Choroby Zdrowie

Kilka rzeczy, które powinniśmy ze sobą zabrać z roku 2020, wkraczając w nowy rok

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 grudnia 2020
10 codziennych mantr, które zmienią twoje życie na lepsze. Ostatecznie, stajesz się tym, co wielokrotnie powtarzasz
Fot. iStock/VisualCommunications
 

Rok 2020 był prawdziwym wyzwaniem dla wielu  z nas. Żyliśmy w izolacji i niepewności jutra, traciliśmy pracę, odczuwaliśmy bezsilność i zniecierpliwienie. Niektórzy z nas pożegnali bliskich.  Doświadczyliśmy głębokiego smutku, ale także nowych rodzajów radości oraz wielu zmian i poczucia, że nic już nie będzie jak dawniej. Jest wiele rzeczy, które powinniśmy za sobą zostawić wkraczając w nowy rok. Ale jest także kilka, które powinniśmy ze sobą zabrać. Mam nadzieję, że potrafisz teraz pomyśleć o jakiejś osobie, sytuacji, zdarzeniu z tego roku, które wywołują w tobie ciepło i miłość. Może to wspomnienia, które oznaczają o wiele więcej niż motylki w brzuchu? Może słowa piosenki? Może wiadomość od znajomego? Nawet ta jedna dobra wiadomość, po której nastąpiła inna, gorsza. Zabierz ze sobą w nowy rok chwile, które przypomniały ci, że nigdy nie byłeś tak naprawdę sam, niezależnie od tego przez co przez ostanie miesiące przeszedłeś, o tym wszystkim, co pozwoliło ci przetrwać. Co nie dało ci się rozpaść na kawałki.

Twoja historia, osobiste doświadczenia, twoje plany na przyszłość… Jest tego trochę, prawda? Może musiałeś je w tym roku nieco zweryfikować, może życie dało ci w kość wyjątkowo mocno. Ale to, co się wydarzyło miało cię wzmocnić, dać większą motywację. Miałeś zrozumieć, co tak naprawdę jest ważne, a co należy… odpuścić.

Mam nadzieję, że w 2021 r. będziesz silny, pewny siebie. Że wniesiesz w ten rok wiarę w siebie i przekonanie, że nic cię nie złamie, nie pokona.

Zabierz ze sobą cierpliwość i życzliwość które ci okazano: to, czego sam potrzebujesz, aby przenosić góry nowych wyzwań. Albo wspinać się na nie, a potem czerpać radość z widoku, który się przed tobą roztacza.

Weź ze sobą rzeczy, które sprawiają ci przyjemność lub przypominają ci, że zasługujesz na wszystko, co najlepsze, nawet jeśli to nadal pozostaje w sferze marzeń.

Weź ze sobą tych ludzi, którzy motywują cię do zmian i popychają do przodu, ku lepszej przyszłości. Tych, którzy są dla ciebie wtedy, gdy ich naprawdę potrzebujesz. Przyjaciół, którzy oddzwaniają i bliskich, którzy podszepną dobre słowo. Potrzebujesz ich.

Weź ze sobą przekonanie, że choć bywamy słabi i wrażliwi, w jedności siła.

Weź ze sobą wszystko, czego dowiedziałeś się o sobie: o tym jakie są twoje mocne strony i kiedy przychodzi moment, w którym potrzebujesz pomocy.

Weź na nowo odkryte pasje, nieznane dotąd emocje i uczucia. Weź mądrość, która pochodzi ze zmiany, bólu i tęsknoty. Weź zachwyt nad tym, jak wiele szczęścia dają nam drobnostki: codzienne rytuały, kawa wypita o wschodzie słońca, ciche mruczenie kota, uśmiech przedszkolaka, który namalował twój portret…

Weź przekonanie, że cokolwiek się wydarzy, najważniejsze są więzi, jakie tworzymy z bliskimi. I przekonanie, że nawet myśl, ta jedna, dobra i pozytywna może coś zmienić.

Weź spokój i opanowanie, by dzielnie stawiać czoło nowym wyzwaniom. Może nauczyłeś się medytować, a może po prostu przewartościowałeś swoje życie?…

Weź miłość, tę własną, której się ciągle uczysz. Weź przywiązanie i miłość do innych, dzięki którym udało ci się w tym roku zobaczyć i zrozumieć więcej.

Weź ze sobą otwarte serce i umysł, by na nowo budować.

 


Choroby Zdrowie

Czego dowiedziałam się o lojalności, sypiając z żonatymi mężczyznami

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 grudnia 2020
Fot.istock/Dmitry_Tsvetkov

Nie jestem pewna, czy można usprawiedliwić moje związki z żonatymi mężczyznami. Pewnie większość ludzi powiedziałaby, że nic nie usprawiedliwia kobiety, która idzie do łóżka z mężczyzną innej. Z drugiej strony, nikt nie stanowi niczyjej własności, a wszyscy mamy wolną wolę i wybór – zdradzić ukochaną, czy pozostać jej wiernym. Kiedy „to” się zaczęło, nie szukałam wcale relacji z czyimś mężem. Po prostu, założyłam sobie konto na Tinderze i zaczęli do mnie pisać mężczyźni. Ja byłam tuż po rozwodzie, oni zazwyczaj wolni. Ale dostawałam też wiadomości od żonatych.

Po 13 latach małżeństwa chciałam seksu, ale nie związku. Jasne, że to ryzykowne, bo nie zawsze można kontrolować emocje. Wydawało mi się jednak, że z żonatymi mężczyznami będzie mi się łatwiej związać, bo fakt, że mają domy, rodziny, dzieci, kredyty, a przede wszystkim kogoś, komu przysięgali być obok „na zawsze”, nie pozwoli im się za bardzo zaangażować. I miałam rację. Nie byli do mnie zbyt przywiązani, ja zresztą też nie. Byliśmy dla siebie bezpiecznymi „układami”.

Uważałam na mężczyzn, których spotykałam. Upewniałam się, że nie są typem beznadziejnych romantyków, którzy w ferworze nowego uczucia będą chcieli zostawić swoje żony i wszystko, co razem z nimi zbudowali. Nie chciałam rozbijać rodzin. Jeden z moich partnerów miał u swojego boku kobietę, która w wypadku straciła sprawność i nie mogła już uprawiać seksu. Był jej bardzo oddany, kochał ją. Ale potrzebował intymności.

Pytałam ich: „Dlaczego to robisz?”. Chciałam mieć pewność, że chodzi im tylko o seks. Spotkałam jednego mężczyznę, którego żona zgodziła się, by jej mąż miał kochankę, bo sama w ogóle nie była już zainteresowana seksem. Oboje do pewnego stopnia dostali to, czego potrzebowali, nie rezygnując z tego, czego pragnęli. Ale inni mężowie, których spotkałam, woleliby uprawiać seks ze swoimi żonami. Z jakiegoś powodu tak się jednak nie działo.

Wiem, jak to jest nie uprawiać seksu w ogóle i wiem, jak to jest chcieć „czegoś więcej” niż to, co daje ci partner. Wiem też co to znaczy przez lata uprawiać seks z tą samą osobą. I wiem, że przychodzi taki moment w życiu kobiety, kiedy ona się boi, że straci ochotę na seks.

Być może powodem, dla którego niektóre żony nie uprawiają seksu ze swoimi mężami, jest to, że w miarę całego tego procesu starzenia się zaczynają pragnąć innego rodzaju seksu. To to pragnienie sprowadziło mnie na drogę „nielegalnych schadzek”. Dla wielu żon seks poza małżeństwem jest sposobem na uwolnienie się od tego bycia „odpowiedzialnymi małżonkami i matkami”. „Żonaty seks” to dla nich często obowiązek. Romans to przygoda.

Tymczasem mężowie, z którymi spędzałam czas, nie mieli problemu z tym obowiązkiem, nie pragnęli przygód.

Pewnej nocy, gdy z moim ulubionym, żonatym kochankiem, piliśmy prosecco, słuchaliśmy muzyki z lat 80 i uprawialiśmy seks, również długo rozmawialiśmy. Zapytałam go: „Co by było, gdybyś powiedział swojej żonie? Jakbyś to zrobił? Słuchaj, kocham cię i dzieci, ale potrzebuję seksu w moim życiu. Czy mogę po prostu od czasu do czasu się z kimś spotkać?”. Westchnął. „Nie chcę jej zranić”- powiedział.  -„Jest ciągle zmęczona, od 10 lat wychowuje nasze dzieci i próbuje podjąć decyzję, co dalej zrobić ze swoim życiem. Gdybym zadał jej takie pytanie, dosłownie bym ją zabił ją.” „Więc nie chcesz jej zranić, ale zamiast tego okłamujesz ją. Osobiście wolałabym wiedzieć – powiedziałam mu. „To nie musi być kłamstwo, jeśli nie mówisz nic” – wypalił. – „Miło jest milczeć.”

Długo potem myślałam o tej rozmowie. Myślę, że gdyby mój mąż potrzebował czegoś, czego nie mogłabym mu dać, nie powstrzymywałabym go przed szukaniem tego gdzie indziej, tak długo, jak robiłby to w sposób, który nie zagrażałby naszej rodzinie. Seks jest przecież podstawową potrzebą.  Fizyczna intymność jest niezbędna dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia. Jak więc odmówić spełnienia takiej potrzeby temu, na kim nam najbardziej zależy? Jeśli nasz pierwotny związek daje nam stabilizację, ale brakuje mu intymności, nie powinniśmy niszczyć naszego małżeństwa, aby uzyskać tę intymność gdzie indziej, czy powinniśmy?

Po następnej nocy z moim ulubionym żonatym mężem poczułam, że dla niego to coś więcej niż seks, on rozpaczliwie pragnął uczuć. Powiedział mi, że chciałby być blisko swojej żony, ale nie mógł, ponieważ nie byli w stanie przeskoczyć najważniejszego: braku seksu. To on doprowadził do braku bliskości, przemienił się w złość i poczucie winy.

Wierzę, że odpowiedzią na te małżeńskie problemy jest uczciwość i dialog, bez względu na to, jak przerażająca wydawałaby się prawda. Brak seksu w małżeństwie jest powszechny. Romans nie musi prowadzić do końca małżeństwa. Romans – a najlepiej po prostu chęć na to, by go przeżyć – może być dla pary początkiem koniecznej rozmowy o seksie i intymności.


Zobacz także

Na wszystko jest sposób, czyli moje hity z apteki do 20 pln

Objawy niedoboru magnezu

Siedem rzeczy, na które warto „zmarnować” swój czas. Nie czekaj!