Psychologia Związek

Anatomia dupka… Co nas tak do diabła pociąga w tych draniach

Femme fatale
Femme fatale
12 listopada 2016
Fot. iStock / Xavier Arnau
 

Taki drań to jest coś. Dla niektórych to nawet coś więcej, ba! To cały erotyczno-emocjonalny motor życia. Wszystkie przecież znamy smak tej pokusy, nie kręćcie głową, że nie. Że chociaż raz nie spojrzałyście rozmarzone za klasycznym dupkiem na motorze, dobrze umięśnionym narcyzem albo intrygującym (aż ciut opryskliwym w obyciu) Panem Dwudniowy Zarost?  Tja… znamy to oj znamy, tyle, że tam gdzie często kończą się nasze erotyczne fantazje dla jednych, dla innych zaczyna się codzienność – a raczej cel życia. A na szczycie piramidy pragnień – ON, dupek doskonały.

Dobry dupek nie jest zły

Taką tezą miłośniczki tarmoszenia za włosy, pewnej ręki w sypialni i lekkiej władczości swojego supersamca, będą broniły swojego wyboru. I trzeba przyznać, że w tym szaleństwie jest metoda. Błąd jest tylko jeden – dobry „dupek” zazwyczaj dupkiem nie jest – i ot, całą teorię szlag trafia. Bo jak nie dupek, to o czym w ogóle rozmawiamy? A no tak i cała zabawa zaczyna się od nowa. Bo miłe panie, dupek – to gatunek szczególny, badboy w wersji lux z małą dogrywką narcyza w wersji 1.1, zadufany w sobie, ograniczony w swoich poglądach, fanatyczny w postrzeganiu swojego świata, po prostu zły, bez serca. A my, nadal jak te muszki lecimy do sporo już nadgryzionego jabłka, dlaczego?

Co z tego, że uroczy, tajemniczy, owoc zakazany. To nic, że podgrzewa atmosferę, że chcemy zdobywać, wynosząc go na piedestał faceta nadzwyczajnego. Oj nie, gonimy szalone tego króliczka, marzymy o relacji, związku, przyszłości – ale chwila, czy z dupkiem w ogóle zbudowanie jakiejkolwiek relacji jest możliwe?

Nie.

… i kropka.

Bo to co jest dupkową cechą, którą tak lubimy owinąć najmiększą satyną (a nie bawełną), oprawić w ramki i piać z zachwytu nad „ukochanym”, zazwyczaj jest jego potwornym lękiem, deficytem, nieporadnością emocjonalną – wielką zionącą pustką dziurą, którą on próbuje szczelnie wypchać kolorową (i jakże estetyczną) gazetą…

Portret pamięciowy dupka – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

Relacja – jeśli tak na wyrost nazwiemy życie z zimnym draniem – to życie na polu pełnym niewybuchów. Nigdy nie wiesz kiedy niewinny smaczek, zamieni twoje życie w piekło. A jest w czym wybierać, bo ile drani i ich miłośniczek, tyle powodów do niepokoju…

Męski, milczący, niewylewny

Ach, zaczną wzdychać niektóre z nas, taki macho, twardziel (i nie o klaty tu chodzi), ten to potrafi być emocjonalną skałą…

Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Zamknięty w sobie, stroniący od okazywania  i przeżywania emocji, chłodny, niedostępny, uciekający – brzmi nieco inaczej prawda? I zamiast „atrakcyjny” bliżej mu do „zaburzony”, by nie napisać dosadniej…

Intrygujący zdrowy egoista, dbający o swoje potrzeby…

Och, och, jakież to modne, ten zdrowy egoizm. tak to nic takiego, że ZNÓW nie mógł po ciebie przyjechać, no przecież jesteś dużą dziewczynką. To nic że zawiódł, odwołał (lub o zgrozo, po prostu nie przyszedł bo coś tam), zapomniał, nie pomyślał ( o tobie oczywiście, bo o sobie przecież myśli cały czas) itepe, itede. Ależ ci skurczybyk zaimponował, też byś tak czasem chciała potrafić, nie. A nie ciągle biegać, tracić czas na smutne przyjaciółki, starzejących się rodziców i ratować planetę, czy coś, hę?

Narcyz i egoista, bynajmniej nie zdrowy, chorobliwy. Wygląda trochę inaczej? To przestań wreszcie racjonalizować. Dupek zachowuje się jak dupek, bo jest dupkiem – nie ma tu wenezuelskiej intrygi trzeciego planu i złego brata bliźniaka. I tak, aha, ma cię w d… . Po prostu. Nie możesz wierzyć, że to w jakikolwiek sposób może się zmienić.

? Cholernie pewny siebie, nieco arogancki

Ojej, jakież to podniecające, że tak pewny siebie superhero z kilkudniowym zarostem, spojrzał na mnie szarą gąskę… och, och. – Yyyyyyyyyyy, serio? Naprawdę chcemy tak myśleć? Że jesteśmy tak ‚niewarte’ czegokolwiek, że czyjeś zainteresowanie jest jak szóstka trafiona w totku?!

Szkoda tylko, że tak naprawdę Pan arogant jest Pozorantem. Tym, który musi innym i sobie przede wszystkim udowadniać swoją wartość, w nieskończoność nakręcać popyt na siebie, bo bez tego… no właśnie, kim by był?

Szczery, wali prosto z mostu

Ach no przecież powiedział mi to dla moje dobra… – mhmm, sto razy…

Szczerość bez empatii jest barbarzyństwem i okrucieństwem, a nie pomocą i miłością… Miłość nie rani specjalnie, w imię wyższych wartości czy idei. Raniący bez żadnej wewnętrznej refleksji, „no przecież powiedział TYLKO prawdę”… potrafisz z tym dyskutować, chciałabyś naprawdę?

Ryzykant (czyt. pociągający), i do tego ma taki zadziorny wygląd

Ten to ma jaja, co? Potrafi się bawić… no i nie boi się manifestować siebie swoim wyglądem…

A może po prostu nadrabia brak pewności siebie, ostentacyjnie, rozpaczliwie udaje kogoś kim wcale nie jest. A ryzyko, każdy czasem je podejmuje – takie jest życie, ale brak odpowiedzialności, to co najwyżej cecha Piotrusia Pana, wiecznego chłopca, który szczególnie nie przejmuje się niczym, a na pewno nie tobą.

Nie traci czasu na pierdoły, od razu przechodzi do konkretów

Nie rozmienia się na drobne, nie obchodzi go jakie lubię wino, czy kim są moje przyjaciółki, taki już jest, W sumie to jest skupiony tylko na mnie, na naszych spotkaniach….

Bo wcale go naprawdę nie obchodzisz, ani te twoje przyjaciółki, ani twoja ulubiona czekolada z miętą, ani twoja stara ciotka od kotów. To nie jego sprawy, nie jego życie przecież – tylko twoje. Po co miałby na to tracić swój cenny czas? On jest zainteresowany tylko sobą i swoimi potrzebami, tak długo jak będziesz się mieściła w realizację tego planu, tak długo będzie znajdował „tylko dla ciebie” czas.

Nie ukrywa, że kocha kobiety

– No przecież to naturalne, że za fajnym facetem na ulicy też byś się obejrzała, no może nieco inaczej, albo kiedy byłabyś sama. A nie, chwilka, przecież nie oglądałaś się za nikim,  bo byłaś zapatrzona w niego…

Narcyz, który uwielbia się pławić w uwielbieniu. Zrobi dla niego wszystko, czyż nie? Musi stale pieścić swoje ego.

Prawdziwy rycerz i myśliwy

On to raczej chciałby zadbać o mnie tak, żebym nie musiała się ‚kłopotać’ zwykłym życiem, czy pracą. No po prostu manna z nieba… (to był sarkazm, jeśli ktoś nie zauważył).

Pan w domu, służka w kuchni. Bo ON przecież zarabia, bo gdyby nie ON, ona byłaby nikim, nic by nie miała, bo niczego nie potrafi (gdyby potrafiła przecież by zauważył). Jest ON i to jest najważniejsze, a partnerstwo nie działa nie dlatego, że ON tak bardzo chce cię odciążyć, tylko dlatego, że cię nie szanuje… No cóż, każdy dług trzeba kiedyś spłacić. Odciążyć to można kogoś z domowych obowiązków, a nie ze zwykłyc życiowych potrzeb.

Czy jest coś gorszego o zimnego drania, dupka doskonałego? Hmm, z pewnością może sobie uścisnąć dłoń z ciepłą kluchą, tą samą, która całe życie ślimaczy się w wielkim garnku, kompletnie obmyta z odpowiedzialności… ale o tym już następnym razem ;).

PS:  i przestańmy na miłość boską (nieboską lub jakąkolwiek inną) same pompować stereotypy, z którymi tak bardzo walczymy…


Psychologia Związek

Bądź młoda, żyj, popełniaj błędy i nie bierz wszystkiego tak osobiście. Nie jesteś pępkiem świata. Na szczęście

Femme fatale
Femme fatale
13 listopada 2016
Fot. iStock / wundervisuals
 

Jak często rozmawiasz z mamą? Nie o zakupach, nie o tym, co zrobiły (lub czego nie zrobiły) twoje dzieci, mąż, szef, przyjaciółka. Nie o tym „co u niej”. Nie o tym co na święta jeszcze trzeba kupić. Ale o tym, jak być kobietą. Jak nie zgubić czegoś ważnego w życiu. O tym, jaką drogą przyszło jej iść?

Ona nigdy nie rozmawiała. Długo mijały się ze sobą przez telefon i przy stole. Niby tak blisko, a jednak jakby „inne pokolenie” przyklejone do nich przez świat – zabraniało kiedykolwiek spotkać się naprawdę. Wiele jest nas tak ulepionych. Z gliny twardej, wypieczonej na skwarkę w piecu konwenansów i pozornej niezależności. Bardziej pielęgnujemy to, co nas dzieli, od tego co tworzy naszą wspólną, kobiecą tożsamość.

Nadszedł taki dzień, gdy i one się spotkały. Nie na łożu jej śmierci, bez zbędnych dramatów, harlequinów i życiowych przepaści. Tak po prostu, jak dwie kobiety, które wreszcie są gotowe pogadać. – Czego ona, doświadczona innym światem może mnie nauczyć? – pomyślała. – Opowiedz mi o życiu, tym samym, które wciąż ucieka mi przez palce, tym, którego tak często nie rozumiem. Tym, którego chciałabyś dla mnie, mamo.

Wiele jej opowiedziała…

Nie bierz wszystkiego tak osobiście. Nie jesteś pępkiem świata – na szczęście!

Tego pajaca szefa i tego fajnego kolegi z piętra wyżej, ani złośliwej sąsiadki. Bo  nie jesteś powodem wszystkich nieszczęść na świecie nawet, gdy ktoś bardzo chce, żebyś tak myślała. Świat jest zbyt bogaty, by trzymać wszystkie swoje barwy tylko dla jednej osoby. Nie ściągaj sama na siebie smutku i wątpliwości. Nie gryź się, by zagłuszyć to, co dzieje się naprawdę.

Bądź odważna w tej swojej młodości, i nie myl odwagi z arogancją. To wystarczy, ci odważni też czasem się boją.

Rzeczy, to tylko rzeczy

Nie poklepią cię skarbie po ramieniu, nie zastąpią ci tych, którzy umarli lub odeszli – byle dalej od ciebie.

Nie ulepisz z nich nowej siebie.

Nie zbudujesz z nich lepszego świata. Swojego świata.

Nie uleczysz nimi ukochanego kota.

Nie nauczysz nimi życia swojej córki.

Nie ulżysz nimi ludziom o złamanych duszach i sercach.

Możesz tylko oszukiwać się, że ci pomagają. Jak długo? Tak długo, aż będziesz gotowa na prawdę. Rzeczy, to tylko rzeczy. Czy naprawdę chciałbyś, żeby było inaczej?

Nie ma rzeczy niezastąpionych, jedyne czego nie da się w życiu „wymienić” i odzyskać – to czas i to, czy go nie zmarnowałaś.

Zawsze idź do przodu, nawet jeśli to spacer w żółwim tempie

Zawsze będzie mieć jeszcze coś do zrobienia, do poznania, do zobaczenia. Zawsze będzie coś do powiedzenia, ktoś, kogo jeszcze nie przytuliłaś wystarczająco mocno, ktoś, kogo chciałabyś jeszcze usłyszeć, przeprosić. Ktoś, komu chciałabyś podziękować.

Smaki, które możesz poznać. Słowa, których jeszcze nie usłyszałaś – i te, których jeszcze nie mówiłaś.

I miejsca, te wszystkie miejsca, w które kiedyś dojdziesz, jeśli tylko odważysz się iść w ich kierunku.

Nie trać czasu na życie „nigdzie”. Idź, gdzie cię nogi poniosą.

Zazdrość zawsze niszczy

Każdy związek. Z nim. Z nią też. Matką, siostrą, przyjacielem.

Nie ma sytuacji, w której z zazdrości wniknęło by coś dobrego. Cokolwiek. I co najważniejsze moja droga, a co odkryjesz dopiero za jakiś czas – zazdrość najbardziej niszczy ciebie. Nikogo innego. Nie odbierzesz nią nikomu miłości, pieniędzy, szczęścia ani mądrości. Możesz to tylko odbierać sobie. Tracić czas, oddalać się od tego, czego tak bardzo przecież pragniesz…

Nikt na łożu śmierci nie żałuje, że za mało pracował – powtarzało to wielu, i ja też to powtórzę

Nawet, gdy masz lat 30 i rozmyślasz o swojej przyszłości, żal ci zgubionych chwil, ludzi, którzy odeszli, momentów, które cię mogły ogrzać, zmienić twoje życie. A gdy będzie mieć lat 50., 60. – nie będziesz żałować, że mogłaś dziennie wygospodarować 30 minut więcej na pracę. Będzie ci żal psa, którego nie odważyłaś się kupić i kwiatów, których nie zasadziłaś. Zabawy z bliskimi, i wspólnie wylanych łez – a raczej tych, których właśnie nie zdążyliście RAZEM wylać. Bo nie było czasu, bo było za daleko, zbyt trudno, wiecznie nie w porę, nie na miarę.

I nie próbuj być mną, nie musisz o tym w ogóle myśleć. Życie tak bardzo nas zmienia, pokochaj chociaż tę jedną niespodziankę.

PS: Dziękuję mamo.


Psychologia Związek

Znasz mnie od 20 lat, a jednak nie znasz wcale. To jakbym w ogóle nie istniała

Femme fatale
Femme fatale
29 września 2016
Fot. iStock / Joey Boylan

Znasz mnie od 20 lat, a jednak nie znasz wcale.

Jest noc. Leżę wpatrzona w sufit… i płaczę. To nie pierwsza i nie ostatnia taka noc, chciałabym przestać… To taki moment w moim życiu, w którym zostałam całkiem sama, choć tak wiele razy myślałam, że samotność znam na pamięć.

Znam cię od 20 lat, nawet nie wiesz, jak to dziwnie wybrzmiało w mojej głowie, przecież wciąż chcę myśleć, że sama niedawno tyle miałam. Znam cię przez większość mojego życia. Wiem, że zawsze dosładzasz sobie herbatę, nie lubisz jeść makaronu, że najbardziej lubiłeś grać w Mario, gdy byłeś chłopcem. Wiem, że nie lubisz nadmiernego dotyku, że ciężko ci się otworzyć. Że marzysz po cichu, jak mały chłopiec o nowej konsoli – a jeszcze bardziej o czasie na nią, i o takim czasie dla siebie, trochę poza życiem, które przyszło nam dzielić.

Wiem, że chciałbyś choć na chwilę znów mieć naście lat – ja nie. Wiem, że nie lubiłeś ciasta, które piekłam, ani żadnego innego, ale Kasztanki – te uwielbiasz i zjadasz je po świętach trochę w ukryciu, bo tak bardzo nie możesz się powstrzymać.

Wiem, że boisz się dużych wysokości i że chciałbyś mieć kota. Że gdy piszesz wiecznym piórem odruchowo podwijasz mankiet – zupełnie jakbyś żył sto lat temu i używał kałamarza. Chyba nawet wiem, co chciałbyś dostać na urodziny albo na święta i wiem, co nie jest twoim marzeniem, ale by ci się przydało.

Pewnie też wielu rzeczy nie wiem, ale jestem pewna tego, co znaczy twoja pulsująca skroń, kiedy powstrzymujesz łzy i dlaczego tak nagle czasem znikasz. Wiem, kiedy odpuszczasz, żeby się nie kłócić – a kiedy odpuszczasz, bo szkoda ci czasu, bo coś nie jest dla ciebie ważne. Wiem, co zazwyczaj kryje twoje milczenie.

A co ty wiesz o mnie?

W zeszłym tygodniu umarł mój ojciec, a ty naprawdę pytasz, dlaczego płaczę? Potem minął miesiąc, trudny miesiąc, a ty nadal nie wiesz dlaczego, nadal zapominasz. Masz rację, skąd masz wiedzieć kochany, skoro w ogóle cię w tym moim miesiącu nie było.

Żałoba to taka trudna lekcja w życiu, uczy cię, że wielu rzeczy nie możesz. I każe ci myśleć, nie pozwala przestać. Leżę i wiem, że odszedł on, ten jeden z najważniejszych w moim życiu, na zawsze – a ciebie dalej nie ma i może już nigdy przy mnie nie będzie. Leżysz obok taki odległy, jakby mój świat w ogóle nie istniał. To taka moja podwójna żałoba, samotność ściska mocniej za gardło, gdy znikają ci, którzy już zawsze mieli być, a ci którzy obiecali, że będą, są zbyt daleko, żeby cię usłyszeć.

Gdy już nie możesz uciec przed moją rozpaczą, dotykasz mojego ramienia. Tak, jak przytula się obcego człowieka, który zaczyna przy tobie płakać. Mieszając niezręczność sytuacji z chęcią ucieczki.

Twoją obcość widzę w małych rzeczach i nie wiem czy w ogóle potrzebnie. Przecież to tak nieważne szczegóły, a jednak gdzieś głęboko składają się w jeden obraz. Obraz tego, jak ciągle coś nie wychodzi, jak starasz się, a ja tego w ogóle nie doceniam,jak tego starania nie rozumiem. To smutne. Żyjemy tak blisko siebie, a ty jeszcze nigdy nie sprawiłeś mi radości prezentem.

Nie znasz mnie, gdy kupujesz mi raz do roku na urodziny biżuterię, której nie noszę, której nie lubię. Książki, których nigdy nie przeczytam, te wszystkie rzeczy, które są zaprzeczeniem mnie, tego co lubię. Trochę jakbyś magicznie i instynktownie wybierał wszystko to, czego nie chcę, nie potrzebuję albo nie rozumiem.

Nie znasz mnie, gdy od tych dziesięciu lat pod jednym dachem, nadal  nie wiesz, jaką lubię kawę i że nie słodzę herbaty, albo że wsypuję odrobinę cukru – gdybyś był bardziej ze mną, wiedziałbyś, że ta odrobina to pół łyżeczki. Taką lubię najbardziej.

Nie wiesz, jak pachnę – jak lubię pachnieć. I czego się wstydzę, też chyba nie wiesz. I gdy ci  to wszystko gdzieś przez lata opowiadam, ty nie chcesz tego zapamiętać.  Pomyślisz pewnie, przecież to tylko rzeczy, szczegóły, drobiazgi, przecież mamy tak wiele poza tym wszystkim.

Chyba nie mamy. Siedzę obok ciebie, jakbym w ogóle nie istniała. Gdy jesteś, to naprawdę nieważne – ale wiesz, odkąd umarł tata, widzę jeszcze mocniej, że gdy kogoś nie ma, te wszystkie drobiazgi stają się najważniejsze. Bo już nic innego nie masz, nic. I wiesz, że niczego już nie dostaniesz. A ty kochanie, od dobrych ośmiu lat, nigdy naprawdę nie wróciłeś do domu.

PS: Jeszcze tu jestem, na pewno będę przez dłuższą chwilę. Tak piszę, gdybyś jednak chciał mnie naprawdę poznać. Zrób mi wtedy proszę moją ulubioną herbatę, w tym dużym kubku. I wiesz co, możemy kupić tego kota…