Macierzyństwo

Jak wychować chłopca, czyli więcej empatii mniej pobłażania

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 grudnia 2019
Fot. Pixabay/LisaLiza / CCO
 

Inaczej niż dziewczynkę? Jeśli tak – to dlaczego? Czy nie wszyscy powinniśmy polegać w życiu jednakowym zasadom? Czy nie wszyscy powinniśmy potrafić radzić sobie z życiowymi problemami i nauczyć się polegać na sobie? Może zatem tytuł artykułu powinien brzmieć po prostu „jak wychować dziecko?”… Nie. Tytuł jest odpowiedni. Przez lata wychowywaliśmy ich zle, zostawiając niejako „samym sobie”,  za co dziś słono płacimy. Narzekamy na naszych partnerów, ojców, synów. Ale czy naprawdę poświecono im wystarczającą ilość i jakość uwagi, gdy byli dziećmi?…

Jak zatem wychować syna? Powinniśmy przede wszystkim:

1. Uczyć go okazywać emocje i umieć je opanować, kiedy wymykają się spod kontroli

Zbyt wielu dorosłych mężczyzn cierpi z tego powodu, że nie potrafi mówić o uczuciach, że je tłumi. Cierpią też ich partnerki, dzieci. Cierpią na starość rodzice, którzy tracą z synami kontakt. Ale nie może być inaczej, jeśli w dzieciństwie nie nauczono nas, że emocje są czymś naturalnym, a łzy niczym wstydliwym. Skoro wolno okazywać radość, dlaczego zabrania się nam okazywania smutku?! Jeśli odczuwamy złość, musimy wiedzieć, że mamy do tego prawo, ale nie wolno nam nikogo skrzywdzić. Są metody radzenia sobie z silnymi emocjami, które ich nie stygmatyzują, ale pomagają nam dać im odpowiednie ujście.

2. Uczyć odpowiedzialności za własne otoczenie

Uczysz się – przygotuj sobie stanowisko pracy. Zjadłeś – posprzątaj po sobie. Nabałaganiłeś? Uporządkuj. Nie masz się w co ubrać? Pilnuj, by brudne ubrania lądowały w pralce, a czyste w szafie. Te zasady są proste i powinny towarzyszyć nam od momentu, gdy zaczynamy się uniezależniać, czyli gdy idziemy do szkoły. Zbyt często w wielu rodzinach nadal obowiązuje schemat, w którym to siostrze wpaja się obowiązki związane z utrzymywaniem czystości w domu, a synom – pobłaża. Dlaczego? Przecież w dorosłym życiu będzie musiał sam o siebie zadbać…

3. Uczyć wrażliwości na krzywdę innych

W dzisiejszych czasach młodzi ludzie są szczególnie narażeni na przemoc, zarówno psychiczną (na przykład pod postacią „hejtu”) jak i fizyczną. Uczmy od małego, że nie wolno nikogo krzywdzić, że naturalne jest stawanie w obronie słabszych. Pokazujmy, co jest dobre, a co złe i że najlepszą drogą do rozwiązania konfliktów jest dialog. Uwrażliwiajmy chłopca na różnego rodzaju niesprawiedliwości i pokazujmy mu „prawdziwy” świat. Świat bez filtra.

4. Uczyć akceptacji dla różnic

Bo przecież każdy z nas jest inny. Pozwólmy mu zobaczyć te różnice, pokażmy, że one wzbogacają, a nie dzielą. Tłumaczmy, że akceptacja i tolerancja to podstawa zrozumienia drugiego człowieka. Zwracajmy uwagę, gdy chłopiec kogoś wyśmiewa lub gdy przynosi do domu niepokojące opowieści ze szkoły czy podwórka. Bądźmy dobrym przykładem, nie zamykając się na innych. Podróżując zwracajmy uwagę na różnorodność – regionów i kultur. Obudźmy ciekawość świata i ludzi.

5. Uczyć miłości

W jaki sposób? Okazując ją. Sobie, innym. Nie tylko mówiąc o niej, ale pokazując troskę o bliskich, o naszych własnych rodziców, najlepszych przyjaciół. Nie bójmy się okazywać ciepła, wspierajmy, starajmy się rozumieć, a nie krytykować. I bądźmy obecni. Wtedy, kiedy potrzebuje konkretnej pomocy i wtedy, kiedy wystarczy mu sama świadomość, że jesteśmy.

 


Macierzyństwo

4 upominki, które wspierają rozwój małych umysłów

Redakcja
Redakcja
18 grudnia 2019
Fot. Materiały prasowe

Magiczny czas Bożego Narodzenia zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim odwieczny dylemat dotyczący wyboru prezentów – zwłaszcza dla najmłodszych! Jeśli nie chcemy iść na łatwiznę i kupić kolejnego pluszaka, lalki czy worka ze słodyczami, dobrym rozwiązaniem będą wszelkiego typu gry. Nawet te niewielkie nie tylko zapewniają rozrywkę na równi z zabawkami, ale też wspierają rozwój małych umysłów.

Jedną z najpopularniejszych i najbardziej uniwersalnych gier karcianych są Dobble, których główny mechanizm polega na poszukiwaniu na kartach par identycznych symboli. Do zwycięstwa potrzebna jest nie tylko spostrzegawczość, ale i szybkość reakcji, a zabawa potrafi wciągnąć na długie godziny. Wersja z postaciami z Harry’ego Pottera będzie dodatkowo ciekawa dla wszystkich małych czarodziejów!

Z kolei, jeśli chcemy pójść o krok dalej, warto zwrócić uwagę na Cortex. Tutaj również musimy szybko reagować na to, co dzieje się na stole, jednak zadania do rozwiązania są różne: od łamigłówek, poprzez puzzle, aż do specjalnych kart z fakturą, które musimy rozpoznać z zamkniętymi oczami wyłącznie za pomocą dotyku! Co ważne, Cortex występuje w 4 wersjach: po 2 dla młodszych i starszych dzieci, więc łatwo dopasujemy upominek do poziomu obdarowywanych.

Fot. Materiały prasowe

A może dziecko, które chcemy obdarować uwielbia opowiadać własne historie – ma bogatą wyobraźnię i buzia mu się nie zamyka? Dla takich maluchów świetnym narzędziem i jednocześnie doskonałą zabawą są Story Cubes, czyli kości opowieści. Podczas zabawy naszym zadaniem jest opowiedzenie historii, która w luźny sposób będzie nawiązywała do obrazków, które wylosowaliśmy.

Fot. Materiały prasowe

A jeśli nie mamy pewności, czy dziecko znajdzie w domu kompana do wspólnych rozgrywek, możemy skusić się na łamigłówki, które można rozwiązywać w pojedynkę. Przykładem takiej gry jest Cat Stax, w którym ćwiczymy wyobraźnię przestrzenną, próbując zmieścić na ograniczonej powierzchni wskazane figurki kotów. Dziecko uczy się w ten sposób dopasowywania do siebie elementów i trenuje logiczne myślenie.


Artykuł powstał we współpracy z www.rebel.pl


Macierzyństwo

Dom tworzą ludzie, a nie drogie świąteczne dekoracje. W tym roku usłyszmy w końcu siebie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 grudnia 2019
magia świąt
Fot. iStock / svetikd

W tym roku święta znów przyszły zbyt szybko. Bo przecież, chociaż jeszcze we wrześniu obiecywałam sobie, że już niebawem zacznę rozglądać się za prezentami, że dokupię talerzy do kompletu, żebyśmy jedli w końcu na takich samych, to i tak nic z tych obietnic nie wyszło. Choć zarzekałam się, że w tym roku wszystko zaplanuję, to znów nie było na to wcześniej czasu.

Będzie tak, jak zawsze. Wigilijna kolacja okaże się składkowa, kłótni dzieci nie uniknę, tak jak zmęczenia i stresu związanego z brakiem pieniędzy, sił i możliwości, by wszystko wyszło „lepiej” niż zazwyczaj. Choć, czy to rzeczywiście potrzebne?…

Co tak naprawdę jest sensem tych świąt? Pomijając wymiar religijny, święta Bożego Narodzenia to moment, w którym wreszcie możemy się na nieco dłużej zatrzymać. Nie biec nigdzie, za niczym nie gonić. I pewnie dla wielu z nas ważne są te czyste okna, białe obrusy, starannie przygotowane potrawy, ale przecież to, co najważniejsze dzieje się w nas, a nie obok nas… Zapomnieliśmy o tym.

Zbyt mocno skupiamy się na tym, czego nam brakuje. Na tym, czego nie możemy mieć, czego być może nigdy mieć nie będziemy. Czujemy frustrację, zastanawiamy się co poszło nie tak, dlaczego ten rok nie przyniósł wygranej w totolotka albo innego cudownego zrządzenia losu, który zmieniłby nasze życie na lepsze. Tym samym zrzucamy z siebie odpowiedzialność. Nie wyszło tak, jak sobie wymarzyliśmy, ale to przecież nie nasza wina. Po prostu nie mamy szczęścia.

Nieprawda. Możemy mieć tyle szczęścia, ile chcemy. To nasza postawa życiowa sprawia, że czujemy się szczęśliwi lub nie. To sposób, w jaki reagujemy na porażki i sukcesy, na różne sytuacje i problemy, które stawia przed nami życie. To brak lub obecność siły psychicznej i pozytywnego nastawienia. To umiejętność doceniania tych, którzy trwają przy nas niezależnie od tego jak nam się wiedzie. Dlatego właśnie są tacy, którzy choć „mają wszystko”, nigdy nie będą zadowoleni.

Chcielibyśmy mieć więcej. Ale czy potrafimy cieszyć się tym, co już jest? Dom, rodzinę tworzą ludzie, a nie drogie świąteczne dekoracje. Obrazy, które widzimy w telewizji, te przedstawiające wielkie, wspaniale przystrojone domy, niewiele mają wspólnego z naszą rzeczywistością. I nie dajmy się nabrać na iluzję, że skromny świąteczny stół to coś gorszego. Że książka pod choinkę, a nie nowy laptop oznacza, że się nie postaraliśmy, że coś się nie udało.

Najważniejsi są nasi bliscy, to że mamy ich na wyciągnięcie ręki. Że możemy z nimi porozmawiać, pomilczeć, przeżyć wspólnie dobre chwile. Dla jednych będzie to ważny czas ze względu na ich wiarę, dla innych po prostu kilka „wolnych dni” w kalendarzu. Niezależnie od tego czym są dla nas te święta, wykorzystajmy dobrze to, co nam oferują: możliwość głębszej refleksji.

W tym roku, jak w zeszłym, zjemy na talerzach z dwóch kompletów. Może choinka znów nie sięgnie sufitu. Może jedynym prezentem będą własnoręcznie upieczone i pięknie zapakowane świąteczne pierniki. Ale mam nadzieję, że przede wszystkim zdobędziemy się na to, by być ze sobą blisko, by się usłyszeć. I że powiemy sobie kilka ważnych rzeczy. Na początek wystarczy „dobrze, że jesteś, dziękuję”.


Zobacz także

Kto zostanie Położną na medal?

„Nigdy nie przestałam cię kochać”, „nie miałam wyboru”, „myślę o tobie codziennie”. Czy można wybaczyć?

„Za moimi plecami nieustannie stoi strach i puka w ramię, on już nawet na „spierd**aj” nie reaguje”