Macierzyństwo

Mamo, zainspiruj się historią Miapka Design i odkryj patent na wygodę dziecka i twój rozwój na macierzyńskim!

Redakcja
Redakcja
28 marca 2017
Fot. Materiały prasowe
 

Marka Miapka Design narodziła się w głowie młodej mamy, w wyniku potrzeby znalezienia rozwiązania z pozoru zwyczajnego problemu ubierania dziecka na spacer oraz odkrytych pleców w trakcie aktywności na dworze. To wydawać by się mogło proste rozwiązanie było przełomem nie tylko dla wygody malucha, ale także rozwoju biznesowego i nowej pasji mamy.

Karolina Jędrasiak, jak wiele młodych kobiet przebywających na urlopie macierzyńskim, rozmyślała o swojej karierze zawodowej i o tym, jak to będzie, kiedy wróci do korporacyjnego życia. Czy uda jej się połączyć pracę z byciem mamą? Czy w obu rolach stanie na wysokości zadania? W tamtym momencie nawet nie przypuszczała, że założy własną firmę odzieżową i opatentuje rozwiązanie, które narodziło się ze zwykłej potrzeby poradzenia sobie z problemem uciążliwego ubierania dziecka na spacer, odkrytych pleców i ciągłego poprawiania kurteczek w trakcie spacerów. To właśnie wtedy Karolina wpadła na genialny i prosty pomysł  – kurteczka z krokiem, czyli połączenie kurtki dla malucha z body.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Sam pomysł przerodził się w dochodowy biznes – sklep internetowy z odzieżą dla dzieci pod wdzięczną nazwą Miapka Design. Karolina opatentowała swój pomysł i już teraz wprowadza do swoich kolekcji coraz to nowe wzory, kroje, a ostatnio kurtkę Mozaikę w wersji dla Mamy i Dziecka z tego samego materiału oraz kurteczki wodoodporne z oddychającego materiału na deszczowe dni.

Markę Miapka Design cechuje wysoka jakość wykonania, oryginalny wygląd oraz funkcjonalność. Produkty są wykonane z najwyższej jakości materiałów. Co więcej, kurteczka rośnie razem z dzieckiem, gdyż rękawy i „krok” możemy bez problemu regulować. Jest to zatem idealny patent na spędzanie czasu z dzieckiem, tym bardziej, że nadchodząca wiosna sprzyja długim spacerom i różnego rodzaju aktywnościom na dworze.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Patentów na czas na świeżym powietrzu jest wiele. My polecamy te najbardziej sprawdzone:

Po pierwsze należy dziecko dobrze ubrać, aby nie było zgrzane lub nie zmarzło a przy tym, żeby miało swobodę ruchów i mogło w pełni cieszyć się ze wspólnej zabawy. Tu idealnie sprawdzi się nie tylko opatentowana kurteczki marki Miapka Design, ale także inne miapkowe ubranka takie jak dwustronne czapeczki z polskiej dzianiny, koszulki z długim rękawem z kieszonką “kangurką” na dziecięce skarby, cieplejsze, mięciutkie dresowe na chłodniejsze dni czy wykonane z najwyższej jakości bawełny spódniczki.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Po drugie zadbajmy o różnorodność, aby dziecko od początku rozwijało w sobie kreatywność i wyobraźnię. Starajmy się zmienić nasz ulubiony plac zabaw na pobliski park, las czy ogród znajomych. Pokazujemy dzieciom nowe zabawy i angażujmy się w nie – nie ma nic cenniejszego dla malucha niż uwagę jaką mu się poświęca.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Po trzecie na spacery zabierajmy ze sobą zdrowe przekąski i napoje. W ruchu dziecko szybko traci energię i potrzebuje uzupełnienia kalorii, domowy baton, owoc czy świeży koktajl sprawdzą się idealnie. Zaspokojenie małego głodu zapewni nam dłuższy czas na świeżym powietrzu.


 

Ubranka dla dzieci Miapka dostępne są do kupienia na stronie: miapka.pl.

Artykuł powstał we współpracy z marką Miapka


Macierzyństwo

A ty kim jesteś? Marchewką, jajkiem, czy kawą? Opowieść o przezwyciężaniu trudności

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 marca 2017
Fot. iStock/Vizerskaya
 

Posłuchajcie tej historii: „Dawno, dawno temu, córka starego ogrodnika ciągle skarżyła się na swoje życie. Była zmęczona ciągłą walką z przeciwnościami losu, bo kiedy tylko w jej życiu udało się rozwiązać jakiś problem, od razu pojawiał się kolejny. Miała dosyć, czuła się pokonana.

Pewnego dnia ogrodnik słuchając ponownie narzekań swojej córki, poprosił, by poszła z nim do kuchni i usiadła na krześle przy stole. Następnie napełnił trzy małe garnuszki wodą i postawił je na ogniu. Kiedy woda zaczęła się gotować do jednego włożył marchewkę, do drugiego jajko, a do trzeciego wsypał kawę. Pozwolił im się zagotować nie mówiąc przy tym ani słowa. Córka czekała niecierpliwie nie rozumiejąc, co robi jej ojciec. Po około 20 minutach ogrodnik zdjął garnuszki z ognia. Wyjął marchewkę i włożył ją do miski, wyciągnął jajko wkładając je do innego naczynia, a kolejne napełnił kawą.

Spojrzał na córkę i spytał: „Co widzisz?”. „Marchewkę, jajko i kawę” – odpowiedziała. Staruszek przysunął się do niej i poprosił, by dotknęła marchewki. Zauważyła, że jest miękka. Następnie poprosił, by wzięła do ręki jajko i je przepołowiła. Zrobiła to i patrzyła na twarde jajko. Na końcu miała spróbować kawy. Kobieta uśmiechnęła się ciesząc się aromatem kawy. „Co to znaczy, tato?” – zapytała.

Ogrodnik wytłumaczył córce, że trzy produkty miały tę samą trudność: wrzącą wodę. Jednak każdy z nich zareagował zupełnie inaczej. Marchewka wpadła do wody mocna i twarda, ale pod wpływem wrzącej wody stała się słaba, miękka. Jajko było delikatne, cienka skorupka chroniła płynne wnętrze, ale wrzątek sprawił, że wnętrze stało się twarde. Kawa była wyjątkowa, to pod jej wpływem zmieniła się wrząca woda.

Ojciec spytał córkę: „Kiedy pojawia się problem w twoim życiu, jak reagujesz? Jesteś marchewką, która wydaje się silna, ale kiedy pojawiają się trudności, stajesz się słaba i tracisz siły? Czy jesteś jajkiem, które wrażliwe i słabe pod wpływem trudnych sytuacji staje się twarde i sztywne? Z zewnątrz jesteś taka sama, ale w środku się zmieniłaś?

Lubisz kawę? Kawa zmienia wodę, która była problemem. Kiedy woda osiąga punkt wrzenia, wtedy kawa ma najlepszy smak. Jeśli jesteś jak ziarna kawy, kiedy wszystko idzie nie tak, ty pod wpływem kłopotów reagujesz, stajesz się lepsza”.

A ty kim jesteś?

Bycie jajkiem czy marchewką nie jest niczym złym, musisz znaleźć w sobie siły, żeby wstać i kontynuować walkę z przeciwnościami. Nie przestawaj walczyć, bo gdy przestaniesz, jutro już nie będziesz miała siły. Szukaj rozwiązania tu i teraz. Zaufaj sobie i naucz się radzić sobie z problemami, jakie podsuwa ci życie.

Pamiętaj, co dla ciebie jest ważne

Aby utrzymać motywację w walce z przeciwnościami losu, ważne jest, abyśmy zawsze pamiętali, co jest dla nas ważne.

Zorganizuj się

Nie myśl, że wszystko musi być w życiu linearne. Nic nie jest statyczne, dlatego ty bądź elastyczna. Sytuacje, ludzie, miejsca się zmieniają, pojawia się często coś nieoczekiwanego. Dlatego, jeśli twój plan A bierze w łeb, pamiętaj, że alfabet ma więcej liter.

Myśli nie są faktami

Warto o tym pamiętać. Bo często uprawiając czarnowidztwo, jak córka ogrodnika, sami sobie narzucamy ograniczenia i stawiamy bariery. Konieczne jest działanie, by osiągnąć swoje cele, a nie myślenie, co może pójść nie tak.

Trudności zawsze się pojaywiają

I lepiej ten fakt zaakceptować, bo to one pomagają nam ponownie ocenić nasz cel. Pokazują, czy naprawdę nam na danej rzeczy zależy, czy jest dla nas ważna. Akceptuj to, pozwól, żeby te trudności się pojawiały. I odradzaj się jak feniks z popiołów przezwyciężając problemy. Pamiętaj, że trudności to nauka, to lekcja, z której warto wyciągać wnioski.

Trudności, to nasze światło, a nie ciemność, która nas zastrasza.


 

źródło: exploringyourminde.com

 


Macierzyństwo

„Bywają momenty zdominowane przez niepewność i tęsknotę”. Związek na odległość – trudna sztuka kochania

Magdalena Lis
Magdalena Lis
27 marca 2017
Fot. iStock / Martin Dimitrov

Monika i Roman poznali się na szkoleniu, na które wysłał ich pracodawca. Oboje od wielu lat są zawodowo związani z biurem podroży dużej znanej w Polsce sieci. O tamtym spotkaniu Monika mówi, że to była miłość od pierwszego wejrzenia, uczucie, które spadło na nich niczym grom z jasnego nieba.

– No bo jak wytłumaczyć fakt, że siedzisz na szkoleniowej sali opatulona szalikiem, na dworze hula wiatr, leje deszcz, zmokłaś jak jasna cholera, grzejesz dłonie na kubku z herbatą i marzysz o tym, żeby ten dzień mimo, iż dopiero się zaczął za moment dobiegł końca. Wtem widzisz jak on wchodzi na salę, równie zmoknięty co ty, do tego spóźniony, siada obok ciebie, przepraszająco się uśmiecha, a ty czujesz, że krew z ciebie odpływa. Przegadujecie całą oficjalną część, później wszystkie przerwy, jecie razem obiad, a na wieczornym przyjęciu na pół kroku się nie rozstajecie. Jak to wytłumaczyć? Chemia? Hormony. Być może. Dla mnie to miłość w najwyższym wymiarze.

Ona pochodzi z Gdańska, on z Rzeszowa. Kiedy opadły pierwsze emocje oboje zaczęli się zastanawiać, czy życie w związku na odległość będzie w ogóle możliwe. Czy dadzą radę podołać osobno szarej codzienności, w momencie kiedy oboje czują, że woleliby się nie rozstawać ani na minutę.

– Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Weszliśmy w to w ciemno, siła przyciągania była między nami ogromna, nie było więc czasu na chłodne kalkulacje. Moje życie zaczęło się kręcić wokół schematu od-do, czyli od spotkania do spotkania. Teoretycznie moglibyśmy się widywać w każdy weekend, gdyby nie fakt, że każde z nas w weekendy również pracuje, a nasze grafiki bardzo często się rozjeżdżają.

Monika żeby zobaczyć się z Romanem często spędza w podróży prawie dwanaście godzin. Wsiada w autobus tuż przed północą, żeby w południe zostać odebrana na dworcu przez ukochanego.

– Moi znajomi często pukali się w czoło pytając mnie, co mi po takim związku, który nie ma żadnej bazy. Dla nich tą bazą było na przykład wspólne zamieszkanie. Bardzo się wtedy denerwowałam, bo po pierwsze nic im do tego, a ich fałszywą troskę miałam w nosie, a po drugie, trafiali w mój czuły punkt, w to co mnie najbardziej bolało. Jasne, że wolałabym robić nam rano wspólne śniadanie, a dzień kończyć kąpielą w ogromnej wannie pełnej piany. Jasne, że chciałam mieć go na tu i teraz i wszystkie rzeczy robić z nim razem. Druga strona medalu była jednak taka, że ja od dawien dawna lubiłam czasem pobyć sama. Taka już moja natura.

Monika mówi, że za mit uważa stereotyp, że żeby poznać kogoś od podszewki to niezbędne jest wspólne zamieszkiwanie.

– Ja znam ludzi, którzy ze sobą mieszkali przed ślubem, zjedli przysłowiową beczkę soli a finalnie się okazywało, że w ogóle się nie znali. Ludzie lubią oceniać i często słyszałam, że to w co się pakuję jest totalnie bez sensu. Ja zawsze wtedy drążyłam podstawę wydanego osądu. Bo czy moje uczucie miało być mniej warte tylko dlatego, że nie spaliśmy razem na co dzień? Bliskość to dla mnie coś więcej niż wspólna kołdra, takie jest moje zdanie.

Dziewczyna nie ukrywa jednak, że taka rozłąka sprawia, że momentami czuje się trochę samotna. Jakby jedną nogą była w związku a drugą trochę sama.

– Plusem całości niewątpliwie jest to, że można stale randkować. Że nie ma stagnacji, że ciągle coś się dzieje. Różne miejsca, emocje, wypady, smaki, krajobrazy. Niestabilny czas spotkań, pomieszany tryb życia, ekscytujące napięcie wynikające z czekania.

Od bliskiej osoby Monika kiedyś usłyszała, że dla jej relacji potrzeba dużo mądrości. Że miłość to coś więcej niż wspólne prowadzenie domu, że musi być bardzo uodporniona na mogący pojawić się z czasem żal, czy obustronne pretensje.

– Oboje z Romanem jesteśmy indywidualistami, oboje cenimy sobie przestrzeń życiową. Każde z nas w swoim miejscu pracy obejmuje stanowisko, które go w pełni satysfakcjonuje. Każde z nas ma swoje wzięte na kredyt mieszkanie, rodzinę na wyciągnięcie ręki, paczkę przyjaciół, a tu nagle się w sobie zakochujemy i dobrze by było pójść w tym wszystkim na jakiś kompromis. Tylko to nie jest takie hop-siup, tu pewne kwestie muszą zostać wypracowane. Żadne z nas nie jest gotowe na zrezygnowanie ze swojej autonomii, spakowanie się w jedną walizkę i w imię kilku uniesień na totalną życiową zmianę.

Monika zapytana co jest najbardziej charakterystyczną cechą jej związku i czego ją to życie na odległość najbardziej nauczyło bez zastawienia mówi, że samodzielność.

– Kiedyś miałam chłopaka tutaj na miejscu, w Gdańsku. To była dziwna relacja, on mi ‘tatusiował’, ja nic nie musiałam. Potem zostałam sama i nie mogłam sobie poradzić sama ze sobą, z prozaicznym prowadzeniem domu, z byciem samą. On był zawsze, więc kiedy zniknął zaczęło mi go brakować na każdym kroku. Dla mnie to był na tamten moment koniec świata, byłam bezradna jak dziecko we mgle. Teraz wiem, że potrafię i że zawsze będę w stanie poradzić sobie sama. Mogę śmiało decydować o tym co będzie jutro na obiad, czy za miesiąc pomaluje ściany, czy w najbliższą sobotę pójdę z koleżankami na imprezę czy do kina. Wiem, że muszę pilnować chociażby terminowego płacenia rachunków, być w domu bo akurat mam kontrolę liczników gazu. No i bezwzględnie nauczyłam się świetnego gospodarowania czasem.

W naszej rozmowie pada hasło ’zdrada’. Pytam Moniki czy takie poczucie swobody nie jest swoistym kuszeniem losu, przyzwoleniem na skok w bok, przy setkach pokus które na każdym kroku przynosi nam życie.

– Jasne, że mam czasem takie obawy. Bywają momenty zdominowane przez niepewność, tęsknotę i poczucie osamotnienia. Zarówno wokół mnie jak i wokół Romka często pojawiają się różne, atrakcyjne osoby. Oboje zdajemy sobie z tego sprawę. Roman często powtarza, że obawia się, że ktoś wypełni taką lukę, którą on nazywa potrzebą bezpieczeństwa. Że są sytuacje, kiedy ktoś poda mi kubek z herbatą, kiedy będę chora, naprawi korki, wesprze w jakichś gorszych chwilach. Że dostanę tu bliżej to, co odległość nam zabiera.

Monika mówi, że dla nich próbą czasu był pierwszy rok. Oboje uznali, że jeśli przetrwają tyle czasu w takim układzie to już nic nie będzie dla nich strasznego w takim życiu podzielonym kilometrami.

– Zazdrość jest, no pewnie.  Ale podobno zakazany owoc kusi najbardziej, a my dajemy sobie dużą przestrzeń. Taki związek jak nasz musi być oparty na ogromnym zaufaniu. Rozłąka często zwiększa namiętność. Bywa, że dwa bite dni z łóżka nie wychodzimy. Cieszymy się sobą na zapas, bo często nazajutrz trzeba już wracać do swoich światów.

Dziewczyna podkreśla, że współczesne czasy sprzyjają związkom na odległość. Mówi, że są przecież komunikatory internetowe, czaty, telefony.

– Oboje lubimy robić sobie niespodzianki, lubimy się zaskakiwać. Nie mówię tu już nawet o formach kontaktu, które wymieniłam, ale bywa, że wysyłamy do siebie list, albo paczkę kurierem. Kilka razy zdarzyło się, że Romek przysłał mi kwiaty do pracy, zawsze z uroczym liścikiem. To niby niewielki gest, a jednak daje poczucie, że jestem dla niego ważna, to nas na pewno scala.

Monika zapytana o seks mówi, że wchodzimy na trudny temat.

– Nigdy nie pozwoliłam – wybacz określenie – żeby dupa mną rządziła. Nie owijając w bawełnę, jasne lubię seks, seks jest ważny, ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Tęsknię wielokrotnie za Romanem, za jego dotykiem, wzrokiem, zapachem, za namiętnością która tylko w wyznaczonych określonych terminach może być nam dana. Dajmy na to spotykamy się, a ja akurat mam chandrę, na seks mogę nie mieć ochoty. To tak samo działa w drugą stronę. A tu okazuje się, że wypadałoby się pokochać, bo przecież przez najbliższych kilkanaście dni nie będziemy się widzieli. Jeśli miałabym powiedzieć, czy doskwiera mi czasem brak seksu, to tak. Moja wyobraźnia seksualna jest wysoce rozwinięta, ale seksu przez internet czy telefon nigdy nie uprawiałam. Myślę, że oboje czulibyśmy się tym skrępowani.

Kłótnie w ich relacji należą do rzadkości – opowiada dziewczyna. Mówi, że bywa, iż wraca po ciężkim dniu pracy do domu, w którym jest sama, w telewizji komedia romantyczna, pod klatką całują się zakochani, a ona ledwo wtaszczyła się na górę z ciężkimi zakupami. Wtedy zdarza się, że narasta w niej frustracja, którą wyładowuje w wieczornej rozmowie na Romanie.

– Wstyd mi wtedy za samą siebie, na szczęście takie zachowania są jednostkowe i rzadko się zdarzają. Najbardziej w takich momentach brakuje mi przytulenia, bo muszę zadowolić się tylko jego tonem głosu płynącym ze słuchawki telefonu. Kiedy się widzimy szkoda nam czasu na sprzeczki. To jest czas na wagę złota, wykorzystujemy go często podwójnie. Ja słyszę często w pracy, jak moje koleżanki narzekają na ten utarty już schemat rozrzuconych skarpetek, tego, że partner zapomniał kupić chleba, czy o tym, że jakaś zupełnie przyziemna sprawa ich totalnie poróżniła. Dla mnie są to obce uczucia, i w tej naszej relacji – jak dotąd nieznane.

Kiedyś będzie inaczej – podkreśla Monika. Mówi, że na taki rodzaj rozłąki godzą się na tą chwilę oboje świadomie. W przyszłości chcą razem stworzyć rodzinę.

– Niby mieszkamy w jednym kraju, ale taka zmiana zamieszkania to całkiem spore zamieszanie. Jedno z nas musiałoby wynająć swoje mieszkanie, obciążone jak się oboje śmiejemy kredytem na tysiąc lat. Zrezygnować z pracy i poszukać nowej, bo jesteśmy związani z jedną firmą, co jest wygodne kiedy dzielą nas miejsca zamieszkania. Nie chcielibyśmy pracować razem więc poszukiwania nowej, równolegle dobrej pracy w nowym miejscu to kolejny punkt do odhaczenia. Nauczyliśmy się trudnej sztuki tęsknienia. To nasz świadomy wybór, tylko po części do takiego stanu rzeczy zmusiło nas życie.

Na koniec rozmowy życzę im szczęścia i siły do przetrwania.

– Dzięki – uśmiecha się Monika. Na pewno się przyda.


Zobacz także

Jak uspokoić niemowlę? Daj mu do powąchania koszulkę jego mamy

Nie ma „trudnych dzieci”. Są tylko dzieci, które chcą nam coś powiedzieć

Siódmy miesiąc ciąży, czyli początek trzeciego trymestru

Siódmy miesiąc ciąży, czyli początek trzeciego trymestru