Zdrowie

Startuje 15. edycja „Gabinetów z Różową Wstążką”

Redakcja
Redakcja
14 października 2022
 

5 000 badań USG piersi dla kobiet dofinansuje Avon w ramach tegorocznej 15. edycji „Gabinetów z Różową Wstążką”. Setki zaangażowanych gabinetów ginekologicznych, tysiące pacjentek, które potwierdziły zdrowie swoich piersi, 58 000 dofinansowanych badań USG i blisko 500 000 złotych każdego roku – to bilans 15 lat działania akcji, prowadzonej w ramach kampanii Avon Kontra Rak Piersi. W tegoroczną edycję zaangażowanych jest 78 gabinetów ginekologicznych w całej Polsce, a zapisy dla pacjentek ruszają w najbliższą sobotę 15 października.


„Gabinety z Różową Wstążką” zostały zapoczątkowane przez Avon w 2007 roku, a wkrótce potem do przedsięwzięcia dołączyło Stowarzyszenie ,,Amazonki’’ Warszawa-Centrum. Przez ten czas inicjatywa na stałe wpisała się w kalendarz wydarzeń „różowego października” – Miesiąca Świadomości Raka Piersi. W każdej edycji biorą udział najlepsze placówki ginekologiczne z całej Polski, w których kobiety mogą potwierdzić zdrowie swoich piersi. Celem akcji jest jednak nie tylko ułatwienie Polkom dostępu do badań profilaktycznych, ale także przełamanie wśród nich wewnętrznych barier przed badaniem USG piersi i przypomnienie, żeby raz w roku zaplanowały swój „Dzień na U”.

Niemal 7 na 10 kobiet uczestniczących w zeszłorocznej edycji podkreśla, że to właśnie kampania zachęciła je do przyjścia na badanie * .
W tym roku kolejne 5 000 badań zostanie przeprowadzonych w 78 gabinetach. Lista „Gabinetów z Różową Wstążką” dostępna jest na stronie kampanii www.AvonKontraRakPiersi.pl, a rejestracja pacjentek rozpocznie się już 15 października.

W Avon mówimy TAK dla zdrowia kobiet prowadząc m.in. akcję „Gabinety w Różową Wstążką”. Do tej pory dofinansowaliśmy ponad 58 000 badań USG piersi, przekazując corocznie na ten cel ok. 500 tys. zł. W tym roku ponownie dofinansujemy kolejne kilka tysięcy badań, by dać Polkom szansę na potwierdzenie swojego zdrowia – mówi Agnieszka Isa, General Manager Avon Cosmetics Polska.

W ankiecie przeprowadzonej przez Avon i Stowarzyszenie „Amazonki” Warszawa-Centrum wśród kobiet, które w 2021 roku wzięły udział w akcji, aż 60% ankietowanych przyznało, że w ostatnim roku lekarz nie badał im piersi w czasie standardowej wizyty lekarskiej oraz że to kampania „Dzień na U” zachęciła je do przyjścia na badanie USG. 56% pacjentek zadeklarowało, że będzie badać piersi częściej, niż do tej pory * .

Co roku zachęcamy tysiące Polek do wykonania USG piersi w ramach akcji „Gabinety z Różową Wstążką” oraz uświadamiamy, że tylko dzięki profilaktyce pierwotnej, czyli prowadzeniu zdrowego trybu życia i wykonywaniu regularnych badań, możemy zmniejszyć ryzyko późnego wykrycia choroby. A tym samym uniknąć długotrwałego leczenia – mówi Ewa Grabiec-Raczak, Prezes Zarządu Stowarzyszenia „Amazonki”.
W 2020 roku 25 tys. Polek usłyszało diagnozę – rak piersi**. To najczęściej występujący nowotwór wśród kobiet. Nie musiałoby tak być, gdyby wiedziały, że regularne badanie daje szansę na wczesne wykrycie choroby i powrót do pełni zdrowia. W rezultacie ubiegłorocznej akcji „Gabinetów z Różową Wstążką” 774 pacjentki zostały skierowane do dalszej diagnostyki. U 371 wykonano mammografię, od 215 pobrano
wycinki do biopsji, a 114 kobiet potrzebowało dalszej konsultacji onkologicznej***.

Strach przed chorobą jest ciągle największą barierą wśród kobiet przed wykonywaniem badań. Dlatego tak ważne jest przełamywanie tej obawy, propagowanie zachowań profilaktycznych oraz zachęcanie pań do obserwowania, poznawania i troski o własne piersi.

Wszystkim kobietom przypominam, jak ważne są badania profilaktyczne. Wiele pań nie przychodzi na badanie ze strachu. Boją się, że zostaną wykryte groźne zmiany. Inne twierdzą, że badania są zbyt drogie. Dlatego powtarzam: nie każda zmiana w piersi to rak. A nawet jeśli zmiana okaże się rakiem, to wcześnie wykryty jest w 100 procentach wyleczalny. A jeśli chodzi o koszty, to właśnie dlatego warto skorzystać z
corocznych badań w ramach akcji „Gabinety z Różową Wstążką”. Badania kosztują tylko 20 zł. Moje pacjentki już to wiedzą i co roku zapisują się na badanie USG piersi. To taka nasza wieloletnia tradycja – mówi doktor Jacek Tulimowski, ginekolog i położnik, partner merytoryczny „Gabinetów z Różową Wstążką”.

Obok badań w gabinecie, istotną rolę w profilaktyce choroby odgrywa także samobadanie piersi. W ubiegłorocznej ankiecie 76% kobiet potwierdziło, że wykonuje samobadanie, ale tylko jedna czwarta z nich przyznała, że robi to w każdym miesiącu.* Dlatego też w ramach „Gabinetów z Różową Wstążką” promowany jest ten pozytywny nawyk. Każda dziewczyna i kobieta, która regularnie dotyka i poznaje swoje
piersi, wie jakie są one normalnie i łatwiej zaobserwuje ewentualne zmiany, by móc je dalej skonsultować ze specjalistą.

Kampanię Avon Kontra Rak Piersi można wspierać przez cały rok, kupując produkty z Różową Wstążką, które dostępne są u Konsultantek Avon i na stronie www.avon.pl .

***

*Dane pochodzą z anonimowych ankiet przeprowadzonych wśród pacjentek uczestniczących w badaniach USG w ramach Akcji „Gabinety z Różową Wstążką” w 2021 roku, N=903.
**Na podstawie danych opublikowanych przez NFZ oraz Krajowy Rejestr Nowotworów w 2021 roku.
***Na podstawie statystyk prowadzonych przez Stowarzyszenie „Amazonki” Warszawa-Centrum.


Zdrowie

„Lekarska znieczulica, system do bani. Tak leczymy raka piersi w Polsce. Dwa lata towarzyszę przyjaciółce w chorobie”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 października 2022
fot. Pradit_Ph/iStock
 

Październik. Znów czytam pojawiające się artykuły, jak to należy regularnie się badać, wcześnie reagować, że profilaktyka, że ważne. Tak, pełna zgoda! Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Może niektóre z nas boją się badać, bo boją się nie tyle samego raka, ale tego jak jest leczony.
A kto zmieni ten cholerny system? Kto wpłynie na lekarzy, żeby nie traktowali nas, jak numerki w peselu? Kto nauczy panie w recepcji klinik, żeby były bardziej empatyczne? Kto będzie edukował nas z tematu „hospicjum”? Odczaruje nasze myślenie? Kto da wsparcie psychologiczne rodzinie chorych? Kto wesprze dzieci chorujących?

Anna. Nie jest postacią fikcyjną. Jest kobietą, która dziś sama walczy z bólem. W domu. A jej rodzina jest niezaopiekowana. Ale zacznijmy od początku.

Anna wyczuwa malutkiego guzka w piersi. Bardzo malutkiego. Zapisuje się do ginekologa. Prywatnie. Pan gin ją bada (tydzień później) i mówi, że tam właściwie nic nie ma. On nic nie wyczuwa. Anna mu sama pokazuje zmianę: „To nic takiego, kto tu jest lekarzem?” denerwuje się doktor. Macha ręką. Dlaczego te pacjentki chcą się leczyć same?

Anna wraca do domu.
Mijają dni, tygodnie. Ale zmiana nie daje jej spokoju. Zapisuje się do kolejnego lekarza, robi usg i mammografię. Panią doktor guzek jednak niepokoi, zaleca biopsję. Kilka tygodni czekania na wynik. Więcej niż przepisowo, bo ktoś w laboratorium na urlopie, potem lekarka na urlopie. Dlaczego w zasadzie pacjentka dostaje wynik dopiero po dwóch miesiącach? Na to dziś nikt nie umie odpowiedzieć.

Guz jest złośliwy. Trzeba go usunąć, usunąć węzeł, oddać do badania. Wtedy będzie wiadomo jakie będą dalsze działania.

Biopsja. Ale na wynik znów się czeka. I czeka. W końcu dzwoni miła pani od „pana doktora M”. Są wyniki, węzeł czysty, nie ma przerzutów. Anna się cieszy.

Dwa tygodnie później znów telefon: „Pani Anno, zaszła pomyłka. Proszę przyjechać”. Anna nie wie, jaka pomyłka, bo nikt je nie chce powiedzieć. Dopiero w gabinecie słyszy, że dostała wyniki innej kobiety. U niej jednak znaleziono przerzut, w jednym węźle.

Anna ma chemię, radioterapię. Pisze do dziewczyny na Instagramie, która leczy się we Włoszech: „Powinnaś mieć jeszcze scyntygrafię kości. Ten rak daje częste przerzuty do kości” radzi tamta. Gdy Anna prosi o to lekarza prowadzącego, on prawie puka się w czoło. Jaka scyntygrafia. Procedury są wszędzie takie same. Mija rok. Ponad rok. Anna ma hormonoterapię, jest po chemii, radio. Nikt nie robi dalszych badań, nie sprawdza. Anna mówi lekarzowi, że boli ją noga, coś w kręgosłupie. „To nerwobóle” słyszy.

Próbuje zakwalifikować się do nowoczesnych badań nad nowym lekiem. Tylko dzięki temu robią jej scyntygrafię: okazuje się, że jednak przerzuty do kości są.
Rok wcześniej lekarz jej mówił, że na pewno z tego wyjdzie, teraz odwiedza najlepszych profesorów w Polsce i słyszy: no trzeba mieć nadzieję, nie wiadomo.

Bierze drogie leki, zastrzyki. Bada się co kilka miesięcy. Nowych zmian nie ma.
A potem zgłasza lekarzowi dziwne objawy. Zapomina co chciała powiedzieć, traci równowagę, nie potrafi czegoś przeczytać. Lekarz znów macha ręką: stres, stres, stres. Dopiero po pół roku ma zrobiona tomografię głowy. Znów czeka na wyniki.
W mózgu są liczne przerzuty. Zbiera się jedno konsylium, drugie, trzecie. Wszystko trwa i trwa.

Kto ma na to czas, gdy leczy się na nowotwór? Na czekanie? Na kolejki? Na brak wsparcia? Na drogiego profesora, który nawet za kilkaset złotych ma dla niej tylko pięć minut, przegląda papiery i mówi: A ja nie mam jak otworzyć płyty.
W XXI wieku? Profesor nie potrafi odczytać płyty z wynikami tylko każe sobie je drukować? I rzuca: „To pani jeszcze chodzi?”albo: „Ale wie pani, że jest na granicy życia i śmierci?”.

Tak, Anna jest bardzo silna. Łyka teraz kolejną chemię w tabletkach, wymiotuje. Ale nikt nawet nie pomyśli, że może trzeba by jej podać silniejsze leki przeciwwymiotne w kroplówce? Przeciwbólowe? Wyciszające. Pan doktor odhacza: „Proszę przyjść za parę tygodni, zobaczymy”. Zobaczymy? W grudniu zrobimy nowe badania. W grudniu? Dlaczego nie teraz?

Ile jest takich Anek? Kobiet odbijających się od kolejnych drzwi? Niezaopiekowanych?

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Zdrowie

Babka od histy. Każdy z nas chciałby mieć taką nauczycielkę. Nie tylko jedną – wszystkie!

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
14 października 2022

Chcesz być dobrym nauczycielem? Bądź jak „Babka od histy”. Agnieszka Jankowiak Maik, z wykształcenia historyczka, od 13 lat nauczycielka, był redaktorka serwisów historycznych, autorka książki: „Historia, której nie było”. Aktywistka, demokratka, zwolenniczka ruchów oddolnych. Jeszcze do niedawna nauczycielka historii i wiedzy o społeczeństwie w III LO w Poznaniu, dziś pracuje w Publicznej Szkole Cogito. Mama dwulatka. Na forach internetowych piszą o babce od histy, że jest fajna, rozumiejąca i naprawdę pasjonuje się swoją pracą. Każdy z nas chciałby mieć taką nauczycielkę. Nie tylko jedną.

Agnieszka Jankowiak- Maik w swojej pracy inspiruje się m.in  Sir Kenem Robinsonem, brytyjskim pedagogiem, pisarzem, mówcą, doradcą w dziedzinie rozwoju kreatywności. – Robinson w jednej ze swoich książek napisał: „Jeśli jesteś nauczycielem to dla swoich uczniów jesteś systemem. Jeśli jesteś dyrektorem to dla twoich nauczycieli jesteś systemem. Jeśli jesteś organem prowadzącym– dla twoich szkół jesteś systemem”. I ja wiem, że dla swoich uczniów jestem systemem. Moja lekcja to nie jest minister Czarnek, mam wpływ na to jak uczyć. Codziennie staram się robić coś, żeby zmieniać sposób myślenia o szkole, wprowadzać alternatywne metody.

Z drugiej strony rzeczywiście polska szkoła jest dewastowana, a to czego doświadczamy od lat to kuriozum. Ktoś kto stoi na czele systemu edukacji wyzywa nauczycieli od lepszych i gorszych. Gorsi to ci, którzy nie zgadzają się z jego filozofią. Nazywa ich lewakami, neomarksistami. Mam wrażenie, że od 2019 roku jestem ciągle w proteście. To jest naprawdę męczące– przecież wiemy wszyscy, jak powinna wyglądać dobra szkoła. To, co się dzieje nie tylko nas stopuje, ale też cofa.

„Jeśli nie jesteś przygotowany na błąd, nigdy nie wymyślisz nic kreatywnego”

„Kilka dni po rozpoczęciu roku szkolnego zostaję wezwany do odpowiedzi z matematyki. Mam przed całą klasą rozwiązać zadanie, które opiera się na wzorze, którego uczyliśmy się w zeszłym roku. Nie potrafię go sobie przypomnieć. Nauczycielka przewraca oczami, krytykuje mnie, bo podaje błędny wzór. W końcu zirytowana mi go podaje, zadanie robię dobrze. Mimo to dostaję jedynkę. Wracam na swoje miejsce, trzęsą mi się ręce”.

Zdaniem Kena Robinsona to, co robi system edukacji to koncentrowanie się na piętnowaniu błędów. To sprawia, że dzieci przestają myśleć kreatywnie, swobodnie odpowiadać, boją się krytyki. Wciąż za mało jest nauczycieli, którzy wspierają proces poszukiwania.
Tymczasem kreatywność jest ważna tak samo jak nauka czytania i pisania.

Już w latach 90 tych, Ken Robinson postawił tezę, że rzeczywistość zmienia się bardziej dynamicznie niż kiedykolwiek w historii, a kreatywne podejście do życia jest w zasadzie jedyną gwarancją sukcesu, bo tylko ona pozwoli znaleźć nowy zawód czy rolę społeczną w stale zmieniającym się rynku pracy. Źle skonstruowany system zabija kreatywność. Celem rodziców i nauczycieli powinno być wspieranie wrodzonej umiejętności łączenia różnych dziedzin stawiania hipotez, tworzenie.

Agnieszka Jankowiak – Maik: Zawsze pilnowałam, żeby na moich lekcjach było twórczo. Wiem, jakie ćwiczenia rozwijają mózg, która metoda przynosi efekt, co pomoże w późniejszych latać założyć uczniom firmę. Sztuką nie jest stanąć i mówić. Szczególnie, że my nie zapamiętujemy wiadomości tylko dlatego, że je słyszymy. Zapamiętujemy coś, w czym bierzemy czynny udział. Dlatego jestem fanką debat oksfordzkich, która polega na dyskusji nad tezą.

Jedna drużyna przygotowuje argumenty za tezą, druga przeciwko tezie. Wyznaczamy mówców i mówczynie. Pierwsza wprowadza do tematu, druga podaje argumenty za tezą, trzecia kontrargumentuje, czyli zbija argumenty drużyny przeciwnej. Należy wypowiadać się bardzo kulturalnie, bez ocen, wszystkie argumenty muszą być merytoryczne. To uczy całościowego spojrzenia na problem, zrozumienia różnych punktów widzenia, a co najważniejsze dyskutowania ze sobą mimo różnic.
Proszę sobie wyobrazić, o ile byłoby łatwiej gdybyśmy rozmawiali ze sobą w ten sposób na co dzień?

„Wszystkie dzieci mają talenty tylko dorośli je marnują”

„W podstawówce najbardziej nienawidziłam wuefu i matmy. Mam problemy z koordynacją, skupieniem uwagi. Nauczyciele się ze mnie śmiali. Wuefista mówił, że poruszam się, jak prosiak, nauczycielka od matematyki twierdziła, że tylko tuman nie zrobiłby tego zadania. Teraz jestem w liceum prywatnym, w szkole realnej. Tutaj doceniają to, że jestem świetna z polskiego i historii. Nawet wuef polubiłam, bo nauczycielka jest wspierająca”.

„Rolą dorosłych jest odkrywanie indywidualnych predyspozycji każdego dziecka. Współczesna szkoła tego nie robi, chce wykształcić podobne umiejętności u wszystkich, co jest z gruntu niemożliwe, bo nie jesteśmy tacy sami, nie mamy tego samego potencjału” twierdził Robinson.

– Coraz popularniejsza robi się edukacja alternatywna, 22 tysiące dzieciaków jest w edukacji domowej. To pokazuje, że system jest do bani. Sama już się zastanawiam, gdzie pójdzie moje dziecko – twierdzi Agnieszka Jankowska -Maik. – Rodzice i dzieciaki szukają szkoły, która byłaby bezpieczna, gdzie dziecko nie będzie tylko nazwiskiem tylko będzie czuło, że jest traktowane indywidualnie, Wszystkim na tym zależy, a w publicznej szkole nie zawsze się to da zrobić. Sama potrafiłam mieć w klasie 33 osoby, a potem te klasy zostały jeszcze powiększone o kilka osób, jestem przekonana, że mi pojedyncze osoby umknęły, nie czuję się z tym dobrze, ale tak jest.

Jeśli dostajesz ileś klas, uczysz kilku przedmiotów nie jest łatwo. Gdy dostawałam klasę na wychowawstwo – każdy mi dawał swoje zdjęcie, ćwiczyłam imiona w domu. Zależało mi, żeby nie mówić do nikogo: „ Ej ty kolego w czerwonej bluzie”.

„W edukacji zawsze chodzi o relacje. Najlepsi nauczyciele to mentorzy pełniący rolę życiowej inspiracji dla swoich uczniów”

„Jestem po czterdziestce, wielu nazwisk nauczycieli nie pamiętam. Nie pamiętam nazwiska matematyczki, która groziła mi komisyjnym, fizyczki, która wzywała mnie do tablicy, ale swojej polonistki nie zapomnę do końca życia, do dziś sprawdzam, czy jeszcze uczy w moim liceum, czasem piszę do niej wiadomości na Facebooku. Wszystko dlatego, że była dla nas autorytetem, inspirowała. Dzięki niej na maturze dostałam piątkę z polskiego, a potem zostałam dziennikarką. Przeraża mnie, kiedy widzę, jak polonistka mojego syna poprawia ich wypracowania. Wszystko pod linijkę”.

Nie wystarczy udzielać instrukcji, a potem sprawdzać, jak dziecko radzi sobie z ich wypełnieniem. Ken Robinson mówił: „Nauczyciel dla ucznia powinien być, jak ogrodnik dla kwiatów– dbać o nie i stworzyć im dogodne środowisko do wzrostu”

– Kiedy wydałam książkę „Historia, której nie było” na premierę w Centrum Kultury przyszło bardzo dużo moich byłych uczniów i uczennic, niektórych nawet nie poznałam, bo od naszego spotkania minęło, na przykład dwanaście lat. I to jest fajne w tym zawodzie, że te relacje mogą trwać. Czasami współpracuję z moimi byłymi uczniami, czasami do mnie piszą, proszą, żebym podzieliła się opiniami na temat książek. Nie zawsze wiem, że ktoś mnie ceni, ale pięć lat później się spotykamy i ktoś podbiega, rzuca się na szyję. Ostatnio spotkałam w pubie grupę swoich byłych uczniów, myślałam, że tylko powiedzą: „dzień dobry” albo w ogóle będą się wstydzili podejść. Rozmawialiśmy co najmniej pół godziny. W takich momentach wiem, że zrobiłam dobrą robotę.

„Wśród wielu powodów, dla których dzieci przestają się chętnie uczyć, mogę wymienić to, że szkoła nie posługuje się wystarczająco dobrym językiem (…). Uczniowie czuja, że nie mają nic wspólnego z tym, czym szkoła jest i co się w niej dzieje. Odbierają naukę jako bezsensowną i nudną”

„Lekcja biologii. Starsza pani w okularach stoi przy biurku i nudnym, monotonnym głosem opowiada o genetyce zwierząt. Wyłączam się po kilku minutach. Wracam do domu, moja mama pyta, jak było, mówię, że biologia strasznie nudna. „Jak to możliwe” wykrzykuje. Jest hodowcą psów, zaczyna mi opowiadać, jak planuje umaszczenie kolejnych miotów. To już nie jest nudne”.

– Pracuję w szkole trzynaście lat, uczniowie się zmieniają, system za tym nie nadąża. Zmieniła się technologia, młodzież dużo trudniej skupia uwagą, jest też teraz bardziej wymagająca. Wiedzą czego chcą, łatwiej o tym mówią, zadają coraz trudniejsze pytania. Gdy zaczynałam lekcje były spokojne, teraz młodzież jest aktywna, potrafią wprost spytać: „A po co my się tego uczymy”. Ja lubię te pytania, nie boję się ich.
– Przez jakiś czas uczyłam wychowania w rodzinie – tłumaczy nam „Babka od histy”. – Prześcignęłam religię, jeśli chodzi o zapisywanie się na te zajęcia, przychodziły do mnie dzieciaki z innych szkół. Wtedy zrozumiałam, że żadne oceny są niepotrzebne, jak się ma pasjonującą lekcję, wciągającą, nie trzeba środków dyscyplinujących. Ale nie robiłam żadnych fikołków, nie starałam się. Jestem osobą z którą da się porozmawiać szczerze, bezpiecznie – to wystarczy.


Zobacz także

Młodzież chce o seksie, rodzice o wartościach. Wychowanie do życia w rodzinie poprowadzi katechetka

Żylaki — przyczyny, typy, objawy, leczenie, powikłania

Żylaki – wątpliwa i niebezpieczna „ozdoba” nóg. Kiedy się tworzą i kto jest na nie szczególnie narażony?

5 nieoczywistych objawów świadczących o tym, że powinnaś pić więcej wody

5 nieoczywistych objawów świadczących o tym, że powinnaś pić więcej wody