Psychologia Samorozwój

Nie miej ochoty, odpuść i pamiętaj, że jeśli gdzieś jesteś, to gdzie indziej ciebie nie ma!

Z życia kobiety
Z życia kobiety
4 stycznia 2021
Fot. istock/1001Love
 

Pomyślałam sobie, że za stara jestem na robienie noworocznych postanowień. Nie, nie za stara w sensie wieku, bo mam wrażenie, że upływający czas działa tylko na moją korzyść. Za stara w sensie zdobytych doświadczeń, dojrzałości i też – nie ma co się korygować – jakieś życiowej mądrości, która ci mówi: serio, chcesz coś sobie założyć, postawić sobie cele i oczekiwania?

Myślę sobie o tych wszystkich planach, o mocnych postanowieniach poprawy. Czyli nie będę już objadać się wieczorami, odstawię colę, będę biegać z trzy razy w tygodniu. Tylko czy o to w życiu mi chodzi, żeby być coraz lepszą w kontekście tego, jak widzą cię inni, czy może jednak o to, żeby czuć się dobrze sama ze sobą.

Może jednak warto skupić się na tym, czego przez ostatnie 12 miesięcy się nauczyłam, gdzie byłam, czego spróbowałam.

Mój rachunek sumienia zawiera się w trzech aspektach.

Po pierwsze dotarło do mnie z całą mocą, że jeśli gdzieś jesteś, to gdzie indziej ciebie nie ma. Powiedziała mi to pewnego jesiennego wieczoru przyjaciółka. Zasiała ziarno, tak mam, że jedno zdanie potrafi we mnie zagościć na długo i dojrzewać. Rozmawiałyśmy w kontekście szukania miłości, związku, energii i zaangażowania, które dajemy czemuś, co być może (i często o tym wiemy, choć ciężko nam się zmierzyć z tą wiedzą) nie ma żadnej przyszłości, nie uczyni nas lepszymi. Jest po prostu kolejnym doświadczeniem, z którego warto wziąć co dobre dla nas i pójść dalej swoją drogą.

Odchodzenie, zmiany nigdy nie są łatwe, ale jeśli spojrzymy na nie przez pryzmat tego, że to kolejna lekcja, dzięki której się wzbogacimy, która uświadamia nam nasze potrzeby i pozwala dzięki temu nadal poszukiwać, jest zdecydowanie łatwiej. Zawsze, ale to zawsze, gdy zamykamy jedne drzwi, otwierają się kolejne. Jedynym pewnikiem w naszym życiu jest to, że wszystko płynie, przemija, zmienia się. Dlaczego nie mielibyśmy popłynąć z tym nurtem, zamiast kurczowo trzymać się tego co tu i teraz ze względu na strach. Naprawdę w życiu chodzi nam o to, żeby się bać spróbować tego, co nowe, co nieznane?

Po drugie wraz z odejściem tamtego roku wpisałam sobie w mój słownik hasło: nie mam ochoty. Przyszło, gdy obarczona wyrzutami sumienia i myśląc o tym jak jestem beznadziejna, bo nie chce mi się wstawić prania, powiedziałam głośno: bo nie mam ochoty. Nie jestem w stanie opisać ulgi, jaką wtedy poczułam. Może ktoś z was, kto mówi sobie, że nie robi czegoś, bo nie ma na to ochoty, zrozumie. A jeśli nie próbowaliście – zachęcam. Czeka na was stos naczyń, prasowanie, umycie podłogi – zaczynam od tych zwykłych drobnych codziennych zajęć, którymi nierzadko czujemy się obarczone. Bo mama nas wychowała, że okna muszą być czyste, że każdego dnia powinien być przez nas zrobiony obiad na stole, a wynajęcie pani do sprzątani jest wyrazem lenistwa, egoizmu i głupotą w wydawaniu pieniędzy. Czasami nie jesteśmy świadomi jak często naszymi zachowaniami  kierują wkodowane w nas przekonania, którym możemy powiedzieć: stop, nie mam ochoty, zrobię to jutro, za pięć godzin, a może poproszę kogoś o pomoc, bo mam inne rzeczy na głowie.

Owo “nie mam ochoty” wręcz niezauważalnie zacznie się przenosić w inne obszary naszego życia. Kiedy zaczynamy stawiać granice, nie pozwalać na to, byśmy byli używani przez innych, by ktoś naszym kosztem dbał o swój dobrostan. “Nie mam ochoty” to nie egoizm, tumiwisizm, to nazwanie tego, czego ja teraz i tutaj chcę, czego potrzebuję. Nie mam zamiaru z tego rezygnować w kolejnych latach mojego życia.

I w końcu po trzecie coś, co nie przychodziło do mnie, ale czego nie potrafiłam wcielić w swoje życie. Niby wiem, że nie na wszystko mamy wpływ, że nie każdy plan uda się zrealizować, że po drodze może dojść tak wiele czynników, które przestawią twoje tory na zupełnie inną stronę. Dlatego tak ważne jest, aby nauczyć się odpuszczać. Słucham swoich emocji i tego, co mi gdzieś w środku gra. Kiedy odczuwam niepokój, szukam jego źródła, a nie próbuje zagłuszyć kolejnymi projektami do zrealizowania, nadaktywnością i emocjonalnością, której później żałuję, bo efekty zazwyczaj są opłakane.

Wiem już, że to na co nie mamy wpływu, nie jest nasze, więc nie warto temu dawać swój czas i uwagę, tylko skierować energię na to, na co wpływ mamy. W jednej z trudnych dla mnie sytuacji przyjaciółka powiedziała: uspokój się, pomyśl na czym ci zależy, jakie są twoje potrzeby, czego chcesz i dopiero wtedy działaj. Nie było łatwo, bo w moim przypadku emocje zazwyczaj biorą górę. Ale udało się, posłuchałam jej i okazało się, że było warto. Ponownie dotarło do mnie z całą mocą, że ja i to co moje jest ważne, a cała reszta, która toczy się wokół, niech się dzieje. Mam wpływ na swoje emocje, na własne wybory i decyzje, jeśli nie są one z kimś kompatybilne, to znaczy, że trzeba to odpuścić, poszukać innego wentyla. Dać upust temu, co nam w duszy gra i podążać za tym, choć droga na początku wydaje się być usłana wielkimi górami, pod które toczymy nasze kanciaste głazy.

Ale – często powtarzam kiedyś zasłyszane słowa: na końcu zawsze jest dobrze, a jak nie jest, to znaczy, że to jeszcze nie koniec. I tego mam zamiar się trzymać.


Psychologia Samorozwój

Nie traćcie zdrowego rozsądku odchodząc

Z życia kobiety
Z życia kobiety
4 stycznia 2021
Fot. iStock/yulkapopkova
 

“Nic od niego nie chcę” – dziewięć na dziesięć kobiet to mówi, nieważne czy one odchodzą, czy on je zostawia. Przychodzi rozwód, a my jak te durne zarzekamy się, że same sobie w życiu poradzimy, że jeszcze mu pokażemy, że on do niczego nie jest nam potrzebny.

Ileż to rozmów przeprowadziłam z kobietami, które rozwiodły się kilka lat wcześniej. Najczęściej zostawiały mu wszystko, pralkę, lodówkę, żelazko, wszystko to, czego dobrali się wspólnie latami. Jakby koniec związku był ostatecznością, kreską, granicą, za którą nie chce się wracać po nic.

Po latach przyznają, że były głupie. Zwyczajnie dały ponieść się emocjom, urażonej dumie. Ba, nawet jeśli on proponował pomoc, odwracały się na pięcie powtarzając te swoje: “niczego od ciebie nie chcę”. I jasne, na poziomie emocjonalnym każdy jest w stanie to zrozumieć. Znam kobiety, które uciekały od przemocowców, od kłamców, od zdradzających. Chciały jak najszybciej zapomnieć o tym, co je spotkało, nie wracać do tego, mieć w końcu święty spokój. Bo ten święty spokój na wtedy był dla nich najważniejszy, dla nich, dla ich dzieci.

A może warto wyciągnąć wnioski z lekcji innych i zamiast unosić się honorem, dumą, pomyśleć o sobie i odchodząc nie tracić zdrowego rozsądku.

Co moje to i twoje

Najczęściej zaczynaliście od zera wspólnie. Była lodówka, pralka, pierwszy samochód, kredyt na mieszkanie. Cieszyliście się jak dzieciaki z osiągania wspólnie niezależności finansowej. Nieważne, kto więcej pracował, kto więcej zarabiał. Wszystko było wasze, nie moje ani jego. Nie osobno.

Dlatego nie przekreślaj tego wszystkiego odchodząc. Nie oddawaj mu mikrofalówki, odkurzacza i też nie zostawiaj mu wszystkiego, bo przecież ty dasz sobie radę.Jasne, że dasz, wiesz o tym najlepiej i nikomu innemu, jak tylko sobie, kolejne lata będziesz to udowadniać. Ale to nie znaczy, że teraz ty masz znowu zaczynać od zera, spłacać wspólny kredyt, dorabiać się każdej najmniejszej rzeczy. Rozsądek, nie emocje – pamiętaj. Odchodząc nie możesz zostać z pustymi rękami, rozpoczęcie nowego rozdziału w twoim życiu nie może oznaczać, że wszystko musi być nowe. Przeszłość boli, rozdrapuje rany, ale czy nie będzie bardziej cię boleć za jakiś czas poczucie cholernej  niesprawiedliwości, bo on uwił sobie gniazdko na tym, co było wasze, a co w jego nowym życiu kompletnie mu nie przeszkadzało?

Policz, przekalkuluj. A niech nazwie cię wyrachowaną, dla której liczą się tylko pieniądze. To są jego myśli o tobie, a nie prawda o tym, kim jesteś i o co walczysz. Zapamiętaj to.

Poczucie winy

Zostałyśmy niestety wychowane w duchu, że kobieta jednak głosu nie ma. Że powinna być grzeczna, pokorna, nie chcieć za dużo, a jak już czegoś chce, to w samotności niech o to walczy. Te przekonania zostały w nas bardzo mocno zakorzenione i wydaje nam się, że przy rozwodzie nie wypada nam domagać się tego, co jest też nasze.

Skończmy z tym, jak mówi Asia Keszka: grzeczna to już byłam, teraz rozpycham się łokciami w moim własnym życiu chcąc by było jak najlepsze dla mnie. Nie miej poczucia winy, nie myśl, że nie wypada, nie słuchaj głosów, że on to drań i niech spada. Łatwo mówić komuś z zewnątrz, kto za chwilę nie będzie musiał myśleć, jak ułożyć sobie nowe życie.

Jeśli był przemocowcem, jeśli cię skrzywdził, walcz o orzeczenie o winie. Jasne, to boli, to nie jest łatwe, często sprawia, że czujemy się upokorzone, ale na końcu odniesiesz zwycięstwo. Będziesz wiedzieć, że postąpiłaś słusznie, że wygrałaś, choć łatwo nie było. Że nie dałaś na końcu jeszcze się skopać, jak bezbronne zwierzę.Niech ta walka da ci siłę i wiarę w to, że jesteś jeszcze wiele warta, że możesz spojrzeć w lustro i powiedzieć: hej, lubię cię, jesteś silna, mogę ci ufać, bo zawsze zadbasz o siebie.

Dzieci

Abstrahuję zupełnie od sytuacji, kiedy w trakcie rozwodu dzieci stają się dla rodziców kartą przetargową. Mówię o tej, kiedy macie ustalone kontakty, a ty drżysz ze strachu, jak to będzie. Boisz się, że może jednak dzieci będą wolały być u ojca. Po pierwsze pamiętaj, że to są twoje lęki, które dzieci odczuwają. To, że on nie okazał się idealnym mężem, nie odbiera mu prawa do bycia dobrym ojcem. Też potrzebuje szansy, tak ważne jest, by to zrozumieć i odciąć to od negatywnych emocji, do których każdy ma prawo, ale one nie mogą być jedynym determinantem naszego działania.

Pamiętam, jak znajoma opowiadała mi, że przez pierwsze weekendy i popołudnia, kiedy jej dzieci szły do ojca, płakała. Nie wiedziała zupełnie, co ze sobą zrobić. Aż pewnego razu umówiła się do kosmetyczki, później do fryzjera, kupiła swoje ulubione książki i zaczęła doceniać czas, kiedy była sama, kiedy nikt nic od niej nie chciał. Dzieci wracały do uśmiechniętej i wypoczętej mamy. Nie ma nic złego w skupieniu się na sobie.

Prawo do szczęścia 

Jedyne do czego masz prawo po rozwodzie to do wyboru, czy chcesz osiąść w roli męczennicy i ofiary, czy nie. To, że podwiniesz rękawy i będziesz pruć do przodu nie ulega wątpliwości, ale rozejrzyj się, czy idziesz w dobrym kierunku. Czy chcesz udowodnić światu, czy sobie, że masz dobre życie. Czy to ty będziesz pisać kolejny rozdział swojego własnego scenariusza, czy pozwolisz, by to inni bezwiednie pociągali za jego sznurki. Pewne jest to, że masz prawo do szczęścia, do polubienia siebie i tego, jak zarządzasz swoimi emocjami, szczęściem, potrzebami.

Zawsze, jak zamykasz jedne drzwi, otwierają się kolejne, trzeba tylko złapać za tę klamkę, żeby nie zostać w pomieszczeniu, które stłamsi twoją siłę, piękno i mądrość.


Psychologia Samorozwój

Tinderowy świat nie tylko w czasach zarazy, czyli kogo możesz spotkać po drugiej stronie

Z życia kobiety
Z życia kobiety
3 grudnia 2020
Fot. iStock / gremlin

Tinder jest dla mnie fantastycznym miejscem do obserwacji mężczyzn. To niezgłębione możliwości prowadzenia badań socjologicznych, sprawdzania, czego dziś pragną mężczyźni, choć od nich często można się dowiedzieć, czego dziś chcą kobiety. Kocham to miejsce, choć niekoniecznie wszystkich facetów, którzy się tam pokazują.

 

I choć tematu nie da się wyczerpać krótką charakterystyką typów facetów, którzy się tam pojawiają, to czemu o taką by się nie pokusić. Uwaga – nie chodzi o ocenianie, bo i po co, każdy wie, czego szuka i czego chce, jesteśmy dorośli. Krótki i bardzo subiektywny przegląd. 

 

Dyskretny

 

“Szukam dyskretnej relacji”, “Dyskrecja, namiętność, dobra zabawa”. Od razu wiadomo – czyjś mąż. Niektórym trudno się do tego zwyczajnie i wprost przyznać, więc kobiety, zwłaszcza te, które dopiero poznają tajniki Tindera, mogą się nabrać na tajemniczość takiego wpisu. 

 

Od razu rozwiewam wątpliwości, pod panem dyskretnym, który najczęściej wrzuca jako zdjęcia te ściągnięte z sieci (o tak, nie zawsze ta pokazana część przystojnego pana należy rzeczywiście do właściciela profilu). 

 

I nie chodzi im, jak niektórzy żonaci panowie deklarują, o romans, o to, żeby za kimś zatęsknić, o oderwaniu się od codzienności. Nie, dyskretnym chodzi o seks bez absolutnie żadnych zobowiązań. Chcesz w to wejść – proszę bardzo. 

 

Miłości nie szuka

 

Są tacy, którzy zaznaczają, że swoje już w życiu przeżyli, swoje wiedzą, więc miłości nie szukają, związku też nie, bywa, że żony również nie chcą znaleźć (bo jak się okazuje zamiast być dyskretnymi, tym wytrychem komunikują, że są czyimiś mężami).

 

Po co więc są na Tinderze? Nie pozbawiają nikogo złudzeń, chodzi o FWB (ach te trzyliterowe skróty), czyli idziemy razem do łóżka, jak będzie fajnie, to odezwę się, jak znowu będę miał ochotę na seks. 

 

Z góry określają granice relacji – bez związku, bez miłości, czytaj: bez zaangażowania się z ich strony, choć tego zaangażowania nierzadko wymagają od kobiet, bo oni tak mogą, ale kobiety już niekoniecznie. 

 

Bez byłej żony i dzieci

 

Leszek lat 41, Jan lat 38, Robert lat 45. Można by pomyśleć: rety chłopie, gdzie ty się chowałeś przez tyle dekad? W tym w wieku to raczej liczy się na kogoś z odzysku, a nie człowieka bez przeszłości i zobowiązań. Hm… chcesz zaryzkować – można spróbować.Jednak od koleżanek wiem, że ten typ, to najczęściej Piotruś Pan, wieczny chłopiec, który nigdy do niczego się nie zobowiązał, za nikogo nie wziął odpowiedzialności i jeszcze się tym szczyci. Można spróbować… tylko, żeby nie było, że nie przestrzegałam. 

 

Wpadł przejazdem

 

Że też ja jeszcze o tym wprost nie napisałam. Na Tinderze najwięcej jest żonatych mężczyzn. Także tych, którzy wpadli przejazdem do miasta, w którym mieszkasz i szybko lokalizacja was zmeczowała.

 

Nie masz ochoty na samotny wieczór? Zawsze z tej opcji można skorzystać, tylko nie licz na coś więcej, bo w dom najczęściej czeka żona, a jeśli nie, to on jest samotnym wilkiem, albo tfu – żeglarzem, który w każdym mieście kogoś znajdzie. 

 

Psychole

 

Dla tych czas pandemii to idealne żniwo – kawa w aucie, spacer w lesie. To jest  niebezpieczna grupa, bardzo pojemna i bywa, że trudno rozpoznawalna. Znam kilka przykładów – zaczyna się miło, on jest uroczy, elokwentny, ba nawet czarujący. Kiedy jednak ty należysz do tych ostrożnych, zaczynasz wzbudzać jego agresję, robi się coraz bardziej natarczywy, zaczyna najpierw niby żartować, a później już jawnie cię obrażać. Moja rada – zgłoś typa, niech go zbanują i natychmiast usuń parę. 

 

To jedni, są tacy z ukrywanymi chorobami psychicznymi, schizofrenicy, którzy odstawili leki, dwubiegunowi, którzy popadają w jakieś skrajne emocje, a my nie bardzo rozumiemy, o co im chodzi. Mitomani, którzy wirtualnie tworzą swoje życie, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Internet jak papier, wszystko przyjmie. Nim zdecydujecie się z takim pójść na spacer do lasu, odczekajcie kilka dni, zawsze możecie być na kwarantannie, nim wyczujecie, z kim macie do czynienia. 

 

Wędkarze

 

Moja ulubiona kategoria. Pan z wędką, pan z rybą. Kiedyś spytałam kolegi, o co może chodzić z tymi rybami, odpowiedział, że może to taki podkorowy przekaz, że mężczyzna w kryzysie zwierzynę do domu ci przyniesie. 

 

Z drugiej strony, mają chłopaki pasje i super. Może znajdą chętną, która z nimi nad ranem łódką wypłynie i dotrzyma towarzystwa, albo taką wyrozumiałą, co to na ryby wypuści bez żalu, że jej do kina nie zabrał (zresztą, przecież kina zamknięte). 

 

Zdjęciowi narcyzi

 

Znajoma powiedziała, że panom ze zdjęciami swojej osoby w różnych ujęciach – w windzie, w wannie, pod prysznicem, w lustrze toalety (błagamy, zamykajcie klapy), dziękuję zwłaszcza, gdy opisu na profilu brak. “Oni są jak te kobiety, których twierdzą, że nie chcą spotkać, ładnie wyglądają i… ładnie wyglądają. Nic więcej tam nie ma”. 

 

Mówiła, że z ciekawości klikała, bo być może znalazłby się jakiś chlubny wyjątek potwierdzający regułę. Cóż, nie trafiła. Ale kto wie, może gdzieś za tymi zdjęciami pięknych “zewnętrz”, kryje się jakie piękne wnętrze. Można próbować właściwie do skutku. 

 

Nie rozumiejący opisów

 

Nie dość, że nie rozumieją cudzych opisów, to w swoich popełniają błąd na błędzie. Jasne, że nie każdy musi być orłem ortografii, ale na miłość boską, można sprawdzić poprawność tego, co się pisze. 

 

Ale opis z błędami jedno, a brak zrozumienia drugie. Koleżanka pisze, że żonatym wstęp wzbroniony, co drugi ją lajkujący ma żonę. Inna, żeby miał chociaż 180 cm, niektórzy uważają, że 178, to już ponad 180 cm. Przykładów można by mnożyć. Choć wiem, że w drugą stronę to też działa… nie raz słyszałam, że kobiety, to jednak tylko po zdjęciach, a to podobno mężczyźni są wzrokowcami. 

 

Zaskoczenie

 

Ale bywają tacy, którzy nie mieszczą się w żadne ramy. Znajoma opowiadała, że dzięki Tinderowi poznała świetnych facetów, z którymi się zakumplowała, do dziś mają kontakt, czasami rozmawiają, choć nigdy drugiego spotkania nie nazwali już randką. Nie pyknęło. 

 

I chodzi  tu o różnych panów – i tych żonatych, którzy zwyczajnie lubią pogadać, a gdy się im postawi granice, to okazuje się, że pod fasadą “dyskretnego” jest fajny gość, z którym wcale nie trzeba mieć dyskretnej relacji, żeby porozmawiać. I tych z rybami, którzy są zabawni. I takich, co właściwie nie wiedzą, czego chcą i po co na Tinderze się znaleźli, ale jak już znajdą pokrewną duszę, to z tego spotkania obie strony korzystają, niekoniecznie seksualnie. 

 

Gdy pytam o to, jak jest po drugiej stronie Tindera, czyli po tej patrzącej męskim okiem, kategorie padają podobne (może za wyjątkiem wędkarzy). Kiedyś znajomy powiedział: można szybko, można romansować, można spotkać przyjaciela. Wystarczy skorzystać i wiedzieć, czego się szuka i gdzie postawić swoje granice.