Lifestyle

Wiecie, co kocham w ludziach? To, że mogę się z nimi spotkać. Nigdy z tych spotkań nie rezygnujmy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 września 2016
Wiecie, co kocham w ludziach? To, że mogę się z nimi spotkać. Nigdy z tych spotkań nie rezygnujmy
Fot. iStock
 

Zastanawiam się, ile w tym prawdy, że ważny dla nas jest drugi człowiek. I nie chodzi mi o pomaganie – o tę akurat obecnie jest łatwo, wystarczy kliknąć odpowiedni przycisk, wpłacić odpowiednią sumę pieniędzy i sprawa załatwiona, sumienie uspokojone bez wychodzenia z domu. Zastanawiam się, czy nadal doceniamy te nasze relacje bezpośrednie, twarzą w twarz, spotkania, gdzie można spojrzeć komuś w oczy, podyskutować i nie musieć domyślać się, co dana osoba miała na myśli – bo wszystko można wyczytać z jej twarzy.

Powtarzamy naszym dzieciakom, że wirtualne przyjaźnie nie zastąpią tych prawdziwych, że zamiast rozmawiać z kolegą z klasy przez messengery czy inne cholery, lepiej wyjść, usiąść na płocie i pogadać. A my sami? Co robimy?

Te nasze relacje często są pobieżne, płaskie, interesowne. Byle szybko, byle odhaczyć, byle nie mieć poczucia, że kogoś zaniedbaliśmy. Długimi godzinami potrafimy rozmawiać wirtualnie, bo tak bezpiecznie, bo nie musimy wychodzić z domu, ubierać się, starać. W każdej chwili można odejść od komputera, udać, że nas już nie ma, albo budować swoją rzeczywistość lepszą niż jest w rzeczywistości. Możemy udawać kogoś, kim do końca nie jesteśmy. Mówić, że tak – schudłyśmy, albo, że w domu w ogóle świetnie, kiedy nikt nie widzi naszej zmęczonej i smutnej czasami twarzy.

Nie da się zbudować głębokiej relacji w sieci… Nawet jeśli rozmawiamy z kimś codziennie, nawet jeśli spędzamy godzinę przy telefonie, to nigdy nie zastąpimy tego czasu realnym spotkaniem. Nigdy.

Skąd refleksja? Wczoraj umówiłam się z przyjaciółkami do kina. Na Brygidę. Ja sama za komediami nie przepadam, ale wstyd nie zobaczyć. Poza tym – WOW każda wyrywa się z domu, odkleja od swoich obowiązków i spędza czas tak, jak właśnie chce. Można było szukać wymówek – bo jedna z nas w ciąży – właściwie za chwilę rodzi, co byłoby akurat wczoraj cudownym zwieńczeniem wieczoru, jedna wybrałaby może ciut ambitniejsze kino, jedna musiałaby na upartego z dziećmi w domu zostać, i poza tym wiecie, jak jest. Niby chcemy, a jakoś nie wychodzi.

Tym razem wyszło. Już jak wsiadłyśmy wszystkie razem do jednego samochodu było nam dobrze. Jedna przez drugą gadała – każda na zupełnie inny temat, a w kinie płakałyśmy ze śmiechu. Płakałyśmy jeszcze z niego wychodząc i wspominając kolejne sceny.

I wiecie… Te kilka wspólnie spędzonych godzin, jak to jedna z nas powiedziała – to lepsze niż jakiekolwiek SPA. I ja się z tym zgadzam w całej rozciągłości. Bo wspólne spotkania to:

– niesamowita wymiana energii, której przyznajmy – każdy z nas potrzebuje, tego nie da się złapać widząc się w przelocie, dzwoniąc do siebie, czy wymieniając się SMS-ami

– wyrzut endorfin – kiedy można się wspólnie pośmiać do łez – z samych siebie, z przytaczanych sytuacji, czy jakiś wspomnień, które nagle nas dopadną

– wymiana myśli – kiedy nikt nie waży słów, kiedy można właściwie powiedzieć wszystko nie obawiając się, że zostanie się źle zrozumianym, a jeśli nawet to można od razu w odpowiedni sposób zareagować

– zrozumienie – kiedy musisz się wygadać, kiedy wyryczeć, powiedzieć, że masz dość i ogólnie wszystko jest do dupy, ta ręka na ramieniu, to spojrzenie pełne zatroskania i zrozumienia – bezcenne, nikt mi nie powie, że jest inaczej

– moc – którą czujemy od drugiej osoby, to świadomość tego, że nie jesteśmy sami, że zawsze obok nas jest ktoś – przyjaciel, na którego możemy liczyć, obojętnie ile rzeczy by się po drodze nie zdarzyło

– radość – a ta wspólna jest cudowna, kocham te śmiechy te żarty, które tylko ktoś uczestnicząc w danej sytuacji jest w stanie zrozumieć i których nie da się wytłumaczyć komuś, kto z nami nie był

– porozumienie – taka niewidzialna nić, która nas oplata, takie swoiste poczucie jedności i solidarności, kiedy każda obawa, wątpliwość gdzie zostają zapomniane

– miłość – tak, bo jak nie kochać kobiet, z którymi masz okazję spędzić fantastyczny czas, jak nie kochać ludzi, którzy znajdują dla nas kilka godzin, bo wiedzą, że będą one wartościowe.

Ja wczoraj to wszystko dostałam. A było to „tylko” jedno wyjście do kina,  jedno z wielu, choć pewnie o kolejne znowu będzie trudno, bo każda coś będzie miała do zrobienia. Ale wiecie, to buduje, to nie pozwala zapomnieć, jak ważny w naszym życiu jest drugi człowiek – i nie mówię o mężu, partnerze, kochanku, drugi – taki jak my, którego znamy, na którymi polegamy, na którego wsparcie i zrozumienie możemy liczyć.

Mam prośbę, może dziś zamiast dzwonić, wysyłać SMS-y czy zaczepiać na messengerach, zaplanujcie wspólne spotkanie. Rozejrzyjcie się wokół, żeby zobaczyć osobę, która jest blisko was, a z którą nie macie okazji do spotkań, bo jakoś się ostatnio się złożyło… Tuż przed weekendem polecam to wyjątkowe SPA dla duszy i ciała. Nie zapominajmy jak ci żywi, realni ludzie są w naszym życiu ważni. Jeśli nie najważniejsi…


Lifestyle

Obok tej kampanii żadna z nas nie powinna przejść obojętnie. „Twoja historia nie musi być złośliwa”

Redakcja
Redakcja
29 września 2016
rak jajnika
Fot. Dorota Czoch
 

62% kobiet bardzo rzadko lub w ogóle nie rozmawia w rodzinie o chorobach kobiecych     

Dla więcej, niż co drugiej Polki, rozmowy są krępujące. Co czwarta wstydzi się rozmawiać na temat chorób kobiecych nawet z lekarzem. Taką rozmowę najczęściej prowokuje przypadek zachorowania w najbliższym otoczeniu, bądź choroba znanej osoby. Brak wiedzy oraz poczucie „mnie to nie dotyczy” – to jeden  z głównych powodów niepodejmowania rozmów (…)”. To fragment wyników badań pt. „Zmowa milczenia”*, jakie przeprowadziła na zlecenie Kwiatu Kobiecości firma IQS.

„W dalszym ciągu wiedza na temat profilaktyki nowotworowej w Polsce jest na niskim poziomie, a niemal co trzecia kobieta nie wie jakie badania powinna wykonać w przypadku obciążeń genetycznych nowotworami ginekologicznymi” – stwierdza Ida Karpińska, Prezes Ogólnopolskiej Organizacji Kwiat Kobiecości.

Fundacja już po raz drugi organizuje kampanię „Diagnostyka jajnika”, która ma uświadomić kobietom jak ważny jest to temat.

Matka i córka. Cele kampanii

27 września rusza kolejna odsłona Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej Diagnostyka jajnika pod hasłem – Twoja historia nie musi być złośliwa. Ambasadorkami akcji zostały aktorka Anna Korcz z córką Anią. To pierwsze tak duże medialne przedsięwzięcie obu pań.

Mat. prasowe

Fot. Dorota Czoch

Matka i córka symbolizują bardzo ważny aspekt komunikacyjny kampanii i mają zachęcać do rozmów na temat chorób ginekologicznych występujących w rodzinie, a w przypadku zwiększonego ryzyka – zrobienie odpowiednich testów genetycznych.

Symbolem kampanii jest podwójna helisa – znak DNA. Matkę i córkę łączy unikalna więź. Nie mogą mieć przed sobą tajemnic i muszą chociaż raz odbyć szczerą rozmowę, od której zależeć może nawet życie… Symbol ten został wykorzystany w wyjątkowych koszulkach,  które zaprojektowała na potrzeby kampanii  Dorota Goldpoint, a autorką sesji zdjęciowej do materiałów informacyjnych jest Dorota Czoch.  Kampania kontynuuje przede wszystkim cel,  jakim jest zachęcenie kobiet do regularnych, pogłębionych badań ginekologicznych. Choroby nowotworowe, zwłaszcza nowotwory kobiece, szczególnie rak jajnika, jeszcze do lat 70 tych XX wieku stanowiły temat tabu  mocno wykluczając ze społeczeństwa osoby chore. I chociaż ostatnie dekady przyniosły pozytywne zmiany w otwartym mówieniu o raku, to  okazuje się, że za każdą chorobą stoi inna historia, a nowotwory źle rokujące, jakimi jest rak jajnika, budzą społeczny lęk.                                                         Kwiat Kobiecości walczy z tematem tabu i będzie namawiał Polki do dzielenia się z najbliższymi swoimi historiami.

Po raz pierwszy Organizacja zaprosiła do współpracy szczególnych ekspertów – kobiety, które wygrały nierówną walkę z nowotworem jajnika, bądź z nim żyją.

 Niemedialny cichy zabójca…

Rak jajnika to jeden z najczęściej występujących nowotworów złośliwych u kobiet. Wywodzi się z komórek nabłonkowych jajnika i jest to tzw. nowotwór nabłonkowy jajnika. Wyróżniamy trzy grupy nowotworów: nowotwory germinalne, gonadalne i nowotwory wywodzące się właśnie z nabłonka. Różna bywa ich charakterystyka, w związku z tym konieczne jest zastosowanie adekwatnego do jego typu leczenia.

Istnieją dwie postaci tej choroby: torbielowata i lita. Pierwsza, łatwiejsza do wykrycia, druga, gdzie to rozpoznanie jest praktycznie niemożliwe. Ten zazwyczaj rozpoznawany jest, gdy są już przerzuty do innych narządów. Poza tym – nie daje żadnych wyraźnych objawów we wczesnej fazie rozwoju. Bardzo często mylony jest z symptomami innych, mniej poważnych schorzeń, towarzyszą mu dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Cechą charakterystyczną raka jajnika w zaawansowanym stadium jest wodobrzusze (nagromadzenie się płynu w jamie otrzewnowej).

Odsetek zgonów w przypadku raka jajnika jest dwa razy większy, niż w przypadku raka piersi i wynosi ponad 60%. Wraz z rozwojem choroby pojawiają się jednak nieswoiste objawy ze strony przewodu pokarmowego czy moczowo-płciowego, które bardzo łatwo przeoczyć (wzdęcia, biegunki, zaparcia, szybkie osiąganie uczucia sytości, ucisk w miednicy, powiększenie się obwodu brzucha, tycie bez konkretnej przyczyny.

Długotrwale utrzymywanie się tego typów objawów powinno skłonić kobietę do pilnej wizyty u ginekologa. Rak jajnika to przewlekła, długotrwała choroba. Leczenie operacyjne stanowi podstawę w sposobie jej zwalczania.

Diagnostyka jajnika – Twoja historia nie musi być złośliwa…

Pośród czynników zwiększonego ryzyka zachorowania na raka jajnika znajdują się: czynniki rodzinne/genetyczne (ok.15% przypadków) – dziedziczenie mutacji w genie BRCA1 i BRCA2, wcześniej przebyty rak piersi, występowanie raka jajnika i/lub raka piersi w bliskiej rodzinie, czynniki powiązane z gospodarką hormonalną (np. wczesny wiek wystąpienia pierwszej miesiączki, brak dzieci, torbiele jajnika, długotrwałe stosowanie hormonalnej terapii zastępczej) i dużo mniej zweryfikowane lecz w dalszym ciągu ważne  –  czynniki odnoszące się do stylu życia (otyłość, palenie papierosów).

Wywiad rodzinny, czyli historia zachorowań na nowotwory w rodzinie oraz obecność mutacji w genie BRCA1 i BRCA2 jest podstawową metodą oceny ryzyka wystąpienia raka jajnika. Wykrycie mutacji w tym genie jest również bardzo ważne           z uwagi na określenie rokowania i wyboru leczenia. Rozpoznanie raka jajnika następuje wyłącznie na podstawie histopatologicznego badania materiału uzyskanego  w czasie zabiegu operacyjnego.

Mutacje w genach BRCA1 i BRCA2 dziedziczymy po naszych rodzicach. Zarówno mężczyźni jak i kobiety mogą być nosicielami uszkodzonej kopii genu ale zwiększone ryzyko rozwoju nowotworów jajników i piersi dotyczy głównie kobiet. Jeśli w rodzinie były odnotowane zachorowania na raka sutka u mężczyzn, powinno się niezwłocznie wykonać w rodzinie badania w kierunku mutacji w genie BRCA1 i BRCA2 i test ROMA, czyli stężenie markera CA 125. Nie można nosicielstwa mutacji w genie BRCA1 i BRCA2 wiązać tylko z kobietami. Ojciec – nosiciel mutacji w genie BRCA1 i BRCA2 może ją przekazać swoim dzieciom (synom i córkom).

Dużo częściej na raka jajnika zapadają kobiety po 50. roku życia i znacznie częściej dotyczy to kobiet, których matki chorowały na nowotwór piersi, jelita grubego czy też właśnie raka jajnika. Dodatkowe okoliczności obciążające dotyczą kobiet, które nie rodziły dzieci i nie karmiły piersią.

Kobiety, u których występują mutacje w genie BRCA 1 i BRCA 2 są narażone bardziej niż pozostałe i powinny kontrolować się co 6. miesięcy.

Rak jajnika występuje także u kobiet w młodym wieku, dlatego każda kobieta po 20. roku życia powinna raz do roku podczas wizyty mieć wykonane  badanie USG  przezpochwowe czy też przez powłoki brzuszne. Badanie USG jest o tyle ważne, że podczas rutynowego badania ginekologicznego nie wykrywa się zmiany o średnicy mniejszej niż 1 cm, a w badaniu USG  jest to możliwe.

Bezpłatne badania w kierunku predyspozycji raka jajnika

W tym roku dzięki wsparciu Partnerów Medycznych Kampanii: placówkom medycznym POLMED i laboratoriów medycznych SYNEVO Kwiat Kobiecości dysponować będzie 100. bezpłatnymi pakietami badań laboratoryjnych na oznaczenie obecności poziomu markera CA-125 oraz HE 4 (Test Roma) wraz z USG TV i konsultacjami lekarskimi do ich wyników, które przeznaczy na akcje specjalne w kobiecych magazynach. Zachęcać będziemy do udziału w konkursie kobiety, które podejrzewają, że są w grupie ryzyka zachorowania na raka jajnika i od pewnego czasu odczuwają przewlekłe dolegliwości w jamie brzusznej.

Aby wygrać bezpłatne badanie, należy śledzić stronę organizacji www.kwiatkobiecosci.pl, gdzie na bieżąco będziemy informować o ogłoszonych konkursach. Planowane są w następujących magazynach: miesięczniku Glamour (wydaniu 10/2006), dwumiesięczniku Samo Zdrowie (wydaniu 6/2016), miesięczniku O czym lekarze ci nie powiedzą (wydaniu listopadowym 2016)

Ambasadorki

Anna Korcz, aktorka filmowa i teatralna:

„Odkąd stałam się osobą publiczną i moja twarz kojarzy się z czymś popularnym, włączam się w akcje społeczne niezależnie od ich nazwy czy charakteru.  Zwłaszcza, kiedy dotyczą tematów zdrowotnych. Jeżeli możemy uratować czyjeś życie, otworzyć komuś horyzonty,  to trzeba to zrobić. Rak jajnika zabija rocznie ponad dwa i pół tysiąca kobiet. 70% z nich diagnozowanych jest w stanie zaawansowanej choroby. Nie godzę się na takie statystyki, zwyczajnie i po ludzku. Dlatego mówić będę ze swoja córką – jednym głosem – drogie kobiety, badajcie się i bądźcie czujne!”.

Anna Korcz, córka:

„Cieszę się, że biorę udział w kampanii, której celem jest namawianie kobiet do otwartych rozmów na tematy zdrowotne    w rodzinie. Wiem jakie to ważne. Rak jajnika rozpoznawany jest u prawie 15% kobiet  z powodów genetycznych. Jeśli uda nam się z mamą otworzyć kobiety na szczere wyznania, być może zdążą zrobić potrzebne badania i uda nam się uratować niektóre z nich przed nowotworem. „Twoja historia nie musi być złośliwa” … takie jest hasło kampanii, z którym zgadzam się całkowicie. Bo naprawdę nie musi”.

Wsparcie patronów medialnych i partnerów drugiej odsłony Ogólnopolskiej Kampanii „Diagnostyka jajnika, Twoja historia nie musi być złośliwa…”.

Partnerami merytorycznymi kampanii zostali: Polskie Towarzystwo Onkologiczne, Zakład Genetyki i Patomorfologii, Międzynarodowe Centrum Nowotworów Dziedziczonych oraz Polskie Towarzystwo Ginekologiczne, Narodowy Fundusz Zdrowia, Uczelnia Łazarski, Fundacja Małgorzaty Braunek– „Bądź”.


Lifestyle

Im dłużej na to patrzę, tym staję się twardszy… Wiem, że przyjdzie taki dzień, kiedy nie będę już w stanie żonie pomóc…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 września 2016
Fot. iStock/annedde

Są małżeństwem 12 lat. Ile jeszcze przed nimi? Może miesiąc? Może pół roku, a może tylko kilka dni. I to nie dlatego, że się sobą znudzili, że on zdradził, a ona się poddała. To jest historia jakich niestety wiele. – Bolało ją podbrzusze podczas zbliżenia, a ból był na tyle uporczywy, że dała się w końcu namówić do wizytę u lekarza. To był listopad, dwa lata temu. Wtedy nie wiedzieliśmy, że kobiety, u których zdiagnozowano raka jajnika żyją około dwóch lat…

On ma 34 lata, ona jest dwa lata starsza. Mają dwie córki – 11-latkę i 9-latkę. Normalny dom. On kierowca ciężarówki, dużą część czasu spędzał w trasie. Mieszkają niedaleko Poznania. Taka szczęśliwa rodzina ze swoimi drobnymi problemami, jakich wiele wokół nas.

– Kiedy żona trafiła do lekarza okazało się, że ma dwa guzy – jeden 19-, drugi 16-centymetrowy… Bardzo szybko trafiła na stół operacyjny, już wtedy stwierdzono, że to złośliwy nowotwór. Dla mnie jednak rak nie był wyrokiem, bo sam jestem po nowotworze tarczycy. Wycięto guza, przeszedłem leczenie i właściwie nie pamiętam, że chorowałem. Więc kiedy usłyszałem o chorobie żony, pomyślałem: „Damy radę, nic złego się nie stanie, to MOŻNA leczyć”.

Dostała chemię, sześć cykli. Przecież jak chemia i leczenie, to znaczy, że wszystko będzie dobrze. Odetchnęli z ulgą, zaczęli planować kolejne miesiące, wspólne lata. Jednak żonie Grzegorza towarzyszył nieustannie niepokój. – Badała obecność komórek rakowych w swoim organizmie… Po pół roku od ostatniej chemii nastąpił nawrót choroby. To jeszcze nie było najgorsze. W głowie miałem nieustannie jedną myśl: „To walczymy dalej, nie damy się”. No przecież nie można było załamać rąk, usiąść i nic nie robić…

Kolejna chemia. Kolejne sześć cykli. Znowu wypadły już odrośnięte włosy, znowu samopoczucie żony Grzegorza spadło poniżej jakichkolwiek norm… On postanowił nie oddawać jej rakowi, nie widział w ogóle takiej opcji. Przecież to kobieta jego życia, matka jego córek. Tak, on wie, że rak jajnika wykryty tak późno to wyrok. A przecież żona co roku się badała, chodziła do lekarza… Jak to możliwe, że w jej ciele rosły dwa ogromne guzy, o których nikt nie miał pojęcia. Od lekarza usłyszał, że zwykłe badanie nic nie wykazywało… Cytologia mogłaby zaalarmować o stanie jego żony. Cytologia, którą państwo refunduje kobietom co trzy lata… Trzy lata z rozwijającym się nowotworem? Jakie są szanse na przeżycie?

W marcu skończyła się ta druga chemioterapia. A oni budowali dom, który właściwie był już na ukończeniu, czekał na swoich mieszkańców. Ten dom, to był synonim tego co nowe i lepsze. Choroba, cierpienie i śmierć miały zostać na starych śmieciach. Tu miało być już tylko lepiej. Przeprowadzali się tuż przed wakacjami …. A ona wiedziała, że ma kolejny nawrót choroby. Dwa miesiące po chemii poziom komórek rakowych ponownie wzrósł. Była za słaba, by przyjąć kolejne dawki chemioterapii. Organizm wycieńczony nie miał nawet czasu się zregenerować, odpocząć, zebrać siłę do kolejnej walki…

Rak zaatakował jelita. – Miała boleści, problemy z jedzeniem i trawieniem. W końcu ją zoperowano, wprowadzono stomię. Półtora miesiąca później dostaliśmy zielone światło na kolejną chemię. Przyjęła pierwszy cykl… czy uda się z drugim? Nie mam pojęcia, jest słaba… zmęczona, cały czas przyjmuje morfinę w zastrzykach.

Grzegorz podkreśla, że walczą razem. Dzieci wiedzą, że mama jest chora, wiedzą, że raczej nie wyzdrowieje. – Czasami codziennie z córkami o tym rozmawiam. Dziewczynki były pod opieką psychologa, który stwierdził, że na dzisiaj dobrze sobie radzą w tej sytuacji. Staramy się ich nie obciążać, żyją szkołą, koleżankami, i swoimi rzeczami. Nie uciszamy ich w domu, zresztą żonie, choć zmęczona, one w ogóle nie przeszkadzają… wręcz przeciwnie.

Im dłużej na to patrzę, tym staję się twardszy… Wiem, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że zabraknie środków i sposobów na to, żeby żonie pomóc i przyjdzie to najgorsze, ona też jest tego świadoma… Ja już swoje wypłakałem, choć kiedy rozmawiamy o tym, co dziś już chyba nieuniknione nadal trudno powstrzymać mi łzy… Nie wiem, czy w ogóle można się na to przygotować.

Córkom tłumaczymy, że na świecie nie jest kolorowo, że pięknie jest tylko w bajkach. Codziennie żyjemy ze świadomością końca… Cieszę się, kiedy żona wstanie z łóżka, pochodzi trochę, gdy coś zje. Staramy się nie myśleć, że przyjdzie w końcu ten najgorszy dzień… Na przetrwanie najlepiej zajmować się codziennymi sprawami, żeby nie dołować chorego i samego siebie…

Grzegorz od sierpnia nie wyjechał ciężarówką do pracy. Co cztery godziny robi żonie zastrzyk. – Zostało mi jeszcze trochę dni opieki na dziećmi… Będę rozmawiał w pracy o kolejnych wolnych dnia…  Nie wyobrażam sobie wyjechać w trasę na cztery dni. No jak mógłbym ją zostawić…

To nie jest tak, że siedzę z założonymi rękami. Nowotwór mojej żony to ten sam, który ma Kora – Olga Jackowska. Lek, o który było tyle szumu, a który może uratować życie chorych kobiet, bo działa także na przerzuty pochodne od raka jajnika od 1. września jest refundowany. Nie kosztuje już 23 tysięcy złotych, bo na tyle wyceniono życie także i mojej żony. Kiedy spytałem lekarza prowadzącego o możliwość zamówienia leku, zbył mnie wymijającą odpowiedzią. Dzwonię po fundacjach, organizacjach chcąc się dowiedzieć czegoś więcej. Dla mnie lekarze to ignoranci, to ci, którzy traktują nas z wyższością. Tak wiem, pewnie są chwalebne wyjątki, ale ja na takich nie trafiłem… Ani moja żona nie miała takiego szczęścia. Jedynie organizacje wspierające chorujące kobiety i ich rodziny podchodzą do nas ludzko, rozmawiają, rozumieją i oferują swoje wsparcie.

Ucieka nam czas… Żona ma przerzuty na otrzewnej. Właściwie nie wiem, ile czasu jeszcze mamy. Jest pani wierząca? Bo ja chyba jednak wątpię, a żona wierzy i czeka na cud… A ja nie umiem, nie potrafię i nie mogę odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego? Po co? W jakim celu ona doświadcza tak ogromnego cierpienia. Jak powiedzieć moim córkom, że jej choroba ma jakiś głębszy sens? One chcą mieć mamę – zdrową, uśmiechniętą która będzie chodzić na ich szkolne występy! A ja? Ja chciałbym, aby tych naszych wspólnych kolejnych dni było jak najwięcej… by trwały jak najdłużej…

Ruszyła Ogólnopolska Kampania Społeczna Diagnostyka Jajnika pod hasłem: „Twoja historia nie musi być złośliwa”. Historia Grzegorza i jego żony niestety złośliwa jest… Badajmy się, myślmy o sobie, a jeśli nie o sobie to o naszych najbliższych, którzy chcą, żebyśmy byli przy nich i z nimi jak najdłużej…

 


Zobacz także

Stracił dziecko, dziś mówi rodzicom o tym, co jest najważniejsze w życiu. ‚Zawsze całuj tego, kogo kochasz na “do widzenia”. Nigdy nie wiesz, czy to nie ostatni raz’

12 dań wigilijnych: ich tradycja i symbolika

Wiesz, takie nowoczesne narkomaństwo - tak mówi kumpel, który pracuje w korporacji

Wiesz, takie nowoczesne narkomaństwo – tak mówi kumpel, który pracuje w korporacji