowane. Że też ja na to wcześniej nie wpadłam, to brak słów po prostu, co ta izolacja z człowieka robi…

Konkursu na najszybciej odesłane zadania nie wygramy, ale nauczyłam się piec chleb! Pomyślałby ktoś wcześniej?  A jaka jestem pomysłowa w kuchni. Odkąd regularnie wertuję portale z przepisami, co również zajmuje trochę czasu, świat kuchni nie ma dla mnie tajemnic. Bardzo proszę przepis mojej koleżanki:

Najprotszy i pyszny domowy chlebek

Kilka osób pisało do mnie z pytaniem o przepis na prosty chleb, więc postanowiłam dzisiaj, podczas robienia chlebków w domu, nagrać i zmontować krótki filmik z instrukcją zrobienia najprostszego na świecie i pysznego domowego chleba🍞.Potrzebujemy jedynie 500 g mąki, 250 ml wody, 25 g drożdży świeżych lub 7-8 g suchych, łyżeczkę soli i dodatki wg uznania (rozmaryn, ziarna, suszone pomidory, czego dusza zapragnie).Przy drożdżach świeżych: do miski wkładamy drożdże zalewamy ciepłą wodą (tylko nie wrzącą, bo zabije drożdże), dodajemy sól i dokładnie rozprowadzamy widelcem, żeby drożdże się rozpuściły. Dodajemy mąkę cały czas mieszając, potem dosypujemy rozmaryn lub dodajemy inny dodatek i znów mieszamy aż składniki się połączą. Ciasto jest kleiste i takie ma być. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na co najmniej godzinę. Ciasto powinno potroić swoją objętość. Wtedy oprószamy je mąką i zagniatamy. Brytfankę lub naczynie żaroodporne smarujemy oliwą (ja używam najchętniej oliwy ze słoiczka z suszonymi pomidorami) i przekładamy ciasto. Znowu przykrywamy i jeszcze dajemy mu ok pół godziny, aby urosło. Piekarnik rozgrzewamy do 250 stopni i wstawiamy chlebek na 23 minuty. Około 10 minut przed końcem zraszamy chlebek wodą, wtedy skórka jest bardziej chrupiąca. Przy drożdżach suchych: do miski wsypujemy mąkę, drożdże, sól, mieszamy i zalewamy wodą, znów mieszamy do połączenia składników, potem dodajemy rozmaryn lub inny dodatek i dalej…dokładnie tak samo jak wyżej.Prawda, że proste? Każdy może zrobić swój chleb w domu, a ma naprawdę wspaniały smak i jest to przy okazji świetny sposób na wspólny czas w domu 😋. Jak zrobicie dajcie znać i pochwalcie się swoimi wypiekami <3Smacznego!👨‍🍳☀️

Gepostet von Słodkie smaki świata am Dienstag, 17. März 2020

 

Podobno rozmawianie z meblami, dopóki nie zaczną odpowiadać, jest dzisiaj całkiem normalne. I nie ma co niepokoić specjalistów. Każdy znajdzie drogę do samego siebie.      Z garami w zlewie lub bez. Przyznam szczerze – nie spodziewałam się, że zorganizowanie swojego życia poza korporacyjnym, zawodowym kieratem będzie tak trudne.


Związek

Z opieką naprzemienną jest jak z demokracją –  jest bardzo zła, ale nikt do tej pory nie wymyślił nic lepszego…

Świeża Rozwódka
Świeża Rozwódka
26 października 2018
Fot. iStock/PeopleImages

Kiedy godziłam się na cotygodniową zmianę, byłam przekonana, że to lepsze, niż kursowanie w tygodniu do ojca po zajęciach w szkole. Dzisiaj przyznaję – zwyczajnie przygniotła mnie codzienna logistyka. Mój syn nieustająco zostawiał w mieszkaniu swojego taty wszelkie możliwe imponderabilia. Niby zwykłe, drobne rzeczy, piórnik, zeszyt do polskiego, ładowarkę do telefonu, obuwie na zmianę, ale tak jakoś to było dziwnym trafem urządzone, że ich brak ciążył czasem podwójnie. Wiecznie czegoś szukał, wiecznie zapominał, miałam wrażenie, że jest to dla niego nawet pewnego rodzaju wygodne usprawiedliwienie. Dostawałam białej gorączki kiedy słyszałam – zostawiłem u taty… Wszyscy łapali się za głowy, że dzieciak nieustająco kursuje pomiędzy domami. Nic nie było w porządku.

W tak zwanym  międzyczasie, a jeśli uważnie śledziliście moje wpisy to jesteście na bieżąco, bo tatuś postanowił uregulować ciążące mu na sercu kontakty ze mną (bo przecież nie z dzieckiem) i wniósł sprawę do Sądu o zamieszkanie syna u niego. Sądy nasze opieszałe, po roku kursowania na rozprawy, a przede wszystkim kategorycznej odmowie syna zamieszkania u taty, łaskawca zaproponował – tydzień u mnie, tydzień u ciebie. Chodziło już tylko o to, żeby zaimponować sędzinie, że jest z tych – wychodzących naprzeciw – a to jest bardzo pożądana cecha wśród starających się tatusiów z cyklu: „żeby było normalnie”. Zauważyłyście ten trend? Ja zauważyłam. Nieważne jak toksyczny ojciec, ważny, że biologiczny i się stara. Prawda? Oczywiście generalizuję lekko na użytek tematu ale niestety coś w tym jest, jakiś swoistego rodzaju trend prorodzinny, brakuje tylko banerów na instytucjach z hasłami: „oddamy dzieciom ojców”. „Czy wam się podoba, czy nie. Wszystkich!” – dopisałabym. Smutne jest to wrzucanie do jednego gara i mierzenie jedną miarą problemu.

A i nie mam zamiaru, żebyście posądzili mnie o tendencyjność. Znam  również mamusie pozbawione inteligencji emocjonalnej, które wywijają dzieckiem, jak mieczem w sądzie. Na zawołanie preparują dowody na „ojcowską nieodpowiedzialność”. Bo mylą podstawowe pojęcia i wydaje im się, że kiedy tatuś przestaje kochać mamusię i odchodzi do innej, to znaczy, że dziecka też nie kocha. To znaczy, że jest gnojem i chamem. To znaczy, że trzeba odebrać mu wszystko. Piszę o tym, że KAŻDA sytuacja jest inna, a trendy zostawmy branży modowej. Wkurza mnie, że realizacja polityki rodzinnej sprowadza się do ślepo pojętej misji – rodzina ponad wszystko! A kiedy dziecko w szkole na plastyce rysuje uśmiechniętą mamę bez taty obok – to natychmiast kieruje dziecko na terapię… Problem w tym, że Kodeks Rodzinny nie definiuje pojęcia – „dobro dziecka”, jeszcze nie znalazł się nikt, kto odważyłby się opisać dla formalnych spraw to pojęcie. Może to i dobrze.

Tak więc łaskawie i ja, wychodząc naprzeciw, jako odpowiedzialna matka, zgodziłam się na cotygodniową, naprzemienną opiekę. Po miesiącu eksperymentu uważam, że to najgorsze ze wszystkich możliwych rozwiązań i konia z rzędem temu, kto wymyśliłby coś innego. Naturalnie biorąc pod uwagę potrzeby dziecka, matki i ojca. I prawa tychże. Każdego z osobna. Znacie tę narrację chyba, prawda?

Bo u mnie to on chodzi jak w zegarku.

Jasne, tylko nie jestem pewna, czy jest się czym chwalić. Dla mnie oznacza to, że zwyczajnie nie czuje się u swojego taty komfortowo, a wszelkie objawy autorytarnego wychowania odbiją się na nim wcześniej, niż później.

U ciebie nie ma żadnych obowiązków, dlatego tak czeka na ten tydzień z tobą.

Oczywiście, że je ma, inaczej strzeliłabym sobie w głowę z wiecznym sprzątaniem w jego pokoju, podsuwaniem pod nos jedzenia, zmywania, pilnowania. Kocham swojego syna ale ta miłość nie przysłania mi spraw najważniejszych w życiu – autonomię i sprawczość osobnego człowieka. Kocham swojego syna ale nie wychowam go na lenia i nieroba, bo nie zamierzam w przyszłości zapadać się pod ziemię, ilekroć usłyszę od jego drugiej połowy, że nie nadaje się do życia… Naprawdę kocham swojego syna ale siebie kocham równie mocno.

Zapakowałem ci twoje rzeczy, ty przygotuj torbę z moimi.

Chryste, a ja myślałam, że to są rzeczy naszego syna! Nie robię inwentaryzacji, nie spisuję butów, koszulek, nie rejestruję faktu kiedy chodzi w majtkach kupionych przez ojca, a kiedy w zakupionych przeze mnie. Totalnie jest to nieistotne. Jak widać nie dla wszystkich. Zatem co tydzień remanent święta rzecz.

Kiedy jest u mnie, ma lepsze oceny.

Tatuś ewidentnie nie rejestruje, że wpisana ocena z prac klasowych na przykład, nijak się nie ma do tego, gdzie aktualnie mieszka jego syn. Nie licytuję się zatem, nie wyliczam średniej z tygodnia, ale trauma jest, przyznaję. Z drżeniem serca sprawdzam librusa, żeby nie daj boże nie zapomnieć o pracy domowej na mojej warcie…

Mogłabym zrobić całą listę takich wynalazków, ale proponuję poszerzyć ją o Wasze doświadczenia. Z pewnością są jedyne w swoim rodzaju! A tak naprawdę, cały czas towarzyszy mi poczucie, że ten kuriozalny wynalazek jest ohydnym testem z cyklu, kto odpuści szybciej, dla dobra dziecka, naturalnie …