Psychologia

Nina i ja. Obie jesteśmy ofiarami mobbingu. Naszymi dręczycielkami były kobiety. [AKT PIERWSZY – UWIEDZENIE]

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
20 maja 2021
Photo by Elisa Ventur on Unsplash
 

Poniżej przedstawiam dramat w trzech aktach, na dwa głosy – mój i Niny, mojej koleżanki. Obie jesteśmy ofiarami mobbingu. Naszymi dręczycielkami były kobiety.

Bardzo długo śniły mi się jej paznokcie, starannie pomalowane lakierem hybrydowym. Wskazywała nimi rubrykę w arkuszu kalkulacyjnym, w której po raz kolejny popełniłam błąd. Kręciło mi się w głowie z niewyspania, brzuch bolał ze stresu – rzeczywiście, śmieszny błąd, dosłownie nie potrafiłam dodać dwa do dwóch, boki zrywać.

„Znowu się pomyliłaś, oj, naprawdę powinnaś bardziej się skupić”  – myślałam, choć oczy piekły od wpatrywania się w monitor, głowa odmawiała współpracy. W tamtym okresie nie byłam już pewna nie tylko zdolności intelektualnych, ale również tego, czy się nadaję do jakiejkolwiek pracy umysłowej. Wielomiesięczne udowadnianie mi mojej beznadziejności i braku elementarnej wiedzy podkopało moje poczucie własnej wartości. Sytuacja ta była dla mnie tym bardziej absurdalna, że wiedza na temat metod postępowania mojej byłej przełożonej absolutnie nie stanowiła w firmie tematu tabu.

Nie ja pierwsza, nie ostatnia zostałam przez nią połknięta, przeżuta i wypluta. Jak wiele kobiet przede mną, zapewne również wiele po mnie. W tym samym niemal czasie moja przyjaciółka, Nina, sama przeżywała bliźniaczo podobne emocje. Kilka lat wcześniej poszła do pracy w urzędzie, w małym mazowieckim mieście. Pracę dostała trochę po znajomości, jak to bywa w małych miasteczkach. Jej szefowa przyjaźniła się z nią wcześniej parę dobrych lat, mieszkały na jednym osiedlu, spotykały się przy kawie i ciasteczkach. Pani dyrektor powiatowego centrum pomocy rodzinie była dla niej trochę jak siostra, trochę jak ciocia, starsza koleżanka. Gdy wspomniała, że potrzebuje doświadczonego, kompetentnego pracownika, Nina od razu wysunęła swoją kandydaturę. Nie posiadała się z radości, że może nareszcie wrócić na rynek pracy po urlopie macierzyńskim, i to pod skrzydła tak miłej i serdecznej osoby, kobiety, która na pewno zrozumie, jeśli czasem weźmie dzień wolnego z powodu choroby dziecka.

AKT PIERWSZY – UWIEDZENIE

Miało być tak pięknie. Uśmiecham się teraz z politowaniem, myśląc o mojej naiwności sprzed kilku lat. Cztery lata temu w lutym odbierałam ostatnie telefony jako specjalistka obsługi klienta w jednej z mokotowskich korporacji. Nie mogłam się doczekać przejścia do nowej, atrakcyjnej pracy, w której wynagrodzenie będzie bardziej niż konkurencyjne, zadania ambitne, a klienci prestiżowi. Duże wyzwania, kilkumilionowe kontrakty do zdobycia, zagraniczne podróże biznesowe. Do tego siedziba firmy trzy minuty drogi piechotą od miejsca zamieszkania. Porównałam wszystkie za i przeciw, nie chciało wyjść inaczej – wyglądało na to, że złapałam Pana Boga za nogi.

Nina:

Czułam się wyróżniona, hołubiona. Na zebraniach zespołu pani dyrektor patrzyła zawsze w moją stronę. Szukała w moich oczach potwierdzenia, że to, co mówi, jest mądre i logiczne. Była przyjaciółką domu. Pracę dostałam niejako po znajomości, bo wiele lat byłyśmy sąsiadkami. Chodziłyśmy razem na grzyby, stawiała bańki mojemu młodszemu synowi. Czułam się traktowana po partnersku, nie tylko jako jej podwładna, ale także jako jej koleżanka, a przynajmniej dobra znajoma. Dawała mi do zrozumienia, że jestem jej prawą ręką, że cieszę się jej zaufaniem i szacunkiem.

Czerwona lampka numer jeden

Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że jakiś chochlik – teraz już wiem, że był to mój instynkt samozachowawczy – kazał mi odczuwać pewne zaniepokojenie już podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Trwała ona nietypowo długo, bo całą godzinę. Była to rozmowa ze wspaniałą, charyzmatyczną, pełną wdzięku kobietą biznesu, starszą ode mnie o kilkanaście lat, zdecydowanie bardziej doświadczoną w branży B2B, elegancką i pełną klasy. Coś mi nie grało, nie pasowało podczas naszej rozmowy, wtedy jeszcze nie potrafiłam sprecyzować, co to dokładnie było. Może zbyt intensywne zainteresowanie moim życiem prywatnym? Może zbyt natarczywe pytania odnośnie moich pasji pozazawodowych? Może zachwyt nad moim, nie do końca wybitnym, cv? Jakaś część mnie podawała w wątpliwość słowa wypowiadane przez przyszłą przełożoną, jej zapewnienia, że firma, działająca od dwudziestu lat, jest bardzo stabilna i nie dochodzi do rozwiązywania umów. Kameralne środowisko, wszyscy się lubią i cenią, pracują wespół dla sukcesu i dostatku ogółu. Brzmiało pięknie. Zbyt pięknie.

Myślałam jednak wtedy, że być może i do mnie uśmiechnęło się szczęście, że w końcu zasłużyłam, po latach uciążliwych dojazdów, na swoją gwiazdkę z nieba. Dlaczego do mnie ma się szczęście nie uśmiechnąć? Te zachwyty nad moim cv – cóż, pewnie sama siebie nie doceniam. Oto pojawiła się na mojej drodze mentorka, guru, przewodniczka, która w swej łaskawości wprowadzi mnie w świat wielkiego biznesu i dużych pieniędzy. Nareszcie! Piętnastego maja kilka lat temu rozpoczęłam upragnioną pracę. Byłam zachwycona, choć to słowo i tak nie oddaje pełni mojego szczęścia w tamtym momencie. Piękne biuro, mili, serdeczni ludzie, mało współpracowników, a obowiązki, wydawało się wtedy, całkowicie do ogarnięcia.

Wiedziałam, że praca, którą mam wykonywać, jako asystentka i koordynatorka projektów, nie będzie dla mnie zbyt trudna ani też nie będzie się wiele różniła od zadań wcześniej mi powierzanych. Zarówno moje wykształcenie, jak i doświadczenie zawodowe, dawały mi możliwość płynnego wtopienia się w pracę zespołu. Na początku tak właśnie się działo. Moja przełożona robiła wszystko, by skrócić dystans między nami – abyśmy szybko stały się zgodnym, płynnie działającym tandemem. Jak mi się to podobało! Te spotkania jeden na jeden, doradzanie mi i mojemu mężowi, pracującemu w pokrewnej dziedzinie, czego możemy wspólnie dokonać, przesyłanie linków do interesujących artykułów, rozmowy o życiu – wszystko w godzinach pracy. Zapewnianie o dozgonnym zachwycie mną – byłam jej skarbem, najlepszą pracownicą, na jaką mogła trafić. Przy tym wypowiadała się krytycznie o innych osobach, pracujących kiedyś z nią i wyraźnie była obrażona na mojego poprzednika, że postanowił się usamodzielnić i pragnął sam zdobywać nowych klientów dla firmy. Uważałam jej chowanie urazy za dziecinne, lecz nie zastanawiałam się nad tym szczególnie długo. Cieszyłam się, że jej były asystent zrezygnował ze współpracy z moją szefową, tym samym dając mi dostąpić tego niewątpliwego zaszczytu.

Nina:

Nie bardzo mi pasowało to, jak szefowa źle się wyrażała o innych ludziach. Owszem, o mnie złego słowa jeszcze nigdy nie powiedziała, ale słyszałam jej krzyki dochodzące z gabinetu, widziałam wzburzone, zaczerwienione koleżanki, gdy wychodziły od niej z pokoju, połykając łzy. Niedługo po moim przyjęciu nie przedłużyła umowy o pracę jednej z pracownic – wcześniej wyzywając ją od analfabetek. Miała świadomość trudnej sytuacji życiowej tej kobiety, która w tym samym miesiącu przeszła przez rozwód. Widać było, że nie miała żadnych skrupułów, w trudnym dla tej dziewczyny czasie tym bardziej ją gnębiła, każąc w nieskończoność poprawiać pisma urzędowe. Nie podobało mi się to, lecz z tyłu głowy przypuszczałam, że pani dyrektor widocznie ma rację, możliwe, że koleżanka jest po prostu kiepskim pracownikiem.

Czerwona lampka numer dwa

Tylko czy to rzeczywiście był zaszczyt? Dwa tygodnie po moim przyjściu do pracy – i dość szybkim zaklimatyzowaniu się w nowym, serdecznym środowisku – obchodziłam swoje urodziny. Jak tradycja w firmie kazała, przyniosłam jakieś słodkości do kuchni, otrzymałam życzenia, uściski. Jednak stanowczo zbyt często pośród życzeń padało jedno słowo: „Wytrzymaj”. Myślałam sobie, o co chodzi tym ludziom, wszak spełniło się właśnie moje największe marzenie odnośnie do życia zawodowego. Co mam niby wytrzymywać, przecież jest doprawdy znakomicie. No tak, było jeszcze przez chwilę. Mniej więcej do połowy lipca moja druga połowa toksycznego związku zawodowego nie okazywała, na co ją stać. Do pierwszego z dużych przetargów, podczas których najwyraźniej było widać, jak bardzo jest niezrównoważona i jak bardzo jej brak emocjonalnej stabilizacji odbija się na innych.

Moja szefowa była niezwykle ambitna i waleczna. Przyzwyczajona do wygrywania, na szali zwycięstwa kładła wszystko – relacje międzyludzkie, dobrą atmosferę w zespole, poczucie godności – swoje i cudze. Najważniejsza była wygrana w przetargu, resztę jakoś później odbuduje. Nieważne, jakim kosztem.

Nina:

Kolejnym zgrzytem były zdjęcia, jakie pani dyrektor wynosiła z wieczornych imprez integracyjnych, w których uczestniczyły ważne w naszym powiecie osoby. Pokazywała nam z dziką satysfakcją pijanych oficjeli, tańczących w samych majtkach z młodymi dziewczynami w objęciach. Lżyła je w sposób niewiarygodnie wulgarny. Wtedy przeszło mi przez myśl, że jej serdeczność wobec mnie to maska. Jednak nie miałam jeszcze powodów, by martwić się o nasze relacje. Były absolutnie bez zarzutu.

Ciąg dalszy nastąpi…

***

Małgorzata Żebrowska – „Reportaż był częścią mojej autoterapii, miałam przekonanie, że prędzej czy później zostanie opublikowany i będzie dawał siłę kolejnym kobietom. I dzięki Wam tak się właśnie stanie…”.

Absolwentka filologii angielskiej, pisarka, dziennikarka. Wraz z Edytą Niewińską tworzy kursy kreatywnego pisania pod marką Pisarskie Olśnienia. Pisze felietony i recenzje dla portalu Zupełnie Inna Opowieść. Publikuje również m.in w Onecie i na platformie medialnej Anywhere. Zdobywczyni pierwszego miejsca w Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania 2019 za tekst pt. „Mrówki”, wyróżniona podczas Połowu 2020 w Pracowni „Pierwsza książka prozą” wydawnictwa Biuro Literackie. Jej opowiadania ukazały się w najważniejszych polskich magazynach literackich.

 


Psychologia

Jak technologia motywuje do zdrowego życia?

Redakcja
Redakcja
20 maja 2021
Family and children with scooters in the park
 

Każdego dnia żyjemy w coraz większym pędzie. Wstajemy, uruchamiamy samochód i dojeżdżamy do pracy, w której przez długie godziny nie rozprostowujemy nóg, by w końcu wrócić z niej po południu również wciskając tylko gaz i hamulec. W efekcie brakuje nam czasu na aktywność fizyczną i kontakt ze świeżym powietrzem, a traci na tym nasze zdrowie i samopoczucie. Czy technologia jest w stanie to zmienić?

Wspomnienie z dzieciństwa

Kiedy pomyślimy o czasach, w których ku uciesze rodziców nie dorastaliśmy jeszcze do ostatniej półki szafki, na której znajdowały się słodycze, w głowie pojawia się często lustrzane odbicie obecnego życia. Oprócz nieprzejmowania się podatkami i mandatami za złe parkowanie, przede wszystkim przypomnimy sobie o tym jak z utęsknieniem czekaliśmy na koniec zajęć w szkole, by móc oddać się po nich beztroskiej grze w piłkę z rówieśnikami. Czuliśmy spokój i beztroskę. Wracając z podwórkowego meczu wsiadaliśmy na rower czy hulajnogę, by było szybciej i ciekawiej. Ta hulajnoga właśnie wróciła dzisiaj w wersji, której nie powstydzą się rodzice.

Hulajnogi elektryczne swój debiut na rynku świętowały już lata temu. Były jednak ciężkie i nieporęczne, więc nikt nie myślał o nich w kategoriach poważnego gadżetu mogącego znacznie ułatwić życie jego posiadaczowi. Przed kilkoma laty technologia ta zaczęła lawinowo zyskiwać na popularności. Coraz częstszym widokiem stają się już nie tylko nastolatkowie, ale też postacie mknące na hulajnogach w garniturach, by dojechać do pracy omijając korki. Największy skok w ilości osób decydujących się na przesiadkę z samochodu na ten alternatywny środek transportu nastąpił, gdy Xiaomi, firma znana wcześniej z produkcji wysokiej jakości smartfonów w bardzo konkurencyjnych cenach, wypuściła na rynek swój pierwszy model hulajnogi. Ta, oprócz niskiej ceny, ceniona była przede wszystkim za zmianę podejścia do stylistyki. Sportowy styl przerodził się w elegancję w czerni, pasującą właściwie do każdej okazji, niezależnie od celu podróży. Pora jednak przejść do obiecanego meritum. Czy hulajnogi mogą zmienić nasze życie na zdrowsze?

Hulajnoga wolniejsza od auta? Tylko, gdy ją ładujemy

To prawda, większość hulajnóg elektrycznych jest ograniczona elektronicznie do maksymalnej prędkości ok. 25 km/h. Dlaczego jednak warto zostawić auto w garażu i do pracy pojechać właśnie nią? Po pierwsze, jest to nieustanny kontakt ze świeżym powietrzem, którego brakuje nam na co dzień. Wpływa on nie tylko na nasze samopoczucie, ale również na wyniki naszej pracy, które przy zmęczeniu i niedotlenieniu są znacznie niższe. Dla tych, dla których argumenty przemawiające za zdrowiem i samopoczuciem są za słabe, z pomocą paradoksalnie przychodzi oszczędność czasu.

Bardzo często droga do pracy składa się z czubatej łyżki oczekiwania w korku i tylko szczypty jazdy. Problem ten nie dotyczy hulajnóg. Rzadko kiedy ustawiają się one w kolejki wyczekując aż poprzedzający je jednoślad przesunie się o kolejne kilka metrów do przodu. Dlatego w ogólnym rozrachunku, hulajnoga okazuje się świetnym sposobem, by do celu dostać się po prostu szybciej. Im większe jest miasto, w którym żyjemy, tym ta różnica staje się bardziej odczuwalna.

Obawą wielu osób przestrzegającą przed zakupem hulajnogi elektrycznej jest jej zasięg. W mediach często słyszymy bolączki kolejno przedstawianych prototypów aut elektrycznych, z których główną jest właśnie dystans możliwy do przejechania na jednym ładowaniu. W przypadku dzisiejszych hulajnóg, bez problemu przełamywana jest granica 20 km, a bardziej oszczędne tryby jazdy pozwolą pokonać nawet ponad 30 km bez ponownego podłączenia urządzenia do gniazdka. Przykładem jest tu najnowsza hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Pro, która ze znacznie wzmocnionym silnikiem i zasięgiem 45 km wyznacza nowe standardy w swojej klasie i zdecydowanie pozwoli poczuć wiatr we włosach.

Motywacji do zdrowia ciąg dalszy

W jaki sposób jeszcze możemy zmotywować się do prowadzenia zdrowego trybu życia korzystając ze zdobyczy technologii? Dobrym wyborem może okazać się ściągnięcie na smartfona specjalnych aplikacji śledzących nasze treningi. Za ich pośrednictwem jesteśmy w stanie utworzyć plany treningowe, o których aplikacja będzie nam przypominać przy pomocy powiadomień. Sięganie po coraz wyższe cele i zachowanie systematyczności staje się wtedy dużo łatwiejsze, śledząc na ekranie monitora dokładne parametry naszego biegu oraz comiesięczny postęp. Znacznym ułatwieniem są tu oprócz smartfonów sportowe opaski czy smartwatche, które są znacznie wygodniejsze podczas intensywnego wysiłku niż duży telefon, a są w stanie zapewnić nam dodatkowo informację o naszym pulsie czy w chwilach wolnych od treningu monitorować jakość snu i wysyłać wskazówki jak ją poprawić.

Sposobów, by zachować lepsze zdrowie jest naprawdę wiele. Najłatwiej jest jednak wcielić w życie te, które nie wymagają od nas zupełnej zmiany organizacji dnia, a przy tym wiążą się z przyjemnością i pozwalają zaoszczędzić czas. Takie są dzisiejsze hulajnogi elektryczne, które w niczym nie przypominają już swoich nieporęcznych prekursorów o niewielkim zasięgu. Należy pamiętać, że zmiana prowadzonego trybu życia nie tylko przynosi pozytywne długofalowe skutki dla naszego zdrowia, ale już po kilku tygodniach pozwoli poczuć się zdecydowanie lepiej, rozstać z uczuciem zmęczenia i znacznie poprawić efektywność naszej pracy, co… często pozwoli szybciej ją ukończyć.

Artykuł partnera


Psychologia

Dodatki, które odmienią letnią stylizację – sprawdź, które masz w szafie

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
20 maja 2021
Photo by Ana Itonishvili on Unsplash

Nie od dziś wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach, a jeden dobrze dopasowany i efektowny dodatek potrafi odmienić całą stylizację. Oczywiście z każdym sezonem nie musimy zmieniać swojej garderoby, ale co pewien czas warto wzbogacić ją ciekawym akcentem. Zastanawiasz się, jakie zmiany poczynić w swojej szafie i na jakie dodatki postawić tego lata?

Torba

Latem stawiamy na naturalne torby z plecionki, które godnie zastąpią te ciężkie, ciemne i zimowe. Niezależnie od tego jaki fason wybierzemy, dodadzą lekkości każdej stylizacji.
Duże, ręcznie wyplatane kosze z naturalnych liści świetnie sprawdzą się podczas wypadu za miasto czy codziennych zakupów, z kolei małe kopertówki możemy zabrać ze sobą na
randkę czy spacer nad brzegiem morza. Jednak równie dobrze, naturalne plecionki możemy wykorzystać jako uzupełnienie stylizacji do pracy.

Torba MAKO STORE

Okulary przeciwsłoneczne

To absolutny must have na lato! Najmodniejsze w tym sezonie są duże, zakrywające niemalże pół twarzy okulary, jednak w przypadku tego dodatku nie zawsze musimy podążać za modą. Wybierajmy te, w których czujemy się dobrze. Okulary powinny podkreślić nasz styl, charakter i osobowość. Jeśli lubimy minimalizm, nie zakładajmy na siłę tych dużych, z daleka rzucających się w oczy. Okulary nie są wydatkiem jednorazowym, dlatego warto postawić na te oryginalne, od optyka i z polaryzacją. To dodatek, który doda charakteru nie tylko letnim i wiosennym stylizacjom, ale także wzbogaci te jesienne i zimowe.

Klapki

Na obcasie, kaczuszce, koturnie czy japonki to absoluty hot tego sezonu. Klapki są uniwersalne, stylowe i wygodne. Te eleganckie możemy założyć nawet do garnituru i o ile dres code na to pozwala, wybrać się w nich do pracy. Nowością, która może zainteresować kobiety, są napompowane buty w stylu bottega Veneta, będące dopełnieniem wielu stylizacji.

Klapki Jenny Fairy, CCC

Nakrycie głowy

Klasykiem jest duży, słomkowy kapelusz będący efektownym dodatkiem codziennych stylizacji, nie tylko tych wakacyjnych! Nie tylko słomkowe kapelusze z dużym czy średnim
rondem będą hitem tego sezonu, ale także czapki z daszkiem. Odpowiednio dobrany dodatek potrafi podkręcić niejedną stylizację. Nakrycie głowy to jeden z bardziej uniwersalnych akcentów kobiecej garderoby, który świetnie wygląda w połączeniu z letnią sukienką, T-shitrem i jeansami, czy krótkimi szortami.

Pleciony pasek

Delikatny, pleciony pasek w stylu boho świetnie sprawdzi się jako dodatek do długich i zwiewnych sukienek, luźnych koszul, a nawet bardziej formalnych stylizacji. Zgodnie z
duchem zero waste, miękki pasek od sukienki możemy wykorzystać jako opaskę do włosów, dzięki czemu małym nakładem znacząco odmienimy swój wygląd.

Pasek Makalu

Ozdoby do włosów

Ozdoby do włosów świetnie sprawdzą się jako przełamanie dla eleganckich sukienek, formalnych garniturów czy zwiewnych kreacji. Opaski – w szczególności te plecione – dodadzą lekkości, dziewczęcości i kobiecości.

Biżuteria

Naszyjniki, muszelki, kolczyki czy duże bransoletki nie tylko w tym sezonie będą na topie. Biżuteria, zdobiąca delikatnie muśnięte słońcem ciało, to hot trend od wielu lat. Biżuteria będzie dopełnieniem każdej stylizacji, niezależnie od tego czy wybierzemy tę w stylu boho, z muszelkami czy kamieniami szlachetnymi.

Tekst powstał we współpracy z kobietą, która o modzie wie wszystko – Martą Pożarlik – Panią od Wizerunku.

Marta Pożarlik

 

Marta Pożarlik, czyli Pani od Wizerunku. Udziela porad modowych w Dzień Dobry TVN. Stylizuje sesje zdjęciowe. Pracuje nad wizerunkiem celebrytów i aktorów. Jest osobistą stylistką Małgorzaty Ohme. Prowadzi liczne szkolenia wizerunkowe dla firm, doradza klientom biznesowym i indywidualnym. Napisała darmowego e-booka „Jak nie zdziadzieć w domu”. Martę znajdziecie na Facebooku i Instagramie. 


Zobacz także

10 mitów na temat terapii, w które nadal wierzymy

Jak matki kradną po kryjomu poczucie wartości swoim córkom

On umiera, a ty? Walczysz ze sobą, bo pewnego dnia chcesz znów się cieszyć, zjeść szarlotkę i uprawiać seks