Lifestyle

Brawo Gdańsk! 720 par starających się o dziecko metodą in vitro otrzyma wsparcie od miasta

Redakcja
Redakcja
24 lutego 2017
Fot. iStock/sturti
 

Miejscy radni podjęli decyzję, że w latach 2017-2020 przeznaczą ponad cztery miliony złotych na dofinansowanie mieszkańcom kosztów zabiegów in vitro. „Program wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska” ma ruszyć od lipca tego roku i oszacowano, że z niego około 720 par. Zakłada m.in. pokrycie do 5 tysięcy złotych kosztów jednego zabiegu. „Wara od pieniędzy podatników! Dlaczego ja, podatnik, mam fundować taki drogi zabieg ofermom? Niech te ofermy się in vitrują za własne pieniądze, a od moich pieniędzy im wara!” – przeciwnicy wprowadzenia uchwały nie kryli swojego niezadowolenia.

Program powstał z inicjatywy rządzącej miastem posłów Platformy Obywatelskiej. Za wprowadzeniem głosowało 16 radnych – wszyscy z PO, przeciwko było 13 radnych – 11 z PiS, 2 z PO, jeden radny z PO wstrzymał się od głosu. Program składa się z trzech modułów: edukacyjnego, wsparcia psychologicznego i dofinansowania metody in vitro, czyli zakłada edukację młodzieży licealnej oraz wsparcie psychologiczne dla osób, które mają problemy z prokreacją.

Gdański samorząd planuje dopłacać do każdej próby do 5 tysięcy złotych. Ustalono, że maksymalna ilość prób podejmowanych przez jedną parę wynosi trzy podejścia. Z oferty przyjętego „Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska” będą mogły skorzystać pary małżeńskie oraz związki nieformalne, które od przynajmniej roku mieszkają w Gdańsku i płacą tu podatki. Ustalono także przedział wiekowy kobiet, które będą objęte programem – od 20 do 40 lat (warunkowo 42 lata). Ośrodki, które wezmą udział w programie, zostaną wyłonione w trybie konkursu.

Przyjęcie programu wywołało sporo emocji. Przed ratuszem w czasie debaty manifestowali działacze pro-life. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zaznaczał, że Gdańsk nikogo nie zmusza do skorzystania z tej możliwości. – Każdy jest obdarzony wolną wolą i każdy może skorzystać z tego programu. Nie wchodźcie w rolę sędziów ludzkich sumień. Nie odbierajmy prawa do in vitro tym, którzy mają inne poglądy – apelował prezydent.

W tej sprawie zabrały także głos środowiska katolickie. „Przestaję płacić podatki w Gdańsku. Nie będę dorabiać do procedury, która jest nieetyczna! Koniec! Wzywam do tego wszystkich katolików z Gdańska” – czytamy w komentarzach. Na stronie Radia Maryja głos zabrał ks. dr Jan Uchwiat, który zapewnia, że in vitro jest niegodziwe moralnie i Kościół nigdy nie zmieni zdania na ten temat: „Stanowisko Kościoła na ten temat jest pewne, jest niezmienne – nie może się zmienić – i jest negatywne. Zapłodnienie pozaustrojowe, zapłodnienie typu in vitro, jest niegodziwe moralnie, jest nieetyczne. W związku z tym w świadomości sumienia człowieka wierzącego, katolika, jest grzechem”- podkreśla.

Przed głosowaniem nad „Programem wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska” przeprowadzono wiele dyskusji z lekarzami, psychoterapeutami i etykami.


Lifestyle

Rozumiem, że musisz pójść na służbową kolację. Ale gdzie u licha podział się nasz wspólny czas?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
24 lutego 2017
Fot. istock/DGLimages
 

Mój kochany, bardzo zapracowany mężu,

uwierz mi, naprawdę rozumiem, jak bardzo jesteś teraz zajęty. Widzę to każdego dnia w twoim zniecierpliwieniu, kiedy rano nasz syn nie może sobie poradzić z zawiązaniem sznurówek, a ty spieszysz się na ważne zebranie. Widzę to w twojej złości na rzeczy zupełnie od ciebie niezależne, takie jak deszcz albo wizyta mojej mamy. Widzę to w twoim zmęczeniu, kiedy nadchodzi piątek, a ty nie potrafisz już się z niego cieszyć tak, jak dawniej, nie planujesz już wycieczek, ani obiadów we trójkę w ulubionej pierogarni.

Zbliża się weekend, moment, który od kilkunastu miesięcy przeraża mnie coraz bardziej. Moment, w którym spotykają się nasze oczekiwania. Ja oczekuję, że wreszcie zajmiesz się dzieckiem, że w końcu zabierzesz nas na spacer, że może wieczorem, znajdziesz chwilę na małżeńską planszówkę. Ty oczekujesz świętego spokoju, żeby móc przejrzeć projekty na przyszły tydzień. I tu nam się wszystko rozmywa. Zamykasz się w sypialni i mówisz, że „musisz to zrobić”, obiecujesz, że jak tylko skończysz, to „coś razem porobimy”. Kończy się –  jak zawsze, na obietnicach.

Przez ostatnie tygodnie liczyłam w głowie twoje wymówki i argumenty, które miałyby przemówić za tym, że właściwie ciebie z nami (ze mną i naszym synem) nie ma. Najczęściej powtarzały się te cztery:

  1. Musisz się rozwijać
  2. Przecież robisz to wszystko dla nas
  3. Bo ty właściwie tylko zarabiasz w tym domu i musisz się starać
  4. Bo przecież podzieliliśmy się obowiązkami

Zacznijmy więc od początku. Chcesz się rozwijać. Zawsze chciałeś, bo jesteś ambitnym facetem. Ja też jestem ambitna. Nie wyglądam tak pewnie już teraz, kiedy widzisz jak w rozciągniętym dresie tańczę wokół kanapy bawiąc się w „Stary niedźwiedź mocno śpi”. (Nigdy nie chcesz się przyłączyć, naprawdę, strasznie się zrobiłeś poważny, odkąd mamy dziecko.) Ale przysięgam. Nadal chcę mieć wspaniałe życie zawodowe, chcę się spełniać w pracy. Dlatego rozumiem, jak ważni są w moim życiu najbliżsi: ty, nasze dziecko, nasi rodzice, przyjaciele. Dlatego czas spędzany z wami jest dla mnie wyjątkowo cenny. Wczoraj nasz syn pierwszy raz policzył do 20. Nie pomylił się. Tego wieczora napisałam chyba najlepszy artykuł w moim życiu.

A wiesz jak kreatywna jestem, odkąd odkryłam kinetyczną plastelinę? Wiesz, na ile wspaniałych pomysłów wpadłam bawiąc się klockami LEGO? Wiesz, jak wiele dowiaduję się o sobie, kiedy nasze dziecko wpada w złość i uczy się brać odpowiedzialność za to, co nabroił i podejmuje pierwsze decyzje?

Świat trzylatka mówi o nas samych więcej, niż byś się spodziewał.

Mówisz, że to „wszystko” dla nas. Ale zapominasz, że to „wszystko” również dzięki nam. Nigdy nic nie działało na mnie równie motywująco jak świadomość, że mam was, że jesteśmy rodziną. Gdyby nie nasza ciąża, nie zmieniłbyś wtedy pracy, pamiętasz? Nie chciałoby ci się zmieniać stabilnej, „ciepłej” posady i rzucać w wir obowiązków, o których wcześniej nie miałeś pojęcia. Odkąd mamy Młodego, czujesz, że powinieneś o nas zadbać w najlepszy możliwy sposób. Tylko, że komfort życia i bezpieczeństwo materialne to dla nas nie wszystko. Nic nie zastąpi tych chwil, kiedy jesteśmy tylko dla siebie, kiedy czuję twoją obecność, ale tę prawdziwą, nie podzieloną między pojawiające się na ekranie telefonu czy komputera maile z pracy, a nieprzytomne „tak, oczywiście, słucham cię”.

Rozumiem, że musisz czasem pójść na służbową kolację. Tak, wiem, że nie możesz „urwać się” z pracy wcześniej na pierwsze przedstawienie naszego syna w przedszkolu. Wiem, pracujesz tak dużo dla nas, w trosce o naszą przyszłość. Mogę ci wybaczyć, że ostatnio pomyliłeś datę naszego ślubu i zapomniałeś o piątej rocznicy. Ale kiedy przychodzi weekend, przypomnij sobie, jak fajnie usiąść na dywanie i zagrać w chińczyka. Jak fajnie pobiegać z dzieckiem w parku, oderwać się od tej całej presji i słowa „kariera”. Podarować małemu człowiekowi najpiękniejszy znak miłości: swoją uważność. Całą, tylko dla niego.

Oczywiście, moja pensja za te kilka artykułów miesięcznie, przy twoich zarobkach wygląda śmiesznie. Ale wiesz co? To moja obecność w domu sprawia, że nas na takie życie stać. Jestem przecież etatową nianią, kucharką, firmą sprzątającą i cateringową, zapomniałeś? Co byś zrobił, gdybym teraz pojechała na zasłużony urlop (tego od etatów „domowych”, nie miałam przecież od trzech lat)?

Twierdzisz, że nie mogę narzekać, bo na taki podział obowiązków się umówiliśmy. Przyznaję, sama zdecydowałam, że zostanę w domu z dzieckiem. Ale pamiętam jeszcze czasy, kiedy stęskniony biegłeś do nas z biura i dopytywałeś, jak minął nam dzień.

Wiesz, gdzie to wszystko się podziało? Kto nam to zabrał?

Nasz syn właśnie poszedł do przedszkola, za chwilkę wrócę do „normalnej pracy”. Ale dziecko i dom, i gotowanie, i sprzątanie, wszystko to zostanie z nami. Wyobrażasz sobie teraz, że wracasz z pracy i musisz zająć się przygotowywaniem obiadu, sprzątaniem, opieką nad dzieckiem, zakupami? Tak właśnie będzie wyglądało moje życie, jeśli zaraz czegoś nie wymyślimy, by na nowo zorganizować nasze życie. Zorganizować je razem.

Kochanie, na koniec chciałabym powiedzieć ci coś o sobie. Nie mówiłam tego wcześniej nikomu, bo nie wydawało mi się to istotne. Ale teraz myślę, że to bardzo ważne. Ja też jestem zmęczona. Nie fizycznie. Jestem zmęczona próbą zrozumienia ciebie, jestem zmęczona ciągle licząc na to, że ty mnie zrozumiesz. Jestem zmęczona próbując „wyszarpać” od ciebie trochę czasu dla nas. Ale przede wszystkim, mimo, że zmęczona, jestem nadal kochającą cię żoną.

Jutro sobota. Czekam w salonie. Wzięłam warcaby i stary przepis na pomidorową. Ugotujesz?


Lifestyle

„Chyba gadam głupoty”… 3 rzeczy, które robią kobiety, by być miłą, skromną i naiwną. Czas z tym skończyć!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 lutego 2017
Fot. iStock/SIphotography

Istnieje przekonanie, że kobiety i mężczyźni mają dwa różne, niepowtarzalne style komunikacji. „Kobiecy” język ma być bardziej wyrazisty, emocjonalny. Kobiety z reguły szybciej uczą się mówić i wypowiadają bardziej złożone zdania. Używając komunikatorów tekstowych, o wiele częściej niż panowie (potwierdzają to badania naukowe) korzystają z „wyrazistych” emotikonów.  Poza tym jesteśmy, niestety, szczególnie skłonne do tego, by w trakcie rozmowy używać słów i zwrotów, które „zmiękczają” i łagodzą naszą opinię, a nawet podważają nasz punkt widzenia (czy to nie absurdalne?). A wszystko to po to, by inni poczuli się bardziej komfortowo.

Żyjemy w społeczeństwie, która ceni kobiece głosy bardziej, gdy odzwierciedlają tradycyjnie pożądane „kobiece” cechy takie jak skromność, naiwność, a przede wszystkim uprzejmość.

3 rzeczy, które robimy, by osłabić potęgę naszych słów:

1. Nadużywanie zwrotów „tylko” i „przepraszam”

„Przepraszam, chciałam tylko powiedzieć, że…”

Jak często zdarzyło wam się przeprosić za to, że macie coś do powiedzenia? Lub może przepraszającym tonem wyrażać swoją opinię? Nie stwarzacie wtedy wrażenia osób przekonanych co do swoich racji. Mówiąc „przepraszam”, kiedy nie jest to konieczne, przyznajamy się do niepopełnionych błędów lub do odpowiedzialnośi za działania, które nie są nasze. Bądź świadomy za co przepraszasz, to rada doskonała niezależnie od płci.

Zastosowanie zwrotu „tylko” jest bardziej skomplikowane. Osoby zajmujące się analizą języka uważają, że dodanie słowa „tylko” do wypowiedzi stawia kobiety w pozycji obronnej, a jej rozmówcom daje większą władzę i kontrolę nad dialogiem.

2. Własne, deprecjonujące nas zwroty, mające na celu stworzenie wrażenia, że jesteśmy mniej inteligentne, mniej doświadczone, mniej utalentowane

„Nie jestem ekspertką…”. „Pan ma w tym dużo większe doświadczenie niż ja…”

Te wyrażenia dodane na początku zdania dają naszemu rozmówcy jasny sygnał: nie czujemy się kompetentne, „nie znamy się” na tym i właściwie, wcale nie powinnyśmy się wypowiadać.

Kokieteryjne: ”chyba gadam głupoty” trywializuje sens naszych słów.

3. Zbytnia ostrożność i skromność

„Mogę się mylić…”, ”Czy to co mówię, ma sens?…”

Szukanie potwierdzenia dla własnych przekonań, próba uzyskania akceptacji dla swoich słów oznacza, że sama nie wierzysz w to, co mówisz i prosisz o impuls, który doda ci pewności siebie. Dużo lepsze wrażenie dałoby użycie zwrotów typu: „Co o tym sądzisz?” lub „Czekam na komentarze i pytania”.

Jeśli chcemy walczyć o swoje prawa, jeśli boimy się, że nasz głos zostanie zlekceważony, jeśli pragniemy być traktowane z szacunkiem i uznaniem, pora dopasować nasz język komunikacji do niełatwych realiów.


Na podstawie: upworthy.com


Zobacz także

Agnieszka Lingas-Łoniewska: „Piszmy o miłości, bo to rzecz, o której zawsze warto pisać”

„Równość, aktywność, demokracja”. Tylko po co, przecież mogło być gorzej… Smutna refleksja po 8. Kongresie Kobiet

Naładuj swoje akumulatory pięknem jesieni! Akcja #Łapendorfiny, wyzwanie #3