Macierzyństwo

Dekalog dobrej matki. A po szóste przestać truć…

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
30 kwietnia 2016
Dekalog dobrej matki
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY
 

„W życiu nie będę taką matką jak ty” zamruczała nastolatka groźnie. I dodała: „Jesteś potworem”. Znacie to? Powiedziała ( jeśli relację z matką miała w miarę bezpieczną), albo pomyślała.Och, chodziło o jakąś głupotę. O jakieś lekcje, o załóż czapkę czy coś równie głupiego ograniczającego wolność. Wolność – święte słowo w wieku kilkunastu lat. No i ta obietnica. Nigdy (NIGDY) taka nie będę.

Ach ta słodka dorosłość, jakże ona weryfikuje nasze wyobrażenia. Nagle widzisz siebie drącą się jak opętana z powodu zostawionej głupiej foremki w piaskownicy. Nie musisz wcale drzeć się głośno, wystarczy, że drzesz się w myślach, bo ono (dziecko) nie śpi, nie chce malować, słuchać bajki, ubierać się, zjeść. Nie ma znaczenia, że mówisz: „Nic się nie stało, kochanie”– roznoszą cię emocje i szał.

Okropna to konfrontacja ze sobą, walisz głową w mur, obarczasz się poczuciem winy, uważasz, że się nie nadajesz. I tak dalej, i tak dalej. O tym już napisano wiele, po co pisać o tym znów.

To okropne, gdy pouczasz: jak ty jesz, gdzie chcesz odfrunąć? Czy musisz robić taki śmietnik? Masz szybki lot do przeszłości. Po prostu widzisz te obrazy, gdy twoja matka te same frazy powtarzała.

Ale lata macierzyństwa, moja miła robią swoje. Następuje cudowny moment, w którym Ty i ta druga istota ( Twoje dziecko) dochodzicie do pewnego porozumienia. Inaczej–Ty dochodzisz do porozumienia ze sobą w roli matki. Wspaniale jeśli to się stanie, tylko wtedy można być naprawdę dobrą matką.

Dekalog dobrej matki

Po pierwsze…

Odpuszczasz. No trudno, Kowalska piecze po nocy ciasta, Nowak chleb, a Malinowska wozi na 10 treningów dziennie. Ty na przykład taka nie jesteś. I co? Możesz, oczywiście nad sobą pracować, ale nie przeistoczysz się w kogoś kim nie jesteś. Perfekcjonistka nie stanie się matką spontaniczną, matka chaos nie będzie pilnowała porządku. Każda ma swoje mocne strony i może dać dziecku coś innego, ale równie wartościowego.

Nasze matki też byłyby szczęśliwsze gdyby nie wrzucały się do jednej szuflady. „Dzień dobry, jestem kura domowa, sprzątam, prasuję, gotuję” Wszystkie przymusy doprowadzają ludzi do szaleństwa. Nawet jeśli chcemy zmusić się dla własnego dziecka. Rób tylko to, co kochasz.

Po drugie…

Dajesz tyle miłości, ile w sobie masz. Nie ma więcej. Bo skąd masz to mieć? Znam kobiety z domów toksycznych, trudnych, które wyznają, że czasem nie radzą sobie z macierzyństwem, że uciekają w pracę, że chętnie oddają dziecko ojcu, bo mają chwilę dla siebie, a tego potrzebują.

Mówią to zawstydzone, wbijają wzrok w podłogę. A mi kiedyś terapeutka powiedziała wprost: „Kobieta z zaburzonego domu zawsze w pewnym stopniu będzie miała problem ze 100 proc. oddaniem. Miłości musi się uczyć”.

To ucz się jej, ale nie obwiniaj się przy tym. Bo jest jak jest, wiadomo.

Po trzecie…

Nie przestajesz być sobą. Lepiej to zaakceptuj. Może są wśród nas, kobiet, istoty boskie. Macierzyństwo zmienia je diametralnie i od tej pory  myślą tylko o dobru dziecka. Tak, matka myśli o dobru dziecka. Ale gdzieś przebija się jej dobro. Czy powinnam dla dzieci rezygnować z pasji? A z miłości? A z pracy? Te dylematy są chyba normalne. Czasem rozstrzygamy je na korzyść swoją, a czasem dziecka.

Po czwarte…

Jeśli jesteś matką beznadziejną w czwartek o 18.00 to nie znaczy, że w sobotę też musisz nią być. Nigdy nie jest za późno na zmianę. Ani na dobrą relację z dziećmi. Warunek konieczny: nie udawać, że nie wiesz, że nawalasz….Dziś jest tyle możliwości, tyle narzędzi. Możemy się zmieniać. Powinnyśmy czasem nawet.

Po piąte…

Są zdania, które jednak trzeba wypowiedzieć. W sumie w „jak ty jesz?” nie ma nic złego, choć oczywiście jest to ocena i niezbyt pozytywna. Po łyknięciu wszystkich możliwych poradników, po przeczytaniu iluś książek rozumiesz, że frustracja też jest dziecku potrzebna. Lepsza frustracja w warunkach bezpiecznych niż frustracja po latach wygrzewania się w bezwarunkowej miłości matki. Świat nie jest idealny.

Po szóste…

W końcu rozumiesz, że powinnaś przestać truć. Miłość to akceptacja. Nie, nie chodzi o to jedzenie, ale o inne rzeczy, które w swoim dziecku zobaczysz i nie będą to rzeczy proste. Potraktuj to jak największą lekcję miłości. Kochać pomimo czegoś. Piękne, co? To masz szansę się tego nauczyć:)

Po siódme…

To że zaakceptujesz nie znaczy wcale, że raz na jakiś czas się nie wściekniesz, jesteś tylko matką, a nie ikoną.

Po ósme…

Dawaj jeśli chcesz dostać. To znaczy jeśli myślisz, że dziecko pracoholików, nagle w wieku 10 lat będzie chciało spędzać czas tylko z rodzicami– to się mylisz. W macierzyństwie działo prawo Hammurabiego: oko za oko, ząb za ząb. Jeśli chcesz się załamać, wróć do punktu cztery.

Po dziewiąte…

Ciesz się chwilą. Bo, przysięgam, te chwile szybko mijają.

Po dziesiąte…

 Pokora to w macierzyństwie słowo klucz. Wszystko może okazać się na opak, nic nie jest takie jak się wydaje, niespodzianki to norma. Dziś zapalenie ucha, jutro alergia. Dziś świetnie w klasie, jutro koszmarnie. Stałość? A co to jest stałość?

Stałością jest tylko ta miłość, którą możesz dać.

A mówiłaś, że nie wiesz czy umiesz kochać. No patrz…


Macierzyństwo

Jak opanować stres w dwie minuty? Ratunek dla porannych nerwusów

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
10 maja 2016
Fot. iStock / megaflopp
 

Nastawiłam dziś budzik o trzeciej – wczoraj zamiast pracować, uczyłam się z dzieckiem angielskiego, matematyki i historii (WTF?). Z trzeciej budzik przestawiłam na czwartą, z czwartej na piątą. O piątej wstałam z takimi wyrzutami sumienia, że ze stresu bolał mnie żołądek. A to dopiero piąta rano. Co będzie dalej????

W internetową wyszukiwarkę wpisałam hasło: „jak opanować stres?” 324.000 wyświetleń. Nieźle. Człowiek o piątej rano potrzebuje szybkich i magicznych sposobów na opanowanie niepokoju. Dzielę się tym, co znalazłam. Niby oczywiste, niby jasne, a komu z żądającym spaceru psem, chorującym kotem, głodnym kotem, dziećmi, i listą miliona zadań do wykonania NA DZIŚ przyjdzie to do głowy?

Najpierw oddech

Uspokój go. Nabierz głęboko powietrze do płuc i powoli wypuść. Powtórz kilka razy. Lepiej, prawda? Wyjdź na balkon, taras. Albo rób to przy otwartym oknie.

Potem myśl

Wyobrażaj sobie dobre rzeczy, które cię czekają. Nie to, że dziś musisz w drodze do pracy załatwić milion rzeczy, zrobić przegląd samochodu, załatwić coś w przedszkolu, szkole dziecka, mieć mega trudne zebrania, a potem dzień pełen obowiązków. Ale na przykład weekend….. wakacje, podróż, którą planujesz. Ja wyobraziłam sobie lipiec, który spędzę nad jeziorem na Kaszubach. Cisza, spokój.

Potem druga myśl

Jakiś czas temu rozmawiałam z przyjaciółką po poważnych przejściach. „Sprowadzaj swoje problemy tam gdzie ich miejsce”. To trudne, ale jeśli zamkniesz oczy i pomyślisz, że jednak jest świetnie, bo masz nogi, ręce, jesteś zdrowa, żyjesz– to wszystko okaże się prostsze. To po prostu jest tylko milion zadań. Masz siłę, by je wykonać (dar), a przede wszystkim możesz podejść do nich z dystansem, bo to jednak są tylko zadania, a nie operacja na otwartym sercu.

Potem kawa

Albo inna rzecz, którą pijesz rano, np. zdrowy zielony koktajl. Kawa nie na stojąco w kuchni, gdzie jedną nogą upychasz rzeczy w szafkach, a drugą myjesz naczynia. Kawa w spokoju. Gdzie możesz zebrać myśli.

Skupienie się na jednej rzeczy

Podobno świetną metodą jest skupienie uwagi na tylko jednej rzeczy. Niektórzy zapalają świeczkę, bo ogień ma właściwości uspokajające. Dwie minuty takiej medytacji i jesteś już człowiekiem zen.

W ogóle jesteś zen, bo to tylko życie, tylko praca, tylko codzienność i po prostu szkoda tracisz energię na stres.

P.S Gdy już doprowadziłaś się do jako takiej formy psychicznej, odetnij się od ludzi, którzy chcą cię znów wyprowadzić z równowagi. Nie słuchaj biegającego po domu partnera, który krzyczy: „O Boże, Boże, gdzie są moje skarpetki, „Oesu, zapłaciłaś rachunki”, nie rozmawiaj z sąsiadką, która kocha wylewać żale i zamiast naładować cię dobrą energią, wprowadzi w stan paniki: „A słyszała pani co oni wyrabiają w tej polityce, a czynsz znów podnieśli, a sąsiedzi spod piątki….”. Nie słyszałaś, nie denerwujesz się tym. Przynajmniej dziś rano się niczym nie denerwujesz.

No i na końcu wrzucam wam filmik, który znalazłam.

Przepraszam, ale zaczęłam się z tego śmiać. Ze swojego stresu też. Chociaż może na chwilę się uśmiechniecie. Ja się właśnie zastanawiam czy porada przygotowana przez tego pana jest tak głupia czy tak skuteczna;-)

Boskiego dnia!


Macierzyństwo

„Bo ona….”. A Wy?! Najczęstsze błędy mężczyzn na początku znajomości

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
27 kwietnia 2016
„Bo ona....". A Wy?! Najczęstsze błędy mężczyzn na początku znajomości
Fot. Pexels / Stock.tookapic / CC0 Public Domain

– I  wtedy, gdy już byłem tak podniecony, że wreszcie mogę jej dotknąć, gdy prawie odleciałem zobaczyłem na jej piersi… włos.  To był koniec. Zmyłem się pod byle pretekstem – rzekł A.

– Włos? – zdziwiłam się.

– Tak. Włos – znów zawiesił głos. – To było obrzydliweeeee. Gdy wymawiał słowo „obrzydliwie” twarz zmieniła mu się w straszliwym grymasie.

Hmm. Nie to, żebym miała na piersi włosy, bo nigdy nie miałam, ale jednak poczułam się zdezorientowana. Zauważyłam więc rzeczowo.

– Może miała problemy hormonalne.

– Ohyda – wykrztusił.

Hmm. Pan Łamacz Serc. Brad Pitt wersja polska. Spojrzałam na niego życzliwie, acz trzeźwo. Włosy w nieładzie, zęby pozostawiające wiele do życzenia. Czy on zwariował? Właśnie opowiedział mi o pięknej dziewczynie, studentce ASP do której wzdychał miesiącami. „Kobieta ideał” mawiał o niej.  Pół roku zajęło mu zdobywanie jej, szalał za nią, a potem jeden mały włosek go odstraszył?!!

To ja chyba nie mogłabym mieć żadnego kochanka, bo każdy miał coś na piersiach.

Kocham te wymagania facetów. Na studiach koledzy robili sobie rankingi. Ta 10 , ta 8, ta 7. Baa, rankingi robili nawet w mojej pracy. Bardzo byli wymagający, a sami dosięgali co najwyżej kategorii 8. Nie dość, że ma być w ładna, seksowna to jeszcze jaki ma mieć charakter. Silna i słaba jednocześnie. Ciepła i zimna czasem. Zrealizowana zawodowo, ale nie pracoholiczka. Wysportowana, ale nie maniaczka. Bystra, ale nie przecież bardziej od niego. Ambitna, ale bez przesady.

No i jeszcze musi się wstrzelić w odpowiedni moment w życiu. Tak, żeby on był gotowy, wiadomo.

Mężczyźni, których znam (wolni, po rozwodzie) są jak znudzeni sułtanowie. Ta nie, bo źle się uśmiechnęła, ta za często pisze, ta za mało, ta chce mnie poznać z mamą. Tamta ma za małe dziecko (odpada), tamta dziecko za duże. Źle otwiera wino, złe wino pije, nie podoba mi się grymas jej twarzy, coś dziwnego ma ze skórą. Nie, to nie są wymysły mojej głowy tylko rzeczywistość. Święta czasem nie przejdzie tego sprawdzianu (co ja mówię, święta nie przejdzie go na pewno, bo za słaba w łóżku).

Kochani, najdrożsi mężczyźni,

Wy oczywiście myślicie, że jesteście idealni. Wspaniali, godni uwagi, najlepsi.

To ja specjalnie dla was przepytałam kilka znajomych mi kobiet, atrakcyjnych i fajnych, jak one was odbierają. Może jak sami tyle wymagacie musicie wiedzieć, że też co nieco powinniście poprawić.

Po pierwsze… przestańcie na pierwszych randkach wygłaszać wasze od czapy poglądy polityczne. „Niech się geje pier…. w domu”, „Utłuc lesby” to tylko niektóre z hitów waszych kolegów. I wy się potem dziwicie, że ona nie odbiera i znika z FB?

Po drugie… spójrzcie czasem krytycznie w lustro. Te mokasyny, te skarpety. Nie żebyśmy były małostkowe, ale nie wszystkie lubimy jak gość wygląda jakby wyszedł ze starej szafy.

Po trzecie… w drugą stronę też bez przesady. Przesadna dbałość odstrasza. Odżywka na paznokciach?? Dziesięć kremów do twarzy?

Po czwarte… nauczcie się słuchać. To wielka sztuka. Niewielu z was ma ją opanowane. Ona opowiada: „Miałam wypadek na skuterze w Tajlandii”, a on…. „A wiesz, ja też miałem i wtedy…. i tu opowieść na setkę wiadomości na fesie”. Ratunkuuu, milczenie jest czasem złotym, a uważność w cenie

Po piąte… obsesja na punkcie ciała. Jak każda obsesja jest zła. A jeśli już mieć jakieś obsesje to może na puncie swojego mózgu? I to ulepszać?

Po szóste… nie bądźcie małostkowi. To nie jest fajne, gdy idziecie do Chińczyka kupujecie obiad i… czekacie aż ona zapłaci. Albo mówicie: „O tym razem zapłacę, byłem ci winny 22 zł”. Nie chodzi o to, żebyś płacił zawsze, my też chcemy to robić, ale ta skrupulatność przy rozliczaniu rachunków jest żenująca. Czy my liczymy ile wody zużyjecie u nas w wannie?

Po siódme… w ogóle małostkowość jest straszna. Nie chcemy słuchać, że ta wstrętna dziwka M. pożyczyła od was 10 złotych, zmieniła pracę i nie oddała.

Po ósme… przestańcie rozsiewać wokół siebie negatywną energię. Rozgryzłyśmy to, większość was zachowuje się tak, gdy jest spięta. Niepotrzebnie uważacie, że męskość to gburowatość. Nie, nie lubimy tego. Spinamy się i myślimy: „buc, po co mi to”.

Po dziewiąte… nie obiecujcie nie wiadomo czego. Zajebistego seksu, wyjazdu, przygody. Nie potraficie zrealizować obietnic – nie deklarujcie ich.

Po dziesiąte… za chwilę to jest za chwilę. Nie za godzinę. Więc jeśli mówicie: „poczekaj minutę, zaraz napiszę” to nie dziwcie się, że po pół godziny zasypiamy i potem już nie odpowiadamy na wiadomości.

Po jedenaste… nie narzekajcie na pracę. To jest nieznośne. Tak, to jest prawda. Lubimy zaradność. Na bliskość jest miejsce później. Na początku oszczędźcie nam szczegółów jaką macie kiepską sytuację, jak któryś szef was wyrolował i w ogóle nie ma miejsca na takie talenty jak wy.

Po dwunaste… fraza: „chodź, postawię ci sok” powinna być zakazana. Podobnie jak: „jak tam?” jako zagajenie na tinderze.

Po trzynaste… jeśli czegoś nie wiecie, nie potraficie, nie macie, nie degradujcie tego. Nie ma nic gorszego niż facet nie biegający, który mówi, że go wkur…. maratończycy, jazda na nartach to wymysł, a ktoś kto ma dobry samochód musi być debilem. My to widzimy.

Po czternaste… spytanie kogoś o drogę bywa czasem zbawienne. Szczególnie, gdy nawigacja nie działa, jest północ i leje deszcz. Ludzie proszą o pomoc. To naturalne.

Po piętnaste… rozumiemy, że rozstanie z eks mogło być trudne, ale nie chcemy tego słuchać. Nie wciąż. Podobnie jak męczące jest złorzeczenie na byłą partnerkę. Szczególnie, gdy to wy ją zostawiliście.

Jeśli to ona was zostawiła, też przestańcie mówić. My doskonale wiemy, że złość wynika ze zranienia.

Po szesnaste… czy tak trudno odstawić płatki do szafki, a puste opakowanie po mleku wyrzucić? Nie, naprawdę lodówka to nie jest dobre miejsce.

Po siedemnaste… gdy rozmawiacie z byłą, nie odchodźcie na bok. Nie ściszajcie tonu. Najwyżej nie rozmawiajcie przy nas.

Po osiemnaste… seks to jest coś więcej niż pięć minut z myśleniem tylko o sobie, a robienie dobrze kobiecie to nie jest mielenie językiem. Piersi też nie ugniatajcie– to okropne uczucie.

Po dziewiętnaste… zapomnijcie o pytaniu. „Dobrze ci? Ale dobrze?”, „Jak było?”.

Po dwudzieste… każde osaczanie jest złe. Szczególnie, gdy znamy się krótko. Sorry, ale nie chce nam się tłumaczyć dlaczego pan w sklepie się na nas patrzył, z kim rozmawiamy, dlaczego tak długo i czy na pewno z koleżanką…

Po dwudzieste pierwsze… jeśli jesteśmy matkami, nie krytykujcie naszego macierzyństwa. Na tym punkcie mamy chyba większą obsesję niż na punkcie wyglądu.

Uff… miło? Tak, tak wiadomo. W byciu blisko chodzi o coś więcej. To dlaczego, w takim razie, wy czepiacie się nas? 🙂