Zdrowie

Pijawki lekarskie – dawna metoda stosowana i dziś

Redakcja
Redakcja
10 maja 2021
Rys. Sever Salamon
 
Te zwierzątka u niewielu budzą przyjazne uczucia, ale medycynie znane są od setek lat – także współczesnej. Mowa o pijawkach lekarskich, które wspomagają terapię po zabiegach mikrochirurgicznych, rekonstrukcyjnych, plastycznych czy onkologicznych. Mogą mieć też inne zastosowania. Lekarze ze Szpitala św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy, który specjalizuje się w replantacjach kończyn i mikrochirurgii, wprowadzili pijawki lekarskie do standardowego postępowania przy replantacjach kończyn.

– Okazały się niezastąpione w chirurgii rekonstrukcyjnej, gdzie płaty skórne są zagrożone procesem niedokrwiennym i martwiczym z powodu zakrzepicy, a leki nie mogą dopłynąć z krwią do miejsc zagrożonych. Sięgamy po nie przede wszystkim w przypadkach dynamicznie postępującej, pomimo stosowania leków, zakrzepicy naczyniowej i obrzęku tkanek po zabiegach replantacji. Szpitalne wskazania do terapii pijawkami dotyczą chorych po zabiegach mikrochirurgicznych, w chirurgii ręki, chirurgii rekonstrukcyjnej i plastycznej czy onkologicznej” – mówi chirurg dr Maciej Paruzel, prezes Polskiego Towarzystwa Hirudologicznego.

Zastosowanie pijawek lekarskich

Przy okazji wykorzystywania pijawek w trakcie rekonwalescencji po zabiegach replantacji odkryto wiele innych zastosowań dla tej formy wspomagania terapii, np. u pacjentów z zespołami algodystrofii czy z zapaleniem stawów towarzyszącym osteoartrozie.

Liczba chorób, w których pijawki lekarskie mogą przynieść pozytywne efekty, jest ogromna. Problem w tym, że jednak trudno stworzyć jednolitą listę wskazań, bo każda sytuacja wymaga uwzględnienia schorzeń towarzyszących, zażywanych leków, stanu chorego, oczekiwań stawianych terapii.

Terapii pijawkami lekarskimi nie nazywajmy jednak leczeniem – to metoda wspomagająca leczenie właściwe, terapia uzupełniająca. Jest jak najbardziej legalna, wpisana na listę procedur medycznych i wykorzystywana przez środowisko lekarskie jako metoda uzupełniająca, ale mówienie o leczeniu pijawkami jest nadużyciem” – podkreśla dr Paruzel, który jest prekursorem stosowania pijawek w Polsce.

Kurs z pijawki

Od lat prowadzi też szkolenia – wzięło w nich udział w sumie już ponad 1500 osób. Poza techniką ich stosowania, a także takich kwestii, jak prawidłowo przystawiać pijawkę, jak o nie dbać, kursanci uczą się także, w jakich sytuacjach się je stosuje, kto może, a kto nie powinien korzystać z tej terapii, jak często ją zalecać. A nie jest to takie proste, bo nie ma jednoznacznych wytycznych, według których w danym schorzeniu pacjent powinien przejść pięć takich terapii, a w innych siedem lub trzy.

Dostosowuje się to do danej sytuacji, objawów chorobowych i do tego co chcemy uzyskać. Bo na przykład, jeżeli mamy amputacje palców ręki, które chcemy ratować, to pijawki przykładamy najpóźniej 6-8 godzin od zabiegu, później nie miałoby to już sensu. Natomiast przy przewlekłych schorzeniach zapalnych, czy w stanie uporczywego przewlekłego bólu, taką terapię stosujemy np. raz w tygodniu przez 5 tygodni” – wyjaśnia chirurg i hirudolog.

Kiedy pijawek nie można stosować

Na kursie mówi się także o przeciwwskazaniach i niebezpieczeństwach tej metody – bo i takie są. Według lekarza błędem jest dostosowywanie hirudoterapii do konkretnych chorób. Jednocześnie warto sobie zdawać sprawę z tego, że istnieją bezwzględne przeciwwskazania, np. niewydolność zastawki serca, hemofilia lub małopłytkowość.

Zanim zalecimy komuś taką terapię trzeba uwzględnić stan pacjenta, wyniki badań krwi, określić cel terapii. Podstawą jest wykluczenie stosowania przez pacjenta silnych leków przeciwzakrzepowych, infekcji, spadku odporności. Trzeba określić stopień zaawansowania choroby, z którą przyszedł. I pamiętać, że pijawki nie są na wszystko, np. niewydolność wątroby czy nerek może spowodować powikłania – wylicza specjalista.

Pijawek nie stosuje się też u kobiet w ciąży i małych dzieci.

Kiedy pijawki mogą pomóc

Według lekarzy stosujących pijawki hirudoterapię można nazwać metodą łagodzenia objawów chorobowych. Największą grupą chorób, w których pijawki mogą pomóc, są choroby układu ruchu: wszelkiego rodzaju obrzęki, stany zapalne, wysięki, bóle stawowe, bóle kręgosłupa.

Drugą grupę stanowią choroby układu krążenia: uporczywe, niepoddające się leczeniu nadciśnienie tętnicze, choroby układu żylnego związane głównie z procesami zakrzepowymi.

Jest też mnóstwo innych wskazań: neurologicznych, ginekologicznych, laryngologicznych, okulistycznych, a nawet stomatologicznych.

Zawsze jednak pacjent jest indywidualnie kwalifikowany przez lekarza.

Jak pomaga pijawka

Zapomnijmy o najczęściej powtarzanych mitach, że pijawki wypijają „złą krew” i to stąd bierze się ich wspomagająca leczenie moc.

Pijawka pobiera krew jako swój pokarm. W przyssawce ma substancję, którą wpuszcza w momencie pobierania krwi do organizmu, do którego się przyssała. Najwięcej „wypuszcza” jej w miejscu przystawienia, jednak ok. 30-40 proc. tej substancji rozchodzi się po całym organizmie. Można więc powiedzieć, że przystawienie pijawki powoduje lecznicze działanie zarówno w zakresie zmian zapalnych, jak i w zakresie układu krążenia – mówi dr Paruzel.

Choć hirudoterapia należy do procedur medycznych wg Międzynarodowego Spisu Procedur ICD-9, z rozliczaniem jej przez Narodowy Fundusz Zdrowia wciąż bywa różnie. Zdarza się, że NFZ płaci za terapię pijawkami w szpitalach, jednak w większości przypadków nie jest to terapia refundowana, jak to dzieje się np. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy w Rosji.

Nie każda pijawka może być stosowana

Pijawki do terapii muszą pochodzić z legalnej hodowli laboratoryjnej, będącej pod kontrolą weterynaryjną, a ich źródło pochodzenia jest udokumentowane stosownym certyfikatem. To ważne, bo te niewiadomego pochodzenia, zwykle pozyskiwane z natury, mogą przenosić groźne dla człowieka drobnoustroje. W Polsce terapię pijawkami prowadzić mogą osoby, które nie są lekarzami, jednak warto, aby współpracowali z lekarzem. Pomogłoby to zmazać z tej pożytecznej metody piętno pseudoterapii i szamaństwa.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zdrowie

Jak rozmawiać z umierającym człowiekiem, żeby odpowiednio go wesprzeć?

Redakcja
Redakcja
10 maja 2021
Photo by Harli Marten on Unsplash
 
Każdy z nas prędzej czy później zetknie się z odchodzeniem kogoś bliskiego, bądź znajomego. Co wtedy warto mówić do umierającego? Jak można go wspierać w ostatnich dniach czy godzinach życia? Sprawdź, co w tym temacie radzi dr Paweł Witt, doświadczony specjalista pielęgniarstwa opieki paliatywnej i psychoonkolog.

Kto powinien przekazać choremu informację o tym, że nie da się go wyleczyć i może wkrótce umrzeć? 

Tego rodzaju informacje powinien przekazać choremu jego lekarz prowadzący. W praktyce, lekarz powinien skierować pacjenta od razu do opieki paliatywnej (hospicyjnej), jeżeli oczywiście pacjent ma jednostkę chorobową kwalifikującą go do tej opieki, wyjaśniając mu jednocześnie tego powody, a więc np. informując chorego o tym, że leczenie przyczynowe jego choroby, np. nowotworowej, zostało właśnie zakończone, a rokowanie co do możliwości jej wyleczenia jest niepomyślne.

Nie zawsze jednak chyba w tego rodzaju sytuacjach wszystko przebiega tak jak pan to przedstawił.

Niestety, różnie z tym bywa. Część lekarzy wciąż uważa powiedzenie pacjentowi, że nic już nie można dla niego zrobić, czyli wyleczyć jego chorobę, za formę porażki. Lekarze nierzadko stosują wtedy różne wybiegi, np. mówiąc: skierujemy teraz pana do hospicjum domowego, a jak pan się tam wzmocni, to za pół roku wrócimy do leczenia. To zdejmuje z nich ciężar i odpowiedzialność związane z odbyciem takiej niewątpliwie trudnej rozmowy, ale oczywiście nie jest to prawdziwe i profesjonalne, gdyż może dawać pacjentowi fałszywą nadzieję i w praktyce stanowi formę okłamywania go. Za pół roku może już przecież nie być tego pacjenta wśród nas, a śmiertelna choroba z pewnością nie spowoduje, że przybędzie mu sił.

Dlaczego tak się dzieje? Czy lekarze nie są do prowadzenia takich rozmów odpowiednio przygotowywani w trakcie nauki zawodu?

Myślę, że cały personel medyczny nie jest do tego dobrze przygotowany. Opieka paliatywna w różnym stopniu uwzględniona jest w systemie kształcenia na kierunku lekarskim. Na niektórych uczelniach medycznych jest to wciąż lub też był przez długi czas przedmiot dobrowolny, nieobowiązkowy. Lekarze, którzy nie byli w tym zakresie szkoleni mogą więc mieć z tym trudność, zwłaszcza, że każdy pacjent jest inny. Inaczej rozmawia się z osobą, która ma 90 lat, a inaczej z taką która ma lat 20. Nie ma więc w tym zakresie żadnych uniwersalnych recept i trzeba się w tej dziedzinie trenować, zdobywać doświadczenie.

A co w sytuacji, gdy lekarz z jakiegoś powodu nie był w stanie sam przekazać choremu tej informacji, bo pacjent np. był nieprzytomny, ale prawdę zna już rodzina chorego? Czy członkowie rodziny powinni przekazywać takie informacje swoim bliskim? 

Wszystko zależy od tego, jakie są relacje w tej rodzinie. Generalnie jednak powinno się stosować w tego typu kwestiach dwie uniwersalne zasady: po pierwsze nie powinniśmy kłamać, a po drugie powinniśmy mówić choremu tyle ile sam chce wiedzieć. Bardzo często pacjent nie jest gotowy na przyjęcie całej prawdy i z tego co usłyszy od lekarzy lub przeczyta w dokumentacji medycznej wybiera sobie tylko niektóre informacje, te które jest w stanie udźwignąć. Myślę, że wielu chorych nie chce wiedzieć jak jest naprawdę. Często też muszą do tego dojrzeć.  Dlatego prawdziwa rozmowa o śmierci i umieraniu zaczyna się nierzadko dopiero w opiece paliatywnej i to niekoniecznie wcale z lekarzem, lecz najczęściej z inną osobą, taką którą sobie chory sam wybierze, którą lepiej pozna i której zaufa, np. z pielęgniarką lub z innym chorym. Lekarz u pacjenta będącego w opiece paliatywnej bywa średnio 2 razy w miesiącu, podczas gdy pielęgniarka minimum 2 razy w tygodniu. Dlatego to często właśnie pielęgniarki stają się dla chorych najbardziej zaufanymi partnerami do rozmowy o ważnych i trudnych sprawach.

Jeśli chory nie jest gotowy na przyjęcie prawdy i rozmowę o swojej śmierci, a został już skierowany do opieki paliatywnej, to jak rodzina powinna się z nim komunikować? Ma wtedy po prostu unikać tematu zdrowia i śmierci, udając, że wszystko jest OK? 

To zależy od konkretnej sytuacji. Pamiętajmy, że pacjenci trafiają do opieki paliatywnej na różnych etapach choroby i w bardzo różnym stanie. Czasem są to osoby, które pozostają pod opieką zespołu hospicyjnego nawet przez 2-3 lata, inne zaś przez 2-3 miesiące, a czasem tylko dni. Inaczej więc będzie się rozmawiać z pacjentami z tej pierwszej grupy, którzy są jeszcze często w relatywnie dobrej formie, a inaczej z chorymi z tej drugiej grupy, którzy są już często pacjentami leżącymi, wymagającymi intensyfikacji opieki i zmiany priorytetów.

Omówiliśmy już pokrótce pierwszy etap, czyli przekazywanie choremu informacji o niepomyślnym rokowaniu, a także jego oswajanie się z myślą o śmierci. A teraz chciałbym zapytać jak rozmawiać z osobą umierającą, której zostały już tylko tygodnie, dni lub godziny życia. 

Na pewno warto być wtedy autentycznym. Tak naprawdę, żeby pomagać osobom umierającym, żeby być dla nich wsparciem, trzeba najpierw samemu troszeczkę pomyśleć o odchodzeniu, także własnym, a więc zmierzyć się z tematem, który wydaje nam się odległy, nierealny, nie dotyczący nas. My zawsze sobie tę granicę przesuniemy – bo jeszcze nie czas…

Nie da się pomagać komuś w odchodzeniu, jeżeli my sami wypieramy ten temat ze swojej świadomości, unikamy go albo traktujemy jako tabu. Niestety nie jest to wcale łatwe, bo śmierć jest takim tematem, przed którym niejako instynktownie się bronimy, stosując różne formy zaprzeczania, racjonalizacji czy wyparcia. Dlatego bardzo często stykam się z pacjentami, którzy nie pogodzili się wciąż ze swoją mającą nadejść wkrótce śmiercią, np. takimi, którzy jeszcze nie czują się źle, lecz o ich bardzo złym stanie świadczą tylko wyniki badań diagnostycznych.

Fałszywą nadzieją, czy też zaklinaniem rzeczywistości, żyje jednak do końca również wiele osób, które mają już za sobą długie, żmudne leczenie. Liczą oni ciągle na jakąś, kolejną już z rzędu chemioterapię, radioterapię lub inną formę leczenia, często alternatywnego, która ich uratuje. W mniejszości są chyba jednak ci, którzy zaakceptowali to co ich czeka i w związku z tym pozałatwiali wszystkie swoje doczesne sprawy. Są też ludzie, którym niezwykle trudno jest w ogóle wypowiedzieć to słowo – śmierć, czyli mówić o swoim umieraniu. Zajmowałem się kiedyś starszym panem, który ściskając mocno kołdrę zapytał mnie: panie Pawle, czy myśli pan, że warto abym kupił bilety lotnicze do Australii na przyszły rok, bo są teraz naprawdę tanie? (Mimo, że przez całe życie nie był ani razu za granicą). Łatwo się domyślić, o co tak naprawdę ten człowiek pytał, a czego nie był w stanie wypowiedzieć.

I co na takie pytanie „o Australię” najlepiej odpowiedzieć? 

Odpowiedzi zawsze są indywidualne, nie zawsze jednoznaczne, często muszą być dostosowane do aktualnej sytuacji w jakiej znajduje się pacjent. Ja odpowiedziałem: Jeżeli naprawdę chce pan zobaczyć Australię i to jest pana marzenie oraz ma pan pieniądze, to proszę kupić ten bilet, bo marzenia trzeba spełniać. Z drugiej strony to bardzo dużo czasu – ja osobiście nie lubię planować tak odlegle, bo życie nie raz już mnie zaskoczyło. Ten człowiek nie zapytał wprost i wprost nie chciał odpowiedzi. Gdyby zapytał, czy pan myśli, że dożyję wyjazdu do Australii w przyszłym roku, to ja osobiście bym odpowiedział: a jak pan czuje? Jak pan myśli? Gdyby odpowiedział, że czuje, że tak i bardzo tego chce, to bym odpowiedział, że będę trzymał kciuki i będę starał się robić wszystko co w mojej mocy, by jak najdłużej pozostał w dobrej formie, chociaż na wiele rzeczy nie mam wpływu. Natomiast gdyby odpowiedział, że czuje, że nie, to odpowiedziałbym, że skoro tak czuje, to coś w tym jest i że to może być trudne, bo dużo czasu przed nami…

Rozmawiając z terminalnie chorą osobą trzeba więc być bardzo ostrożnym, ważyć słowa i jednocześnie uważnie ją obserwować, aby zorientować się w jakim jest naprawdę stanie. Po czym można poznać, że zbliża się „ten” moment?  

Po pierwsze warto pozwolić chorej osobie jak najwięcej mówić, jeśli tego chce. Jeżeli pacjent mi mówi: panie Pawle, czuję że umieram, a ja widzę, że mówi to poważnie, to odpowiadam wtedy np.: tak pan czuje? Jeśli on wtedy odpowie, że tak, to ja nie zaprzeczam jego słowom, akceptuję je ze spokojem. Można postawić w tym miejscu kropkę, wziąć tę osobę za rękę, ale można też pójść krok dalej i zapytać np.: Jak pan wyobraża sobie swoją przyszłość?

Odpowiedź chorego na takie pytanie może nam sporo powiedzieć o tym, co wie on o swojej chorobie, a także jaki jest jego obecny stan, także psychiczny. Wcale nie jest przecież powiedziane, że umrze właśnie dziś, już za chwilę. Może to być tylko jego „gorszy dzień” albo objaw depresji. Jeśli jednak ktoś mówi z przekonaniem: czuję, że jest ze mną naprawdę źle, chciałbym pożegnać się z rodziną, czuję że umieram, chciałbym ostatni raz pojechać nad morze – to wtedy nie można zaprzeczać. Często przeczucia chorych dotyczące zbliżającej się śmierci, przynajmniej tych, którzy do końca zachowują przytomność umysłu, okazują się trafne.

Zatem, gdy już to się dzieje, jesteśmy przy naprawdę odchodzącej osobie, co do niej powinniśmy mówić, a czego nie mówić, jak ją wspierać? 

Ja myślę, że chyba nie ma takiego tematu, którego nie można poruszać w rozmowie z osobą umierającą. Przede wszystkim jednak warto przy niej wtedy być,  już sama nasza obecność jest w takich chwilach najważniejsza. Można przecież towarzyszyć komuś w odchodzeniu bez słów, np. trzymając tylko czyjąś dłoń. Jeśli ktoś chce mówić do umierającej osoby, to warto, aby mówił jej miłe rzeczy. Niestety Polacy nie lubią nadużywać miłych słów, takich jak: kocham cię, jesteś dla mnie ważny, cieszę się, że jesteśmy tutaj razem, jestem ci wdzięczny za to, co dla mnie zrobiłeś, chcę być przy tobie. W tego rodzaju trudnych momentach niejednokrotnie zdarza się, że bliscy umierającej osoby zupełnie nie wiedzą jak się zachować i mówią jej coś w stylu: to ja ci teraz zamknę drzwi, a ty sobie odpocznij, po czym wychodzą. A od czego ten chory ma odpoczywać?

W takich momentach raczej panuje spokój, czy wyzwalają się silne emocje? 

Jest z tym różnie, ale warto wiedzieć, że dzięki rozwojowi medycyny paliatywnej jesteśmy dziś w stanie zlikwidować lub zniwelować dużą część dotkliwych objawów somatycznych towarzyszących schyłkowej fazie choroby, pomagając chorym w dobrym, jak najbardziej komfortowym odchodzeniu. Jeśli jest taka potrzeba i zawiodą wszelkie inne możliwości, to można np. wprowadzić pacjenta w tzw. stan sedacji, a więc stan głębokiego uspokojenia, przypominający naturalny sen.

To o czym mówiliśmy do tej pory odnosiło się przede wszystkim do umierania z powodu chorób przewlekłych, np. w domu lub hospicjach. Teraz w środku pandemii ludzie umierają często w szpitalach bez możliwości kontaktu z najbliższymi.

Rzeczywiście, nagłe, przedwczesne odchodzenie podczas pandemii, z powodu COVID-19, które często ma miejsce w warunkach szpitalnych, w otoczeniu ludzi ubranych w kombinezony, bez wsparcia bliskich, to coś zupełnie innego i okropnego. Dlatego warto zrobić wszystko, żeby temu zapobiec, jak najlepiej dbając o siebie i bliskich, m.in. poprzez odpowiednią higienę, a także zalecane szczepienia ochronne.

Rozmawiał: Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl


Zdrowie

Orzeszki ziemne – chrupiące, smaczne, a także zdrowe. Dlaczego warto włączyć je do diety?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 maja 2021
Orzeszki ziemne - właściwości dla zdrowia, kalorie
Fot. iStock

Orzeszki ziemne to jedna z tych przekąsek, które uwielbiamy. Chrupiące, smaczne, a także zdrowe, często pojawiają się w naszych jadłospisach. Warto więc wiedzieć, jak orzeszki ziemne mogą wpływać na zdrowie i na co należy uważać, sięgając po nie?

Orzeszki ziemne 

Orzeszki ziemne (orzacha podziemna) znane są pod innymi nazwami — orzechy arachidowe, fistaszki. Pod każdą z nich kryje się mały orzeszek, który kryje w sobie wiele wartych uwagi właściwości. Ta jednoroczna roślina dorasta do wysokości 50 cm, wydaje w zwłókniałych strąkach po 1-4 nasiona (orzeszki). Jej potoczna nazwa wywodzi się stąd, że orzeszki dojrzewają w ziemi. Nie każdy o tym wie, ale fistaszki nie są orzechami, ale nasionami roślin strączkowych należących do rodziny bobowatych. Orzeszki ziemne zaliczamy do nasion oleistych, z których pozyskuje się olej. Ponadto orzechy arachidowe są  podstawą masła orzechowego, są składnikami słodyczy, wypieków, stanowią wypełniacz do produktów powstających z mięs lub zup.

Na największą skalę uprawia się fistaszki w Chinach, Indiach, Nigerii oraz Stanach Zjednoczonych.

Orzeszki ziemne - właściwości dla zdrowia, kalorie

Fot. iStock

Orzeszki ziemne — wartości odżywcze, kcal

Fistaszki są kaloryczną przekąską. W stugramowej porcji orzeszki ziemne dostarczają aż 567 kcal. Duża kaloryczność jest efektem obecności tłuszczów — w 100g orzechów arachidowych jest ich 49 g, w tym kwasów tłuszczowych jednonienasyconych (24 g/100 g), kwasów tłuszczowych wielonienasyconych (16 g/100g), oraz kwasów tłuszczowych nasyconych (7 g/100g). Fistaszki zawierają także węglowodany (16g/100g), w tym błonnik – 9 g. Można je pochwalić za wysoką zawartość białka (aż 26 g/100g) — w tym 20 aminokwasów — co czyni fistaszki, podobnie jak soję, dobrym, roślinnym odpowiednikiem mięsa i jaj w diecie wegetariańskiej i wegańskiej.

Ponadto w ich składzie znajdują się witaminy z grupy B, witamina E, potas, magnez, mangan, miedź, żelazo oraz cynk. Orzeszki ziemne zawierają cenne dla zdrowia przeciwutleniacze: flawonoidy, kwasy fenolowe, koenzym Q10,resweratrol, oraz fitosterole i alkaloidy.

Fistaszki nie zawierają glutenu i cholesterolu, a ich indeks glikemiczny wynosi 14 IG.

Orzeszki ziemne — właściwości prozdrowotne 

Aby orzeszki ziemne stanowiły wartościowy element diety, powinny być jak najmniej przetworzone, najlepiej niesolone.

Chronią serce

Przeprowadzono badania, w których ochotnicy w ciągu 12 tygodni regularnie spożywali orzeszki ziemne. Wyniki badań poświadczyły o ich korzystnym wpływie na zdrowie w codziennej diecie. U zdrowych osób odnotowano ich pozytywny wpływ na stężenie HDL, tzw. dobrego cholesterolu, oraz obniżenie poziomu „złego” cholesterolu (LDL). Dzięki temu orzechy arachidowe mogą zapobiegać wystąpieniu chorób układu sercowo-naczyniowego.

Chronią przed chorobami przewlekłymi 

Antyoksydanty obecne w fistaszkach chronią organizm przed działaniem wolnych rodników, które uszkadzają komórki. Dzięki temu obecność orzechów arachidowych w diecie może obniżać ryzyko nowotworów, rozwoju chorób sercowo-naczyniowych, oraz neurodegeneracyjnych (np. choroba Alzheimera). Fistaszki mogą obniżać stężenia markerów stanu zapalnego CRP i hs-CRP we krwi.

Orzeszki ziemne - właściwości dla zdrowia, kalorie

Fot. iStock

Chronią przed cukrzycą typu 2

Obecność fistaszków w diecie przyczynia się do znaczącego zmniejszenia poposiłkowego stężenia glukozy we krwi u zdrowych osób. Dzieje się tak, ponieważ zawierają niewiele węglowodanów oraz duża ilość błonnika pokarmowego, dzięki czemu nie powodują wahań poziomu glukozy we krwi. Indeks glikemiczny (IG) orzechów ziemnych wynosi 14, natomiast ładunek glikemiczny (ŁG) wynosi 1, więc mogą po nie sięgać osoby chorujące na cukrzycę.

Wspierają pracę mózgu

Fistaszki to bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin z grupy B oraz magnezu, które są niezbędne do prawidłowej pracy mózgu. Podjadanie ich dobrze wpływa na koncentrację, proces nauki i pamięć. Są polecane także jako przekąska podczas stresujących sytuacji, ponieważ działają kojąco na układ nerwowy. Dzięki antyoksydantom zmniejszają ryzyko rozwoju chorób neurodegeneracyjnych (np. choroba Alzheimera, choroba Parkinsona).

Zapobiegają podjadaniu na diecie

Mimo iż orzeszki ziemne są kaloryczne, uważane są za wartościowy element diet odchudzających. Ze względu na dużą zawartość białka i błonnika sycą, oraz mogą korzystanie wpływać na tłumienie nadmiernego apetytu i hamować chęć na podjadanie między posiłkami.

Orzeszki ziemne - właściwości dla zdrowia, kalorie

Fot. iStock

Orzeszki ziemne — alergia, przeciwwskazania

Orzeszki ziemne, jak i masło orzechowe z nich przygotowane, są bardzo silnymi alergenami pokarmowymi. Alergia na fistaszki pojawia się często, od kilku minut do kilku godzin po spożyciu fistaszków. Do objawów alergii na orzechy arachidowe zalicza się najczęściej: pokrzywka kontaktowa i obrzęk górnych dróg oddechowych. O wiele rzadziej występuje pełny zespół alergii jamy ustnej, napady astmy, zaostrzenia nieżytu nosa, biegunki, wymioty i świąd skóry. Do bardzo rzadkich efektów alergii należą objawy neurologiczne oraz tworzenie się owrzodzeń w jamie ustnej. Może także dojść do wstrząsu anafilaktycznego, który zagraża życiu. Czas od spożycia orzeszków do wystąpienia reakcji waha się od kilku minut do kilku godzin.

Warto wiedzieć, że alergia na orzeszki ziemne zwiększa ryzyko rozwoju alergii krzyżowej z innymi nasionami roślin strączkowych, szczególnie z soją oraz orzechami.

Po orzechy arachidowe nie powinny sięgać osoby cierpiące na niedoczynność tarczycy czy Hashimoto nie są polecane rośliny strączkowe, w tym fistaszki, które zawierają związki goitrogenne powodujące wzrost reakcji autoimmunologicznych.

Specjaliści podkreślają, że ilość orzechów arachidowych w diecie powinna być umiarkowana. Zbyt duże spożycie fistaszków, a co za tym idzie kwasu fitynowego, może utrudniać wchłanianie żelaza, cynku czy wapnia przez organizm. Orzechy – także ziemne – zawierają aflatoksynę B1, czynnik rakotwórczy dla wątroby. Przeprowadzone badania pozwalają sądzić, że umiarkowane spożycie orzechów w zdrowej diecie jest bezpieczne.


źródło: www.mp.pldietetycy.org.pl

Zobacz także

ciąża bez ryzyka - czy to możliwe?

Ciąża bez ryzyka – czy to możliwe?

5 prostych nawyków, które naprawdę wydłużają życie

Mononukleoza

Mononukleoza atakuje nie tylko dzieci. Jak wyglądają pierwsze objawy?