Lifestyle Zdrowie

Jak zostać początkującym narciarzem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 grudnia 2015
Fot. Pixabay/Hans / CCO
 

– Jak nauczyłeś się jeździć na nartach – pytam znajomego. – E tam, oglądałem slalom gigant na Eurosporcie – odpowiedział.

Ja wiem, że pisanie o nartach w tę pogodę może wywołać pewne zdumienie. A u wytrawnych narciarzy nawet irytację, ale wszyscy liczymy, że śnieg w końcu spadnie i ci, którzy lubią, oddadzą się narciarskim szaleństwom. A ci którzy nie potrafią, a jednak korci ich trochę, żeby spróbować – do dzieła. Nie oglądajcie się na swoje czy obce dzieci, które śmigają po stoku, jakby urodziły się z przypiętymi do nóg nartami.

Akurat spędzam czas ze znajomymi, którzy są świetnym przykładem na to, że narty można założyć w każdym wieku, bez względu na to, czy się wcześniej jeździło, czy tak jak oni – nigdy.

Grunt to obyć się z tym sportem

Pytam więc, co by doradzili tym wahającym się i stroniącym od nart. I najważniejsze to chcieć. Reszta przyjdzie sama. – Co prawda oglądałem slalom gigant, ale też jest mnóstwo filmików instruktażowych w internecie. To taka niby teoria na sucho, ale naprawdę dużo daje. Masz takie poczucie, że chociaż trochę wiesz, o co w tym chodzi.

Można? Można – jak widać. Co prawda można też wybuchnąć pustym śmiechem na taką radę, ale uwierzcie, że ten, kto ją weźmie sobie do serca zakładając narty po raz pierwszy w życiu, będzie miał o milion obaw mniej. Wiem, co mówię – widziałam jak ów znajomy pierwszy raz w życiu zjeżdżał ze stoku.

Sport drogi, więc nieosiągalny

I tu bym się kłóciła z tą teorią. Sama tak myślałam – narty, buty, gogle, kask. Kogo na to stać. Przede wszystkim czy stać przeciętną polską czteroosobową rodzinę? Kiedy to cała czwórka chce jeździć i narty nie są widzimisię tylko jednej osoby? Dopóki nie sprawdzisz – nie wypowiadaj się. Wypożyczalni sprzętu narciarskiego pod każdym stokiem jest całe mnóstwo.

Gdyby dobrze się rozejrzeć, to można naprawdę za 20 złotych wypożyczyć cały sprzęt dla jednej osoby. A jak jeszcze dobrze i miło porozmawiacie, to można liczyć na jakiś rabat. I ja szczerze polecam na początek pojeździć na wypożyczonym sprzęcie, sprawdzić, czy w ogóle się to nam spodoba. A za rok wrócić ze swoimi nartami.

Lekcja z instruktorem

Znajomy od Eurosportu nigdy nie uczył się jeździć z instruktorem. Za to ja i owszem. Że drogo, że się nie opłaca? To znowu – sprawdźcie najpierw. My w kilka dorosłych osób wzięliśmy sobie lekcję. Pojęcie lekkie o jeżdżeniu mieliśmy, ale chcieliśmy dostać kilka fachowych porad. Jeśli zorganizujesz sobie grupę z instruktorem – koszty dzielisz między wszystkich. Tym sposobem nie płacisz – przypuśćmy stu złotych, tylko 50. Dość znacząca różnica.

I co z tego, że w szkółce jeżdżą same maluchy? I co, że czasami nawet lepiej od ciebie? Nigdy nie zapomnę, jak my w pięć osób, w odblaskowych kamizelkach wjeżdżaliśmy na taśmie z nartami, by zjechać te kilkanaście metrów z instruktorem. Przy czym rozmiar buta narciarskiego jednego z nas równał się z długością nart tych najmniejszych. Cóż, znajomy, który jeździł obok na desce, jak nas na tej taśmie zobaczył – udawał, że nie zna 🙂 Też mi coś 🙂 My mieliśmy niezapomniane wrażenia.

Orczyk, pokraka i takie tam

Pamiętaj – każdy z tych śmigających po stoku – no może z wyjątkiem dzieci, wyglądał na początku jak pokraka. Każdy uczył się jeździć i miał problem z odpięciem nart. A orczyk jawił im się jak najgorsze zło. Nie ty pierwsza i uwierz – nie ostatnia, zatrzymasz orczyk, za tobą ustawi się wydłużająca kolejka do wjazdu, kiedy ty będziesz usiłować poddać się sile krążka włożonego między nogi i podtrzymującego cię za pupę. Ale przecież ty też musisz się nauczyć, jak inni kiedyś. Potraktuj to jak zabawę, jak możliwość pośmiania się z samej siebie, nabrania dystansu. Genialne doświadczenie.

A kiedy już stwierdzisz, że kurcze było fajnie. Kiedy będziesz dumna, że do połowy stoku udało ci się wjechać orczykiem, a zsiadając z kanapy (tak, tak – skorzystasz z kanapy na dłuższym wyciągu) tylko raz się wywaliłaś, to przyjdzie taka refleksja – że za rok może jeszcze raz?

I wtedy zacznij się rozglądać za sprzętem. Nie, nie w sklepie sportowym, gdzie nawet cena przecenionych butów narciarskich potrafi przyprawić o zawrót głowy – pamiętam, jest was czwórka, ale na portalach, gdzie jest wiele ogłoszeń sprzedaży sprzętu używanego. Uwierzcie, że za naprawdę nieduże pieniądze (dobre buty z nartami za 250 złotych można spokojnie dostać) kupimy w ciągu roku narciarski sprzęt.

Największa frajda jest w tym, że próbujemy czegoś nowego, że podejmujemy wyzwanie i że samym sobie udowadniamy, że potrafimy się jeszcze czegoś nauczyć. Znajomi, którzy najpierw kupili cały sprzęt na narty, pooglądali slalom gigant w telewizji i nigdy wcześniej na nartach nie jeździli, złapali bakcyla. Że tyłek trochę boli od upadków, że wydaje ci się, że nie masz siły wstać po raz kolejny? Nart są naprawdę świetną przygodą, trzeba tylko spróbować.


Lifestyle Zdrowie

Zaufanie czy naiwność? Naucz się ufać zdroworozsądkowo

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 grudnia 2015
Zaufanie czy naiwność? Naucz się ufać zdroworozsądkowo
Fot. iStock / gremlin
 

Zaufanie to podstawa – słyszysz od jednych. Nie bądź naiwna, nie ufaj wszystkim – podpowiadają ci drudzy. Jeśli cię zraniono, zdradzono, jeśli się na kimś zawiodłaś, jest jeszcze trudniej. Zdarza się, że pod wpływem życiowych turbulencji zaczynasz analizować stare i nowe relacje, znajomości, kalkulujesz w głowie ryzyko jakie ze sobą niosą. Niepotrzebnie. Naucz się po prostu ufać mądrze, czyli z zachowaniem pewnej zdroworozsądkowej rezerwy.

A dlaczego właściwie nie ufamy innym?

Jest kilka powodów:
• Z obawy przed odrzuceniem
• Z obawy przed byciem wyśmianym, śmiesznym
• Z obawy przed porażką
• Z obawy przed popełnieniem błędu
• Z obawy przed tym, że gdy się rozczarujesz, gdy ktoś cię zrani, nie poradzisz sobie z cierpieniem.

Spokojnie. Jeśli jesteś właśnie w trakcie rocznego bilansu zysków i strat, jeśli zastanawiasz się, czy jeszcze kiedyś zaufasz dawnym przyjaciołom, partnerowi, bratu, przeczytaj.

1. Nigdy nie mów „nigdy”

To słowo powinno zniknąć z naszego słownika. Przy najbliższym rozczarowaniu bliską lub wcale nie taką bliską ci osobą zrób ćwiczenie: przeganiaj każdą myśl, której sens brzmi „już nigdy jej/jemu nie uwierzę”. Nie zakładaj, że więcej nie zaufasz. Nie zakładaj, że ludzie się nie zmieniają. Że Ty się nie zmieniasz, że nie dasz komuś szansy. Nauka „rozsądnego” ufania polega również na jak najczęstszym koncentrowaniu się na pozytywnym rozwiązywaniu problemów i konfliktów.

2. Bądź dobra dla siebie, pokochaj siebie

Nie obwiniaj się, zarzucając sobie ”Nigdy nie powinnam mu zaufać”, Nie mogę uwierzyć, że jej zaufałam”. Tacy jesteśmy z natury: łatwowierni. Zaufanie jest czymś naturalnym. Czy nie mówimy „naiwny jak dziecko”? I pamiętaj, bez tej osoby (tej, która cię zawiodła) nie jesteś mniej sobą, nie jesteś mniej warta. Jeśli będziesz budować poczucie wartości na tym, jaki jest stosunek innych do ciebie, każda zdrada twojego zaufania zaboli o wiele głębiej, trudniej będzie znów uwierzyć w ludzi.

3. Ufaj swojej intuicji

I staraj się znajdować wokół ludzi godnych twojego zaufania. Obserwuj spokojnie zanim nazwiesz kogoś najlepszym przyjacielem. Jak on/ona traktuje innych? Czy wyjawia ich sekrety, czy powtarza plotki? Nie zwierzaj się od razu ze wszystkich tajemnic. Zaczynaj od tych drobnych. I czekaj.

4. Nie zaklinaj rzeczywistości na „nie”

Nie węsz, nie wypatruj znaków na ziemi i niebie, nie interpretuj faktów w poszukiwaniu zdrady, czy złych intencji. Koncentruj się na tym, czego chcesz, a nie na tym, czego się boisz.

5. Dopuść do siebie możliwość, że bliska osoba popełni błąd

Ludzie są tylko ludźmi. A życiowe okoliczności, niespodzianki losu sprawiają, że błądzimy, wiesz to przecież. Więc ufaj, ale też naucz się wybaczać i rozumieć jak to się stało, z jakiego powodu ten twój „ktoś” cię zawiódł, postąpił tak, a nie inaczej. I jeszcze jedno: uwierz, że przede wszystkim zasługujesz na szczerość. Jej brak wynika zazwyczaj z małego poczucia wartości i ze strachu.

Zaufanie to wiara i pewność, że decyzje podejmowane przez bliskich bazują na szacunku dla ciebie i szczerym uczuciu. To ufność, że ci najważniejsi dla ciebie, nie zrobią nic, co mogłoby cię zranić. Trudno żyć, budować dobre, zdrowe relacje z innymi bez poczucia, że oni nas nie zawiodą. Ale też nie budujmy i nie pielęgnujmy w sobie wyidealizowanych wizji związków i przyjazni. Przecież wszyscy czasem popełniamy błędy.


Lifestyle Zdrowie

„Jesteś dobrą przyjaciółką, bo można przy tobie błyszczeć”. Czy rywalizacja wyklucza przyjaźń?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 grudnia 2015
Fot. iStock / Eva Katalin Kondoros

Dużo piszecie o wsparciu kobiet, bliskości, sile jaką może dać druga kobieta. Zastanawiam się: czy ja żyję w innym świecie. Albo inaczej: czy mój świat się zmienił?

Ostatnio zapytałam kogoś na czym polega przyjaźń między kobietami, jak ją rozpoznać. Usłyszałam, że to poczucie bezpieczeństwa, wymiana, dobra energia, którą czuje się po spotkaniu z przyjaciółką.

Ja mam poczucie, że najbliższa mi do niedawna kobieta nie jest moją pokrewną duszą, ale rywalką. Że chce się poczuć lepiej moim kosztem, nawet jeśli robi to nieświadomie.

Przykład z dzisiaj. Cztery nieodebrane połączenia w ciągu kilku minut. Cała Magda. Potrafi milczeć tygodniami, nie odpowiadać na wiadomości. Ale jeśli sama chce kontaktu– nie odpuści. „Nie ma większej egocentryczki” powtarza mój mąż. „Nie lubicie się, jesteście inni. Czy to powód, żeby ją oceniać?” – broniłam jej długo. Ale przestałam.

Punkt zwrotny, dwa lata temu, wakacje w Czarnogórze. Magda przyjeżdża z nowym narzeczonym, ja z mężem, jest też kilkoro naszych znajomych. Słońce, plaża, wino. Ale nie odpoczywam. Moja przyjaciółka zajmuje sobą całą przestrzeń. Głośno mówi, śmieje się, nawet kocha się tak, że wszyscy słyszymy. Kolorowe sukienki, i codzienne: „Ja robię kolację, tym razem serwuje bakłażany w sosie musztardowym i sernik mojej babci. Oszalejecie”.

Czy ona zawsze musi być w centrum zainteresowania?” złości się mój mąż. To dla mnie duży problem – ich wzajemna niechęć. On się na nią złości, ona nim pogardza. A ja po środku, „Związek ma kipieć od emocji. Seks, namiętność, pasja. Nie godzę się na półśrodki” słyszę od Magdy. „Zależy co jest dla kogo ważne, ja stawiam na stabilizację” odpowiadam szczerze. Parska śmiechem. „Akurat. Jeszcze zobaczysz”. Wtedy, w Czarnogórze, są moje urodziny: „Życzę ci, żebyś znalazła wielką miłość”. Patrzę oszołomiona. „No co?” – tłumaczy się. „Ten wyjazd tylko mnie upewnił, że to z Adamem to nie pasja. Nie pasujecie do siebie. Mówię ci to, bo jestem prawdziwą przyjaciółką”. Zatyka mnie.

Po wyjeździe nie odzywam się do niej kilka miesięcy. Do szafki wsadzam wspólne zdjęcie. Kiedyś byłyśmy, jak siostry. Emocjonalne, trochę szalone. Nagły wyjazd do Krakowa, bo chciałyśmy zaszaleć na Kazimierzu. Powrót o świcie, żeby zdążyć na zajęcia na ósmą. Wciąż nowi ludzi. I słynne kolacje w naszym wynajmowanym mieszkaniu. Znajomi wspominają je do dziś. Nie czułam się od niej gorsza, choć czasem słyszałam: „Ona tobą rządzi”, „Zachowujesz się przy niej, jak szara myszka”, „Nie ufaj jej, nawet nie wiesz, co o tobie opowiada”. Nie wierzę w to, choć często czuję, że na imprezie musi poderwać każdego faceta i jeśli ja komuś się podobam to wydaje się zdziwiona. I chce natychmiast zwrócić tego kogoś uwagę na siebie.

Po Czarnogórze przypominam sobie te dawne opinie. I pierwszy raz się z nimi zgadzam. Było idealnie, bo żyłam tak, jak chciała. Gdy byłam w nią wpatrzona. Gdy przestałam – zaczęła mnie niszczyć.

Pierwsza rysa na naszej przyjaźni to właśnie mój mąż. Człowiek żyjący pasją, historyk. Na pierwszej randce dyskutował ze mną o powstaniu styczniowym. I oparł się Magdzie, choć czarowała go, jak każdego faceta, powtarzając jednocześnie: „Dbaj o Gosię, jest taka dobra, delikatna”. „Fajną mam przyjaciółkę, dopytywałam potem. „Trochę pusta” uśmiechnął się. „Bzdury” wykrzyknęłam. Magda miała wiedzę, świetnie się uczyła, zazdrościłam jej ambicji. Potem zrozumiałam: Adam ją rozgryzł. I wiedza nie ma nic do tego. Jej świat kręcił się wokół pieniędzy, które chciała mieć, kolejnych chłopaków, którzy zaspokajali jej potrzeby. Gdy tracili pracę, mieli problemy – bez skrupułów odchodziła. I ciągle powtarzała: „ja to, ja tamto”.

Gdy zobaczyła, że nie oczarowała Adama – zaczęła go nie lubić. „Jest chyba nudny, co?, „A jak wasz seks?”. Nie potrafiłam się zbuntować. Wciąż tłumaczyłam: nie jest nudny, seks mamy super, kocham go. Potem wspólnym koleżankom zaczęła opowiadać, że jestem z nim tylko dla poczucia bezpieczeństwa. „Po co to mówisz?!” krzyczałam. „Słuchaj koleżanek! Przytakują ci, a wiesz co naprawdę myślą? Że wcale nie jest przystojny! Że beznadziejnie się ubiera i ma krzywe zęby”. Przez nią dostawałam paranoi. Unikałam spotkań, odsunęłam się od starych znajomych. I wciąż chciałam jej udowodnić, że Adam jest fajny, że jesteśmy szczęśliwi.

Druga rysa na naszej przyjaźni. Moje urodziny, dostałam propozycje awansu. Ale pod wieczór dzwoni zapłakana Magda. „Boję się, że mnie zwolnią”. Od dawna mówiła o problemach w firmie. „Muszę do niej pojechać” tłumaczę Adamowi. Kiwa głową, ale jest zły. Już któryś raz zostawiam go, bo Magda potrzebuje. Jadę na drugi koniec miasta. Siedzę do nocy. Rozmawiamy tylko o niej– nawet nie pamięta, że mam urodziny. „Awansowałam”– mówię już wychodząc. Mruży oczy. „Hmmm….nie wiem czy nadajesz się do zarządzania. Bycie szefem to sztuka. Ale oczywiście życzę powodzenia” w sekundę podcina mi skrzydła. W samochodzie lecą mi łzy. Przecież zawsze powtarzała: „Jesteś mądra, ale musisz bardziej przeć do przodu”.

Życzy Ci dobrze, dopóki nie masz szans tego osiągnąć” twierdzi Adam. Znów się na nią żalę, potem czuje się wstrętną i nielojalną przyjaciółką. Nie ma już między nami szczerości. Jest napięcie, rywalizacja. Taki obrazek. Siedzimy w kawiarni. „Lecimy do Grecji. Cieszę się na rodzinny wyjazd” mówię, bo wiem, że ją to zaboli – jest teraz sama. „Umówiłam się z bardzo przystojnym instruktorem snowboardu” wypala ona. Wie, że uwielbiam jeździć na desce i mam żal do Adama, że nie chce się nauczyć – kiedyś nieopacznie się z tego zwierzyłam.

Czy tak wyglądają spotkania z przyjaciółką? Z każdego wracam zmęczona. Czuję się gorsza. „Powinnaś schudnąć, zaniedbałaś się przy Adamie” rzuca. Zaraz dodaje: „Przecież się o ciebie troszczę”. „Rany, kiedy zrobicie remont?” wpada do naszego mieszkania i od razu komentuje. We wszystkim jest troska. Ona chce dla mnie dobrze. Ale ja tego nie czuję. Kiedyś wprost powiedziała: „Fajnie być twoją przyjaciółką, bo łatwo przy tobie błyszczeć”.

Kilka razy próbowałam z nią porozmawiać: „Nie zachowuj się, jak dziecko. Jesteśmy dorosłe” bagatelizuje moje obawy. Po to, by dzień później dzwonić i – jak nastolatka opowiadać o swoich podbojach miłosnych. Jestem zmęczona, zmęczona, zmęczona. Co dalej?

W telefonie siedem nieodebranych połączeń. I SMS. „Możesz się odezwać?! Potrzebuję cię”. Ostatnim razem gdy tak napisała, znów wszystko rzuciłam. Tylko, że potem wypomniała: „Nie uważasz, że to dziwne, że zawsze wybierasz mnie, a nie rodzinę? Czy to nie dowód, że czegoś ci brakuje?”.

Łączy nas przeszłość, sentyment, to, że ja wciąż czuję, że ona jest dla mnie ważna. Jednocześnie mam dość bycia publicznością jednego aktora. Jestem tym zmęczona, mam wrażenia, że nie wynika to z kompleksu niższości (wbrew temu co sugeruje Magda, nie czuje się od niej brzydsza czy mniej atrakcyjna)tylko z tego, że ona stawia się wyżej ode mnie.

Czasem postanawiam: „Koniec kontaktów. Wolę mniej kolorowe znajomości, za to pewne i stabilne”. Potem ona znowu dzwoni i ulegam. Wtedy się gubię: może mi się wydaje, może to moje paranoje?

Kompletnie nie wiem co robić. Czuję się bezradna i jest mi przykro, że nie czuje się bezpiecznie z własną (kiedyś?) przyjaciółką.

G.


Zobacz także

13 rzeczy, które łączą silne kobiety

13 rzeczy, które łączą wszystkie silne kobiety

Jak skutecznie odkwasić organizm

Ile wody dziennie powinniśmy pić? Co z kawą o herbatą?

Powiedz, co takiego musi się zdarzyć, żebyś pozwoliła sobie na bycie szczęśliwą?