Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Prawdziwa miłość wybroni się sama, nie trzeba nic udowadniać, do niczego przekonywać, o nic prosić.”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 października 2015
 

Drogi M.

Kiedy zobaczyłam Cię po raz pierwszy, a to już będzie jakieś 9 lat temu, od razu w mojej głowie zaświeciła się lampka. Mówią, że nie ma miłości od pierwszego wejrzenia, a ja jednak śmiem twierdzić, że jest inaczej….

Przez prawie 5 lat łączyły nas tylko relacje służbowe. „Tylko”, choć to na nich zbudowaliśmy swoją przyjaźń: wzajemne relacje oparte na coraz większym zaufaniu, sympatii i życzliwości. Lubiłam, kiedy prosiłeś mnie o radę, bo czułam się wtedy potrzebna. Współczułam, kiedy pisałeś o trudnych doświadczeniach z dzieciństwa i myślałam wtedy o tym, że bolesne wspomnienia nas łączą. Byłam dumna, kiedy okazywałeś mnie swoje zainteresowanie: nawet nie wiesz, jak może cieszyć mms z widokiem na morze….

Jakoś przeoczyłam w tym wszystkim osobę, która potem okazała się najważniejsza. Wiesz, o kim mówię. To E.

Nadszedł dzień, który nieoczekiwanie zmienił wszystko. Przypadek, zbieg okoliczności?? Nie wiem, co zadziałało. Wtedy myślałam, że to przeznaczenie. Dzisiaj, że to raczej był pech.

Zbliżyliśmy się do siebie. Bardzo. Najintymniej jak można. Ja pamiętam tę datę do dzisiaj: 15 lipca 2011 r. Ty już następnego dnia chyba wykreśliłeś ją z pamięci. Wtedy tego nie widziałam, dziś wiem, że tak po prostu było.

Cztery kolejne lata to była ciągła walka: zostać czy odejść, walczyć czy się poddać, warto zabiegać o uczucia czy odpuścić??? Prawdziwa miłość wybroni się sama, nie trzeba nic udowadniać, do niczego przekonywać, o nic prosić.

Między kolejnymi rozstaniami, moimi postanowieniami, że to już koniec, między wylewanymi łzami i przykrymi słowami, których nie szczędziłam, były chwile piękne, cudowne, przepełnione miłością i czułością. To właśnie one sprawiały, że nie chciałam/ nie umiałam (?) odejść…

Każda kobieta potrzebuje ciepła, akceptacji, miłości. Twoja „miłość” (?-nie znam synonimu, który mógłby właściwie zastąpić to słowo) do mnie dodawała mi skrzydeł. Byłam gotowa zrobić dla Ciebie wszystko i tyle też z siebie dawałam. Stąd każdy mój czuły gest, romantyczne słowo, wsparcie, troska…. Romantyczna kolacja? Przygotuję. Kolejny projekt? Zrobię. Choćbym nie miała sił, choćbym  czuła, że i tak nie wywalczę Twojej miłości, to zrobię to. DLA CIEBIE. Żebyś choć przez chwilę był MÓJ.

Tylko że Ty nigdy mój naprawdę nie byłeś. Ile w tym naszym „związku” –tak pogmatwanym, że aż trudno to pojąć – było TWOJEJ miłości, TWOJEGO wsparcia, TWOICH starań…??? Znamy odpowiedź.

Czułam, kiedy coś zaczęło się naprawdę psuć. Przeczuwałam, że – choć pozornie jesteśmy ze sobą bliżej niż kiedykolwiek wcześniej – to tak naprawdę jest to początek końca. Mówiłam: „Jeżeli chcesz odejść, powiedz mi”. Nigdy mi tego nie powiedziałeś. Pewnie nie miałeś odwagi. Swoim postępowaniem chciałeś doprowadzić do tego, żebym zrozumiała, że sama powinnam odejść.

Nie chcę wracać pamięcią do tego momentu, kiedy po prawie 4 latach wszystko się rozpadło. Ktoś może powiedzieć: nie mieliście ślubu, nie macie dzieci, nie tworzyliście formalnego związku. O co taka afera? Ty piszesz: „Przestań lamentować. Wiedziałaś jak jest”. No właśnie nie wiedziałam. Myślałam, że skoro się ze mną spotykasz, to jednak musi Ci na mnie zależeć. Chwilowa namiętność szybko mija, a zostaje uczucie. Ja uważałam, że 4 lata to długo. Myślałam, że jest Ci ze mną dobrze. Zawsze mówiłeś, że uwielbiasz się ze mną kochać. Że jestem kochana, dobra, zasługuję na to, co najlepsze… Tak mówiłeś….

Dzisiaj… Dzisiaj, to we mnie jest dużo żalu, pretensji, złości, niewypowiedzianych słów. Już nie jestem wesołą, roześmianą dziewczyną, która widzi wszystko w pozytywnym świetle. Dziś jestem częściej smutna, zła, przygnębiona. Na szczęście jeszcze dość silna.

Zabrakło rozmowy, słowa „przepraszam”. Może nie chciałabym wtedy tego słuchać. Ale minęło pół roku od rozstania i wiem, że tego zabrakło najbardziej.

Byłeś dla mnie ważny. Byłeś mi potrzebny. Byłeś w moich myślach, gdy zasypiałam i gdy się rano budziłam. Byłeś uosobieniem miłości, o którą warto walczyć. Byłeś smakiem największej słodyczy. Byłeś dotykiem, który przeszywał dreszczem. Byłeś ciepłem, które ogrzewało w najchłodniejsze chwile.

BYŁEŚ. Czas przeszły.

Przepraszam, że pozwoliłam sobie uwierzyć, że możemy razem zbudować piękny związek na całe życie.

Przepraszam, że nie umiem wybaczyć. Byłoby łatwiej.

Twoja A.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO



Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Jeśli mnie kiedyś zabraknie – mam nadzieję, że mój syn do Ciebie nie trafi. Jego skrzywdzić nie pozwolę. Nigdy!”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 października 2015
 

Dziękuję Ci mamo za to, że nigdy nie mogłam na Ciebie liczyć.

Gdy mnie biłaś za źle postaramy dom. Gdy wyzywalas za sprzeciw Tobie.

Przy pierwszej miesiączce, gdy zarzuciłas mi, że jestem obrzydliwa. Przecież nawet mnie nie uprzedzilaś, że mnie to czeka!
Przy trudzie moich studiów. Gdy mieliście w głębokim poważaniu, czy mam co zjeść, czy wystarcza mi na czesne. Dziękuję tez za to, że nikt z Waszych znajomych i rodziny nawet nie wie, że Wasza córka kończy prestiżowe studia i to na dodatek sama na nie zarabiając.
Dziękuję Ci za to, że gdy On mnie zostawił z moim małym synkiem – nigdy nie spytałaś, jak się z tym czuje. Nigdy nie zainteresowałas się moim stanem.
Dziękuję za to, że smialas mi się w twarz gdy krzyczałam Ci, że nie mam sił żyć i gdyby nie syn – odebrałabym sobie życie bo nie mam sił juz znosić Twojego traktowania.
Dziękuję za to, że od miesięcy próbując wrócić do dawnego życia napotykam przeszkody rzucane przez Ciebie.
Dziękuję za to ze bierzesz ode mnie pieniądze bo jestem Ci to winna skoro mnie wychowałas. Dziękuję za to ze tylko wymagasz ale nigdy nie pytasz czy mi na wszystko wystarczy.
Dziękuję za to, że od dwóch dni miałam w ustach ostatnia moja kromke chleba bo po opłaceniu wszystkiego i zrobieniu zakupów dla synka do kolejnej wypłaty – zostało mi 20 zł.
Dziękuję Ci za to, że nawet nie wiesz, że ta wypłata jest dopiero za 3 tygodnie. Dziękuję Ci tez za to, że nie umiesz mi pomóc za darmo.
Nie umiesz pojechać po zakupy gdy jestem chora. Masz samochód. Masz czas. Masz pieniądze. Ale słyszę, że mam sobie wziąć taxi, na które mnie nie stać i jechać sama mimo że brak mi sił.
Dziękuję za to ze zastępuje własnemu dziecku i ojca a Ty tego nie widzisz. Jestem obojga rodzicami. Mały ma wszystko. Dbam o niego. Kocham go. Ale Ty ciągle wmawiasz mi ze jestem złą matka. Ciągle mi to mówisz! Bez powodu. Po prostu.
Na każdym kroku mnie poniżasz, obrażasz. Nie liczysz się ze mną ani moimi uczuciami. Nie widzisz jak bardzo cierpię.
Nie chcesz widzieć, że nie kupuje swoich leków, nie mam butów na jesień. Nie chcesz widzieć ze jestem zmęczona bo ciężko pracuje nocami a za dnia wychowuje dziecko.
Dlaczego nie chcesz widzieć powodów by być ze mnie dumna? A dlaczego nie widzisz powodu by podać mi rękę zamiast bez końca ja tylko wyciągać i żądać ode mnie tego, co jest ponad moje możliwości?
Mój syn ma wszystko. Dbam o jego potrzeby. Ale nie mam nikogo kto dbalby o mnie. Dlaczego umiesz tylko mnie krzywdzić zamiast wesprzeć? Dlaczego jestem tak mało ważna?
Dlaczego płacze po nocach, chodzę zmęczona i nierzadko głodna a Ty mi mówisz, że jestem zła matką? Uważasz się za lepszą? W czym?
Nigdy nie czułam z Tobą bliskości. Nigdy nie czułam, że mogę ci ufać ani tym bardziej na Ciebie liczyć. Najgorsze jest to, że wciąż udoeadniasz, że tak jest.
Pisze ten list by wyrzucić to z siebie. Gdybym Ci taki dala, powiedziałabys, że jestem zła i podla. Zawsze tak mówisz, gdy chociaż spróbuję wyrazić swój żal.
Mówię to z przykrością ale nie licz na mnie kiedyś, skoro nigdy nie mogłam liczyć na Ciebie.
Jeśli mnie kiedyś zabraknie – mam nadzieję, że mój syn do Ciebie nie trafi. Wystarczy, ze mnie nazywasz „g#ownem”. Jego skrzywdzić nie pozwolę. Nigdy!
Twoja wyczerpana juz córka.
Zmęczona, niedożywiona i opuszczona.
A przede wszystkim zawiedziona.

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Och, tato! Musiałam Cię zabić już w swojej głowie… Na wszelki wypadek.”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 października 2015

Och, tato!

Dlaczego kiedy dzwonię tak szybko mówisz: „zadzwonię wieczorem”?
Och, tato!
Przez telefon słyszę Twój wystraszony głos. Jesteś taki mały, szczupły, słaby, cichy.
Och, tato!
W rzeczywistości byłbyś twardy. Wszystko schowałbyś za mimiką, grubą skórą pokrytą bruzdami, gestami, rozmową z innej beczki o tym jak wrzuca się do automatu w szpitalu 2 złote i można oglądać telewizję przez jakieś 2 godziny.
Och, tato!
Dlaczego gaśniesz? Jesteś jeszcze taki młody! Co się stało?!
Och, tato!
Nigdy mnie nie przytulałeś. Nie pamiętam. Teraz mój chłopak musi mnie tulać, inaczej dostaję histerii.
Och, tato!
Musiałam Cię zabić już w swojej głowie. Jesteś martwy, to straszne. Straszne. Byłam już na Twoim pogrzebie i pamiętam w co byłam ubrana. Na wszelki wypadek.
Och, tato!
Duszę się, bo pamiętam jak całkiem niedawno zabrałeś mnie do Kędzierzyna–Koźle i pokazałeś miejsca, gdzie spędziłeś swoje młodzieńcze lata, gdzie mieszkała Twoja niemiecka narzeczona. Ja też pokażę swoim dzieciom i potem umrę.
Och, tato!
Dlaczego czas tak szybko mija a ja mieszkam 5 godzin drogi od Ciebie! Gdyby nadszedł ten czas — nie mam szans.
Och, tato!
Dlaczego tak mało kochałeś mamę, tak rzadko mówiłeś jej, że ją kochasz? Czy ona wie? Boję się.
Och, tato!
Słyszę Twój strach wtedy gdy mówisz „zadzwonię wieczorem”, bo tak naprawdę Cię boli i boisz się, że się dowiem. Wiem.
Och, tato!
Dlaczego pozwoliłeś mi Cię zabić? Duszę się, bo jesteś martwy, a żyjesz. Dlaczego nie mogę żyć z tym, że powoli odchodzisz? Jesteś jeszcze taki młody!
Och, tato!
Mojemu chłopakowi wyrośnie nad tyłkiem taka sama wycieraczka z włosów, jaką Ty masz. Sprawdzałam.
Och, tato!
Dożyj do mojego ślubu! Do pierwszego dziecka, do posadzenia sadu…
Och, tato!
Dopiero niedawno zaczęłam Cię rozumieć, kochać, szanować. Poznajmy się jeszcze trochę…

O.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Zobacz także

„Każda Twojego ślicznego imienia litera powód mojej miłości do Ciebie w sobie zawiera!”. Akcja „List do dziecka”

Nie musisz dostać Nobla, Oskara czy mieć konta w banku z wieloma zerami na końcu. Akcja „List do dziecka”

„Ty jesteś winna temu, że w tym momencie jestem najszczęśliwszą osobą na świecie!”. Akcja „List do dziecka”