Związek

Chcę cię poprosić, żebyś znów był cały dla mnie, gdy kładziemy się do łóżka. List do męża

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 września 2017
Fot. iStock / vgajic
 

Pamiętasz, jak na początku naszego RAZEM – wtedy, kiedy lubiłeś tanie piwo, a ja kochałam nosić twoją wytartą bluzę – kładliśmy się spać? Obudziłam się dzisiaj w nocy i właśnie o tym pomyślałam. Patrzyłam na ciebie, tego bardziej dorosłego, z lekko siwiejącą brodą, i smutno się uśmiechnęłam. Przyzwyczaiłam się do twoich rozrzuconych skarpetek i do tego, że nie lubisz spać z poduszką, zawsze przez sen zrzucasz mi ją na głowę (jak ja tego nadal nie lubię), ale jest jedna rzecz, do której przyzwyczaić się nie umiem, a może nie chcę?

Ja również jestem inna, w wyciągniętej piżamie i z szlafrokiem odłożonym obok łóżka. Z budzikiem, na którego dźwięk wstaje, by zdążyć odwieźć dzieci do szkoły. Mam już swoje pierwsze zmarszczki. Ale to nieważne. Moja uda, twój większy niż kiedyś brzuch, złość, bo szef idiota zepsuł nam urlop… Nie tęsknie w naszym małżeństwie za beztroską, ani za wieczorami, gdzie największym zmartwieniem był wybór pizzy do filmu (i filmu). Ani za seksem, młodym, poszukującym, odkrywającym nas dopiero. Lubię nas, nowych – starszych, umiejących żyć już inaczej. Ale tęsknie za tym, że gdy już po całym dniu spotykaliśmy się w domu, gdy kładliśmy się do łóżka, byliśmy cali dla siebie.

Od stóp do głów. O 20-tej i o 1-wszej w nocy. RAZEM. Naprawdę.

Nie chcę, żebyś rzucał dla mnie swojego świata i szukał domku w Bieszczadach, o którym kiedyś marzyłam. Nie chcę, żebyś zabierał mnie do Grecji na wakacje, ani do Tajlandii. Albo zmieniał coś, co nauczyłam się akceptować…

Dzisiaj, uświadomiłam sobie, że chcę cię w tym liście o coś poprosić.

Proszę cię, żebyś już zawsze…

… kiedy kładziesz się ze mną w łóżku, odkładał telefon,

Wyłączał jego dzwonek. Nie odpisywał na maile. Nie grał w „diamenciki” (wiem, że teraz się zaśmiejesz). Nie chcę znaczyć dla ciebie mniej, niż twój wall na Facebooku. Czasem nie chcę po prostu widzieć przez zamknięte już oczy światła. Jestem zazdrosna o twój telefon. O to, że zabiera mi twoje ramię, do którego kiedyś zawsze mogłam się przytulić przed zaśnięciem. To najbardziej parszywa kochanka.

… nie był już w pracy,

Tak bardzo nie lubię tego, że nawet w łóżku sprawdzasz maile. Że, jeśli już coś opowiadasz, to prawie zawsze dotyczy tylko twojej pracy. Nie musimy zawsze rozmawiać. Po prostu bądź blisko. Pamiętasz, jak przez pierwsze wspólne lata słuchaliśmy na zaśnięcie audiobooków? I co dzień droczyliśmy się o to, kto zasnął pierwszy, a kto przez niego będzie słuchał znowu tego samego? Dzieci były wtedy bardzo małe. Pamiętam, jak kiedyś słuchaliśmy pierwszych rozdziałów chyba z siedem razy. Albo gdy zaciął się nam odtwarzać, gdy Mateusz się urodził, ale byliśmy tak zmęczeni, że przez parę dobrych nocy nie zauważyliśmy, że w kółko leci to samo… Pamiętasz?

Śmialiśmy się z tego. A przecież to był tak mały drobiazg. Wiesz, brakuje mi tego śmiechu. I przepychanek o kołdrę.

… znów kładł się ze mną,

Nie uciekał szybko, by zasnąć i nie musieć rozmawiać, godzić się, sprzeczać, zmywać… – wiele tego urosło przez te wszystkie lata. I żebyś nie siedział co dzień sam do upadłego przed telewizorem. Czy możesz znów ze mną kłaść się spać?

Wiem, że masz ochotę się zrelaksować – ja też, czy chcesz jeszcze odpoczywać ze mną, wspólnie? Mamy tylko te wieczory. Nie lubię, gdy nie dbasz ani o nie, ani o siebie. Gdy przychodzisz do łóżka dopiero wtedy, gdy sam ze zmęczenia zaśniesz na kanapie. Czasem  myślę, że uciekasz ode mnie. A potem od rana spinamy się na każdym kroku. Ty zbyt niewyspany, ja wkurzona, że znów nie chcesz wstać…

Czy potrafisz jeszcze znaleźć miejsce dla siebie, w naszej bliskości? Czy jeszcze jej potrzebujesz?

Przyznaję, że dawno temu postanowiłam czasem ukarać cię swoją obojętnością, dziś wiem, że nie było warto, udawać, że to już nie jest ważne.

… podarował mi skrawek bezpieczeństwa,

Taki azyl za progiem sypialni. Żebym wiedziała znowu, że cokolwiek by się dziś i jutro nie zdarzyło, wieczorem położysz się obok mnie. Że choćbyśmy nie wiem jak się wkurzali, wieczorem sobie wybaczymy. Tak jak kiedyś to sobie obiecaliśmy – że nigdy nie pójdziemy pokłóceni spać. Pamiętasz, jak było nam dobrze, dopóki trzymaliśmy się z całych sił tej zasady? Była w niej magia. Nasza polisa, by nigdy w złości nie zagalopować się za daleko. Dziś przekroczyliśmy oboje już wiele granic. Zbyt często niepotrzebnie.

… od czasu do czasu ze mną porozmawiał,

O czymkolwiek. Nie omawiał plan następnego dnia i listy rachunków do opłacenia. Robimy to ciągle, w kuchni, w przedpokoju, jadąc na zakupy i mijając się w przedpokoju. Pogadaj ze mną o meczu, o kolorze mojej piżamie, o wspomnieniach. O tym, że dzieciaki zrobiły coś śmiesznego, że wkurza cię matka, że widziałeś dziś najbrzydszego psa świata i że zjadłbyś makrelę… O tym, co we mnie lubisz. Poudawaj, jak kiedyś, tego faceta z szóstego piętra, który się zawsze nas zaczepia.

… kładł się ze mną, nie z największym wrogiem,

Spróbujmy raz jeszcze nauczyć się kłócić, jak dwoje kochających się ludzi. Niech to będzie nasze miejsce rozejmu i czas, w którym potrafimy wyłączyć wszystko to, co złe, co nas oddala. Wszystko po to,by następnego dnia znów umieć ze sobą rozmawiać… i żyć.

… pamiętał o bliskości,

… żebyśmy każdego wieczoru mieli swoją wieczną młodość. Tę młodość w starej bluzie, z tanim piwem, w wynajmowanym mieszkaniu z jedną szafą. Naszą młodość w miłości. Cierpliwą, czułą, do bólu zwykłą. Taką, której nie zepsuje ani czas, ani kredyt. Bądź znowu w łóżku tylko mój, nawet, gdy ja już śpię.

Kocham. Żona

PS: Ja też chcę ci to obiecać.


Związek

Naukowcy wiedzą, dlaczego nie będziesz szczęśliwa z Adonisem

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
11 września 2017
Fot. iStock/Sjale
 

Kiedy widzisz na ulicy atrakcyjną kobietę w towarzystwie znacznie mniej atrakcyjnego mężczyzny, zastanawiasz się, co ich łączy? Czy są parą? Małżeństwem? A może przyjaciółmi? To prawdziwa miłość czy może kwestia statusu mężczyzny? Jak to możliwe, że w czasach, gdy wygląd zewnętrzny ma tak ogromne znaczenie, niektóre kobiety wcale nie szukają wymuskanych przystojniaków?

Naukowcy z Florida State University postanowili sprawdzić, dlaczego związek z Adonisem bywa trudny. Specjaliści zaprosili do badania 113 par z krótkim stażem małżeńskim. Wszyscy uczestnicy mieli nieco ponad 20 lat. Najpierw każdy z nich musiał wypełnić bardzo szczegółową ankietę, dotyczącą relacji w związku, stylu życia, aktywności seksualnej, diety, nałogów, uprawianego sportu, zabiegów kosmetycznych i własnych kompleksów. Potem naukowcy ocenili wygląd zewnętrzny wszystkich osób, biorących udział w badaniu i przeanalizowali ich odpowiedzi.

Okazało się, że kobiety, które związały się z przystojniakiem, stawiały sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Dużo czasu poświęcały dbaniu o wygląd zewnętrzny – chodziły na siłownię i solarium, przestrzegały rygorystycznych diet i bardzo często… niepotrzebnie się zamartwiały. Ich motywacją nie było własne zdrowie i poprawa samopoczucia. Chciały po prostu dorównać mężczyźnie swojego życia.

Kobiety związane z mężczyznami, którzy nie wyróżniali się z tłumu, były natomiast o wiele bardziej szczęśliwe i pogodne. Nie przywiązywały tak wielkiej wagi do swojego wyglądu zewnętrznego, nie czuły zagrożenia i były zdecydowanie bardziej zadowolone ze swojego życia.

Jeśli więc dla odmiany spotkasz na ulicy wyjątkowo atrakcyjną parę, pomyśl sobie, że ich wspólne życie ma też swoje mroczne strony.


 

Źródło: Study Finds


Związek

„Chciałam więcej, lepiej, inaczej… Wchodząc do salonu w pięć minut mogę powiedzieć, kto tu pracuje z pasją”. Trendy Hair Fashion narodziły się w Bielsku i podbiły świat

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
11 września 2017
Fot. Materiały prasowe

Są kobiety, które łączą całe pokolenia. Są też takie, które mają na nas niezwykły wpływ i inspirują do codziennego działania. Ale wśród tych najzwyklejszych kobiet na całym świecie znajdują się też takie, które swoim uśmiechem tworzą mosty między pozornie zupełnie innymi kulturami. Jedną z nich jest Anna Kulec-Karampotis, która najpierw połączyła Polskę z Grecją, teraz buduje niesamowitą przyjaźń z Japonią. A wszystko to przez pasję, jaką jest fryzjerstwo.

Sukces zaczyna się od pasji

Jej miłość do fryzjerstwa płynie z genów. Od najmłodszych lat podglądała w pracy swoją mamę, która zresztą do dziś prowadzi swój salon w Bielsku-Białej. Bo to właśnie tam wszystko się zaczęło. – Pierwszy salon założyłam gdy miałam 18 lat, a w Polsce była głęboka komuna. Wszystko było państwowe, a prywatne biznesy były czymś rzadko spotykanym. – mówi Anna Kulec-Karampotis, dyrektor kreatywna Trendy Hair Fashion. Przełomowy nie był moment założenia salonu, ale decyzja o wyjeździe do Stanów. – Chciałam więcej, lepiej, inaczej. W końcu zdecydowałam, że jadę do Nowego Jorku. Moja mama była przerażona. Dzisiaj to już nie są odległości, ale trzydzieści lat temu było to ogromne wyzwanie. Nie znałam języka, a ambicja była jedna: pracować w dobrym salonie na Manhattanie. – Z uśmiechem na twarzy Kulec-Karampotis przyznaje, że jej marzenia były większe niż możliwości. – Pracowałam w salonie na Manhattanie, poznałam tam swojego męża, znalazłam milion inspiracji. Gdyby nie to ryzyko, dziś pewnie byłabym w zupełnie innym miejscu.

Z miłości i pasji

Historia Anny Kulec-Karampotis to gotowy scenariusz na film. Wyjechała do Nowego Jorku za pasją, a wróciła z miłością swojego życia. Jej mąż, Bobbys Karampotis jest Grekiem. Trendy Hair Fashion to połączenie polskiej pracowitości i talentu z grecką estetyką i wartościami. To wyjątkowa więź, którą jako małżeństwo zarażają wszystkich wokół siebie. – Wchodząc do salonu w pięć minut mogę powiedzieć, kto tu pracuje z pasją. To widać i czuć. Można być dobrym fryzjerem lub fryzjerem z pasją, a to ogromna różnica. – Właśnie ta pasja sprawiła, że Anna Kulec-Karampotis to nie tylko dyrektor kreatywna Trendy Hair Fashion, ambasadorka Schwarzkopf Professional, ale przede wszystkim kobieta, która potrafi zawładnąć ludzkimi sercami. Nawet w odległej Japonii, gdzie wzbudza ogromne zainteresowanie wśród wszystkich fryzjerów. A wszystko to zasługa uśmiechu na twarzy!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Przyjaźń międzykontynentalna

Sushi, manga i Krzysztof Gonciarz – oto z czym przeciętnemu Polakowi będzie kojarzyła się Japonia. Jednak na linii Bielsko-Biała – Tokio kwitnie prawdziwa przyjaźń. – Ekipa By Ash jeździ po całym świecie, by robić sesje wizerunkowe. Jednak najbardziej cenią sobie Polskę. To chyba kwestia wzajemnego szacunku, jaki do siebie wypracowaliśmy. Wymieniamy się kulturami, pomagamy sobie, a w ich sesjach zdjęciowych zawsze widać akcenty naszej kultury. – Właśnie dzięki tej przyjaźni Anna Kulec-Karampotis została jedyną jurorką z Europy w czasie jednego z największych konkursów fryzjerskich na świecie. – United Danks Contest to ogromne wydarzenie w Japonii. Dla nich to prawdziwe święto, spełnienie marzeń wszystkich fryjzerów. Na Yokohama Arena pojawiają się prawdziwe tłumy. Tysiące fryzjerów i ich rodziny, widzowie, pasjonaci fryzjerstwa… To prawdziwe święto!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pasja, która łączy

Od jedenastu lat na United Danks Contest pojawia się Reprezentacja Polski. Z tej okazji na Yokohama Arena wisi polska flaga, a w czasie samego konkursu pojawia się Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Tokio. – Dla nich to ogromna nobilitacja, a dla mnie radość. Udało się stworzyć świetną relację z prawdziwymi pasjonatami fryzjerstwa w Japonii. – Kulec-Karampotis zaznacza jednak, że jurorowanie to ciężki kawałek chleba.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

– W Tokio panują zupełnie inne kanony piękna. Tam kobietę przebiera się w krótkie różowe spódniczki i dodaje kokardki, bo ma być słodka, a nie sexy. Musiałam się tego nauczyć. – Rok rocznie Anna Kulec-Karampotis organizuje konkurs dla fryzjerów w sieci Trendy Hair Fashion, aby umożliwić im start w United Danks Contest. – Po roku, w którym sama brałam udział w konkursie, chciałam dać tę możliwość zdolnym fryzjerom z naszej sieci. Tak właśnie powstał Hair Revolution, który co roku uświadamia mi, z jak zdolnymi fryzjerami mogę pracować.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

I jeszcze jeden, jeszcze raz!

Także w tym roku na Yokohama Arena nie zabraknie polskiej ekipy. Hair Revolution wygrała Sandra Kaczor, która swoją pracą inspirowaną Afrodytą urzekła międzynarodowe jury. – To dla mnie ogromny zaszczyt! Nie spodziewałam się wygranej do tego stopnia, że nie miałam ważnego paszportu! – Sandra na co dzień pracuje w Trendy Hair Fashion w Zabrzu. – Fryzjerką chciałam być od zawsze. To moja ogromna pasja, może właśnie dlatego się udało? – Anna Kulec-Karampotis nie ukrywa, że bardzo podobał jej się wybór jurorów. – Nasza ekipa zawsze budzi ogromne zainteresowanie. Sama jestem ciekawa, czy Sandra zmieni coś jeszcze w swojej stylizacji, kolorze, cięciu. Nie pozostaje nam nic innego, jak trzymać kciuki!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Trendy Hair Fashion


Zobacz także

Pozycja na jeźdźca. Co tak naprawdę kobiety myślą sobie w trakcie?

stworzona do życia w związku

Czy jestem stworzona do życia w związku?

„Pokaż mi, jak to wszystko zrobić w 24 godziny” – czyli życie każdej z nas… Ten post udostępniły setki kobiet