Lifestyle

„Każdy z nich jest przegrany. Wiesz dlaczego? Bo w każdym z nich szukałam Ciebie”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 marca 2022
fot. Tim Robberts/iStock
 

„Mój numer i wiadomości na fb zapewne były zablokowane by przypadkiem żadna nie przyszła, gdy siedziałeś przy swojej ukochanej i mówiłeś, jak bardzo ją kochasz. Przychodziłeś, robiłeś nadzieję, doładowywałeś mnie nadzieją ze może jednak mimo przeciwności powinnam walczyć o ciebie. I wiem. Niczego nie obiecywałeś mi, a ja w sumie niczego też nie oczekiwałam. Wiedziałam, jak wygląda twoje życie, ale to mówił rozum.”

List przyszedł do naszej redakcji w odpowiedzi na konkurs: „Do utraty tchu, pomimo, na chwilę, na zawsze. Każdy kocha inaczej, ale zawsze mocno… #ListMiłosny

Chciałam się z Tobą spotkać, tak po prostu. Miałam wrażenie że ostatnim razem coś zostało niedopowiedziane między nami.

Od naszego spotkania Minęło 1.5 roku. Wiele razy zastanawiałam się co robisz w danej chwili albo czy może czasami przez ułamek sekundy pomyślisz o mnie. Wiele razy mówiłeś, że kogoś takiego jak ja się nie zapomina, więc może poświęciłeś mi w swoich 24 godzinach choć jedną sekundę.

Obiecałam sobie, że jeszcze Cię spotkam. Po 17 miesiącach spotkaliśmy się ponownie. Co czułam? Tamte emocje, które towarzyszyły mi kiedyś. Chciałam oczyścić atmosferę między nami. Cel był jeden : zamknąć rozdział i przekonać się, czy dobrze zrobiłam kończąc relację. To miało być tylko jedno spotkanie-pierwsze i ostatnie. Niczego nie planowałam, nie miałam jakichkolwiek zamiarów się do Ciebie zbliżać, wywoływać emocje itp. Życie jest tak przewrotne, że napisało własny scenariusz. Scenariusz, którego się nie spodziewałam.

Gdy przeszły mi emocje po tym spotkaniu poczułam, że chce jeszcze raz się spotkać. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że wchodzę w wir, który jak na morzu, im jest się go bliżej, wciąga coraz bardziej i bardziej.  Doskonale pamiętam tamten dzień, w którym zrozumiałam że Cię chcę. Że się w tobie zakochałam…. A może inaczej… Przyznałam się przed samą sobą, że byłam zakochana już od dawna…

Od tej pory popłynęłam tak mocno, że nie wiedziałam co się dzieje ze mną. Świat stał się piękny. Od tej chwili naprawdę wiedziałam czego chce, moim priorytetem było sprawić, byś po prostu był.

Każdy dzień i noc była postrzegana przez pryzmat twojej osoby. Wspólnym rozmowom nie było końca. Nie sądziłam, że tak bardzo wejdziesz w moją podświadomość. Każde spotkanie wciągało jak narkotyk. Gdy tylko jego działanie się osłabiało, za każdym razem
sprawiałeś, że jego działanie było jeszcze bardziej odczuwalne. To tak jakby zastosować największą ilość. Stałeś się narkotykiem, który uzależniał tak bardzo, że sprawił iż chciałam go więcej ale… Więcej niż dostałam  już nie mogłam mieć.

A jednak chciałam więcej. Nie było dnia, nocy bym o Tobie nie myślała. Utwory które lubiliśmy razem słuchać, miejsca, nie pomagały mi się uwolnić od tego błędnego koła. Chcieć to nie zawsze móc. Zaczęłam robić wszystko byś w końcu zrozumiał, że Cię chce. Były prezenty, powroty do wspólnych dobrych chwil, zaskakiwanie, komplementowanie, uwodzenie, rozśmieszanie, wspieranie, pokazywanie ze jesteś ważny ale widać to dla ciebie za mało.

Dużo przeciwności mi stawiałeś : wiadomość o tym że wyjeżdżasz a później o tym że chcesz się zaręczyć, ślub, dziecko a wreszcie słowa, że nie poświęciłbyś nic co teraz masz, by być ze mną.

Bardzo długo się zbierałam w sobie, by w końcu zrozumieć, że nasza relacja nigdy nie stanie się realna.

Zawsze spotykaliśmy się po kryjomu by nikt się nie dowiedział.  I muszę się przyznać, że w sumie początkowo pasowało mi to. Byłam wdzięczna za to, że mogę spędzić troszkę czasu sama z tobą. Zastanawiam się tylko, komu byłam wdzięczna. Tobie czy sobie samej? Na każde spotkanie się cieszyłam. Gdy wiedziałam, że przyjdziesz na konkretną godzinę, już godzinę wcześniej byłam happy. Mój numer i wiadomości na fb zapewne były zablokowane by przypadkiem żadna nie przyszła, gdy siedziałeś przy swojej ukochanej i mówiłeś, jak bardzo ją kochasz. Przychodziłeś, robiłeś nadzieję, doładowywałeś mnie nadzieją ze może jednak mimo przeciwności powinnam walczyć o ciebie. I wiem. Niczego nie obiecywałeś mi, a ja w sumie niczego też nie oczekiwałam. Wiedziałam, jak wygląda twoje życie, ale to mówił rozum.

Serce mówiło co innego. Tak więc po spotkaniach znowu ten sam scenariusz: tysiąc myśli na minutę, nieprzespane noce, huśtawka emocji. Radość, że w ogóle jesteś i smutek, że znowu wracasz do „swojego życia”.  Nie byłeś tego świadomy, a ja nie chcę, byś odebrał to jako atak. Za każdą godzinę twoją poświęconą dla mnie dziękuję, bo nie musiałeś. Po spotkaniach, przez kilka dni, a niekiedy kilkanaście, miałam zero kontaktu ze światem zewnętrznym, a w głowie tylko Ty. Było to uczucie niesamowite. Nie wiem, czy jesteś świadomy tego stanu. Przyspieszony oddech, drżące ręce, ucisk w sercu a czas jakby stał w miejscu. Ten stan jest wspaniały dopóki tworzą go pozytywne zdarzenia. W pewnym momencie zaczęło mi to przeszkadzać ale tylko dlatego, bo docierały do mnie fakty. Zaczęłam słuchać rozumu a nie serca.

W końcu zrozumiałam, że już tak nie chcę. Ten stan mnie pogrąża i jak ten wir, ciągnie na dno – emocjonalne dno. W tej chwili mogłabym się pięknie ubrać, umalować, wyjść na miasto i mieć wielu wielbicieli,  albo mogłabym chociaż wkręcić się w jednego z facetów, których  poznałam, a którzy ciągle czekają na mnie i szukają z mojej strony chociaż jednego gestu. Wszystko to mogłabym zrobić ,ale to nic nie zmieni. To tylko słaby zapychacz czasu. Każdy z nich jest przegrany, a wiesz dlaczego? Bo w każdym z nich szukałam Ciebie ale nie znalazłam.

Nawet sam nie potrafiłeś nazwać tego, co się między nami zdarzyło. Łatwiej jest ci nie określić tego, niż bawić się w emocjonalne zabawy. Jest ci wygodnie mieć mnie i ją. Czujesz się przez to doceniony, tylko powinieneś się zastanowić kto bardziej sprawia, że taki jesteś.

Myślę, że po prostu jesteś osobą, która nie potrafi się zdecydować. Boisz się zmian, boisz się podjąć decyzję bo możesz dużo stracić ale jestem przekonana, że nawet chwilę nie pomyślałeś, że możesz zyskać więcej niż stracić. Ja też kiedyś taka byłam i w zasadzie powinnam Ci podziękować, bo dzięki Tobie od niedawna uwolniłam się od tej niedecyzyjności. Powinieneś tylko zastanowić się nad sobą, bo przez swoją niedecyzyjność straciłeś więcej, niż mogłeś mieć.


LIST ZOSTAŁ WYRÓŻNIONY W KONKURSIE #LISTMIŁOSNY


Lifestyle

Nasi bracia najmniejsi też są ofiarami wojny. Jak możemy im pomóc?

Redakcja
Redakcja
3 marca 2022
 

Mija tydzień od rozpoczęcia inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Trwają walki, wybuchają bomby, słychać strzały. Ludzie walczą o swój kraj, robią wszystko, by oprzeć się najeźdźcom. Część, głównie kobiety z dziećmi, ucieka, szukając bezpieczeństwa poza granicami swojej ojczyzny. Zabierają najpotrzebniejsze rzeczy i często domowe zwierzaki. Widzieliśmy już zdjęcia dzieci z myszkami, kotami czy psami. Niestety nie wszystkie zwierzaki mają kochających ludzi. One też są cichymi ofiarami tej wojny. 

Na początek poznajcie Marinę. Na Ukrainie nie ma schronisk, nie ma żadnej pomocy państwowej dla bezdomnych zwierząt. Marina to prywatna osoba, która bez grosza pomocy ze strony państwa pomaga ratować okaleczone i chore psy. W tej chwili ma pod opieką 630 psów, które nie mieszczą się już w ciasnych kojcach. Ale ona walczy codziennie o to, żeby je wyżywić, odrobaczyć, leczyć (na tyle na ile może).

Pomóc cudownej i dzielnej Marinie można za pośrednictwem tej strony: LINK!

Jak pomóc miłośnikom zwierząt i samym zwierzętom?

Na Facebooku działa grupa „Pomoc dla zwierząt w Ukrainie”. Jest tam już niemal 80 tys. osób. Pomoc, jaką można tam znaleźć czy zaoferować to np. transport czy jedzenie. Znajdziemy tu też wiele praktycznych wskazówek, jak przewozić zwierzęta, czy gdzie się zwrócić po bardziej specjalistyczną pomoc.

W grupach pomocowych, np.   , ale też na fanpage’ach organizacji pozarządowych można trafić na apele osób, które poszukują domów tymczasowych dla zwierzaków z Ukrainy.  Również w tej kwestii Polacy nie zawodzą – zgłaszają chęć przygarnięcia nawet kilku psów, kotów czy gryzoni. Niektórzy oferują schronienie i opiekę dla koni, krów czy owiec.

I są już pierwsze sukcesy! ❤❤❤

Prężnie działa również grupa „Kynolodzy – kynologom na Ukrainie”. To wolontariusze, którzy jeszcze przed wybuchem wojny ostrzegali, iż kryzys polityczny na wschodzie może doprowadzić do sytuacji, w której zwierzęta na Ukrainie z dnia na dzień zostaną same.

Grupa udostępnia formularze adopcyjne oraz dla domów tymczasowych, można też zgłosić się do pomocy  opiece weterynaryjnej.

Jak wyglądają procedury przewozu zwierząt przez granicę?

Inspektorat Ochrony Zwierząt informuje, że przybywający do Polski z Ukrainy mogą zabrać swoje zwierzęta. Jest to odpowiedź Ministerstwa Rolnictwa na apele organizacji ochrony zwierząt. Wstrzymane zostały biurokratyczne przepisy w związku z wystąpieniem nadzwyczajnej sytuacji.

Do tej pory, zgodnie z rozporządzeniem UE, na teren Polski, jak i całej Unii Europejskiej, podczas podróży przewieźć można było 5 zwierząt, które musiały mieć między innymi aktualny wynik badania serologicznego w kierunku oznaczenia miana przeciwciał przeciwko wściekliźnie.

„W celu ustalenia statusu zdrowotnego zwierzęcia towarzyszącego podróżnemu i objęcia stosownym nadzorem każdy podróżny, którego zwierzę nie spełnia jednego lub więcej wymagań przywozowych zobowiązany jest do wypełnienia oświadczenia” – czytamy w komunikacie inspektoratu weterynarii.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez DIOZ (@diozpl)

 

 

 

 

 

 

 


Lifestyle

„Jeśli boisz się tego, jak cię traktuję, to chyba nie jest odpowiedni czas na tę relację”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 marca 2022
fot. Betul Aktas/iStock

„Jeśli się boisz tego, kim ja jestem i tego, jak Cię traktuję i tego, czego możesz doświadczyć i co możesz poczuć dzięki relacji ze mną, to dla mnie na ten moment znaczy tylko tyle, że to nie jest jeszcze właściwy czas na tę relację. Ja tu jestem i jak będziesz gotowy na mnie, to dopóki oboje istniejemy, zawsze możesz się odezwać. Ja podążam za sobą i zmierzam do wolności i nie boję się po to sięgnąć ,aby żyć tak, jak ja tego chcę. Na tyle, na ile mogę. A dokąd Ty zmierzasz?”

List przyszedł do naszej redakcji w odpowiedzi na konkurs: „Do utraty tchu, pomimo, na chwilę, na zawsze. Każdy kocha inaczej, ale zawsze mocno… #ListMiłosny

Wojtek,

Uważam, że świetnie nam wyszła wycieczka na Mnicha, że dobrze nam się razem wspinało. Że działaliśmy na siebie motywująco i dużo się dzięki sobie nauczyliśmy. Zgrany z nas team. Dobrze wspominam wspólne zgłębianie teorii psychologicznych i dzielenie się spostrzeżeniami. To było dla mnie pasjonujące. I brakuje mi tego, bo nie mam nikogo, kto byłby tak samo jak ja zafascynowany
psychologia i rozwojem i z kim mogłabym ta pasje dzielić. Dlatego traktowałam Ciebie jak kogoś wyjątkowego. Bo czułam że byleś mi pokrewną duszą. Bo przyjaźnie, takie prawdziwe i znaczące zwykle dobierają się podobieństwem genotypu. Jesteśmy po prostu do siebie bardzo podobni i ja traktowałam Cię, jak kogoś bardzo mi bliskiego.

Uważam tez, że zarówno Ty jak i ja wpłynęliśmy na pozytywne zmiany w naszych życiach i zarówno Ty, dzięki mnie, coś dostrzegłeś w swoim zżyciu, jak i ja, dzięki Tobie zobaczyłam cos u siebie. Wszystko dzieje się po cos.

Potrzebuję bliskich relacji z ludźmi. Bliskie relacje z ludźmi dają mi poczucie spełnienia i akceptacji. Dla mnie to jest normalne, ze doceniam ludzi spotkanych na swojej drodze, no bo kiedy jak nie teraz? Jak nie powiem komuś dziękuję i ze jest dla mnie ważny dzisiaj, to jutro może już go nie być. I to nie jest mrzonka, tylko autentycznie nie zdążyłam podziękować chrzestnemu za stworzenie mi w miarę normalnego dzieciństwa, spóźniłam się, a jego już nie ma.

Rozumiem, ze możesz odczuwać dyskomfort i ze może Cię to krępować, kiedy pisze Ci, ze cos dzięki Tobie w moim życiu się zmieniło i ze otwarcie mowie Ci o tym, ze możesz być istotna częścią tego życia. To wynika z wychowania, z kultury, z konwenansów, które karmią ten świat. Bo nie wypada, bo lepiej skrytykować, ocenić, rzucić uszczypliwy żart, żeby być dalej od własnych uczuć i dalej od siebie, taki mechanizm obronny. Sama odczuwałam dyskomfort, gdy Martina mówiła mi, że czuje się blessed (w dosłownym tłumaczeniu błogosławiona, w mniej dosłownym przeszczęśliwa) ze mnie spotkała i gdy po każdym spotkaniu dziękuje mi za mój czas i za wszystko i za to ze jestem. Ale wiesz co, daje jej być sobą i swobodnie się wyrażać i cieszę się, ze mnie docenia.

Mówisz, że chciałbyś kiedyś móc być dla mnie tylko przyjacielem, ale powiedz, czym jest dla Ciebie przyjaźń? Bo dla mnie przyjaźń jest bliska relacja dwojga ludzi, niezależnie od płci, oparta na budowaniu więzi, na zaufaniu, szczerości, otwartości, życzliwości, zrozumieniu, zaangażowaniu, wsparciu, akceptacji i jakiejś czułości na potrzeby i uczucia drugiej strony. Nie ma w niej toksycznej
zależności ani zazdrości. Nie ma tez lęku. Jest w niej wolność. Nie jest bardzo daleka od miłości ani też bardzo od niej różna. Jest tylko pozbawiona intymności i seksu w relacji. Cala reszta według mnie działa tak samo. I dla mnie przyjaciel to nie jest tylko przyjaciel, tylko to jest ktoś bardzo ważny.

Nie musimy robić razem kursu taternickiego. Byłoby fajnie gdybyś chciał, ale jeśli masz się obawiać ten cały czas przed, ze cos się wydarzy miedzy nami i jeśli cale 2 tygodnie trwania wyjazdu miałbyś być nieustannie nienaturalnie zdystansowany do mnie i zlękniony tym, czy ja czegoś do Ciebie nie czuje więcej, niż według Ciebie powinnam, to nie ma to kompletnie sensu i możemy zrobić to oddzielnie, bo będziesz się tylko męczył, a ja nie chce tego ani dla Ciebie ani dla siebie. To ma być przyjemność i zabawa. Zapytałam zupełnie niezobowiązująco, bo myślałam ze jesteśmy passed that point i myślałam, ze obydwoje umiemy traktować się po kumpelsku, ale może za wcześnie padło to pytanie. Albo może inaczej postrzegamy przyjaźń albo inaczej rozumiemy wolność. Poza tym, tez rozmawiamy o bliżej nieokreślonej przyszłości, a z medytacji wiemy oboje, ze jest tu i teraz, ale wiemy również, ze warto mieć marzenia i sięgać po nie, bo to tez bycie bliżej siebie.

Nie myślałam w kategoriach, że będziemy przez dwa tygodnie jeść razem śniadania, pakować się, jeść kolacje, spędzać razem cale dnie i rozmawiać. Nie przeszło mi to przez głowę. Raczej widziałam to jako fajną i ekscytującą wspólną przygodę, we wspólnej drodze do spełnienia kolejnego marzenia. Będą tam też inni ludzie, nie będziemy tylko we dwoje. I myślę, ze będziemy tak zajęci wykładami i zmęczeni wspinaniem, że może nie być czasu na subtelny romantyzm, bo skupienie będzie musiało być skierowane gdzie indziej.

Teraz o Twojej obawie, ja nie czułam potrzeby, aby się z Toba kontaktować. Doceniam to, ze się odezwałeś i to jest bardzo mile i cieszy mnie to i jestem Ci za to wdzięczna i daje Ci to odczuć. Było mi bardzo smutno przez pewien czas, ze tak to się skończyło miedzy nami, ale dosyć jasno się wtedy wyraziłeś, ze nie ma mnie i Ciebie, wiec nie ma co wyjaśniać. Brakowało mi Ciebie na kursie
zimowym, na który ostatecznie zapisaliśmy się głownie za Twoimi namowami. Lubiłam te rozmowy z Toba i czas z Toba spędzony, ale zdecydowałaś wtedy, ze potrzebujesz spokoju i dostałeś to czego potrzebowałeś. Ja nie czułam się wtedy Tobie potrzebna i zajęłam się swoim życiem. Uszanowałam Twoja decyzje. Mam teraz takie wrażenie, ze chyba nie byleś z nią do końca szczęśliwy, skoro się odezwałeś.

Teraz wróciłeś, piszesz, rozmawialiśmy z początku prawie codziennie, pytasz o sprawy w domu. Rozmawiamy na dosyć prywatne tematy. A jak niezobowiązująco proponuje kurs taternicki, to włącza Ci się lek. Czego się obawiasz? Że złapiesz mnie za rękę niby przypadkiem, ze położysz mi głowę na ramieniu? Że zbyt długo i zbyt odważnie według Ciebie popatrzę Ci w oczy? Ze to spojrzenie może być przez Ciebie odebrane jako prowokujące? Że mój zapach zawróci Ci w głowie i pobudzi wyobraźnie? Że będę Cię traktować z czułością i łagodnością? Że obudzą się w Tobie jakieś uczucia do mnie, dokładnie takie same jak na kursie skałkowym, bo było Ci dobrze wtedy ze mną i czułeś się jakoś spełniony i ważny, doceniony i widziany? To normalne ludzkie potrzeby. Ja też się tak czułam. Ja tez mam takie potrzeby. Powiedz mi czego się boisz Wojtek? I przejdźmy przez ten lęk rozmawiając, bo wiem, że się da.

Ja Ci obiecałam i sobie również przed moim pobytem u Ciebie w listopadzie, ze żadnego z tych gestów nie wykonam, ze nie wejdę Ci do łóżka, że nie będę dążyć do niczego romantycznego miedzy nami i nie wydarzy się nic, czego Ty nie będziesz chciał, ale nie odrzucę Cię, jeśli to Ty przyjdziesz do mnie, chyba ze poprosisz mnie bym pilnowała i Ciebie i siebie, ale w innym wypadku przytulę Cię, jeśli będziesz chciał się przytulic i odwzajemnię wszelką otrzymana czułość, nie dlatego ze mam ukryte zamiary i chce z Toba być i nie dlatego, ze mam do Ciebie uczucia natury romantycznej, tylko dlatego ze oddaje innym dobro, które od nich dostaje. To jest ryzykowne dla Ciebie. Bo jeśli wewnątrz siebie poczujesz, ze chcesz ode mnie czegoś więcej niż kumplostwo, to będziesz miał wyrzuty sumienia i przerzucisz je na mnie. Bo w myśl kulturowych zasad, nie powinieneś do mnie nic czuć będąc w związku. Ale ja nie przestane być życzliwa, czuła, troskliwa i empatyczna, nie przestane przenikliwie patrzeć w oczy, bo to jestem ja i traktuje innych tak jak sama chciałabym być przez nich traktowana.

Nie ma nic złego w tym, że ktoś mówi Ci „dziękuję, jesteś kochany, cudowny czy ważny, jest mi z Toba dobrze i miło, doceniam to, że jesteś i dziękuję Ci za to”. To jest piękne, że to zauważył. To znaczy tylko, że widzi poza schematami i patrzy sercem, a nie konwenansami i kulturowymi nakazami.

Jeśli się boisz tego, kim ja jestem i tego, jak Cię traktuję i tego, czego możesz doświadczyć i co możesz poczuć dzięki relacji ze mną, to dla mnie na ten moment znaczy tylko tyle, ze to nie jest jeszcze właściwy czas na tę relację. Ja tu jestem i jak będziesz gotowy na mnie, to dopóki obydwoje istniejemy, zawsze możesz się odezwać. Ja podążam za sobą i zmierzam do wolności i nie boje się po to sięgnąć aby żyć tak, jak ja tego chce. Na tyle, na ile mogę. Dokąd Ty zmierzasz?

Pozdrawiam Cię,

Z czułością, troska, empatia i miłością do świata, którego częścią jesteśmy wszyscy, także Ty.

Do zobaczenia.

K.


LIST ZOSTAŁ WYRÓŻNIONY W KONKURSIE #LISTMIŁOSNY


Zobacz także

Podział majątku po rozwodzie

Podział majątku po rozwodzie? Wszystko, co powinniście wiedzieć i co spędza wam sen z powiek

Czyje życie jest cenniejsze: dziecka czy osoby starszej? Dlaczego jednym dajemy prawo do życia, a innym już nie?

10 koszmarnych lekcji randkowania prosto z seriali