Pielęgnacja Uroda

Krostki na nogach – o czym mogą świadczyć? Kiedy trzeba pokazać je lekarzowi?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 października 2021
Krostki na nogach
Fot. iStock
 

Krostki na nogach to nieestetyczne zmiany, które mogą pojawiać się z różnych przyczyn. Mogą przypominać gęsią skórkę,  białe krostki, zaskórniki, lub czerwone bolesne wykwity. Nie zawsze jest to jedynie defekt kosmetyczny. Czasem, w wyniku uszkodzenia, może dochodzić do stanu zapalnego i pogorszenia kondycji skóry. Z czego mogą wynikać krostki na nogach i kiedy warto udać się do lekarza?

Krostki na nogach zazwyczaj mają błahą przyczynę i znikają zaraz po jej usunięciu. Bywają jednak przypadku, gdy stanowią one poważny problem estetyczny, i w dodatku mogą swędzieć lub boleć. Nietrudno także o zakażenie krost, szczególnie gdy ktoś próbuje pozbyć się ich samodzielnie, np. wyciskając je. Jakie są najczęstsze przyczyny powstawanie tych zmian?

Krostki na nogach a rogowacenie mieszkowe

Jeśli skóra na nogach przybiera wygląd nieprzemijającej gęsiej skórki, może to świadczyć o pewnym zaburzeniu, które może pojawić się na skórze i pozostać na niej długi czas. Rogowacenie mieszkowe, bo o nim mowa, powstaje na skutek nadmiernej keratynizacji naskórka, co  powoduje zatykanie ujść mieszków włosowych. Tam, gdzie dochodzi do rogowacenia mieszkowego, pojawiają się niewielkie, ale widoczne grudki wyglądające jak gęsia skórka. Towarzyszy temu najczęściej sucha skóra, ale krostki nie wywołują innych dolegliwości. Na rogowacenie mieszkowe cierpią zarówno kobiety, jak i mężczyzn, najczęściej pojawiając się w okresie dojrzewania.

Krostki na nogach

Fot. iStock/Krostki na nogach

Efekt po depilacji lub goleniu 

Krostki na nogach mogą być również efektem podrażnienia skóry po goleniu lub depilacji zbędnego owłosienia. Pojawiają się wtedy krostki, które mogą ulegać nadkażeniom i powodować ból w obrębie stanu zapalnego. Innym efektem nieładnego wyglądu nóg, które wyglądają jak upstrzone niewielkimi czerwonymi krostkami. Ten stan zyskał nazwę truskawkowych nóg, ze względu na ich charakterystyczny wygląd  kojarzący się ze skórką truskawki. Rozszerzone i podrażnione pory manifestują się po goleniu małymi czerwonymi lub czarnymi krostkami.  W rozszerzonych porach gromadzi się sebum i zanieczyszczenia, co zwiększa ryzyko pojawienia się stanów zapalnych skóry.

Truskawkowe nogi mogą być również skutkiem uwidocznienia się ciemnego, niedokładnie ściętego przez ostrze maszynkę włosa. Najczęściej pojawiają się one u kobiet, które mają naturalnie gęste lub ciemne włoski. Problem może nasilać narażenie na promieniowanie słoneczne lub różne leki (np. kortykosteroidy, oraz promieniowanie słoneczne).

Krostki na nogach

Fot. iStock/Krostki na nogach

Krostki na nogach mogą być efektem alergii

Krostki na nogach mogą być objawem alergii kontaktowej. Zazwyczaj przyczyną kłopotów jest stosowanie nieodpowiednich kosmetyków. Szczególną tendencję do uczulania wykazują produkty zawierające barwniki oraz substancje zapachowe. Nagłe pojawienie się wyprysków na nogach może być również efektem alergii na chemię gospodarczą, np. proszek do prania, płyn do płukania czy żelu pod prysznic. Wtedy zmiany pojawiają się jednocześnie na skórze w innych miejscach ciała, która miała kontakt z substancją alergizującą. W takim przypadku warto sięgać po produkty dedykowane alergikom i osobom ze skórą bardzo wrażliwą.

Krostki na nogach a zaburzenia hormonalne 

Krostki na nogach mogą pojawiać się w wyniku zaburzeń hormonalnych. W takim wypadku pojawiają się na pośladkach i udach poważniejsze odmiany trądziku, co należy jednak do rzadkości. Krostki na nogach mogą pokrywać się ropnymi torbielami, skóra bywa zaczerwieniona, mogą (w efekcie ciężkiego przebiegu) pojawiać się także blizny. Zazwyczaj trądzik w tak nietypowych miejscach jak nogi, a dokładnie uda, jest efektem rozniesienia się stanu zapalnego z pachwin niżej. Nigdy nie wolno wyciskać ropnych krost, aby ograniczyć ryzyko zakażenia skóry innych partii ciała.

Krostki na nogach

Fot. iStock/Krostki na nogach

Krosty na nogach — leczenie

Krosty na nogach mogą mieć różne przyczyny i przebieg, wywołując (lub nie) dyskomfort i ból. Jeśli problem przybiera na sile, a przy tym pojawiają się inne niepokojące objawy, zmiany warto skonsultować z lekarzem dermatologiem. Dopiero określenie ich przyczyny pozwala na dobranie odpowiedniego leczenia. Jeśli przyczyną jest golenie nóg maszynką lub depilacja, warto rozważyć inną metodę usuwania zbędnego owłosienia. Gdy przyczyną stają się zmiany hormonalne, najważniejsze staje się wyrównanie poziomu stężenia hormonów. W przypadku reakcji alergicznej należy unikać alergenu, a gdy trzeba, to sięgnąć po środki antyhistaminowe, które koją reakcją alergiczną.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o konieczności zachowania szczególnej higieny, by nie doprowadzać do zaognienia istniejących już zmian.

FB/ohmepl

 


Pielęgnacja Uroda

Pół roku bez stanika. Poszłam w ślady Gillian Anderson i uwolniłam cycki – co za ulga!

Redakcja
Redakcja
20 października 2021
fot. na prawach cytatu/https://www.instagram.com/gilliana/
 

Niedawno na Instagramie gwiazda z „Archiwum X”, „Sex Eduation” oświadczyła, że zrezygnowała z noszenia stanika. Wyznanie aktorki wywołało lawinę komentarzy. „Gillian Anderson przemówiła w imieniu wszystkich kobiet”, pisali internauci.

Aktorka nominowana do Emmy za rolę Margaret Thatcher w „The Crown” w trakcie live’u na Instagramie, gdy jeden z internautów zapytał ją o ulubiony pandemiczny strój, odparła:

Prawdopodobnie ten sam, który nosiłam przed lock-downem i noszę obecnie – czarne dresy i bluza z kapturem. Pandemia mnie rozleniwiła, przestałam nosić staniki. Po prostu nie mogę. Przepraszam, ale nie. Nie obchodzi mnie, czy mój biust kiedyś sięgnie pępka, nie mam zamiaru już nigdy zakładać biustonoszy. Są piekielnie niewygodne”, mówiła z uśmiechem.

Kiedy przeczytałam, że Gillian w trakcie pandemii przestała nosić staniki, ośmieliłam się. Przecież ona mówi o mnie! Kiedyś wydawało mi się to absolutnie niemożliwe. Zakładałam go rano tak samo jak myłam zęby i jak czesałam włosy. Po prostu konieczność i obowiązek. Nie myślałam nad tym zbyt wiele. Nawet nie zastanawiałam się, czy jest mi w nim niewygodnie, czy coś mnie uwiera. Owszem nigdy nie lubiłam wypchanych biustonoszy, balkonetek, push-upów. Być może dlatego, że mam duży biust, wybierałam takie, które są gładkie i wykonane z cienkiego materiału. Powiedziałabym, że proste i jak najbardziej wygodne.

Moje nagłe odkrycie, czyli nie noszę stanika

Ale kiedy wylądowałam w domu na pracy on-line, we własnym salonie, przy stole, na którym teraz stał mój komputer przyniesiony pracy i przy którym do tej pory jadłam tylko posiłki, wszystko trochę pozmieniało się. Nie, nie chcę teraz powiedzieć, że pracowałam w piżamie i potargana i dlatego przestałam nosić stanik. Nie! Po prostu rano myłam zęby, brałam prysznic i wskakiwałam w swój ulubiony dres. To nie stało się też nagle. Po prostu któregoś dnia zauważyłam, że zapomniałam założyć stanika i jest mi z tym jakoś tak… niewiarygodnie dobrze.

Co za ulga! Nikt mnie nie widzi. Nikogo też nie zgorszy mój falujący luźno pod grubą bluzą biust. Nic nie uwierało: ani ramiączka, ani fiszbiny. Jakbym opisała to uczucie? Po prostu stałam się nagle dziwnie wolna, jakbym zdjęła gorset, krepujące rusztowanie, które zabierało mi oddech i swobodę. Na skórze czułam przyjemny dotyk materiału puchatej bluzy. Fajnie – pomyślałam.

Poczułam się wolna

Z dnia na dzień posuwałam się o krok dalej. Krok pierwszy to spacer z psem do lasu, który widzę na co dzień z okna mojej kuchni. Nie założyłam pod bluzę stanika i o dziwo… nikt (absolutnie nikt!) nie gapił się na mnie. Nikt tego nie zauważył. Serio! A ja znów poczułam coś na kształt wolności. To coś jak wtedy, gdy z koleżankami odważyłam się pływać nago w jeziorze. Miałam wtedy siedemnaście lat i byłam szczęśliwa, choć odrobinę wystraszona, że ktoś nas na tym przyłapie.

Ale było bardzo miło – mieć tę bliskość z naturą. Czuć na skórze chłód wody. Pamiętam to do dziś! Ale jako dorosła kobieta nigdy już nie miałam takiej śmiałości, by powtórzyć to doświadczenie, choć teraz wiem, że za nim tęskniłam.

Nie, nie jestem prowokatorką ani mitomanką

Zupełnie nie chodzi mi o to, by biustem nagim pod bluzką kogoś kokietować lub uwodzić mężczyzn. Znam te dziewczyny, które celowo nie zakładają staników i prześwituje im zarys sutków przez obcisły golf. Zawsze patrzyłam na takie babeczki z dziwną mieszaniną zazdrości i zażenowania. Bo jednak ich piersi przyciągały uwagę i były bardzo atrakcyjne, piękne w swej krągłości i zadziorności. A jednak wydawało mi się to takie… no zbyt nachalnie kokietujące. Przecież wiadomo, że każdy facet na to będzie się gapił. Przecież to jednak poniżające dla kobiety, tak bezczelnie kłuć po oczach swoją seksualnością. Mamy więcej do zaoferowania niż zajebiście fajne cycki – myślałam wtedy i chyba nadal tak myślę.

Przyznam jednak, że znam dwie kobiety, które szanuję, a które często chodzą bez stanika. I wiem, że nie robią tego, by „złapać” faceta. Jedna z nich jest psycholożką i ma mały biust. Zawsze jej zazdrościłam tego, że jej biust nie przykuwa niczyjej uwagi, bo w sumie to nie do końca wiadomo, czy na nim jest stanik, czy nie. Ale druga z moich znajomych, artystka malarka, ma biust gigantyczny i też rzadko nosi stanik. Kiedyś ją spytałam – dlaczego. A ona mi odpowiedziała bezpardonowo, że czuje się w nim zwyczajnie uwięziona.

Ależ wpadka, czyli publiczne wystąpienie

Opowiem teraz o moim kroku drugim. Tydzień temu – wierzcie lub nie – zapomniałam założyć stanika i pojechałam z wizytą do mojej przyjaciółki na kawę. Siedziałam u niej przy stole w kuchni i nagle zorientowałam się, że nie mam nic pod bluzą. Spłoszyłam się lekko, ale zaczęłam się śmiać i spytałam, czy ona to zauważyła. Zrobiło mi się trochę głupio, bo to był mój pierwszy taki – nazwijmy to – publiczny występ. A ona też się śmiała i powiedziała, że nie zorientowała się. Zaczęła mnie jednak z ciekawością wypytywać, jak to jest. „Fajnie!”, odpowiedziałam.

Etap wstydu i luksusowych staników

Zaczęłyśmy też wspominać, jak to było z tymi naszymi stanikami. Mam jedno okropne wspomnienie z dzieciństwa. Byłam może w czwartej klasie szkoły podstawowej, gdy mój biust zaczął rosnąć w tempie astronomicznym. Do dziś mam żal do mamy, że nie zadbała o tę sytuację i nie kupiła mi stanika. Ale takie to były czasy, że dzieci nie dostawały natychmiast tego, czego potrzebują. Wyobraźcie sobie lekcję wuefu, podczas której biegłam na tzw. sześćdziesiątkę. Pamiętam, że wtedy chłopcy z naszej klasy ustawili się wzdłuż bieżni i okropnie się ze mnie śmiali. Dokładnie wiedziałam, dlaczego. Od tej pory chowałam mój biust pod grubymi swetrami i tak zostało mi na bardzo długo.

Pamiętam też, że po studiach, gdy już miałam więcej kasy, poszłam na brafitterki, która instruowała mnie jak powinien wyglądać dobrze dobrany stanik. Upychała mój biust, naciągała ramiączka, a ja czułam, że w końcu ktoś się mną odpowiednio zaopiekował. Moja sylwetka wyglądała doskonale, wydawałam się sobie szczuplejsza, choć miałam biust pod brodą, a całość cisnęła mnie niemiłosiernie. Nabyłam wtedy jednak wiedzę, że dobrze dobrany stanik, to mniejsze ryzyko, że kiedyś piersi staną się obwisłe i brzydkie. Dziś już tak bardzo w to nie wierzę i, podobnie jak Gillian Anderson, mam to trochę w nosie.

No to… epilog

Teraz przyszedł czas na opowieść o moim kroku trzecim. Wyjściu do pracy bez biustonosza. Wyjściu na imprezę bez biustonosza. Do restauracji z rodziną bez… Do znajomych… Tu być może was zawiodę, bo tego kroku jeszcze nie uczyniłam. Myślę, że nie jestem gotowa, by pójść do pracy na takim luzie. Ale obiecuję wam, że opowiem o swoim kroku trzecim, jeśli się wydarzy. A jak jest z wami? Jakie macie doświadczenia ze swoim biustem i stanikami?


Pielęgnacja Uroda

Nie kocham męża, kocham innego. I nic z tego. W takim kraju żyję

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
19 października 2021
Fot. iStock/olegbreslavtsev

To nie będzie opis erotycznych ekscesów z kimś innym niż mąż– na to jestem zbyt dużym tchórzem. Nawet nie ma ekscesów, bo jestem niewolnikiem. Małego miasta, w którym żyję. Kościoła, do którego chodzą moi bliscy. Poglądów, które ma moja rodzina:  mama, brat, siostra. W końcu samej siebie, bo w głowie tłucze mi się myśl: nie możesz być szczęśliwa. Wyszłaś za mąż, to są obowiązki, odpowiedzialność, takie jest życie.

Nie będę też obwiniać męża. Jest, jaki jest. Wychodziłam za mąż za człowieka, który lubił się napić z kumplami, pooglądać mecze, posiedzieć w garażu w samotności, burknąć, jak coś mu nie pasowało. Którego matka całe życie usługiwała mężowi i choć, jak był pijany, latał za nią po miasteczku z siekierą– nigdy nawet nie pomyślała, że może się z nim rozwieść. „Bo co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”. Wychodziłam za mąż za człowieka, który miał jasne oczekiwania co do małżeństwa. Żona, dom, dzieci, gotowanie, pranie, sprzątanie. Nie oszukiwał mnie. Już gdy byliśmy narzeczonymi, nie lubił wyjeżdżać. Jakby zapuścił korzenie, nie pozwalające mu na jakikolwiek ruch.

Tak, miał zalety. Wciąż je ma. Pracuje, nie bije mnie, kocha dzieci. Wśród moich bliskich uchodzi za ideał. Bo mąż siostry był pijakiem, bo mój ojciec zmarł, jak miałam 25 lat, na raka wątroby. Z powodu picia. Nie, nikogo nie bił. Czasem coś krzyczał,  czas spędzał na kanapie, nigdy w życiu nie obrał nawet ziemniaków i nie pojechał z nami na wakacje. Nie poszedł z nami nawet na lody. Za to mama harowała w trzech miejscach, a popołudniami i wieczorem gotowała obiady i ogarniała nas, dzieci. Mój mąż wychodzi z dziećmi na niedzielny spacer. Czasem się z nimi pobawi. Najczęściej wtedy, gdy są blisko inni.

Nie wychodziłam za mąż z wielkiej miłości, ale z poczucia, że już czas. Miałam 28 lat, w małym mieście to dużo i miałam też za sobą porażkę. Chłopak, w którym byłam zakochana do szaleństwa zostawił mnie i wyjechał do dużego miasta na studia. Bałam się już wielkiej miłości, wybrałam bezpiecznego, tak wtedy myślałam, faceta.

Mąż, dopóki był moim narzeczonym, nie mógł u mnie nocować– wtedy jeszcze mieszkałam u mamy, w domu rodzinnym.
Małżeństwo było więc formą ucieczki od obsesyjnej, zakręconej na punkcie kościoła, zasad i pracy kobiety. Słyszałam: „Życie jest ciężkie”, „Taki już nas los”, „O czym ty marzysz, to nie dla nas”. Właśnie dlatego nie poszłam na studia. Z powodu pieniędzy i myślenia mamy, że to nie dla nas. I ja wiem, że tego nie zrozumieją ludzie z dużych miast, po studiach, z dobrą pracą i perspektywami.

Jakie było moje małżeństwo przed?

Poprawne. Urodziłam dwójkę dzieci, zajmowałam się domem. Miałam tyle zajęć, że nie myślałam o innym życiu. Ale dzieci trochę podrosły. Poszły do przedszkola, szkoły. I właśnie na zebraniu w przedszkolu poznałam Jego. Tego drugiego. Był ciepłym i cudownym ojcem, empatycznym facetem, po rozstaniu. Żona wyjechała pracować do Anglii, tam poznała innego mężczyznę. Zostawiła go z córką.

Pierwszy raz rozmawiałam tak długo z facetem o emocjach. Pierwszy raz ktoś poprawiał mi czapkę, był serdeczny, uważny i czuły.

Zaprzyjaźniliśmy się. Tak, bez seksu. Do głowy mi nie przyszło, że mogłabym zdradzić męża. Choć nasze życie erotyczne pozostawiało wiele do życzenia, właściwie nie, powiem wprost: było straszne. Mąż nigdy nie zrobił mi dobrze ustami, bo to go brzydziło. Mówił, że to „nieczyste”. Ale już czyste było w drugą stronę. Tak, lubił, gdy o niego dbałam. Cały nasz seks to było dbanie o niego. Gasłam, choć w lustrze wciąż widziałam atrakcyjną i młodą dość kobietę.

Ale dla takich kobiet jak ja, małżeństwo to cyrograf. Jeśli już go podpiszesz, jesteś stracona.  U nas nikt się nie rozwodzi, najwyżej ludzie żyją obok siebie. Śpią w oddzielnych łóżkach, nie rozmawiają. Zatruwają sobie po prostu każdy dzień. I nie wiedzą, że można inaczej. To najlepsza opcja, bo wiele bliskich mi kobiet doświadczyło lub doświadcza przemocy, jeśli nie fizycznej, to psychicznej, ekonomicznej. W tym dorastają nasze dzieci.

Patologia, prawda?

Wrócę do tego Drugiego, minęły trzy lata przyjaźni, nasze córki poszły do jednej szkoły. Paradoks, są najbliższymi koleżankami, papużki nierozłączki. Już dawno zrozumiałam, że jestem zakochana w Drugim. Wielogodzinne rozmowy online (mąż nawet nie zauważył, co też wiele mówi o naszej relacji), spacery dwa razy w tygodniu, gdy dziewczyny mają angielski w większym mieście,  oddalonym od naszego 40 km. Covid zabrał nam spotkania, ale nie zabrało kontaktu online.

Przełomem były te wakacje. Poszliśmy do łóżka raz, drugi, trzeci, czwarty. I to było najlepsze doświadczenie w moim życiu. On mi powiedział, że jest zakochany właściwie od początku.

Sytuacja patowa

Pracuję w instytucji kościelnej – to jedyne miejsce, gdzie w moim miasteczku znalazłam pracę. Rozwód nie wchodzi w grę, bo mnie z tej pracy wyrzucą. Ten Drugi ma stanowisko publiczne, romans z mężatką zniszczy mu reputację.

Przeciwko mnie jest cała rodzina. Nie, nie wiedzą, co się dzieje, ale mama potrafi na mnie nakrzyczeć, że nie zrobiłam trzydaniowego obiadu, tylko samo drugie. Że mam za duże oczekiwania. Że chcę się spotkać z koleżanką, gdy mam dzieci. „Macierzyństwo to są obowiązki”. Same obowiązki – tak o tym myśli.

Kilka lat zbierałam na studia. Zdałam na nie w zeszłym roku, obruszenie wszystkich. Po co mi studia, to fanaberia, mam męża, dzieci, pracę, kościół. Nie dam rady. A zajęcia były online, uczyłam się po nocy. Na mszę szłam świtem.

Teraz jest kolejny argument– dojeżdżanie to już fanaberia.

Wpiera mnie tylko mężczyzna, którego kocham. Gdy mąż zabrał mi samochód, bo stwierdził przed moimi zajęciami, że potrzebuje– zawiózł mnie na zajęcia on. On ma wspierającą matkę, która wie o nas. Dopinguje nam. On jest gotowy zaryzykować i zacząć ze mną życie gdzieś indziej.

Co powiem dzieciom?

Że je zabieram z domu, bo się zakochałam? Nie wyobrażam sobie tego. Że je zostawię ojcu? Nigdy bym tego nie zrobiła.
Zaryzykujemy życie tu? Ja bez pracy, budująca od nowa swoją drogę? Skłócona z matką i rodziną, bo oni mi tego nigdy nie wybaczą.

O byłej żonie mojego ukochanego mówi się: szmata, dziwka, suka. A jak kiedyś podpytałam o niego mamę– jak o znajomego, to powiedziała, że prawidłowo się zachowuje, że nikogo nie ma, taki już jego krzyż.

Ciężko mi się wyrwać do miłości.

Każdego dnia zapadam się zasypiając obok męża. I nie widzę już szans na szczęśliwe życie.

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Zobacz także

Opublikowano czarną listę kosmetyków. Mogą zawierać substancje toksyczne, które powodują silne alergie i podrażnienia

Prosty trening dla pośladków i nóg

Jak dbać o stopy? Które rytuały kosmetyczne pomagają cieszyć się zdrowymi i pięknymi stopami?