Macierzyństwo

Dominika Gwit jest w ciąży! „Pan Bóg wysłuchał naszych próśb”

Redakcja
Redakcja
10 sierpnia 2022
fot. ttps://www.instagram.com/dominikagwit/
 

Dominika Gwit jest w ciąży! Radosną nowiną podzieliła się z fanami w mediach społecznościowych. Przyznała przy okazji, że wraz z mężem starali się o dziecko od dawna. „Pan Bóg wysłuchał naszych próśb. Czekaliśmy na to od wielu lat. Wszyscy jesteśmy zdrowi i najlepiej zaopiekowani przez wybitnych lekarzy”. Ze zdjęcia wprost bije szczęście – dumni rodzice pozują z wydrukiem USG ciąży

Kochani, dziś przyszedł czas, by podzielić się z Wami szczęściem, które wypełnia nasze serca już od wielu tygodni 💕 Pan Bóg wysłuchał naszych próśb. Będziemy mieli dziecko❤️ Nasza radość nie zna granic🥰 – czytamy na Instagramie aktorki.

Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski są małżeństwem od 4 lat, a za kilka miesięcy ich rodzina powiększy się o maluszka.

Jak to dobrze czytać takie dobre informacje już z samego rana!

Serdecznie gratulujemy! ❤

ZOBACZ TEŻ NASZ WYWIAD Z DOMINIKĄ GWIT: „Zrozumiałam, że chcę być sobą, bez tego ciągłego ważenia się i obsesji na punkcie rozmiaru. I w dupie mam, co ludzie nieżyczliwi o mnie myślą”

 


Macierzyństwo

Slow-life to nie rezygnacja z planów, czy bierność. To nie stagnacja. To raczej uważniejsze przyglądanie się chwilom

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
10 sierpnia 2022
slow-life
fot. Jacob Owens/Unsplash
 

Jaki pożytek z tego, że ciągle gdzieś pędzimy skoro pośpiech stępia naszą wrażliwość i ograbia nas z przeżywania i celebrowania chwil? Popularne sentencje głoszą, że to diabeł się cieszy, kiedy się spieszymy, a pośpiech przydaje się tylko przy łapaniu pcheł. Czy jest zatem jakiś sposób, by świadomie zwolnić i prowadzić slow-life?

„Tęsknię za krajem, za rodziną, przyjaciółmi. Już dawno bym tu wróciła, gdyby nie ten wszechobecny pośpiech”, mówi Aneta, kręcąc z dezaprobatą głową. Rozmawiam z nią o tym, jak żyje się jej tam, na obczyźnie o slow-life. „Kiedy widzę jak ludzie tutaj w Polsce się spieszą, biegają i pędzą, czuję, że nie jestem gotowa na powrót. Ta polska gonitwa sprawiają, że wciąż odwlekam decyzję o powrocie do kraju”.

Aneta od 10 lat mieszka za granicą. Sporo pracuje, ma obowiązki jak każdy z nas. Jednak od razu widać, że pęd i pośpiech jest jej obcy. Stara się być uważna, kiedy słucha. Oddycha spokojnie. Mówi wyraźnie. Nauczyła się żyć w zwolnionym rytmie i czerpać z tego korzyści. We Włoszech, gdzie obecnie mieszka, celebruje się wspólne posiłki i sjesty. To właśnie tam powstała filozofia slow-life.

Pytam, czy zawsze tak żyła. Aneta odpowiada, że nie. Ale od kiedy spróbowała zwolnić, żyje się jej łatwiej. Dodaje, że pomimo codziennej pracy i sporej ilości obowiązków, ma czas na to, co dla niej ważne. Nie musi się spieszyć, wszędzie zdąża i na wszystko ma czas. Jest autentyczna, więc kiedy się tego słucha, aż chce się tego doświadczyć.

Czy rzeczywiście w obecnych czasach pośpiech jest niezbędny?

Często słyszymy, że „takie czasy”, „taki świat”, że „czas ucieka coraz szybciej”. To nieprawda. Czas biegnie w swoim tempie, które jest niezmienne. Prawdą jest jednak, że można żyć wolniej. Przecież pośpiech zwykle nie zmienia naszej sytuacji. Wręcz przeciwnie, często jeszcze przysparza nam kłopotów i trosk.

Czym zapłacisz za pośpiech?

Żyjąc cały czas w szybkim tempie, zaczynasz ignorować pory spożywania posiłków, nie dbasz o odpowiednie nawodnienie, sięgasz po szybkie i niezdrowe jedzenie. Nie masz czasu na aktywność fizyczną i odpowiednią ilość snu. Częściej odczuwasz zmęczenie, a ostatecznie obniżasz również swoją odporność. Życie pod presją czasu działa źle, także na psychikę, powodując ciągły niepokój i stres. Nie masz czasu na budowanie więzi. Tracisz ważne relacje. W konsekwencji czujesz, że tracisz sens życia.

Dlaczego gnamy bez tchu, już od samego otwarcia oczu?

Jaki pożytek z tego, że ciągle gdzieś pędzimy skoro pośpiech stępia naszą wrażliwość i ograbia nas z przeżywania i celebrowania chwil? Popularne sentencje głoszą, że to diabeł się cieszy, kiedy się spieszymy, a pośpiech przydaje się tylko przy łapaniu pcheł.
Dlaczego więc tak łatwo wpadamy w pułapkę przynaglenia? Może dlatego, że wydaje nam się, że więcej znaczy lepiej. A może dlatego, że boimy się, że życie na nas nie poczeka? Lub jeszcze inne lęki czy kulturowe przekonania popychają nas w pośpiech.

Co zrobić, by żyć wolniej, ale nadal efektywnie?

Czy jest zatem jakiś sposób, by świadomie zwolnić? My jako ludzie jesteśmy częścią przyrody, warto się jej zatem uważnie przyglądać. Ona nigdzie się nie spieszy, działa w swoim rytmie, zdąża na czas i konsekwentnie realizuje swoje.

To, że musimy zwolnić, brzmi nieco paradoksalnie w dobie goniących nas terminów i zadań. Warto jednak dać szansę filozofii SLOW-LIFE, bo życie w biegu po prostu źle smakuje. SLOW-LIFE to nie rezygnacja z planów, czy bierność. To nie stagnacja. To raczej uważniejsze przyglądanie się chwilom, by uspokoić zbyt szybko biegnące tempo życia. To przeżywanie ważnych momentów tak, by jak najwięcej z nich przeżyć świadomie i zapamiętać.

9 sposobów, by zaprosić wolniejsze tempo życia do codzienności

1. Spędzaj więcej czasu na łonie natury,
2. Otaczaj się ludźmi, przy których czujesz się dobrze,
3. Zrelaksuj się i poczytaj ciekawą dla ciebie książkę,
4. Staraj się rejestrować/ zapamiętywać/ zapisywać momenty, które są dla ciebie ważne i karmiące dobrą energią,
5. Celebruj posiłki, delektuj się smakiem, zadbaj o estetyczną stronę podczas jedzenia, warto wyłączyć przy tym telewizor, odłożyć telefon i jeśli masz taką możliwość, zaprosić do wspólnego posiłku inne osoby,
6. Dbaj o sen i pozwalaj sobie także na „nicnierobienie”. To jest potrzebne tak samo, jak działanie,
7. Kiedy masz duże, angażujące zadania do realizacji, staraj się rozbijać je na drobniejsze części i rób sobie przerwy,
8. Dbaj nie tylko o planowanie czasu na swoje obowiązki, pamiętaj by planować również czas na przyjemności,
9. Określ sprawy, które są dla ciebie priorytetowe, a te, które są nieistotne, oddalaj lub całkiem z nich rezygnuj.

Śpiesz się powoli

Śpiesz się powoli – mówi przysłowie. Dla mnie znaczy ono… zdążyć na czas w swoim tempie. Zdarza się czasami, że muszę się pospieszyć, że trzeba coś nadrobić i wtedy pośpiech jest niezbędny. Staram się jednak zrobić wszystko, by takich sytuacji było w ciągu dnia jak najmniej. Kiedy konsekwentnie tego pilnuję, czuję, że moje życie lepiej smakuje. Czasami stare nawyki znowu biorą górę i czuję, że rozpędzam się ze znanym mi impetem. Nie lubię tego uczucia. Wiem, że do niczego dobrego mnie nie zaprowadzi.
Siadam wtedy na chwilę, oddycham głęboko i wolniej i mówię sobie:

„No gdzie tak pędzisz? Pośpiech przecież uwłacza, a na końcu drogi i tak czeka cię to samo, co wszystkich”.

To wystarczy. Wstaję. Rozglądam się i znowu zaczynam w wolniejszym tempie przeżywać chwile. Wtedy czuję wyraźnie, że pośpiech jest obelgą dla mądrości.


Aldona Stach – linergistka, trener, właścicielka Salonu Beauty. Studiuje psychologię na WSB – National Louis University. Ukończyła między innymi Beauty Coach Academy oraz Psychologię Przywództwa. Szczęśliwa mama i babcia. Fascynatka podróży i kulinarnych wariacji.


Macierzyństwo

Patrzę na ciebie, mamo. Kiedyś będę słaba, jak ty…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 sierpnia 2022
fot.istock

Patrzę na ciebie mamo i nie rozumiem. Nie rozumiem, jak można tkwić w tak chorej relacji. Kiedy pozwoliłaś mu wrócić po raz pierwszy, pomyślałam sobie – trzeba dawać człowiekowi szansę. Zawsze mnie tego uczyłaś, podobała mi się twoja empatia i zrozumienie. Nigdy nie oceniałaś ludzi „po okładce”, tłumaczyłaś, że dopóki nie wejdziemy w buty drugiej osoby, to nic o niej nie wiemy. Tak bardzo wdrukowało mi się to w głowę, że zbyt gorliwie stosowałam twoją naukę życiową. Dzisiaj wiem, że powinna jej towarzyszyć lekcja stawiania granic. Nie towarzyszyła…

Słowo „szansa” odmieniałaś przez wszystkie przypadki i miałam wrażenie, że mieszka razem z nami, siedzi przy stole, jest częścią naszej rodziny. Lubiłam je. Jeszcze wtedy byłaś uśmiechnięta i spokojna. „Daj szansę tej miłości” – mówiłaś, „daj mu szansę”, „człowiek, któremu nie daje się szansy, nie pracuje nad sobą”. Tak powtarzałaś. I dodawałaś „nie mów nic ojcu”.

Dzisiaj myślę, że o złym uzależnieniu od miłości trzeba mówić, jak o chorobie psychicznej. Tak mamo, byłaś i jesteś chora. Tak bardzo chciałaś, żeby tym razem ci się udało, tak bardzo chciałaś być kochana. A on, pan „druga szansa”, zwyczajnie z tego korzystał. Tata ułożył sobie życie z drugą kobietą, więc rozumiem, że nie chciałaś być gorsza. Rozumiem, ale nie wiem, jak się czuje kobieta, kiedy słyszy od faceta – „już cię nie kocham”. Ja nie chcę żadnej miłości, nie potrzebuję jej, będzie to będzie, a jak się nie przydarzy – to nic złego się nie stanie. Nie chcę, jak ty, żyć na tej karuzeli: tydzień szczęścia, tydzień piekła. Wiecznie spakowana torba przy drzwiach, bo on się wyprowadza i wraca. Zawsze z tą samą obietnicą życia w bajce.

„Tym razem będzie inaczej” – wiesz, ile razy to słyszałam? Tysiące! Nawet zrobiłam listę słów „drugiej szansy”, sprawdza się wzorowo za każdym razem. I jestem bezsilna, kiedy on wraca po raz setny pod nasz dach, a Ty – udręczona – tulisz się do niego i kiwasz głową. Ten widok będzie mi towarzyszyć przez całe życie.

Twoje: „dość!”, „koniec z tym!”, znaczy już tyle, co:  „podaj kawę”, „ubierz się ciepło”, przelatują przez uszy, nie robią na nikim wrażenia. Na nim nie robią, mamo. Nie wiem, czemu tego nie widzisz. Ma swój klucz, słowa, które działają, gesty, obietnice. I za każdym razem jest dokładnie tam samo. Ty też to widzisz, mamo?

A zaczęło się tak pięknie. „Uratował mnie” – mówiłaś i śmiały ci się oczy, chociaż wydaje mi się, że po tym, jak zostawił cię tata, zakochałabyś się dosłownie w każdym. Nie miałaś w czym wybierać, a mogłaś. Piękna, towarzyska, zawodowo wspaniała kobieta! Wystarczyłoby tylko poczekać, przeżyć żałobę, dałybyśmy sobie radę. „Nie umiem być sama” – powtarzałaś. A szkoda, mamo, tyle mądrych rzeczy usłyszałabyś w tej samotności ze sobą. Nie miałam sumienia prosić cię, żebyś poczekała, czułam, że nie byłaś gotowa i za mocno się zaangażujesz.

Miał pretensje o wszystko. Każdy drobiazg potrafił wyprowadzić go z równowagi. Myślę, że kontrolował twoją korespondencję w komórce, pewnie i laptopie. Ciągle cię krytykował i oceniał. I ta jego córunia z poprzedniego małżeństwa. Wystarczyło na nią spojrzeć krytycznie i sama wiedziałabyś, że powinnaś uciekać z tego związku i skończyć go natychmiast. Zamiast tego, ty stałaś się beneficjentką wszystkich jego kłopotów i problemów, niezapłaconych rachunków, problemów z byłą żoną, matką, bratem… Mamo!

On musiał znaleźć jakiś osłabiający patent na ciebie, żeby egzekwować wszystkie swoje potrzeby. Ty, wpędzana w poczucie winy, oskarżana dosłownie o wszystko: brak empatii, miłego smsa do ojca, kolację z ludźmi z pracy, na którą go nie zabrałaś – nadrabiałaś jak mogłaś! Nie zauważyłaś, że niczego nie jesteś mu winna… I kiedy od czasu do czasu przytomniałaś, wyrzucałaś torbę za drzwi, wiadomo był,  że za dwa dni wróci, mamo. Bo nie ma dokąd pójść. Bo nie ma przyjaciół, znajomych, żyje twoim życiem, to ciebie kocha jego rodzina… Dzień, w którym pozwoliłaś mu się wprowadzić do naszego domu, był twoim największym błędem. Tak bardzo chciałaś mu pomóc, mamo, być lekiem na wszystko, pokazać, jaka jesteś fajna, godna miłości…

Po dwóch dniach wraca. Mówi, jaka jesteś wspaniała, dobra, mądra, jaki jest z niego ciul, a ty potrzebujesz tych słów, tyle pięknych słów… Chłoniesz, jak gąbka, nie chcesz myśleć o tym, że już to słyszałaś, nie chcesz, żeby to do ciebie dotarło, jeszcze nie, przecież jest tak miło i spokojnie. Potrzebujesz tego spokoju.

Patrzę na ciebie, mamo, i jest mi żal. Znowu wszystkich oszukasz. Siebie i mnie. To chore, mamo, jesteś chora, a ja widzę, jak jesteś słaba i nie mam już siły na przerabianie tych rozstań i powrotów. Jest mi wstyd. Za ciebie mamo.


Zobacz także

Czego boją się dzieci i jakie wyzwania przed nimi stoją, zależnie od wieku

6. miesiąc życia dziecka

Najwięcej Mam ufa właśnie nam!* Bebiko 2 NutriFlor+ to zdaniem polskich mam mleko dopasowane do potrzeb małego brzuszka