Ślub Wesele

Ślub jak spektakl. Nieco prowokacyjnie o stylu, spójnej wizji i ryzyku kiczu

Redakcja
Redakcja
2 stycznia 2020
Ślub jak spektakl. Nieco prowokacyjnie o stylu, spójnej wizji i ryzyku kiczu
Fot. iStock
 

Chcecie od swojego ślubu i wesela „czegoś więcej” niż formalności i balowania z rodziną i znajomymi? Macie dużą potrzebę podkreślania na co dzień swoich osobowości, wyrażania sposobu odbierania świata? A może kochacie teatr i jesteście gotowi zamanifestować potęgę jego przekazu w dniu, w którym powiecie sobie „tak”? Koniecznie przeczytajcie ten artykuł, jeśli chodzi Wam po głowie pomysł przebrania się i odegrania ról z tej okazji.

Pewnie niejedna osoba czytająca wstęp do tego tekstu pomyśli sobie: „Kolejny cyrk”. I dla wielu osób pomysł przebieranek na ślub nim właśnie będzie. My jednak, wraz z naszą ekspertką – Anną Machnowską z portalu ślubnego PlanujemyWesele.pl chcemy zachęcić Was do tego, aby spojrzeć na ten pomysł nieco bardziej łaskawym okiem. Dlaczego? Bo zaczerpnięcie elementów stroju i dekoracji z epoki, podkreślenie wspólnej pasji czy światopoglądu, albo zwyczajne odegranie własnego autorskiego scenariusza, dla osób wrażliwych estetycznie naprawdę ma sens. I jest gwarancją wyśmienitej zabawy!

Ślub jak spektakl. Nieco prowokacyjnie o stylu, spójnej wizji i ryzyku kiczu

Fot. Materiały prasowe

Ślub jak spektakl – od czego zacząć

Najlepiej od rozmowy, jak każde z Was by to widziało. Możecie wyjść od burzy mózgów, albo od stworzenia zarysu scenariusza i stopniowego uzupełniania go. Na tym etapie nie ma złych pomysłów – może się okazać, że nawet z najbardziej szalonej myśli da się stworzyć coś, co świetnie wkomponuje się w Wasze wartości lub/i  estetykę. Warto mieć na uwadze, że w spektaklu być może zagracie nie tylko Wy, ale i Wasi świadkowie, a nawet drużbowie czy druhny. Dlatego, mając już pomysł, warto skonsultować go z tymi bliskimi Wam osobami, nie tylko dla ich wkładu w spektakl, ale i dla pewności, że będą chcieli w nim uczestniczyć.

Ślub jak spektakl. Nieco prowokacyjnie o stylu, spójnej wizji i ryzyku kiczu

Fot. Materiały prasowe

Czy to jest motyw przewodni?

Może być, ale nie musi. – Motyw przewodni to element, który pojawia się w strojach młodej pary i towarzyszących im osób, a także w aranżacji sali weselnej czy upominkach dla gości.  Spektakl oparty na ślubie to wydarzenie współtowarzyszące, a nie tylko jego oprawa – podpowiada Anna Machnowska z portalu PlanujemyWesele.pl. Oczywiście łatwiej go zrealizować w plenerze, a na pewno jako kontynuację ślubu cywilnego odbywającego się poza urzędem, bo raczej żaden katolik nie będzie chciał realizować takiego pomysłu w przypadku ślubu religijnego, z racji tego, że byłby to brak szacunku dla świętości sakramentu. Dlatego absolutnie do tego nie namawiamy. Chcąc wziąć ślub konkordatowy lub sam kościelny można pokusić się jednak o stroje, które będą stanowiły ważny element spektaklu, który odbędzie się już na weselu. Albo ich bazę.

Royal wedding czy zjazd harleyowców

Ponieważ żyjemy w rzeczywistości, w której monarchowie nadal pobierają się w iście królewski sposób, nic dziwnego, że wiele par ma ochotę na zorganizowanie ślubu w tej poetyce. Na czym miałby taki spektakl polegać? – Na ubraniu się przez parę w stroje, które będą podkreślały ten klimat – inspiracji nie trzeba daleko szukać, wystarczy przejrzeć zdjęcia par królewskich i książęcych z ostatniej dekady i wcześniej. Czy to wszystko? Absolutnie nie. Tu warto przemycić elementy, które jako pierwsze kojarzą nam się z taką dworską uroczystością. Karoca, odpowiednio ubrany woźnica, damy dworu.

Ślub jak spektakl. Nieco prowokacyjnie o stylu, spójnej wizji i ryzyku kiczu

Fot. Materiały prasowe

Do tego w scenariuszu powinny znaleźć się elementy podkreślające tematykę, którą para chce wyeksponować.

Może to być motyw kultowego czy ulubionego filmu albo książki, świat Hobbitów, elfów,  wyprawy dookoła świata. Wspaniale buduje się scenariusze epoki: lata 20. ubiegłego wieku, świat pogańskich Słowian, dworskie inscenizacje, czy te bazujące na mitach, baśniach.  Kolejnym motywem może być wspólne zamiłowanie do czegoś z tego pomysłu najchętniej na pewno skorzystają osoby, dla których pasja jest też stylem życia. Harleyowcy, rowerzyści, biegacze, wielbiciele historii, podróżnicy, słuchacze danego stylu muzyki, żeglarze i tak dalej – mówi Anna Machnowska z portalu ślubnego PlanujemyWesele.pl.

A  co z obsadą?

Słowa przysięgi i procedura podpisania dokumentów, ze względu na powagę aktu zawarcia małżeństwa, nie mogą być zmienione, ale już to, co wydarzy się tuż przed i po niej – jak najbardziej może być dyktowane wizją pary młodej.

Kto, oprócz pary młodej i towarzyszących im osób może dostać rolę w ślubnym spektaklu? Każdy, kto miałby ochotę, choć warto się zastanowić, czy nie lepiej, aby zbyt wiele osób nie było w to zaangażowanych. Warto uprzedzić gości, że pojawi się wydarzenie towarzyszące złożeniu przysięgi, a nawet podkreślić, że w związku z tym oprawa ślubu będzie stylizowana, ale na pewno nie wypada stawiać gości przed faktem, że mieliby się na tę okazję przebrać. – Przecież teatr nie zaprasza widzów do odegrania roli, co najwyżej do interakcji i właśnie to jest bardzo ciekawy pomysł na zaangażowanie ślubnej „publiczności” – zachęca nasza ekspertka, Anna Machnowska. O co możemy poprosić naszych gości, aby nie wprawić ich w zakłopotanie? – Na pewno o jakiś akcent związany z tematem spektaklu. Jeśli ktoś będzie miał ochotę, pobudzi wyobraźnię i spełni prośbę narzeczonych. Jeśli nie, przyjdzie i tak stosownie ubrany, bo przecież na ślub ubieramy się odświętnie, tak jak do teatru, choć niestety coraz bardziej wychodzi to z obyczajów – dodaje.

Młodszych gości i tych, których cenimy za wybitne poczucie humoru, można zaprosić do odegrania jakichś ról, choćby miały obejmować jedną kwestię.

Byłam gościem na ślubie, gdzie mocno dojrzały pan – wuj panny młodej, odegrał rolę kamerdynera, wpuszczającego młodą parę do „pałacu”, czyli sali weselnej. Tak bardzo wczuł się w swoje zadanie, że jego wystąpienie wywołało salwy śmiechu i zostało uznane za rolę spektaklu – ze śmiechem opowiada Anna Machnowska.

Spójna wizja

Jak stworzyć jednolity obraz? Nie przesadzić z elementami wystroju, długością przedstawienia, ale i nie wychodząc z konwencji w trakcie jego trwania. Co mamy na myśli? Otóż po złożeniu przysięgi i podpisaniu dokumentów w obecności urzędnika stanu cywilnego, można zrobić coś w stylu remake’u  tego wydarzenia. Dużym zaskoczeniem dla gości będzie na przykład – w czasie, gdy zazwyczaj składa się młodej parze życzenia – odczyt obwieszczenia dla ludu  o tym, że królewska para za chwilę wypowie własne słowa przysięgi. Dołożenie zaledwie ścianki imitującej trony, czy krzeseł udekorowanych jak one da sygnał gościom, że młoda para przygotowała jakąś atrakcję. Inny przykład: ślub pasjonatów nurkowania. Tuż po oficjalnej ceremonii i przyjęciu życzeń, można puścić gościom film na ekranie – jeszcze przed zajęciem przez nich miejsc. Para młoda w strojach nurków i ze sprzętem, ale i z akcentami ślubnymi (welon, bukiet, kamizelka, biała mucha i obrączki z wodorostów) przysięgająca sobie „bąbelkowo” wierność i uczciwość małżeńską i cokolwiek jeszcze jest dla nich ważne. Do tego nagrane ich głosy ze słowami deklaracji i podjęcia zobowiązania. A potem przyjęcie z akcentami związanymi z ich pasją – wyświetlanie na ekranie ich zdjęć ze wspólnych wypraw, ścianka przy której do zdjęć pozować będą goście „ubrani” w stroje płetwonurków. Ograniczeniem jest tu tylko wyobraźnia narzeczonych.

Ślub jak spektakl. Nieco prowokacyjnie o stylu, spójnej wizji i ryzyku kiczu

Fot. Materiały prasowe

Lata 20? Proszę bardzo! Pierwszy taniec do utworu wykonywanego przez  Mieczysława Fogga, Hankę Ordonównę, Eugeniusza Bodo czy Zulę Pogorzelską. Albo przez francuskie gwiazdy tych czasów. Koniecznie w wersji z zachowanym szumem czarnych płyt. Własna przysięga wypowiedziana, już na sali, z wymową właściwą dla tamtych czasów. Stroje powinny oddawać ducha epoki; zamiast etoli z futra lisa, można założyć sztuczne futerko lub szal, bo i te były bardzo modne w tym czasie. To piękny plan dla wizażystów, którzy mogą stworzyć wspaniałe makijaże i pomóc w stylizacji.

Ryzyko kiczu

– Ono zawsze istnieje, najczęściej, gdy mamy tendencję do zbyt dosłownego wyrażania symboliki. Jeśli chcemy zabawić się w aktorów, spróbujmy ograć część scenografii, kostiumów gestami, mimiką, sposobem poruszania się, pantomimą – podpowiada Anna Machnowska z portalu PlanujemyWesele.pl. To, co kiczowi, ale i niezrozumieniu przekazu przez widzów zapobiegnie, to pozostanie w symbolice właściwej naszej kulturze i obyczajowości. Używanie zbyt wielu fachowych określeń, slangu, niezrozumiałych dla wielu osób gestów może stać się zwyczajnie nieciekawe, nudne lub… niepotrzebne. Także zbytnia dosłowność zabija magię teatru. Odgrywając sceny z książki W 80 dni dookoła świata nie będziemy przecież odlatywać w koszu balonem, ale już te unoszące się od helu i wspinanie się na palcach będzie piękną retoryką.

A Wy, jaki macie pomysł na teatr dwóch aktorów?


PlanujemyWesele.pl to portal ślubny, który w tym roku obchodzi 11 lat swojego istnienia. W tym roku firma osiągnęła oglądalność serwisu na poziomie 1,5 mln odsłon. Ta polska marka doprowadziła do zebrania w swojej bazie usługodawców z branży ślubno-weselnej ponad 17 000 firm. Portal to oczywiście także porady, inspiracje, reportaże ze ślubów czytelników i piękne sesje plenerowe. Miesięcznie z treści i bazy kontaktów do firm w tym serwisie korzysta 140 000 panien młodych.


Ślub Wesele

Złoty środek do… urody. Felieton z cyklu „Przychodzi baba do lekarza”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
2 stycznia 2020
Fot. iStock
 

Gdy z moją żoną robimy sobie w domu maraton kinomana, zawsze uderza nas spostrzeżenie, jak niestałe są kanony kobiecego piękna. Jak bardzo zmieniają się standardy, dzięki którym ta lub inna aktorka została uznana w swoim czasie ikoną piękna, zachwycającą widownię pod każdą szerokością geograficzną, choć co kraj to obyczaj i co kultura to inne spojrzenie na kobiece wdzięki.

Różnorodność zmieniających się wdzięków lepiej niż słowa opisują sylwetki: Audrey Hepburn, Marlena Dietrich, Elizabeth Taylor, Marilyn Monroe, Greta Garbo czy Brigitte Bardot. Josephine Beker, Twiggy, Grace Jones, Monica Belluci, Salma Hayek czy wreszcie Angelina Jolie – gwiazdy wielkiego ekranu, zarabiające krocie dzięki swemu talentowi oraz dzięki czarowi jaki rozsiewała ich uroda. Wszystkie, na swój sposób, zjawiskowo piękne choć każda tak bardzo inna, że trudno sobie wyobrazić, by jeden człowiek mógł gustować w każdej.

Podziwiając je z żoną z naszej kanapy film za filmem, z lubością dyskutujemy o tym co każda z nich ma w sobie wyjątkowego, a ja jako człowiek z branży -nazwijmy to „beauty” – nie mogę się oprzeć wrażeniu, że stworzenie archetypu kobiety mieszającego wybrane cechy wszystkich tych ikon, jest dziś możliwe bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Możliwości jakie daje dzisiejsza medycyna estetyczna są tak przeogromne, że aż strach pomyśleć jak wielu jest na świecie lekarzy, które wykorzystują je bez umiaru tworząc kreacje na zamówienie swych klientek, obsesyjne dążących do ideału, który przecież nie istnieje. Chyba każda kobieta słyszała o Jocelyn Wildenstein, znanej jako kobieta-kot, a jeszcze bardziej jako ofiara licznych operacji plastycznych. Ilość zmian, jakie przeprowadzili na jej twarzy lekarze jeszcze w latach 80tych, bezpowrotnie oszpeciły zonę amerykańskiego miliardera, znawcy sztuki i wielbiciela w dzikich kotach. Niestety nie docenił on obsesyjnego pragnienia żony, by go zadowolić, które doprowadziło do deformacji twarzy. Koneser sztuki finalnie dał wyraz krytyki temu „arcydziełu” porzucając żonę dla innej. Tę dramatyczną historię powinna poznać każda pani, nim zdecyduje się na ingerencje w swoją urodę, bo jak mawia angielskie powiedzenie „beauty hurts” i uzależnia.

Jako lekarz i mężczyzna stoję na stanowisku, że i owszem wszystko jest dla ludzi i powinniśmy korzystać z możliwości medycyny, ale nie ma nic piękniejszego w kobiecie niż jej naturalny wdzięk. Niestety przekonanie kobiety do tej prawdy, praktycznie graniczy z cudem. Są one względem siebie dużo bardziej wymagające niż tuzin najbardziej wymagających mężczyzn.

W dobie nieograniczonych możliwości nazwijmy to „doskonalenia” kobiecej urody, jeśli tylko ją na to stać, może w ciągu jednego roku przejść metamorfozę swojego wyglądu, dużo szybciej i radykalniej, niż przemianę osobowości, którą szlifując uzyskałaby wyższe samozadowolenie, po kosztach niewspółmiernie niższych. Prawie 30 lat mojej praktyki pokazuje mi każdego dnia, że nie ma takiej kobiety, która nie chciałaby czegoś w sobie zmienić, by zbliżyć się do ideału, jaki wykreowała jej wyobraźnia porównując inne kobiety. Każda nawet najpiękniejsza kobieta – w męskich oczach – jeśli tylko dać jej magiczną różdżkę, za pomocą której mogłaby sama dokonać szybkiej korekty, tego co jej się w sobie nie podoba, nie zawahałby się jej użyć natychmiast.

Ileż to pań, w każdym wieku, siedziało w moim gabinecie rysując obraz swego potencjalnego piękna, a ja w duchu dziękowałem Bogu, że jestem facetem i nie martwią mnie moje: zbyt wąskie lub zbyt wydatne usta, zbyt opadające lub łukowate brwi, zbyt krzywy lub zbyt szeroki nos, zbyt okrągłe lub wklęsłe policzki, zbyt chude lub grube łydki, zbyt płaskie lub wystające pośladki, zbyt obfite lub nikłe piersi. Gdyby tak jeszcze można było manipulować wzrostem jak kobiecą urodą, to z pewnością codziennie robiłbym szacher-macher zmieniając gidyje w filigranowe kobietki, a te filigranowe w gidyje.

Dożyliśmy tak dziwacznych czasów, że bardziej niż gwiazdy wielkiego ekranu nowe trendy urody kobiecej wyznaczają dziś social media, można wręcz rzec wirusowo oddziałowując na wyobraźnię i oczekiwania kobiet. Bardziej kobiet niż mężczyzn, bo jak zauważyłem powyżej panowie mają zdecydowanie mniejsze wymagania względem kobiecego wdzięku niż one same. Moje klientki często przychodząc do mnie, w pierwszych słowach otwierają instagrama – aktualnie zdaje się największy autorytet kobiecych dążeń do doskonałości – i zamawiają jak z karty dań atrybuty seksapilu. Słuchając ich z powagą, jednym okiem jestem w stanie stwierdzić, że tak zwane urodowe influencerki dziś przypominają siebie już jedynie z nazwiska! Ich sztuczność: brwi, ust, policzków, pośladków i piersi, paznokci, a nawet włosów jest tak porażająca, że nawet mnie – lekarza od medycyny estetycznej – zdumiewa fakt, że może inspirować.

Wielokrotnie słyszałem zarzuty wobec mojej branży, że nie odmawiamy naszym pacjentkom korekt skutkujących absurdalnymi wręcz przemianami. Jak mawiają „klient nasz pan….wymaga więc ma”. Każdy lekarz zna przypadki pacjentek, które nie znają umiaru. Jedni to wykorzystują, innym etyka lekarska włącza czerwone światło i próbują dotrzeć do siedzącej na fotelu pacjentki z perswazją umiaru. Osobiście należę do tej grupy lekarzy, którzy faktycznie chcą by ich pacjentki nie tylko wychodziły zadowolone, ale też nie raziły swoją sztucznością, bo każda z nich jest moją wizytówką.

Gdy wraz kolegami po fachu biorę udział w kongresach medycyny estetycznej, obserwujemy zdumiewające zjawisko. Nasze koleżanki w przeważającej większości dzielą się na dwa typy: „syjamskie koty”, albo „buldożery”. Cóż się dziwić jakie jest później „dzieło” ich rąk. Dlatego jako mężczyzna i jako praktyk medycyny estetycznej, życzę Wam Panie w tym nowym roku 2020 umiaru w dążeniu do piękna. Bo umiar drogie Panie to zloty środek …do urody również! A my mężczyźni i tak będziemy kochali was bez względu na te wszystkie wasze wyimaginowane defekty…ale tylko te naturalne.


Dr Adam Gumkowski

Dr Adam Gumkowski – specjalista II stopnia chirurgii ogólnej – w 2009 roku w Cambridge zdał egzamin z zakresu chirurgii estetycznej. Jest członkiem International Board of Cosmetic Surgery, European Academy of Cosmetic Surgery oraz International Society of Lipolysistherapy.

Od 1992 roku zajmuje się chirurgią estetyczną. Specjalizuje się w zabiegach mało inwazyjnych: w szczególności modelowania sylwetki za pomocą liposukcji, przeszczepów własnej tkanki tłuszczowej w dowolne miejsce ciała oraz w zabiegach bezbliznowego podnoszenia i powiększenia piersi.

Jako pierwszy w Polsce chirurg w zakresie chirurgii estetycznej i certyfikowany członek International Board of Cosmetic Surgery przeprowadza zabiegi podniesienia piersi za pomocą siatki, szkoli lekarzy w zakresie implantacji nici wchłanialnych i niewchłanialnych w celu podniesienia twarzy i szyi oraz obsługi laserów.

Dr Gumkowski uzyskał wiele prestiżowych tytułów i dyplomów, ukończył specjalistyczne kursy, jak m.in. II International Course Advances of Plastic and Aesthetic Surgery w Barcelonie, Advance International Course of Aesthetic Surgery w Rzymie, II International Course of Rhinoplastia w Madrycie i wiele innych. Uczestniczy w licznych szkoleniach w kraju i zagranicą stale podnosząc swoje kwalifikacje i przenosi swoje doświadczenia szkoląc lekarzy w Polsce i za granicą. Stworzona przez niego AGKlinik-klinika sztuk pięknych to miejsce , w którym od ponad 27 lat pacjenci i pacjentki poddają się zabiegom dzięki, którym pooprawia się ich samopoczucie i samoocena, a co najważniejsze często jakość życia.


Ślub Wesele

Rzucić wszystko i zacząć od początku. Wymazać z pamięci, uwolnić się i… uciec. Potrzebujesz przebudzenia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 stycznia 2020
Fot. iStock

Wstajesz rano i myślisz: Ile jeszcze jestem w stanie znieść? Jak długo będzie mi jeszcze tak bardzo źle? Jak długo będzie trwała ta czarna seria zdarzeń w moim życiu? Czujesz, że nie jesteś w stanie już wyjść z tej „czarnej dziury”. Zamykasz się w sobie, nakładasz maskę. Uśmiech dla bliskich, rozpacza dla ciebie. Wiesz przecież, że za chwilę nastąpi moment, w który wszystko pęknie. Kryzys. Ale ciągniesz jeszcze chwilę tę farsę, żyjesz iluzją.

W końcu przychodzi chwila, w której myślisz tylko o jednym: uciec, zniknąć. Zostawić tu, gdzie jesteś teraz wszystkie problemy. Zacząć wszystko od początku, gdzie indziej. Schować się przed całym światem. Być dla siebie, nie dla innych. Zapomnieć to, co sprawia ból, co nie wyszło jak trzeba. Zdezerterować z tego nieudanego życia.

Bo przecież tam, gdzie nas nie ma jest lepiej, prawda? Wszędzie, tylko nie tu, jest lepiej. Nowe miasto, nowy kraj, nowe mieszkanie. Zmiana. Czekamy jej z utęsknieniem. Spodziewamy się czarodziejskiej różdżki, która odczaruje nasze życie z całego zła, ze wszystkich nieudanych decyzji, zdarzeń, nieszczęśliwych splotów zdarzeń. Wypatrujemy wszystkiego, co może stać się symbolem – od dziś wszystko będzie inne…

Gdyby to było takie proste. Gdybyśmy nigdy nie zapomnieli o tym, że najtrudniej uciec przed samymi sobą… Że możemy uciec i na koniec świata, zerwać relacje z bliskimi, zapomnieć o przyjaciołach, zmienić adres i numer telefonu, ale jeśli zmiana nie dokona się w nas samych, nigdy nie zaznamy spokoju. To jest jedyna metoda, by naprawdę zacząć wszystko od nowa: zacząć siebie od nowa.

Każda większa zmiana zaczyna się w naszej głowie, w sercu. Jedynie my sami możemy ją zapoczątkować i to nie odrzucając naszą przeszłość i wszystkie złe wydarzenia, złe decyzje, ale akceptując je.

Posłuchaj mnie, nic nie tracisz wybierając tę drogę. Nie marnuj więcej czasu na to bezsensowne miotanie się od miejsca do miejsca, człowieka do człowieka. Zaakceptuj siebie, takim jakim jesteś. Kiedy przestaniesz to wypierać, kiedy staniesz oko w oko ze swoimi słabościami, lękami, złością, zobaczysz, że najlepszy lekiem jest miłość własna. Że nie ma co biec dalej. Że trzeba zacząć nad sobą pracować. Przyznać się do błędów i zachwycić życiem, każdym najdrobniejszym szczegółem. Sroką, zaglądającą z ciekawością przez okno twojej kuchni. Deszczem, który spadł nieoczekiwanie i mógłby być śniegiem, ale tak przecież też jest dobrze. Każdy potrzebuje deszczu. Każdy potrzebuje przebudzenia. Osobistego, ważnego momentu, w którym dociera do nas z całą mocą – jesteśmy ważni, mamy prawo się mylić i mamy prawo próbować, upadać, podnosić się. Być

Możesz uciekać całe życie przed samym sobą i nigdy nie będziesz szczęśliwy. Nigdy nie osiągniesz spokoju, wewnętrznej harmonii. Nie da ci jej nowy dom, nowa praca, nowy partner. Odzyskasz spokój, gdy wprowadzisz zmiany w swojej głowie.

Przytłaczają cię problemy. Może dokonałaś wcześniej bardzo złych wyborów, bo w chwili, gdy je podejmowałaś, nie było innego wyjścia. Zmiana na lepsze nastąpi wtedy, gdy przestaniesz przed tym uciekać, zakłamywać się. Gdy nie będziesz już odrzucał przeszłości, szczególnie tej złej, ale przyjmiesz ją jako część swojej historii. I zrozumiesz, że nadal możesz być piękny. W każdym momencie swojego życia.


Zobacz także

W jakich majtkach się ochajtać?

Panna młoda z córeczką w chuście. Te zdjęcia zrobiły furorę

Panna młoda z córeczką w chuście. Te zdjęcia zrobiły furorę

Bierzemy ślub! Od czego zacząć?