Macierzyństwo Zdrowie

Niepłodność – skąd się bierze i jak z nią walczyć?

Redakcja
Redakcja
4 października 2015
Fot. iStock
 

W ciągu kilku ostatnich dekad niepłodność przestała być problemem marginalnym. Obecnie trudności z zajściem w ciążę dotyczą około 15-20% par, a problem ciągle narasta. Rosnąca liczba osób zmagającym się ze spadkiem płodności nie uszła uwadze Światowej Organizacji Zdrowia, która już ponad 14 lat temu zaliczyła niepłodność do chorób społecznych.

Kiedy mamy do czynienia z niepłodnością?

Jeśli mimo kilkumiesięcznych starań nie dochodzi do zapłodnienia, podejrzenie niepłodności pojawia się samoistnie. Warto jednak podkreślić, że nie wszystkie pary, które bezskutecznie dążą do poczęcia dziecka faktycznie mają problem z płodnością. Czasem trudności są chwilowe, na przykład gdy mają związek ze złym stanem zdrowia lub silnie stresującym trybem życia. Oczywiście nie sposób stwierdzić tego na drodze autodiagnozy – na rzetelną ocenę sytuacji można liczyć tylko po konsultacji ze specjalistą, dysponującym wynikami badań płodności obojga partnerów.

Po jakim czasie nieskutecznych prób poczęcia dziecka zaleca się wizytę u lekarza? Wszystko zależy od wieku kobiety:

  • Jeśli masz mniej niż 30 lat, szanse na szybkie zajście w ciążę są – przynajmniej w teorii – naprawdę wysokie. O konsultacjach ze specjalistą z zakresu leczenia niepłodności pomyśl po roku bezowocnych starań o dziecko.
  • Po trzydziestych urodzinach płodność kobiety obniża się, dlatego między 30. a 39. rokiem życia podejrzenie niepłodności pojawia się już po sześciu miesiącach starań bez rezultatu. To dobry moment na wizytę u lekarza – nie warto jej odkładać, ponieważ każdy miesiąc zwłoki oznacza dalszy spadek płodności.
  • Po 39. roku życia prawdopodobieństwo zajścia w ciążę drogą naturalną jest jeszcze mniejsze, dlatego wsparcie medyczne przyda się jak najszybciej.

Płodność u mężczyzn to oddzielna kwestia, ale jeśli partner ma ponad 40 lat, a próby poczęcia nie przynoszą efektu, zaleca się możliwie szybkie przebadanie jego nasienia.

Co jest przyczyną trudności z zajściem w ciążę?

Do głównych źródeł niepłodności u kobiet zalicza się brak owulacji w przebiegu zaburzeń hormonalnych,  schorzeń nadnerczy; zespół policystycznych jajników; niedrożność jajowodów oraz endometriozę (choroba objawiająca się obecnością śluzówki macicy poza tym narządem). U mężczyzn niepłodność często wynika z działania kilku różnych czynników, przyczyniających się do pogorszenia jakości nasienia. Niekorzystny wpływ na liczbę, żywotność i ruchliwość plemników ma uboga w składniki odżywcze dieta, stresujący tryb życia, używki oraz zanieczyszczenie środowiska.

Jak leczyć niepłodność?

Metodę leczenia dostosowuje się do przyczyny problemów z płodnością. Jeśli źródłem niepłodności jest choroba, zastosowanie skutecznej kuracji powinno  zwiększyć szanse na ciążę. Gdy nieskuteczne starania o dziecko mają związek z niezdrową dietą i stresem, poprawa sposobu odżywiania i zwolnienie tempa życia może przechylić szalę na korzyść przyszłych rodziców.

Pamiętajmy jednak, że zdrowa dieta nie rozwiąże problemu niepłodności, gdy ma on związek z niedrożnymi jajowodami, endometriozą, brakiem owulacji lub bardzo niskimi parametrami nasienia. Pomocne okażą się natomiast techniki wspomaganego rozrodu, takie jak stymulacja cyklu,  inseminacja i in vitro. Mianem inseminacji określa się wprowadzenie do jamy macicy kobiety wcześniej przygotowanego nasienia dawcy lub partnera. Inseminacja przynosi dobre rezultaty u par, które nie mogą począć dziecka z powodu endometriozy w niskim stopniu zaawansowania, zaburzeń ejakulacji, lekko obniżonej jakości nasienia lub obecności tzw. przeciwciał przeciwplemnikowych. Metodę tę stosuje się także wtedy, gdy nie do końca wiadomo, co konkretnie powoduje niepłodność.

Z kolei in vitro polega na pozaustrojowym zapłodnieniu komórki jajowej. W macicy umieszcza się zarodek, który ma szanse  rozwinąć się dalej. Najważniejsze wskazania do in vitro to: brak owulacji, endometrioza w wysokim stadium zaawansowania, niskie lub wręcz bardzo niskie parametry nasienia, niedrożność jajowodów oraz brak konkretnej przyczyny niepłodności po określonym okresie leczenia. Na zapłodnienie pozaustrojowe decydują się także pary, które wypróbowały inne metody leczenia i nie uzyskały pożądanego efektu.

Niepłodność przestała być tematem tabu, dzięki czemu coraz więcej Polaków decyduje się na spotkanie ze specjalistą, gdy mimo starań nie udaje się im powiększyć rodziny w sposób naturalny. Do swojej dyspozycji mają ośrodki leczenia niepłodności, które pod względem standardów jakości w niczym nie ustępują klinikom Europy Zachodniej (np. polskie kliniki InviMed mają wyższą skuteczność leczenia metodą in vitro niż wynosi średnia europejska).


 

Artykuł powstał we współpracy z kliniką INVIMED image001


Macierzyństwo Zdrowie

Jak urządzić mieszkanie? Po swojemu. Kilka prostych rad

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
4 października 2015
Fot. iStock
 

Przeglądasz magazyn wnętrzarski i wzdychasz,  na widok zdjęć? Rozglądasz się dookoła i stwierdzasz, że u ciebie „nigdy nie będzie tak przytulnie i pięknie”… pewnie, że tak nie będzie, będzie inaczej!

Wyjaśnijmy podstawową sprawę

Mieszkanie w gazecie jest mieszkaniem „Pani Krystyny z Wrocławia”, „Pana Krzysztofa, stomatologa”, „ Małżeństwa z Danii”.  Twoje mieszkanie jest twoje, nie musi wyglądać podobnie. Skąd wiesz, jakie zwyczaje ma Pani Krystyna? Co w kuchni porabia zwykle Pan Krzysztof? Ile czasu spędza na tarasie małżeństwo z Danii? Tego nie wiesz. Wiesz za to, co ty lubisz robić najbardziej, czego potrzebuje twoja rodzina, jakie są wasze gusta – mniej lub więcej to wszystko wiesz. I tu jest sedno. Na tym się skup. Twoje wnętrze to ty a nie sąsiadka z czwartego piętra.

Pamiętam jak oglądałam pewnego razu cudownie sterylne, biało czarne mieszkanie „Pani Bożeny”. Pod zdjęciami, pięknymi, wystylizowanymi, z dusza i klimatem był taki podpis: „Pani Bożena to artystyczna dusza, po ciężkim dniu pracy lubi swój kolorowy, jedwabny szal zawiesić na oparciu krzesła, na klamce drzwi. W ten sposób każdego dnia tworzy wokół siebie nowe kompozycje kolorów i faktur.” Pomyślałam sobie wtedy – genialny pomysł! Jaki prosty i oczywisty! Idealny dla mnie, też jestem artystyczną duszą! Zapomniałam tylko o jednym. U mnie w domu to nie zadziała, a już na pewno efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Tak też się stało. Najpierw, przewieszony w artystycznym nieładzie szal, skomentował mąż – mówisz, że to ja nie chowam rzeczy do szafy, a to chyba twoje!? – potem młodszy syn wytarł sobie o niego rączki po kolacji, a na koniec, uradowany nowym „dyndadłem”, kot wbił w niego pazury. Tak szybko, jak  pomysł wdrożyłam w czyn, tak  szybko z niego zrezygnowałam. „Pani Bożena” miała już dorosłe dzieci, mieszkała sama, a o jej sterylne wnętrza zapewne każdego dnia dbała jakaś pani, mogła więc sobie na tych klamkach i oparciach powiesić co chciała i cieszyć odpoczywający wzrok powiewającym na wietrze jedwabiem. W moim domu były kufry na milion czapek i szalików, wieeelka skrzynia na „bylejakwrzucone” buty i parawan, żeby kociej kuwety nie było widać w łazience.

Pamiętajcie, wnętrze jest wasze i jest dla was

Nie układajcie białych kafli w przedpokoju, jeśli mieszka z wami zwierzak, nie kupujcie białych kanap, jeśli macie dzieci i męża (ja to napisałam?) nie rezygnujcie z cudownie praktycznych i zmywalnych kafelków nad kuchennym blatem, jeśli wasz mąż ma ambicje zostać kolejnym MasterTopPiekielnymSzefemKuchni, nie kładźcie wykładzin i dywanów, jeżeli zamierzacie przygarnąć szczeniaka, a zimnych marmurów, jeśli macie raczkujące niemowlę lub kłopoty z nerkami :). Słowem – skrójcie wnętrza na swoją miarę, według własnych potrzeb i własnego gustu. To ważne, a chyba zbyt często o tym zapominamy lub wolimy powielać niż kreować. Najłatwiej jest zgapić od sąsiada, tylko potem, przechadzając się wieczorem po osiedlu, dziwimy się, jak wielu sąsiadom podobał się żyrandol-papierowa kula, i jak wielu uznało, że zaszaleją i pomalują ścianę w salonie na pomarańczowo, choć w głębi serca woleliby zielony.

Nie każdy rzecz jasna może być architektem. ale absolutnie każdy może użyć wyobraźni, może spróbować stworzyć swoją własną przestrzeń. Bo kto zna Cię lepiej, niż Ty sama? I komu w końcu ma się to podobać?

 


Macierzyństwo Zdrowie

Nie masz honoru leniwa babo! Niczym pasożyt na skórze męża

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 października 2015
Fot. iStock

Dzień dobry! Musi taki być dla ciebie, bo przecież wstajesz rano i robisz nic. Nawet jak robisz wiele w domu, to i tak nic nie robisz, bo nie masz pracy, jesteś na utrzymaniu męża.

Mąż ma pracę, pieniądze, władzę i szacunek w oczach współplemieńców. Nie ważne, co robi, albo czego nie robi, chodzi do pracy. Jest kimś. Ty nie masz zatrudnienia, jesteś utrzymanką, leniem śmierdzącym, pasożytem na skórze własnego męża! Bez pracy, bez kasy, bez ambicji. Horror! Nie pozwalasz domknąć wspólnego portfela, bo z twojej strony  pieniądze, zamiast ciurkiem do niego wpadać, wypadają, raz za razem, bo przecież nic nie zarabiasz, a jeść, pić, ubierać siebie musisz za coś. Dokładniej za pieniądze męża.

Nie masz honoru leniwa babo, na bank nie chce ci się robić, na pewno zasmakowałaś luksusu liczenia i wydawania cudzej kasy. Co gorsze, zupełnie nic z tym nie robisz, po prostu nie chce ci się, cwaniaro. To nic, że może i byś chciała, że szukasz, pytasz, rozsyłasz CV w oczekiwaniu na akt łaski i zaproszenie na rozmowę o pracę. Na beznadziejnym stanowisku, za najniższą krajową, z dwójką dzieci pod bokiem, dla których za Chiny Ludowe nie możesz znaleźć opieki.

To znaczy, możesz, ale za nianię zapłacisz tyle, co dostaniesz na rękę w tej cholernej robocie. No, ale nie zmienia to faktu, że jesteś w domu, z dziećmi czy bez dzieci, siedzisz i czekasz na swoją szansę jak na zbawienie.

Zapytaj sąsiadów, to ci powiedzą, co wiedzą. A wiedzą więcej niż ty sama

Co, dlaczego, jak i za ile. Zrób coś dla siebie i puszczaj mimo uszu podszyte wścibstwem pytania o pracę. Nie martw się, że pani Genia z drugiego piętra twojego bloku spać przez to nie może. O wiele gorzej jest, gdy to ty nie sypiasz dobrze.

Wkurzają cię rady, o które nie prosisz? Bądź  na nie gotowa, bo możesz się zdziwić, gdy usłyszysz od najlepszej przyjaciółki: “Nie martw się, jak trzeba do pracy możesz pójść gdziekolwiek”. Tym bardziej jeśli ona, przy kawie, od niechcenia wspomina o niedawnej podwyżce, nowym służbowym aucie czy planuje w egzotycznym miejscu utęskniony urlop. Nie martw się… rzeczywiście…zupełnie nie ma się czym przejmować (o maluczka).

Pan i władca

W tym temacie mąż jest o wiele ważniejszy. Instytucja, supermen z funkcją bankomatu, to dopiero jest coś. Ślubny, czy jeszcze nieślubny, rzadko kiedy parska na to, że jesteś w domu. Bo tak szczerze, jak pójdziesz do pracy, to będzie kłopot… bo kto się zajmie dziećmi (jeśli macie), kto odkurzy, poprasuje. Dopóki w lodówce jest więcej niż światło, dom dopilnowany, ty prawdopodobnie zadowolona, nie musicie starać się o zmiany. A nawet jak mąż czasem zmarudzi, to w miarę dyskretnie, kumplom przy piwie lub mamusi przy obiedzie.

Dopóki druga połówka zarabia przyzwoicie, nie zżera was kredyt w obcej walucie, macie maleńkie dzieci, nikt nie każe ci iść wbrew tobie na znienawidzoną kasę do znienawidzonej “stonki”, czy innego marketu. Podobnie kiedy masz wyrozumiałego faceta, albo chorego na głowę zazdrośnika, który zadowolony jest z faktu, że nie ruszasz się z domu. Nie wnikam. Wiem tylko, że kobiety domowe bez pracy z przymusu, a nie własnego wyboru, nie mają sielskiego życia. Uzależnione od pomocy i pieniędzy męża liczą się zazwyczaj z każdą złotówką. Bo jakoś tak pieniądz w łapy parzy, kiedy wydaje się nie swoją gotówkę.

Kiedy kura domowa nie ma własnych dochodów, musi wyciągać rękę do tego, który zarabia i to nie może być przyjemne. “Na co znowu potrzebna ci kasa?” w ustach męża brzmi tak, że nawet sprane i rozjechane jeansy, na powrót jawią się jako całkiem znośne.  Nie zapominaj, że masz coś takiego, jak poczucie własnej godności i zwyczajnie ciągłe proszenie o cokolwiek może upadlać.

Cudownie, jeśli darzycie się obustronnym szacunkiem, łatwiej przebrniesz przez trudy, jeśli będziesz mocna wsparciem od męża, przyjaciółki czy matki. Bez względu na to, czy wyciągną cię z domu na spacer, zabiorą na głupawy film, czy z uporem maniaka będą wyszukiwać dla ciebie oferty pracy, bo ty już nie masz sił na to, ciesz się z tego.

Moja Mama powtarzała mi

“Córcia, ty musisz się uczyć i mieć pracę, pieniądze, nie możesz być jak ten pasożyt na skórze męża”, wierzcie mi, wiedziała kobieta, co mówi i nawet nie chciałam sprawdzać na własnej skórze, jak to smakuje. Wyuczyłam się, znalazłam pracę. A jednak, przyszedł taki czas, że chcąc – nie chcąc z kobiety niezależnej zmieniłam się w tego przeklętego “pasożyta”. Nie mogąc wrócić do pracy, bez złamanego grosza na własnym rachunku, zawisłam z konieczności i przymusu na długie miesiące na moim mężu.

Mam szczęście, bo ślubny nigdy mi nie marudził, nie poganiał do pracy na kasie i skręcania długopisów. I nawet nie chodzi o to, że spadłaby mi korona z głowy. Ja na chwilę zamroziłam niezależność. Nie było lekko, chwilami wręcz beznadziejnie, nawet marzyć się odechciewało. Ale na wszystko przychodzi czas. I przyszedł, skończyło się “pasożytowanie”. On wytrzymał, ja dałam radę, chwała Bogu.

Czas mija, a ja na spacerach nadal spotykam znajome, które nie znają innego życia, niż za kieszonkowe. Przykro też widzieć te,  które za wszelką cenę dorabiają do skarbonki, żeby tylko Go nie błagać o drobne na dezodorant, ale i tak znają smak pytania: „Na co Ty wydajesz do cholery te pieniądze”? Choć same do cholery je zarabiają. I jaki z tego morał? Wytrzymać wszystko można, jeśli tylko się chce. Tylko nie warto się męczyć dłużej, niż wymaga tego sytuacja.


Zobacz także

Dekalog skutecznego odchudzania

Fleksitarianizm – dieta, która nie wymaga sztywnego przestrzegania zasad

Przełom w walce z rakiem nastąpi w 2019 roku? Pierwszy test z krwi, który ma wykrywać jeszcze bezobjawowe nowotwory