Kariera Macierzyństwo REPORTAŻ

„Dla ZUS jestem złodziejką i wyzyskiwaczką, tylko dlatego, że prowadzę własną działalność i urodziłam czwarte dziecko”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 października 2015
 

Katarzyna Sarnecka wypowiedziała wojnę ZUS-owi. – Chodzi mi o zwykłą ludzką sprawiedliwość. Dlaczego ja będąc uczciwą zostałam uznana za złodziejkę? – pyta dodając: – Możesz podać moje nazwisko i miasto, w którym mieszkam. Nie chcę nikogo oczerniać, chcę głośno mówić o tym, w jaki sposób zostałam potraktowana. A wiem, że mój przypadek nie jest odosobniony.

Misja: oszukać ZUS

Katarzyna mieszka w Tarnowie, ma czwórkę dzieci. Najstarszy syn jest pełnoletni, najmłodszy ma zaledwie miesiąc. Sama o sobie mówi, że pracowała od zawsze. Ukończyła studia z zarządzania i marketingu, z wykształcenia jest księgową. – Prowadzenie własnej firmy znam od podszewki. Przez kilkanaście lat z mężem mieliśmy sklepy odzieżowe. Nigdy żadnej kontroli. Zamknęliśmy firmę, gdy pojawiły się markety i galerie handlowe. Później miałam jeszcze jedną firmę zajmującą się porządkowaniem i aranżacją ogrodów. Zrezygnowałam z niej jednak i poszłam do pracy w biurze, jako marketingowiec, na etat.

– Urodziłam chłopców. Mój mąż pracuje w delegacji. W ciągu tygodnia byłam sama z dwójką małych dzieci, oczywiście pomagał najstarszy. Ale każda matka wie, jakie to wyzwanie. Dlatego postanowiłam nie wracać do pracy. Gdy moi synowie mieli 4 i 2,5 roku, poszli do przedszkola, otworzyłam znowu swoją działalność. To jedyny sposób na to, by móc ustalać samemu godziny pracy. Na początku zajmowałam się sprzątaniem, a docelowo chciałam ponownie zająć się ogrodami, robiłam to wcześniej i bardzo lubiłam – tłumaczy Katarzyna.

Rozwiązała umowę o pracę, a dzień później zarejestrowała swoją działalność. Od prowadzenia przez nią własnej firmy nie minęło pięć lat, więc nie mogła skorzystać z preferencyjnych składek, czyli tak zwanego małego ZUS-u.

Każdy, kto zakłada własną działalność ma prawo samodzielnie ustalić wysokość odprowadzanych składek ZUS. Kasia nie chciała płacić składki od najniższej krajowej, dlatego określiła ją na wyższym poziomie, przyjęła, że będąc na działalności zarobi około pięciu tysięcy złotych. – Wiedziałam, że firma na początku nie przyniesie takiego dochodu. Ale nie mam już 18-tu lat, bliżej mi do czterdziestki. Pomyślałam, że czas najwyższy zadbać o swoją przyszłość, a wiadomo, że wyższy ZUS, to wyższe świadczenia emerytalne – mówi. Zakasały rękawy do pracy, ale otwierając firmę była świadoma, że potrzebuje czasu na rozruch. Na początku bezpieczeństwo finansowe zapewnić jej miały pieniądze z otrzymanej darowizny.

Okazało się jednak, że zamiast myśleć o emeryturze, musiała oswoić się z myślą, że ponownie zostanie mamą. – W ciążę zaszłam pięć miesięcy po zarejestrowaniu działalności. Z czwartym dzieckiem. Później obce osoby wiele razy pytały mnie, czy ta ciążą była planowana. Tym samym chciały dowieść, że moim jedynym celem prowadzenia firmy było wyłudzenie od ZUS-u zasiłku chorobowego i macierzyńskiego. Ciekawa jestem, kto normalny w tym kraju świadomie decyduje się na czwarte dziecko?!? – pyta.

Fot. Flickr/ włodi / CC BY-SA

Fot. Flickr/ włodi / CC BY-SA

Wątpliwości ZUS-u

ZUS poddał pod wątpliwość zwolnienie lekarskie przekazane przez Katarzynę i wypłatę jej zasiłku chorobowego. – Sprzątanie, to nie jest niestety praca dla kobiety w ciąży. Dostałam od ZUS-u pismo, że przeprowadzą kontrola mojej działalności. Nie zmartwiłam się tym, bo i czemu. Uznałam to za normalną procedurę.

Skontaktowała się z inspektorem ZUS, który przeprowadził kontrolę w domu Katarzyny. To był początek ciąży. – Źle się czułam, było mi niedobrze, a kontrola trwała cztery godziny i była zwykłym przesłuchaniem. Kilka pytań o firmę, o zakres działalności, wysokość składki. Skąd miałam pieniądze na ich opłacanie. Kasia była zaskoczona pytaniami, bo zaległości w ZUS-ie nie miała. Pokazała inspektorowi dokument potwierdzający otrzymanie darowizny. Tłumaczyła, że to zabezpieczenie, gdyż wiadomo, że firma, nim zacznie przynosić dochody, musi się rozkręcić.

– To nie była moja pierwsza działalność. Wiem, jaki to ciężki kawałek chleba. I miałam świadomość, że na początku prowadzenia firmy, trzeba mieć jakieś oszczędności, by opłacić koszty z nią związane – mówi kobieta. Inspektor dociekał, kto zajmuje się dziećmi, gdy Kasia jest w pracy. – Obcy człowiek pytał mnie, czy ciąża była planowana, czy nie była wpadką. Czułam się upokorzona. Tłumaczyłam się przed kimś, kogo nie znałam ze swoich prywatnych rzeczy. Inspektor prosił o dane firm, z którymi współpracowałam i gdzie pracowałam. Okazało się, że niemal równolegle do kontroli firmy Kasi, ZUS przeprowadził kontrolę wszystkich dokumentów kobiety w przedsiębiorstwie, w którym pracowała wcześniej. Tam nie było żadnych zastrzeżeń.

Wyniki kontroli

Kobieta podpisała protokół z kontroli. Po półtora miesiąca monitowania sprawy, ZUS przesłał pismo, w którym odmówił Katarzynie wypłaty zasiłku chorobowego w czasie ciąży. – Normalnie na decyzję z ZUS-u czeka się jeszcze dłużej. Czasami nawet po kilka miesięcy. W moim przypadku przyszła szybko, bo wydzwaniałam do nich cały czas. Tyle, że ZUS uznał moją firmę za fikcję, a mnie za złodziejkę, która z premedytacją chciała od Zakładu wyłudzić pieniądze.

Kasia mając ciągłość pracy mogła pójść na zwolnienie już kilka dni po założeniu działalności i otrzymywać świadczenia z ZUS. Jak widać, marna z niej oszustka.

Nie wytrzymała. Poszła do ZUS prosząc o wyjaśnienia. – „To jest kpina”, mówiłam. ZUS miał świadków mojej pracy, dochody, odprowadzane do urzędu skarbowego podatki. Firma rachunkowa prowadziła moje finanse, co jeszcze mogłam im przedstawić? W odpowiedzi usłyszałam: „Proszę Pani, Pani miała niski przychód”. Więc tłumaczę, że przecież firma istnieje dopiero pół roku, stąd taki dochód. „Sama sobie Pani odpowiedziała na pytanie: skoro niski dochód, firma nie istnieje”, myślałam, że to kiepski żart. Myliłam się – mówi Kasia. „Nie zostawię tak tej sprawy. Pójdę do sądu”, powiedziała, a w odpowiedzi usłyszała: „Bez sensu zupełnie, i tak Pani z nami nie wygra. Chce się Pani? W ciąży?

Czy można wygrać z ZUS?

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Walka z wiatrakami

Kasia wzięła adwokata. Zgłosiła sprawę do sądu, proces ciągnął się w czasie, gdy była w ciąży. Przesłuchiwano ją w siódmym i dziewiątym miesiącu. Z ZUS-s nikt nie został przesłuchany, sąd oparł się jedynie na pismach przesłanych przez Zakład. Katarzyna nie chce opowiadać szczegółów procesu.

Wyrok otrzymała trzy dni po porodzie. Sąd nie przyznał kobiecie racji. – Płakałam dwa dni. Z natury jestem silną kobietą, optymistką, ale to mnie przerosło. Cała ciążą w stresie. Nie spałam, a kiedy już zasnęłam śnił mi się sąd. Urodziłam trzy tygodnie przed terminem, co z pewnością związane było ze stresem, który zgotował mi ZUS. I na koniec okazało się, że moja cała walka była na nic? Potrzebowałam czasu, żeby sobie z tym poradzić. Postanowiłam się nie poddawać. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Jestem uczciwym człowiekiem prowadzącym własną działalność. ZUS do dziś pobiera ode mnie składki zdrowotne. Z jednej strony mówią, że moja firma jest fikcją, a z drugiej nie odmawiają przyjęcia pieniędzy. Nie mogę działalności zawiesić, bo wtedy nie otrzymam zasiłku macierzyńskiego.

Katarzyna skierowała sprawę do Sądu Apelacyjnego.

Płać i płacz

Odprowadzanie składek zdrowotnych to zabezpieczenie osoby prowadzącej firmę na wypadek choroby. Tylko, co ma zrobić Kasia, która będąc w ciąży nie otrzymała zasiłku chorobowego, a dziś nie dostaje także macierzyńskiego.

ZUS szuka dziury w całym? Łatwiej im uderzyć w małe, jednoosobowe przedsiębiorstwa? Zrobić wynik nierzetelnie przeprowadzonymi kontrolami, bo rzadziej takie sprawy kierowane są do sądu przez poszkodowanych?

Zakład nie ma prawa kwestionować wysokości składki, gdyż każdy przedsiębiorca może ją ustalić na dowolnym poziomie. Co więcej, nie może porównywać wysokości dochodu firmy z opłacanymi składkami, bo ich uregulowanie to ryzyko i zmartwienie prowadzącego działalność. Jak nie zarobi, to i tak musi zapłacić. Co jednak ma zrobić kobieta, która uczciwie prowadzi działalność, a w przypadku zwrócenia się o zasiłek zostaje z niczym?

– Gdybym chciała być wyłudzaczką, to zrobiłabym zupełnie inaczej. Zostałabym na umowie o pracę, założyła działalność opłacając najwyższą składkę, zaszła w ciążę i pobierała zasiłek z dwóch źródeł – własnej firmy i etatu – mówi rozżalona Katarzyna. – Nie odpuszczę. Nie jestem oszustką. Chcę wrócić do pracy. Dziś ZUS twierdzi, że moja firma nie istnieje, a mnie najbardziej dobija bezradność. Bo ja prowadzę działalność zgodnie z przepisami, a ZUS ma cały wachlarz możliwości by obejść wypłacenie należnych mi zasiłków.

Katarzyna nie składa broni. Chce walczyć tak długo, aż jej racje zostaną uznane. Wysyła pisma do rządu, prezydenta, rzecznika by pokazać, jak działa prawo, które powinno wspierać przedsiębiorców. Jak spełniane są obietnice polityki prorodzinnej, która nijak ma się do rzeczywistości, z która zmagają się matki prowadzące działalność.

– Mam nadzieję, że moja historia pokaże innym kobietom, by dochodzić swoich praw, by nie pozwolić zapędzić się w kozi róg i przyjąć rolę ofiary. Musimy pokazywać, jak działa ZUS i ile szkód wyrządza uczciwie pracującym ludziom.


Kariera Macierzyństwo REPORTAŻ

Soczysta kolorami kuchnia? Sprawdź design za grosze i zrób sobie dobrze jesienią

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
29 października 2015
 

Kompulsywne zakupy – kochamy to, my kobiety. Ale gdzie tu miejsce na impuls, gdy na wymarzony designerski gadżet trzeba odkładać miesiącami? Wcale nie! Masz ochotę na zmiany w twoim domu tu i teraz, a nie po urodzinach czy premii  świątecznej? Poza tym wysoka cena – a co za tym idzie wydanie niemałej sumki, nic a nic nie poprawia humoru. Właśnie dlatego odwiedzamy dziś outlet Limango – a wszystko w jednym celu, dodajemy sobie (i naszej kuchni) nieco energii. Oczywiście „za grosze”.

Czerwony

Patelnia za 39 zł?

Żaden problem. Do wyboru kilka rozmiarów w tej samej cenie i równie czerwonych jak jesienne, rumiane jabłka.

Patelnia ceramiczna

Fot. Materiały prasowe

Licencjonowana powłoka ceramiczna, ergonomiczna rączka i ta czerwień! W tej cenie kupisz modele w rozmiarze 22, 24 i 25 cm. Sugerowana cena detaliczna takiego cacka, to około 69 zł.

Odjechany czajnik elektryczny w kolorze czerwonym 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Genialny i przykuwający wzrok. Motyw przypominający klocki Lego z pewnością obłaskawi niejednego faceta – skorzystajcie z tego, inwestycja będzie dla niego łatwiejsza do zniesienia.

Moc 1850 – 2200W, chromowana podstawa obracająca się o 360 ° i  metalowy, wymienny filtr łatwy w czyszczeniu. Pojemność spora, bo aż 1,7 litra. Dla mnie to w zupełności wystarczy, no i za pół ceny. W outlecie Limango można go przytulić za 169 zł (a nie 289 zł). Prawda, że miło?

Durszlak

1 (2)Zawsze potrzebny i przydatny. Taki gadżet oczywisty, a jednak dobrze by było, gdyby nie zionął na kilometr klimatem Społemu z lat 70-tych. A ten tak ładny, że spokojnie można w nim zamiast makaronu umieścić doniczkę z ziołami. Średnica 22 cm w cenie 49 zł (poprzednia cena 89 zł).

Chlebak

Niezbędny i na tyle duży, że trudno go ukryć w szafce. Szczególnie, gdy twoja kuchnia nie grzeszy metrażem. Więc jeśli masz już dość podziału na drewniane z żaluzją lub stalowe a la nowoczesne, zmień na coś nieoczywistego. O taki czerwony. Za 89 zł (a nie 159 zł). Wykonany ze stali. Elegancki, ale nie nudny.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pomarańczowy

Patelnia grillowa w kolorze pomarańczowym

1 (4)

Fot. Materiały prasowe

Piękna i praktyczna. Do mięsa, szaszłyków i wszystkiego o czym zamarzycie. Powłoka ceramiczna i odporny na temperaturę uchwyt. Patelnia ma 24 cm szerokości i kusi ceną 89zł (zamiast po raz kolejny 159 zł).

Silikonowa deska w kolorze pomarańczowym

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Bardzo proszę, duża i prosta. Łatwa w utrzymaniu czystości. Rozmiar 40 x 30 centymetrów, a grubość? Zaledwie jeden milimetr. Nie mówcie, że nie zmieści się wam do szuflady ;). Cena 49 zł, czyli 38% taniej.

Garnek 24 cm

Oczywiście dostępne są tez  inne rozmiary, ale wszystkie równie energetyczne. Przyznajcie, że pasuje nie tylko do jesieni.  A dlaczego fajny?

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Licencjonowana powłoka ceramiczna zapewnia:
– nieprzywieranie potraw, dzięki wyjątkowo gładkiej powierzchni
– łatwość czyszczenia zabrudzeń
– wysoką odporność na zarysowania powierzchni
– wytrzymałość na wysokie temperatury oraz ich gwałtowne zmiany
– ograniczenie zużycia energii, dzięki czemu zmniejsza emisję CO2 do atmosfery
– w zestawie przykrywka

Cena okazyjna, bo 55 zł – zaciekawione?

Różowy i fioletowy

Termos w kolorze różowym – 0,75 l

1 (7)W sam raz na zimę. Zmieści się do torebki, a swoim kolorem podniesie na duchu podczas wyczekiwań i zamarzania na przystanku autobusowym. Cena 49 zł, jak najbardziej przystępna.

Wykonany z plastiku powleczonego, długo utrzymuje temperaturę, a pokrywka jest jednocześnie kubeczkiem. No i jest bosko różowy… hello!

4-częściowy zestaw na lunch

Ładny i poręczny. Dwa składane pojemniki, sztućce i termo torba z rączką. Pojemniki można spiąć paskiem – jak w pudełkach bento. Można myc w zmywarce i używać wedle uznania, razem lub osobno, w biurze, w szkole lub do przechowywania. Wszystko wysokiej jakości.Pojemnik na lunch: 18 x 5 x 11,5 cm; 400 ml.

W zestawie: 2 pojemniki na lunch, sztućce (nóż, widelec, łyżka), 1 torba termiczna. Cena 59 zł.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Multikolor

 Obłędnie zielona kawiarka za 49 zł

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Boska i pozytywna. Co tu więcej opowiadać, jeśli kochasz kawę i piękne rzeczy?Idealna do przygotowania 6 filiżanek espresso. Wykonana z emaliowanego aluminium. Przystosowana do wszystkich rodzajów kuchenek, oprócz płyt indukcyjnych.

Noże i nożyki

Ale jakie! Mam ogromną słabość do ładnych, słodkich, uroczych lub tych z charakterkiem gadżetów do kuchni. A te są wyjątkowo sprytne – dlaczego nie ma ich jeszcze w mojej szufladzie?

A do wyboru:

Nóż do jabłek (35 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

– do precyzyjnego krojenia i obierania jabłek
– ostrza ze stali szlachetnej, z powłoką antyprzywierającą
– uchwyt w formie jabłka (wewnątrz ostrze)
– z drylownicą do usuwania gniazd nasiennych
– zintegrowana obieraczka dla lewo- i praworęcznych
– przystosowany do mycia w zmywarce

Nóż do dyni (55 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

– ostrze ze stali szlachetnej, z powłoką zapobiegającą przywieraniu
– w komplecie osłonka do bezpiecznego przechowywania
– uchwyt i osłonka z wytrzymałego polipropylenu i silikonowej żywicy
– ząbkowanie ułatwiające krojenie
– osłonka z pierścieniem do usuwania pestek i miąższu
– ergonomiczny uchwyt
– łatwy w pielęgnacji

Nóż do awokado (40 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

– do krojenia awokado, usuwania pestek i oddzielania owocu od skórki
– elastyczne, formowane ostrze z powłoką antyprzywierającą
– ergonomiczny uchwyt ułatwiający pracę
– z dziurką do powieszenia
– przystosowany do mycia w zmywarce

Nóż do cytrusów (44 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

– do łatwego przygotowywania pomarańczy, grapefruitów, limonek, mandarynek i innych cytrusów
– ostrze ze stali szlachetnej, z powłoką antyprzywierającą
– praktyczna tarka do obierania skórek

 

Wszystkie przedstawione produkty możecie kupić w kolekcji kuchennej – na stronie Limango.


Kariera Macierzyństwo REPORTAŻ

Koniec wieku niewinności. Papaja! Niech to szlag

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
28 października 2015
Fot. iStock

Patrzyłam dziś na Zośkę. Siedziała na kocu na plaży, za trzy tygodnie będzie miała dwa latka. Zajadała banana i uśmiechała się do mew, które zleciały się małym stadkiem. Siedziała z nóżkami wyprostowanymi, ubrana w żółtą sukienkę. Wyglądała trochę jak mały, zadumany cud. Bezwstydna, bo wstydu jeszcze nie zna, nieustraszona, bo nie wie jeszcze co to strach, ufna, bo nie zaznała zawodu.

Zośka to stara dusza. To dlatego dobrze nam się układa. Poniekąd ona rozumie mnie, a ja rozumiem ją. Należy do Evity, to z jej brzucha wykluła się w listopadzie. Dziś, rośnie na małą kosmopolitkę. Dużo podróżuje, wiele nie mówi, ale jak powie to konkretnie: papaja! Albo kuku-ku-kukułka. To taki trochę jest wtręcik nie do polemizowania. No bo…. papaja? Że co? Ja się pytam. A już nie daj boże puścić jej muzykę! Chaka Khan dla przykładu porywa ją w pląs. W zeszłym tygodniu tańczyła na stole. Nie. Nikt jej nie zachęcał. Sama wdrapała się na coffee table i tany tany. Jak zaklęta. Pewnie wyrośnie z niej kobieta totalna. Czyli taka, do której to życie przychodzi po radę. I hope.

Patrzyłam dziś na Zośkę. Siedziała na kocu na plaży. Z tym brzuszkiem małego buddy jaki właściwy jest dzieciom w jej wieku. Potem pomknęła do oceanu. A przyznać muszę był on piękny dzisiejszego popołudnia. Biegła w jego stronę zachwycona, radosna, ufna… powtarzam: ufna. Pacyfik natomiast, jak to Pacyfik… skórę ma srebrzystą od słońca miłości i moc, która powoduje, że truchleję. Ja. Ale nie Zośka przecież.

Kiedy? W którym momencie utraciłam wiarę w moc? Moją moc? Tą która bez wysiłku pokonałaby Pacyfik? Szukam. Szperam w pamięci. Obłęd to jakiś albo zwyczajny mózgo-bałagan. Nie potrafię doszukać się teczki z napisem: „Koniec wieku niewinności”.  Kiedy z Zośki wszechmocnej zamieniłam się w Zośkę oceano-bojną? No kiedy? Papaja! Niech to szlag.

Sprawy poniekąd mają się tak: rodzimy się w ogromnej drukarni. Każdy z nas jest białą kartą. A życie ma pióro. Och ma życie pióro! Lecz potem przychodzą zewnętrzne wpływy. Mądrości z outside’u, które poniekąd nokautują życie. I robi się istny bajzel. Wszystkie Zośki tego świata lądują w fabryce. Z tej pacyficznej plaży, na której wszystko jest możliwe, nagle trafiamy do świata reguł, zasad, zakazów i nakazów. Wychowują nas. Na ludzi nas wychowują. Mama, tata, społeczeństwo. Dostajemy pakiety, prawie jak w Orange. Pakiety przekonań, wartości, wskazówek jak żyć. Przepis na życie każda dostaje: sól, pieprz, jajka i cebulka i życie robi się jak jajecznica. I tylko nielicznym udaje się wymknąć. Wrócić do źródła, do Pacyfiku, który przecież kochankiem słońca jest. Te, które ulegną są skazane na życie uporządkowane, na patelni idealnej, podsmażane jak się patrzy.

Pisze o tym Deepak Chopra. O tych modelach mentalnych, które całym naszym życiem sterują  jak jacyś Generałowie z Centrum Zarządzania Ludzkimi Umysłami. Instaluje nam społeczeństwo takie modele w procesie wychowania i choć nikt nam o tym nie mówi, to te modele właśnie definiują całe nasze dorosłe życie. To jak kochamy, albo i nie. To jak układamy nasz świat. To czy odnosimy sukcesy czy nie. To czy jesteśmy szczęśliwi i to czy potrafimy dać szczęście innym… Wszystko co dzieje sie w naszym życiu filtrowane jest przez owe zbiory przekonań, które nie są niczym innym jak zainstalowanym nam oprzyrządowaniem do interpretowania świata.

Polki dla przykładu, dostają w pakiecie model matki, żony, bogobojnej, skromnej i pokornej. Niektóre mają odinstalowanego boga, żeby było z duchem czasu, ale suma sumarum model jest jaki jest. To z jego pomocą odczytujemy świat, przez jego pryzmat widzimy każde życiowe wydarzenie. Dramat polega na tym, że żyjąc w kraju, w którym takie modele w społecznej świadomości funkcjonują, nie zdajemy sobie nawet sprawy z ich istnienia. Potem wyjeżdżamy. Za chlebem, za miłością, za przygodą. I nagle bam! Zderzenie jest czołowe! W Ameryce kobiety dostały inny model. Ich pakiet zawiera kobietę wyzwoloną, z wyolbrzymionym poczuciem wartości, czy są podstawy czy ich brak, i broń boże nieskromną. Kobiety są tu nadmiernie pyskate i na swój sposób wulgarne. Na własne nieszczęście, ich model nie zna terminu: niewinność. Może dlatego nie mają w sobie magii i są nadmiernie oczywiste. I może dlatego mój akcent jest tutaj cute, czyli że słodki przecież.

Bywa przy tym i tak, że i bez wyjazdu na obcą ziemię zdarza nam się wypadek na autostradzie życia. Taki wypadek a la objawienie. Śmierć kogoś bliskiego, zdrada, choroba… z jakiegoś powodu musi być to zdarzenie z serii tych na ostrzu noża. Wtedy przerzucamy karty księgi przkonań. Wertujemy stronę po stronie i już na trzeźwo, świadomie, podejmujemy decyzję o tym jak chcemy żyć.  Niezależnie od społeczeństwa i od zasady „wszystkim po równo”. W tych momentach, w których prawdziwe Życie miesza się w nasze życie i bez pardonu poddaje nas testom, w tych właśnie momentach dostajemy szansę. I jest poniekąd tak, jakby otworzyły się dla nas wrota czasu. Wtedy też, jeżeli będziemy wystarczająco mądre, możemy powrócić nad Pacyfik, do Zośki w żółtej sukience, niewinnej i nieustraszonej. Totalnej po prostu.

Bo czym tak naprawdę są owe modele myślowe z pomocą których interpretujemy świat? Deepak mówi, że to myśli wkręty, takie wbudowane w naszą podświadomość hasła identyfikatory. Nazywamy je przekonaniami, systemami wartości, bazą dookoła której toczy się nasze życie. Zgodnie z nią żyjemy, zgodnie z nią podejmujemy decyzje, czynimy wybory. Nasze modele myślowe, te nasze przekonania, to myśli fundamenty. Takie wylane betonem, wbite w nasz mózg. Prawie jak nie myśli, bo te raczej powinny być lekkie, ulotne i przemijające. Przekonania nie mają w sobie nic z ulotności czy tymczasowości. I choć bywa, że podlegają weryfikacji prowadzącej ostatecznie do zmiany, to jednak proces ten w zasadzie żmudny jest i pracy wymagający. A nam tak trudno zmienić jest system przekonań, który dostaliśmy w pakiecie! Wygoda, przyzwyczajenia, brak czasu dla siebie, powodów jest wiele.

A ja mówię, że warto

Warto jak nie wiem co! Zrobić przegląd przekonań, taki porządek w głowe. Primo, po to żeby w ogóle wiedzieć co też takiego w naszej głowie siedzi, secundo, po to, by świadomie wybrać co takiego byśmy chciały by w głowie tak naprawdę siedziało. Porządek w głowie, remanent przekonań, to proces, jak żaden inny, odkrywczy. Proces, w którym poznajemy siebie i który funduje nam objawienie za objawieniem. Proces, w którym dociera do nas prawda o nas samych. Zadziwiająca, niejednokrotnie smutna nadmiernie, ale po raz pierwszy prawdziwa.  Stajemy nagie przed lustrem życia i prawie zawsze ogarnia nas szloch. Płaczemy za utraconą niewinnością, za tym stanem pierwotnym, kiedy to choć latek miałyśmy dwa, miałyśmy też i moc pokonania pacyficznych fal. I kiedy płacz mija i na powrót odzyskujemy spokój w duszy i w sercu, wtedy otwiera się to okno czasu. Jeśli wtedy zdecydujemy, jeżeli wtedy postawimy ten trudny krok, który poniekąd oderwie nas od wszystkiego co znane, co w pakiecie otrzymane i pewne jak dwa razy dwa, wtedy Życie zwróci nam utraconą moc. Tą siłę, odwagę i ufność Zośki. Powrócimy na plażę, ubrane w żółtą sukienkę, do Pacyfiku niekończących się możliwości.

A zatem: Papaja Ladies! Niech to szlag.


Zobacz także

Marta nie żyje, ale dała życie innym. „Jej serce bije w innym ciele. Ta myśl mnie uspokaja”

Niektórzy szczęśliwcy mają już ferie! Sprawdź, jak odpowiednio ubrać dziecko, żeby było mu ciepło i wygodnie

Spodziewasz się dziecka? Musisz unikać tych osób! Mogą ci bardzo zaszkodzić