Macierzyństwo

„Kazały przystawiać małego jak najczęściej, ale on nie chciał. A ja już chciałam po prostu, żeby moje dziecko było najedzone”

Redakcja
Redakcja
23 sierpnia 2021
fot. Vasyl Dolmatov/iStock
 

Karmisz dziecko piersią? To pytanie, które najczęściej zadaje się młodej mamie. Jednak mleczna droga nie dla wszystkich kobiet jest oczywista i bezproblemowa, szczególnie na początku. Są sytuacje, które sprawiają, że kobiety muszą zawalczyć o laktację, zanim odnajdą w karmieniu wiele radości i satysfakcji. Przedstawiamy trzy różne historie mam, którym udało się utrzymać laktację z udziałem pomocnika – laktatora.

Agnieszka lat 27

Kiedy byłam już na końcówce ciąży, planowałam, że będę karmić synka piersią. Ponieważ rodziłam przez cesarskie cięcie – wiedziałam, że będę mieć trudniejszą drogę do pokonania – by zawalczyć o wywołanie laktacji. Stres, ból po cięciu – nie ułatwiały osiągnięcia sukcesu. Maluch denerwował się przy piersi – ponieważ mleko nie chciało z niej lecieć, a on płakał i był głodny. Bardzo mnie to frustrowało.

W szpitalu, w którym rodziłam – niemile widziane było dokarmianie dziecka butelką. Położne mówiły, że jak dam mu zasmakować picia z butelki – to już nie będzie chciał piersi. Jednocześnie jednak nie bardzo potrafiły mi pomóc, bym osiągnęła sukces w karmieniu piersią. Kazały jedynie przystawiać małego jak najczęściej, ale on nie chciał ssać dłużej, tylko płakał zdenerwowany i głodny. A ja już chciałam po prostu, żeby moje dziecko było najedzone. I faktycznie prawie się poddałam – już dzwoniłam do męża, żeby kupił butelki i mleko i przywiózł je do szpitala.

Wtedy zadzwoniła koleżanka i poradziła mi, żebym spróbowała rozkręcić sobie laktację laktatorem. Stwierdziłam, że warto spróbować – i traktowałam to jako ostatnią deskę ratunku przed podaniem dziecku mleka modyfikowanego. I to była świetna decyzja! Faktycznie po kilkukrotnym, regularnym odciąganiu mleka – laktacja ruszyła. To wystarczyło, żeby zachęcić synka do ssania – i dalej już on sam regulował moją laktację. A ja byłam szczęśliwa, że jednak będę mogła karmić synka piersią.

Magda lat 28

Moje doświadczenia z karmieniem piersią były trudne, już w ciąży zastanawiałam się jak to będzie i czy będę miała pokarm. Miałam spore obawy, głównie dlatego, że przez wiele miesięcy źle się czułam, dokuczały mi mdłości, później złe wyniki badań, anemia, totalny brak sił. Mimo wszystko wierzyłam, że pokarm wytworzy się instynktownie jak maleństwo będzie już na świecie.

Niestety trudny, wielogodzinny poród, utrata dużej ilości krwi, stres a w konsekwencji depresja poporodowa spowodowały, że jeszcze w szpitalu musiałam maleństwo dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Walka o laktację trwała – konsultacje z doradcą laktacyjnym, częste przystawianie maleństwa do piersi, a w międzyczasie w każdej wolnej chwili praca na wyczekiwanym szpitalnym laktatorze i odciąganie pokarmu. Po wyjściu ze szpitala walka trwała jeszcze kilka miesięcy, w pewnym momencie nie miałam już siły i odpuściłam. Bardzo to przeżyłam.

Cały ten temat musiałam poukładać w swojej głowie, a dokładnie dwa lata później spróbować zawalczyć ponownie z drugą córeczką. Byłam pozytywnie nastawiona, przygotowana psychicznie i fizycznie. Idealnie spakowałam torbę do szpitala, wzięłam ze sobą laktator i wszystkie najpotrzebniejsze akcesoria. Wiedziałam, że tym razem nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć i mamy duże szanse na to, aby tym razem wszystko się udało.

Joanna lat 32

Kiedy na świecie pojawił się mój pierwszy syn, wszystko przebiegało książkowo. Od razu po urodzeniu przystawiłam małego do piersi, a on nie miał żadnych problemów z jedzeniem. Nie miałam stresu, który spotyka wiele mam na początku ich drogi z karmieniem.

Kiedy po kilku latach starań dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży, nie obawiałam się, że może pójść coś nie tak. Niestety już pod koniec trzeciego miesiąca ciąży okazało się, że jej utrzymanie może być problemem. Leżałam kilka miesięcy, uważałam na siebie i czekałam na pomyślne rozwiązanie. Antoś urodził się siłami natury dwa tygodnie po terminie. Kiedy wzięłam go na ręce, byłam bardzo szczęśliwa, że jest z nami, że wszystko skończyło się dobrze… Minęło kilka godzin od porodu i przy pierwszym obchodzie pediatry, usłyszałam słowa, które do dziś sprawiają, że łzy same płyną mi po policzkach: „Pani Asiu, niestety wyniki badań krwi Pani synka są złe, nie możemy jeszcze dać jednoznacznej diagnozy. Musimy zrobić mu szereg badań”. To był wielki szok dla mnie! Ale jak to, przecież syn urodził się zdrowy i dostał 10 punktów?

Kiedy otrzymałam dokumenty i informacje jak wiele badań mały musi przejść – byłam przerażona. Na dodatek synek został mi zabrany i trafił na oddział neonatologii. I wtedy pojawiło się wiele obaw o jego życie oraz o laktację. Zastanawiałam się, jak będę go karmić… Położna powiedziała mi, że mały przez kilka pierwszych dni może być karmiony tylko butelką. Wiedziałam, że to, co mogę dać mu najlepszego, to będzie podawanie mojego mleka, bałam się jednak, że kiedy nie mogę go karmić sama, może okazać się, że stracę pokarm. Musiałam coś zrobić, aby utrzymać laktację. I wtedy przypominałam sobie, że w szkole rodzenia położna polecała nam, aby do szpitala spakować laktator. Wbiegłam do swojej sali, otworzyłam torbę wyciągnęłam laktator i zaczęłam odciągać pokarm. Potem w butelce zaniosłam go położnej, aby nakarmiła Antosia. Mały był jednak tak słaby, że bardzo mało jadł.

Ale ja się nie poddawałam, odciągałam mleko laktatorem co 3-4 godziny i stosowałam metodę 7 5 3. Metoda ta polega na naprzemiennym odciąganiu mleka w systemie 7 minut jedna pierś, następnie 7 minut druga, następnie wracamy do pierwszej i przez 5 minut odciągamy ponownie z niej mleko, i z drugiej znowu 5 minut. Wracamy znowu do pierwszej i przez 3 minuty odciągamy, i znowu druga przez 3 minuty.

Kiedy kończyłam – biegłam na oddział neonatologii, oddawałam mleko położnej, a ona podawała je maleństwu. Po kilku dniach, gdy synek mógł już być ze mną i kiedy przystawiałam go do piersi, a on ssał – wiedziałam, że moja determinacja i pomoc laktatora pomogły mi utrzymać laktację. Mogłam już cieszyć się bliskością z małym. Czułam dumę i wielkie szczęście, że wszystko skończyło się dobrze! Dziś mały jest zdrowy i radosny, a chwile, kiedy przystawiałam go do piersi zapamiętam na zawsze.

***

Ile kobiet, tyle historii związanych z laktacją. Dlatego wybierając się do szpitala warto, aby w torbie każdej mamy znalazł się laktator, który pomoże jej w chwilach kryzysu. Jednak, aby osiągnąć dobre rezultaty, najlepiej do odciągania pokarmu używać dobrego i sprawdzonego laktatora elektrycznego. Easy & Natural firmy Canpol został stworzony z myślą o maksymalnym komforcie odciągania mleka. Doskonale sprawdza się po porodzie fizjologicznym, jak i po cesarskim cięciu. Dzięki silikonowej nakładce masującej zapewnia wysoki komfort, także podczas długotrwałego odciągania. Jest intuicyjny i łatwy w obsłudze – posiada aż 18 ustawień siły i rytmu ssania, dzięki czemu można dopasować jego pracę do potrzeb i preferencji kobiety karmiącej.

Są sytuacje w życiu, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć – ale możemy zrobić wiele, żeby się na różne ewentualności odpowiednio przygotować. Planując karmić piersią, warto mieć pod ręką odpowiednie wsparcie, które pomoże uratować laktację, jeśli będzie zagrożona. Pakując torbę do szpitala, nie powinno zabraknąć w niej laktatora, który pozwoli mieć spokój w głowie w wielu kryzysowych sytuacjach.


Macierzyństwo

26 sygnałów, które mogą świadczyć o tym, że… niestety jesteś toksyczna

Redakcja
Redakcja
23 sierpnia 2021
fot. Prostock-Studio/iStock
 

Czy jesteś osobą toksyczną? Założę się, że twoja odpowiedź brzmi: „Nie, oczywiście, że nie!” Większość z nas myśli o sobie jako o osobie życzliwej lub, w najgorszym przypadku, czasami trochę szorstkiej, ale ogólnie o dobrym sercu. Prawda? Niestety, możesz nie wiedzieć, jaki wpływ na innych ludzi ma to, co robisz i mówisz. Toksyczni ludzie mogą być toksyczni tylko w określonych sytuacjach. Możesz być wspaniałym rodzicem i małżonkiem, ale tyranem w pracy. Albo świetnym szefem i mentorem, ale fatalną partnerką.

To, co wydawało ci się dobrodusznym pytaniem, mogło być bardzo bolesne dla kogoś innego. Krytyka, o której myślałaś, że to nic wielkiego, mogła sprawić, że twój współpracownik czuł się niepewnie przez wiele dni. Być może myślałaś, że zabawiasz swoich pracowników wspaniałymi opowieściami o swoich wyczynach, ale oni słuchali tylko dlatego, że musieli i niecierpliwie czekali na szansę, aby się wymknąć.

Jak więc możesz naprawdę stwierdzić, czy inni uważają cię za toksyczną, czy nie? Aby pomóc Ci to rozgryźć, mamy 26 punktów, które mogą świadczyć o twojej toksyczności. Zadaj sobie pytanie, czy kiedykolwiek zrobiłaś któreś z poniższych. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, być może będziesz musiała przemyśleć niektóre ze swoich zachowań lub założeń.

Istnieją różne poziomy toksyczności. Niektóre rzeczy są od razu mają działanie śmiertelne. Inne powodują szkody z czasem. Jeśli chodzi o ludzi, definicja niewiele się zmienia. Toksyczna osoba to taka, która swoimi słowami i czynami wyrządza krzywdę innym. Pozostawia innych w gorszej sytuacji, gorszym samopoczuciu, niż przed spotkaniem z nią. Czasami ta krzywda jest odczuwana natychmiast. Innym razem buduje się powoli z czasem. Jak możemy rozpoznać, że niestety to właśnie my jesteśmy tymi toksycznymi?

Oto sygnały, na które powinnaś zwrócić uwagę.

1. Ludzie czują się gorzej po kontakcie z tobą.

2. Ludzie unikają cię lub znikają z twojego życia na dobre.

3. Jesteś bardzo krytyczna i uważasz, że jesteś lepsza od innych.

4. Kontrolujesz lub jesteś emocjonalną manipulantką.

5. Nigdy nie przepraszasz ani nie przyznajesz się do tego, że zrobiłaś coś źle, popełniłaś błąd.

6. Za wszystko starasz się obwiniać innych.

7. Korzystasz z dobroci innych ludzi.

8. Upokarzasz ludzi, aby zyskać przychylność tłumu.

9. Chowasz w sobie urazę.

10. Sprawiasz, że wszelkie tematy nabierają osobistego charakteru.

11. Nie cieszysz się z sukcesów innych.

12. Jesteś zazdrosna o innych.

13. Grozisz reperkusjami tym, którzy próbują cię wyprzedzić w jakiejkolwiek dziedzinie.

14. Nigdy nie idziesz na kompromis.

15. Nie można ufać, że dochowasz tajemnicy.

16. Robisz złośliwe, pasywno-agresywne komentarze.

17. Używasz presji tłumu, aby skłonić ludzi do robienia rzeczy, których nie chcą robić.

18. Twoje nastroje są zmienne.

19. Jesteś królową dramatu.

20. Wciąż rywalizujesz.

21. Ludzie wypominają ci twoje zachowanie.

22. Grasz ofiarę.

23. Nigdy nie wspierasz innych.

24. Nie bierzesz pod uwagę uczuć innych ludzi.

25. Kłamiesz i wywołujesz konflikty.

26. Twoim ulubionym tematem rozmowy jesteś TY!

 

 


Macierzyństwo

9 ponadczasowych ubrań, które warto kupić na wyprzedaży

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
23 sierpnia 2021
fot. PeopleImages/iStock

W szafie każdej kobiety powinno znaleźć się kilka ponadczasowych ubrań i dodatków, dzięki którym można skomponować dziesiątki różnych stylizacji. By stworzyć modną szafę, wcale nie trzeba wydawać majątku. Wystarczy przyjrzeć się ofercie wyprzedażowej, by znaleźć prawdziwe perełki za połowę ceny. Jakie ponadczasowe ubrania warto kupić na wyprzedaży?

1. Marynarka

Klasyki nigdy za wiele, dlatego podczas wyprzedaży warto upolować marynarkę, która będzie świetnym dopełnieniem wiosennej lub jesiennej stylizacji. Oprócz stonowanych, ciemnych odcieni warto postawić na odważne kolory, które ożywią stylizację. Najlepiej wybierać modele o klasycznym, ponadczasowym kroju, na który moda nigdy nie przeminie. Marynarka świetnie skomponuje się z sukienką, spódnicą, jeansami czy eleganckimi spodniami.

Marynarka garniturowa z modalu, MANGO

2. Mała czarna

To absolutna klasyka, która nigdy nie wyjdzie z mody – na randkę, do teatru czy na rodzinną uroczystość. Uniwersalną, a przy tym bardzo elegancką sukienkę, można wzbogacić ciekawymi dodatkami. Mała czarna efektownie prezentuje się za równo w codziennej, jak i wieczorowej odsłonie. Można łączyć ją z delikatnymi szpilkami, sandałkami na szpilce, a jesienią czy zimą z wysokimi kozakami.

3. Skórzana ramoneska

Trudno wyobrazić sobie jesienną stylizację bez skórzanej, krótkiej kurtki. Na szczególną uwagę zasługują proste, ciemne modele, które nie potrzebują specjalnych dodatków, by prezentować się efektownie. Ramoneska podkreśli wcięcie w talii i pięknie wymodeluje figurę. Świetnie będzie prezentowała się z jeansami z wysokim stanem, plisowaną spódnicą czy małą czarną.

4. Jeansy z wysokim stanem

Dobrze dobrane do sylwetki jeansy z wysokim stanem, nigdy nie wyjdą z mody. Najlepiej sprawdzą się proste fasony w granatowym lub niebieskim odcieniu. Podwyższony stan wymodeluje sylwetkę, optycznie wysmukli talię i wydłuży nogi. Jeansy można zestawić z kozakami, balerinami, szpilkami czy trampkami. Idealne spodnie będą wyjściem awaryjnym w sytuacji, w której nie wiemy co na siebie założyć.

5. Biała koszula

To absolutny i ponadczasowy must have damskiej garderoby. Uniwersalna, a przy tym bardzo kobieca koszula sprawdzi się nie tylko w biurze, ale i w oversiz’owych wiosennych stylizacjach. Połączenie z krótkimi szortami i trampkami nada jej bardziej sportowego charakteru.

6. Kaszmirowy sweter

Swetry, w szczególności te kaszmirowe, nigdy nie wyjdą z mody. Gładki, w warkocze, z dekoltem czy z golfem? Wybór jest naprawdę ogromny. Kaszmirowe swetry nie należą do najtańszego elementu garderoby, dlatego w szczególności warto polować na nie podczas wyprzedaży.

7. Płaszcz

Trudno wyobrazić sobie fajną, jesienną stylizację bez beżowego lub granatowego płaszcza. Płaszcz wykonany z ciepłej tkaniny z dodatkiem wełny lub kaszmiru to ponadczasowy klasyk, który będzie na czasie niezależnie od obowiązujących w danym sezonie trendów. Płaszcz można zestawić z ulubionymi jeansami, spódnicą czy sukienką. Doskonale sprawdzi się w każdej stylizacji.

8. Torebka

W szczególności ta duża i pojemna jest obowiązkowym elementem kobiecej garderoby. Nie ma znaczenia na jaki model postawimy. Możemy wybrać skromną i delikatną, jak również z połyskującymi dodatkami lub srebrnym łańcuszkiem.

9. Baleriny

Skórzane, proste w formie i dobrze wykonane baleriny posłużą przez kilka kolejnych sezonów. Choć te beżowe, granatowe czy czarne cieszą się niesłabnącą popularnością, to może warto tym razem postawić na te w odcieniach pastelowych? Kolorowe buty dodadzą dziewczęcości i delikatności wiosennej stylizacji.

Baleriny LAUREN RALPH LAUREN, eobuwie.pl

 

 

Marta Pożarlik

Tekst powstał we współpracy z:

Martą Pożarlik, czyli Pani od Wizerunku. Od trzech lat współpracuje ze złotymi tarasami. Gościnnie udziela porad modowych w Dzień Dobry TVN. Stylizuje sesje zdjęciowe. Pracuję nad wizerunkiem celebrytów i aktorów. Jest osobistą stylistką Małgorzaty Ohme. Prowadzi liczne szkolenia wizerunkowe dla firm, doradza klientom biznesowym i indywidualnym. Napisała darmowego e-booka „Jak nie zdziadzieć w domu”. Martę znajdziecie na Facebooku i Instagramie. 


Zobacz także

Rodzice, którzy wychowują „dobre” dzieci robią te 5 rzeczy – nigdy o nich nie zapominaj!

Nauka popełniania błędów. Lekcja i dźwignia rozwoju czy porażka i strach?

BE POSITIVE, STAY POSITIVE. Pozytywny test ciążowy. Jak zmieni się moje życie i jak nie zwariować kiedy się dowiesz?