Lifestyle

Utrata wagi – poranne nawyki, które pomogą ci schudnąć

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
29 września 2022
utrata wagi, Co się zmieni w twoim ciele, kiedy schudniesz choć 5 kg?
fot. agrobacter/iStock
 

Pozbycie się zbędnych kilogramów, wcale nie musi oznaczać diametralnej zmiany dotychczasowego życia. Wystarczy wprowadzić kilka nawyków do porannej rutyny, które pomogą schudnąć. Utrata wagi – poranne nawyki, które często okazują się skuteczne.

Utrata wagi – poranne nawyki, które pomogą pozbyć się kilku kilogramów 

Nie śpij zbyt długo, wstań wcześniej

Nie trzeba wielkiej rewolucji, ogromnych zmian i szeregu wyrzeczeń, by osiągnąć wymarzony cel. Wieczorne siedzenie przed telewizorem, komputerem czy z telefonem w ręku powoli wchodzi nam w krew. Gdy kładziemy się przed północą, wstajemy później  – o ile oczywiście możemy sobie na to pozwolić. W przeciwnym razie jesteśmy zmęczeni, niewyspani i rozdrażnieni, a organizm z dnia na dzień coraz bardziej wyczerpany. Kiedy zaśniemy o 22, o 7 będziemy już wyspani i wypoczęci. Z nową energią rozpoczniemy dzień, do którego bez problemu będziemy mogli wdrożyć nowe rytuały.

Ćwicz

Po przebudzeniu i porannej toalecie zacznij krótkie ćwiczenia. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na wykonanie całego treningu, pogimnastykuj się chociaż kilka minut. Poranna aktywność fizyczna  przyspiesza utratę wagi. Dodatkowo poranne ćwiczenia pomagają w utrzymaniu stałego poziomu cukru we krwi, a ten zbyt niski powoduje nadmierny głód.

Pij wodę

Dzień warto rozpocząć od napicia się szklanki wody, co zmniejszy apetyt i korzystnie wpłynie na samopoczucie. Oczywiście woda nie posiada właściwości odchudzających, ale jest niezbędna organizmowi do prawidłowego funkcjonowania. Regularne picie wody pomaga w utrzymaniu prawidłowego nawodnienia przez cały dzień.

Zjedz śniadanie

Ale nie jakiekolwiek! Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, a to co znajdzie się na naszym talerzu będzie miało duży wpływ na dalsze samopoczucie. Dobrze by śniadanie było bogate w białko, które zmniejszy łaknienie i wspomoże utratę wagi. Zjedzenia posiłku wysokobiałkowego wiąże się z mniejszym przyrostem tkanki tłuszczowej i lepiej zaspokaja głód w porównaniu do zwykłego śniadania białkowego.

Trenuj uważność

Uważność to umiejętność pełnego skupiania się na tym co tu i teraz, na chwili obecnej. To zdolność uświadamiania sobie swoich myśli i uczuć. Niektórzy twierdzą, że codzienna praktyka pomaga we wprowadzeniu zdrowych nawyków żywieniowych i wspiera utratę wagi.

Zaczerpnij świeżego powietrza

Tuż po przebudzeniu odsłon zasłony, rolety i puść do pokoju promienie słoneczne, a najlepiej wybierz się chociaż na kilkuminutowy spacer. Dobrym pomysłem jest spacer po świeże pieczywo lub wypicie wody na tarasie. Ekspozycja na światło słoneczne pomaga zaspokoić zapotrzebowanie na witaminę D, która może pomóc w utracie wagi. Ponoć w niektórych przypadkach także zapobiega tyciu.

Zobacz również: Tak przyrządzona kawa dodaje energii, wspomaga odchudzanie i obniża poziom stresu

Przygotuj lunch do pracy

Przygotowując samodzielnie jedzenie do pracy możemy dokonywać zdrowszych wyborów żywieniowych, co korzystnie wpłynie na proces odchudzania. Zamiast kupować kolejną słodką bułkę w drodze do pracy, lepiej w kilka minut przygotować sałatę ze świeżych warzyw z pysznym musztardowym dresingiem. Planowanie posiłków poprawia jakość diety i zmniejsza ryzyko otyłości.

Zostaw samochód

A gdyby tak zrezygnować z jazdy samochodem? Choć jeżdżenie do pracy samochodem jest bardzo wygodne, to przynajmniej 2-3 razy w tygodniu warto z niego zrezygnować. Jeśli możesz przejść się do pracy pieszo, podjechać rowerem lub nawet skorzystać z transportu publicznego, nie zastanawiaj się długo. Ruch pomaga pozbyć się dodatkowych kilogramów i zmniejsza ryzyko przybierania na wadze.

 


Lifestyle

„25 lat samotności w związku. Brak czułości, wyjść, rozmów. Wiem, że nic już mnie nie czeka”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
30 września 2022
nie tolerujesz w związku
fot. simonapilolla/iStock
 

Za kilka dni obchodzę pięćdziesiąte urodziny. Mąż na pewno o nich zapomni, tak jak zapominał przez ostatnie dwadzieścia lat. Już nie robię awantur, nie walczę. Żyję w martwym związku, jestem martwa. Nie odejdę, bo wspólny dom, dzieci, firma, w wakacje urodziła się nasza pierwsza wnuczka. Nie mam nawet na to sił.

Dom jest duży, ale my i tak śpimy w jednym pokoju. Gdy w złości mówię, żeby się wyniósł stąd, mówi, że ma takie samo prawo spać w sypialni, jak ja. I że o co mi chodzi.  Ta bezradność jest najgorsza.  O co mi chodzi. Teraz już tylko o to, że chrapie. Obcy człowiek chrapiący w łóżku. Czy to nie za dużo?

„Dlaczego się sama nie wyniesiesz?” pytam się w duchu. Bo dlaczego ja mam się wynosić? Dlaczego mam słuchać pytań dzieci? Spać gdzieś na rozkładanej kanapie? Zadaję sobie te różne pytania i myślę, że może gdzieś w duchu marzę, że on się kiedyś obudzi i przypomni sobie, jak mnie kiedyś, dawno kochał. Przytuli. Chociaż w sumie nie wiem, czy gdyby to się stało, moje ciało nie zamieniłoby się w kamień. Zapomniałam jego dotyk.

On nie rozumie. Wzrusza ramionami. Czepiam się. To chyba jest najgorsze, że przez lata opędzał się ode mnie, jak od muchy. O co mi chodzi. Przecież on rozkręca firmę, przecież mamy pieniądze, przecież. Ale nie mamy siebie. Jestem najbardziej samotną osobą na świecie. Czasem zastanawiam się, czy inne kobiety też tak czują się w małżeństwie? Czy to jest norma?

Ostatni seks uprawialiśmy kilka lat temu. To i tak były nasze jedyne momenty bliskości, bo poza seksem nie było między nami dotyku. Może ostatni raz okazał mi czułość kilkanaście lat temu? Nie mówię o tym, że pogłaskał mnie po głowie, jak psa, czy poklepał po kolanie przy dzieciach mówiąc: „A wasza matka to to”.

On mówi, że to normalne. Nie uprawia się seksu po tylu latach, jesteśmy, jak rodzeństwo. Przesadzam. Nie dociekam, czy mnie zdradza. Nie wiem kiedy miałby, bo od rana do popołudnia siedzi w naszej firmie, a potem wraca do domu i przesiaduje w garażu.

Czuję się jakbym nie kończyła lat pięćdziesięciu, a sto. W lustrze widzę szczupłą, wysportowaną kobietę. Dbam o siebie

Moja koleżanka kilka lat temu była w podobnej sytuacji do mnie, zaryzykowała, zostawiła partnera. Przeżyła wściekłość i oburzenie dzieci, gderanie własnej matki, że jej odbiło i… w zeszłą sobotę byłam na jej ślubie. Ma nowego partnera, zakochała się, rozkwitła. Czyli można.

A ja czuję, że jest już za późno. Że wszystko się skończyło, jestem stracona. Że nikt mnie już nigdy nie dotknie, nie zachwyci się, nie powie, że ładnie wyglądam i że mnie pragnie. Z paniką myślę, że czeka mnie już tylko los babci, czy matki do której wpada się na obiad. Oczywiście, też pracuję w naszej firmie, mam koleżanki. Ale każdy dzień jest taki sam. I nie ma tam mnie.

Czy on zawsze taki był? Pewnie, że na początku nie. Ale z czasem, powoli, przez lata stał się taki. Długo walczyłam. W końcu przestało mi się chcieć. Wydawało mi się, że tak już musi być. Ślub mojej koleżanki był, jak przebudzeniem ze snu. Ale jakiś głos w środku mówi mi, że to są moje fanaberie, mam się zamknąć, bo i tak nie jest źle.

Nie no, pewnie, że nie jest źle– poza tym, że nie pamiętam, kiedy mnie coś naprawdę ucieszyło, zachwyciło.

Poza tym, że nawet teraz, jak to piszę, leżę koło chrapiącego człowieka, którego jestem żoną od prawie 30 lat. I czuję, że to wszystko to była jedna wielka pomyłka.

Czy jeszcze mogę to zmienić? I jak mam to zrobić? Potrafię obracać dużymi sumami pieniędzmi, a nie potrafię zawalczyć o siebie.

 

 



Zobacz także

Wojna o cyc nad kawiarnianym stołem. Karmienie piersią postawione na równi z pierdzeniem i pluciem

9 pokarmów, których nie powinno się łączyć z czerwonym winem

Myślisz, że jesteś miłym facetem? Stary, nie angażujesz się w życie rodzinne, nie podejmujesz żadnych decyzji, wszystko jest na jej głowie. Uważasz, że to w porządku?