Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

„Tolerowałam homoseksualność pod warunkiem, że mnie ona w żadnej sposób nie dotyka. Aż syn spytał: Co byście zrobili, jakbym powiedział, że jestem gejem?”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 lutego 2016
Fotomontaż: Pixabay / kaicho20 / Olichel / thetruthpreneur / Greyerbaby / langll / CC0 Public Domain
 

Idą w białych kapeluszach z tęczowymi wstążkami. Na paradzie dumnie niosą transparent: „Jestem mamą geja”, „Moja córka jest lesbijką”, „Jestem dumnym ojcem geja”. Tak mogą wspierać swoje dzieci. – Homoseksualność od zawsze istnieje. Dopiero od jakiś stu lat zaczęła być piętnowana i stygmatyzowana w naszej kulturze. Czytałam w internecie, że skoro moja córka jest lesbijką, to powinnam uważać, że jest zboczona. Są tacy, którzy wrzuciliby ją do jednego worka z pedofilami i zoofilami, którzy uważają homoseksualność za dewiację. A to moja córka, wychowana przeze mnie, która nikomu krzywdy nie robi tym, że kocha, a co z tego, że kocha inaczej niż większość?

„Mamo, bo ty nic nie rozumiesz”

linia czerwona 6px

To są zawsze różne historie. Homoseksualność dzieci jest często dla rodziców niezauważalna, mówią o swojej orientacji w różnym wieku, bo kiedy już oswoją swoją seksualność jest ona dla nich czymś zupełnie naturalnym. Tak samo intymnym jak dla osób heteroseksualnych.

Dla rodziców niemal zawsze jest szokiem. – Rozmawiałam ze starszym synem o ślubie młodszego prosząc o pomoc w odwiedzeniu go od tego pomysłu. Młodszy miał zaledwie 21 lat, co on wiedział o małżeństwie. Kiedy zaczęliśmy mówić o rodzinie, kiedy sięgnęłam do wzorców rodzinnych, do tradycji, zaczęłam mówić o mężu, żonie i dzieciach, mój syn zaczął się buntować, że nie zawsze rodzina oznacza bycie z kimś odmiennej płci. Spytałam: „To co, ty jesteś gejem?”. „Tak” – usłyszałam. Miał wtedy 23 lata. Wybiegłam do sypialni, usłyszałam jeszcze: „Mamo, żebyś tylko nie czuła się z tego powodu winna”.

Rodzic powinien być na to przygotowany, tylko który tak naprawdę jest.

– Moja córka miała 25 lat, a mnie martwiło, że jest sama. Kiedy przyszła na niedzielny obiad rozmawiałam z nią o tym, jak ważne jest mieć kogoś obok siebie, że to przyjemność mieć rodzinę. A ona zaczęła płakać. Obiad skończyłyśmy w kiepskiej atmosferze. Pomyślałam, że powinnam ją przeprosić za te naciski. Kiedy wychodziła, rzuciła mi tylko: „Mamo, bo ty nic nie rozumiesz”. I tak patrzyła na mnie i patrzyła, i wtedy padło: „Mamo, bo ja jestem lesbijką”. Szok. Kompletnie nic o homoseksualności nie wiedziałam. Ale chciałam ją przytulić i dać jej wsparcie, tak po prostu z matczynej miłości.

– Zawsze mi się wydawało, że nie jestem homofobką. Tolerowałam homoseksualność pod warunkiem, że mnie ona w żadnej sposób nie dotyka. Mając 15 lat syn spytał przy Wigilii: „Co byście zrobili, jakbym powiedział, że jestem gejem”. Zatkało mnie. Jak zza ściany usłyszałam, jak moja mama mówi do mojego syna, że nieważne kim jest, ona zawsze będzie go kochać. Miałam do siebie ogromny żal, bo te słowa powinny paść z moich ust. A ja nie byłam w stanie nic z siebie wydobyć.

Homoseksualność burzy i rujnuje twoje wyobrażenia o szczęśliwym życiu

linia pomaranczowa 6px

Rozczarowanie. Obok obawy przed niezrozumieniem i odrzuceniem to uczucie może towarzyszyć dzieciom homoseksualnym. Bo odmienna orientacja niszczy marzenia rodziców o szczęśliwym życiu swoich dzieci. A przecież szczęście to rodzina – żona, mąż, dzieci, w końcu wnuki. – W momencie, kiedy dowiadujesz się i słyszysz, że twoje dziecko jest homoseksualne, to burzy, rujnuje wizję o przyszłości twojej i twojego dziecka – mówi jeden z rodziców dodając – To jest bardzo trudne i bardzo bolesne. Każdy musi przejść swoją żałobę. Pogodzić się z utraconymi marzeniami, choćby o wnukach i ślubie swojego dziecka.

– Przepłakałam tydzień. Nie mogłam się pogodzić ze stratą swoich wyobrażeń o swoim i mojego syna życiu. Dopiero później zaczęłam czytać i szukać kontaktu z rodzicami, którzy znaleźli się w podobnej do mojej sytuacji.

– Tłumaczyłam mojej córce, żeby zaczęła się inaczej ubierać, zmieniła kolczyki, była bardziej atrakcyjną dla mężczyzn kompletnie nie zdając sobie sprawy, że moja wizja jej szczęśliwego życia była kompletnie inna od jej marzeń i potrzeb. Kiedy powiedziała, że jest lesbijką w kompletnej nieświadomości i szoku powiedziałam: „Oj, najwyżej będę mówić, że jesteś starą panną” – strasznie ją tym zraniłam.

„A ja nienawidziłam homoseksualistów”

linia żółta 6px

– Moja córka stwarzała problemy w szkole, alienowała się, nie miała przyjaciół wśród rówieśników. Chodziłam z nią do psychiatry. Nikomu – ani mnie, ani nauczycielowi, nawet psychiatrze nie powiedziała, z czym sama się borykała. A ja nienawidziłam homoseksualistów i nie raz mówiłam o tym głośno. I ona w takiej atmosferze wzrastała. Nie było we mnie za grosz tolerancji dla osób z odmienną orientacją seksualną. Ta moja nienawiść do innej orientacji powodowała, że moja córka jeszcze bardziej się zamykała. Dzisiaj myślę, że gdybym nie zachorowała na nowotwór, ona być może popełniłaby samobójstwo. Wtedy wiedziała, że potrzebuję jej wsparcia, może jej problemy zeszły na dalszy plan. Najbardziej boli, że przez wiele lat utwierdzałam ją w przekonaniu, że homoseksualność jest czymś bardzo złym.

Wyrzuty sumienia. One towarzysza rodzicom dzieci homoseksualnych. Że nie zauważyli, że byli zbyt mało uważni, że nie domyślili się i że nie wspierali swoich dzieci w najtrudniejszym dla nich okresie dorastania. – Od swojego syna w kilku krótkich zdaniach, bo więcej nie byłam w stanie udźwignąć, dowiedziałam się, że on o swojej homoseksualności wiedział już wiele lat wcześniej.  Najtrudniej było mi przyjąć informację, że to ja nawaliłam, że zamiast być wsparciem dla mojego dziecka, działałam wręcz opresyjnie w tak zwanej dobrej wierze. Te wyrzuty sumienia dopadły mnie na długie lata. Myślę, że jeszcze dzisiaj się z nimi nie uporałam. Nie było mnie, kiedy byłam Wiktorowi potrzebna. Cofnęłabym tylko jedno – ten czas, kiedy nie mogłam go wesprzeć, a wręcz potęgowałam jego wyobcowanie i strach. I nigdy nie odważę się spytać, jak on czuł się w tamtym okresie… Mogę sobie tylko wyobrazić. Jedno wiem – bał się, że zostanie przeze mnie odrzucony i będzie musiał żyć samotnie – to musiało być dla niego straszne.

– Popełniłam bardzo dużo błędów. Tekst o starej pannie, kiedy moja córka powiedziała, że jest lesbijką był kompletnie nie na miejscu. W tym całym szoku zadzwoniłam do niej i spytałam, czy nie potrzebuje pomocy psychologa, bo wydawało mi się, że skoro ona mi właśnie powiedziała, że jest lesbijką, to dopiero sama to sobie uświadomiła. My, rodzice, często tak myślimy. Podczas gdy nasze dzieci już kilka lat wcześniej oswoili w sobie tę homoseksualność. Była we mnie wielka potrzeba przeproszenia mojej córki za wszystkie słowa, którymi mogłam ją skrzywdzić w przeszłości. I to też zrobiłam.

„Jak ja to powiem ludziom?”

linia zielona 6px

Mówi się, że kiedy dzieci wychodzą z szafy, rodzice się do niej chowają. Jedną z pierwszych obaw, która przychodzi – jak ja powiem o tym innym, a co jak ktoś nie zaakceptuje mojej córki lub syna. Może lepiej siedzieć cicho? – Podczas rodzinnego spotkania moja szwagierka zaczęła bardzo źle mówić o osobach homoseksualnych, próbowałam zmienić temat. Kiedy zaczął wtórować jej  szwagier, który wiedział, że Patrycja jest lesbijką – moja córka nie wytrzymała i głośno powiedziała o swojej orientacji. Bo to jest tak: okey to sobie bądź, ale siedź cicho i broń Boże głośno o tym nie mów. Dzisiaj nie mam kontaktu ze swoją rodziną. Córka jest dla mnie najważniejsza. Nie toleruję ich hipokryzji. Za to zrozumienie i pełną akceptację otrzymałyśmy od najbliższych mojego partnera. Ja sama musiałam pokonać trudną drogę – przejścia z bieguna nienawiści dla homoseksualności do zrozumienia mojej córki i pokazania jej i sobie, że moja miłość do niej jest kompletnie bezwarunkowa.

– Gdybym głośno nie mówiła, że moja córka jest lesbijką, dzisiaj nie mogłabym się chwalić, że rysuje fantastyczne komiksy lesbijskie, że zdobywa wyróżnienia w różnych konkursach, była nawet zaproszona na wystawę do Berlina. Po pierwszym strachu „co ludzie powiedzą”, przyszła refleksja, że nie chcę udawać, że tego nie ma. Dowiedziała się rodzina, później koleżanki. I nikt nie miał z tym żadnego problemu.

– Jedno, co się zmieniło po tym jak mój syn się wyoutował – odeszłam od kościoła. Nie mogę sobie wybaczyć, że wysyłałam go na religię, na bierzmowanie mówiąc, że do ślubu mu się to przyda… A on już wtedy już wiedział, że żadnego ślubu kościelnego nigdy nie weźmie. Nie chcę być tam, gdzie mój syn nie jest akceptowany, a relacje ze znajomymi, którzy nie byli w stanie przełknąć, że jest gejem – zerwałam bardzo szybko. On jest dla mnie najważniejszy.

Każdy z rodziców powtarza, że najgorszy jest brak wiedzy. Nikt ich nigdy nie uczył o homoseksualności, nie uświadamiał, że jest ona zupełnie naturalna. Nikt ich dzieciom w szkole nie powiedział: „Jeśli jesteście homoseksualni, to nie ma w tym nic złego”. Orientacja seksualna jest jak kolor skóry – z nią się po prostu rodzimy.

– Kiedy mój syn powiedział, że jest gejem – nadal był moim ukochanym dzieckiem. Najbardziej wzruszające jest, gdy jego ojciec, który nie jest zbyt wylewnym wita się i żegna z chłopakiem mojego syna przytulając się. To jest siła pełnej akceptacji i zrozumienia.

„Idą dwa pedały”

linia niebieska 6px

Rodzic dziecka homoseksualnego nieustannie się boi. Czy  jego dziecko dozna przemocy, agresji i poniżenia. – Walczę z językiem nienawiści. Zwracam uwagę tym, którzy w taki sposób wypowiadają się homoseksualności. Pytam: „A co gdyby twoje dziecko powiedziało, że jest gejem lub lesbijką?”. To zawsze skutkuje i powoduje chwilę refleksji.

– Mój syn mieszka w Niemczech, tam sobie ułożył życie. Zobaczył, że poza naszym krajem można żyć normalnie, że nikt nie wytyka cię palcem. A gdy ktoś zaprasza cię na imprezę, to nie dziwi się, kiedy przychodzisz z partnerem tej samej płci. Komfort tego, że Wiktor jest bezpieczny, to dla mnie bardzo bardzo ważne.

– Jest we mnie strach, że mój syn zostanie skrzywdzony fizycznie. Czasami słyszy, gdy idzie ze swoim chłopakiem: „Idą dwa pedały”. Tego boję się najbardziej.

„Szukałam drugiej osoby, która jest w podobnej sytuacji”

linia fioletowa 6px

Jedna z mam odpowiada na listy, które piszą rodzice dzieci homoseksualnych. – Piszą bardzo krótko: : „Kocham mojego syna, ale nigdy w życiu nie powiem na głos, że jest gejem” albo: „Proszę o pomoc. Moja córka jest lesbijką”. Otwierają się dopiero z każdym kolejnym listem. Najtrudniejsze jest, gdy piszą geje lub lesbijki, którzy mają problem ze swoimi rodzicami. Najczęściej z matkami, z którymi mieli dobry kontakt, a po wyoutowaniu słyszą obelgi i bluzgi… Ja mogę im jedynie opowiedzieć swoją historię.

Rodzice często szukają pomocy. – Poszłam na spotkanie organizowane przez Kampanię Przeciw Homofobii i powiedziałam, że ja tu przyszłam jako rodzic, bo potrzebuję pomocy, szukam drugiej osoby, która jest w podobnej sytuacji. I ta rozmowa, wymiana doświadczeń z kimś, kto przeszedł przez to samo jest bezcenna.

Rodzice dzieci homoseksualnych prowadzą blogi, by przybliżyć innym problemy z jakimi się sami borykali i dać dostęp do solidnej wiedzy. Jedna z mam podkreśla, że w każdym większym mieście są organizacje pomagające rodzicom.  – Nie zawsze jest to Kampania Przeciw Homofobii,  w Łodzi jest na przykład Fabryka Równości, w Gdańsku Tolerado. Wiem, że we Wrocławiu powstała organizacja na kanwie KPH. Trzeba szukać, bo warto. Naprawdę. Nie jest łatwo zmierzyć się z homoseksualnością swojego dziecka samemu, my też potrzebujemy wsparcia.

linia czerwona 6px linia pomaranczowa 6px linia żółta 6px linia zielona 6pxlinia niebieska 6px linia fioletowa 6px

W Kampani Przeciw Homofobii ruszył nabór do kolejnej edycji Akademii Zaangażowanego Rodzica – cyklu bezpłatnych warsztatów skierowanych do matek i ojców osób LGB, czyli lesbijek, gejów i osób biseksualnych. Pierwsze zajęcia już w kwietniu. Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem.

Chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj na blog: rodzice lgb.

linia czerwona 6px linia pomaranczowa 6px linia żółta 6px linia zielona 6pxlinia niebieska 6px linia fioletowa 6px


Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

„Żeniąc się z tobą, musiałbym się ożenić z całym światem”. Wszystkie miłości królowej ludzkich serc

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 lutego 2016
Fot. Screen z YouTube Charlotte Hollis
 

Piękna, czuła, ciepła i, choć wiecznie otoczona tłumem, samotna. Kobieta „z krwi i kości”, o wielu słabościach i niejednej „sile”. Wrażliwa na krzywdę. Obsadzona trochę wbrew sobie w roli, w której nigdy nie czuła się sobą. Księżna, żona u boku męża, który całe życie kochał inną, kochanka, mama, przyjaciółka. Królowa ludzkich serc. Poznajcie cztery miłości lady Diany Spencer.

1. M jak Mężczyźni

Podobno „tym „pierwszym” był Karol, książę – lekkoduch i playboy. Mógł mieć każdą, wybrał ją – młodziutką, niepewną siebie i swej kobiecości arystokratkę. Prawdopodobnie myślał, że łatwo będzie nią pokierować. Jakże się pomylił! To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Karol zwrócił na nią uwagę tuż po zakończeniu romansu z jej starsza siostrą. „Powinnam była wiedzieć…”– zwierzała się Diana znajomej astrolog, Penny Thorton, tuż narodzinach drugiego syna. Choć była nowoczesna, wierzyła w siłę symboliki pewnych faktów. Na przykład takiego, że Karol oświadczając się 6 lutego 1981roku, nie przyniósł jej nawet pierścionka.

Romantycznie zapewnił, że Diana dostanie go później. Trudno się mu jednak dziwić, bo o swojej przyszłej żonie nie myślał z czułością. Jego serce zajmowała jedyna prawdziwa miłość – Camilla Parker-Bowles. Tuż przed ślubem, Diana odkryła, że podarował swojej kochance bransoletkę z wygrawerowanymi inicjałami obojga. Było już jednak za późno, by się wycofać. Choć naiwnie ufała, że sformalizowanie związku wpłynie pozytywnie na rozwój jego uczuć, dla niego był to jedynie układ, obowiązek, który musiał wypełnić dla monarchii i ojczyzny. Wiele lat później, w słynnym wywiadzie dla telewizji BBC, Diana powie łamiącym się głosem: „ W tym małżeństwie było nas troje, więc było trochę tłoczno.” Nie dostając od męża uczucia, ani zrozumienia robiła to, co aktualnie dyktowało jej serce: miłości szukała poza małżeństwem.

Rozpaczliwie próbując zaspokoić uczucie bycia kochaną, wiązała się z kolejnymi kochankami, którzy stawali się bohaterami medialnych doniesień. Oni zaś z reguły wykorzystywali jej słabość. Ochroniarz, instruktor jazdy konnej, milioner… Królowa była zdruzgotana. Kiedy pojawił się Hasnat Khan, pakistański chirurg, największa i jedyna „dobra” miłość księżnej, dla Diany wzeszło słońce. Jednak i to uczucie okazało się niemożliwe. – Żeniąc się z tobą, musiałbym się ożenić z całym światem – powiedział Dianie Khan. Nie chciał rozgłosu, błysku fleszy, ukrywania się. Chciał normalności. I może właśnie dlatego to z nim była szczęśliwa, to z nim zaznała choć namiastki prawdziwego związku.  Szczęście dawała jej możliwość przeżycia u jego boku „małych, zwykłych” chwil. Gdy wykończony wracał po pracy do domu, natychmiast zasypiał, a ona  leżała obok niego, gotowała lub składała pranie. Wychodzili razem do jego ulubionych restauracji i pubów – Diana zawsze w przebraniu. Księżna chciała ślubu, on miał zobowiązania wobec muzułmańskiej rodziny. Zerwali. Diana wdała się w romans z  Dodim Fayed, pragnąc prawdopodobnie wzbudzić zazdrość w Khanie i nakłonić go do oświadczyn. Zmarła podczas pobytu z nowym kochankiem w Paryżu, na skutek obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym, 31 sierpnia 1997 r.

2.Synowie

 

To w ich towarzystwie odreagowywała swoje lęki, depresję i frustrację. To oni dawali jej spełnienie. Macierzyństwo było dla Diany autentyczną radością. To tu miała coś do powiedzenia. Imiona William i Harry wybrała wbrew woli męża. Również wbrew jego woli przez kilka miesięcy karmiła synów piersią, podczas gdy powszechną praktyką na dworze królewskim było oddawanie dzieci nianiom i mamkom. Księżna kochała synów wielką miłością i próbowała wbrew okolicznościom dać im to, czego zabrakło jej w dzieciństwie: ciepło i miłość. Pragnęła dla nich choć odrobiny normalności, na tyle ile było to możliwe w przypadku następców tronu. Zabierała ich do zwykłych restauracji, na wakacje.  Rodzice Diany nie stanowili udanego małżeństwa. Rozwiedli się, a wówczas Diana została z ojcem, który od zawsze faworyzował jej brata, najmłodsze dziecko w rodzinie i jedynego chłopca. Relacje z księciem Karolem przypominały jej toksyczny związek rodziców. 

Gdy 15 września 1984 na świat przyszedł Harry, zrozumiała, że jej małżeństwo jest fikcją. Książę liczył na to,  że urodzi mu się córka. Wszedł do pokoju szpitalnego i z rozczarowaniem powiedział  „No cóż, to jednak chłopiec”. Nie pytając nawet, jak czuje się żona, wyszedł. – „Wtedy umarły resztki mojego uczucia do Karola” – miała powiedzieć Diana. Od tej pory skupiła się na synach jeszcze mocniej.

3. Artyści

Najsłynniejszym przyjaciółmi Diany byli Elton John i Gianni Versace. Ona sama kochała towarzystwo artystów, kolorowych ptaków, piosenkarzy i projektantów: przy nich czuła się swobodnie. Oni, w przeciwieństwie do członków rodziny królewskiej nie poddawali jej ocenie, nie krytykowali, akceptowali taką, jaka była.

Sama księżna również przejawiała liczne uzdolnienia. Dobrze śpiewała, ale największą jej pasją był taniec. Wiele lat brała prywatne lekcje. Na dworze królewskim przeżywała tyle trudnych, stresujących sytuacji, że trudno jej było panować nad sobą. Taniec przywracał jej wówczas równowagę. I taniec właśnie, próbowała wykorzystać  jako broń w walce o męża. Niedługo po narodzinach drugiego syna zaaranżowała wspólne wyjście na wodewilowe przedstawienie w Royal Albert Hall. Zatańczyła na scenie do przeboju Billy’ego Joela Uptown Girl. Mąż nie docenił tego gestu.

4. Człowiek

Działalność charytatywna Diany to był jej wentyl, jej misja, jej lek na zło, którego doznała. Księżna nad potrzebującymi pochylała się z naturalnością, której brakowało członkom rodziny królewskiej. Wiedziała więcej niż oni o problemach zwykłych ludzi i miała niewyczerpane pokłady empatii. Na sercu leżały jej również kwestie krajów trzeciego świata. Angażowała się w pomoc chorym na AIDS (w kwietniu 1987 roku Diana, jako pierwsza wysoko postawiona osoba, sfotografowała się z  chorym zarażonym wirusem HIV), i w profilaktykę raka piersi. Ale jej najsłynniejsze zdjęcia przedstawiają Dianę w hełmie i kamizelce kuloodpornej przechadzającą się po polu minowym w Angoli. W ten, charakterystyczny dla siebie sposób zwróciła uwagę całego świata na problem min przeciwpiechotnych.

„Żegnaj, Różo Anglii” zaśpiewał jej podczas mszy pogrzebowej Elton John. Dla ogółu lady Diana Spencer stała się królową ludzkich serc. Ale w sercu żadnego mężczyzny na którym jej zależało, nie królowała naprawdę.


Lifestyle Macierzyństwo Psychologia

Racuchy z serem na leniwy sobotni dzień

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
20 lutego 2016
Fot. Archiwum prywatne

Jest tak: wstajesz i nic ci się nie chce. Sobota, niedziela – chcesz mieć wreszcie leniwy dzień, jeśli można tak nazwać dzień z dziećmi, które domagają się atrakcji (także kulinarnych). „Dziś jest dzień słodkiego!”- słyszysz od rana, po tygodniu zmagania się z:

  • Mamo, mogę lizaka? – Nie.
  • Mamo, czy żelek to też słodycz? – Tak.
  • Mamo, a Tosi mama daje jej do szkoły batona. – Fajnie.
  • Mamo, a Jurek kupił sobie w szkole chipsy. – Jurek!!!
  • Chipsy to nie słodycz. Zdecyduj się, Mamo. – Jezu!
  • Mamo, czy to brązowe, co masz nad ustami to Nutella? – Cooo?
  • Mamo, kiedy będzie sobota? – Nie masz kalendarza?

Dobra. Więc nie chce ci się jechać na zakupy. Wolisz poszwędać się w pidżamie, szlafroku lub dresach. Postanawiasz zrobić coś, co:

  • Nie wymaga wyjścia z domu
  • Jest proste
  • Składniki prawie zawsze masz w lodówce/spiżarni
  • Nie jest z owsem, ziarnami, orkiszem czy czymkolwiek innym zdrowym
  • Przypomina ci smaki z dzieciństwa
  • Wrzuci trochę endorfin do spracowanego tygodniem umysłu

Może więc Racuchy z serem? Mięciutkie, pyszne, rozpływające się w ustach.

Przepis (na ok. 8-10 racuszków):

  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki mąki
  • 2 łyżki cukru, najlepiej waniliowego (no ja daję 3) – pamiętajcie, że na wierzch posypiecie jeszcze cukrem pudrem
  • ok. 150 gram twarogu (ja mam kruchy, najlepszy od Pani Różyczki z targu w Sandomierzu)
  • ja dodaję do wszystkich racuchów odrobinę maślanki lub kefiru (spulchnia je)
  • ewentualnie rodzynki/żurawina (moja Klara nie lubi, ale moim zdaniem dobry pomysł)
  • olej do smażenia

Przygotowania:

  • Miękki szlafrok
  • Czyste ręce
  • Cokolwiek już w żołądku (bo nie zdążysz podać, a zjesz)
  • Muzyczka w tle (u nas leci Mamma Mia)
  1. Ubijamy pianę z jajek (najlepiej przy Voulez-Vous)

    Fot. Archiwum prywatne

    Fot. Archiwum prywatne

  2. Dodajemy żółtka, cukier waniliowy, mąkę i ser (miksujemy przy Honey, Honey, myśląc o komentarzach ukochanego, że zaraz będzie narzekać, że d… rośnie)IMG_1506
  3. Mieszkamy łyżką i rozgrzewamy oliwę
  4. Smażymy (tylko przy Dancing Queen)

    Fot. Archiwum prywatne

    Fot. Archiwum prywatne

  5. Odsączamy na ręczniku papierowym, by jednak d… nie urosła
  6. Posypujemy pudrem (obficie, nie żałując sobie, bo jednak duża d… jest podobno seksowna)
  7. Można podać w towarzystwie owoców na talerzu (mi się nie chciało układać, zresztą nie było co po kilku minutach) 🙂
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Smacznego! Zobaczcie to naczynie na mąkę, które znalazłam u Mamy, skarb! Jutro ciasto drożdżowe mojej Mamy!

Ps. Może pójdę pobiegać? 🙂


Zobacz także

Pierwszy dzień szkoły – kto się bardziej cieszy? Dzieci? A może rodzice?

Rozwiązanie akcji #30dnibezkawy

Rozwiązanie konkursu „Jakim kolorem jesteś?”