Związek

„Wiesz, że ogarniesz coś jeszcze lepiej, ale z jakichś względów wolisz wysługiwać się kobietą”

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
11 czerwca 2021
 

Poważnie mówiąc, KAŻDY Z NAS jest manipulantem. I nie wiem, czy gorsi są cwaniacy, świadomie urabiający partnera, czy ci, którzy robią to z wewnętrznego, niczym nie popartego przeświadczenia, iż działają w tzw. „dobrej wierze” – w tym tygodniu Melisandra i Marcin Michał Wysocki rozmawiają o manipulacji w związku. 

Marcin Michał Wysocki: Meli, czy Ty manipulujesz facetami? Albo inaczej: kiedy to robisz, bo przecież robisz to nawet wobec mnie, bejbe 🙂

Melisandra: Hmmmm… Wiesz, jeśli ktoś komuś zarzuca manipulację, to znaczy że sam jej używa.

Marcin Michał Wysocki: Zgoda, jednak robi to niemal każdy. Moim zdaniem, istotne są intencje. Niektóre są naprawdę nieszkodliwe i drobne, a niektóre mogą grubo zranić…

Melisandra: Mam dużą uważność na manipulację i z mojej strony, i ze strony drugiej osoby. Mam bezgraniczną otwartość na ludzi i na dobre intencje, więc nie raz zdarza mi się wpaść w pułapkę, gdy ktoś chce mnie wykorzystać do swoich celów.

U Ciebie bardzo szybko wyczuwam manipulację, gdy na czymś Ci zależy zaczyna się od wrzucenia „zatrutego jabłka” pt.: „masz bliższe kontakty – może byś napisała, zrobiła?”. Mimo, że oboje wiemy, że Ty ogarniesz to jeszcze lepiej, ale z jakichś względów wolisz wysługiwać się kobietą. Druga Twoja manipulacja to wyczucie słabości na coś, co akurat też bardzo lubisz i nadarza się okazja. W szybki sposób przyciągasz/łapiesz jak pająk ofiarę w swoje sieci. Szybki ruch i bardzo precyzyjny. Ofiara głupieje i w naiwności wchodzi w pożądliwą sieć.

Marcin Michał Wysocki: Ale, jak rozumiem, to przenośnia. Mam nadzieję, i nie mówisz o mnie personalnie?

Melisandra:: Skoro tak zareagowałeś, to chyba Ci nacisnęłam jakiś czuły klawisz.

Marcin Michał Wysocki: Tak? Hahaha, udało Ci się! Dałem się wkręcić! Naprawdę zacząłem wierzyć, że mogłabyś tak myśleć, hahaha. To jest właśnie piękny przykład, proszę Państwa, zręcznej manipulacji, która ma na celu wmówienie komuś, najlepiej publicznie, jakiejś nawet najbardziej niedorzecznej rzeczy z głęboką wiarą, jakby to była prawda obiektywna. Część odbiorców zawsze uwierzy…

Wracając jednak do naszych rozważań: tak, na pewno jest wiele takich osób, które same nigdy niczego nie robią osobiście i to nie dlatego, że nie mogą albo mają dwie lewe ręce. Tak jest im zwyczajnie wygodnej żyć. Mają mnóstwo pomysłów, ale żadnego nie realizują w praktyce, pozostawiając to tym, którym to wrzucą na plecy. Jeśli chodzi o wyczucie u kogoś słabości i jej wykorzystywanie, to chyba w ogóle podstawa manipulacji. Nie da się kierować kimś, wpływać na kogoś, kto jest niezależnie myślącym człowiekiem. Kto nie jest od manipulującego w jakiś sposób uzależniony.

Melisandra: Co do pytania o mnie, to manipulowałam mężczyznami w najgorszy i chyba najbardziej obrzydliwy sposób. Czym? Benefitami materialnymi z relacji ze mną. Sprzedawałam siebie. Coś za coś.  Załatwię Ci jak mnie pokochasz. Uzależnienie od siebie partnera. Wstydzę się tego. Nie daje to żadnej satysfakcji. To taki brak wiary w miłość bezwarunkową, że zasługuję na miłość taka jak jestem, że nie mogę BYĆ, tylko muszę kupić. Brrrrr.

Zazwyczaj mężczyźni kupują sobie kobiety, ja to robiłam z mężczyznami. Nie polecam. Krył się za tym brak widzenia siebie, wiary w siebie, nie zasługiwanie na miłość, lęk przed opuszczeniem i zdradą. Była transakcja. Z czasem wiem, że moi mężczyźni kochali mnie taką jaką jestem, a ja niepotrzebnie dodawałam od siebie tą złotą klatkę, która z czasem budziła we mnie brak szacunku do mężczyzny, bo go w ten sposób kastrowałam i robiłam luksusowego więźnia. Pewnego dnia się budzisz i zadajesz sobie pytanie: dlaczego ja to sobie robię?

Marcin Michał Wysocki: Okej, to było super szczere, Meli. Mam jednak wrażenie, że w ten sposób – jeśli wspominamy o mechanizmach i narzędziach MANIPULACJI – mogłaś chcieć POPCHNĄĆ mnie do złożenia identycznie głębokiej samokrytyki. Dla wspólnego „dobra”, jakim jest nie tylko publiczne oczyszczenie się z grzechów, ale i przykucie uwagi odbiorców, a co za tym idzie – podniesienie poziomu zainteresowania naszymi felietonami. Pchnąć mnie do samobiczowania poprzez np. przyznanie, że jak także manipuluję/owałem kobietami itp.

Chcę jednak wierzyć, że Twoja wypowiedź wypływała jedynie z miłości do ludzi i wynikającej z niej potrzeby dzielenia się swoimi doświadczeniami. Lepiej przecież, żebyśmy się uczyli na czyichś błędach. Po to piszemy te felietony w swojej istocie. A wiadomo, my wiemy, że jedynie szczerością i własnymi doświadczeniami możemy przekonać Czytelniczki i Czytelników, aby nam uwierzyli…

Okej, wracając do manipulacji, to właśnie w powyższy sposób „zagadałem” niewygodny temat moich zwierzeń i skierowałem uwagę na Ciebie. Ale to proste, no nie? Poważnie mówiąc, KAŻDY Z NAS jest manipulantem. I nie wiem, czy gorsi są cwaniacy ,świadomie urabiający partnera, czy ci, którzy robią to z wewnętrznego, niczym nie popartego przeświadczenia, iż działają w tzw. „dobrej wierze”. Dlatego ja w życiu staram się w sposób OTWARTY – czasem wbrew męskiej naturze, instynktowi samozachowawczemu i tak dalej – DEKLAROWAĆ co czuję, co myślę i o co mi chodzi. Taką przyjąłem strategię. Widzę, w tym przełamaniu bariery własnych lęków przed oceną – szansę na prawdziwą komunikację z drugim człowiekiem.

Próbowałaś kiedyś być wobec kogoś ABSOLUTNIE szczera w każdym aspekcie?

Melisandra: Wiele zależy od intencji jakie stoją za naszymi czynami. Jeśli intencje są czyste i szczere to nie robimy krzywdy, obojętnie co się dzieje. Jeśli robimy coś, bo coś na tym zyskamy lub coś za coś, to równia jest pochyła. Szczerość jest najcenniejsza. Otwarte patrzenie sobie w oczy, jasna i szczera komunikacja nawet o rzeczach trudnych, uczciwość to podstawy związku. Często tak zapominane i niedoceniane, a potem klops. Jest i tak, że jesteśmy szczerzy, a ktoś potem używa tej wiedzy przeciwko nam. To jest zagranie poniżej pasa.

A też informacja kim jest nasz partner, że w chwilach kiedy będziemy potrzebować wsparcia, on będzie grał przeciwko nam. Mówi się, że jest wszystko dobrze gdy jest dobrze, a gdy nadchodzi kryzys to zamiast wesprzeć tę „nagą dupę”, która nam się pokazała, zaczynamy wciągać ją na ring i walczyć i poniżać. Po co? W imię ego? Co to komu da, kto jest ważniejszy, ma więcej, silniejszy? Po co manipulacje? Nie można powiedzieć wprost? Chyba, że obawiamy się reakcji partnera, ale to i tak na nic. Normalność, czyny i intencje z miłości. „Szanuj bliźniego swego jak siebie samego”. Złota i wiecznie żywa zasada.

Marcin Michał Wysocki: A odpowiedź na moje pytanie?

Melisandra: Jestem szczera i to często bólu. W każdym aspekcie. Nie mam tabu, co często ludzi wku…a i na koniec dnia wiele „przyjaźni” się rozsypuje. Dla mnie prawda jest bardzo ważna. Jeśli nie jestem szczera i zatajam, lub opowiadam „o czym szumią wierzby”, to zwyczajnie boli mnie gardło. Choruję. To, że dla kogoś ta prawda jest niewygodna, nie jest dla mnie powodem do zmartwień.

Osoby, które mną manipulują odcinam. Nie ma ich? Cudnie. Robi się miejsce na nowe. Wartościowe. Zawsze kiedy się staje w obronie własnych wartości i w prawdzie to staje się na wygranej. Nic nie jest warte poświęcania siebie.

Bawi mnie, jak po jakimś czasie osoby, które „nawarzyły piwa” próbują wrócić do mnie „swoimi drogami i wytrychami”. Nie ma opcji. Nie dlatego, że jestem obrażona. Zwyczajnie ten kontakt nie daje mi satysfakcji. Źle się czuję z taką osobą. Niech idzie do swojego światła. Ludzi nie zmienimy, mamy tylko wpływ na siebie i na swoje emocje. Co z nimi zrobimy i jak je przekierujemy.

Szczera komunikacja w związku to fundament, to zaufanie i komfort życia. Prawda jest dla mnie na takim samym poziomie, co wolność. Najwyższym. Jest jeszcze to w jaki sposób mówimy prawdę, co za tym stoi? Czy chcemy kogoś poniżyć? Skopać? Zrobić na złość? Wykazać swoją wyższość? Wpędzić w poczucie winy? To jest prawda z ukrytą manipulacją. Jeśli za tym stoi miłość i troska o związek, dobre intencje to nigdy nie zrobi się krzywdy. Czasem warto zastopować i zastanowić się co ta forma powiedzenia prawdy ma dać? Co za nią stoi?

Marcin Michał Wysocki: Generalnie zgoda, Meli. Tak, tylko prawda i szczerość w relacjach – choć nie taka, która sprawi komuś niepotrzebny ból.

No, bo jeśli nasza krytyczna opinia nie jest komuś niezbędna do życia, nie doprasza się o nią na siłę, to wyrażanie jej mimo wszystko jest nieludzkie. Tak, zgoda – odcinanie ze swojego otoczenia ludzi nieszczerych i manipulantów. A co, jeśli nam się tylko wydaje, że ktoś jest nieszczery, gdyż nie chcemy przyjąć jego krytyki? Czy jeśli uznamy, że kłamie, to będziemy uczciwi i szczerzy wobec niego oraz samych siebie? Czy lubimy, gdy ktoś podkreślając swoje najlepsze SZCZERE INTENCJE, powie nam kilka przykrych słów prawdy, SWOJEJ PRAWDY?

ŁATWO MANIPULOWAĆ SZCZEROŚCIĄ:

  • Być całkowicie szczerym, tylko dlatego, że MAMY PRZEKONANIE, iż mamy rację (i dajemy sobie prawo do jej wygłaszania).  Nie powinnaś tego robić, bo mówiąc szczerze, to nie jest facet dla ciebie… Wyglądasz coraz lepiej, ale wybacz, że to powiem, jednak twój styl nadal jest kiczowaty…
  • Być całkowicie szczerym wobec innych, jednak nie ujawniać wszystkiego, tylko tę część prawdy, która buduje określony (nasz lub czyjś) obraz. Gdzie człowiek nie ujawnia prawdy nawet przed samym sobą. Rozwiodłam się z tym palantem… Zgoda, wina zawsze leży po obu stronach, ale to on był winny bardziej, bo to on mnie zdradził. A czemu to zrobił? Bo był głupi. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia…
  • Być całkowicie szczerym, aby wpływać na czyjeś postępowanie i życie. Jeśli mnie zostawisz, to sobie coś zrobię, jak Boga kocham… Gdybyś stracił te parę kilogramów, to kto wie, może coś by z tego było… Takie prawdziwe półprawdy, które druga osobę dotykają, ranią, oceniają, pchają do czynów, wymuszają działania, hamują entuzjazm.

Uważam, że KAŻDA forma INSTRUMENTALNEGO ODDZIAŁYWANIA na inne osoby, mająca przynieść zmiany w ich zachowaniu i postępowaniu (zgodnie z definicją manipulacji) JEST ZŁA.

Dodam jeszcze, że także manipulowanie pozornie w „dobrą” stronę, czyli pozytywne motywowanie (jesteś wielki, dasz radę) także MOŻE uczynić wiele ZŁA, bo bywa zwyczajnie nieuprawnione i NIEUCZCIWE? Budując w drugim człowieku nieuzasadnione oczekiwania wobec własnych możliwości i umiejętności, możemy zepchnąć go we frustrację. Bo, jeśli nie osiągnie celu, gdyż przeszacowaliśmy jego siły, to już może się nie podnieść…

Melisandra: Ludzi nie zmienisz, ale możesz zacząć do siebie. Wspieranie i motywowanie zawsze jest piękne. Wiara w drugiego człowieka. A jeszcze piękniejsze jest być z nim w porażce. To są lekcje, dzięki którym się rozwijamy. Ty masz swoją prawdę, a ja swoją. Jest pięknie.

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście oraz Inkubator Sukcesu to autorskie inicjatywy fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melisandra, czyli mityczna kobieta, która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Na co dzień pisze na swoim funpagu Melisandra Fundacja Projekt Szczęście o potrzebach kobiet i ich drodze do odzyskania siebie, prawdzie, autentyczności, kobiecości i miłości. Dla Oh Me o świecie intymnym i delikatności wnętrza kobiecego. Tworzy projekty, które pomagają ludziom dotrzeć do swojej świadomości, akceptacji aby zrozumieć swój cel życiowej podróży. Tworzy przestrzeń szczególnie dla tych, którzy po wyjściu z korpo chcą odzyskać siebie i żyć na swoich warunkach szczęścia. Jej projekty są szczególnym miejscem dla ludzi, bez względu na wiek, którzy po różnych związkach, relacjach i tych rodzinnych, i z pracą i z domem pragną ponownie doświadczyć szczęścia znaleźć swoje nowe miejsce na Ziemi. Gromadzi wokół siebie szlachetnych i doświadczonych przez życie ludzi, którzy chcą się dzielić swoją wiedzą i kompetencjami dla dobra innych, dając unikatowe wartości i szczodrość swojego doświadczenia.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Związek

Mąż, żona, kochanek. Kto w tym układzie naprawdę kocha?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
11 czerwca 2021
Anatomia zdrady.
Fot. iStock/ArtMarie
 

Na terapię przyszła ona. Ale wiedziałam, że wszyscy troje potrzebują wsparcia.

“Nie dam dłużej rady, muszę przyjść do pani natychmiast” jęknęła w słuchawkę. Pomyślałam, że o to właśnie poznaję kobietę, która nie lubi czekać. “Zapraszam w poniedziałek o 10.00. Pasuje pani? “ zaproponowałam. Byłam ciekawa tego spotkania, po rozmowie z M. wiedziałam tylko, że od roku ma romans z mężczyzną, którego poznała przez pracę. Jest zakochana, chce odejść, boi się jednak, bo nie do końca ufa kochankowi. Z mężem ma pięcioletniego syna i spokojny dom. “Jest moim najlepszym przyjacielem, cierpię, kiedy go zdradzam, ale chyba kocham J.” wyznała.

Dlaczego kobiety zdradzają? Dlaczego ludzie zdradzają? Z miliona powodów. Bo nie są szczęśliwi w związku, ale nie potrafią podjąć decyzji.  Bo kochają stałego partnera, ale on ich rani.  Bo potrzebują się sprawdzić, bo żyją w nieustannym lęku i chcą ten lęk ukoić. Bo w dzieciństwie nie nauczyli się, czym jest dobra i bezpieczna miłość i inni służą im tylko po to, żeby zaspokajać potrzeby. Są nieustannie głodni.

Gdy zobaczyłam M. pomyślałam, że jest głodna. Głodna uwagi. Nie musiała tego robić, ale uwodziła mnie. Jakby chciała przekonać samą siebie, że to ona jest ofiarą. Sytuacji. Dwóch mężczyzn. Swojego dzieciństwa.

Była piękna. Blond włosy, delikatne rysy twarzy, kobieca figura. Miała na sobie luźną sukienkę w kwiaty, ale i tak zwróciłam uwagę na jej biodra, wąską talię i duży biust.

– Jak mi strasznie przykro –  rzuciła.

– Bo?

Widziałam z jakim współczuciem na mnie spojrzała. Wrzuciła mnie do kategorii nieatrakcyjnych kobiet. Miałam kontuzję kolana, długą szarą spódnicę, nie zdążyłam się przed spotkaniem pomalować. Wystarczyła sekunda, żeby uznała, że nie warto ze mną rywalizować, co miało też dobre strony, bo wiedziałam, że mi zaufa

– Bo widzę, że ma pani niesprawną nogę, a ja do pani przychodzę z takimi głupotami.

– To znaczy jakimi?

Wtedy zaczęła opowiadać. Ma nudnego męża i fantastycznego kochanka. Z jednym ma dom, z drugim seks. Z jednym ma bezpieczeństwo, z drugim pasje.

– Nie powinnam tak mówić, bo moim problemem jest tylko to, że kocha mnie dwóch mężczyzn–poprawiła włosy. Wydawała się zmartwiona, ale miałam wrażenie, że to nie do końca prawda, była dumna, że kocha ją dwóch mężczyzn.

Nie jest wyjątkiem

Setki osób ma takie podwójne życie. Niekoniecznie fizyczne, czasem chodzi tylko o emocje. Ludzie podzieleni. Jakby nie potrafiący być z jedną osobą. Z wielu względów. Czasem dlatego, że mają tyle kawałków siebie, że trudno je przepisać do konkretnego życia i osoby, również partnera. Bo są rozdarci i nie wiedzą, jakimi wartościami chcą się kierować.

– A pani kocha któregoś z tych mężczyzn?

Zaczęła mi opowiadać o swoim dzieciństwie. Zobaczyłam w niej małą dziewczynkę. Córkę pijanej matki, despotycznego ojca, który nie pozwalał jej nawet odetchnąć. Słyszałam dźwięk szklanek rozbijanych o ścianę. Widziałam jej strach, uciekanie do łazienki, chowanie się po kątach. M. opowiadała mi o tym wszystkim, jakby opowiadała film, czułam, że nie przerobiła jeszcze swojego lęku i przeszłości.

– Nie wiem, czy w ogóle umiem kochać.

Powiedziała, że zakochała się w mężu, bo był spokojny i stabilny. Wcześniej każdy jej chłopak mógłby być kalką ojca. Miała słabość do trudnych, znikających mężczyzn, których nieustannie musiała zdobywać. Mąż pojawił się w jej w życiu w trudnym momencie. M. miała problemy finansowe, siostra chorowała na nowotwór, a ich mama wymagała stałej opieki z powodu niepełnosprawności. Mąż pojawił się i przejął odpowiedzialność.

Zastanowiło mnie, z jakiej rodziny pochodzi mąż. Ludzie często dobierają się na zasadzie tzw koluzji. Zakochaniu, poza miłością, towarzyszy często ogromna nadzieja, z której nie zdajemy sobie sprawy. Liczymy, że partner uleczy nasze dziecięce rany, zaspokoi braki. Ludzie, którzy dobierają się na zasadzie koluzji pozornie są zupełnie inni, dawca wiążę się z biorcą, podziwiany z podziwiającą, niezaopiekowana znajduje kogoś troskliwego.

Tak było w tym przypadku. M. była niezaopiekowana, a jej partner pochodził z rodziny wielodzietnej. Od dziecka zajmował się innymi.

Kłótnia z kochankiem

Szybko zorientowałam się, że kochanek stoi po drugiej stronie bieguna. Jest mężczyzną do złudzenia podobnych do tych mężczyzn, których przyciągała wcześniej. Kilka lat wcześniej, z powodu licznych zdrad, zostawiła go żona. On sam unikał kobiet stabilnych, które potrzebują zbudować dom i rodzinę. Bał się odpowiedzialności. M. była idealna, bo  rodzinę już miała. Od swojego kochanka oczekiwała silnych emocji i zabawy, a to potrafił jej dać.

Ten niezobowiązujący układ mógłby trwać, gdyby nie to, że każde z nich zaczęło od tej drugiej osoby oczekiwać więcej. On chciał (tak mu się przynajmniej wydawało), żeby ona odeszła od męża. Ona chciała być dla niego jedyna. Jednym słowem oczekiwała wierności, choć sama nie mogła mu jej dać.

Na drugie spotkanie wpadła zapłakana. Pokłóciła się z kochankiem, wyrzucił ją z domu w środku nocy.

Czułam, jak się na nim koncentruje, przestaje chronić siebie, a zaczyna walczyć o jego uwagę, zupełnie jak kiedyś musiała walczyć o rodziców. Jednocześnie jej racjonalna część mówiła.

– Nie mogę z nim być, nie rozbiję rodziny dla kogoś takiego, nie wyobrażam sobie, żeby mój syn miał takiego ojczyma.

Droga dorosłej do dorosłości

Poprosiłam, żeby przez jakiś czas nie spotykała się z kochankiem, żebyśmy bliżej mogły przyjrzeć się jej małżeństwu i przeszłości.  M. musiała dorosnąć, odważniej spojrzeć w swoje życie,  a ciężko było tego dokonać jeśli jej emocje przypominały rollercoaster.

Przez kolejne spotkania przeżywała milczenia kochanka, opowiadała, że nieustannie sprawdza, czy zadzwonił, napisał, czy tęskni, była, jak na narkotykowym głodzie, co jest częste w przypadku tak intensywnych i zakazanych miłości. Wyrzucała też złość na męża. Że jest bardziej, jak jej ojciec, nie jak partner. Że ją poucza, wychowuje, że jest czasem despotyczny. Jednocześnie podawała liczne przykłady, kiedy ją wspierał. Był z nią przy ciężkim porodzie, później opiekował się dzieckiem, gdy miała depresję poporodową też ją wspierał i później, gdy ich synek bardzo chorował.

Miałam wrażenie, że to mąż lepiej radzi sobie z rodzicielstwem. M. macierzyństwo przerosło. Była nadodpowiedzialna jako dziecko, a teraz nowa rola wymagała od niej odpowiedzialności, której nie dawała rady udźwignąć.

Chciałam, żebyśmy wróciły do przeszłości, do jej dzieciństwa i młodości. Żeby przeżyła jeszcze raz to z jak wieloma rzeczami musiała sobie radzić…

Wiedziałam, że to by jej pomogło odnaleźć w sobie siłę. Wtedy nie potrzebowałaby siły męża, mogłaby stać się odpowiedzialna za życie swoje i syna. Decydować, wybierać.

Nie ukrywałałaby się za mężczyznami.

W tym trójkącie najbliżej miłości był mąż. Jednak z każdym kolejnym spotkaniem M. rozumiała, że nie jest w stanie tego uczucia odwzajemnić. To był dla niej bolesny proces, bo bardzo silnie trzymała się przekonania, że kobieta nie powinna rozbijać rodziny. Bała się nie tylko ocen, ale też samej siebie. Poczucia winy i bólu, który komuś zada.

Im bardziej pracowała nad sobą, tym J. bardziej się oddalał. Przestała tęsknić, wariować. Zakończyła tę relację naprawdę, bo nie widziała w niej przyszłości. Zamieszkała sama. Zdecydowała się z mężem na opiekę naprzemienną.

Dziś M. jest w nowym związku. Teraz ona też kocha, z byłym mężem utrzymuje dobre relacje.  On też się zakochał. M. powiedziała mi ostatnio, że odchodząc z małżeństwa dała mężowi szansę na spotkanie kogoś, kto odda mu dobro i uczucie. A J.? J. jest kolejny raz zakochany w mężatce. Oczywiście umiera z miłości.

 

 

 

 


Związek

11 wzorów tatuaży, o których symbolice mogłyśmy nie wiedzieć

Redakcja
Redakcja
11 czerwca 2021
Photo by Gabriel Nunes on Unsplash

Tatuaż to poważna sprawa. Jasne, znamy przypadki ludzi, którzy zrobili tatuaż pod wpływem impulsu, szalonych wakacji, czasem też alkoholu. Ale bądźmy szczere, to nas nie dotyczy. 😉 Zdecydowana większość z nas podchodzi do tego tematu z należytą powagą. Większość z nas dużą atencję przykłada do wzoru – chcemy, żeby coś symbolizował, przypominał. 

Wiedziałyście, że w starożytnym Egipcie tatuaże były przeznaczone głównie dla kobiet? Miały chronić je podczas porodu. W starożytnej Grecji i starożytnym Rzymie były one dla obu płci i wskazywały, że dana osoba należy do określonej religii lub sekty. W czasach starożytnych dzisiejszej Ameryki Południowej ludzie, zwłaszcza kobiety, również często mieli duże, ozdobne tatuaże.

Nie wszystkie tatuaże mają podstawowe znaczenie, ale tych symbolicznych jest naprawdę sporo. Zresztą, wystarczy sięgnąć do słownika symboli i wybrać coś odpowiedniego dla siebie. Dobry artysta przygotuje dla nas wymarzony wzór.

My dzisiaj zajmiemy się wzorami, które mają… ukryte znaczenie, z którego niewiele osób zdaje sobie sprawę.

10 wzorów, które są popularne… nie bez powodu. Oto ich znaczenie:

1. JASKÓŁKA

Ptaki te były symbolami marynarzy. Liczba jaskółek może wskazywać, ile udanych rejsów odbył marynarz. Zazwyczaj widywano je w parach, aby pokazać, kiedy marynarz wyruszył, a drugi, aby zaznaczyć jego powrót do domu. Uważa się również, że jeśli marynarz utonie w morzu, jaskółka może zabrać jego duszę do nieba.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by El Herrero (@e.herrero)

2. NURKUJĄCA DZIEWCZYNA

Ten tatuaż jest nieco bardziej nowoczesny, choć sam styl rysunku jest tradycyjnie amerykański, oldschoolowy. Uważa się, że jest to odmiana lub ewolucja logo firmy Jantzen Swimwear Company. Znaczenie polega na tym, że ta firma stworzyła pierwszy dopasowany strój kąpielowy dla kobiet w stylu activewear. Wcześniej stroje kąpielowe damskie były duże, workowate i nie nadawały się do pływania. W pewnym sensie kobietę nurkującą można postrzegać jako znak wyzwolenia kobiet od ciągłego zasłaniania się.

3. UNALOME

To starożytny buddyjski symbol, który wskazuje na duchową podróż ku oświeceniu. Spiralna konstrukcja symbolizuje osobiste poszukiwania, podczas gdy linia prosta wskazuje, że ścieżka została odnaleziona, a oświecenie osiągnięte.

4. MOTYL

Tatuaże z motywem motyla są niezwykle popularne, zwłaszcza wśród kobiet. Jednak oprócz piękna i żywych kolorów mają one głębokie znaczenie. W kulturze rdzennych Amerykanów motyl jest zwierzęciem duchowym, które reprezentuje transformację. To świetny tatuaż dla kogoś, kto zmienił swoje życie na lepsze.

 

5. KOTWICA

Jest niezwykle wieloznaczna. Otaczając się znakiem kotwicy, będziemy tym samym przywoływać do swojego życia stabilizację, pewność i bezpieczeństwo. Osoby, które noszą biżuterię z motywem kotwicy zyskają również cierpliwość, pewność siebie, wewnętrzną harmonię oraz wzmocnią swoją siłę charakteru.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by monika wanat (@gienka_)

6. GOŁĄB

Gołębie były często uznawane za symbole duchowego spokoju. Często są one połączone z obrazami wiecznego spoczynku, aby symbolizować, że duch zmarłego jest spokojny i trafił do nieba.

7. LIŚCIE KLONU

Liście klonu nie są popularnym tatuażem i to prawdopodobnie dlatego, że większość ludzi nie wie, że mają głębokie znaczenie. W Chinach i Japonii czerwony liść klonu symbolizuje piękno i miłość. To także symbol seksualności i słodyczy miłości. To wzór dla osoby sensualnej i romantycznej.

8. LATARNIA

To kolejny tatuaż związany z kulturą morską. Latarnie morskie symbolizują podpowiedzi, nadzieję i pociechę dla żeglarzy. Wytatuowanie latarni morskiej to sposób na przypomnienie sobie, że życie nie zawsze będzie burzliwe i szare. Tatuaż pomaga im cieszyć się spokojnymi, słonecznymi dniami.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Myriam Heinz (@tatou_noir)

9. OKO HORUSA

W tradycji starożytnego Egiptu Horus był dzieckiem miłości Ozyrysa (który został przywrócony z martwych) i Izydy. Zemścił się za śmierć ojca, tracąc przy tym oko. Wzrok został mu przywrócony magicznym okiem. Jedną z najczęstszych interpretacji tego tatuażu jest przebudzenie twojego zdrowia. Może być również postrzegany jako dominacja nad twoimi wrogami.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Brannon Amtower (@tattoosbybrannon)

10. OKO OPATRZNOŚCI

To słynny symbol, który często widuje się w sztuce i modzie. Chociaż jest bardzo rozpoznawalny, wiele osób nie zna jego znaczenia. Symbolizuje oko Boga i reprezentuje fakt, że Bóg ma oko na swój lud. To jedno z bardziej oczywistych znaczeń tatuaży, z którymi się spotkasz.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Lee Jack (@leejacktattoo)

11. MIECZ

Tatuaże z mieczem są popularne, ponieważ… są po prostu naprawdę fajne, ale wiele osób nie wie, co symbolizuje miecz (lub tatuaż z mieczem). Najbardziej oczywistą symboliką jest wojownik lub rycerz, ale jest to trochę głębsze. Miecz symolizuje honor, rycerskość, siłę, władzę, autorytet i ochronę. Może również wyrażać pragnienie sprawiedliwości.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by @aqu_tattoo

 


Zobacz także

Zdrada lubi „okoliczności”. 8 rzeczy, które popychają do zdrady

W związku liczy się lojalność. O czym nigdy nie powinnaś opowiadać znajomym?

„Jak mu powiedzieć, żeby mi dobrze zrobił ustami?”, czyli seks nasz powszedni