Niezbędnik kobiety aktywnej

5 typów rodziców na placu zabaw. Spotkasz ich uciekaj! Czyli ukryte demony dorosłych… sprawdź, którym sam jesteś

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 czerwca 2016
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones/a> / CC BY
 

Jest jak w Koszmarze z ulicy wiązów… Wiatr hulający w topolach, dziecięce wiaderko turlające się po asfalcie i ta przeraźliwie skrzypiąca furtką… Większość nas rodziców żyje w wiecznym wiosenno-letnim dysonansie poznawczym, bo:
– z jednej strony, „jak się wyszaleje na placu zabaw, to pójdzie od razu spać” (tak, nawet po 2-3 latach dalej chcemy w to wierzyć…),
– z drugiej strony, bardzo, ale to bardzo nie chcemy TAM iść. Bo TAM, są oni… inni (nie ci z Gry o Tron) inni rodzice.

Uwaga! Jeżeli czujesz ucisk w żołądku i nagłe spięcie – prawdopodobnie jesteś śmiertelnie poważny. Przed lekturą skonsultuj się z farmaceutą albo poluzuj krawat/apaszkę!

Prawdopodobnie byłeś lub jesteś jednym z nich, ja też zaliczyłam wiele z tych etapów, ich hybrydy. Nasze dorosłe życie na placu zabaw jest bardzo zmienne. Naprawdę nie ma się czego wstydzić. Kto jest bez winy, i tak dalej…

Fot. Flickr / Ryan Dickey / CC BY

Fot. Flickr / Ryan Dickey / CC BY

5 typów rodziców na placu zabaw – w krzywym zwierciadle

Brygadzista

Brygadzista (chciałoby się powiedzieć służbista) dba o zasady! Ordnung musi być. A najlepiej kask. Bo kask na głowie Brygadzisty juniora, to prawdziwy sztandar na placu zabaw. Żółty widać z daleka, więc i brygadzista może bez pośpiechu dokonać inspekcji BHP wszystkich urządzeń (przypomina to nieco obraz mężczyzny, który kopie w oponę samochodu żeby „coś” sprawdzić). I choć brygadzista nie występuje stadnie, można od czasu do czasu spotkać go za płotkiem.

Ja widziałam „go” kilkukrotnie. Nie, żeby w kaskach było coś złego – przyznam, że nie raz moje latorośle biegały w nich po drabinkach – ale przyczyna była zgoła inna. Kto nie próbował dwulatkowi zdjąć z głowy kasku, który jest teraz najważniejszy, nie wie o co chodzi. Bo dwulatek chce – i biada tym, który kasku zechcą go pozbawić (sam Dante nie zarezerwował takiego kręgu piekieł, gdzie można by pozycjonować ten wrzask). Bywa przyjechał na rowerze, został w kasku – koniec filozofii. Ale nie dla Brygadzisty, on przychodzi na plac zabawa bez kasku… „O idziesz na zjeżdżalnię” Dobrze, tylko załóż kask!”. Yyyyyyy, oooooo, aleeee? Ale po co? Patrzę i oczom nie wierzę.

Tu po raz kolejny objawia się moja naiwność, natrętna ignorancja! Zła ja, zła. Bo szybko okazuje się, że gdy Brygadzista idzie zhospitować śruby i żwirki, rodzi się pomysł, a nawet kilka. I nie ma już obciachu, że ojciec kazał, nieee – jest raj. Młodzieniec jak ten król na włościach! Bo kask można przecież przetestować (a dziad myślał, że będę w nim zjeżdżać, błagam – myśli zapewne owy 3-latek, a oczy jego zdradzają najgorsze demony). I tak histeryczna nadopiekuńczość daje moc superbohatera i nieco naukowych dylematów:
– jak wielkim kamieniem należy walić w łeb, żeby coś poczuć?
– ilu kumpli zyskam, jeśli to oni będą walić tym kamieniem?
– jak daleko leci kask, jeśli uda się go zdjąć z głowy?
– skoro kamień był złym pomysłem, czy zderzenie ze słupkiem/ścianą sprawdzi się lepiej? (analogicznie, czy kumple przyjdą chętniej?)

Niezbadane są ścieżki kilkulatka. Długość eksperymentu ściśle powiązana jest z długością inspekcji Brygadzisty.

Śpiąca królewna

Jest, a jakby jej nie było. To zazwyczaj typ rodzaju żeńskiego (choć zdarzają się i królewny z pokaźnym wąsem). Obecna ciałem, nieco nieprzytomna na duchowym odlocie (może wodzi myślami za księciem, który gdzieś tam jakoś hen daleko). Co by się nie działo, ona płynie w swoich obłokach. Generalnie nie jest w towarzystwie uwielbiana. Szczególnie, gdy jej latorośl terroryzuje podczas tego snu na jawie cały plac zabaw, nasze dzieci i nierzadko nas.

Rodzaj męski często bywa zwany „Wisielcem” – i wcale nie dlatego, żeby było groźnie, ponuro i złowieszczo. Nie zawsze trzeba się doszukiwać drugiego dna! „Wisielec”, bo po prostu mu to wisi. „To”, czyli co? Wszystko. Bo „a czy to ważne?”.

(Ja jeszcze tu nie doszłam.).

Dzielnicowy

To typ rozstawiając wszystkich po kątach. Jest zapobiegliwy, czujny. Często w terenie pracuje incognito – bardzo dobrze się maskuje, np. jako przewrażliwiona mama lub babcia. Męski dzielnicowy w terenie również ma swoją przykrywkę! Nie dajcie się zwieść – jeśli spotkacie Pana-Tatę-Co-Ja-Tu-Robię albo ojca „nie wchodź do piasku, bo się pobrudzisz”, tak naprawdę to będzie on.

Każdy dobry policjant wie bowiem doskonale ileż zasadzek czeka w takiej mini-miejskiej dżungli. Od zabójczej kałuży po śmiertelnie niebezpieczne bujaki. Nie raz czytał w swojej kartotece o ataku przez huśtawkę, godzinami spisywał zeznania ofiar drewnianych kozłów i ze łzami w oczach empatycznie łuskał te drzazgi! No po prostu święty, nie człowiek!

Bywa nazywany helikopterem (oczywiście przez złośliwych), bo wisi nad swym dziedzicem niczym Hannibal z Drużyny A w swojej Kobrze!

Zdarzyło mi się przebyć długą drogę od „o mój boże, na bank zedrze kolanko – krótkie spodenki to złoooooo”(pierwsze dziecko), po lekko zdezorientowane „ta, ta, gdzieś się walnął, nie szkodzi”(bardziej zaawansowany etap dziecka drugiego – kraj pochodzenia: piekło). Byłam dzielnicowym, przyznaję ze skruchą.

Medium

Ona połączy cię, a bardziej się ze światem niedostępnym dla zwykłych śmiertelników na placu zabaw, np. z takim Facebookiem. Ma dar i nowego iphone’a. Sprawna, szybka, wyluzowana. Medytuje nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach – nie straszny jej hałas, szarpiące nogawki małe bestie, czy piasek za tipsem.

To wyższy poziom świadomości. Medium bez względu na okoliczności, pogodę, stan zabrudzenia i ilość patyków w oku (jakimś), jest w stałym połączeniu. Daje jest to upragniony ZEN. Wydaje się być jedyną jednostka dorosłą, która nie jest wizytą na placu zabawa potwornie znudzona. Jednocześnie – chcąc nie chcą swoją nieco „śpiąco-królewską” postawą, staje się epicentrum zawistnych spojrzeń reszty. Dzieci Medium bardzo dobrze się adaptują i adoptują-przez-łopatkę, lgną do innych osobników, co może powodować zazdrość dzieci własnych (owych osobników) i karczemną awanturę.

Fot. Flickr / Donnie Ray Jones/a> / CC BY

Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY

Poltergeist w wersji hard

Zło wcielone, diabeł w ludzkiej skórze… przychodzisz i widzisz, że jest- ale i tak zawsze jest za późno. Przykleja się złośliwie jak rzep do psiego ogona albo bardzo dobry plaster (taki, który trzyma się nawet 4 dni!). Nie uciekniesz. Poltergeist bardzo chcę się zaprzyjaźnić – niestety wasze pojęcie przyjaźni, diametralnie różni się od siebie. W twojej opinii, wasza przyjaźń winna być jak te babie lato – niewidoczna i balansująca na granicy niebytu, a jego „z przytupem”. Po 3 minutach znajomości, najchętniej usiadłby ci na kolanach.

Nie wysyłaj sygnałów, daruj sobie delikatność (zresztą wprost pewnie też nie zrozumie). Porzuć swoją dumę, zgarnij juniora i … wiej!

Uwaga! Twoja przemiana jako rodzica nigdy nie jest zakończona – w zależności od ilości dzieci (własnych, cudzych, przysposobionych przez zapożyczenie łopatki), upływu czasu, amplitudy rozedrgania powieki i wielu innych czynników, w tej drodze będziesz przechodził wiele przemian. Moja droga (Mój drogi) od dziecka nr 1 do dziecka nr 2 to istna rewolucja, potem jakoś to idzie.Nie zrażaj się zanadto, świat nie jest taki zły, plac zabaw też. Każdy z nas ma w sobie coś dzielnicowego, medium czy poltergeista.

Bez względu na to, jaki typ zjawy aktualnie reprezentujesz idąc do bram pieki… yyy, to znaczy na plac zabaw, zabierz ze sobą uniwersalny zestaw przetrwania.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Uniwersalny zestaw przetrwania:

  • woda w butelce (do picia i ratowania w przypadkach wszelkich)
  • banan (o świętości, w samo-opakowaniu),
  • plasterki – najlepiej ładne. Mają prawdziwe właściwości magiczne,
  • dobry talizman dla rodzica (gazeta, landrynki, wizja bycia cudownym rodzicem),

PS: Jeśli masz niespotykany dar do przyciągania Poltergeistów, do zestawu dołącz uniwersalny plaster do cięcia – napisz na nim „Nie podchodzić” i naklej na czoło. Bycie uważanym za nieszkodliwego wariata, bywa nad wyraz sprzyjające w życiu. Niech moc będzie z tobą.

PS2:  Pamiętaj, że czasem taki drobiazg jak plaster z ulubionym bajkowym bohaterem – potrafi pokrzepić najmłodszych zdobywców. Bo zbite kolano czy zraniony palec – to dla małego człowieka naprawdę wielka sprawa.

Zestaw plastrów opatrunkowych z wizerunkiem postaci Disney’a z filmu Kraina Lodu lub z wizerunkiem postaci z filmu Gwiezdne Wojny poprawi samopoczucie każdego dziecka ;).

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z marką Viscoplast


Niezbędnik kobiety aktywnej

„Jak się nie przewróci, to się nie nauczy…” prawda czy mit? Poradnik dla rodziców

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 czerwca 2016
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY
 

Słyszeliśmy to nieraz, powtarzaliśmy sami wielokrotnie… i choć z jednej strony głęboko w to wierzymy (no bo przecież co się może stać), a z drugiej czasem na ułamek sekundy serce staje nam z powodu zdartego kolana, nie wiemy dobrze – jak oswoić swoje lęki o dziecko czy pokonać z pozoru nieszkodliwą pobłażliwość. Bo ten złoty środek, to trochę taki Złoty Graal rodzicielstwa, wszyscy o nim słyszeli (każdy coś innego), ale tak naprawdę nikt nie może się nim pochwalić ;). Jak „nie oszaleć” będąc rodzicem aktywnego dziecka? Ten trudny przepis składa się z bardzo prostych składników. Wystarczy tylko odrobina wiedzy i więcej wiary – i w siebie i w dziecko.

Poradnik dla rodziców

Wybierz, która postawa jest ci bliższa:

„Jestem zbyt przewrażliwiona. Często boję się o dziecko”

„Jak się nie przewróci, to się nauczy. Bez przesady od tego się nie umiera”

Fot. iStock / zhuzhu

Fot. iStock / zhuzhu

 

 „Jestem zbyt przewrażliwiona. Często boję się o dziecko”

Naprawdę nie przejmuj się rzucanymi pod nosem uwagami innych: „histeryczka jedna”, „w życiu się czymś takim nie przejmowałam”. Tak naprawdę większość z nas, matek (większość – nie wszystkie) przechodzi w swoim macierzyństwie etap nadmiernej troski o zdrowie i bezpieczeństwo dziecka. Nie ma w tym nic złego, problem natomiast rodzi się dopiero w momencie, w którym twój strach przezwycięża zdrowy rozsądek i z obawy przed ewentualnym urazem czy wypadkiem zaczynasz stwarzać dla dziecka bariery ochronne.

Czasem nasz lęk wygrywa w pozornie prostych sytuacjach – boimy się, że nasze dziecko zrobi sobie krzywdę zjeżdżając z górki na rowerze, więc niby zwyczajnie wprowadzamy „domowe” zasady np. „jeździmy tylko po ustalonych ścieżkach, dla bezpieczeństwa”. Jeżeli obawiasz się, że niepostrzeżenie lęk zaczyna z tobą wygrywać, odpowiedz sobie na kilka pytań – to pomoże ci naprawdę racjonalnie spojrzeć na sytuację i ocenić, czy przekraczasz tę cieniutką linię.

Najważniejsze, to mieć świadomość swoich słabości.

1. Czy zdarza ci się często spierać z partnerem o bezpieczeństwo dziecka?

Jeżeli często spieracie się, bo „on” uważa, że jesteś przewrażliwiona – postaraj się wrócić z partnerem do rozmowy, gdy opadną emocję. Poproś o czas na przemyślenie. Wysłuchaj jego racji i przedstaw swoje. Wspólnie spróbujcie przeanalizować, czy potencjalne niebezpieczeństwo jest realne.

Przykład: nie zgadzasz się, żeby dziecko zjechało rowerem/hulajnogą z górki, uważasz, że to dla niego niebezpieczne.
Kroki: 
Zastanów się dlaczego tak uważasz? Czy w twojej opinii miejsce jest niebezpieczne, czy może uważasz, że dziecko nie ma dostatecznych umiejętności?
Przeanalizuj sytuację, czy widzisz pośrednie rozwiązanie? Może sprowadzicie wspólnie rower do połowy wysokości i pozwolisz dziecku spróbować swoich sił? Gdy opanuje tę sztukę nie powinnaś mieć większych obaw przed jazdą z większego wzniesienia.
Odpowiedz sobie na pytanie czy jest inne miejsce, które będzie według ciebie bardziej bezpieczne? Jeżeli nie chcesz się nad tym zastanawiać, powinnaś bardzo racjonalnie spojrzeć na sprawę – to sygnał, że twoje obawy przejmują kontrolę.

2. Czy zdarzyło ci się odmówić dziecku zakupu jakiegoś sprzętu sportowego, próby nowej dyscypliny sportowej z  obawy przed kontuzjami?

Jeżeli nie mówimy o skokach ze spadochronem i innych sportach ekstremalnych, tylko zajęciach dla dzieci – powiedz sobie w duchu: „to, że ja nie czułabym się komfortowo, bałabym się (ba! boję) tego sportu, nie znaczy, że moje dziecko ma te same uczucia”. Dla własnego komfortu zapewnij dziecku treningi pod okiem fachowców – to oni są gwarantem bezpiecznego sportu. Nie pozwól, by strach cię zdominował. A może właśnie na gimnastyce czy basenie, twoje dziecko odkryje swoją pasję życia?

3. Czy obawiasz się o bezpieczeństwo swojego dziecka podczas zabaw na placu zabaw?

Jeżeli twoje obawy dotyczą jego samodzielności, nie chcesz zgodzić się by malec podjął próbę samodzielnego pokonania jakiejś przeszkody, wspinania się, próbowania nowych aktywności. Uważaj. Weź głęboki oddech i po prostu bądź. Place zabaw są stworzone dla dzieci, certyfikowane pod względem obecności. Twój dwulatek nie wespnie się na szczyt 2 metrowej pajęczyny, pozwól mu pokonać te pierwsze 2 szczeble. Bądź w pobliżu, nawet gdy pierwszy raz nie trzymasz go podczas wspinaczki, możesz być w pogotowiu, asekurując.

Bez względu na to, czego boisz się najbardziej i co tobą powoduje – masz do tego prawo. Jak w każdym aspekcie życia jesteśmy różni – jedni bardziej wrażliwi, inni mniej. Kluczem do sukcesu w wychowaniu dziecka jest samoświadomość. Zawsze, gdy masz wątpliwości – zapytaj sama siebie: „Czy to jest problem, czy też jest to problem tylko dla mnie? Czy nie ograniczam mojego dziecka?”, chwila na ochłonięcie z emocji bardzo często pozwala spojrzeć na dylematy z innej perspektywy.

Wróć do spisu treści: Poradnik dla rodziców

 „Jak się nie przewróci, to się nauczy. Bez przesady od tego się nie umiera”

Ależ to luzackie, lubimy się chwalić swoim „zdrowym rozsądkiem” – no bo przecież duże łatwiej pochwalić się „no bez przesady, mój dzieciak jest taki zaradny, wszędzie da sobie radę z palcem w nosie” niż mówić „a ja to mu nie pozwalam bo coś się może wydarzyć”. No w czepku urodzony – mówię ci, milion razy spadł głową na podłogę, nic mu nie ma, teraz tez mu nic nie będzie… Tylko, że zdarza się, że ten milion pierwszy raz kończy się tragicznie. I bynajmniej nie chodzi o zamknięcie się w domu na cztery spusty ze strachu przed życiem, ale o to by nie zagalopować się z tym lekkim życiem rodzica.

Skrajności nigdy nie są dobre, również w przypadku lekkie podejścia do dziecięcych urazów czy chorób. I fakt zazwyczaj „jakoś się udaję”, ale chyba mimo wszystko lepiej uzbroić się w wiedzę, niż przysłowiowo „potem sobie w brodę pluć”.

A jakie mamy na sumieniu rodzicielskie grzeszki lekceważenia?

Jest ich kilka, wyjątkowo niebezpiecznych:

Bagatelizowanie kwestii zabezpieczania domu – najczęstsze wytłumaczenie i powód wypadku „bo on/ona nigdy tego nie robi/nie dotyka/nie interesuje się tym”. Nigdy nie możemy wiedzieć czy i kiedy to się zmieni!

Lekceważenie pozornych drobnych urazów, mimo skarg dziecka – „E tam, przejdzie ci do jutra”. Stara zasada mówi, że lepiej 5 razy za dużo pozawracać głowę pani w przychodni, niż o ten jeden raz za mało. Nie lekceważcie swoich dzieci, wy widzicie doskonale, że dziecko zachowuje się inaczej. Tylko rodzic ma ten niesamowity dar wychwycenia z płaczu dziecka, że coś jest zupełnie inaczej niż zwykle. Nie trzeba  wpadać w histerię, ale zamiast machnąć rękę – lepiej czasem uważnie obserwować.

 Brak wiedzy o podstawowej pierwszej pomocy – czyli brak umiejętności udzielenia pomocy przedmedycznej.

♥ Brak znajomości sytuacji zagrażających zdrowiu i życiu dziecka, które wymagają bezwzględnej interwencji medyków (przeczytaj jak udzielać pierwszej pomocy dziecku – w jakich sytuacjach powinieneś udać się do lekarza, a w jakich wezwać pogotowie).

 I wreszcie nasz grzech ciężki – niedoleczanie infekcji lub bagatelizowanie tego konsekwencji

Dlaczego to robimy –  przecież tak samo mocno kochamy swoje dzieci?

Kochamy! Bez dwóch zdań, a takie bagatelizowanie lub lekceważenie wynika zazwyczaj z dwóch powodów:

  1. Nie mamy wiedzy na jakiś temat – stąd zagrożenie wydaje się nam odrealnione i odległe.
  2. Jest to nasz mechanizm obronny – wypieramy i oddalamy od siebie negatywne scenariusze, przecież nikt nie lubi się martwić na zapas.

Jeżeli po przeanalizowaniu kilku swoich zachowań, zastanów się czy nie warto czasem wybiec myślami dalej w przyszłość. Jednorazowe zlekceważenie problemu czy źle podjęta decyzja nie świadczą jeszcze o postawie – każdy działa czasem zbyt powierzchownie lub impulsywnie. Jeżeli jednak z ręką na sercu i przed samym sobą – widzisz, że zbyt często odrzucasz myśli o dalszych konsekwencjach pewnych zachowań – zatrzymaj się na chwilę i rozpocznij pracę nad sobą.

Wróć do spisu treści: Poradnik dla rodziców

linia 5x

Poczuj się bezpiecznie

To naturalne, że drobne wypadki i urazy się zdarzają – tak samo jak naturalny jest strach rodzica przed nim. Nie pozwól jednak, by ten okazał się paraliżujący – dla ciebie i twojego dziecka. Poznaj zasady udzielania pierwszej pomocy dzieciom – by skutecznie opanować lęk. Przezorny zawsze ubezpieczony – nie znaczy bojący się zrobić krok na przód.

Przejdź do poradnika z instrukcjami: Co powinnaś wiedzieć o udzielaniu pierwszej pomocy dzieciom. Niezbędnik rodzica

linia 5x

Bezpieczeństwo małych i dużych domowników wspiera Viscoplast!

Uzupełnij domową apteczkę i dalej podbijaj świat.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Mamo, to może ci się przydać:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zestaw plastrów opatrunkowych z wizerunkiem postaci z filmu Gwiezdne Wojny, Lucasfilm

  • barwnik bezpieczny dla skóry dziecka
  • hipoalergiczne, przepuszczalne dla pary wodnej i powietrza (pozwalają skórze oddychać)
  • miękkie dopasowujące się do ciała
  • Zestaw zawiera 10 szt. plastrów o rozmiarze 72 x 25 mm na podłożu Microporekraina lodu vicoplast

Zestaw plastrów opatrunkowych z wizerunkiem postaci Disney’a z filmu Kraina Lodu

  • barwnik bezpieczny dla skóry dziecka
  • hipoalergiczne, przepuszczalne dla pary wodnej i powietrza (pozwalają skórze oddychać)
  • miękkie dopasowujące się do ciała
  • Zestaw zawiera 10 szt. plastrów o rozmiarze 72 x 25 mm na podłożu Micropore
    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Mini-Apteczka

    Mini-Apteczka od Viscoplast zawiera 5 rodzajów plastrów. Są wśród nich zarówno produkty wodoodporne, ale także delikatne i oddychające plastry dla dzieci z kolorowym nadrukiem, opatrunki o unikalnym kształcie zapewniającym ochronę dookoła rany oraz plastry na otarcia, które dzięki miękkiej piance idealnie nadają się do opatrywania odcisków, haluksów na stopach. Dodatkowo w Mini-Apteczce znajdą się także delikatne i oddychające plastry dla skóry wrażliwej.

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

    Zestaw plastrów z opatrunkiem na różnych podłożach w różnych rozmiarach

    • idealny zestaw plastrów powszechnego, uniwersalnego użytku
    • zawiera duży wybór plastrów dostosowanych do różnej wielkości drobnych ran i skaleczeń
    • zabezpieczają przed zanieczyszczeniem i brudem
    • Zestaw zawiera 24 szt. plastrów z opatrunkiem w 3 rodzajach (Minifol, Prestopor i Prestovis Plus)

     


Wpis powstał przy współpracy z firmą Viscoplast


Niezbędnik kobiety aktywnej

„Jestem bardzo zajęta” – to jedno z największych kłamstw, jakie mówimy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 czerwca 2016
Fot. iStock / Marilyn Nieves

Jak często zdarza się wam mówić: „Nie dam rady, jestem bardzo zajęta”? Albo, że macie urwanie głowy, że zero czasu, i na nic innego poza swoją obecną „zajętością” kompletnie nie macie czasu. Ani na spotkanie z przyjaciółmi, ani na wyjście do kina, ani nawet na zadbanie o siebie?

„Bycie bardzo zajętym” to tak trochę przekleństwo naszych czasów, bo wiecznie w biegu, bo niemal zawsze spóźnieni, bo pędzący z jednego spotkania, na jakąś kolejną wizytę gdzieś tam. Jeden pęd i szał. A na myśl o poniedziałku już dostajecie skrętu kiszek, kiedy wizualizujecie sobie waszą własną „zajętość” i ilość zadań do wykonania – tych prywatnych i zawodowych.

Czy „bycie zajętym” jest prawdziwe? Ktoś się zaraz oburzy i powie: „No tak zaraz będą nam wmawiać, że to nieprawda, niech pożyje moim życiem i się przekona”. Nim jednak się oburzymy, warto sobie przypomnieć, że naszym mózgiem sterujemy na dwóch obszarach: świadomym i podświadomym.

Świadomie: dzieje się tak, gdy poprzez celowe ustalenie celów, ich wizualizacji i  afirmacji, możemy utworzyć filtr, który umożliwi naszemu mózgowi skupienie się na tym wszystkim, co przybliża nas do osiągnięcia celu.

Podświadomie: kiedy poprzez powtarzanie sobie: „nie mam czasu”, nasz mózg znajduje setki powodów na usprawiedliwienie tego naszego braku czasu. A ponieważ nasz mózg w końcu uwierzy w to, czym go karmimy, powtarzanie sobie „jestem zbyt zajęta” stanie się samospełniającą się przepowiednią.

Skomplikowane? Spróbuje przez jeden dzień wyeliminować z waszej głowy zwrot: „nie mam czasu”/ „jestem bardzo zajęta”, a zamiast niego powtarzajcie co macie najważniejszego do zrobienia w danej godzinie. Skupcie się na jednej rzeczy do wykonania, a nie na tym, że brak wam czasu na zrobienie setki innych zadań.

„Bycie zajętym” jest modne, świadczy o tym, że jesteśmy efektywni, produktywni, że jesteśmy niezbędni i potrzebni. Bo przecież „bycie zajętym”, oznacza, że ktoś od nas czegoś oczekuje, że my sami się rozwijamy, sięgamy po nowe, idziemy, a nie przepraszam – biegniemy do przodu. Tyle, że – nic bardziej błędnego. Dlaczego „jestem bardzo zajęta” – jest kłamstwem? Bo bycie zajętym nie oznacza tego wszystkiego, co nam się wydaje, że znaczy. Bycie zajętym, to nie bycie bardziej efektywnym, produktywnym. Wręcz przeciwnie. Macie spisaną lub przygotowaną w głowie liczbę zadań na dzisiaj, albo na tydzień? Zamiast wpadać w szał jej realizacji i stresować się, że nie uda się wam wszystkiego wykonać, przyjrzyjcie się jej? Naprawdę wszystko co się na niej znajduje jest ważne? Jest konieczne do wykonania?

Jaka jest różnica między „byciem bardzo zajętym” a efektywnym i produktywnym działaniem?

– zajęci ludzie mają wiele priorytetów, ludzie działający efektywnie mają kilka dużych priorytetów

– zajęci ludzie koncentrują się na działaniu, ludzie działający efektywnie przed podjęciem działań ustalają jasną ścieżkę osiągnięcia celu, choćby to miała być odpowiedź na 30 maili znajdujących się w skrzynce, ich działanie jest przemyślane

– zajęci ludzie są wielozadaniowi, ludzie produktywni skupiają się na jednym zadaniu na raz, wykonane – przechodzą do następnego

– ludzie zajęci odpowiadają na telefony od razu, ci produktywni robią tak, by wykroić część dnia na wykonanie „zaległych” telefonów (podobnie z mailami)

– ludzie zajęci mówią, że są „zbyt zajęci”, a działający efektywnie, że mają czas na to, co jest ważne.

Znacie zasadę Pareto? Mówi ona, że 20% naszych zasobów generuje 80% rezultatów naszego działania? Skupienie się na tym, co ważne, co faktycznie przynosi efekty, nierozmienianie się na drobne sprawia, może sprawić, że wkładając w to co robimy zdecydowanie mniej czasu osiągniemy lepsze efekty, szybciej uda nam się dojść do zamierzonego celu.

Zobaczcie, ile w ciągu dnia „marnujemy czasu” na naprawdę zupełnie zbędne lub kompletnie niezamierzone działania. Kiedy pracujemy, wytrąca nas z rytmu telefon od kogoś znajomego, nagle przypominamy sobie, że mieliśmy zadzwonić do szkoły naszego dziecka, albo że obiecaliśmy naszej matce, że się odezwiemy. Odrywamy się od jednej czynności, by natychmiast wykonać drugą i tak naprawdę żadnej nie poświęcamy wystarczająco dużo uwagi i czasu.

A gdyby tak posegregować sobie rzeczy na ważne w danym momencie, a te ważne (ale w tej chwili jednak odrobinę mniej) przesunąć na inną część dnia? Gdyby skupić się na tym co tu i teraz: „dobra teraz muszę usiąść i wpisać wszystkie dane w tabelkę/porozmawiać z klientem/wypełnić dokumenty/skończyć tekst, a kiedy to skończę zadzwonię do mamy/przyjaciółki/zrobię listę zakupów”.

Spróbujcie. Może przyszedł czas, aby przestać być bardzo zajętym, a zacząć działać efektywnie i dzięki czemu mieć więcej czasu wolnego dla siebie i innych.


inspirowane: lifehack.org


Zobacz także

plastry

Podstawowe wyposażenie kobiety aktywnej ruchowo. Bez tych rzeczy nie możesz się obejść!

Pierwsza pomoc na placu zabaw – czy wiesz jak jej udzielić? [QUIZ]

Co powinnaś wiedzieć o udzielaniu pierwszej pomocy dzieciom. Niezbędnik rodzica