Lifestyle Uroda

Czarne mydło, hydrolat i olej Perilla… zdziwisz się, że jeszcze o nich nie słyszałaś. 5 naturalnych, kosmetycznych hitów

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 lutego 2016
Fot. iStock / Yuri_Arcurs
 

Są zaskakujące, naturalne i skuteczne – a jednak często okazuje się, że o nich nie słyszałyśmy. Jak to możliwe? Poznajcie je na własnej skórze – bo są w zasięgu naszych dłoni.

Czarne mydło

Czyli tzw. Savon noir, a jeszcze dokładniej świetny i całkowicie naturalny peeling enzymatyczny. Czarne mydło to w 100% naturalny produkt roślinny.  A możliwość zastosowania tego kosmetyku robi wrażenie od peeling po golenie. A pięty, dłonie i paznokcie? Również, zobaczcie co radzą eksperci z Bioline:

PIĘTY
Chcesz mieć aksamitne pięty? Będziesz potrzebować miski, gorącej wody, czarnego mydła, garść soli morskiej, pumeks, ręcznik, olejek arganowy, bądź inny ulubiony, dwa woreczki foliowe i ciepłe skarpetki. Moczymy stopy w wodzie z solą, następnie rozprowadzamy na stopach czarne mydło i pozostawiamy je na około 15 minut. Po tym czasie pocieramy pięty pumeksem, spłukujemy, suszymy i wcieramy olejek. Stopy owijamy foliowym woreczkiem i zakładamy skarpetki. Godzinę później doświadczycie cudu!
Więcej instrukcji zastosowania znajdziecie na stronie BIOLINE

Czarne mydło nadaje się do wykonania peelingu twarzy i ciała, produkt stworzony jest z czarnych oliwek i ma postać brązowo-czarnego żelu.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Glinki

Glinka kosmetyczna – nazywana też kaolin – to prawdziwa perełka. Znamy ją głównie jako składnik maseczek oczyszczających skórę. Ale glinek jest całkiem sporo – do wyboru i do koloru.

Głównym zbawienne dla skóry działanie glinki, to absorbowanie nadmiaru sebum i produktów metabolizmu skóry, czyli zanieczyszczeń skóry. Bardzo dobrze wygładzają i ujędrniają skórę, czujemy pod palcami efekty zabiegu z jej udziałem. A dla kogo jaka glinka?

GLINKA GHASSOULten typ zawiera bardzo dużo minerałów. Polecana do cery mieszanej, wrażliwej i trądzikowej. Poprawia wygląd, oczyszcza, wzmacnia i uelastycznia. Można używać jej jako naturalnego szamponu do włosów.

GLINKA ŻÓŁTA – to naturalna glinka o wysokiej zawartości żelaza. Polecana do skóry dojrzałej. Dobrze rewitalizuje. Pomaga uporać się z zaskórnikami, Sprawdzi się również w pielęgnacji skóry trądzikowej, tłustej, mieszanej czy z problemami pigmentacyjnymi.

GLINKA BIAŁA (glinka porcelanowa lub glinka chińska) – dla skóry wrażliwej i suchej. Bardzo delikatna i łagodna. Ma charakterystyczną lekką i jedwabistą konsystencję. Remineralizuje, wygładza i uelastycznia. Ma działanie łagodzące (pozytywnie wpływa na gojenie).

GLINKA CZERWONA – ma bardzo podobne właściwości do glinki zielonej, ale jest znacznie bardziej delikatna. Można ją stosowac przy cerze naczynkowej i wrażliwej, delikatnej skórze.  Również oczyszcza z nadmiaru sebum.

GLINKA RÓŻOWA (French clay pink) – Jest połączeniem glinki czerwonej i białej w proporcji 1:2. Taka mieszanka jest dobrym wyborem dla osób z bardzo wrażliwą skóra, lub ze skłonnościami do alergii.

GLINKA ZIELONAdo cery tłustej i trądzikowej. Bogata w 20 różnych soli mineralnych oraz szereg mikroelementów. Bardzo dobrze oczyszcza skórę z sebum. Pomaga w leczeniu trądziku oraz wyprysków na skórze.

GLINKA BŁĘKITNA (bentonitowa) – pielęgnacja skóry tłustej, łojotokowej czy z egzemą lub łuszczycą. Wnika bardzo głęboko – dzięki czemu poprawia krążenie, usuwa obumarłe komórki skóry i dobrze ja mineralizuje. 

Stosujemy  jako maseczka do twarzy i ciała. Glinkę łączymy z wodą lub hydrolatem, gotową maseczkę nakładamy na twarz lub ciało na około 10 – 15 minut. Po tym czasie dokładnie spłukujemy, tonizujemy i nawilżamy.

UWAGA – w styczności z metalami, glinki tracą swoje właściwości.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Hydrolaty

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nazywane inaczej „wodami kwiatowymi” lub „wodami roślinnymi”.  To dość proste, acz skuteczne kosmetyki. Właśnie w prostocie tkwi ich siła. Dzięki temu, że są dość wąsko wyspecjalizowane – potrafią działać małe cuda w swoim ogródku, bo każda roślina cechuje się nieco innym spectrum działania. Również dzięki prostocie nie mają zatrważających cen, a sposobów ich zastosowania z pożytkiem dla skóry jest naprawdę wiele.

Hydrolat, to woda z niewielka zawartością olejków eterycznych – swego rodzaju produkt, który powstaje po produkcji olejków eterycznych. Ale nie traktujcie ich jak produktów ubocznych destylacji. W kosmetyce mają spore zastosowanie. Niektóre powinny być stosowane jedynie w rozcieńczeniu – ponieważ są jedynie półproduktem; inne – są pełnowartościowym naturalnym kosmetykiem, który z powodzeniem zastąpi tonik, czy poprawi działanie pozostałych kosmetyków pielęgnacyjnych. Poznajcie je.

Hydrolat z nasion dzikiej marchwi – idealny do skóry zaczerwienionej i wrażliwej. Wykazuje silne właściwości regenerujące i zmiękczające, łagodzi podrażnienia (i zaczerwienia) oraz wysypki skórne, zmiękcza, pobudza skórę do wzrostu (a dokładnie jej komórki), ma działanie uszczelniające naczynka.

Hydrolat z bławatka – do pielęgnacji spuchniętych i zmęczonych powiek oraz do demakijażu. Odświeża, działa kojąco na okolice oczu, łagodzi opuchliznę. Poprawia również koloryt i koi skórę. Wykazuje działanie antyseptyczne i rozjaśnia cerę. doskonały do demakijażu.

Hydrolat z czystka – do skóry trądzikowej i z przebarwieniami. Oczyszcza skórę, zwęża pory. Pomaga redukować plamy i przebarwienia.

W codziennej pielęgnacji możemy używać hydrolatów:
– jako toniki po oczyszczeniu twarzy peelingiem, scrubem, savon noir
– jako dodatek do maseczek z glinki
– pod ulubiony olejek, krem lub serum
– do leczniczych okładów takich jak: wysypka, poparzenie słoneczne, ugryzienie owadów…

Hydrolatów jest bardzo wiele do wyboru (ja spotkałam się z co najmniej kilkunastoma) a i cena miło zachęca do kosmetycznych eksperymentów (bo kosztują około 20 zł).

Chia serum

Fot. Materiały prasowe | chia serum profesjonalny zabieg liftingujacy na twarz, szyje i dekolt.

Fot. Materiały prasowe | chia serum profesjonalny zabieg liftingujacy na twarz, szyje i dekolt.

Czyli istny koktajl młodości. To akurat skomponowany kosmetyk w formie serum. Oprócz  szlachetnego oleju z nasion chia, zawiera składniki aktywne z: czereśni, śliwki, geranium, kwiatu pomarańczy, granatu i kwiatu may chang. Koenzym Q10 i roślinny kwas hialuronowy – to właśnie kosmetyczne perełki. Serum chia to całkowicie pochodzący z natury produkt liftingujący.

Serum przede wszystkim kojarzy nam sie z potrzebami skóry dojrzałej, al eten produkt bardzo dobrze dopieści skórę wrażliwą i wymagającą nawilżenia.

 

Olej Perilla

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

To tłoczony na zimno naturalny olej z nasion pachnotki. Jakie ma właściwości? Całkiem niesamowite. Można go stosować, przy każdym rodzaju skóry, ale szczególnie dobroczynne działania ma dla skóry problemowej – z trądzikiem, atopowej i z podrażnieniami oraz dla skóry starzejącej się (oficjalnie możemy nazywać ten proces umownie – jako podrażnienie czasem 😉 ).

Olej Perilla łagodzi podrażnienia, uelastycznia i działa przeciwzmarszczkowo. Wspomaga wytwarzanie kolagenu, rozjaśnia przebarwienia, ma również działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne (dlatego jest doskonały dla osób zmagających się z trądzikiem). Ma również działa antyoksydacyjne. Do tego jego cena sprawia, że jest w zasięgu dłoni (cena ok 30-35 zł). Ciekawy i fajny produkt, o którym większość kobiet jeszcze nie słyszała – a szkoda.


Artykuł powstał we współpracy z BIOLINE

 


Lifestyle Uroda

W domowym zaciszu bez makijażu jest zwyczajną Kaśką, ale na Fejsie… Kim jesteś naprawdę?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 lutego 2016
Fot. iStock / Stefano Tinti
 

Kiedy większość czasu zajmuje ci kreowanie swojego wizerunku w wirtualnym świecie, trudno wygospodarować chwilę na  rozwój osobisty i rzeczywiste stawanie się „kimś”. Gdy w twojej własnej głowie  zatraca się granica między tym kim jesteś, a tym jak chcesz być postrzegana zaczyna już być niebezpiecznie. Czy naprawdę nie wyobrażamy już sobie życia bez poddawania się ciągłej ocenie innych, w większości jedynie internetowych znajomych? Po co nam to wszystko?

Bez negatywnych komentarzy, proszę

K. dzień zaczyna od sprawdzenia Facebooka. Zanim wstanie, zanim zrobi sobie kawę i zacznie szykować się do pracy, zawsze spędza jeszcze jakieś 15 minut w łóżku przeglądając ten właśnie portal społecznościowy. A właściwie swój własny profil na tym portalu. Patrzy ile przybyło „lajków” pod wczorajszymi statusami i jakie są komentarze. Dziękuje za te pozytywne (emotikon „smile”), a negatywne ignoruje lub usuwa (zależy od tego jak bardzo nie przypadną jej do gustu, najgorsze są te „ośmieszające”). Przy porannej kawie ogląda profile innych znajomych. O, koleżanka właśnie pochwaliła się dwiema kreskami na teście ciążowym. Można dać „lajka”. I serduszko. Nie, żeby ją to jakoś szczególnie obchodziło. Ale warto dać znać, że się jest, zaznaczyć swoją obecność. Tylko tyle, bo nie ma dziś siły na wymyślenie jakiegoś zabawnego komentarza.

W ciągu dnia, w pracy czasem zmiana statusu. Zdjęcie paznokci w nowym kolorze, uderzających stuk-puk o firmową klawiaturę. Albo oznaczenie koleżanki z pokoju w ulubionym lunch-barze, z krótkim opisem menu. W czasie pracy znów liczy rosnące „lajki” i promuje emotikonem „smile” zasługujące na to komentarze. Byle do 17-tej. Po powrocie do domu K. siada na kanapie i zjada kanapki. Kanapki nie nadają się na Facebooka, nic o tobie nie powiedzą. No chyba tylko tyle, że jesteś całkiem zwyczajna… A nie o to w tym wszystkim chodzi.

Zdjęcie prawdę ci powie… ale nie zawsze przyjemną

Makijaż wyjątkowo dobrze dzisiaj wyszedł, więc K. fotografuje się jeszcze w łazience zanim go zmyje. Zdjęcie przerabia umiejętnie na Instagramie. Trochę inne światło, trochę inaczej wyeksponowana twarz, już lepiej. Można zrobić wrzutkę. „Korpo-gwiazda” podpisuje fotkę K. zostawiając na końcu trzy kropkeczki. Nerwowe oczekiwanie. Przez godzinę marnych kilka lajków. Po 20-tej zaczynają się komentarze. „Piękna”. Emotikon „smile”. „Nic się nie zmieniasz”. Emotikon „smile”. „To naprawdę ty?” Stop. To komplement? Nie wiadomo. Bo może ten komentarz miał oznaczać, że to niemożliwe, żebym mogła wyglądać tak dobrze – zastanawia się K. . Na wszelki wypadek kasuje.

Goniąc „lepszą wersję siebie”

Czy to brak pewności siebie, czy może pustka, którą odczuwamy i brak satysfakcji z naszego życia popychają nas ku „tworzeniu siebie na nowo” na portalach społecznościowych? Skąd bierze się tendencja na pokazywanie się w lepszej, ale nieprawdziwej wersji? Psychologowie nie mają na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi.

„Z jednej strony osoby o wysokiej, stabilnej samoocenie mogłyby chętniej dzielić się swoimi zdjęciami, bo są odporne na krytykę internautów. Z drugiej jednak strony osoby o niskiej samoocenie mogą jeszcze chętniej angażować się w „samo promocję”, aby podwyższyć swoje mniemanie o sobie – mówi Agnieszka  Sorokowska z Uniwersytetu Technicznego w Dreźnie*.

Czy K. jest niepewna siebie? Raczej nie. W jej firmie na pewno nikt by o niej tak nie powiedział. A sama siebie nie potrafi już ocenić. Musi mieć jakiś punkt odniesienia, czyjąś opinię. Tego nauczyło ją korzystanie z portali społecznościowych. I jeszcze tego, że jak cię widzą inni, tak o sobie myślisz.

Dwa lata temu szerokim echem odbiła się sprawa ukradzionej przez jedną z użytkowniczek Facebooka, tożsamości. Trzydziestolatka kradła zdjęcia z profilu innej osoby, zapisując je na swoim dysku. Następnie nawiązała internetowy romans z nieznajomym mężczyzną. Nie akceptując swojej powierzchowności, ale posiadając bogatą wyobraźnię, zamieniła sobie po prostu ten jeden element na taki, który jej bardziej odpowiadał. Żyła życiem nieświadomej niczego mieszkanki innego miasta. By uwiarygodnić swoją postać, była gotowa na bardzo wiele. Dosłownie stawała się „tą drugą”. Ukradziona tożsamość dawała jej złudne poczucie, że ktoś ją podziwia, docenia, że jest warta uwagi. W rzeczywistości oczywiście podziwiana była postać, którą wykreowała.

Amerykańskie badania* nad facebookowymi wizerunkami obnażają smutną prawdę o współczesnych nas: coraz częściej to jak postrzegamy siebie zależy od tego jak odbiera się nas w przestrzeni wirtualnej, zgodnie z wizerunkiem, który tworzymy, by wpasować się w „jakieś” ramy. To, na ile potrafimy się z tego wyrwać, albo na ile nas to nie dotknie zależy przede wszystkim od jakości naszych relacji z najbliższymi. Na ile są szczere? Czy pozwalamy bliskim na konstruktywną krytykę? Jak często słyszymy od nich wyrazy uznania, podziwu, a przede wszystkim akceptacji?

K. wyrazy podziwu słyszy głównie w pracy, ale to za mało. Nie jest obecnie w żadnym związku, a wolny czas spędza na stawaniu się lepszą wersją siebie. Ale tylko w Internecie. W domowym zaciszu, bez makijażu jest zwyczajną Kaśką.


*  charaktery.eu

**Psychology Today


Lifestyle Uroda

Dieta bez tłuszczu wcale nie jest taka zdrowa, jak ci się wydaje

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
1 lutego 2016
Fot. iStock / Casarsa

Jesteś na diecie, lub planujesz na nią przejść? Jeśli tak, to od razu pozbądź się myśli, że należy całkowicie pozbyć się z jadłospisu tłuszczu. Jego brak szkodzi bardziej, w przeciwieństwie do umiarkowanego spożycia.

Choć nadmiar tłuszczu w pożywieniu faktycznie wpływa na powstawanie chorób i otyłości, ludzki organizm potrzebuje go do prawidłowego funkcjonowania.

Każdy tłuszcz, roślinny i zwierzęcy, dostarcza skoncentrowanej energii, pokrywając aż 35% dziennego zapotrzebowania na nią, co pomaga chronić organizm przed zimnem. Oczywiście lepiej dla zdrowia zamienić tłuszcze zwierzęce, obfitujący w zły cholesterol, na zawierające cenne składniki tłuszcze roślinne. W nich znajdują się cenne dla zdrowia kwasy oleinowego, linolowego (omega-6) i linolenowego (omega-3). Tych nienasyconych kwasów tłuszczowych organizm potrzebuje do dobrej pracy serca i funkcjonowania układu krwionośnego, pracy nerek, kondycji skóry. Są niezbędne do produkcji rożnych enzymów i hormonów, wpływają na przemiany metaboliczne w organizmie.

Ponieważ sami nie jesteśmy w stanie ich wytworzyć, trzeba dostarczyć je do organizmu. Akurat w tej materii przoduje nasz swojski i do tej pory bardzo niedoceniany olej rzepakowy. Poza tym oleje roślinne, są dobrym źródłem witamin E, D3, K i A, a ich spożywanie przyczynia się do zwiększonego wchłaniania przez organizm tych rozpuszczalnych w tłuszczach witamin.

Gdzie szukać dobrych tłuszczy?

Nie tylko w oleju i oliwie, ich dobrym źródłem są również morskie ryby, orzechy. Nawet podczas diety rozsądniej jest zachować pewną ich ilość w jadłospisie, bo są wolniej trawione niż inne składniki i dają dłuższe uczucie sytości. A to z kolei nie spowoduje zbyt szybkiego uczucia głodu i podjadania między posiłkami i pomoże osiągnąć zamierzony efekt w walce o prawidłową wagę.

 


Zobacz także

Kiedy czas zwalnia tak bardzo, że zaczyna się prawie cofać. Pochyl się nad losem Ciasteczkowego

10 makijażowych trików, które sprawią, że będziesz wyglądać 10 lat młodziej

10 nie zawsze oczywistych powodów, dla których czasami warto zrezygnować z alkoholu