Lifestyle

Zostawiła go kobieta, a on dzięki temu stał się sławny. Niektóre rozstania to błogosławieństwo

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 stycznia 2016
Fot. Screen z YouTube / Rafael Mantesso
 

Oto Jimmu Choo. Jimmy jest bulterierem. Jego pan, Rafael Mantesso uwielbia robić mu zdjęcia. Jimmy jest tak popularny, że filmiki z jego udziałem stały się hitem Internetu.  Ale nie zawsze było tak różowo…

Zaczęło się dość nieszczęśliwie. W  30. urodziny od Rafaela odeszła żona. Zabrała wszystko, prócz psa. Człowiek i zwierzę zostali sami w pustym mieszkaniu. Uzyskany w ten sposób wolny czas 🙂 Rafael spożytkował tak, jak umiał najlepiej: zaczął fotografować swojego psa, a zdjęcia, po uzupełnieniu ich kilkoma szczegółami, wrzucał na swoje konto na Instagramie. Dwa lata później Rafael wydał album ze swoimi pracami i stał się sławny. Cóż, niektóre rozstania to prawdziwe błogosławieństwo!

 


A Tu krótki filmik z planu zdjęciowego
Instargram Rafaela https://www.instagram.com/rafaelmantesso/


Lifestyle

Nauczy szyć każdego. Bo szycie to jej pasja, a „Co za szycie” to źródło jej ogromnej wiedzy o modzie i projektowaniu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 stycznia 2016
Fot. Screen z YouTube / COza szycie
 

Ubieraj się tak jak czujesz! Bądź sobą! i Zrób to Sama!” Tak brzmi jej motto. Ruda, czyli Anna Maksymiuk-Szymańska ma pasję i potrafi nią zarażać innych jak mało kto. Pewnego dnia postanowiła sobie po prostu, że nauczy się szyć i… poszła do szkoły. Dziś jej tutoriale na kanale YouTube ogląda kilkadziesiąt tysięcy osób. Zapraszamy Was na spotkanie z autorką vloga i książki „Co za szycie”. Może i w waszym domu jest gdzieś, głęboko schowana, odziedziczona po babci czy mamie maszyna do szycia…

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Ania, o co chodzi z tym szyciem?! Nie łatwiej pójść i wybrać sobie coś w sklepie?

No właśnie nie. Bo jak pójdziemy do sieciówki to nagle okazuje się, że ciuchy są niewymiarowe. Za duże, za małe, za krótkie albo za długie. Każdy z nas jest inny, a sieciówki szyją według schematów i ciężko jest dopasować ubranie do swojej sylwetki, żeby fajnie leżało. Niskie osoby maja wieczny problem z za długimi rzeczami, wysokie z za krótkimi itd. Poza tym bardzo często jest też tak, że mamy w głowie jakąś wizję ubrania, a nie możemy go znaleźć w sklepie. 

I to właśnie było tym impulsem? Takie wkurzenie, że nie możesz znaleźć tego, co sobie wymarzyłaś?

Raczej nie wkurzenie, a właśnie ta wizja. Ja zawsze byłam kolorową osobą, która wiedziała jak chce wyglądać. Moda to moje drugie imię, więc chciałam nauczyć się szyć, żeby tworzyć sobie oryginalne, fajne, których nikt nie będzie miał – ubrania, i to było motywatorem, bo zakupy w sklepach nadal robię, jak na zakupoholiczkę przystało.

Fajne to szycie, ok. To dlaczego niektórzy podchodzą do niego jak pies do jeża? Że takie babcine, że się nie chce? Że za dużo roboty? Dlaczego NIE szyjemy?

Nie spotkałam się z czymś takim.
Serio?
Tak. Raczej pojawiają się na początku obawy czy dam radę itd., ale ja własnie pokazuje ze można stworzyć coś fajnego, nie babcinego i samemu.
A co Ci  to daje, poza tym, że realizujesz dokładnie swoje wizje?

To jest jak sport 🙂 Jedni pływają, drudzy biegają, ćwiczą itd., ja swój wolny czas spędzam szyjąc. Wtedy zapominam o całym świecie, o problemach, relaksuję się. Czasami szycie mnie wkurza, irytuje, denerwuje, zwłaszcza jak coś się nie udaje (są takie dni, że wszystko idzie źle), ale to też ma swój urok i lubię to :D.

Jesteś samoukiem? 

 Nie. Ja jestem z tej szkoły ludzi, co zanim coś zrobią najpierw pójdą się tego nauczyć. Ze mną też tak było, ja muszę mieć bata nad sobą, żeby coś zrobić, więc poszłam do szkoły projektowania, bo wiedziałam, że jak będę musiała to wytrwam. Nie sądziłam, że tak szybko się w to wkręcę. Szkołę skończyłam, ale szycie dalej kształcę, bo w tym nigdy nie można być pewnym na 100%.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

To szycie, to taki powrót do korzeni. Wyciągamy stare maszyny, takie po mamie czy po babci… U Ciebie w rodzinie też są jakieś tradycje związane z projektowaniem albo szyciem?

U mnie tak nie było. Ja sama chciałam się po prostu nauczyć szyć i tyle. Ale później okazało się, że moja ciocia jest krawcową z wykształcenia, babcia umie szyć, mama też coś tam zrobi, a tato kiedyś prowadził szwalnię techniczną, jeszcze jak mnie nie było. Ale nigdy to szycie nie było jakimś rodzinnym biznesem raczej potrzebą czasów. Natomiast wiele moich widzek ma takie historie i wynajdują na strychu maszyny i zaczynają szyć ze mną.

A szyjemy rodzinnie? „Międzypokoleniowo”?

Raczej nie. Wiele osób mi mówi, że ich mamy i babcie szyją i to jako zawodowe krawcowe, ale nie mają siły, żeby je nauczyć. Podejście i brak dystansu ich gubi. Nie mają tyle cierpliwości, żeby wytłumaczyć pewne rzeczy w prosty sposób.

Sama masz dziecko:) Jak organizujesz swój czas?

Jak każda mama. My doskonale wiemy, że jak nie my to nikt za nas tego nie zrobi. Moją regułą są listy to do. Ja mam zawsze każdy dzień zaplanowany i wypisaną listę rzeczy, które danego dnia muszę zrobić chociażby nie wiem co. Fakt, że pracuję dużo, średnio 20 godzin na dobę, ale ja to lubię. Jednak bez listy by się nie obeszło, bo jak mam za dużo wolnego czasu to się tak snuje i snuję i nagle okazuje się, że już jest wieczór i nic nie jest zrobione, a jak realizuje wszystkie punkty z listy to idzie szybciej i łatwiej. Np. na dzisiaj mam zaplanowanych jeszcze tylko 15 rzeczy do zrobienia.

Doskonale to rozumiem. Ale podziwiam  samodyscyplinę… Aniu, na blogu piszesz o idei DIY – realizujesz jeszcze jakieś inne projekty pod tym szyldem?

Dla mnie DIY i szycie w tej chwili jest bardziej pasją. Sama jestem z wykształcenia też dziennikarką, PR-owcem i projektantką ubioru i w tym się realizuję. Prowadzę agencję PR, rozwijam swoją markę odzieżową, pracuję jako dziennikarka i spełniam się jako prowadząca tv 🙂

Kim jest Ruda Pogodynka?:) To twoje alter ego?

To jest taki mój szalony projekt – spełnienie marzeń. Jak byłam mała zawsze chciałam pracować jako pogodynka albo odpowiadać na listy do redakcji, no i jako, że jakieś parcie na szkło mam, bo to co robię skądś się bierze, więc postanowiłam to marzenie zrealizować i sobie zrobiła własny program z pogodą 🙂

Wydałaś książkę „Co za szycie” (bajeczny tytuł) to poradnik? Możesz troszkę o nim opowiedzieć? 

Książka „Co za Szycie” ma taką samą nazwę jak mój vlog i jest poradnikiem szyciowym dla początkujących. Chciałam stworzyć taką książkę, która będzie idealna dla amatorów na samym początku drogi z szyciem. Ja na swoim vlogu pokazuje, że nie trzeba kończyć kursów, szkół i być wykwalifikowanym konstruktorem odzieży, żeby coś uszyć w domu. Od początku chodziło mi o pokazanie, że każdy potrafi jeśli zechce, że można coś stworzyć samemu dla dziecka, dla siebie.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Udało Ci się zmotywować mnóstwo dziewczyn!

Wiele moich widzek zakochało się w szyciu dzięki moim filmom i poszły kształcić się dalej, a teraz mają nawet swoje marki odzieżowe. Wracając do książki, to muszę powiedzieć, że nie ma na rynku polskim nowych książek o szyciu, napisanych w tak przystępny sposób. W mojej znajdziesz wszystkie potrzebne rzeczy na starcie. Jaką maszynę do szycia wybrać, jakie akcesoria, co jak się nazywa i do czego służy, jakie stopki, materiały, gdzie szukać, inspiracje i najważniejsze – wykroje. Ale nie są to gotowce tylko w klarowny sposób jest wytłumaczone jak zrobić wykrój na własne wymiary. Do książki dołączona jest płyta DVD z filmami, na których pokazuję krok po kroku jak zrobić dany wykrój i jak później go wykorzystać w szyciu. To tak w skrócie :).

I jaki masz teraz odzew wśród czytelniczek?

Nie sądziłam, że odzew będzie tak dobry i tak duży. Sprzedało się już ponad 9 tysięcy książek, jest szaleństwo, widzki i czytelniczki piszą mi tak cudowne rzeczy, że za każdym razem jak to czytam to ryczę ze wzruszenia. Pytań jest mnóstwo, czasami potrafię siedzieć kilka godzin i odpisywać na maile i wiadomości. Pytają o to jak uszyć, jaki materiał wybrać itd, ale też coraz częściej okazuje się, że pomogłam im zmienić życie, dałam nadzieję, pasję. Są osoby, które szyły zawodowo i znienawidziły szycie,a dzięki mnie na nowo wróciły do zwodu i pokochały szycie znów. Więc zaczyna to przypominać terapię grupową 🙂 Cudowne uczucie, którego nie da się opisać:)

 Aniu, co dalej? Jaki następny krok? W którym kierunku chcesz rozwijać – siebie i firmę?

 Tak, to jest plan na ten rok. Pisze drugą książkę, chcę zainwestować w samorozwój, w doskonalenie, chcę nauczyć się robić buty, bo to jest mój konik. Kocham buty, mam ponad 200 par, jestem butoholiczką, przyznaję się do tego i dobrze mi z tym i postanowiłam, że się nauczę je robić 🙂 Chcę rozwijać dalej swoją markę em em szop, której w zeszłym roku poświęciłam mniej czasu, chcę podróżować więcej w tym roku, synek jest już starszy, więc możemy sobie pozwolić na więcej. W tym roku chcę spełniać swoje marzenia i realizować projekty, których w głowie siedzi co nie miara:) Ale tych jeszcze nie zdradzam 🙂

Więc życzę Ci energii i siły, żeby udało się te plany zrealizować!

Dziękuję!

 

Fot. Archiwum prywatne autorki ksiązki

Fot. Archiwum prywatne autorki książki

Anna Maksymiuk-Szymańska — absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim i Wrocławskim,
z wykształcenia dziennikarka, projektantka, specjalistka ds. PR. Swoją przygodę z modą rozpoczęła
ponad 10 lat temu. W tym czasie stworzyła pierwszą modową telewizję internetową Babskie TV, agencję
marketingowo-PR ową Babski PR oraz pierwszy w Polsce vlog o szyciu, Cozaszycie. Wydała przewodnik „Co za szycie!”. Obecnie rozwija swoją
markę odzieżową em em szop, szyje, nagrywa i realizuje swoje pasje. Jest mamą dwuletniego Tymka.

YT – https://www.youtube.com/user/cozaszycie
FB – https://www.facebook.com/cozaszycie.vlog


Lifestyle

„Każda z nas myśli, że to jej nie dotyczy. Chorują inni. Też tak myślałam.” Cała prawda o raku szyjki macicy

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
30 stycznia 2016
Fot. iStock/sudok1

Mam na imię Ida Karpińska, i jestem założycielką fundacji Kwiat Kobiecości, która wspiera i pomaga kobietom chorym na raka szyjki macicy i raka jajnika. Zanim pomyślisz, że ten temat nie dotyczy ciebie, przeczytaj.

„To mi się nie zdarzy”

„23 grudnia 2015 zadzwoniono do mnie ze szpitala z prośbą, żebym przyjechała po wyniki cytologii, diagnoza: podejrzenie raka szyjki macicy. (…) Badania miałam wczoraj, lekarz pobrał cztery wycinki. Powiedział, żebym nie liczyła, że wyniki będą dobre. Jestem załamana, codziennie płaczę”.

Zanim zrezygnujesz z czytania tekstu (bo ciebie to nie dotyczy) pomyśl, że każda z nas myśli, że to jej nie dotyczy. Chorują inni. Też tak myślałam.

Któregoś dnia w telefonie mojej mamy zadzwoniła przypominajka. Jest osobą bardzo zorganizowaną, pamięta o ważnych datach, badaniach całej rodziny. „Musisz zrobić cytologię, córeczko”, „Dobrze, dobrze” powtarzałam i zapominałam. Ale ona wciąż przypominała. Dziś myślę: intuicja matki. W końcu się umówiłam na wizytę, potem o niej zapomniałam, przecież miałam tyle spraw. Kilka dni przed świętami zadzwonili do mnie z Ośrodka Zdrowia: „Proszę jak najszybciej przyjechać”. Dopiero w gabinecie poczułam, że coś jest nie tak. Moja pani doktor zachowywała się jak nigdy. Siedziała za biurkiem zdystansowana i spięta. „Pani Ido, podejrzewam u pani raka szyjki macicy”. Osunęłam się na krzesło.: „Nie, to niemożliwe, badam się, nic mnie nie boli”.

Potem była biopsja. Tak bardzo nie chciałam wierzyć w ten nowotwór, że znalazłam innego ginekologa onkologa, który też pobrał wycinek. Ten wycinek badano w laboratorium w Szwecji. Obie biopsje potwierdziły nowotwór. Miałam raka gruczołowego, który rozwijał się w kanale szyjki. Konieczna była natychmiastowa operacja, potem dalsze leczenie”.

„Jak mam umrzeć, i tak umrę”

„…Nie mam siły wstać z łóżka, iść do pracy. Jestem sama, nie widzę żadnych szans”

Po diagnozie zamknęłam się w domu. Miałam ponad 30 lat i mnóstwo planów na życie: rodzina, dzieci, dalsza kariera. Mój świat to był świat pięknych i zdrowych ludzi. Pracowałam w mediach jako charakteryzatorka i stylistka. Większe problemy? Nie znałam ich. Przez tydzień nie wstawałam z łóżka. Płakałam nad marzeniami, których nie uda mi się zrealizować, zastanawiałam się czy już pisać testament. „Rak to wyrok” tak o tym myślałam. Ale potem wstałam i powiedziałam sobie: „O nie, nie poddam się. Nie pozwolę, żeby to choroba dyktowała moim życiem”.

Niecałe półtora miesiąca później operacja, skomplikowana i ciężka, radioterapia, naświetlania. Te obrazy dziś zacierają się we mnie. Pamiętam tylko, że zrozumiałam, że jestem silna. Ja, krucha, delikatna blondynka odkryłam w sobie moc, o którą nigdy nawet się nie podejrzewałam. Wypadały mi włosy, płakałam, ale najczęściej byłam silna. Później mój lekarz powiedział mi. Z rakiem to jest fifty fifty. 50 proc to leczenie, 50 proc to nastawienie psychiczne, poczucie mocy, wiara. Dużo łatwiej też współpracuje się z silnymi pacjentami.

Ale siła to jest coś czego możemy się nauczyć. W szpitalu spotykałam dużo ludzi myślących negatywnie, unikałam tego. Akurat rak to jest choroba, w której naprawdę potrzebna jest moc.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

„Boję się wirusa HPV

Cześć dziewczyny, rok temu napisałam o swojej chorobie wirus HPV 16 i 18″. Diagnoza zabrzmiała jak wyrok, setki obaw, niepewność i ciągle myślenie jak to będzie”. Minął rok od postawienie diagnozy, przyjęłam trzy dawki szczepionki na wirusa HPV, robiłam niedawno cytologię– wynik bardzo dobry. Wylałam wiadro łez, ale wiem, że warto się badać, dziś jestem zdrowa”.

To prawda, raj szyjki macicy nie jest dziedziczny, nie jest uwarunkowany genetycznie. Za rozwój raka odpowiedzialny jest m.in wirus brodawczaka HPV. Panuje jakiś mit, że HPV mają kobiety, które miały mnóstwo partnerów, ale to nieprawda. Nic w tym wstydliwego. Około 80 proc. kobiet aktywnych seksualnie ulega zarażeniu wirusem HPV przynajmniej raz w ciągu całego życia. Wiele kobiet nawet nie wie, że go ma i może przeżyć z nim cale życie. On ma różne odmiany i tylko kilkanaście procent zachoruje z jego powodu na raka.

„Jestem z tym sama”

Mam raka szyjki macicy 3 stopnia, jestem po radioterapii i chemioterapii, jestem mamą czwórki dzieci, wychowuje ich samotnie, bo mój partner nie poradził sobie z tym wszystkim”.

Miałam szczęście. Wspierała mnie rodzina, przyjaciele, znajomi. Spotkałam dobrych lekarzy. Ale pamiętam taki moment, zaraz po diagnozie. Szukałam informacji. I wtedy ich nie było. Jedyne co znalazłam to fachowe opisy. To wszystko. Od początku czułam, że chcę pomagać innym kobietom przez to przejść. To był instynkt. Pamiętam taką scenę. To była moja chyba czwarta chemia. Na korytarzu zobaczyłam dziewczynę. Stała zdezorientowana, nie wiedziała co robić. Wiedziałam, że jest tu pierwszy raz. Też zachowywałam się jak ona. Posadzili ją koło mnie– niepewną tego, co zaraz ją spotka. Zrozumiałam, że mogę dużo jej dać. Choćby wiedzę. Mogę jej powiedzieć co się będzie po kolei działo, jakie może mieć emocje, co jest najtrudniejsze w leczeniu. Że przygotuję ją na chemię, płacz, poszczególne etapy leczenia.  Ja wchodziłam w czarną dziurę, ona już nie.

Gdy wyzdrowiałam pomyślałam, że muszę coś z tym robić. Umówiłam się ze znajomymi dziennikarkami. Spytałam wprost: „dlaczego o tym nie piszecie”. Usłyszałam, że to takie trudne tematy, że nie wiadomo jak. Wtedy zdecydowałam, że opowiem swoją historię pod jednym warunkiem– ktoś pod artykułem poda mój numer telefony. Myślałam; może zadzwoni jedna osoba, dwie. Ale od tego czasu mój telefon dzwoni non stop. Odzywają się kobiety, które usłyszały diagnozę i nie wiedzą co robić, załamane, smutne i w trakcie walki.

Gdy stworzyłam fundacje wiedziałam, że to muszę innym dać: wsparcie, wiedzę. Współpracują z nami psycholodzy, onkolodzy, ginekolodzy, nawet coach i prawnicy. „Dlaczego prawnik?” spytał mnie ktoś kiedyś. Niewiele osób wie, że kobiety chorujące często są zwalniane, często też porzuca je partner, który nie daje rady dźwignąć sytuacji. One potrzebują fachowej opieki.

„Cytologia nie daje efektu, a jeśli coś się stanie? Nie będę czuć się kobietą”

„Cześć, mam na imię Marta. Cytologię poszłam robić przez przypadek. To była opatrzność boska. W styczniu 2014 zadzwonił telefon, pani w słuchawce powiedziała, że chce ze mną porozmawiać. Przeczuwałam najgorsze i miałam rację. Była biopsja, dwa tygodnie czekania na wynik, a potem wizyta u onkologa, który proponuje wycięcie wszystkiego. Badajcie się, nie zwlekajcie z wizytą”.

Co można jeszcze powiedzieć? Ja po operacji dowiedziałam się, że nie będę mogła być matką. To trudne dla każdej kobiety, ale do przeżycia. Wszystko możemy przetrwać. To prawda, że 30 proc cytologii jest źle pobranych, ale gdybym poszła na badanie trzy, cztery lata później– nie rozmawiałybyśmy.

Są kobiety, które tracą macicę. Traktują to jako wyrok, ale to nieprawda. Nic się nie zmienia. Nie zmienia seksu, podejścia do niego, twojej kobiecości. Szkoda, że się o tym jeszcze nie rozmawia, ale wierzę, że to zmienimy. Wszystko jest w głowie. A do wygrania jest życie. Zresztą pamiętam taką dziewczynę, poznałyśmy się w Błoniach, miałyśmy tam spotkanie. Jej mama umarła na raka szyjki macicy, ona się akurat leczyła. Od lekarza usłyszała: „nie będzie mogła mieć pani dzieci”. Trzy lata temu spotkałam ją na gali, podeszła i powiedziała: „Ida, jestem w ciąży, będę miała córeczkę”. Popłakałam się, zwariowałam ze szczęścia.

Każdego roku na świecie na raka szyjki macicy zapada 500.000 kobiet. W Europie, co 18 minut z jego powodu umiera jedna. Połowa nie wyzdrowieje nigdy, bo zgłosiła się do lekarza zbyt późno.

Badajcie się– to jedyna szansa.

PS. Wszystkie wypowiedzi kobiet, które dowiedziały się, że mają raka pochodzą ze strony fundacji www.kwiatkobiecości.pl

Mat. prasowe

Mat. prasowe


Zobacz także

Jakie myśli, takie emocje, a jakie emocje, taka też i kondycja naszego ciała. Nieoceniona siła niemyślenia

Bo Polak nie powinien przed szereg wychodzić… to takie jest polskie, bo niestety amerykańskie to nie jest

4 sygnały, że spotykasz się z gniazdownikiem

Myślisz, że przeciwieństwa się przyciągają? Tymczasem łączy nas więcej, niż mogłoby się wydawać