Macierzyństwo Zdrowie

„Jestem bezpłodna? Przecież mam już dziecko?”. Jak długo można starać się o ciążę?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 października 2015
Dlaczego nie mogę zajść w ciążę?
Fot. iStock / Willie B. Thomas
 

Ilu macie znajomych, którzy długo starają się o dziecko? A może wy po długim oczekiwaniu zobaczyliście dwie kreski na teście? Pół roku, dwa lata, dłużej? Ile może trwać niepłodność, która nazywana jest czasową? Jak sobie z nią radzić?

Moja kuzynka (pozdrawiam!) podczas swoich 30-tych urodzin rwała włosy z głowy i płakała: „Ja już nigdy nie zajdę w ciążę, nie mam już siły, jak długo można się starać!”.

Znajoma po trzech latach starań, wizyt u różnych specjalistów zdecydowała się z mężem na in vitro.

Przyjaciele ze studiów chcieli drugie dziecko, po półtora roku stwierdzili, że trudno, być może nie jest im pisane.

A jednak każdej z par urodziło się dziecko, naturalnie. Znajoma przed umówionym zabiegiem zrobiła test, okazało się, że jest w ciąży. Dzisiaj ma trójkę dzieci. Podobnie jak wspomniani przyjaciele z czasów studiów. Kuzynka, kiedy jej córka nie miała jeszcze roku zaszła w drugą ciążę – było to dla niej dość zaskakujące biorąc pod uwagę wcześniejsze ponad dwuletnie starania.

Czasowa niepłodność to dzisiaj fachowo nazywany problem z zajściem w ciążę. Jest czymś zupełnie innym niż bezpłodność, co często bywa mylone. Niepłodność można wyleczyć.

Zacznijmy od mózgu

„Kobiety tak boją się ciąży, że potrafią zatrzymać miesiączkę”, mówił mój ginekolog. I dotyczyło to właśnie tych kobiet, które przychodziły do niego płacząc, że nie mogą zajść w ciążę. Gdzie te czasy, kiedy kobiety rodziły po pięcioro, ba ośmioro dzieci? Dlaczego teraz tak bardzo chcemy dziecka i tak bardzo nie możemy go mieć? „Wyłącz głowę, to zajdziesz w ciążę”, mówią. Chyba nic tak nie wkurza kobiety starającej się o dziecko, jak to zdanie. Bo jak to wyłączyć głowę? Nie myśleć? Zwłaszcza, gdy w staraniach zapętlamy się, sprowadzamy seks do czystej prokreacji, a jego częstotliwość wyznaczamy dniami płodnymi. Wiecie, kiedy kobiety najczęściej zachodzą w ciążę? Kiedy z partnerem kupują mieszkanie, budują dom, wyjeżdżają na jakieś fascynujące wakacje. To jest ten moment, kiedy skupiają uwagę na czymś innym niż dziecko i wtedy się udaje. Co dla wielu bywa ogromnym zaskoczeniem. „Trzy lata starań. Kiedy się poddałam, skupiłam na remoncie domu, bach, udało się”, usłyszałam kiedyś od koleżanki.

Pomyślmy o stresie

Według badań TNS* Polacy uważają, że najlepiej zostać rodzicem w wieku 20 – 25 lat. Tyle w teorii. Bo kto z młodych ludzi odważy się na dziecko, kiedy jeszcze studiuje, zaczyna pracę, liczy na awans, podwyżkę. Poświęca wolny czas na nadgodziny w pracy? Oczywiście, że idealnym rozwiązaniem byłoby skończyć studia z trzyletnim dzieckiem. Ono idzie do przedszkola, a my poświęcamy się zawodowej karierze. Z moich znajomych na taki krok świadomie zdecydowały się jedynie dwie pary. Fakt, później im zazdrościłam. Stres, który towarzyszy nam w pracy, gdzie trwa wyścig szczurów, a my musimy udowadniać, że jesteśmy najlepsi, to podstawowy czynniki wpływający dzisiaj na niepłodność.

Specjaliści mówią, że czasową niepłodność można stwierdzić dopiero po roku starań o dziecko. Wcześniej to wypadkowa różnych czynników, częstotliwości seksu, regularności cyklu, a także poziomu stresu. Wiecie, że szansa zajścia w ciążę podczas jednego cyklu wynosi zaledwie 25%. Niedużo prawda? A jednak już przed pierwszą miesiączką biegniemy po test. Czasami warto dać sobie trochę więcej czasu.

Co ze sposobem życia?

Niepłodność czasowa to choroba cywilizacyjna. Chyba mało kto, oczywiście nie licząc specjalistów, zdaje sobie sprawę, że to, jak żyjemy, wpływa na naszą płodność. Siedzący tryb życia, niezdrowa żywność odbijają się na nas długimi staraniami o dziecko. Dziś nie wystarczy powiedzieć: „Chcę mieć dziecko”, do zajścia w ciążę trzeba się przygotować. Przesada? Powiedzcie to tym, którzy starają się kilkanaście miesięcy o dziecko. Na niepłodność ma wpływ nawet to, co jemy, dlatego lekarz mówią,  by zadbać o dietę. Rozszerzyć ją o owoce, warzywa, ryby. Ograniczyć to, co przetworzone. Równie ważna jest aktywność fizyczna, która nie dość, że korzystnie wpływa na nasz organizm, to daje odprężenie, pomaga walczyć ze stresem.

Kto jest winien bardziej: kobieta czy mężczyzna?

Winą za przedłużające się starania o dziecko najczęściej obarczają się kobiety. Być może dlatego, że to w nich budzi się instynkt macierzyński się. „Jestem jakaś wybrakowana. Co jest ze mną nie tak?”, mówią. A czy wiecie, że 40% mężczyzn cierpi na czasową bezpłodność, dokładnie tyle samo co kobiet (20% stanowią nieokreślone medycznie przypadki). Niestety tylko one rozpoczynając starania o dziecko, wykonują badania, zaczynają bardziej o siebie dbać. Panom się wydaje, że oddadzą swoje drogocenne plemniki i reszta sama się zadzieje. A tu klops. Okazuje się, że polskie plemniki ledwo mieszczą się w normie Światowej Organizacji Zdrowia. W jednym wytrysku powinno znaleźć się minimalnie 39 milionów plemników, Polacy mają ich tylko od 40 do 50 milionów, blisko dolnej granicy. Co więcej, młodsze pokolenie w wieku 20 – 40 lat ma o 1/3 mniej plemników niż starsze. I nie chodzi o to, żeby piętnować panów, ale by w staraniach zwrócić uwagę na ich płodność. Mężczyźni powinni również o siebie zadbać. Ich tryb życia ma wpływ na jakość plemników, a tym samym na płodność. Jeśli chcą zostać ojcami, tak jak kobiety powinni zmienić swoje przyzwyczajenia. Pobudzić organizm przez sport, zdrowe jedzenie, ograniczenie alkoholu i pozwolić sobie na odpoczynek.

Problem czasowej niepłodności dotyka obecnie co piątą parę, która stara się o dziecko. I choć 70% Polaków twierdzi, że wie, jak sobie z nią radzić, to nadal słyszymy o nogach trzymanych w górze po seksie, czy piciu syropu na kaszel, który poprawia ph śluzu. Specjaliści podkreślają, że dopiero po roku starań powinniśmy zgłosić się do lekarza. Czy jesteśmy w stanie przez ten czas spokojnie, co miesiąc sprawdzać test wypatrując dwóch kresek? Nie wiem. Jedno jest pewne, niepłodność nie jest wieczna, możemy z nią walczyć, ważne, żeby wiedzieć w jaki sposób.


*badania TNS dla marki dr Bocian


Macierzyństwo Zdrowie

Gorące trendy we wnętrzach na 2016 rok. Czyli jak ubrać nasz dom, by cieszył i był „na czasie”

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
30 października 2015
 

Gorące trendy nie w modzie czy makijażu. Tym razem podpowiadamy jak „ubrać” dom, aby nadal cieszył i był azylem, ale by był też „na czasie”.  Gorące trendy 2016 start.

Eco

Od ładnych paru lat wiedzie prym wśród wnętrzarskich trendów. Coraz chętniej zamieniamy laminowane podłogi na te prawdziwie ciepłe, drewniane. Więcej drewna też w dodatkach, w zabawkach. Tu szczególnie ten fakt cieszy, bo wszechobecny plastikowy kicz kłuje mnie w oczy już od dekady, czyli od czasu, kiedy zostałam mamą.

  Ekologiczne motywy pokazują się też coraz częściej na ścianach. To na przykład papierowe tapety z czarno białymi brzozami, motyw drewnianych pęknięć czy widocznych sęków. Nikt już nie wmówi nam, że drewniany blat w kuchni czy łazience jest rozwiązaniem mało praktycznym.  Szeroka gama wosków i olejów skutecznie chroni drewno przed wilgocią, pozwala nam długo cieszyć się jego pięknem, ciepłem, energią.  

Eco trend to też kolory. Sporo żółci, brązów, przygaszonych zieleni. Tak, jak by nasz salon, kuchnia czy hol był częścią otaczającego nas ogrodu. Jak gdyby wychodziły na zewnątrz nie tylko za sprawą otaczających nas materiałów, ale też kolorystyki. Nieśmiertelna wciąż pozostaje biel, która została okrzyknięta nawet kolorem roku 2016,  szarość i czerń. Kocham takie kontrastowe zestawienia. Prostota stylu, funkcjonalność, brak przesady.

Loft

Obecny „na salonach” od dawna wciąż jednak będzie się rozwijał i raczył nas oswojonym chłodem. Loft to oswojenie przestrzeni przemysłowych, odrobina surowości czy nawet kontrolowanej „brzydoty”.  Nie bójmy się eksperymentować z tym stylem. Oczywiście na miarę naszych umiejętności i wyczucia. Dla mnie loftowe wnętrze to piękne, skręcane kable nieprzykryte tynkiem, stare, ceramiczne, przekręcane włączniki, miedziane rury i podłączenia z premedytacją widoczne. To także stara, surowa cegła w swym naturalnym kolorze, czysty beton pod stopami i lampy z hydraulicznych złączek oraz spore pole do popisu dla domowych majsterkowiczów i miłośników wszystkiego, co industrialne.

Vintage

Wciąż bardzo modny, więc w przyszłym sezonie nie ma prawa być inaczej. Nadal miło jest pochwalić się przed znajomymi, że stary kredens znalazło się w piwnicy babci lub prababci, postawić w sypialni krawieckiego manekina po ciotce krawcowej, czy zrobić stolik kawowy z 50 letniej maszyny Singer. Im większa kreatywność w odzyskiwaniu materiału i darowaniu drugiego życia, tym piękniej, oryginalniej, lepiej.  

Odkupić można cegły z rozbiórki domu, podkłady kolejowe, deski ze starych stodół (uwaga na azbest! Haha) . Osobiście, jak zawsze, namawiam do zachowania umiaru w szaleństwie. Dużo lepiej wygląda wnętrze łączące w sobie elementy vintage z nowoczesnością niż przearanżowana starymi gratami sypialnia z siennikiem zamiast materaca ☺

Wzory prosto od projektantów

Sporym zaskoczeniem może być nadchodząca różnorodność deseni. Niemal geometryczne wzory wejdą szturmem do naszych wnętrz. Architekci zainspirowali się modą prosto ze światowych wybiegów. Charakterystyczne kratki, kraty, grochy czy pepitki znajdziemy już nie tylko na szalach, podszewkach płaszczy czy spódnicach. Teraz drobna, ceramiczna mozaika może układać się w biało czarną, klasyczną pepitkę w naszej łazience czy holu, a słynna szkocka krata pokrywać ściany w gabinecie czy bibliotece.

 

Wracają też „wałki”, pamiętacie co to? To gumowy pomocnik przy malowaniu ścian, z odpowiednio wytłoczonym wzorem, relikt rodem z czasów PRL-u znów wraca do łask. Dla mnie osobiście to hit i taki lekko sentymentalny powrót do dzieciństwa, pamiętam calutką kuchnię babci w takich właśnie kwiatowych „stemplach z wałka” 😉

Funkcjonalność

Tak moi drodzy, znana sieciówka nie może się mylić, jeśli chodzi o trendy na nadchodzący rok. Meble, którymi najchętniej będziemy się otaczać, będę proste w formie, często ekologiczne, z naturalnych materiałów i przede wszystkim będą pełnić w domach różne funkcje. Kuchenny pomocnik stanie się szybko śniadaniowym stolikiem, kanapa sofą dla gości a pufa podstawką na kwiaty czy „gazetownikiem”. Wszechstronność zastosowań jest na czasie, ma być nie tylko piękna, ale też jak najwszechstronniej użytkowa.  

Splot i aksamit

Kojarzące się z ciepłem i przytulnością, welur i robótki ręczne. Welurowe będą obicia mebli, dywany, pokrowce i narzuty… plecione i oplecione zostaną pufy, abażury, koce. Wszystko po to aby wydobyć z naszych wnętrz ciepło, otulić nas w zimny, jesienny wieczór. Aby dom kojarzył się z kominkiem i gorącą herbatą, z kotem na kolanach i pięknem, aby pozostawał naszym największym azylem.

Nieśmiertelni

Nieprzemijalni i zawsze na czasie: biel, pastele i wszystko co JEST stylem skandynawskim.


Podobno wraca moda na dywany. Hm… chyba nie miałabym nic ciekawego w tym temacie do napisania, nie potrafię też polecić tego typu ozdób na podłogi, bo osobiście jestem ich absolutnym przeciwnikiem. Nie lubię dywanów, jedyne ich zastosowanie jakie mi się w głowie roi to „koci pomocnik w ostrzeniu pazurów”. Nie napiszę też pod powyższym zestawieniem „MUST HAVE”, bo we wnętrzarstwie nic nie jest MUST. Z każdej ramy można wyjść, każde ograniczenie przeskoczyć. MUST być kreatywnie! MUST być tak, jak lubicie.

 


Macierzyństwo Zdrowie

Jak Sławek w internecie miłości szukał, a znalazł ją w „Żabce”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 października 2015
Fot. Flickr / Marina Caprara / CC BY

Kiedy mężczyzna się naprawdę uprze, to nie ma takiej możliwości, żeby nie wyszło. Choćby nie wiem, jak beznadziejna byłaby to kwestia. Choćby nie wiem, jakie przeciwności los chciałby na drodze postawić.

To jest historia miłosna z happy’endem.

Początek

Sławek ma 35 lat. Wystarczająco dużo by mieć już jakiś pogląd na sprawy damsko-męskie i ciągle za mało, by nie wpakowywać się co chwila w sercowe kłopoty. Ponieważ więc wiek nie określa go w żaden sposób, dobrze byłoby dorzucić jeszcze kilka innych informacji o Sławku, tak dla dopełnienia wizerunku. Na przykład to, że jest niewysoki i „puszysty”. Tego właśnie określenia użył, wypełniając rubrykę „kilka słów o sobie” przy rejestracji na jednym z portali randkowych. A, no właśnie! Sławek niczego bardziej nie pragnie, niż znaleźć wymarzoną miłość. Bo choć w każdej innej dziedzinie życia odniósł sukces, w tej najważniejszej ciągle jeszcze mu się nie poszczęściło.

Cóż z tego, że już w przedszkolu był kochliwy. Cóż z tego, że jak już pokochał, pozostawał wierny tak długo, aż zmienił obiekt swych uczuć. Niestety, rzadko który z przedszkolnych czy szkolnych obiektów westchnień Sławka odwzajemniał jego zainteresowanie. A w dorosłym życiu, jego miłosne perypetie, to już po prostu ciąg nieszczęśliwych przypadków, pomyłek i falstartów.

Koleżanki z pracy Sławka śmieją się, że jakby miały kiedyś odejść od mężów to tylko z nim, bo to „taki dobry facet”. Póki co, żadna się nie zdecydowała. Pogadać, powygłupiać, zwierzyć się – czemu nie. Ale żeby coś więcej? Proszę cię, ze Sławkiem? Nie żartuj!

Co sprawia, że trzypokojowe mieszkanie w nowym bloku Sławek nadal dzieli jedynie z wesołym labradorem w kolorze czekolady? No właśnie: nie wiadomo. Że trochę puszysty? Że niewysoki? Że włos gdzieniegdzie przerzedzony? Panowie, spójrzcie na siebie nieco bardziej krytycznym okiem. Nie każdy z was jest Dorocińskim, prawda?

Gdyby tylko któraś z koleżanek z pracy zechciała spojrzeć głębiej w sławkowe wnętrze, spostrzegłaby wartościowego, fajnego człowieka, takiego jakich nie spotyka się tuż za rogiem. Ale żadna nie zechciała i w związku z tym całe biuro żyje w przekonaniu, że ich kolega to samotny frajer i związkowy nieudacznik. To tyle, co można o nim powiedzieć.

Kiedy więc Sławek skończył 35 lat, postanowił dać sobie rok na znalezienie „tej jedynej”. Jak postanowił, tak zrobił. Gdyby był chociaż rolnikiem, poszedłby do tego programu, w którym różne kandydatki wysyłają listy, a rolnik w tych listach przebiera i wybiera kilka pań. – W telewizji to potrafią pokazać wnętrze człowieka, nawet jak za dużo do pokazania nie ma – mówi Sławek. On się na tym zna, bo z uwagą śledzi popularny program o farmerach szukających żon.

Ania z Naszej Klasy spotka się przed wypłatą

Sławek postanawia zacząć inaczej. Siada z kubkiem herbaty na kanapie i loguje się na „Naszą klasę”. Nie był tu z 10 lat, większość jego szkolnych znajomych już dawno pozakładała rodziny, ma dzieci. W oko wpada mu zdjęcie Ani, niespełnionej licealnej miłości. Krótki rekonesans i sprawa jasna: Ania jest nadal niezamężna. Sławek szybko wysyła wiadomość z propozycją spotkania. Odpowiedz przychodzi tego samego wieczora. Tak, Ania pamięta go i chce się umówić jak najszybciej, nawet dziś, najchętniej na kolację. Sławek, upojony sukcesem proponuje lunch następnego dnia. Na spotkanie do modnej restauracji przychodzi z różą. Ona już jest i chociaż Ania ze zdjęcia profilowego to raczej Ania z okresu ostatniego logowania Sławka na Naszej Klasie niż ta „dzisiejsza”, Sławek jest wniebowzięty. Witają się, zamawiają jedzenie (Sławek zaprasza), a po skończonym posiłku … umawiają na obiad następnego dnia. I tak przez następne dwa tygodnie. Sławek proponuje kino, spacer, wystawę kamieni szlachetnych, ale Ania odmawia.

Po dwóch tygodniach zrywa kontakt ze Sławkiem. Nie odpowiada na wiadomości, nie odbiera telefonów. No i wyrzuca go ze znajomych na Naszej Klasie. Po pewnym czasie Sławek z pomocą dawnych wspólnych znajomych odkrywa, że nie jest jedyną „ofiarą” Ani, zadłużonej w trzech bankach. – Prawdopodobnie zabrakło jej „do pierwszego” i wykorzystała mnie. Przez dwa tygodnie miała obiady gratis – śmieje się dziś Sławek.

Klaudia z Facebooka

Pierwsze niepowodzenie nie załamuje Sławka. Już następnego dnia po rozwiązaniu zagadki Ani przegląda listę znajomych na Facebooku. Jego uwagę przykuwa zdjęcie Klaudii, wysokiej szatynki z równoległej klasy w podstawówce. Pamięta, że Klaudia miała talent aktorski, występowała chyba w każdym szkolnym przedstawieniu. Więc znowu serce Sławka bije szybciej, bo status Klaudii na Facebooku brzmi: „wolny”. Zagaduje dawną koleżankę i zaczynają do siebie pisać. Piszą o wszystkim. O polityce, o codzienności, o pracy i tym, jak to źle być samemu. O pogodzie, o śmiesznych filmikach w internecie i o dzieciach, których nie mają. A mogliby. Po tygodniu takiego pisania Sławek jest już uzależniony. Po miesiącu wie o Klaudii już prawie wszystko, zna jej przeszłość, wie w czym sypia i dlaczego nie jada śniadań. Jest zdecydowany zaproponować spotkanie. I właśnie wtedy następuje tragedia. Rozanielony Sławek naiwnie wyznaje Klaudii, że tak jak ona uwielbia Bridget Jones, a nawet się z nią identyfikuje, w sensie psychologicznym, oczywiście. Klaudia zamiera. W sensie dosłownym. Cisza trwa dwa dni. Po tym okresie przytłaczającej niepewności przychodzi wiadomość: Sorry, Sławku – surowo informuje Messenger. – Dla mnie facet, który identyfikuje się z grubą bohaterką powieści dla kobiet, nie jest facetem. Baj.

Beata z www

Sławek uczy się na błędach. Wie już, że w kontaktach z kobietami nie należy być aż tak szczerym. Dlatego zamiast selfie z górskiej wyprawy jako profilowe zdjęcie w portalu randkowym ustawia psią mordkę swojego labradora. Jak już zdążył zauważyć, kobiety kochają pieski i kotki. Ale jeszcze bardzie kochają facetów kochających pieski i kotki. Sukces jest błyskawiczny. Na anons Sławka na portalu randkowym („Ciągle młody, ciekawy świata, domator i miłośnik dobrego kina szuka Tej Jedynej, spragnionej stabilizacji i domowego ciepła. Kocham dzieci!”) odpowiadają dziesiątki kobiet, a wśród nich – Beata, nieco starsza blondynka z sąsiedniego miasta. Sławek nie zwleka. Po wymianie kilku maili umawiają się na spacer. Blondynka ze zdjęcia okazuje się rosłym dwumetrowym, spragnionym domowego ciepła, stabilizacji blondynem.  Załamany Sławek wraca do domu i postanawia odpuścić. Widocznie niepisane mu szczęście w miłości. I tu mógłby nastąpić koniec tej opowieści. Mógłby…

Epilog

Miesiąc po pamiętnej ostatniej randce Sławek idzie na spacer z psem. Pod osiedlową Żabką, trzy metry za znakiem STOP i półtora metra od kosza na śmieci wpada na drobną brunetkę z pieprzykiem nad górną wargą. Brunetka zaplątuje się w smycz, a Sławek długo nie może jej oswobodzić. W głowie biją mu głośno dzwony i dzwonki, a w brzuchu motylki kręcą korkociągi. Wczoraj minęły trzy miesiące odkąd Justyna i Sławek są razem. Z tej okazji, przygotowali wspólną kolację i obejrzeli film o Bridget Jones.

Odkąd Sławek ma dziewczynę, koleżanki z pracy patrzą na niego inaczej. Teraz to on nawet przystojny jest, mimo tej nadwagi. A już na pewno można z nim o wszystkim porozmawiać. To znaczy można by było, bo teraz to coraz wcześniej z pracy prosto do domu, do ukochanej. W ogóle Sławek to teraz taki prawdziwy facet.


Zobacz także

hashimoto

Hashimoto. Nietypowe objawy, które powinny wzbudzić naszą czujność

GetBack S.A. zakłada fundację i angażuje się w pomoc potrzebującym

Alergia krzyżowa

Alergia krzyżowa. Tabela alergenów krzyżowych i objawy