Lifestyle

Zaplanuj wyjazd. Nasza akcja tydzień trzeci, dzień #2

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
25 listopada 2015
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
 

Moja przyjaciółka psycholog zawsze mówi: jeśli żyjesz w stresie, jeśli dopada cię beznadzieja pt. „Nic już mnie w życiu nie czeka“– koniecznie zaplanuj jakiś wyjazd. To będzie twój cel, światełko w tunelu. Szansa na reset i radość. I będziesz miała na co czekać.

I to jest przyjemność na dziś – plany. Super jeśli możemy wyrwać się gdzieś dalej, ale niech to będzie choćby wyjazd na weekend do przyjaciółki, czy do domku w lesie.

Jeśli możesz – najlepiej od razu dziś kup bilety, umów się. Jeśli nie – wybierz miejsce (marzenia też cieszą i podwyższają poziom adrenaliny) i od dziś odkładaj na to pieniądze.

No i napisz nam o tym.

Trzymamy kciuki.

Powodzenia!


 

Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Drugi trzeci: 24-30.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień trzeci:
    2 x  Sesja coachingowa ze specjalistką – Karoliną Cwaliną – przeczytaj więcej na Sexy zaczyna się w głowie.

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień trzeci- zobacz wszystkie zadania

 


Lifestyle

Idealne pastylki na gardło? „Babskie”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 listopada 2015
Fot. iStock / Remains
 

Jesteś kobietą, do zdrowia i choroby podchodzisz w diametralnie inny sposób niż przeciętny facet. A dlaczego? Bo jesteś kobietą. Gdy wybierasz się do apteki nie mówisz „poproszę coś na ból gardła”, doskonale wiesz, że „coś” to słowo zakazane.

A mężczyzna? A mężczyzna w ogóle nie musi się tym kłopotać – (w systemie RGB nie istnieje kolor fuksja czy jakaś limonka – to przecież owoc!) funkcjonuje w świecie zazwyczaj spokojnym i niezmiennym – są pewne stałe. On nie zachodzi w ciąże i nie karmi piersią – lek to lek, ot, po prostu. A my – oprócz wielu doświadczeń, które nabywa nasze kobiece ciało,  mamy w sobie coś, co każe nam najlepiej, najdelikatniej, najskuteczniej. Szukamy. Troska kobiety, to jej mądrość.

Wydawałoby się, że tak prozaiczna przypadłość, jak ból gardła, to sprawa nieistotna. Mało jest pastylek, sprejów i płukanek? Ale, gdy ból gardła pojawia się w pewnych etapach życia kobiety, okazuje się, że to walka z wiatrakami.

Pani w ciąży? Och, to ja nie wiem

Przeziębienie, potworny ból gardła, 32 tydzień ciąży. Wizyta umówiona – idziesz do lekarza. Już wiesz, że na czosnku, miodzie i paracetamolu daleko nie ujedziesz. Miła pani zaprasza cię do gabinetu, osłuchuje, ogląda, puka stuka, co jakiś czas z empatią zatrzymując wzrok na twoim brzuchu. No nic, przeziębienie – proszę w razie gorączki zażywać paracetamol, nie przemęczać się i przeczekać pod kołdrą, gardło czerwone, ale nic poza tym.

– No właśnie – wyrywasz się jak ze szkolnej ławki – ale coś na to gardło mogę brać?

– Hhmmmm… Nie, nie za bardzo. Proszę sobie je płukać – uśmiecha się zadowolona ze swojej dobrej rady – wodą z solą.

– Płukać? Myślisz, cudownie – naprawdę sama bym na to nie wpadła. Szkoda tylko, że masz przez odruch wymiotny masz problem z porządnym wypłukaniem ust po myciu zębów. – ale może jakieś pastylki?

– Och, to ja nie wiem. Proszę się w aptece pytać albo poszukać czegoś naturalnego.

Karmisz piersią? Sytuacja jest podobna – nikt nie pofatyguje się z rzetelnymi wskazówkami. Masz małe dziecko – 90% lekarzy proponuje jeden preparat. Nie pasuje? Radź sobie kobieto. Dowiedz się. Dlatego dziś kilka wskazówek jak znaleźć idealne pastylki na gardło – bo okazuje się, że to  nie lada wyzwanie.

Idealne pastylki na gardło… są „babskie”

Powodów, dla których powinny takie być, jest wiele. Bo kobiece – znaczy tutaj – dla wymagających i świadomych.

Przede wszystkim, są skuteczne. Zawsze. Nie musisz mieć w apteczce 3 różnych preparatów, każdy na inną okazję. A jak zweryfikować skuteczność – no cóż, nie pozostaje nic innego jak wypróbować.

Dobrze, żeby były uniwersalne. Czyli nadawały do użycia w rożnych okolicznościach. Oprócz składnika, który ma mieć działanie lecznicze, powinny również zadbać o odpowiednie nawilżenie gardła – takie pastylki sprawdzą się też w przypadku kaszlu czy podrażnień.

Naturalne? Idealnie. W prawie każdej dziedzinie życia, przekonujemy się, że im mniej ulepszamy naturę tym lepiej. Np. porost islandzki wykazuje świetne właściwości ochronne i lecznicze. Działa antyseptycznie. Dodatkowo powleka błonę śluzową warstwą ochronną. Pamiętaj szukaj wyrobów medycznych, a nie suplementów czy produktów spożywczych – równie dobrze możesz zamiast nich kupić landrynki na wagę.

Bez ograniczeń. To nie slogan, a chwila prawdy. Cóż nam po świetnych preparatach, których nie możesz używać? Pastylki Isla można bardzo polubić. Prewencyjnie i podczas choroby – tak. W ciąży i podczas karmienia piersią – tak. Dla kobiety, mężczyzny i przedszkolaka – tak (pastylki można podawać dzieciom powyżej 4 roku życia). Dla ciebie – bo pracujesz głosem – idealne, dla niego, gdy gardło podrażnione jest chrapaniem, dla dziadka, wujka, koleżanki – to naprawdę znaczy bez ograniczeń.

Dowiadujecie się, czytajcie i próbujecie. Dbajcie mądrze o zdrowie i komfort wasze i waszych bliskich. Zaopatrzcie swoje apteczki również w naturalne zioła, te mają tylko jeden mankament – nie da się ich tak łatwo wrzucić do torebki 😉


Artykuł powstał we współpracy z marką ISLA

 


Lifestyle

Jesteś rodzicem ucznia? Nie wymagaj od szkoły, że wychowa dziecko za ciebie! Apel nauczycielki

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 listopada 2015
Fot. iStock / alexeyrumyantsev

Wchodzę do klasy, moi mundurowi lokują się na swoich miejscach, jest nieźle, o wiele lepiej, niż w pierwszych dniach mojej pracy w tej szkole. Ja się uśmiecham, bo lubię pozytywną energię, tak samo dawać jak i odbierać, oni się uśmiechają, choć do końca nie mam pewności czy z sympatii czy bo wypada odpowiedzieć na uśmiech nauczyciela. Jest nieźle, podejrzewam, że sympatia na linii ja – uczniowie jest rzeczywiście obustronna, a wiem że moje koleżanki / koledzy nauczyciele mają różnie. Co prawda nie znam nikogo, komu uczniowie kosz na głowę założyli, ale absolutnie jestem wstanie uwierzyć, że są takie przypadki. Czyja to wina?

Szkoła szkole nierówna, uczeń uczniowi również. Podobnie jak wychowywanie ich przez rodziców. A może jego brak…

Po co wychowywać? Przecież od tego jest szkoła!

No właśnie drogi rodzicu, po co? No choćby po to, żeby nauczyciele (reszta społeczeństwa również) nie użerali się z „gównażerią”. By ci, mający iskrę bożą byli wstanie pracować z zapałem i radością z waszymi dziećmi. Szkoła nie jest od tego, aby przejąć rolę rodziców i wychowywać wasze pociechy, choć niektórym właśnie tak się wydaje.

Pracowałam w szkołach różnego szczebla. Jeśli myślicie, że patologia odnosi się jedynie do gimnazjum, to wierzcie mi na słowo – już w podstawówce towarzystwo potrafi stać pod szkołą i kląć aż miło. To dzieci – być może wasze dzieci. I tak wędruje te małe, pyskate od maluchów, po gimnazjum aż do liceum, obrastając w piórka bezczelności, wręcz chamstwa. Niestety, znikąd się to nie bierze, dziecko podstawy kultury bierze z domu. Czy uczycie swoje pociechy szacunku do ludzi? Nieważne czy starszych, kobiet, nauczycieli policjantów, dla pani z mięsnego?

Ona tam gówno wie, nie przejmuj się synek!

A może sami przy nich rzucacie niewybrednymi uwagami, typu “pogadam sobie z tą kretynką, nie będzie średniej swoimi ocenami psuła”. Zanim mnie zakrzyczycie, że nie, absolutnie przesadzam, powiem, że byłam świadkiem podobnej wymiany zdań, pomiędzy mamami stojącymi pod szkołą z dziećmi. Nie ma co się dziwić, że dziecko chętnie weźmie przykład. Nie jestem zdziwiona również, gdy młody butny człowiek “wysapie” w stronę nauczyciela na lekcji “możesz mi naskoczyć”.

Rzeczywiście mogę “naskoczyć” uczniowi, bo utarło się przekonanie, że teraz najważniejsze są prawa uczniów i ich absolutna nietykalność. Uwierzycie, że w szkole podstawowej, gdy byłam dzieckiem nauczyciel uderzał za karę drewnianą linijką w otwartą dłoń? Nikt nie śmiał protestować, pyskować a nie daj Boże, żeby rodzic się dowiedział! Teraz tego nie ma, i dobrze, ale autorytet i szacunek też odchodzi w zapomnienie. A jeszcze jak podciągnie się pod temat niż demograficzny, wtedy trzeba walczyć o ucznia, biorąc – ja was przepraszam – wszystkich jak leci. Obecnie krąży po Facebooku demot z przedstawieniem dwóch sytuacji:  lata `70 XX wieku – matka pyta ucznia “synu, byłeś miły dla pani w szkole?” oraz “synku, pani w szkole była dla ciebie miła?” Współczesność… Komentarz zbędny…

Autorytet – hasła nie znaleziono…

Google pewnie zna, a czy wasze dzieci również? Nie wydaje mi się, by należało bić nauczycielom pokłony za – bądź co bądź – trudną pracę. “Pani Profesor”… niegdyś wyrażało pełnie szacunku dla belfra, dziś kiedy moi znajomi słyszą że uczniowie szkoły w której pracuję, tak się do mnie zwracają, od razu są poruszeni, a właściwie dlaczego tak? Ano dlatego, by uczeń wiedział,  że poza uśmiechem, wiedzą jaką planuję mu przekazać, jest też pewien dystans który należy utrzymać. Nie chcę być koleżanką dla uczniów, okazując im szacunek dla ich postaw, odrębności, oczekuję tego samego.

Oczekuję również, że w moją pracę z kształtowaniem postaw patriotycznych, obywatelskich, zaangażujesz się ty – drogi rodzicu. Nie jestem jedynym nauczycielem, który chce ciut więcej niż tylko przespać zajęcia. Są też uczniowie, którzy chcą coś więcej niż dotrwać do końca lekcji, ale zaniżają poziom także zachowania, zgodnie z tym co proponuje klasa. Moja w tym rola i twoja również, by wyjaśnić dziecku /młodzieży, że może stoimy po dwóch stronach barykady, ale walczymy o ten sam cel – jego powodzenie w przyszłości.

Obyś cudze dzieci uczył!

To formuła przekleństwa, którą niegdyś rzucało się do osoby, której dobrze się nie życzyło. Tak szczerze mówiąc, w dzisiejszych czasach nabrało świeższego, ale tak samo negatywnego nasycenia. Rzeczywiście nie jest łatwo uczyć po 30 osób w klasie, więc jeśli nie potrafisz tego zrozumieć, tym bardziej nie życzę ci tego doświadczenia.  Ale gra jest warta świeczki. Rodzicu, świadomie i odpowiedzialnie pomóż nam – nauczycielom  w tym zadaniu. Przyjdź na wywiadówkę, zainteresuj się dzieckiem w szkole, nie traktuj tej instytucji jak przechowalni. Nie składaj jedynie na nasze barki wychowania pociechy, bo to się nie uda!  Szkoła ma cel wspomóc rodzica, ale nie wyręczyć.

Z nauczycielskim pozdrowieniem!


Zobacz także

Fakty i mity o PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego dla o(d)pornych

Przygotuj się do wiosny. 10 rzeczy, których nie powinno zabraknąć w twojej szafie

5 twarzy narcyza. Typy osobowości, od których bezpieczniej się trzymać z daleka