Lifestyle

Tak, kocham twojego eks. Dla mnie jest ideałem

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
19 kwietnia 2021
Tak, kocham twojego eks
Fot. iStock
 

I nie wiem, o co jesteś zła. Przecież go nie znosiłaś

Podobno nie byliście szczęśliwi. Kłóciliście się. Mówiłaś, że nie możesz z nim wytrzymać. Jest nieudacznikiem życiowym, za mało zarabia, jest beznadziejnym ojcem.

Nie, nie wiem o tym od niego. On raczej milczy.

Wiem to od ludzi. Mamy wspólnych przyjaciół i znajomych.

Wakacje trzy lata temu

Chodziłaś za nim i docinałaś: „Ile ty jesz?!” „Niedługo będą cię taczkami wozić”, „Będziesz gruby i umrzesz na zawał, to egoizm. Chyba nie sądzisz, że będę zajmowała się dziećmi sama”.

Widzisz, też widzę, że ciut za dużo je. Ale nie zwracam mu uwagi. Trochę zdrowiej gotuje, ale na tym kończą się moje wpływy. Akceptuję.

Kolacja u Rembińskich (nazwisko zmieniłam)

Publicznie chwaliłaś Rembińskiego, że otworzył firmę. Nie widziałaś, że twój partner gaśnie. Chyba nie widziałaś, bo przecież inaczej nie rzuciłabyś: „No mój to, niestety melepeta, siedzi w tej korporacji i nic nie potrafi sam zrobić”.

Widzisz, ja tak na to nie patrzę, nie każdy musi być Stevem Jobsem. Podziwiam go, bo jest świetnym fachowcem, mistrzem drugiego planu i gdyby nie on, jego szef nie miałby takich sukcesów.

Lato dwa temu (w Dębkach)

Krzyczałaś na niego w nocy, tak, że wszyscy w domku słyszeli. Jest beznadziejnym ojcem, bo nie ogarnia, że dziecku trzeba było założyć szalik.

Widzisz, rzeczywiście zapomina o szaliku i kupuje dzieciom fast foody, ale kiedy widzę, jak opiekuje się waszymi dziećmi. Podziwiam. Potrafi grać z nimi godzinami w planszówki, odrabiać lekcje i budować zamki na piasku.

Może wcześniej tego nie robił, ale jak został sam i odpuściłaś kontrolę – potrafi wziąć za nich odpowiedzialność.

Weekend z Filasami nad Pilicą (nazwisko też zmieniłam)

Po dużej ilości wódki, gdy rozmowa zeszła na seks, śmiałaś się, że on ma problemy ze wzwodem. I że woli „gołe dupy w necie oglądać”. Oprócz was było tam jeszcze kilka osób. Rano było ci głupio, podobno przepraszałaś, ale kwas pozostał.

I zwierzałaś się koleżankom, że jest słaby w łóżku, nie czujesz chemii i bardzo ci się podoba X. z pracy.

Pewnie, nie powinny były mi o tym mówić, ale powiedziały.

On to potwierdził, nie chciałaś seksu. Wprost mu mówiłaś, że tego nie czujesz, że się brzydzisz.

Widzisz, ja mam z nim super seks. I jest chemia.

Krzyczałaś też, że jest głupio, bo nie potrafi się domyślić, czego potrzebujesz.

Widzisz, ja nie każę mu się domyślać – mówię wprost, ale też nie oczekuję, że moja potrzeba będzie zrealizowana. Wiem, że bywa zmęczony, zirytowany i czasem mu się nie chce.

Powiesz mi: „Jasne, bo ty jesteś idealna”.

Nieeeeeee. Też byłam żoną, też przez to przeszłam.

Dziś mój eks jest szczęśliwy z inną kobietą, a ja staram się nie popełniać podobnych błędów.

On mówi, że też się stara przy tej drugiej.

Może po prostu łatwiej nam w drugich związkach?

Podobno mówisz, że mi współczujesz, bo jeszcze zobaczę.

A nie przyszło ci do głowy, że bardziej do siebie pasujemy?

Nie przeszkadza mi, że nie jest sportowcem, bo sama nim nie jestem

Nie potrzebuje, żeby wciąż się rozwijał, bo też lubię odpoczywać. I ciągły rozwój nie jest moim priorytetem.

Nie musi wciąż mnie zaskakiwać, nie lubię niespodzianek.

Nie oczekuje, że będzie więcej zarabiał, bo nie mam za dużych potrzeb, a na te niewielkie zarabiam sama.

Jestem tak samo beznadziejna, jak on? Być może. Ale on jest ze mną szczęśliwy.

Czy dlatego tak mnie nienawidzisz?

P.S. Bardzo polecam Ci film „Ani słowa więcej” (Enough Said, reż. Nicole Holofcener)

 


Lifestyle

A gdyby tak zniknąć? Zostawić kartkę: wyjechałam szukać siebie, obiadu nie zostawiłam

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
4 maja 2021
 

To byłaby bardzo kulturalna kartka. Zostawiona na stole. Zamiast śniadania, czy porannej kawy. Kochani, pojechałam pozałatwiać najważniejsze sprawy. Nie, tym razem to nic związanego z wami.


Ależ by było zdziwienie, co? Co ta matka ma niezwiązanego z pracą i domem? Ale jak to, tak bez ostrzeżenia? Wyłączyć telefon, jak to ma czasem w zwyczaju nastolatek, czy nastolatka do których próbujesz się bez końca dodzwonić, bo przecież mieli być przed chwilą. Przed chwilą, trzy godzin temu. Teraz oni nie mogliby się dodzwonić do ciebie. No bardzo mi przykro, stwierdziłabyś później, padł telefon, wjechałam do tunelu, o dzwoniliście? Nie widziałam. Ale pech!  W ciągu tego jednego dnia nie musiałabyś być:

Spoiwem łączącym rodzinę

Terapeutką z radarem w ręku. Kto ma jaki humor, kto ma ważny dzień. Kto lubi jajecznicę, kto jej nie lubi, bo od wczoraj nie je nabiału. Starszy kłóci się z młodszą, trzeba ich oddzielić, rozbawić. Najmłodszy płacze, bo ojciec czegoś mu zabronił.  Wychwytujesz te nastroje bliskich, próbujesz dać każdemu troskę i uwagę. A i tak od najstarszego słyszysz, że wolisz jego siostrę, od siostry słyszysz, że nic i tak nie rozumiesz. Najmłodszy zaraz będzie płakał z innego powodu, a ojciec rodziny już nie może wytrzymać i kto wymyślił te cholerne zdalne.

Organizatorem wolnego czasu

Tak, naprawdę się starasz. Niech będzie, jak na Instagramie, w dobrej, szczęśliwej rodzinie. To może zagramy w Monopol? W Monopol nie? To może rowery? Jedni się cieszą, drudzy jęczą: „Nieee, pada”. Dobrze, to rodzinny serial. O serial, świetny pomysł. Pytanie który. Pół godziny walki przed Netflixem, ktoś w końcu wkurzony rzuca: „Dobra, ja już nie chcę”. Za chwilę nikt już nie chce, tworzą się podgrupy, a raczej samotne satelity, każdy po swojemu.

Szefową ekipy sprzątającej

Niby każdy pomaga. Właśnie pomaga. Co to za słowo, tak jakbyś tylko ty tu mieszkała, reszta pojawia się i znika, może ewentualnie pomóc. Zwykle z łaski. I od rana rozdzielasz zadania, przypominasz, wyjdź z psami, idź po chleb, dziś twoja kolej na śmieci i zmywanie. Hmm, i jakoś nie pamiętasz, żebyś brała oddzielną pensję za bycie ochmistrzynią. I halo, też pracujesz zdalnie.

Workiem treningowym

„Jezu, mamo, nie ma jogurtu? Dlaczego tata nie kupił”. „Nienawidzę tej matematyczki!” „Dlaczego Anka nie zadzwoniła, ona mnie nie lubi”. „Nie chce mi się do szkoły, nienawidzę tego życia”. Tak biegasz z chusteczką na łzy, ramieniem do przytulenia, ciepłym słowem. I nagle się łapiesz, że jakoś ty nie narzekasz, a inni? No cóż, inni zawsze mogą się wyżalić. Mogą też nakrzyczeć, jeśli nie potrafią wyrazić emocji. W końcu piętnastolatek ma prawo czuć się zagubiony i wywalić złość na matkę. Łagodzisz, tłumaczysz, w najlepszym razie słyszysz: „Aha” , w najgorszym już przemilczę.

Intruzem na cudzej przestrzeni

Nie no, zupełnie nie wiesz, jak to się stało, ale w tym mieszkaniu nie ma miejsca dla ciebie. Duży pokój zajął życiowy partner, sypialnię jedno dziecko, pokój niby dziecięcy najmłodszy, kolejny pokój córka. Łazienkę też zajęła córka. „Nie wchodź tam, zaraz będę potrzebować” słyszysz. I tak podróżujesz z tym laptopem między pomieszczeniami i masz wrażenie, że zaraz pójdziesz pracować do samochodu. Zresztą i tak to czasem robisz.

No i pomyśl, czy ucieczka nie byłaby kusząca? Owszem, domownicy mogliby się pozabijać. Obrazić. Poczuć nieszczęśliwi, głodni, niezaspokojeni, wkurzeni. Gdzie ty właściwie jesteś? Co na obiad, gdzie kredki, toner do drukarki, jak zrobić zadania z angielskiego i napisać wypracowanie z polskiego, jak zafarbować włosy, jak zadzwonić do fryzjera, o której to szczepienie i w której przychodni. Czy dziś naprawdę nie może być ziemniaków, dlaczego taka zupa, za słona, za ostra, dlaczego trzeba jeść tyle warzyw. I dlaczego masz takie, a nie inne poglądy polityczne, ty się nie znasz na polityce, mamo.

Tak, pozwoliłaś sobie wejść na głowę. W tym kieracie sama o tym zapominasz. Ale jak zostawisz kartkę i wyjdziesz, będziesz miała trochę czasu na zrozumienie. A oni? Oni przecież też wciąż szukają siebie, wymagają, budują swoją tożsamość, testują, znikają, stawiają na swoim. Powiesz im po powrocie, że raz zrobiłaś to samo i chętnie powtórzysz.


Lifestyle

Błagam, nigdy nie mówcie tego mężatkom!

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
6 kwietnia 2021
Czy w sercowych sprawach powinnyśmy polegać na radach przyjaciółek?
Fot. iStock/martin-dm

 

Błagam, tego nigdy nie mówcie mężatkom 😉 Tak! I to jest prośba do singielek, rozwódek, naszych koleżanek i przyjaciółek. Tak jak my, mężatki nie powinnyśmy mówić pewnych rzeczy (ostatnio super napisała o tym Świeża Rozwódka), tak mam apel do was.

I tego (w większości) naprawdę nie chcemy słyszeć.

„Ja bym z nim nie wytrzymała, bo…”

To jedna z moich ulubionych fraz. Po czym następuje cała litania. Bo za mało okazuje ci uczucia, za bardzo ci okazuje, przecież to osaczanie. Bo jest pracoholikiem, ewentualnie leniem, ojcem zbyt skoncentrowanym na dziecku, za mało skoncentrowanym, jest zimną rybą, ma zbyt wybuchowy temperament. Mogłabym encyklopedie napisać z tych wszystkich „bo”. Najbardziej zabawne, że „bo” jest dla każdej koleżanki inne, często zupełnie sprzeczne.Przykład z mojego życia, na wakacjach koleżanka orzekła, że mój mąż za bardzo koncentruje się na dziecku (bawił się z nim kilka godzin na plaży), a niedługo później inna, że kurczę słabe, bo sam wyszedł na rower, a synowi tego nie zaproponował.

„Wiesz, po tym, co mi powiedziałaś, wywaliłabym go na zbity pysk”

Okej, możemy dyskutować, czy to lojalne, że czasem obgadujemy przed wami własnych mężów. Ale my też potrzebujemy się wygadać, potrzebujemy wsparcia, bo wydaje nam się, że przeżywamy armagedon. Nie da się przeżyć z kimś kilku, kilkunastu lat bez kryzysów (z góry przepraszam tych, co mają małżeństwa idealne). Więc jeśli jednego dnia opowiadamy dramatyczną scenę kłótni, a potem przechodzimy na tym do porządku dziennego, bo się pogodziłyśmy z małżonkiem, to nie wzdychaj zdziwiona.

Bo ja, na przykład, nie wzdycham, jak kolejny raz zaczynasz z tym samym facetem albo tęsknisz za żonatym. Ewentualnie trzeci miesiąc czekasz na telefon od takiego jednego. I czekasz.
Ocieram łzy i mówię: „Jestem”. My też po prostu potrzebujemy słowa: „jestem”.

I ty mu pozwalasz oglądać pornografię? No nie wiem…

To tylko przykład z tego słynnego „pozwalasz”, pozwalasz oglądać nagie dziewczyny, grać z kumplami do nocy, upijać się, zgadzać się na samodzielne wyjazdy, zbyt długie przebywanie na działce, rozmowy z koleżankami…. Zawsze mnie to dziwi. Jak jedna dorosła osoba może pozwalać na coś drugiej. To nie jest relacja rodzic dziecko, każdy jest wolny, a bycie razem jest wyborem. Dlaczego mam mu nie pozwalać na rozmowy z koleżankami? I jak niby miałabym to zrobić, przywiązać do kaloryfera? Zabrać telefon? Dlaczego, jak nam facet robi takie rzeczy, to nazywamy go obsesyjnym, zaborczym manipulantem itd? Każdego obowiązuje inna definicja partnerstwa. Gdyby mój mąż mnie ograniczał, już nie byłby moim mężem albo leczyłabym się na terapii długoterminowej.  A pornografię to sama lubię obejrzeć.

Jakoś czuję, że wy się rozwiedziecie

Dziękuję, my tego nie czujemy, a nawet jeśli masz rację, to po co takie słowa? Same musimy do tego dojrzeć… Jednak często nie macie racji. Ponad dziesięć lat temu koleżanka przeżywająca intensywny, świeży związek powiedziała mi, ot tak, przy kawie, że jej zdaniem rozwiodę się z mężem.
Świetnie, nadal jesteśmy razem i nie z przymusu. Wciąż tego chcemy. A ona już dawno nie jest z tym cudownym, gorącym kochankiem, bo okazał się dupkiem. Nie, nie jestem złośliwa. Po prostu nigdy nie wiemy, co się stanie z inną parą. Ile znam cudownych małżeństw, których już nie ma. A pary, które oceniałam na „nierokujące”, są razem do dziś.

Uważaj, jak taka będziesz, któraś ci go zabierze

Niestety, wciąż same siebie dobijamy. To nie musi być komunikat wprost, częściej przypomina pasywną agresję: „Naprawdę to on robi porządek w lodówce?” „Częściej sprząta?”. Potem następuje westchnięcie. Po którym muszę się domyślić, że postępuję źle.
Dotyczy też innych rzeczy, za mało się staram, za bardzo się staram, jestem zbyt nadskakująca, za mało, schudłam za bardzo, za mało przytyłam. Poza tym, czy mężczyzna to paczka? Rzecz, którą można ukraść? Najwyżej sam pójdzie. I wtedy będziemy rozwódkami.

Nie narzekaj, masz męża

To stanowczo mój faworyt. Skoro mam stałego partnera, nigdy nie powinnam marudzić. W końcu nieważne, że nie mam pracy, że słabo dogaduję się z szefową, że mam czasem dość macierzyństwa. Mam lepiej, bo mogę się tym dzielić z kimś. Mogę, ale czy jest jakieś magiczne prawo, które mówi, że tego dnia, gdy wychodzimy za mąż, przestajemy mieć prawa do samotności, gorszego samopoczucia, frustracji? Że już nie możemy marzyć o karierze, zarabianiu pieniędzy?

„Ja nie znam dobrych małżeństw.…”'

Dziękuję, zrozumiałam, co chciałaś mi powiedzieć. Ale naprawdę musiałaś? Po co? To tak jakby mężatka mówiła: „nie znam szczęśliwych singielek”. Jeśli tak mówi, to słabo.

Bardzo proszę, myślmy, co do siebie mówimy.

PS. Sprawa nie dotyczy małżeństw, gdzie jest przemoc. Wtedy na pewno potrzebujemy pomocy. Ale też nie porad i pasywno–agresywnych reakcji.