Lifestyle

Wybierz komfortowe i stylowe krzesła do jadalni!

Redakcja
Redakcja
8 kwietnia 2021
Jak wybrać krzesła?
 

Wybór odpowiedniego krzesła do jadalni to wcale nie takie proste zadanie. Powinny one
przede wszystkim zapewniać wysoki poziom komfortu użytkownikom, a jednocześnie
nadawać wnętrzu wyjątkowego charakteru. Z tego względu przy zakupie warto zwrócić
uwagę na kilka czynników. Podpowiadamy, jak dobrać idealne meble do swojego domu!


Jednym z najważniejszych elementów wyposażenia domu są komfortowe krzesła do jadalni.
Stanowią one idealne uzupełnienie stołu będącego centrum całego domu. To właśnie na
nich domownicy oraz zaproszeni goście zasiadają do wspólnego posiłku podczas rodzinnych
obiadów czy różnego rodzaju uroczystości. Obecnie na rynku znajduje się mnóstwo
zróżnicowanych mebli, dzięki czemu z łatwością można dobrać odpowiedni model do
każdego wystroju wnętrza. Wśród nich znajdziesz zarówno krzesło z podłokietnikami, jak i
minimalistyczne, bez dodatkowego podparcia.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze krzesła do jadalni?

Planując zakup nowych krzeseł do jadalni, warto zwrócić uwagę na kilka parametrów, które
mają znaczący wpływ na wygodę użytkowania, długotrwałość oraz estetykę wnętrza. Jedną z
najważniejszych kwestii z pewnością jest wysokość krzesła. W tym przypadku mebel
powinien być dobrany do stołu, aby zapewniał prawidłową postawę. Duże znaczenie ma też
głębokość siedziska, gdyż od tego zależy w dużej mierze komfort. Zbyt płytkie mogą
powodować obciążenie ciała, zaś zbyt głębokie okazują się być niekorzystne dla kręgosłupa.
Do ważnych czynników przy dobieraniu krzeseł do jadalni z pewnością zalicza się oparcie.
Przy stole czasami spędza się nawet wiele godzin, dlatego powinno ono umożliwiać przyjęcie
wygodnej pozy. Nie powinno jednak być zbyt wysokie, aby nie ograniczały przestrzeni.
Kolejną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę to materiał wykonania. Aktualnie na rynku
znajdziesz wiele propozycji – od drewnianych przez metalowe aż po tapicerowane.
Dodatkowo warto uwzględnić piękną estetykę wybranych mebli. Z pewnością należy je
dopasować do pozostałych elementów wystroju.

Krzesło – klasyczne czy designerskie?

Każdy, kto planuje zaopatrzyć się w nowe krzesła do jadalni staje przed wyborem pomiędzy
klasycznymi, a unikalnymi, designerskimi modelami. Zdania są podzielone, ponieważ
wszystko to zależy od charakteru wnętrza oraz oczekiwań względem końcowego efektu. W
pierwszej kolejności najlepiej wziąć pod uwagę stylistykę stołu, aby wszystkie meble
doskonale ze sobą współgrały. Ma to szczególnie znaczenie w przypadku, kiedy nie ma
możliwości zakupu całego zestawu.
W skandynawskich wnętrzach najlepiej sprawdzą się minimalistyczne krzesła z drewna, gdyż
nawiązują do natury. W industrialnych można postawić na metal, który nada całości
surowego klimatu. Z kolei do rustykalnej jadalni najlepiej wybrać białe krzesła w stylu vintage o ciekawym wzornictwie. Poza samym materiałem i kolorem warto zwrócić uwagę
na formę. Chociaż wysokie oparcia są bardzo wygodne, to warto pamiętać, że meble
wyglądają przez to masywniej.

 


Lifestyle

Dlaczego warto nosić maseczkę ochronną? Powodów jest więcej, niż sądzisz

Redakcja
Redakcja
8 kwietnia 2021
RobbieWi/Pixabay
Candid_Shots/Pixabay
 

Zasłanianie nosa i ust to podstawa w zapobieganiu rozprzestrzeniania się koronawirusa. Noszenie maseczki ma jednak o wiele więcej zalet, również tych zupełnie nie związanych ze zdrowiem i bezpieczeństwem. Jeżeli do tej pory ten obowiązek traktowałaś, jak zło konieczne, może teraz zmienisz zdanie.

Nie mamy zamiaru przekonywać cię, że maseczka w pandemii to konieczność. O tym chyba wiedzą już wszyscy.  Chcemy ci natomiast pokazać, że zakrywanie nosa i ust wcale nie musi być przykrym musem.

Maseczka chroni nie tylko przed wirusem

Głównym zadaniem maseczki jest zapobieganie zakażeniom. Dzięki zasłonięciu nosa i ust znacznie spada ryzyko, że zarazimy siebie lub kogoś. Ale ochronne działanie maseczki na tym się nie kończy. Zabezpiecza ona nasze drogi oddechowe również przed zanieczyszczeniami obecnymi w powietrzu. Takie funkcje mają maski FFP2 i FFP3. Wiele osób przez pandemię już zapomniało, ale nie tylko koronawirus, ale również smog stanowią zagrożenie dla naszego zdrowia. Noszenie maseczek chroni przed jednym i drugim.

Maseczka zabezpiecza skórę przed słońcem, wiatrem i zimnem

Być może znane jest wam pojęcie maskne czyli trądziku podmaseczkowego. Powstaje on na skutek częstego i długotrwałego zasłaniania twarzy. Sprzyja mu zbyt długie noszenie tej samej, jednorazowe maseczki lub zbyt rzadkie pranie wielorazowych. Zmiany skórne to jeden ze skutków ubocznych, z którymi musimy mierzyć się w pandemii. Są jednak również dobre strony zasłaniania twarzy.

Maseczka pełni funkcję ochronną nie tylko dla naszych dróg oddechowym, ale również i skóry. Zabezpiecza ją przed zimnem i wiatrem. W zależności od użytego materiału, do pewnego stopnia może także stanowić barierę przed promieniami UV. Noszenie maseczek w dłuższej perspektywie może więc okazać się korzystne dla naszej skóry.

 

Maseczka może być świetnym uzupełnieniem stylizacji

Wybór jest naprawdę duży. Maseczki ochronne występują we wszystkich kolorach i wielu wzorach. Jeżeli tylko masz ochotę, możesz dobierać je do swojego stroju i humoru. Z ich pomocą możesz również manifestować światu swoje poglądy bez otwierania ust. Wystarczy napis na maseczce i wszystko jasne.

Obowiązek zakrywania nosa i ust sprawił, że maseczki urosły do rangi pełnoprawnych elementów garderoby jak buty, torebka czy szalik.

Candid_Shots/Pixabay

Candid_Shots/Pixabay

Maseczka może zastąpić makijaż

Pandemia sprawiła, że zmieniło się nasze podejście do wyglądu. Konieczność zasłaniania nosa i ust przekonała wiele kobiet do rezygnacji z makijażu. Bo po co się malować, skoro i tak połowę twarzy mamy zakrytą? Założenie maseczki zajmuje dosłownie kilka sekund. A makijaż? Na zrobienie tego najprostszego i najdelikatniejszego musisz przeznaczyć przynajmniej 3-5 minut (i to jeżeli masz już wprawę). Bardziej skomplikowane malowanie się zajmuje od kilkunastu do kilkudziesięciu minut. Same przyznajcie, że opłaca się zastąpić makijaż maseczkę. Oszczędzasz mnóstwo czasu i dajesz odpocząć skórze od kolorowych kosmetyków. Same zalety.

 

Maseczka na twarzy pozwoli ci bezkarnie ziewać, a nawet wystawiać język

Która z nas nie miała czasami ochoty za pomocą mimiki twarzy zademonstrować swojego niezadowolenia? Powstrzymanie się przed zrobieniem głupiej miny czy pokazaniem języka czasami jest niezwykle trudne. Dzięki maseczce na twarzy już nie musicie się hamować. A jednocześnie nie wyjdziecie na niegrzeczne i niewychowane. Jak widać w pandemii można zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Maseczka skutecznie ukryje to, co tak mocno ciśnie wam się na usta. Dzięki zasłoniętej twarzy nie musicie również panować nad odruchem ziewania. Całkiem fajna opcja, czyż nie?

Przyznajcie, że noszenie maseczek ma całkiem sporo zalet. A Wy dodałybyście coś od siebie?


Lifestyle

Najbardziej bałam się zostać samotną matką. A to właśnie mnie spotkało…

Redakcja
Redakcja
7 kwietnia 2021
Fot. iStock/AleksandarNakic

Faceci pragną zostać ojcami. Chcą dziecka. Przynajmniej, dopóki się ono nie urodzi. Albo, jeżeli nie muszą nic zmieniać w swoim życiu. Chcą spijać śmietankę rodzicielstwa i chwalić się potomkiem wśród znajomych. Ale opiekę nad nim i codzienny trud wolą zostawić komuś innemu. Kobiecie. Przynajmniej ja mam takie doświadczenia. I większość moich koleżanek również.

Partner zostawił mnie z dzieckiem po kilku latach związku. Kiedy zostałam samotną matką, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę byłam nią już od bardzo dawna. Praktycznie od samego początku.

Mężczyzna nie donosi ciąży i nie urodzi dziecka, choćby chciał. Nie da rady również karmić go piersią. Mógłby natomiast wstawać w nocy podawać butelkę. Ale tego nie robi, bo musi przecież rano iść do pracy i być wypoczęty. Kobieta już nie musi być wyspana, bo przecież cały dzień siedzi w domu i tylko zajmuje się maleńkim dzieckiem. A skoro i tak siedzi w tym domu, to pasowałoby jeszcze, żeby przy okazji posprzątała, ugotowała i zrobiła zakupy. Bo on przecież pracuje.

On chodzi do pracy, ona na macierzyńskim dostaje kasę za opiekę nad bobasem. Po roku kobieta wraca do pracy. A po ośmiu godzinach do dziecka. Zaprowadza i odbiera ze żłobka, karmi, ubiera, bawi się z nim. A mężczyzna? U niego nie zmienia się nic.

Pracuje, a później odpoczywa. Normalna kolej rzeczy. Zmęczony po ciężkim dniu czeka na ciepły obiadek w wysprzątanym mieszkaniu. I żeby kobieta zajęła się dzieckiem, bo on jest zmęczony. Jakoś umyka mu, że ona również pracuje.

Może i mógłby się bardziej zaangażować w rodzicielstwo, ale po co? Ona przecież radzi sobie o wiele lepiej. Ma już wprawę i doświadczenie. A on nawet nie wie, ile maluch powinien zjeść i co w ogóle można mu podawać. A nuż ma na coś uczulenie. Lepiej nie ryzykować.

Zmiana pieluszek czy ubieranie niemowlaka idą jej błyskawicznie. Po roku doszła w tym do mistrzowskiej wprawy. On musiałby się uczyć wszystkiego od początku. Długo by to trwało. Dziecko by się denerwowało i płakało. Bez sensu. Niech już ona robi to, w czym jest najlepsza. Dla kobiety to pikuś, a dla faceta nie lada wyzwanie.

Zresztą nam kobietom te wszystkie obowiązki idą łatwiej. Rodzimy się przecież z umiejętnością zajmowania się swoim potomstwem. Ogarnianie domu też mamy we krwi. Nie to, co on. A że to już nie XIX wiek i równouprawnienie panuje, to do pracy normalnie powinnyśmy chodzić i pieniądze zarabiać. A nie tylko siedzieć na utrzymaniu męża. Przecież to wstyd nawet. Nie może być tak, że tylko na nim spoczywa cały obowiązek utrzymania rodziny.

Tak było u mnie.

Kiedy mi powiedział, że odchodzi, byłam przerażona. Jak ja sobie poradzę sama bez niego? Samotne macierzyństwo było tym, czego najbardziej na świecie się obawiałam. Jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnie.

Wyprowadził się z domu, a wraz z nim ubyło mi stresów i obowiązków. Teraz sprzątam tylko po sobie i dziecku. Gotuję tylko dla dwóch osób. Odpadło mi już pranie jego brudnych gaci i mycie podłogi po buciorach jego znajomych. Mam teraz spokój. Nikt się mnie nie czepia. Nikt nie ma do mnie o nic pretensji. Robię to, co chcę. Żyję tak, jak chcę. Nie wspominając już o tym, że moja sytuacja finansowa uległa znacznej poprawie, kiedy samodzielnie zarządzam budżetem. Mój były zarabiał nieźle, ale wydawał jeszcze lepiej.

A samotne macierzyństwo? Przecież ja od samego początku byłam samotną matką. Tylko nie zdawałam sobie sprawy. Jego wyprowadzka zupełnie nic nie zmieniła w kwestii dziecka. Dalej się nim zajmuję tak, jak zajmowałam wcześniej.

Tak bardzo bałam się zostać sama z dzieckiem, a to było najlepsze, co mogło mi się przytrafić. Mam cudownego synka. Robię to, co lubię. Niczego mi nie brakuje. Jest naprawdę dobrze. Lepiej, niż kiedykolwiek. Rozstanie uświadomiło mi, że jestem silną, samodzielną kobietą, która świetnie sama sobie radzi.

Nie piszę tego, żeby odreagować czy wylać żale. Nie ma we mnie już żadnych negatywnych uczuć. Jest spokój i radość. Piszę to, żeby dodać otuchy i siły innym kobietom, które mogą znaleźć się w podobnej sytuacji. Rozstanie to nie koniec świata. U mnie to był początek lepszego życia.

Samotne macierzyństwo to też żadna tragedia. O wiele gorsze jest bycie w nieudanym związku z niewłaściwą osobą.

Wiem, że takie słowa nie przekonują. Też czułam ten ogromny strach i ból. Ale później jest już tylko lepiej. O wiele lepiej. Sama się przekonasz. Trzymam kciuki i wierzę w Ciebie, kochana. Ty też uwierz.


Zobacz także

25 fantastycznych rzeczy, z których możemy korzystać w 2018 roku. Część może was zaskoczyć

Zakochaj się w jesieni, bo wcale nie musisz chorować! Kilka rzeczy, o których zapominamy, a które kosztują nas zdrowie. Akcja Oh!Szkoło, wyzwanie 5

Wiesz, gdzie w lodówce trzymać jajka? Ja do tej pory robiłam to źle