Uroda

Podkłady apteczne – nowe podejście do makijażu (i do skóry)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
14 lutego 2017
Fot. iStock / zoranm
 

Prawie każda kobieta ma w swojej kosmetyczce podkład. Prawie każda nakłada go codziennie na twarz. Ile z was kupiło go w drogerii/sklepie, a ile w aptece? Zaskoczone?

To normalne, że w aptece kupujemy leki, z łatwością przyjęłyśmy i stosujemy również zasadę, że własnie w aptece kupimy coraz bardziej popularne dermokosmetyki – kremy, toniki, kuracje do włosów – to wszystko oczywiste, ale podkład, kosmetyki do makijażu?

Tak. Najwyższa pora spojrzeć łaskawym okiem na kosmetyki z apteki – również te kolorowe, bo mają nam coraz więcej do zaoferowania.

Podkłady w aptece kontra drogeryjne

Większość z nas zakłada, że w dzisiejszych czasach wszystkie kosmetyki są „zaawansowane”, „przebadane” (na wszystkie możliwe strony i okoliczności) i bezpieczne. Rzeczywistość jest zgoła odmienna, bo o ile niektóre kosmetyki dostępne w drogeriach rzeczywiście mogą się pochwalić pewną jakością – to pewne cechy kosmetyków do makijażu nie są w żaden sposób odgórnie egzekwowaną koniecznością. Każdy kosmetyk zapewne ma swoje zalety – jednak zazwyczaj te szczególne właściwości wynikają nie tylko z marki, ale również z misji i doświadczenia producenta (czy produkuje on kosmetyki wyspecjalizowane) oraz tego, jak bardzo dopieszczony jest to produkt.

Upraszczając, można by porównać tę sytuację do różnicy pomiędzy udawaniem, że nie mamy żadnego problemu, a rozwiązywaniem go. Podkłady apteczne, oprócz widzianego gołym okiem efektu,  mają dobroczynnie działać na skórę – a co za tym idzie, na niedoskonałości, które chcemy ukryć.

Ale do rzeczy, jakie cechy wyróżniają podkłady apteczne?

podklady apteczne (1)

 

 

Vichy – nr#1 wśród podkładów w aptece

Marka Vichy w swojej ofercie ma genialne produkty, o których nie zawsze słyszałyśmy, a szkoda! Jeżeli myślicie, że taki podkład z apteki zarezerwowany jest tylko do skóry bardzo problemowej czy chorej – pora zrewidować poglądy.

Po pierwsze warto zadać sobie pytanie, dlaczego nie zamienić starego podkładu, który tylko „maskował” – na taki, który kryje, upiększa, ale też pielęgnuje skórę. Chyba nie ma racjonalnego powodu, by nie spróbować. Zwłaszcza, że cena jest niewiele wyższa od lepszych kosmetyków z drogerii (Dermablend możecie kupić już za około 70 zł, a jest bardzo wydajnym kosmetykiem).

Kładzie na łopatki sklepową konkurencję – posiada nawet badania kliniczne, może być używany przez tzw. „wrażliwców” oraz redukuje niedoskonałości. A wszystko to przy doskonałym kryciu – BEZ efektu maski. Produkt zostawia na skórze wyjątkowo cienką warstwę.

Jak działa Dermablend Korekta 3D?

KORYGUJE KOLOR

Matuje i koryguje wygląd skóry, pozostawiając ją naturalną i nieskazitelną. Trwałość efektu do 16 h.

WYRÓWNUJE POWIERZCHNIĘ SKÓRY

Rewolucyjna Technologia ALLIAGEL™ wyrównuje powierzchnię skóry, pozostawiając ją gładką.

REDUKUJE NIEDOSKONAŁOŚCI

Aktywna formuła z kwasem salicylowym i eperuliną dzień po dniu redukuje niedoskonałości i powstawanie blizn potrądzikowych.

DERMABLEND

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Vichy Polska


Uroda

Walentynki z aromatem. Trzy przepisy na kawę we dwoje

Redakcja
Redakcja
14 lutego 2017
Następny

Zarówno każdy „niedzielny” kawosz, jak i koneser kawy z pewnością ma własny rytuał jej picia. Może być ekspres, filtr, zwykła zalewajka, z mlekiem lub bez. Ale każdy z nich wie, że kawa najlepiej smakuje, gdy pijemy ją z kimś bliskim

Wyostrza zmysły, pobudza, rozgrzewa, kusi aromatem. Kawa. To najlepsze wprowadzenie do romantycznego śniadania lub kolacji. Budowanie klimatu mamy z głowy – aromat kawy zrobi to za nas. Najlepszy efekt uzyskamy z kawą w ziarnach, którą najlepiej zmielić tuż przed zaparzeniem. Zapach będzie nieziemski!

Równie nieziemski, co okazja! Bo kawa na Walentynki, to wyjątkowa okazja, żeby odrobinę poromansować ze smakiem i przyjemnością.

Uroda

Bakterie kałowe w suplementach diety. Szokujący raport NIK

Karolina Krause
Karolina Krause
14 lutego 2017
Fot. iStock/stock_colors

Kiedy ostatnio kupiłyście sobie w sklepie jakiś magnez albo tabletki musujące z żelazem? Czym kierowałyście się przy swoim zakupie? Może zdrowiem? Bo właśnie z tym na ogół kojarzą nam się suplementy diety – ze zdrowym i świadomym odżywianiem. Większość z nich, z łatwością dostaniemy w każdej aptece, tuż obok leków przypisywanych nam na receptę i pewnie dlatego też darzymy je takim kredytem zaufania. Jak się jednak okazuje – często płacąc za to właśnie własnym zdrowiem. Z najnowszego raportu NIK wynika bowiem, że w niektórych z nich można znaleźć między innymi bakterie kałowe, a nawet grzyby! Sprawdźcie, czy nie macie w domu, któregoś z nich.

W ubiegły piątek prezes Najwyższej Izby Kontrolnej, Krzysztof Kwiatkowski, zdjął tajemnice kontrolerską, ujawniając tym samym listę wielu suplementów diety, które nie powinny być wprowadzone do sprzedaży. Jak czytamy w raporcie: „Polscy konsumenci spożywają coraz więcej suplementów diety, traktując je nierzadko jako panaceum na różne dolegliwości. Nie wiadomo jednak dokładnie, co spożywamy, gdyż wprowadzanie do obrotu i sprzedaż są praktycznie poza skuteczną kontrolą.” Czytaj więcej 

Szacuje się, że wartość polskiego rynku suplemnetów diety przekracza nawet 4 miliardy złotych. Ponad 90 proc. Polaków korzysta bowiem z naróżniejszych suplementów diety każdego roku. Nierzadko wierząc przy tym, że mają one właściwości lecznicze. Najwyższa Izba Kontroli zwraca uwagę, że odpowiedzialność za taki sposób ich postrzegania ponoszą producenci i dystrybutorzy tych substancji, którzy posuwają się do stosowania oszukańczyk praktyk i reklamują sumplementy, jako produkty równoważne lekom.

Sytuacja jest o tyle poważna, że jak wynika z badań laboratoryjnych wykonanych na zlecenie NIK, w części z nich możemy znaleźć substancje szkodliwe dla zdrowia człowieka. Paradokslanie więc to, co ma nas leczyć – szkodzi naszemu zdrowiu!

Do tej pory w sprzedaży internetowej, a nawet na półkach aptek znajdowały się suplementy diety, które zawierały bakterie chorobotwórcze, substancje zakazane z listy psychoaktywnych, czy stymulanty podobne strukturalnie do amfetaminy (czyli działające jak narkotyki).

Co więcej, w jednej z próbek wykryto także zanieczyszczenie produktu – obecność bakterii chorobotwórczych z grupy Enterococcus Faecium, czyli tzw. bakterii kałowych.

Zdaniem NIK rynek suplementów diety to obszar wysokiego ryzyka zdrowotnego i dlatego powinien on zostać objęty szczególnym nadzorem przez Ministra Zdrowia, w celu pilnej poprawy regulacji dotyczących tych produktów.

Listę suplementów diety, które w trakcie kontroli NIK zakwestionowane zostały przez Głównego Inspektora Sanitarnego, znajdziecie tutaj. Upewnijcie się, że nie macie ich w domu.


Źródło: nik.gov.pl


Zobacz także

hybrydowe

Oczekujesz rewolucji w nawilżaniu skóry? Kosmetyki hybrydowe odpowiedzą na potrzeby twojej skóry

Idealny kosmetyk za niecałe 12 złotych. Będziecie zaskoczone, jak wiele dobrego waszej skórze może przynieść… węgiel

NIE JEDZ, BO TUCZY! Trzy dietetyczne mity, w które wierzymy