Koronawirus Psychologia

Poradnik samotnej mamy na czas pandemii koronawirusa (i nie tylko)

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
26 marca 2020
Fot. iStock/SolStock
 

Kilka dni temu przeczytałam w Internecie, że dla samotnych rodziców okres wprowadzonych w życiu społecznym obostrzeń nic nie zmienia. Że nam i tak jest ciężko, że my walczymy każdego dnia. Może tak jest i jeśli to prawda, powinno nam jednak być trochę łatwiej, jako tym przyzwyczajonym do samotnego „radzenia sobie ze wszystkim”, do momentów bezradności, beznadziei. Nie oznacza to jednak, że nie potrzebujemy wsparcia, tym bardziej, że izolacja oznacza dla nas jeszcze mniejszy kontakt z bliskimi, którzy mogliby nam je okazać. Jak sobie radzić, jak przetrwać ten trudny moment?

Poradnik samotnej mamy na czas koronawirusa (i nie tylko)

1. Jesteś ważna

Naucz swoje dzieci, że potrzebujesz czasu dla siebie i że nie wlicza się w to czas spędzony na pracy zdalnej. Jeśli wcześniej tego nie zrobiłaś, nie znajdziesz na to lepszego momentu. Kilka dni temu złapałam się na tym, że tłumaczę się mojemu starszemu dziecku z czasu spędzonego przy komputerze. „:Proszę daj mi jeszcze chwilę” – mówiłam – kiedy tylko skończę zrobimy coś razem. Biegłam spocona, rozdarta między domowymi obowiązkami a zawodowymi zobowiązaniami, z ogromnym wyrzutem sumienia, że zamarzyło mi się posłuchać przez chwilę audiobooka…

Tymczasem odpoczynek, choćby miał oznaczać ledwie kwadrans z książką lub w wannie (a może nawet i to i to jednocześnie) jest niezbędnym elementem higieny psychicznej każdego z nas. Potrzebujesz czasu tylko dla siebie, zarówno po to, żeby być efektywną w pracy, jak i po to, by być dobrą mamą. To, że jesteście teraz stale razem nie oznacza, że musicie stale spędzać razem czas. Naprawdę.

2. Wymagaj współ(pracy) na rzecz domu

Włącz dzieci w domowe obowiązki jeszcze bardziej niż wcześniej. Jest tyle rzeczy, które mogą zrobić samodzielnie: sortowanie prania, załadowywanie i rozładowywanie zmywarki, podlewanie kwiatów, pomoc przy przygotowywaniu posiłków, sporządzanie listy brakujących produktów… Teraz, może trochę bardziej niż kiedyś jesteście jedną drużyną. To, co zbudujecie razem, szybko zaprocentuje. Z czasem okaże się, że masz w domu pomocników, na których możesz liczyć. Z czasem będzie ci łatwiej.

3. Nie panikuj, ale nie udawaj też, że wszystko jest jak dawniej

Ty adaptujesz się do nowej trudnej sytuacji i siłą rzeczy twoje dzieci również. Przez jakiś czas nie pójdą na trening piłki nożnej, nie zobaczą swoich przyjaciół, nie poczują się beztrosko swobodne. Ale to minie. Trzeba im to powiedzieć. Dzieci muszą rozumieć, że teraz pewnych rzeczy po prostu „nie można”, że muszą być nieco bardziej ostrożne, a także, że są momenty, w których potrzebujesz ciszy do pracy.

4. Wzmacniaj swoją siłą psychiczną, są rzeczy na które nie masz wpływu i już

Wczoraj spotkała mnie przykra sytuacja w sklepie. Sprzedawczyni obsługiwała mnie (a także innych klientów) w arogancki sposób, nie wydała mi towaru o który prosiłam, pozwoliła sobie na uszczypliwy komentarz… W domu przez chwilę pochlipałam z bezsilności. No, ale co dalej? Ile czasu można rozpamiętywać jedną przykrą sytuację? Takie zdarzą się przecież jeszcze nie raz.

Nie mogę normalnie pracować, nie mogę zobaczyć moich bliskich, a w codziennym boju o pieczywo i mięso (oraz kilka zielonych bananów;)) mogę liczyć tylko na siebie, niezależnie od tego, czy się zle czuję, czy jedno z dzieci gorączkuje i wymaga mojej stałej obecności, czy nie. Ale nie mam na to wpływu. Zły czas minie, najważniejsze co możesz teraz zrobić, to zabrać o zdrowie – swoje i swoich dzieci. Odrzucaj to, co może cię w jakiś sposób dotknąć psychicznie.

5. Nie staraj się być superbohaterką

Nie musisz, już nią jesteś. Nie jest ważne, czy zdążysz przygotować dwudaniowy obiad, sprawdzić lekcje, wykąpać dzieci, przeczytać im cały rozdział ich ulubionej książki do poduszki i wywiązać się ze wszystkich obowiązków zawodowych. Nie na tym polega bycie superbohaterką…

6. Planuj każdy dzień

Ale niech to będzie plan ramowy, a nie morderczy grafik, którego i tak nie zrealizujesz. Więc najpierw rzeczy najważniejsze: musicie mieć co zjeść, potem szkoła i twoja praca, potem wspólny czas, potem w końcu „czas wolny”, w którym każdy może robić co chce (może poza zrzucaniem zapasowych rolek papieru toaletowego z balkonu, żeby się przekonać, że papier lata, czy produkcją domowego mydła z … mydła, które cudem zdobyłaś podczas ostatnich zakupów).

7. Proś o pomoc

Pozbądź się dumy, dzwoń do ojca swoich dzieci albo kogokolwiek kto może ci – a właściwie wam – teraz pomóc. Jeśli puszczają ci nerwy i brak cierpliwości w sprawach wychowawczych – zadzwoń do swoich rodziców, rodzeństwa. Poproś, żeby porozmawiali z twoimi dziećmi. Taka zmiana perspektywy i „rozkładu sił” może bardzo pozytywnie wpłynąć na waszą sytuację. Może zadziała autorytet

8. Dzwoń do przyjaciółek

Chyba nic nie daje takiej energii i motywacji niż świadomość, że je mamy – nasze przyjaciółki. Drogie, kochane dziewczyny, które powiedzą ci wprost, że za miesiąc lub dwa będziesz mogła popłakać im w mankiet, a nie w ekran komputera. Pielęgnuj te przyjaźnie, dbaj o nie. Zróbcie sobie wieczorne pogadanki przez Skype, to cię odstresuje. Dziel się z nimi swoimi lękami, ale i małymi lub większymi radościami. Nie jesteś sama.

P.S. Ten tekst pisałam cały dzień. Mimo to, pewnie znajdziesz w nim „literówki” albo jedno czy dwa niedokończone zdanie. Dlaczego? Bo momencie kiedy myśli przeskakiwały spod moich palców na ekran komputera, za moimi plecami ktoś rozbijał na własną rękę jajka na jajecznicę, ktoś inny uderzył się w palec i dezynfekował ranę resztkami żelu anybakteryjnego… Taka jest pewnie i twoja nowa-stara rzeczywistość.

Nikt w tym czasie nie może być sam, więc bądźmy wspólnie i #wspierajmysię. Dołączcie do naszej akcji


Koronawirus Psychologia

On nadal kocha dziewczynę sprzed lat, ale nie rozumie kobiety, z którą mieszka pod jednym dachem

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
22 maja 2020
Fot. iStock/Astarot
 

Nieporozumienia, niedomówienia, brak komunikacji. Jakże prostszy byłby świat relacji międzyludzkich, gdybyśmy tylko umieli mówić. Gdybyśmy potrafili wyrażać uczucia, pragnienia, obawy, lęki. Miłość i troskę. Wdzięczność i szczęście. Wiele relacji rozpada się właśnie dlatego, że nie umiemy ze sobą rozmawiać, ale i dlatego, że nie podjęliśmy wyzwania jakim jest wspólna codzienność. To nie jest wytarty frazes. To jest życie.

Agata i Jacek, razem od 10 lat. Poznali się przez Internet, szybko zamieszkali razem. Potem on znalazł świetną pracę za granicą, a ona pojechała tam za nim. Nie, nie była żoną u boku męża. Przeniosła się do tamtejszej fili swojej firmy, zaszła w ciążę. Nie było łatwo. Jacek pracował do późnego wieczora, w weekendy uprawiał swój sport. Agata rozumiała, sama jest typem samotnika. Z czasem przywykła do tego, że prawie ze sobą nie rozmawiają. Ale kiedy urodził się ich syn, postanowiła wrócić do Polski. Jacek został tam, tak ustalili. Jego kariera rozwijała się w szybkim tempie, miał szczęście i szansę robić to, co kocha.

Minęło kilka lat. Jako małżeństwo, para, razem spędzali jedynie święta i urlop. Agata przywykła do tego, że ze wszystkim jest sama – z budową domu, z chorobami syna, śmiercią mamy, z życiem. Jest silna, radziła sobie. A Jacek miał swój świat, swój sport, swoją karierę – tam. Kocha Agatę i kocha ich syna. Ale nie można powiedzieć, żeby miał z nim dobry kontakt. Jest takim „odświętnym” ojcem. I weekendowym partnerem. Mężem – nie mężem.

Agata i Jacek nie rozmawiają ze sobą dużo. Albo raczej – nie rozmawiają o rzeczach ważnych. On jest z natury milczkiem, a ona perfekcjonistką. Woli, kiedy go nie ma. Wtedy wszystko jest poukładane tak, jak ona tego chce: kubki w szafce na drugiej półce, głębokie talerze na dole, deserowe talerzyki na górze. Nikt nie robi bałaganu, nikt nie zakłóca tego starannie wypracowanego porządku dnia, rutyny. Syn jest spokojniejszy, mniej podekscytowany, grzeczny. Nikt nie denerwuje Agaty swoją obecnością. Jest czas dla siebie, na książkę wieczorem.

Kiedy zamknięto granice Jacek był akurat w Polsce. Od ponad dwóch miesięcy pracuje więc zdalnie z Warszawy. Od ponad dwóch miesięcy, jak nigdy przedtem jest dzień w dzień z żoną i synem. I kompletnie nie potrafi się w tym odnaleźć.

Pandemia pokazała Agacie i Jackowi prawdę o ich związku. Tej relacji nie ma, bo nie miała szansy zaistnieć, rozwijać się. Życie na odległość, wyłączenie Jacka z prawdziwych, rodzinnych problemów, jego brak uczestnictwa w codziennym wychowywaniu syna sprawiło, że nie byli ze sobą w kluczowych momentach, nie widzieli jak się zmieniają, dojrzewają. Nie przeszli tego wszystkiego jako para. On nadal kocha dziewczynę sprzed lat, ale nie rozumie kobiety, z którą mieszka pod jednym dachem.

A ona? Czeka z utęsknieniem na moment, kiedy Jacek wróci „do siebie”. Czy rozmawiają? Tak, ale o tym tylko jak zorganizować dzień, by nie wchodzić sobie za bardzo w paradę. Nie denerwować żony tymi źle odłożonymi kubkami w kuchennej szafce i swoimi kosmetykami w łazience.

Kłócą się, coraz częściej. Bo on chce wychować syna inaczej, ale nie wie jak na nowo nawiązać z nim kontakt. Bo ona ma swoje nawyki i uważa męża za gościa w swoim domu. Bo oboje nie wiedzą jak ze sobą rozmawiać, o czym powinni sobie mówić, a o czym nie. Nauczyli się żyć w relacji, która nie wymaga zaangażowania.

Co będzie dalej? Przecież kiedyś oboje się zestarzeją, przejdą na emeryturę i będą na tę swoją obecność skazani. Czy zostaną by trwać przy sobie, coraz bardziej się wzajemnie denerwując, coraz mniej rozumiejąc? Czy starczy im cierpliwości i miłości, by poznać się na nowo? Zbudować tę relację od początku? Czy rozejdą się w różnych kierunkach, starając się zniszczyć jak najmniej z tego, co ich kiedyś połączyło…?

Dbajmy o nasze związki, rozmawiajmy ze sobą. Pozwólmy sobie razem przeżywać te kluczowe momenty, które tworzą nas jako parę. Czas mija szybciej niż nam się wydaje i pewne emocje, uczucia oraz momenty już nie wrócą.


Koronawirus Psychologia

Miłość w czasach zarazy. Czy będzie dla nas wielką próbą?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
19 marca 2020
Fot. iStock /AntonioGuillem

Siła wyższa, mus, coś na co nie mamy wpływu. Rozprzestrzeniający się w szalonym tempie wirus spowodował zamknięcie granic. Jeśli jesteście w związku na odległość, nie zobaczycie się prędko. Nie możecie umówić kolejnego spotkania, bo nie wiadomo jak szybko to będzie możliwe. Chyba najbardziej boli właśnie ta niewiadoma. Trzyma was przecież właśnie ta myśl, że gdy to wszystko minie, będzie pięknie. Tylko kiedy?

Jak działa na nas świadomość, że ukochaną osobę zobaczymy za długie kilka tygodni, a może nawet miesięcy? Oczywiście, frustrująco. Pojawiają się myśli, które nie pomagają nam przetrwać tych trudnych momentów. A co, jeśli któreś z nas zachoruje? A co, jeśli okaże się, że się od siebie przez ten czas za bardzo oddalimy? Niby jesteśmy silni, bo przecież mamy to „przećwiczone”. Wyjazdy i powroty, powitania i pożegnania. Łzy, na lotnisku, w drzwiach, na dworcu. Powinniśmy rozumieć, umieć sobie poradzić z tym jeszcze jednym, tylko nieco dłuższym „rozstaniem”. A jednak, jest ciężko. To dla nas kolejna próba. Czy i tym razem ją przetrwamy?

Miłość jest egoistyczna i niełatwo przychodzi jej rozumienie, że musimy zrezygnować z chwil szczęścia „tu i teraz” na rzecz abstrakcyjnego „ dobra ogółu”. Związki na odległość i tak są już pełne wyrzeczeń, czekania, tęsknoty wpisanej w ten scenariusz przez nas samych. Jednak do tej pory pisaliśmy go sami, dziś mamy na wszystko o wiele mniejszy wpływ.

Rozmawiasz ze znajomą, która pracuje w domu. Jej mąż jest teraz również obok, mają siebie blisko, cały czas. Słuchasz, jak ją denerwuje jego ciągła obecność. Jak on beznadziejnie przyrządził tego kurczaka i jak głośno oddycha. A ty myślisz, że ona ma szczęście, że może się na tego męża teraz  tak denerwować. I że dałabyś wszystko, żeby twój facet był teraz obok i przyrządzał najgorszego kurczaka na świecie. Niech nawet chrapie.

Teraz patrzysz na jego twarz na ekranie komputera. Starasz się nie myśleć o tym, że nie dotkniesz jej w najbliższy weekend. W nocy zakładasz jego T-shirt i kładziesz się po „jego” stronie łóżka. Choć przez chwilę masz wrażenie, że jest bliżej. Zasypiasz czując, że tęsknisz inaczej niż zwykle. I boisz się, że go już nie zobaczysz. To takie dziwne uczucie jednakowej wyjątkowości i obawy o waszą przyszłość. Choć wszyscy wokół mówią: „nie dajmy się zwariować”, ty wiesz, że oni nie rozumieją. Ty już trochę wariujesz.

Przyszedł moment, w którym wylądowaliśmy na swojej własnej pustyni, jak Mały Książę z opowiadania Saint-Exupery’ego. Wczoraj widziałam  w telewizji reportaż o matkach rodzących dzieci w samotności, bez wsparcia partnera – takie przpeisy. Wydarzenie, do którego przygotowały się wspólnie z partnerami, może najtrudniejsze w ich dotychczasowym życiu, będą musiały przetrwać w osamotnieniu. Nie zapisze się ono w ich wspólnej pamięci. Czuję ich ból, choć dla większości z was będzie to niezrozumiałe.

Jakie to przewrotne. Żyliśmy w czasach, w których wystarczy dotknąć jednego klawisza, by móc połączyć się z ukochaną osobą. Do tej pory to nam wystarczało. Tak szczelnie zamknęliśmy się w swoich wirtualnych światach, że przestaliśmy doceniać fizyczną obecność naszych bliskich, ukochanych. Dotknięcie ręki, ciepło oddechu ukochanego. Dziś wracamy do punktu wyjścia. Za jeden dotyk oddalibyśmy wszystko.

Niech to się już skończy.

Dla J.