Listy do redakcji

Przez te 10 tygodni zanim Marcin zmarł przeżyliśmy cudowne dni, takie, jakich wielu ludzi nie przeżyło przez całe swoje życie!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 lutego 2016
Fot. Pixabay / unpslash / CC0 Public Domain
 

Marcina poznałam na szpitalnym korytarzu i od tego dnia byliśmy nierozłączni! To był pierwszy, najkrótszy, ale i najintensywniejszy związek w moim życiu! Przez te 10 tygodni zanim Marcin zmarł przeżyliśmy cudowne dni, takie, jakich wielu ludzi nie przeżyło przez całe swoje życie! Choć mieliśmy świadomość, co za jakiś czas się wydarzy, to nie rozmyślaliśmy o tym, żyliśmy pełnią życia, czerpaliśmy z każdej danej nam chwili, cieszyliśmy się każdym wspólnym porankiem.

Był wyjazd nad morze, spacer po Wrocławskim rynku i noc w Krakowie. Myślę, że brakłoby miejsca, żeby opisać to co się wydarzyło w tym czasie! Kochaliśmy się każdego dnia mocniej i choć ból oraz choroby każdego z nas nie dawały o sobie zapomnieć, to ta więź jaka wytworzyła się między nami pozwalała nam o tym nie myśleć! Dopiero w tą ostatnią noc, gdy Marcin bardzo zmęczony kładł się na moje kolana, by odpocząć, ja byłam dziwnie niespokojna i osłabiona!

Niestety tamtej nocy przytulaliśmy się ostatni raz. Marcin odszedł na moich rękach. Choć znaliśmy się przecież tak krótko, to miałam wrażenie, że odszedł ktoś, kto był ze mną od zawsze. Nie potrafiłam uwierzyć, że go już nie ma przy mnie. Mimo potwornego cierpienia, jakie odczuwałam, cały czas przypominałam sobie te wszystkie cudowne chwile, jakie spędziliśmy razem i słowa otuchy Marcina, który prosił mnie o dzielność. Starałam się jak mogłam.

Mimo choroby zdałam wtedy na studia i starałam się, tak jak obiecałam Marcinowi, każdą wolną chwilę poświęcać innym ludziom, starając się dodać im siły do walki i wiary, że warto walczyć do końca o każdy dzień. Od śmierci Marcina sama wielokrotnie otarłam się już o śmierć i wiem, że nasza determinacja i wola życia wiele może zdziałać.

Mimo, że jest coraz gorzej, to wierzę, że jeszcze coś „urwę” z życia dla siebie, a Marcin od zawsze ma w moim sercu szczególne miejsce.

Agnieszka Wojtkowiak


Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Listy do redakcji

„Pokazałam mu fotografię na której były mojej córeczki. W jego oczach pojawiły się łzy . Powiedział są piękne ale powinny być nasze.”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 lutego 2016
Fot. Pixabay / unpslash / CC0 Public Domain
 

Było gorące lato . Z okazji święta Bartłomieja w Stradowie był odpust a po nim zabawa. Miałam 16 lat i dużo energii do zużycia interesowała mnie tylko zabawa. Razem z kilkoma koleżankami poszłyśmy potańczyć i popatrzeć kto tam stoi wokół podłogi zrobionej ze zbitych desek. Zagrała muzyka która z miejsca zerwała przystojnego bruneta w bardzo modnej bielutkiej koszuli non iron . W jednej chwili znalazł się obok mnie grzecznie się pokłonił i porwał mnie do tańca ,(taniec ten pozostał w mojej pamięci do dziś) .

Wirowaliśmy w tańcu bez opamiętania . Jestem studentem matematyki i będę nauczycielem w przerwie między tańcami poinformował mnie mój uroczy kawaler . Okazało się że mój miły tancerz ma imię Witold . Koniec szaleństwa , trzeba wracać do domu . Witold z kolegą odprowadził mnie do domu. Zaproponował że odwiedzi mnie w następną niedzielę. Ja oczarowana chętnie się zgodziłam i zaprosiłam go na obiad. Po przyjściu do domu opowiedziałam mamusi o niezwykłym czarującym nowym znajomym . Okazało się że moi rodzice znają rodzinę Witolda. Nadeszła oczekiwana niedziela mamusia ugotowała pierogi z serem .Wyniosłyśmy różowy kocyk na łąkę i tam przyjęłam mojego gościa. Przytuleni do siebie siedzieliśmy i marzyliśmy o naszej wspólnej przyszłości , że będziemy razem pracować.

Tak się jednak nie stało . Ja podjęłam pracę w Kielcach a on wyjechał do Nowego Targu. Ja byłam bardzo młoda i szalona lubiłam żartować i myślałam że wszyscy mają takie samo poczucie humoru. Miałam dużo adoratorów i jak któryś z nich pytał mnie czy zostanę jego żoną to odpowiadałam, że oczywiście tak. Poznałam o 10 lat starszego mężczyznę któremu się spodobałam on mnie zapytał czy zostanę jego żoną a ja odpowiedziałam mu oczywiście twierdząco. On był poważnym sekretarzem i nie miał poczucia humoru w ciągu miesiąca zostałam jego żoną . Jak to się stało ? Trudno to tak opisać to jest temat na inną W mojej głowie ciągle miałam Witolda . Kontaktowałam się z nim chociaż byłam już mężatką przysyłał mi kartki do pracy. Pewnego dnia dostałam wiadomość że mój ukochany leży w szpitalu w Kielcach natychmiast pobiegłam go odwiedzić.

Otworzyłam drzwi szpitalnej sali a mój Wiciu leżał bledziutki był ciężko chory. Odwiedzałam go codziennie i przynosiłam mu zupki bez soli i cieszyłam się z każdej zjedzonej łyżki tuliłam jego ręce z bólu pękało mi serce ponieważ wiedziałam od lekarza że jego choroba jest nieuleczalna . Po pobycie w szpitalu był przez kilka dni u swojej rodziny w Kielcach . Tam też go odwiedzałam . Podarował mi na pamiątkę aparat fotograficzny nalegał żebym go przyjęła . Wzięłam go ale potem zwróciłam go jego ojcu i oczywiście poprosiłam go żeby nic nie mówił Witoldowi.

Witold chciał o mnie wiedzieć wszystko : jak mieszkam jaki jest mój mąż i cała rodzina. Chcąc zaspokoić jego ciekawość zaprosiłam go do swojego domu oczywiście mój mąż się zgodził. Przywiozłam Wicia taryfą mój mąż nawet ugotował rosół bez soli . Porozmawialiśmy wspólnie . Pod koniec dnia mój mąż wyszedł żeby zamówić taxi dla Witolda . Zostaliśmy sami . On miał wielką prośbę chciał zobaczyć zdjęcia moich dzieci . Spełniłam jego prośbę i pokazałam mu fotografię na której były mojej córeczki. W jego oczach pojawiły się łzy . Powiedział są piękne ale powinny być nasze. Po kilku dniach otrzymałam od niego kartkę w której pisał „ Jeżeli chcesz mnie jeszcze zobaczyć przyjedź do szpitala „ podpisał bardzo nieudolnie rozwlekłą literą W.

Niestety nie spełniłam tej prośby nie zdążyłam go zobaczyć i tego do dziś bardzo żałuję. Za kilka dni miałam koszmarny sen : Jestem w szpitalu wchodzę do dużej sali na środku stoi trumna a w niej leży zmarły Witold . Wokół dużo rodziny w czerni . On nagle usiadł i powiedział „ Zostawcie mnie z nią samego „ Nagle przebudzona głośno krzyknęłam „ Zmarł mój Witold „ . Uspokój się mówi mój mąż zadzwonimy do szpitala . Niestety okazało się że Witold nie żyje . Do dziś nie wiem co miał mi powiedzieć czyżby to były słowa pożegnania . Tylko ten sen pamiętam jedyny w moim życiu było ich tak wiele.

Za dwa dni skończę 81 lat (to taka odwrócona osiemnastka) miałam dobrego męża i kochane córki , ale w moim życiu liczy się tylko Witold. Dlaczego? Pytam a w moich oczach tylko łzy. Nie byłam na jego pogrzebie ale, jeśli tylko mogę odwiedzam jego grób i zapalam lampkę jej promień rozgrzewa moje serce wracają wspomnienia a łzy same napływają do oczu . Nasza miłość była nieskazitelna i do dziś nieśmiertelna Jego serce nadal żyje we mnie i żyć będzie do moich ostatnich dni.

Do dzisiaj utrzymuję kontakt z jego siostrą.

Gruszka Danuta


Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Listy do redakcji

Mamy swoje życie, swoje problemy, ale nigdy o sobie nie zapominamy

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 lutego 2016
Fot. Pixabay / rogonzales / CC0 Public Domain

Pamiętam jak dziś. To był styczeń… Nadeszła kolejna sobota a wraz z nią wypad z koleżankami do pobliskiego pubu. Pub nie duży a i ludzie często Ci sami. Wchodząc uśmiecham się co do drugiej osoby witając się z nimi szerokim uśmiechem. Zamawiamy drinka i siadamy w oddali za ścianą w loży.

Kiedy wyszłam zza ściany kierując się w stronę baru siedział przy nim mężczyzna. Blondyn o niebieskich oczach- tyle zobaczyłam. Kiedy mnie zobaczył, zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i to wcale nie dyskretnie. Jaka była moja pierwsza myśl? „ Boże co za idiota mnie obcina wzrokiem!

Cóż, przeszłam obok niego i zamówiłam drugiego drinka. Kiedy się odwróciłam go już nie było..
Okazało się, że dosiadł się do kolegów obok naszej loży. Co się okazało? Że  jest kolegą moich znajomych. Kiedy usiadłam, podszedł do mnie- przedstawił się a ja jemu. Zamieniliśmy klika słów pod pretekstem wspólnych znajomych. Długo wymienialiśmy się wzrokiem. Trochę mnie onieśmielał..
Moje pierwsza ocena go przy barze- była bardzo myląca.. zobaczyłam w jego oczach pewien blask..
nigdy u nikogo takiego nie widziałam, to było coś zupełnie innego. Po kilku godzinach wróciłam do domu, całą drogę do domu zastanawiałam się jak mogłam go wcześniej nie spotkać? Może się mijaliśmy? Minęło kilka dni. A ja wciąż miałam go przed oczami. Po kilku dniach dostałam sms-a.
„ Halo, co  słychać”  Nie wiedząc kto to, zapytałam się kim jest. Dostałam odpowiedź zwrotną
„ niespodzianka” – mając złe doświadczenia z nieznanymi mi numerami zignorowałam te wiadomości. Na drugi dzień dostałam kolejną wiadomość. Jednak że poprosiłam aby się przedstawił- okazało się, że to ON. Serce waliło mi jak młot. Poczułam pewne podekscytowanie.

Tydzień później ponownie spotkaliśmy się przypadkiem w pubie. Nasza rozmowa trwała znacznie dłużej niż poprzednia. Był czarujący! Umówiliśmy się na spotkanie. Z każdym spotkaniem było coraz bardziej miło. Nawet nie wiem w którym momencie się w nim zakochałam? Chyba już na początku.
I tak mijały miesiące. To był piękny czas. Niestety jak to się często zdarza- nadszedł koniec wielkiej miłości.  Ale czy tak do końca? Czy można na stałe wymazać z serca i głowy swoją pierwszą wielką miłość? Nie rozstaliśmy się w kłótniach, czy wyrzutach wobec siebie. Rozstaliśmy się w przyjaźni, stwierdziliśmy, że niestety nie jest nam dane bycie razem- z różnych względów, ale chcieliśmy uratować chociaż przyjaźń wobec siebie.

(Chociaż uważam, że przyjaźń damsko- męska nie istnieje).

Pewnie jesteście ciekawi jak jest dzisiaj? Otóż minęło 7 lat od naszego rozstania a my wciąż utrzymujemy ze sobą kontakt, rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy. Od tego czasu dużo się zmieniło. On założył rodzinę, ja także. Mamy swoje życie, swoje problemy – ale nigdy o sobie nie zapominamy. (To miłe kiedy dostaję sms-a z życzeniami urodzinowymi J)
Zdradzę Wam jedną tajemnicę- bądźmy szczerzy, pierwszej miłości się nie zapomina i zawsze nosi się ją gdzieś głęboko na dnie serca i tak jest u mnie. Mam sentyment do niego i do naszych wspólnych chwil.

Joanna Szewczyk


Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)

 

 

 


Zobacz także

„Gdy nie patrzysz, rozkładam nad Twą głową niewidzialny parasol”. Akcja #matko i córko

„Wszystko co robię, robię po to, abyś czuł się dobrze i był szczęśliwy”. Akcja „List do dziecka”

„Drogie siostry w nadwadze! Postanawiam po prostu polubić siebie”. 🎉 Akcja „Mówię dość niezrealizowanym postanowieniom noworocznym”