Macierzyństwo

Dlaczego nie powinniśmy chodzić z małymi dziećmi do centrów handlowych?

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
21 października 2016
Fot. iStock / Brian Jackson
 

Obraz spacerującej szczęśliwej rodzinki z małym kilkutygodniowym brzdącem w rozkosznej kondoli w centrum handlowym jest już codziennością. I to nie są przeważnie matki, które wpadły na szybko coś kupić, bo nie mają z kim zostawić dziecka, tylko szczęśliwe małżeństwo, spoglądające w witryny sklepowe, rozsiadające się w kawiarni czy ogródku jedzeniowym… ogólnie: sielankowy weekend z dzieckiem w centrum handlowym. 

Ja jestem zdania, że centrum handlowe to nie jest miejsce dla dziecka. Niestety ostatnio sama wybrałam się na dosłownie 15 minut z 3,5 miesięczną córeczką do CH Posnania na otwarcie (tak, wieczorem, tak w ten dziki tłum), ale zrobiłam to tylko dlatego, że mój mąż razem ze wspólnikami otworzyli wyspę z kosmetykami Paese Cosmetics (szybka reklama: zapraszamy do Paese w Posnani i na fanpage 😉), więc nie mogło nas tam nie być, choćby na te kilka minut. Jednak na razie na dłuuuugi czas już starczy.

Dlaczego nie powinniśmy zabierać małego dziecka do centrum handlowego? 

  1. ZARAZKI, BAKTERIE
    Przede wszystkim jest to ogromne skupisko ludzi. Wszyscy kichają, prychają, szczególnie w sezonie grypowym. Do tego wszystkie poręcze, barierki, klamki, wieszaki na ubrania, produkty sklepowe, które wszyscy biorą do rąk i macają – to są największe skupiska zarazków i bakterii. Dlatego tak ważne jest MYCIE RĄK. Niezależnie czy jesteśmy w sklepie sami czy z dzieckiem, zawsze po powrocie do domu, zawsze przed kontaktem z dzieckiem – myjemy ręce. Myślę, że nawet nie mając dziecka, mycie rąk jest ważną kwestią z przyczyn czysto higienicznych. W centrach handlowych przeważnie nie ma otwartych okien, są tylko wywietrzniki i klimatyzacja, więc to powietrze krąży, ale się nie „wywietrza” i stąd większe ryzyko zarażenia się czymś niż na świeżym powietrzu.
  2. GRZYBY I PLEŚŃ W KLIMATYZACJI
    Z racji, że zarówno na grzyby jak i pleśń mam alergie od razu czuję gdzie nie jest czyszczona klimatyzacja: w większości centrów handlowych. Piekące oczy, napływające gluty w nosie i glut w gardle od razu mi mówi: TU JEST GRZYB I PLEŚŃ. Dlatego nie jestem miłośniczką takich miejsc, a tym bardziej uważam, że takie maluchy nie powinny tych grzybów i pleśni wdychać swoimi wrażliwymi noskami. 
  3. NADMIAR BODŹCÓW
    Dużo świateł, muzyka, hałasy, kolory itd… małe dzieci mają bardzo wrażliwy układ nerwowy, więc zabieranie je w takie miejsca sprawia, że później są „przebodźcowane”. Po prostu sobie z tym nie radzą i przez to gorzej śpią, częściej płaczą, są rozkojarzone i marudne. Więc nie zawsze to „dziecko jest PO PROSTU takie płaczące”. Czasami ono jest PO PROSTU przebodźcowane! Miałam okazję zobaczyć to po naszej córce. Po 15 minutach w CH Posnani wróciliśmy do domu a ona była jak po kokainie. Nakręcona, pobudzona, raz się śmieje po chwili płacze, w nocy się wierciła, kręciła, jadła niedojadając, do tego w ciągu jednej nocy miała sześć odruchów MORO, które już od dłuższego czasu w ogóle się nie pojawiały, co potwierdziło, że jej układ nerwowy rozszalał się fest!

Nie będę dodawać argumentów typu „w centrach handlowych porywa się dzieci”, „ktoś może je zrzucić ze schodów” czy „pobrudzi jakieś ubranie sklepowe i będzie trzeba za to zapłacić”. To są zagrożenia, które mogą mieć miejsce gdziekolwiek i też nie zdażają się tak często jak złapanie kataru przez niemowlę w galerii handlowej.

Jeśli zatem nie masz z kim zostawić dziecka a musisz zrobić zakupy:
1. Wybierz raczej mniejsze sklepy a nie wielkie molochy,
2. Nie rób sobie spacerów po witrynkach sklepowych. Kup co masz kupić i wracaj do domu,
3. Możesz korzystać z zakupów online (ja korzystam z tego tak często jak tylko mogę – Tesco, Piotr i Paweł, Allegro, ciuchy, wszystko co się da kupuję online. Oszczędzam czas, swoje zdrowie (alergia), zdrowie dziecka (kichacze i bodżce) oraz pieniądze (kupuję to co potrzebuje, a nie co jeszcze wpadnie mi w oko w sklepie).

I Wam również to polecam! A z dzieciaczkami lepiej wybrać się na spacer po świeżym powietrzu niż po długich korytarzach galerii handlowych 🙂


Macierzyństwo

Grzechy główne babć i dziadków, czyli co często robią, a nie powinni

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
24 października 2016
 

Obecność dziadków przy rozwoju małego dziecka jest bardzo ważna. Każdy z nas kto miał przyjemność gościć dziadków w swoim życiu doskonale wie jak przyjemne były wakacyjne wyjazdy do rodziny, opowiadanie bajek przez dziadka i zapach gotowanego kompotu przez babcie. Wiele miłych wspomnień z dzieciństwa kojarzy się często właśnie z obecnością dziadków.

Skoro pamiętamy ten okres, to znaczy, że byliśmy już dziećmi nieco starszymi. Przynajmniej przedszkolakami. Niemowlęta – brutalnie mówiąc – nie potrzebują tak bardzo dziadków, jak dzieci starsze. Niemowlęta potrzebują przede wszystkim ciszy, spokoju, poczucia bezpieczeństwa w dobrze znanych im ramionach rodziców, co nie zawsze jest zrozumiałe dla dziadków. „Przecież to mój wnuk/wnuczka!”. Pewnie, że tak! Ale ten kilkutygodniowy czy kilkumiesięczny wnuk/wnuczka kompletnie nie ogarnia jeszcze otaczającej go rzeczywistości a tym bardziej nie ma pojęcia kto jest babcia i dziadek.

Natomiast z biegiem lat mocno się to zmienia. Dziecko dojrzewa, odkrywa otaczający go świat a wraz z nim poznaje członków swojej rodziny. Tak, tej rodziny POZA rodzicami. Wie już, że jest babcia i dziadek, wie, że jest ciocia i wujek, rodzeństwo cioteczne. Wie też, że są inne osoby, które prawdopodobnie są członkami rodziny lub przynajmniej bliskimi, przyjaznymi osobami. Zaczyna oceniać kto mu się podoba a kto nie. Może też zacząć decydować z kim chce spędzać czas i marudzić gdy czyjaś obecność nie będzie odpowiadać.

Gdy mamy malutkie niemowlę, dziadkowie są potrzebni rodzicom, a nie dziecku, bo niemowlę potrzebuje tylko rodziców. Natomiast im dziecko jest starsze, tym obecność dziadków w jego życiu staje się coraz ważniejsza. Dzięki nim uczy się nowych rzeczy i poznaje świat z zupełnie innej perspektywy niż pokazują go rodzice. Uczy się też empatii i szacunku do osób starszych oraz rozwja więzi emocjonalne.

Brzmi pięknie. I tak może być – pod warunkiem, że dziadkowie nie popełniają kilku klasycznych grzeszków, które nie tylko mogą bardzo popsuć relacje rodzinne, ale również mogą mieć wpływ na prawidłowy rozwój dziecka.

Oto kilka najczęściej popełnianych błędów przez dziadków, gdy pojawia się nowy członek rodziny:

  1. PODWAŻAJĄ AUTORYTET RODZICÓW
    Główny grzech ciężki. Wiedzą najlepiej jak wychowywać wnuki. Dużo lepiej niż rodzice. Najpierw mowią rodzicom co mają robić i jak, a gdy ci się buntują i nie zgadzają się z ich zdaniem, zaczyna się walka i podważanie autorutetu rodziców. Jak to robią? Zwykle pozwalają na rzeczy, na które rodzice nie wyrazili zgody pokazując, że tak jest lepiej dla dziecka i wszystkich. Oczywiście oni wiedzą lepiej i w nosie mają opinie osób decyzyjnych czyli rodziców. Po prostu robią po swojemu wytykając innym błędy.
    Jak to wpływa na dziecko? W jego głowie pojawia się mętlik i chaos. Dziecko nie otrzymuje jasnych komunikatów, więc nie wie kogo słuchać. Ostatecznie nie słucha nikogo, albo tego kogo w danej chwili jest mu wygodniej słuchać. Staje się też uparte i uczy się nieszanowania zdania innych. Zaburza się jego poczucie bezpieczeństwa. Takie dzieci w przyszłości często mają duże problemy z pewnością siebie.
  2. NIE SŁUCHAJĄ RODZICÓW
    Rodzic zostawiając dziecko z dziadkami podaje listę co wolno czego nie: „nie może oglądać tv, nie może jeść słodyczy, o 19.00 kąpiel, o 20.00 do łóżka i spać”. Co robią dziadkowie? Po swojemu: oglądają z dzieckiem tv, częstują słodkościami i siedzą do późna. Jest to zaburzanie rytmu dnia dziecka oraz wprowadzanie chaosu. Oczywiście są odstępstwa na które rodzice pozwalają dziadkom, ale jeśli tak nie jest, dziadkowie powinni to uszanować.
    Jak to wpływa na dziecko? Również sieje w jego głowie chaos oraz uczy niesłuchania rodziców. Po powrocie do domu, rodzice często dość długo muszą się męczyć, żeby ponownie wprowadzać w życie dziecka swoje zasady. Jest to również podważanie ich autorytetu. W ten sposób również utrudniona jest nauka uczenia dziecka zdrowych nawyków (np. jeśli zależy nam, żeby uczyć dziecko zdrowych nawyków żywieniowych, dziadkowie w bardzo krótkim czasie potrafią zniszczyć całą naszą ciężką pracę).
  3. PRZEKUPUJĄ DZIECKO
    Dziadkowie, którzy są typami zazdrośników, często próbują przekupywać dziecko np. słodyczami czy zabawkami, żeby „kochało ich bardziej niż rodziców”. Pozwalają na przyjemności, których nie pozwalają rodzice, licząc, że w ten sposób dziecko „pokocha ich bardziej” i przeciągną na swoją stronę.
    Jak to wpływa na dziecko? Niestety jest to bardzo krzywdzące przede wszystkim dla dziecka. Nie ma wątpliwości, że najważniejszymi osobami w życiu dziecka zawsze są rodzice. Jeśli dziadkowie zaczynają zaburzać tę równowagę, może to mieć poważne konsekwencje w psychice dziecka i ze zrozumieniem ról społecznych. Zaburza też jego poczucie bezpieczeństwa i pewność siebie.
  4. ROBIĄ PO SWOJEMU GDY RODZICE NIE WIDZĄ
    Rodzice zabraniają np. dawać czekoladę, dziadkowie przytakują a pod nieobecność rodziców i tak częstują nią dziecko. Znowu jest to podważanie autorytetu rodziców i wprowadzanie złych nawyków.
    Jak to wpływa na dziecko? Dziecko uczy się oszukiwania i kombinowania. Do tego widzi, że nie ma czegoś takiego jak konsekwencja. Rodzice nie pozwalają, a dziadkowie robią swoje. W ten sposób dzieci w przyszłości również będą robiły rzeczy za plecami rodziców.
  5. WYMUSZAJĄ NA RODZICACH I MANIPULUJĄ
    Dziadkowie są często jak duże dzieci. Wnuki traktują jak małe zabaweczki, które muszą mieć na wyłączność i chcą wszystko robić z nimi tak jak oni chcą, nie słuchając przy tym rodziców. Gdy rodzic nie chce się na coś zgodzić, dziadek lub babcia wymuszają robiąc smutne oczy, działają na emocje mówiąc np. „że i tak zaraz umrę a tu nikt im nie pozwala”, „przecież oni tak rzadko widzą wnuczkę/a”, albo jeszcze gorzej: „no tak, nikt nas nie chce, jesteśmy niepotrzebni” itd. To klasyczne przykłady wymuszania i manipulacji. Często robią to świadomie wiedząc, że rodzice wtedy się na coś zgodzą. I zwykle tak jest. Dlatego najważniejsze jest zamknąć klapki pt. „emocje” i konsekwentnie mówić NIE. Zdziwilibyście się jak szybko przestaną wchodzić w te gierki jak zobaczą, że są nieskuteczne.
    Jak to wpływa na dziecko? Uczy się tego samego. Wymuszania, manipulowania i wpływania rodzicom na emocje. Dziecko widzi, że tylko w ten sposób rodzic mu ulegnie. Dlatego bardzo ważne jest, żeby tego nie robić zarówno w przypadku dziecka jak i dziadków.
  6. NASTAWIAJĄ DZIECKO PRZECIWKO RODZICA/RODZICÓW
    Często to się zdarza w przypadku teściów, którzy nie lubią swojej synowej lub zięcia. Tworząc z nimi konflikty i napięte relacje pokazują również dziecku, że ten rodzic jest ZŁY a dziadkowie dużo lepsi i ważniejsi.
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza jego poczucie bezpieczeństwa. Rodzic w oczach dziecka może okazać się „tym złym” i dziecko będzie się od niego odsuwało. Może dojść do konfliktów rodzinnych a nawet rozwodu. A rozwód dla dziecka to niestety trauma na całe życie.
  7. UZALEŻNIAJĄ DZIECKO OD SIEBIE
    Są dziadkowie, którzy mają opracowane to do perfekcji trenując już na swoich dzieciach. Pomagając w opiece nad dzieckiem robią wszystko, żeby rodzice nie byli sobie w stanie bez nich poradzić a przy tym uczą dziecko, że ono również bez babci/dziadka nie da sobie rady w życiu. Dziadkowie przejmują wtedy całkowitą kontrolę nad rodziną.
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza poczucie bezpieczeństwa. Dzieci czują się bezradne, nie radzą sobie w życiu, są strachliwe i boją się wchodzić w nowe relacje. Rodzice stają się mniej ważni, nie są autorytetem, ich zdanie jest nieważne. Liczy się tylko zdanie dziadków. Niestety gdy dziadkowie odchodzą, dziecko czuje się jeszcze bardziej zagubione.
  8. BABCIE CHCĄ BY DZIECI MÓWIŁY DO NICH „MAMO”
    Nie sądziłam, że to się tak często zdarza, a jednak. Babcie, szczególnie te, które dużo czasu spędzają z wnukami opiekując się nimi gdy rodzice pracują, niepokojąco szybko wchodzą w rolę MAM a nie BABĆ. Do tego stopnia, że uczą dzieci mówić do nich MAMO!
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza poczucie bezpieczeństwa i zrozumienie ról społecznych. Zmniejsza autorytet prawdziwej mamy i powoduję, że dziecko się odsuwa od prawdziwych rodziców. Często dochodzi wtedy do konfliktów rodzinnych a nawet rozwodów. Takie zjawisko najczęsciej występuje u bardzo młodych rodziców, gdy dziadkowie odgrywają dużo większą rolę przy wychowywaniu dziecka.
  9. ZABIERAJĄ MATKOM DZIECKO Z RĄK
    Serio. Babcie potrafią wyrywać i szarpać dzieckiem byleby tylko mieć je dla siebie, nawet wyrywając je matkom z rąk, bo „to są ICH wnuki” i one MOGĄ. Często nie chcą rodzicom oddać dziecka.
    Jak to wpływa na dziecko? Daje mu do zrozumienia, że jest rzeczą, przedmiotem, że nie należy mu się szacunek. Zmniejsza to jego poczucie własnej wartości i pokazuje, że jego zdanie się nie liczy. Poczucie bezpieczeństwa rownież jest zaburzone.
  10. ROZPIESZCZAJĄ W ZŁY SPOSÓB
    Ciągle słyszymy, że rodzice są od wychowywania a dziadkowie od rozpieszczania. Tylko większość dziadków nie rozumie tego słowa. Zwykle uważają, że mogą wszystko, że zasady wychowawcze nie panują, że mogą na wszystko pozwalać i tym sposobem: dzieci jedzą dużo słodyczy mimo zakazów rodziców, bałaganią nie sporzątając po sobie zabawek, rzucają rzeczami, wrzeszczą jak ktoś im czegoś zabrania, bo są nauczone, że wszystko im wolno. Większość rodziców narzeka, że po powrocie od dziadków muszą od nowa uczyć dziecko i wprowadzać te same zasady wychowawcze, tylko z każdą kolejną wizytą u dziadków jest coraz gorzej. Dzieci zaczynają się buntować i częściej chcą czas spędzać z dziadkami, którzy na wszystko pozwalają, bo rodzice nagle są „ŹLI”. W ten sposób powstaje błędne koło i marudne, rozpieszczone dzieci niesłuchają rodziców.
    Jak to wpływa na dziecko? Cytując Parenting.pl: „Rozpieszczone dziecko to właściwie dziecko nieszczęśliwe z zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa, które swoim zachowaniem woła o pomoc.”(czyt.TU)
  11. UWAŻAJĄ, ŻE RODZICE PRZESADZAJĄ I MÓWIĄ O TYM GŁOŚNO (również przy dziecku)
    Dziadkowie wychowywali się w innych czasach i w inny sposób, dlatego współczesne metody wychowawcze mogą wydawać im się nieco dziwne i „przesadzone”. Jednak niezależnie czy im się one podobają czy nie, MUSZĄ je uszanować, bo to rodzice decydują w jaki sposób wychowują swoje dziecko. Niestety dziadkowie często, w towarzystwie dziecka mówią, np. żeby „NIE PRZESADZAĆ I POZWOLIĆ POOGLĄDAĆ DZIECKU TV”.
    Jak to wpływa na dziecko? Pojawia się w jego głowie chaos, bo rodzice nie pozwalają, a dziadkowie mówią, że można i w dodatku MÓWIĄ TO RODZICOM! Więc gdzie tu logika? Znowu zaburza to poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli dziadkowie się z czymś nie zgadzają, NIE WOLNO o tym mówić w towarzystwie dziecka. Najpierw należy porozmawiać z rodzicami. Jeśli mimo to rodzice zostają przy swoich zasadach, dziadkowie powinni to uszanować.
  12. RYWALIZUJĄ Z RODZICAMI
    To częściej babcie niż dziadkowie. Pojawia się rywalizacja i walka o względy wnuka/wnuczki. Próbują na siłę pokazać swoją lepszość, że są ważniejsi od rodziców. Dzieje się to często w przypadku tych dziadków, którzy boją się odrzucenia, samotności i tego, że wnuki nie będą ich odwiedzać.
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza poczucie bezpieczeństwa, uczy niezdrowej rywalizacji i negatywnych emocji.
  13. NA SIŁĘ CHCĄ WYCHOWAĆ CUDZE DZIECKO
    Nie rozumieją czym jest bycie dziadkiem i babciom. Pamiętają swoje błędy wychowawcze i teraz chcą to nadrobić i wychować dziecko na swój mądry i dojrzały sposób, którego nie znali w przeszłości. Niestety tylko nie chodzi już o ich dziecko. Często wtedy dochodzi do konfliktów i odcięcia kontaktu dziecka z dziadkami.
    Jak to wpływa na dziecko? Zaburza poczucie bezpieczeństwa. Brak kontaktu z dziadkami też nie wpływa dobrze na jego rozwój emocjonalny. Uczy tworzenia konfliktów rodzinnych.
  14. SĄ NADOPIEKUŃCZY
    Na to chyba dużego wpływu nie mamy. Klasyki: „załóż czapeczkę przecież jest tylko 25 stopni”, „ma za ciasno spodenki”, „załóż cieplejszą kurteczkę”, „nie wychodźcie z domu, bo pada i się przeziębi” itd. Często nas to irytuje, ale możemy jedynie przytakiwać i się słuchać lub przytakiwać i robić po swojemu.
    Jak to wpływa na dziecko? Raczej krzywdy mu nie robi. Czasami w skrajnych przypadkach może nasilać poczucie lęku u bardziej wrażliwych dzieci.

Więcej grzechów nie pamiętam i w internecie nie znalazłam. Dodalibyście coś z czym się spotkaliście? 

Przeglądając fora internetowe i portale trafiłam na bardzo dobre uzasadnienie rozpieszczania przez dziadków i tego co powinniśmy w tych sytuacjach robić. Na problem Barbary i Macieja odpowiada lekarz i terapeuta dr Marcin Gajda:

„Panie Marcinie,
Jesteśmy rodzicami dwóch wspaniałych dziewczynek. Obecnie mieszkamy poza krajem, we Włoszech. Często jednak przyjeżdżamy do Polski, dbając o to, by nasze córki miały jak najczęstszy kontakt z językiem, polską tradycją, a także z rodziną, zwłaszcza z dziadkami. Rodzice i dziadkowie i w naszym życiu odegrali ważną rolę, szczególnie jeśli chodzi o przekaz wartości chrześcijańskich i narodowych. Zabiegamy więc, by Kasia i Marysia miały tę samą szansę. Problem jednak polega na tym, że dziadkowie na zbyt wiele pozwalają dziewczynkom. Najtrudniej je ogarnąć po miesięcznym bądź dwumiesięcznym wakacyjnym pobycie u naszych rodziców w Polsce. Co robić w takiej sytuacji? Chcemy, by przynajmniej podczas letniego wypoczynku miały z dziadkami dłuższy kontakt, ale zmiany w zachowaniu dzieci po powrocie do domu stają się coraz bardziej niepokojące.”

p. Marcin Gajda:

„Drodzy Państwo,
Śmiało można powiedzieć, że przypadek, który opisujecie, należy do kanonu problemów wychowawczych, z którymi zmagają się rodzice: Jak postępować w sytuacji, kiedy dziadkowie rozpuszczają dzieci? Trudność, która się pojawia, ma zawsze ten sam schemat: albo dziadkowie (otwarcie lub niejawnie) nie zgadzają się z rodzicami co do sposobu wychowania wnuków i „robią to po swojemu”, tak jak uważają za stosowne i właściwe; albo – pomimo że wiedzą, iż popełniają błąd wychowawczy – ulegają wnukom, ponieważ nie potrafią postawić jasno i konkretnie granic swym ukochanym milusińskim.
Niezależnie, z którym przypadkiem mamy do czynienia, nigdy nie wolno pozostawić nam takiej sytuacji bez reakcji – w przeciwnym razie dzieciom będzie działa się krzywda. I może właśnie od tego zacznijmy: zastanówmy się wspólnie, na czym polega ta krzywda. Kiedy dziadkowie rozpuszczają dzieci, skutkiem jest nie tylko późniejsze złe zachowanie rozbrykanych wnuków, ale przede wszystkim utrata poczucia bezpieczeństwa przez dziecko, co niemal zawsze jest widoczne (przynajmniej dla specjalisty). Mechanizm jest dość prosty: kiedy dorosły nie potrafi postawić konkretnej granicy i ulega złym zachowaniom lub kaprysom dziecka (na przykład w kwestii długości przesiadywania przed telewizorem czy komputerem, w kwestii zakupów i innego rodzaju zachcianek, godziny powrotu do domu, kulturalnego zachowania, grzecznych odpowiedzi itd.), jest ono na pozór zadowolone – „kręci” opiekunami w dowolny sposób, jak mu się podoba. Jednak bilans emocjonalny takiego dziecka jest zdecydowanie ujemny. Otrzymuje ono bowiem pośrednio informację: „Twój opiekun, ten, który powinien cię bronić i strzec, jest słabszy od ciebie”. Nic dobrego dla dziecka z tego nie wynika: spada jego poczucie bezpieczeństwa. Właśnie takie dzieci często bywają u mnie w gabinecie terapeutycznym, skarżąc się na różnego rodzaju lęki.

Kiedy opiekun potrafi łagodnie, ale jednak stanowczo i konsekwentnie stawiać granice i wymaga dla siebie szacunku, dziecko trochę pomarudzi, być może, będzie próbowało się buntować (jest to znak dobrze postawionej granicy!), jednak ostatecznie podporządkuje się i… poczuje bezpiecznie, bo ten, kto się nim opiekuje, jest silny i godny zaufania – „nic ci nie zagraża, skoro masz obok kogoś silniejszego od ciebie”.

Podsumujmy zatem: jeśli dziadkowie ulegają wnuczkom, bo nie są wystarczająco silni, aby im się przeciwstawić, to dzieci zawsze będą traciły poczucie bezpieczeństwa (może się to odbijać w ich psychice dużo później, i to w sytuacjach zupełnie niezwiązanych z pobytem u dziadków) oraz prawdopodobnie będą miały z roku na rok coraz mniej szacunku do swych wakacyjnych opiekunów.

Najgorsza jednak sytuacja ma miejsce wtedy, kiedy dziadkowie mniej lub bardziej świadomie podważają autorytet jednego lub obojga rodziców. Dzieje się tak, gdy dziadkowie nie zgadzają się z opiniami ojca i (lub) matki, mówiąc o tym dzieciom wprost lub nawet nie mówiąc, ale „po kryjomu” pozwalając na coś, na co „źli rodzice” nigdy by się nie zgodzili. Niekiedy dziadkowie potrafią nawet rywalizować z rodzicami o serca dzieci, próbując je w różny sposób „przekupić”. Nie trzeba posiadać wiedzy pedagogicznej, żeby sobie wyobrazić, jakie spustoszenie w psychice i świecie dziecka czyni taka postawa! Uderza ona w najważniejszą osobę dla dziecka: własnego rodzica, co zawsze niesie ze sobą bardzo złe konsekwencje.

Cóż zatem robić? Najpierw próbujmy rozmawiać z dziadkami, jasno przedstawiając swoje oczekiwania i zasady. Czasem taka rozmowa wystarcza, dość często jednak nie skutkuje.

Jeśli dziadkowie mają „za miękkie serca” i nie potrafią się przeciwstawić dzieciom, będziecie Państwo musieli skrócić pobyty waszych dzieci u dziadków – ponieważ korzyści wynikające z tych wakacyjnych wyjazdów będą zbyt małe w stosunku do szkody, jaką dzieci ponoszą. Podczas krótszych pobytów złe zachowania i nawyki nie utrwalą się i zauważycie Państwo, że dzieci u dziadków funkcjonują na ich zasadach, jednak po powrocie do domu szybko dostosowują się z powrotem do Państwa warunków. 

Gdyby jednak dziadkowie podważali Wasz autorytet (podkreślam, że to nie musi się odbywać wprost, na poziomie werbalnym) lub wręcz rywalizowali z Wami, to stanowczo odradzam pozostawianie dzieci sam na sam z dziadkami, nawet na bardzo krótkie okresy. Żadne korzyści nie zrównoważą strat związanych z utratą Waszego autorytetu. Trudno, dziadków będzie można odwiedzać tylko całą rodziną, zwracając uwagę na to, czy Państwa autorytet nie jest podważany. Gdyby jednak zdarzało się to nawet i w Waszej obecności (na przykład: Państwo mówicie dzieciom „nie”, a dziadkowie i tak pozwalają na coś, co według Was nie powinno mieć miejsca; dziadkowie krytykują otwarcie przy dzieciach Wasze decyzje lub też zauważycie, że córki zaczynają prowadzić swego rodzaju grę między Wami a dziadkami), zalecałbym stanowczo ograniczyć do minimum kontakty wnuczek z dziadkami. Tu przecież chodzi o rzeczywiste dobro Waszych dzieci!

Serdecznie Państwa pozdrawiam i życzę konsekwencji wobec dzieci i… dziadków.”

Podsumowując: Pamiętajmy jak ważna jest rola dziadków w wychowaniu dziecka. Jednak nie zapominajmy też o tym, że to dziecko jest w tym wszystkim najważniejsze i mimo szczerych chęci i dobrych intencji dziadków, musimy ustalić pewne zasady i granice. Ponieważ chcąc sprawić radość dziadkom, możemy nabawić się sporych problemów wychowawczych z naszym maluchem.

Przede wszystkim: ustalmy CZYM JEST ROZPIESZCZANIE DZIECKA. Dziadkowie mają do tego święte prawo. Oni nie wychowują, oni rozpieszczają. Niech będzie. Ale są pewne granice rozpieszczania, które należy ustalić. Przede wszystkim nie wolno podważać autorytetu rodziców. To jest świętość. Należy też pamiętać, że dzieci uczą się przez obserwacje i naśladownictwo. Dlatego widząc konflikty rodziców i dziadków uczą się, że tylko w ten sposób rozwiązuje się problemy. Budowanie więzi rodzinnych nie polega na rywalizacji rodzic vs. dziadek/babcia. Wszystkie nasze złe zachowania, pokazują dziecku w jaki sposób ma funkcjonować w świecie. My jesteśmy odpowiedzialni za to jak nasze dziecko będzie się zachowało, czy będzie szanowało zdanie drugiego człowieka, czy będzie się zachowywało sprawiedliwie, moralnie i etycznie. Nie powinniśmy uczyć dziecka kłamstwa ani kombinowania, a raczej zdrowego podejścia do życia i drugiego człowieka.

 

 


Macierzyństwo

Ciężkie grzechy macierzyństwa. Czyli czego nie wolno, a jest bardzo skuteczne

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
17 października 2016
Ciężkie grzechy macierzyństwa. Czyli czego nie wolno, a jest bardzo skuteczne
Fot. iStock / Tempura

Gdy urodziłam córkę co chwilę słyszałam, tego nie rób, tamtego też nie,  bo „dziecko się przyzwyczai”, „bo dziecko się uzależni” itd. Jakby dziecko od chwili narodzin było nałogowcem na głodzie, któremu wystarczy minimalny kontakt z obiektem uzależnienia, żeby wrócić do ciężkiego nałogu. Trąbią o tym nasze matki, babki, ciotki i koleżanki. Do tego wystarczy tylko wspomnieć o tym na jakimś forum internetowym lub grupie na Facebooku, żeby inne matki zjadły Cię żywcem i zakrzyczały, że jesteś wyrodną matką i „NIE WIESZ, ŻE TAK NIE WOLNO ROBIĆ?”. Zobaczcie sami i oceńcie o co tyle krzyku:

Ciężkie grzechy macierzyństwa.  Czyli czego nie wolno, a jest bardzo skuteczne

1. Usypianie na rękach

Grzech ciężki. Dzieci szczególnie te mniejsze lubią kołysanie, do tego ciche szumienie do uszka, kojący zapach mamy i ciepło skóry. Jednak jest to czyn zabroniony, bo dziecko się przyzwyczai. I tu popadamy w skrajności, bo słysząc to boimy się chociaż na chwilę wziąć dziecko na ręce przed uśnięciem, a to paradoksalnie może wydłużać i utrudniać usypianie. Ja czasami pozwalam córce usnąć na rękach. Zwłaszcza gdy ma kiepski humor i potrzebuje bliskości. Zwłaszcza w ciągu dnia gdy trudniej jej usnąć niż wieczorem. Czasami bujam ją tylko, żeby przysnęła i się wyciszyła. Nie boję się obolałych i zdrętwiałych rąk. Nie po to spędziłam kilka lat na siłowni, żeby nie utrzymać swojego dziecka. Nawet przez godzinę. Zlinczujcie mnie!

2. Spanie z dzieckiem w jednym łóżku

Kolejne przestępstwo, które spowoduje ciężkie uzależnienie u dziecka. Nasza córka śpi z nami. Znam wielu rodziców, którzy spali ze swoimi dziećmi i większość z nich nie miało problemu, żeby później nauczyć dziecko spać samodzielnie. Przychodzi moment, że dziecko jest na to gotowe i rodzic musi na ten moment wyczekać, ale też odpowiednio wcześniej dziecko do tego przygotować. Dzieci wrażliwe, które częściej potrzebują bliskości mogą potrzebować więcej czasu na naukę samodzielnego spania. Jeśli dziecko nie chce przestać spać z rodzicami mimo upływu lat, nie znaczy że się uzależniło, tylko może czegoś mu brakuje? Jakaś potrzeba nie została zaspokojona? Może za mało ma przytulania w ciągu dnia albo rodzice nie mają dla niego czasu i tak sobie rekompensuje te braki? Jedyny argument, który kupuję, żeby nie spać z dzieckiem to kwestie bezpieczeństwa (możemy dziecko przygnieść, przydusić, może spaść z łóżka itd). Natomiast jeśli zadbamy o wszelkie kwestie bezpieczeństwa, moim zdaniem spanie z dzieckiem ma więcej korzyści niż wad.

3. Noszenie na rękach

Ogólnie z dużą falą krytyki spotyka się częste noszenie na rękach. Jednak co innego jest wygodnictwo, kiedy dziecko jest niesione na rękach, żeby nie szło samo, bo jest szybciej (chociaż czasem tak trzeba jak np. ucieka autobus) a co innego noszenie żeby pobyć blisko i poprzytulać. Nie wspomnę już o dzieciach nie-chodzących, które warto jak najczęściej nosić i tulić.

4. Karmienie na żądanie / Karmienie co 3 godziny

Karmienie na żądanie jest najczęściej polecane wśród położnych i pediatrów, ale spotkałam się też ze szkołą, która mówi, że nie wolno karmić na żądanie, bo pozwalamy dziecku nami rządzić 🙂 . Niektóre położne od razu każą karmić co trzy godziny i podawać wodę od pierwszych dni życia (sick!). Co z tego, że dziecko płacze z głodu… W końcu jeszcze dwie godziny do kolejnego karmienia! Natomiast matki, które z jakiś powodów karmią co 3-godziny też popełniają przestępstwo, bo przecież trzeba karmić na żądanie! 🙂 I bądź tu mądry… p.s. Ja pozwalam sobą rządzić i karmię na żądanie. Robię to z ogromną satysfakcją.

5. Uspokajanie i usypianie na cycku

Znowu czyn zabroniony. Przecież dziecko uzależni się i uwięzi mamę! Od początku pozwalałam córce usypiać i uspokajać się na piersi. Nie czułam się uwięziona. Wręcz przeciwnie. To był mój czas z córką. Pełen bliskości i przytulania. Minęły 3,5 miesiąca a Oliwka już bardzo rzadko usypia na cycku i jeszcze rzadziej uspokaja się przy jego pomocy. Dodam, że smoczka nigdy nie widziała na oczy.

6. Kangurowanie

Nie wolno usypiać dziecka kładąc je na swoim brzuchu, bo się uzależni i tylko tak będzie usypiać. A przecież rośnie i robi się coraz cięższe! Hmm piszę ten post z ponad 7-kilogramowym dzieckiem śpiącym na moim brzuchu 🙂 . Córka woli zdecydowanie spać na brzuchu mojego męża, ale u mnie też czasami tak usypia. Pozwalam jej na to tylko w ciągu dnia i tylko wtedy gdy nie może z jakiś powodów usnąć inaczej. Wieczorne usypianie to u nas zupełnie inna bajka, chociaż gdy jest naprawdę ciężko, mąż bierze ją na swój brzuch, żeby się uspokoiła i przysnęła, ale finalnie usypia leżąc na pleckach.

7. Nie przytulaj i nie bierz płaczącego dziecka na ręce – bo wymusza!

O wymuszaniu płaczem polecam poczytać TU jeśli chodzi o małe dzieci i niemowlaki. Dodam, że niemowlęta NIE wymuszają! Starsze dzieci mogą płaczem wymuszać, np. że chcą zabawkę, ale młodsze dzieci tego NIE robią. Natomiast jeśli jakiekolwiek dziecko starsze czy młodsze płacze, to przytulenie go nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie! Są dowody naukowe, że dzieci, które są przytulane podczas płaczu lepiej funkcjonują w przyszłości. Są bardziej pewne siebie i radzą sobie z emocjami. Dlatego zostawianie dziecka, żeby się wypłakało to trauma dla dziecka! Niestety mimo to, możemy spotkać się z komentarzami babć i sąsiadek: „Mamuśko, dajesz sobą manipulować! Zostaw tego dzieciaka! Taki duży i płacze! Nonono….”.

8. Dieta matki karmiącej

Nie wolno kapusty, mleka, jajek, ryb, mięsa, przypraw, soli, coli, wiórków kokosowych” itd. Niestety wiele położnych i lekarzy cały czas trzyma się tych przestażałych zasad. Jednak według najaktualniejszych danych NIE MA czegoś takiego jak dieta matki karmiącej. Mleko produkowane jest z krwi, a nie przechodzi prosto z żołądka. Nie ma żadnego połączenia między żołądkiem a piersią. Nie ma też maszyny, która mieli to co zjemy i przetworzy w mleko, które potem wydoi nasze dziecko. Kolki nie biorą się z diety matki, tylko z niedojrzałego przewodu pokarmowego, ulewanie też nie, a alergie pokarmowe to zupełnie inna bajka. Matka karmiąca może jeść co tylko zechce. Dziecko nie będzie miało wzdęć od ciecierzycy, a łuszcząca się skóra w pierwszym miesiącu nie jest od masła orzechowego. To normalne, że dziecko „zmienia skórę”. Krostki na buzi noworodka, to też nie jest wina łososia w sosie szpinakowym, tylko w ten sposób organizm malucha przeważnie wydala z siebie hormony matki po porodzie. Eliminowanie tysiąca produktów z diety, może wywołać jedynie poważnie niedobory u matki.

No dobra, nieposłuszne Mamuśki, co byście jeszcze dodały do tej listy? 😉