Lifestyle

Tosia zaginęła w Tatrach! Dzięki uporowi właścicieli odnalazła się po 25 dniach w lesie. Poznaj tę nieprawdopodobną historię miłości do psa!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
12 października 2021
 

Tosia zaginęła ponad miesiąc temu. To miał być krótki rodzinny wyjazd. Tylko ich trójka: Kasia, Jurek i adoptowana przed trzema laty suczka Tosia. Spędzili razem wspaniałe dwa dni, a kiedy Jurek poszedł wspinać się na Gerlach, Kasia wzięła Tosię i poszły razem Młynicką Doliną, trasą polecaną na spacery ze zwierzętami.

„Ruszyłyśmy skoro świt, by było jak najmniej ludzi. Jak już wracaliśmy, to czułam, że Tosia stawała się coraz bardziej zamknięta. Wiedziałam, że ma za sobą historie ucieczkowe. Dlatego właśnie trafiła do schroniska, bo poprzedni właściciele nie mieli motywacji, by nad tym pracować. Z tego powodu też wybrałam drogę dookoła jeziora, by uniknąć tłumów turystów zmierzających do wodospadu. Nagle suczka wyrwała mi się. Była na smyczy w specjalnych szelkach antyucieczkowych. Zrobiła to szybko i natychmiast zniknęła z pola widzenia. Od godziny 12.15 zaczął się mój dziki taniec po okolicach Strbskiego Plesa. Pytałam wszystkich napotkanych ludzi, czy widzieli czarnego psa. Miałam straszne wyrzuty sumienia, czułam rozpacz i dramatyczną bezsilność”, opowiada Kasia.

 

Oboje z Jurkiem nie wiedzieli na początku, co robić.

W miejscowości, w której mieszkali, nie było ksero, by wydrukować ogłoszenia. W nocy wpadli na pomysł, by poprosić o pomoc w najlepszym hotelu w okolicy, który miał centrum biznesowe. „Przetłumaczyliśmy na szybko nieudolnie z błędami informację o zaginionej Tosi za pomocą „google tłumacz” i tymi sposobami mieliśmy plik kartek do rozwieszenia”, opowiada Kasia.

Fot. Instagram, materiały prywatne

Przedłużyli swój pobyt o dwa dni, które poświęcili na szukanie psa. Ale w końcu musieli wracać do domu, do Lublina.

„Wyjeżdżaliśmy, wyjąc. Bo to nawet nie był płacz. Myśmy po prostu wyli, patrząc na ten bezmiar lasu, przestrzeni i gór, wiedząc, że gdzieś tam najprawdopodobniej jest Tosia. To było jak szukanie igły w stogu siana”, opowiada Kasia.

W Lublinie zaczęła przeglądać internet i tak trafiła na „Fundację Trop”

A tam na wspaniałego Tomka, który doradził, co robić, by skutecznie szukać psa. Kasia wiedziała już, że jak najszybciej powinna wrócić na Słowację. „Niewiele myśląc, spakowałam się i wyruszyłam w tę podróż, ale już zaopatrzona w porządnie przetłumaczone, dzięki pomocy naszego syna, ogłoszenia na język słowacki”, opowiada.

Na miejscu codziennie od świtu szukała psa. Jednak nikt nie widział Tosi. „Pytałam wszędzie – w sklepach, przy straganach, nawet objechałam okoliczne miasteczka. Cały ten region był oklejony ogłoszeniami: na przystankach autobusowych przy stacjach elektryczki. Tomek poradził mi, by docierać do pracowników kuchni, na zaplecza, bo pies tam może szukać jedzenia. To niestety utrudniały mi procedury covidowe”, opowiada Kasia.

Razem z mężem zaczęli też wysyłać maile gdzie się tylko dało, do pensjonatów, do szkół, na policję, do weterynarzy, do straży miejskiej i granicznej. „W tym czasie słyszeliśmy, że to jest jakiś poroniony pomysł. Ale ja inaczej nie potrafiłam. Owszem mogłam wrócić do domu i dalej płakać. Myśmy sobie po prostu życia bez Tosi nie wyobrażali. Chcieliśmy o nią walczyć”, mówi Kasia.

Fot. Instagram, materiały prywatne

Po tygodniu wróciła do domu, ale nie poddawała się.

W drugim tygodniu postanowili puścić drugą turę maili. I jeden z nich trafił w końcu do ludzi, którzy im pomogli. Nagle zadzwonił ktoś ze straży miejskiej w Štrbie i powiedział po słowacku, że też ma psy i że zrobi wszystko, żeby im pomóc. Jedni po polsku, drudzy po słowacku, bo jak ludzie chcą, to się dogadają. Jan Gallo i jego żona Zuzanna pomogli Katarzynie i Jurkowi w sposób niezwykły. „To był niezwykły zbieg okoliczności. Pewnego dnia popsuła się kolejka elektryczna i Zuzanna jechała do pracy o godzinie 6.00 rano autobusem i nagle na poboczu w świetle latarni zobaczyła psa. Jan natychmiast przejrzał w tym miejscu monitoring straży miejskiej i wysłał nam zdjęcia. Były niewyraźne, ale ja natychmiast poznałam Tosię, po jej charakterystycznym sposobie poruszania się. Serce mi zamarło, bo widziałam, że ona niemal została potrącona przez ten autobus. Ale to był pierwszy sygnał, że pies żyje”, opowiada Kasia. Teraz już zostało pytanie: jak to zrobić, by ją złapać. W tym czasie już hulały media społecznościowe. Wiele osób wspierało Jurka i Katarzynę. Dla nich to było szczególnie istotne, bo dodawało otuchy.

„Kolejnego dnia zadzwonił do mnie Jan i powiedział, że dostał zdjęcia od znajomego, który ma w lesie rozstawione fotopułapki i że na jednej nagrał im się pies. Wiedzieliśmy, że Tosia do nikogo obcego nie podejdzie, dlatego znów pojechałam. Jan zaprowadził mnie do Joszko, który pokazał mi zdjęcia Tosi z fotopułapki, oddalonej od miejsca, w którym ją zgubiłam o 300 metrów. Okazało się, że mój pies przychodził do takiego paśnika, gdzie była woda w pniu dla zwierząt.

 

Poszliśmy razem to miejsce, w środku lasu. Rozsypałam karmę, położyłam kilka ulubionych piłek tenisowych Tosi, a do drzewa przywiązałam koszulkę męża. To wszystko były porady Tomka, który twierdził, że pies musi poczuć jak najwięcej domowych zapachów. Natychmiast też zaczęłam chodzić z uporem maniaka i nawoływałam swoją dziewczynkę”. Bałam się okropnie, ale brałam latarkę i szukałam jej po lesie sama do godziny 22.00”, opowiada.

Fot. Instagram, materiały prywatne

Tej nocy Kasia nie spała prawie wcale.

Wstała o godzinie 5.00 i znów pojechała samochodem do lasu. Zaczęło świtać. Pamiętała słowa Tomka z „Fundacji Trop”: „Nie patrz blisko, bo pies będzie z daleka ciebie obserwował i wtedy podejmie decyzję, czy wraca. Krzyknęła może dwa, może trzy razy i zobaczyła ją… siedziała w trawie. „Widziałam już, że jej ciało mówi, że już chce do mnie przyjść.

Uklękłam, łzy już płynęły mi po policzkach. Nie krzyczałam, nie okazywałam emocji, ale cały czas mówiłam do siebie pod nosem jej imię. Podbiegła, cała w wariackim tańcu. a ja zachowałam olimpijski spokój. Jedną ręką zaplotłam wokół obroży, drugą głaskałam, podawałam smaczki i ukochane frisbee. Przypięłam smycz, powoli założyłam szelki. No i zaczęłam oddychać”, mówi Kasia.

 

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Kasia i Jurek (@jerzynova)

Była godzina 6.20, kiedy wróciły spokojnie do samochodu.

To było powolne schodzenie z emocji. Co ciekawe, Tosia nie miała na sobie szelek ani smyczy, najprawdopodobniej Kasia zapięła je za luźno i to psu uratowało życie, bo mogła się z nich wyswobodzić.

Kasia mówi: „Nasza dziewczynka przeżyła 25 dni w lesie. Ogromnie pobudzona, przerażona, łkająca jak dziecko, pachnącą przygodą. Głodna, spragniona, z talią modelki, bez jakichkolwiek ran na ciele, z jednym kleszczem. Cała i zdrowa!”


Lifestyle

Łamliwe i rozdwajające się paznokcie. Jak poradzić sobie z nimi domowymi sposobami?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
12 października 2021
łamliwe paznokcie
Fot. iStock
 

Rozdwajające się i łamliwe paznokcie to zmora wielu kobiet. Często na taki stan płytki paznokci wpływa niewłaściwa ich pielęgnacja lub popełnione błędy dietetyczne. Szczęśliwie istnieje kilka domowych sposobów na łamliwe paznokcie, które widocznie wzmacniają je i ograniczają ryzyko dalszych uszkodzeń. Jak zadbać o paznokcie, by były piękne i mocne?

Łamliwe paznokcie — przyczyny problemu

Paznokcie przede wszystkim pełnią funkcję ochronną przed urazami zakończeń palców, ułatwiają także chwytanie w dłonie niewielkich przedmiotów. Paznokieć to twór zbudowany z kreatyny, który przeciętnie rośnie u dłoni ok. 3,5 milimetra na miesiąc, a u stóp ok. 1,5 milimetra. To, jak szybko rosną, zależy od kilku czynników — indywidualnych predyspozycji oraz zastosowanej pielęgnacji lub jej braku.

Wiele kobiet wzmaga się z problemem kruchych, łamliwych paznokci, często się rozdwajających. Łamliwe paznokcie mogą wynikać z różnych przyczyn. Często jest to efekt czyszczenia domu bez rękawiczek, długiego moczenia dłoni w wodzie podczas kapeli lub prania ręcznego. Kondycji paznokci szkodzą także zbyt wysokie i niskie temperatury, stosowanie zmywaczy do paznokci na bazie acetonu, zbyt częste nakładanie manicure hybrydowego i niewłaściwe zdejmowanie lakieru, a właściwie zdzieranie jego warstwy z płytki. Również stosowanie nieodpowiednich, metalowych pilniczków, a także bezlitosne piłowanie sprawia, że paznokcie stają się łamliwe, słabe, rozdwojone.

łamliwe paznokcie

Fot. iStock/Łamliwe paznokcie

Mówiąc o przyczynach nie można zapominać także o diecie. Monotonne, pozbawione wartości odżywczych jedzenia fatalnie wpływa na wygląd paznokci. Problem pojawia się w przypadku niedoboru substancji takich jak: krzem, cynk, wapń, żelazo, witamina B, witamina F, białko.

Naturalne sposoby na łamliwe paznokcie

Olejek rycynowy

Olejek rycynowy zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe omega 6, witaminy E i A, minerały i białko. Dzięki temu płytki paznokci są  mocniejsze, rzadziej się rozdwajają. Kuracja olejkiem rycynowym powinna potrwać co najmniej dwa miesiące, aby zobaczyć efekt wzmocnienia. Wystarczy raz, dwa razy dziennie wmasowywać olejek w płytki paznokci.

Oliwa z oliwek

Oliwa z oliwek zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy A, B, E i K, potas, wapń, magnez, cynk i żelazo. Kąpiel w ciepłej oliwie to doskonały sposób na łamliwe paznokcie. Wystarczy podgrzać oliwę, dodać nieco soku z cytryny i przez kilka minut moczyć z tym dłonie. Po kąpieli w skórę dłoni i paznokci należy wetrzeć regenerujący krem.

Olej z wiesiołka 

Olej z wiesiołka jest skarbnicą m.in. nienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminy E, zawiera białko oraz składniki mineralne takie jak: magnez, cynk, selen, wapń. Można dodawać go do sałatek,  można stosować zewnętrznie, wmasowując kroplę oleju z wiesiołka w płytkę paznokcia.

łamliwe paznokcie

Fot.iStock/łamliwe paznokcie

„Maczanka” z octu jabłkowego

Ocet jabłkowy to sposób naszych babć na zdrową skórę, włosy i także paznokcie. Zawiera on witaminy A, C, B i E, minerały takie jak: sód, potas, wapń, krzem, magnez, żelazo, fosfor. Można z jego udziałem przygotować wzmacniającą kurację na łamliwe paznokcie. Należy zmieszać taką samą ilość octu oraz wody, po czym moczyć w miksturze paznokcie. Poza wzmocnieniem płytki ocet jabłkowy pozwoli pozbyć się początków zakażenia grzybiczego na paznokciu.

Kąpiel w siemieniu lnianym 

Siemię lniane w niepozornych ziarenkach skrywa m.in.:  witaminy z grupy B, sód, potas, magnez, zdrowe kwasy tłuszczowe (omega 3, kwas linolowy, DHA i EPA). Przy pomocy specjalnej kąpieli z siemienia można zwalczyć łamliwe paznokcie. Do dwóch łyżek siemienia dodaj pół litra gorącej wody i odstaw do zaparzenia. Gdy przestygnie, zanurz paznokcie w płynie na około 20 minut. Nie tylko wzmocnisz ich płytki, ale także zregenerujesz zniszczone dłonie.

Odżywcza moc aloesu

Aloes to roślina bogata w witaminy A, C, E, kwas foliowy (B9), cholinę, B1, B2, B3, B6,  B12. Nie brakuje w niej minerałów takich jak: wapń, magnez, cynk, chrom, selen, sód, potas, żelazo, miedź, mangan. Miąższ aloesu wykazuje właściwości wspierające regenerację skóry, włosów i paznokci, działa przeciwbakteryjne i grzybobójczo. Wystarczy wnętrzem rozciętego liścia aloesu pocierać płytkę paznokcia oraz skórki wokół niego.

Herbatka z pokrzywy i skrzypu

Pokrzywa to skarbnica witaminy C, K, E oraz B1, B2, B3, B5. Znajdziemy w niej minerały, takie jak: żelazo, magnez, krzem, mangan, miedź, cynk, selen, i inne. Z kolei skrzyp polny to świetne źródło wartościowej krzemionki, która ma ogromny wpływ na zdrowy wygląd paznokci, włosów i skóry. Poza tym zawiera m.in.: witaminę C, żelazo, potas, kobalt, fosfor, wapń. Znajdziemy tu także flawonoidy oraz kwasy organiczne, sole mineralne i saponiny.

Fot. iStock

Dieta na łamliwe paznokcie

Inną, nie mniej ważną rolę niż pielęgnacja, odkrywa dieta. Paznokcie, podobnie jak skórę i włosy, można wzmacniać od wewnątrz dietą. Najważniejsze dla łamliwych paznokci składniki to m.in.:

  • białko — jajka, mleko, ser;
  • wapń — mleko, sery, żółtko;
  • żelazo natka pietruszki, zielone liściaste warzywa, kasza gryczana, fasola, groch, soczewica, figi suszone;
  • krzem — świeże warzywa i owoce, skrzyp;
  • magnez — kakao, czekolada gorzka i słodka oraz migdały,
  • cynk — ostrygi, mięso, wątróbka, kraby, sery żółte, kasza gryczana, ryby, pestki dyni, nasiona słonecznika;
  • witaminy z grupy Borzechy włoskie, morskie ryby, ser pleśniowy, jaja, pestki słonecznika, grzyby, tłuste mleko czy otręby lub produkty z pełnego ziarna.

Łamliwe paznokcie — o czym jeszcze pamiętać?

Aby pożegnać łamliwe i rozdwojone paznokcie, pamiętaj o kilku mniejszych, ale równie ważnych zasadach. Do czyszczenia łazienki lub zmywania naczyń nakładaj gumowe rękawiczki. Dopóki paznokcie są łamliwe i słabe, przycinaj je krócej, by nimi nie zahaczać nigdzie. Po myciu dłoni/kąpieli zawsze smaruj dłonie i paznokcie kremem nawilżającym. Unikaj wykorzystywania paznokci do otwierania puszek i zdrapywania np. naklejek, ponieważ to może uszkodzić końcówki paznokci. Jeśli to jest możliwe, zrób sobie przerwę od hybrydy i poświęć kilka tygodni na wzmacnianie domowymi sposobami, jak i tymi (np. odżywki, suplementy) dostępnymi w aptece.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl 

Lifestyle

Miłość i krzywda. Serial „Sceny z życia małżeńskiego” obnaża prawdę o naszych związkach

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
12 października 2021
Kadr z serialu, fot. materiały prasowe HBO

Jak zareklamowałabym serial „Sceny z życia małżeńskiego?”. Zamiast szybkiej decyzji o ślubie i słuchania rodziny w tej kwestii: „Sceny z życia małżeńskiego”. Zamiast nauk przedmałżeńskich: „Sceny z życia małżeńskiego”. Zamiast szybkiej decyzji o rozwodzie: „Sceny z życia małżeńskiego”. Po rozwodzie– „Sceny z życia małżeńskiego”…

Nie wiem, czy obejrzałam kiedyś tak prawdziwy, bolesny film o wieloletnim związku i rozstaniu. Związku ludzi, którzy zaczęli ze sobą być, zanim tak naprawdę poznali siebie, dowiedzieli się kim są, czego potrzebują, jaki rodzaj relacji chcą budować. Ile jest takich małżeństw? Pobieramy się szybko niesieni wielką miłością, zauroczeniem albo przekonaniem, że „powinniśmy zakładać rodzinę”.

Większość z nas nie ma żadnych wyobrażeń, jak to ma wyglądać, ile będzie wymagać pracy, bo przecież wszystkie komedie romantyczne kończą się na „żyli długo i szczęśliwie”. A potem jesteśmy zszokowani, że rzeczy nie dzieją się same. Że druga osoba nie zapełnia naszej pustki, nie spełnia oczekiwań, nie jest taka jak sobie wyobrażaliśmy. Że nic nie jest takie, jak sobie wyobrażaliśmy.

Ktoś powie, że to film lewacki (czytałam takie opinie– jakby zdradzanie się było lewackie). Kogoś może złościć (sama kilka razy chciałam wyłączyć, bo miałam poczucie, że to najbardziej pesymistyczna wersja małżeństwa jaką można sobie wyobrazić), ktoś uzna, że to nie o nim ( i świetnie).

Jednak większość z nas odnajdzie choćby kawałek siebie w historii Miry i Jonathana (w tej roli rewelacyjni: Jessica Chastain i Oscar Isaac). I większość z nas popełnia podobne błędy.

Oszukiwanie siebie

Poznajemy ich i już w pierwszym odcinku czujemy emocjonalny niepokój. Chociaż to taka idealna para. Mają piękny dom, córeczkę, on jest pracownikiem naukowym, intelektualistą, ona zarabia na dom. Tak się umówili. Wydaje się, że wszystko gra, że to układ obojgu pasujący. Ale szybko orientujemy się, że nie, nie gra. Widzimy to w tym, jak nerwowo łapią się za ręce przy znajomych, chociaż wcale tego nie potrzebują, jak sobie dogryzają, jak bardzo koncentrują się na związku przyjaciół, którzy otwarcie przyznają się do zdrad.

Czy ludzie szczęśliwi zajmują się związkiem innych? Czy ludzie, którym pasują to, kim są analizują małżeństwa przyjaciół? Nie. Mira i Jonathan (moglibyśmy wpisać tu dowolne imiona) są krytyczni, oceniający, bo robią wszystko, żeby nie przyjrzeć się sobie. I temu w jakiej kondycji jest ich relacja.

Nie wiem dlaczego, ale gdy oglądałam „Sceny z życia małżeńskiego” przypomniało mi się kilka szczęśliwych rodzin, które znam. Ot, choćby z wakacji. Patrzymy i zazdrościmy. Jadą na urlop super samochodem, z dwójką cudownych dzieci, są piękni, młodzi …a i tak czuć między nimi podskórny konflikt. Ona nie mówi wprost: „Pls, zajmij się dziećmi, chcę odpocząć” tylko zaczyna syczeć: „Nigdy się nie zajmujesz dziećmi może chociaż na wakacjach”. A, gdy ona wyciąga pieniądze, bo chce za coś zapłacić, on szepcze jej do ucha. „Znowu wydajesz!”.

Czy wszystkie małżeństwa takie są? Oczywiście, że nie. Ale te tuż przed kryzysem, w kryzysie, a z nieumiejętnością powiedzenia prawdy– owszem.

Bezwzględność

Nie ma znaczenia, czy to kobieta, czy mężczyzna. Jest moment w związkach, które przeżywają kryzys, że jedno staje się ofiarą, drugie oprawcą. Czasem zamieniają się tymi rolami, ale zawsze ktoś zaangażowany jest bardziej, ktoś mniej. Gdy Mira oznajmia mężowi, że odchodzi, on jest w szoku. Kompletnie się tego nie spodziewał. Ona zaczyna narrację obwiniania. „Byłam przy tobie samotna, umierałam każdego dnia, czułam się nieszczęśliwa”. Każdemu, kto był w takim punkcie życia– zadrży serce. Słyszał takie rzeczy, mówił je. To aż boli, bo uświadamia, jak bardzo potrafimy nie myśleć o drugiej osobie, rodzinie, gdy chcemy ją porzucić. Gdy myślimy (czasem może mamy rację), że szczęście jest gdzieś indziej.

Do tej pory to mężczyzna był tym zostawiającym. Człowiekiem ze spakowanymi walizkami, jedną nogą w nowym życiu, który jeszcze musi „to załatwić”, powiedzieć partnerce, od której odchodzi. Opędzić się od niej, jak od niewygodnej przeszłości. Pozbyć się poczucia winy zwalając na nią– to przez ciebie odchodzę, byłaś beznadziejna, nie rób teraz scen. Przypomnijmy sobie choćby film „Co przyniesienie jutro” (reż. Hope Gap).

W „Scenach” „oprawcą” (a raczej osobą dążącą do wolności) jest kobieta. Ona nie chce już rozmawiać, chce wyjść. Decyduje się pojechać do kochanka, do nowej pracy, zostawić córkę pod opieką męża. Rozporządza czasem dziecka tak, że możemy mieć skurcz żołądka. Ja miałam, choć potem analizowałam z koleżankami, dlaczego byłam na nią taka wściekła. Bo nie potrafimy przyjąć, że kobieta też ma prawo pomyśleć o sobie? Być rodzicem dochodzącym? Bo my, kobiety, nie jesteśmy tego nauczone i dlatego tak surowo oceniamy siebie nawzajem?

Niedocenienie. Nadmierne oczekiwania

Mira się wyprowadza, robi się atrakcyjniejsza, pewniejsza siebie. Przez kolejne odcinki obserwujemy kolejne zrywanie więzów. Okazuje się to, niestety, nie takie proste. Ta wiwisekcja tego, ile łączy ludzi, ile niewidzialnych nici jest aż przerażająca. Oboje się miotają, aż człowiek ma ochotę krzyknąć do nich. „Weźcie to już utnijcie, nie róbcie scen”. Tutaj spierałam się z przyjaciółmi: oni rozstają się tak długo, bo jednak się kochają, czy może tkwią w związku– koluzji? Służyli tylko zaspokajaniu swoich potrzeb dlatego nie potrafią zerwać?

Już niby nie są razem, a ciągle są. On chodzi na terapię, uczy się żyć bez niej.

W końcu Mira zaczyna żałować rozstania. Kochanek nie okazuje się tak idealny, życie bez Jonathana również. Uderza ją to w momencie, gdy sprzedają dom, wszędzie stoją poustawiane kartony. Mira nie chce podpisać papierów rozwodowych, opowiada mężowi o porażce w pracy. Ale on już nie chce tego słuchać. Mówi: „Już tego nie czuję, nie boli mnie to”. Te historie też znamy, prawda? Ktoś nas zostawia, potem chce wrócić. Albo odwrotnie. Im ona bardziej napiera, tym on bardziej nie chce. Pierwszy raz unosi się emocjami, chociaż do tej pory był aż za spokojny, wyważony, co też mogło złościć. Bo jak można tak spokojnie znieść to, że ktoś cię zdradza?

 

fot.materiały prasowe

Nie chcę dalej spoilerować, ostatni odcinek to majstersztyk. W jakimś sensie wywraca flaki i zaczynamy szukać odpowiedzi na pytanie o swoje życie. Jak chcemy, żeby wyglądały nasze relacje? Jakie mamy oczekiwania? Jak wyobrażamy sobie miłość? Po co nam ona w ogóle jest? Dlaczego tak często uważamy, że najlepiej tam, gdzie nas nie ma? Dlaczego nie doceniamy tego, co mamy? Albo dlaczego chcemy wrócić do tego, co było nudne i znane?

Te pytania każdy będzie miał inne. I czegoś innego dowie się o sobie. Wczoraj moja przyjaciółka powiedziała, że to film o tym, że nie da się wygrać z własną naturą. Inna, że to film o iluzji. A dziś koleżanka z pracy była zirytowana, że człowiek po jednym, nieudanym związku, może zacząć ranić inne osoby, jakby już nie mógł być dobry. Jakbyśmy tylko raz mogli być oddani i wierni. Dla mnie to wciąż film o miłości i o tym, jak jej czasem nie doceniamy.

Naprawdę warto obejrzeć – nie tylko wtedy, gdy macie małżeński kryzys, czy jesteście w wieloletnim związku.

 


Zobacz także

„Kocham tę kobietę i jej krągłości. Nie ma nic bardziej seksowniejszego”. Taki mąż to skarb!

Tych facetów unikaj jak ognia! Sprawdź, po czym ich poznać

35 zastosowań sody oczyszczonej. Musisz je wypróbować!