Pomoc Psychologia

Małgorzata Ohme i Aleksandra Potykanowicz: Dziś jesteśmy zmęczeni współodczuwaniem. Musimy więc zadbać o siebie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
15 marca 2022
 

Masz wyrzuty sumienia, że kiedy ty pijesz rano kawę, ukraińskie kobiety budzą się w schronach. Odprowadzasz dzieci do szkoły, a potem biegniesz do pracy i zastanawiasz się, dlaczego twoja przyjaciółka potrafi to wszystko rzucić i w weekend pracować na wolontariacie… A jeszcze inna spakowała już całej rodzinie plecaki na wypadek, gdyby wojna „przyszła” do Polski. Mąż twojej szefowej już dawno wymienił oszczędności na euro. Jak sobie radzić w sytuacji, by nie zwariować, gdy dopada nas poczucie winy i nie możemy poradzić sobie z nieustającą oceną samej siebie?


Małgorzata Ohme przeprowadziła na ten temat wywiad z Aleksandrą Potykanowicz, również psycholożką, dla #OnetwDomu. Zgodnie stwierdziły, że presja i ocena nas, tak naprawdę bardzo osłabia. Natomiast, by pomagać innym, musimy najpierw zadbać o siebie.

Wiele osób ma teraz poczucie winy i wyrzuty sumienia. – Cały czas pojawiają się w nas nowe trudne uczucia, bo to jest proces. Teraz dużo słyszę od ludzi o wyrzutach sumienia. Padają pytania: czy ja aby na pewno wystarczająco pomagam – mówi Małgorzata Ohme. – Patrzę na nich i wiem, że mają dwoje dzieci i często nawet im samym nie starcza do pierwszego. A jednak mają takie poczucie, że za mało robią. Coraz częściej też porównujemy się nie tylko na temat pomocy, ale też: jak to wszystko przeżywamy, ile płaczemy i czy jesteśmy przygotowani na ewentualność wojny.

1. Nie ma złych emocji

Na początek warto sobie zdać sprawę z tego, że wszystkie emocje, które teraz przeżywamy, są czymś zupełnie naturalnym. One są po prostu naszą reakcją na coś niezwykle trudnego, nieznanego nam dotąd. Chcemy zareagować pomocą i szczodrością, ale nie każdy z nas ma gotowość i zasoby, żeby to zrobić. To naturalne, że mając pracę i trójkę lub dwójkę dzieci, albo będąc samotną mamą, brakuje ci czasu na wolontariat. Ale to nie znaczy, że nie pomagasz.

2. Pomaganie to nie tylko danie noclegu i jechanie na granicę

– Pomaganiem może być to, że łączysz ludzi. Jeden czegoś potrzebuje, a drugi to akurat ma. Pomaganie to też wsparcie słowem tych współpracowników, których ta sytuacja bardziej dotyka. Nie musisz wpłacać pieniędzy na zbiorki, jeśli ich nie masz. Pomoc to dzielenie się swoimi zasobami. Jeżeli jesteś np. nauczycielką, możesz znaleźć miejsce, w którym odbywają się zajęcia dla dzieci z Ukrainy i wykroić godzinę na bycie z nimi. My możemy pomagać na przeróżne sposoby – wymienia Potykanowicz.

3. Współodczuwanie też wyczerpuje

Pamiętajmy, że nas ta sytuacja została w innej trudnej sytuacji związanej z dwa lata trwającą pandemią, więc nasze zasoby są już osłabione. – Jesteśmy teraz bardzo zmęczeni psychicznie, fizycznie i emocjonalnie – mówi Potykanowicz. – Współczucie innym osobom bardzo nas osłabia psychicznie, bo korzysta z naszych zasobów. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że my dziś jesteśmy zmęczeni współodczuwaniem.

4. Musimy odpoczywać

– Jeśli nie damy sobie przyzwolenia na regenerację i odpoczynek, który nie ma nic wspólnego z egoizm albo samolubnością, to długo „nie pociągniemy”. Naprawdę dbać o siebie, żeby móc w tym wszystkim funkcjonować i żeby dalej móc pomagać. Pamiętajmy, że jednak to nasze życie trwa. Każdego dnia musimy iść do pracy, wykonywać obowiązki, opiekować się dziećmi, rodziną i jeszcze pomagać. Tak naprawdę bierzemy na swoją głowę ogromnie dużo – mówi Potykanowicz.

5. Porównywanie się do innych  zazwyczaj nas osłabia

– My teraz bardzo potrzebujemy budowania wspólnot, nawet najmniejszych społeczności. Może sąsiednich? Może w rodzinie lub pracy? Dobrze nie izolować się, ale tworzyć takie grupy, które działają jako grupa wspierająca Ukraińców. Bo wtedy wśród takich ludzi dostajemy od razu na bieżąco wsparcie na nas samych – dodaje psycholożka.

6. Musimy się przygotować na długą podróż

Dziś mówi się dziś, że czeka nas nie sprint, ale maraton. Potykanowicz myśli jednak bardziej o tej sytuacji jako o długim marszu lub podróży. Mówi: – Nie damy rady pomagać bez przerw na odpoczynek i bez przerw na zregenerowanie się. Dlatego proponuje, by każdy z nas codziennie (co 24 godziny) pytał siebie:
– jak się czuję?
– czego potrzebuję?
– co może w najbliższym czasie zrobić, żeby sobie pomóc?
To może to być wyjście do lasu, pobieganie, dłuższy sen, rozmowa z przyjaciółką przez telefon. Albo odcinanie się, choć na godzinę codziennie, od wszelkich bodźców, a zwłaszcza informacji dotyczących wojny.


Pomoc Psychologia

Pięć stopni, które musisz pokonać po rozstaniu, by móc dalej żyć

Redakcja
Redakcja
15 marca 2022
fot. caracterdesign/iStock
 

Rozstanie to cios. Dla co najmniej jednej strony naprawdę ogromny. Popadamy w otchłań myśli, miotamy się, chcemy rewanżu, czasem zemsty, a czasem po prostu zniknąć. Cierpimy i nie widzimy wyjścia z tej sytuacji. Tymczasem warto mieć świadomość, że nie ma sytuacji bez wyjścia. I że na każdy kryzys można się przygotować. Wiedza daje nam bezpieczeństwo i nawet jeśli w pierwszym momencie nie będziemy umieli z niej skorzystać, po czasie okaże się, że w zakamarkach pamięci znajdziemy receptę na przetrwanie. I taką właśnie receptę wam proponujemy. Jak żyć po rozstaniu?

1. Porzucenie i konfrontacja

Zastanów się, jak by to było, gdybyś nigdy nie poczuła się odrzucona? Co by było, gdyby wszyscy, których pragniesz, zawsze cię pragnęli? Pójdźmy o krok dalej: czym byłoby życie, gdybyśmy zawsze dostawali to, czego chcemy i nigdy nie doświadczali niepowodzeń? Twoje uczucia są teraz niewygodne, a nawet nie do zniesienia, ale ból, który odczuwasz, oznacza, że ​​się z nimi mierzysz. A kiedy to robisz, rośniesz i stajesz się silniejszą osobą. Wpadki są nieuniknione. Być może zaszłaś tak daleko w życiu bez niepowodzeń, ale dla większości z nas nie chodzi o to, czy, ale kiedy spotkamy się z kolejną poważną porażką. Jeśli nigdy nie doświadczyłaś odrzucenia, to oznacza, że ​​jak dotąd prowadziłaś bezpieczne życie. Kiedy pracujesz nad zakończeniem swojego związku i pokazujesz sobie, że możesz przetrwać, a nawet w rezultacie być lepsza, staniesz się silniejsza emocjonalnie. Kiedy w przyszłości pojawią się trudne momenty, będziesz bardziej odporna, ponieważ radziłaś sobie wcześniej. A kiedy miłość powróci, będziesz ją pielęgnować, troszcząc się o nią czule, wiedząc, że zasługuje na twoją pełną wdzięczność i uwagę.

Cisi zabójcy nawet najlepszych związków. Pamiętaj, tu nie chodzi o „On kontra Ona”, ale o „My kontra Ja”

2. Konfrontacja

W zależności od okoliczności rozstania mogą pojawić się żal, rozczarowanie i uczucie odrzucenia.  Być może odruchowo z nim walczysz:

„Nie zasłużyłam na takie traktowanie” ,

„To kara za to, co robiłam źle”,

„Gdyby, gdyby, gdyby…”.

Nie szukaj winnych ani zewnętrznych wytłumaczeń tego, co się między wami wydarzyło. Wydarzyło się. Pora się z tym skonfrontować. Tak, porzucił mnie, tak, nie walczył. Tak się zdarza. Można z tego wysnuć różne wnioski, ale trzeba głośno przyznać: tak stało się. Nikt z nas nie żyje w szklanej, bezpiecznej kuli. Również takich emocji doświadczamy. Nie tłum ich, bez tego po rozstaniu nie pójdziesz dalej.

Badania, cytowane przez „Psychology Today” pokazują, że ludzie, którzy postrzegają rozstanie jako informację o swojej wartości, potrzebują więcej czasu na powrót do zdrowia i nie rozwijają się, tkwią w miejscu. Aby się rozwijać, nie możesz patrzeć na zakończenie swojego związku jako na potwierdzenie swojej wartości jako istoty ludzkiej. To wpadka, trudna i bolesna. Ale potraktuj to jako sposób na dalszy rozwój określonych obszarów wzrostu, w przeciwieństwie do ostatecznego werdyktu, że nie jesteś wystarczająco dobra. Odrzucenie jest częścią ludzkiej kondycji. Dla wielu każdy związek, który się nie udaje, ma w sobie narzędzia do stworzenia następnego, dzięki czemu będzie bardziej satysfakcjonujący. Wykorzystaj to jako doświadczenie edukacyjne dla swojej przyszłości, a nie jako coś, co cię definiuje.

Czego nauczyło mnie moje małżeństwo? Ważnych rzeczy. Szkoda, że zrozumiałem je dopiero po rozwodzie

3. Nie oceniaj siebie przez pryzmat rozstania

Tak długo, jak będziesz oceniać swoją wartość przez pryzmat rozstania – będziesz cierpieć. Myśląc: „nie byłam dość dobra”, „nie zasługuję na miłość, szczęście”…  stawiasz przed sobą przeszkodę nie do pokonania. Pamiętaj, że nikt poza tobą nie definiuje tego, kim jesteś. To, że zakończył się twój związek, nie mówi niczego o tym, jakim jesteś człowiekiem, co jest dla ciebie ważne, co możesz osiągnąć ani czego pragniesz.

Rozstałaś się z jednym człowiekiem, nie z całym światem i życiem. Potraktuj takie doświadczenie, jako lekcję – a nie wyrok  (po rozstaniu).

Unikaj sztuczek sugerujących, że fizyczna metamorfoza w jakiś sposób przyniesie romantyczną błogość i szczęście – w najlepszym razie tylko zarysuje powierzchnię. Zamiast tego przyjmij emocjonalną metamorfozę. Zakończenia w związku są okazją do dalszego rozwoju osobistego: na przykład, czy chcesz lepiej rozumieć i radzić sobie ze swoimi emocjami? A może musisz podejmować większe ryzyko społeczne i rozwijać relacje z nowymi typami, które będą wyzwaniem do rozwoju? Chcesz poprawić swoje umiejętności komunikacyjne? A może chcesz zbudować swój związek z samą sobą, abyś mogła być bardziej niezależna w następnym poważnym związku.

Powiedz mi, jakie miałeś dzieciństwo, a powiem ci, jaki jesteś w związku. Niezdrowe wzorce z dzieciństwa, które odreagowujemy w miłości

4. Skup się na tym, co czujesz

Kiedy kończy się związek, to dobry moment, żeby na nowo przyjrzeć się swoim emocjom i oczekiwaniom. Nie udało się, być może dlatego, że każde z was oczekiwało od życia czegoś innego. Nazwij to. Pomyśl o tym, jak chcesz teraz kształtować swoje życie?

To najlepszy moment na to, by wreszcie pomyśleć szczerze o sobie i swojej przyszłości. Pomyśl też o tym, co cię ogranicza. Być może są w twojej duszy miejsca, nad którymi chcesz popracować, lęki, których dotychczas nie miałaś okazji pokonać. Niech rozstanie stanie się impulsem do wyjścia ze swojej strefy komfortu.

Uświadom sobie, w jaki sposób możesz angażować się w autodestrukcyjne wzorce, jeśli chodzi o związek. Zadaj sobie pytanie, w jaki sposób ograniczasz się sama w dążeniu do tego, czego chcesz? Czy były sygnały tego, że byłaś nieszczęśliwa w tym niedawnym związku, ale mimo to zaakceptowałaś to, mówiąc sobie, że to najlepsze, co możesz zrobić? Czy tolerowałaś złe traktowanie? Pomyśl bardziej o sobie i o tym, czego chcesz od życia – romantycznie, finansowo, zawodowo – pod każdym względem.

4. Zaakceptuj stan „po rozstaniu”

Żeby ruszyć dalej trzeba zaakceptować sytuację, w jakiej się znajdujesz. Trudno kreślić plan podróży, jeśli za nic na świecie nie chcesz przyznać, gdzie się znajdujesz. Nie tłumacz rozstania swoimi wadami (albo wadami partnera), nie szukaj na siłę etykiety, którą przykleisz do waszego związku. Nawet, jeśli każde z was wniosło do tego związku trudności i deficyty, które doprowadziły do jego upadku – teraz masz niepowtarzalną okazję, by świadomie wypracować w sobie zmiany i by rozwinąć na nowo skrzydła.

Nikt nie jest doskonały, żaden związek nie jest gwarantem szczęścia i spełnienia – i to chyba najważniejsza lekcja, jaką możemy wynieść. Pracować nad sobą trzeba również solo – jeśli naprawdę zależy nam na dobrym życiu (po rozstaniu).

5. Przyjmij nową tożsamość

Kiedy myślisz bardziej, zastanów się, na co być może nie zwracałeś uwagi w związku z Twoją osobowością lub zainteresowaniami, ponieważ byłeś tak pochłonięty swoim byłym partnerem. Jeśli ten związek od jakiegoś czasu stanowi wyzwanie, być może przestałeś zwracać na siebie uwagę na poziomie niuansów. Czy są rzeczy, o których myślałaś od czasu do czasu, a które chciałbyś zrobić lub nowe wyzwania, które chciałbyś podjąć, ale boisz się podjąć ryzyko? Zastanów się nad dawnymi zainteresowaniami, które dawno uśpiono, do których możesz teraz wrócić. A może zdajesz sobie sprawę, że pozwalasz swoim kontaktom społecznym odejść podczas twojego związku i tęsknisz za tą częścią swojego życia. Po rozstaniu jest czas, aby łączenie się z nowymi ludźmi stało się priorytetem. Zmuś się do podjęcia ryzyka, wyjdź ze swojej strefy komfortu i aktywnie podążaj za nowymi obszarami swojej tożsamości.

psychologytoday.com


Pomoc Psychologia

Wulwa – wiesz czym tak naprawdę jest?

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
15 marca 2022
fot. JulyProkopiv/iStock

Wulwa – słowo, który niekiedy zaskakuje i budzi konsternację. Bo choć większość o niej słyszała, to już nie każdy potrafi dokładnie powiedzieć, czym tak właściwie jest. A jak potrafi to się wstydzi i czuje się niezręcznie. Zupełnie niepotrzebnie! Dlatego by odczarować wulwę i powiązaną z nią wulwodynię – bierzemy je na tapet.

Wulwa – czym jest dokładnie?

Wulwa, jeszcze do niedawna nazywana była sromem. Obecne powoli odchodzi się od tego określenia, a jego miejsce zajmuje właśnie wulwa, czyli nic innego jak całość zewnętrznych narządów płciowych. Zaliczamy do nich: wzgórek łonowy, łechtaczkę, wargi sromowe zewnętrzne i wewnętrzne, ujście waginy i cewkę moczową. Narządy płciowe – ani ładne, ani brzydkie, po prostu normalne. Są i nie powinny być powodem do wstydu. Warto o nich rozmawiać, uświadamiać i tłumaczyć – w szczególności młodym dziewczynom. I choć tak naprawdę każda kobieta zbudowana jest w ten sam sposób, to narządy płciowe różnią się od siebie wielkością, kolorem, kształtem. Wargi sromowe mogą być ciemniejsze, jaśniejsze, symetryczne lub nie. Podobnie owłosienie – jasne, ciemne, szorstkie, miękkie, kręcone lub zupełnie proste. Żadna z nas nie jest taka sama, podobnie jak nasze narządy płciowe. Są różne, ale piękne i kobiece.

Wulwa – po prostu kobiecość

Wyraz wulwa pochodzi od łacińskiego słowa „vulva” i nawiązuje do kobiecości. Niektórym kobietom słowo srom czy wulwa nie chce przejść przez gardło. Pojawia się wstyd i skrępowanie. Ale dlaczego? Przecież to nic innego jak nazwanie narządów płciowych po imieniu. Nie przebieranie w słowach, a konkretne określenie. Nie powinny być one tematem tabu, tak jak nie jest nim pielęgnacja skóry, dłoni czy paznokci. Spróbujmy wulwę odczarować i spojrzeć na nią normalnie, tak jak na każdą inną część naszego ciała. Warto się z nią „zapoznać”, by w miarę szybko zauważyć ewentualne nieprawidłowości i oczytać sygnały, które nam wysyła.

Zobacz również: Przykazania szczęśliwych waginy i wulwy. Każda kobieta powinna znać swoje ciało!

Wulwodynia – dolegliwość związana z wulwą

Wulowodynia pochodzi od słów „wulwa” – inaczej strom i „odyne” czyli ból. Jeszcze do nie dawna sądzono, że jest zjawiskiem  pojawiającym się „tylko w głowie”. Obecnie, uważana jest za realną dolegliwość związaną z nawracającymi, przykrymi wrażeniami zmysłowymi pojawiającymi się w okolicy krocza. Ból nie jest związany z infekcjami czy fizycznym urazem narządów płciowych. Przyczyny wulwodynii do końca pozostają niejasne, jednak najczęściej uważa się, że ból jest wynikiem nieudanej penetracji, badania ginekologicznego czy bolesnej próby włożenia tamponu.

Wulwodynia – objawy

Objawy wulwodynii nie są do końca charakterystyczne, a tym samym często mylone są z infekcją intymną. Do najczęstszych symptomów, na które należy zwrócić uwagę należą:

  • Ból utrzymujący się kilka miesięcy (najczęściej minimum pół roku),
  • Silny ból pojawiający się podczas stosunku lub próby włożenia tamponu,
  • Zwiększone napięcie w obrębie mięśni dna miednicy,
  • Zaczerwienienie przedsionka pochwy.

Wulwodynia – diagnoza

Niebolesną i nieinwazyjną metodą diagnostyczną stosowaną przy wulwodynii jest wulwoskopia, polegająca na ocenie błon śluzowych sromu, powierzchni naskórka w 20 – 30 krotnym powiększeniu Podczas badania, ginekolog – za pomocą specjalistycznego sprzętu optycznego, który wyposażony jest w intensywne światło – ocenia stan pochwy i narządów wewnętrznych.

Wulwodynia – leczenie

Utrzymujący się przez kilka miesięcy ból wulwy nie powinien zostać zbagatelizowany. Jak zostało wspomniane, przyczyny wulwodynii nie zostały do końca poznane, a tym samym nie ma jednej i konkretnej metody leczenia. Korzystne działanie przynosi odpowiednio dobrana i delikatna pielęgnacja krocza. Warto wyeliminować wszystkie czynniki podrażniające strom – proszki i płyny do prania, które mogą działać drażniąco na narządy płciowe, zapachowe płyny do higieny intymnej, szampony i mydła. Wskazane jest korzystanie ze specjalistycznych i jak najbardziej naturalnych płynów do higieny intymnej. Ważne by zamiast z wanny korzystać z prysznica. Dobrym rozwiązaniem jest noszenie bawełnianej, oddychającej bielizny i luźnej, nie opinającej odzieży. Niektórzy lekarze zalecają stosowanie preparatów mających działanie znieczulające, leków przeciwdepresyjnych, które sprawdzają się w leczeniu przewlekłego bólu. Istotną rolę odgrywa również odpowiednio dobrana dieta, która powinna uwzględnić ograniczenie szczawianów.


źródło: medonet

Zobacz także

Czasami budzisz się i czujesz w sobie ogromną pustkę… Wszyscy czasem ją czujemy, nie zawsze jest zła

rozstać się

Związek „na siłę”, im bardziej się starasz, tym bardziej nie wychodzi. Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą cię ranić

Dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią odejść i zapomnieć, choć związek już się zakończył?