Zdrowie

Odważ się być zdrowym i przyjdź w sobotę na piknik na PGE Narodowy

Redakcja
Redakcja
14 października 2022
Fot. iStock/M_a_y_a
 

W najbliższą sobotę Fundacja Instytutu Matki i Dziecka zaprasza na kolejną już, ósmą edycję rodzinnego pikniku „Odważ się być zdrowym!”. Na terenie stadionu PGE Narodowego będzie można m.in.: skorzystać z bezpłatnych badań i konsultacji medycznych, dowiedzieć się więcej o szczepieniach dzieci czy poznać szczegóły programów profilaktycznych. Uczestnicy pikniku wystartują również w biegu Zabiegana Mama 2022.

Piknik „Odważ się być zdrowym!” jest jesiennym świętem promującym zdrowie i aktywność fizyczną. W tym roku piknikowe miasteczko zdrowia rozbije się na PGE Narodowym przy bramie nr 2 i będzie dostępne dla uczestników w godzinach od 10:00 do 14:00. Wejście na piknik, który poprowadzą Ida Nowakowska i Adam Giza, nie wymaga rejestracji i jest bezpłatne.

Edukacja, profilaktyka i zabawa

Na osoby, które przyjdą w sobotę na stadion PGE Narodowy czeka wiele atrakcji. Piknik, który został podzielony na strefy, pozwoli zapoznać się z działaniami i wziąć udział w aktywnościach głównego organizatora, Fundacji Instytutu Matki i Dziecka, współorganizatora wydarzenia UNICEF oraz partnerów pikniku, ogólnopolskiej akcji zainicjowanej przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę „Zdrowe Życie” i Ministerstwa Zdrowia.

Dla uczestników przygotowano m.in.: darmowe konsultacje ze specjalistami, bezpłatne specjalistyczne badania, profesjonalny pomiar masy ciała i kompendium wiedzy o aktualnych programach profilaktycznych. Przez cały czas trwania pikniku będzie można korzystać z Mobilnej Strefy Zdrowia w ramach akcji „Zdrowe Życie”.

W programie wydarzenia są też liczne animacje, gry i zabawy dla dzieci w różnym wieku, a także zajęcia poświęcone edukacji zdrowotnej. Najmłodsi będą mogli wystartować w Sportowej Olimpiadzie zorganizowanej w strefie UNICEF. Na liście atrakcji znalazły się również występy polskich i ukraińskich artystów. W sobotę razem z Anną Grabowską zaśpiewa Amelia Anisovych, znana z wykonania utworu „Mam tę moc” w Kijowie. Na gitarach zagrają John Neko i Romario Punch, który został zaproszony przez Coldplay do wspólnego grania na ostatnim koncercie zespołu w Polsce. Na pikniku zagra również zespół AudioFeels.

– Piknik to nasza zdrowotna przypominajka. Przypominamy zarówno dorosłym, jak i dzieciom, że o zdrowie możemy zadbać sami i powinniśmy to robić codziennie. Pamiętajmy, żeby nie odwlekać badań profilaktycznych i szczepień. W sobotę na stadionie będziemy mówić jednym głosem, że zdrowie mamy tylko jedno. I teraz jest najlepszy czas, żeby świadomie o nie zadbać. – mówi dr n. o zdr. Dorota Kleszczewska, prezes zarządu Fundacji Instytutu Matki i Dziecka.

Zabiegana Mama biega

O godzinie 11.00 na linii startu stanie pierwsza grupa uczestników biegu Zabiegana Mama 2022. O dobrą energię i dobrą rozgrzewkę zadba Ida Nowakowska. Udział w biegu jest bezpłatny, wymagana jest rejestracja na stronie: www.b4sportonline.pl/zabiegana_mama

Pierwsza grupa „W tempie” ruszy o 11:00 i pobiegnie na dystansie 3 kilometrów. Trzy szybkie okrążenia wokół korony stadionu będą prezentem na 10-urodziny PGE Narodowego. Jak co roku, w biegu weźmie udział dyrektor Instytutu Matki i Dziecka dr n. med. Tomasz Maciejewski, do którego dołączy minister zdrowia Adam Niedzielski oraz przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia.

W grupie „Rodzinnej”, która swój bieg rozpocznie o 11:30, będzie mógł wystartować każdy. Będzie można biec, truchtać, a nawet spacerować. Szczególnie, że wśród uczestników będą osoby z małymi dziećmi i wózkami, osoby na hulajnogach i z psami. Minimalny dystans do pokonania to 1 kilometr i każdy, kto ukończy bieg niezależnie od pokonanego dystansu, zostanie nagrodzony pamiątkowym medalem.

Powiedz TAK szczepieniom

Ważnym miejscem na piknikowej mapie będzie strefa UNICEF, w której lekarze i eksperci będą rozmawiać z rodzicami o potrzebie oraz korzyściach płynących ze szczepień ochronnych ich dzieci. Rodzice dowiedzą się nie tylko dlaczego warto szczepić dzieci, ale także, gdzie szczepić, kiedy i na co. A także jak zabrać się za uzupełnianie albo zakładanie karty szczepień.

Działania o profilu edukacyjnym i informacyjnym będą prowadzone w ramach kampanii „Powiedz TAK szczepieniom”. Promuje ona szczepienia dla dzieci z rodzin uchodźczych z Ukrainy w Polsce i prowadzona jest we współpracy Fundacji IMiD i UNICEF. Konsultacje będą dostępne zarówno w języku polskim, jak i ukraińskim.

– Naszym celem jest edukowanie w zakresie szczepień poprzez dzielenie się sprawdzoną wiedzą i obalanie szkodliwych mitów. Pomagamy zrozumieć, dlaczego tak ważne jest, żeby nie uciekać od tematu szczepień. To, co robimy, to wychodzimy poza pewien schemat, bo staramy się przekonać rodziców z Ukrainy, że szczepienia i dbanie o zdrowie to krok w stronę normalności. Krok, który z pomocą polskiej opieki zdrowotnej mogą wykonać tu i teraz. Chorobom wieku dziecięcego, takim jak odra, można skutecznie zapobiegać właśnie dzięki szczepieniom. Staramy się przekonać nieprzekonanych i postaramy się odpowiedzieć na każde pytanie. – mówi dr n. med. Alicja Karney, zastępca dyrektora ds. Klinicznych Instytutu Matki i Dziecka.

Jednym z założeń kampanii jest również wyposażenie polskich lekarzy, pielęgniarek i pracowników medycznych zajmujących się szczepieniami w narzędzia, które pomogą im komunikować się w temacie szczepień z ukraińskimi rodzicami.

 

 


Zdrowie

Babka od histy. Każdy z nas chciałby mieć taką nauczycielkę. Nie tylko jedną – wszystkie!

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
14 października 2022
 

Chcesz być dobrym nauczycielem? Bądź jak „Babka od histy”. Agnieszka Jankowiak Maik, z wykształcenia historyczka, od 13 lat nauczycielka, był redaktorka serwisów historycznych, autorka książki: „Historia, której nie było”. Aktywistka, demokratka, zwolenniczka ruchów oddolnych. Jeszcze do niedawna nauczycielka historii i wiedzy o społeczeństwie w III LO w Poznaniu, dziś pracuje w Publicznej Szkole Cogito. Mama dwulatka. Na forach internetowych piszą o babce od histy, że jest fajna, rozumiejąca i naprawdę pasjonuje się swoją pracą. Każdy z nas chciałby mieć taką nauczycielkę. Nie tylko jedną.

Agnieszka Jankowiak- Maik w swojej pracy inspiruje się m.in  Sir Kenem Robinsonem, brytyjskim pedagogiem, pisarzem, mówcą, doradcą w dziedzinie rozwoju kreatywności. – Robinson w jednej ze swoich książek napisał: „Jeśli jesteś nauczycielem to dla swoich uczniów jesteś systemem. Jeśli jesteś dyrektorem to dla twoich nauczycieli jesteś systemem. Jeśli jesteś organem prowadzącym– dla twoich szkół jesteś systemem”. I ja wiem, że dla swoich uczniów jestem systemem. Moja lekcja to nie jest minister Czarnek, mam wpływ na to jak uczyć. Codziennie staram się robić coś, żeby zmieniać sposób myślenia o szkole, wprowadzać alternatywne metody.

Z drugiej strony rzeczywiście polska szkoła jest dewastowana, a to czego doświadczamy od lat to kuriozum. Ktoś kto stoi na czele systemu edukacji wyzywa nauczycieli od lepszych i gorszych. Gorsi to ci, którzy nie zgadzają się z jego filozofią. Nazywa ich lewakami, neomarksistami. Mam wrażenie, że od 2019 roku jestem ciągle w proteście. To jest naprawdę męczące– przecież wiemy wszyscy, jak powinna wyglądać dobra szkoła. To, co się dzieje nie tylko nas stopuje, ale też cofa.

„Jeśli nie jesteś przygotowany na błąd, nigdy nie wymyślisz nic kreatywnego”

„Kilka dni po rozpoczęciu roku szkolnego zostaję wezwany do odpowiedzi z matematyki. Mam przed całą klasą rozwiązać zadanie, które opiera się na wzorze, którego uczyliśmy się w zeszłym roku. Nie potrafię go sobie przypomnieć. Nauczycielka przewraca oczami, krytykuje mnie, bo podaje błędny wzór. W końcu zirytowana mi go podaje, zadanie robię dobrze. Mimo to dostaję jedynkę. Wracam na swoje miejsce, trzęsą mi się ręce”.

Zdaniem Kena Robinsona to, co robi system edukacji to koncentrowanie się na piętnowaniu błędów. To sprawia, że dzieci przestają myśleć kreatywnie, swobodnie odpowiadać, boją się krytyki. Wciąż za mało jest nauczycieli, którzy wspierają proces poszukiwania.
Tymczasem kreatywność jest ważna tak samo jak nauka czytania i pisania.

Już w latach 90 tych, Ken Robinson postawił tezę, że rzeczywistość zmienia się bardziej dynamicznie niż kiedykolwiek w historii, a kreatywne podejście do życia jest w zasadzie jedyną gwarancją sukcesu, bo tylko ona pozwoli znaleźć nowy zawód czy rolę społeczną w stale zmieniającym się rynku pracy. Źle skonstruowany system zabija kreatywność. Celem rodziców i nauczycieli powinno być wspieranie wrodzonej umiejętności łączenia różnych dziedzin stawiania hipotez, tworzenie.

Agnieszka Jankowiak – Maik: Zawsze pilnowałam, żeby na moich lekcjach było twórczo. Wiem, jakie ćwiczenia rozwijają mózg, która metoda przynosi efekt, co pomoże w późniejszych latać założyć uczniom firmę. Sztuką nie jest stanąć i mówić. Szczególnie, że my nie zapamiętujemy wiadomości tylko dlatego, że je słyszymy. Zapamiętujemy coś, w czym bierzemy czynny udział. Dlatego jestem fanką debat oksfordzkich, która polega na dyskusji nad tezą.

Jedna drużyna przygotowuje argumenty za tezą, druga przeciwko tezie. Wyznaczamy mówców i mówczynie. Pierwsza wprowadza do tematu, druga podaje argumenty za tezą, trzecia kontrargumentuje, czyli zbija argumenty drużyny przeciwnej. Należy wypowiadać się bardzo kulturalnie, bez ocen, wszystkie argumenty muszą być merytoryczne. To uczy całościowego spojrzenia na problem, zrozumienia różnych punktów widzenia, a co najważniejsze dyskutowania ze sobą mimo różnic.
Proszę sobie wyobrazić, o ile byłoby łatwiej gdybyśmy rozmawiali ze sobą w ten sposób na co dzień?

„Wszystkie dzieci mają talenty tylko dorośli je marnują”

„W podstawówce najbardziej nienawidziłam wuefu i matmy. Mam problemy z koordynacją, skupieniem uwagi. Nauczyciele się ze mnie śmiali. Wuefista mówił, że poruszam się, jak prosiak, nauczycielka od matematyki twierdziła, że tylko tuman nie zrobiłby tego zadania. Teraz jestem w liceum prywatnym, w szkole realnej. Tutaj doceniają to, że jestem świetna z polskiego i historii. Nawet wuef polubiłam, bo nauczycielka jest wspierająca”.

„Rolą dorosłych jest odkrywanie indywidualnych predyspozycji każdego dziecka. Współczesna szkoła tego nie robi, chce wykształcić podobne umiejętności u wszystkich, co jest z gruntu niemożliwe, bo nie jesteśmy tacy sami, nie mamy tego samego potencjału” twierdził Robinson.

– Coraz popularniejsza robi się edukacja alternatywna, 22 tysiące dzieciaków jest w edukacji domowej. To pokazuje, że system jest do bani. Sama już się zastanawiam, gdzie pójdzie moje dziecko – twierdzi Agnieszka Jankowska -Maik. – Rodzice i dzieciaki szukają szkoły, która byłaby bezpieczna, gdzie dziecko nie będzie tylko nazwiskiem tylko będzie czuło, że jest traktowane indywidualnie, Wszystkim na tym zależy, a w publicznej szkole nie zawsze się to da zrobić. Sama potrafiłam mieć w klasie 33 osoby, a potem te klasy zostały jeszcze powiększone o kilka osób, jestem przekonana, że mi pojedyncze osoby umknęły, nie czuję się z tym dobrze, ale tak jest.

Jeśli dostajesz ileś klas, uczysz kilku przedmiotów nie jest łatwo. Gdy dostawałam klasę na wychowawstwo – każdy mi dawał swoje zdjęcie, ćwiczyłam imiona w domu. Zależało mi, żeby nie mówić do nikogo: „ Ej ty kolego w czerwonej bluzie”.

„W edukacji zawsze chodzi o relacje. Najlepsi nauczyciele to mentorzy pełniący rolę życiowej inspiracji dla swoich uczniów”

„Jestem po czterdziestce, wielu nazwisk nauczycieli nie pamiętam. Nie pamiętam nazwiska matematyczki, która groziła mi komisyjnym, fizyczki, która wzywała mnie do tablicy, ale swojej polonistki nie zapomnę do końca życia, do dziś sprawdzam, czy jeszcze uczy w moim liceum, czasem piszę do niej wiadomości na Facebooku. Wszystko dlatego, że była dla nas autorytetem, inspirowała. Dzięki niej na maturze dostałam piątkę z polskiego, a potem zostałam dziennikarką. Przeraża mnie, kiedy widzę, jak polonistka mojego syna poprawia ich wypracowania. Wszystko pod linijkę”.

Nie wystarczy udzielać instrukcji, a potem sprawdzać, jak dziecko radzi sobie z ich wypełnieniem. Ken Robinson mówił: „Nauczyciel dla ucznia powinien być, jak ogrodnik dla kwiatów– dbać o nie i stworzyć im dogodne środowisko do wzrostu”

– Kiedy wydałam książkę „Historia, której nie było” na premierę w Centrum Kultury przyszło bardzo dużo moich byłych uczniów i uczennic, niektórych nawet nie poznałam, bo od naszego spotkania minęło, na przykład dwanaście lat. I to jest fajne w tym zawodzie, że te relacje mogą trwać. Czasami współpracuję z moimi byłymi uczniami, czasami do mnie piszą, proszą, żebym podzieliła się opiniami na temat książek. Nie zawsze wiem, że ktoś mnie ceni, ale pięć lat później się spotykamy i ktoś podbiega, rzuca się na szyję. Ostatnio spotkałam w pubie grupę swoich byłych uczniów, myślałam, że tylko powiedzą: „dzień dobry” albo w ogóle będą się wstydzili podejść. Rozmawialiśmy co najmniej pół godziny. W takich momentach wiem, że zrobiłam dobrą robotę.

„Wśród wielu powodów, dla których dzieci przestają się chętnie uczyć, mogę wymienić to, że szkoła nie posługuje się wystarczająco dobrym językiem (…). Uczniowie czuja, że nie mają nic wspólnego z tym, czym szkoła jest i co się w niej dzieje. Odbierają naukę jako bezsensowną i nudną”

„Lekcja biologii. Starsza pani w okularach stoi przy biurku i nudnym, monotonnym głosem opowiada o genetyce zwierząt. Wyłączam się po kilku minutach. Wracam do domu, moja mama pyta, jak było, mówię, że biologia strasznie nudna. „Jak to możliwe” wykrzykuje. Jest hodowcą psów, zaczyna mi opowiadać, jak planuje umaszczenie kolejnych miotów. To już nie jest nudne”.

– Pracuję w szkole trzynaście lat, uczniowie się zmieniają, system za tym nie nadąża. Zmieniła się technologia, młodzież dużo trudniej skupia uwagą, jest też teraz bardziej wymagająca. Wiedzą czego chcą, łatwiej o tym mówią, zadają coraz trudniejsze pytania. Gdy zaczynałam lekcje były spokojne, teraz młodzież jest aktywna, potrafią wprost spytać: „A po co my się tego uczymy”. Ja lubię te pytania, nie boję się ich.
– Przez jakiś czas uczyłam wychowania w rodzinie – tłumaczy nam „Babka od histy”. – Prześcignęłam religię, jeśli chodzi o zapisywanie się na te zajęcia, przychodziły do mnie dzieciaki z innych szkół. Wtedy zrozumiałam, że żadne oceny są niepotrzebne, jak się ma pasjonującą lekcję, wciągającą, nie trzeba środków dyscyplinujących. Ale nie robiłam żadnych fikołków, nie starałam się. Jestem osobą z którą da się porozmawiać szczerze, bezpiecznie – to wystarczy.


Zdrowie

Wtedy ją zobaczyłam. Goliła głowę, by budzić litość i pożyczać pieniądze. Niby na życie, a naprawdę na hazard

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 października 2022
"Mama zamieszkała w osobnym pokoju, ojciec i tak gwałci ją raz w miesiącu. Kiedy miałam sześć lat mówiłam, że nie chcę ojca alkoholika"
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain

Zobaczyłam w niej swoją przyszłość. Przestraszyłam się, dzięki Bogu! Miała ogoloną głowę. Mówiła wszystkim, że ma raka, a tak naprawdę… No właśnie. Ale zacznę od początku. Jestem uzależniona od hazardu i alkoholu, chociaż moja terapeutka twierdzi, że to nie jest takie proste. Mam uzależnienia krzyżowe i zachowania kompulsywne, osobowość lekową i maskowaną tym wszystkim latami depresję. Co to wszystko oznacza?

Kiedy byłam małą dziewczynką, odkryłam, że jak najem się porządnie na noc, to łatwiej mi usnąć. Całe dzieciństwo czułam potworne napięcie. Bałam się. Odstawałam od grupy rówieśniczej. Wstydziłam się biedy i ojca alkoholika. We wszystkim czułam się gorsza. Ale za dzieciaka oczywiście nie miałam bladego pojęcia, co z tym zrobić, do kogo iść po pomoc. Nie wiedziałam nawet, że istnieje ktoś taki jak psycholog czy terapeuta. Więc robiłam różne rzeczy, które pomagały mi czuć się lepiej. Najpierw więc jadłam bez opamiętania i łykałam garściami proszki przeciwbólowe. Pamiętam, że potrafiłam spałaszować tyle czekolady za jednym posiedzeniem, że robiło mi się niedobrze i wymiotowałam. Potem już wymiotowałam z poczucia winy, bo bardzo tyłam.

Jako nastolatka odkryłam papierosy i alkohol. Sporo piłam pod koniec liceum i przez całe studia. Wszyscy wtedy sporo pili, bo to jest taki czas, kiedy – jak to się mówi – młodzież musi się zabawić. Nikt nie widział w tym nic niebezpiecznego. Tyle że moje koleżanki po studiach odstawiły alkohol, najczęściej kiedy zaszły w ciążę. A ja… chodziłam z małpkami do pracy. Wszystko z lęku, czy na pewno dam radę.

Wielkie miasto i hazard

Nie radziłam sobie w tym momencie życia za bardzo. Rozstałam się z chłopakiem. Zamieszkałam w dużym mieście, w którym nie miałam przyjaciół. Zarabiałam średnio, a musiałam za to opłacić wynajmowaną kawalerkę i jeszcze się jakoś utrzymać. Z podziwem i zazdrością patrzyłam na koleżanki w pracy, które zawsze miały zrobione paznokcie i świetne ciuchy. Skąd one na to biorą hajs? – pytałam siebie. Jak znajdują czas, by zawsze wyglądać jak spod igły? Czułam się przy nich jak jakaś ostatnia życiowa niedorajda.

Kilka razy poszłam do kasyna. Wiedziałam, że to nie jest zabawa. Chciałam rozmnożyć pieniądze. Raz wygrałam kupę szmalu i kupiłam sobie za to naprawdę fajne ciuchy. Ale najczęściej przegrywałam, co nakręcało mój problem z alkoholem. Swój wstydliwy nawyk próbowałam ukrywać. Początkowo byłam w tym bardzo skuteczna. Wracałam do rodziców na wieś i mówiłam, że podwyższyli mi czynsz. Prosiłam ich o kasę, choć parę stów. Próbowałam namówić, by sprzedali mój kawałek ziemi po dziadku. Najpierw mi nawet dawali pieniądze, ale z czasem coraz mniej chętnie. Najbardziej naiwna była natomiast moja babcia, która chyba zawsze najmocniej mnie kochała. Ona potrafiła mi oddać każdy grosz ze swojej emerytury. A ja – wstyd mi się do tego przyznać – szłam z tym, by odegrać się. Kiedy przegrywałam, poczucie winy dosłownie mnie zabijało. Piłam więc jeszcze mocniej, jeszcze bardziej i częściej, by o tym zapomnieć. Aż któregoś dnia dowiedziałam się, że babcia nie żyje. Wtedy dotarło do mnie, że nigdy już nie zdołam jej przeprosić.

Spowiedź alkoholiczki. Kobiety piją w samotności, w nagrodę, nie upijają się… zawsze wierzą, że nie mają problemu

Terapia dla uzależnionych

Czy to coś we mnie zmieniło? Nie, nie zmieniłam niczego. Zazwyczaj w połowie dnia pracy schodziłam do samochodu, by tam ukradkiem napić się wiśnióweczki. Odczekiwałam dziesięć minut i miałam nadzieję, że nikt nie zauważa, że wracam do biurka w zupełnie innym stanie emocji. Pomyliłam się, po kilku miesiącach wezwano mnie do działu HR i odbyła się długa, żenująca dla mnie rozmowa, w której trakcie obiecałam, że pójdę na terapię. Byłam tym tak wystraszona i zawstydzona, że szybko znalazłam terapeutkę, a ona skierowała mnie na terapię grupową dla uzależnionych.

Tam zobaczyłam ludzi naprawdę zniszczonych przez lata brania narkotyków, picia alkoholu, przegrywania pieniędzy. Wśród nich była ona: kobieta po czterdziestce, choć na pierwszy rzut oka oceniłam ją na dużo starszą. Smutne oczy, szara skóra, trzęsące się dłonie. Widać, że niedawno odstawiła alkohol, bo jeszcze była na głodzie i wyglądała jak trzęsąca się galareta. Jednak to dzięki niej wróciłam do żywych. A tak naprawdę dzięki historii, którą opowiedziała.

Łysa kobieta

Nie mogę dzielić się szczegółami, bo w grupie terapeutycznej obowiązuje zachowanie tajemnicy. Mogę tylko powiedzieć, że w tej kobiecie zobaczyłam siebie. Zobaczyłam swoją przyszłość za lat piętnaście. Ona opowiadała, że hazard i alkohol już tak ją upodliły, że zaczęła golić głowę i udawać przed przyjaciółmi i bliskimi, że zachorowała nowotwór. Wszystko po to, by wywołać w nich litość. Wszystko po to, by wyłudzić pieniądze na alkohol, a przede wszystkim na hazard.

Najbardziej mnie jednak poruszyło, że ta kobieta była tak bardzo samotna. Dzieci się od niej odwróciły. Nikt z rodziny nie chciał już jej niczego pożyczać, bo wiedzieli, że nie odda. Ta kobieta wyglądała jak katastrofa. Choć nikt jej już nie wierzył, dalej goliła głowę, by choć od nieznajomych dostać odrobinę zainteresowania.

Po pierwszej godzinie terapii przeraziłam się i postanowiłam wziąć się w garść. A nie jest to łatwe. Jestem dopiero na początku tej drogi. Kiedy nie piję, natychmiast zaczynam się objadać. Jeśli powstrzymuję się od hazardu, wybucham w najmniej spodziewanych sytuacjach gniewem. W domu leżę i płaczę w poduszkę, bo nie wiem, jakim cudem mam spłacić wszystkie długi. Jak ja mogłam do tego dopuścić?

Uzależnienia czy kompulsje

Moja terapeutka twierdzi, że od seksu i hazardu nie można się uzależnić. To jest po prostu coś, co ona nazywa — kompulsjami. Mówi mi, że za kompulsje łatwiej jest wziąć odpowiedzialność. Bo uzależnienie to choroba i z tym mi będzie trudniej. Wiem też, że powinnam zamienić swoje toksyczne zachowania na inne sposoby radzenia sobie z trudnymi emocjami. Najczęściej ludziom pomaga sport, np. bieganie. Próbowałam — u mnie to nie działa. Zapisałam się na basen – to mnie jakoś koi. Nadal szukam innych sposobów, by radzić sobie z tsunami lęku.

Najbardziej jednak pomaga mi na razie terapia. Grupy nie oszukasz! Te wszystkie rozmowy z trzeźwymi narkomanami i alkoholikami są dla mnie jak deska ratunku. Czuję, że nie jestem sama, że wiele osób przeżywa niemal dokładnie to samo.

Tylko ta kobieta… Już nigdy nie pojawiła się na grupie. Czasem o niej myślę. Była dla mnie jak czarny anioł. Była jak osoba zesłana przez Istotę Wyższą, bym w końcu przejrzała na oczy. Tyle że ona gdzieś realnie istnieje. Czy ktoś jej pomaga radzić sobie z nałogami? Czy nadal goli głowę, by żebrać u ludzi o uwagę? Chciałabym, że wróciła. Chciałabym jej pomóc.


Zobacz także

cukrzyca typu 1 i 2

Cukrzyca typu 1 i 2. Różne choroby ze wspólnym mianownikiem

Sok z buraka czerwonego - przepis i właściwości zdrowotne

Sok z buraka nie tylko dla sportowców. 5 powodów, by pić go jak najczęściej

Szczotkowanie ciała na sucho

Szczotkowanie ciała na sucho. Poznaj 7 powodów, by robić to codziennie