Lifestyle

Sztuka odpuszczania… Przestań mysleć, że to twoja porażka

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
3 sierpnia 2016
fot. iStock/RossHelen
 

Ile razy słyszałaś, że powinnaś odpuścić i iść dalej, a ty pomimo wszystko stwierdzałaś, że nie możesz tak zrobić, bo przecież oznaczałoby to porażkę? Pięć, dziesięć? Bo ja usłyszałam to o raz za dużo. I właśnie wtedy nauczyłam się, że odpuszczanie to nie to samo co poddanie się. Bo gdy po prostu odpuszczasz, stajesz się spokojny, a poddają się wzmaga w tobie irytacja. To ogromna sztuka, której trzeba się nauczyć i pozwolić sobie na spokojniejsze życie.

Dać sobie święty spokój

Zaprzestanie walki o coś, co nie ma prawa się udać ma więcej wspólnego z umiejętnością słuchania siebie i własnej intuicji niż z oznaką słabości. Znacie teorię o „perfect timing”? Powtarza się ją w co trzeciej komedii romantycznej i co drugim serialu; „perfect timing” to idealne wyczucie czasu w kwestii spotkania dwóch osób, zdarzenia czy myśli. Jeżeli coś się nie udaje, być może nie jest to jeszcze ten idealny moment, a to czego tak strasznie chcesz zupełnie nie jest ci potrzebne, wręcz przeciwnie – może ci zaszkodzić. Kiedy warto powiedzieć sobie dość i iść dalej? Gdy wściekamy się, że coś się nie udaje, albo ktoś nie robi tego, co według nas powinien; gdy chcemy czegoś tak bardzo, że przestajemy widzieć wszystko dookoła, nie zauważamy zmian jakie zachodzą w świecie, nie słuchamy siebie i swoich odczuć. A kiedy już pójdziemy swoją drogą, zaczną dziać się niesamowite rzeczy.

Przyjaźń na nowo

Kiedy powrócisz na łono życia bez starania się o niemożliwe, będziesz miała więcej czasu nie tylko na swoje pasje. Zrozumiesz, jak bardzo potrzebujesz wokół przyjaciół, których mogłaś odrzucać ze względu na ich szczerość, kiedy mówili „odpuść”, a ty uważałaś, że każą ci się poddać lub w ciebie nie wierzą. Tak naprawdę martwili się o ciebie. Przyjaźń to jeden z najważniejszych aspektów życia. Zapewne teraz zauważysz to z zupełnie innej perspektywy, więc pora nadrobić zaległości! Co najlepsze, wcale nie będzie to takie trudne. Zdziwisz się, ile wolnego czasu znajdzie się w twoim kalendarzu, ale przede wszystkim ile chęci i radości będziesz czerpać ze spotkań z życzliwymi ludźmi. Oni naprawdę docenią, że widzisz swoje błędy.

Nowa ty

Co roku robiłaś postanowienia, że tym razem popracujesz nad sobą, zmienisz się, będziesz bardziej przyjazna dla ludzi, ale przede wszystkim dla siebie. Żyjąc w niezdrowej sytuacji, takiej jak na przykład toksyczne miejsce pracy czy związek, zmieniasz się nie do poznania. Wcale nie na lepsze. Toksyczne relacje mają to do siebie, że wyciągają z nas wszystko co najgorsze, a przy okazji mocno ograniczają nasze marzenia, pragnienia i zdrowy rozsądek. Czasem obok zdrowego rozsądku pojawia się jeszcze siła, której brakuje by uciec. Jednak kiedy już do tego dojdzie, na nowo odkryjesz siebie, swoją osobowość i siłę. Ponoć co nas nie zabije, to nas wzmocni. W przypadku odpuszczania życie będzie po prostu bardziej autentyczne.

Przyszłość i inne przyjemności

Odpuszczenie to takie wielkie wrota, przez które może przejść każdy, ale nie każdy ma na to odwagę. Boimy się przecież co będzie dalej, a powtarzanie znanych schematów jest bezpieczniejsze, choć bardziej raniące. Kiedy w końcu przestaniesz powstrzymywać siebie samą przed szczęściem, zaczniesz myśleć o przyszłości w kolorowych barwach. To będzie moment, w którym najważniejsza zaczniesz być ty sama, a nie wszyscy dookoła. Dziś może nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak cudowne rzeczy czekają na ciebie tuż za rogiem, ale gwarantuję – dowiesz się tego tak szybko, jak tylko odpuścisz rzeczy, które nie mają prawa się udać.

Wszystko minie

Pewnego dnia poczujesz, że wszystko co się wydarzyło, sprawiło, że jesteś jeszcze silniejszą i jeszcze piękniejszą kobietą. Możesz przenosić góry, zmieniać świat, ale przede wszystkim – walczyć o siebie. Dziś pewnie brzmi to nierealnie, bo jak ktoś zraniony może wierzyć w cuda i dobro? Odpuszczanie to proces oczyszczania emocjonalnego. Szczególnie, jeśli związek, praca czy przyjaźń były częścią twojego „ja”. Warto uwiadomić sobie, że umiejętność powiedzenia „stop, ja wysiadam”, jest jedną z najważniejszych do opanowania. Kiedy już raz będziesz potrafiła zidentyfikować niezbyt zdrowe elementy swojego życia, będziesz się ich sukcesywnie pozbywać.


Lifestyle

Pielęgnacja skóry niemowlęcia pod pieluszką latem, to prawdziwe wyzwanie. Zapobiegaj odparzeniom delikatnego ciała

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
3 sierpnia 2016
pieluchy wielorazowe
Fot. Materiały prasowe
 

Lato to wspaniały czas niosący długie, gorące dni i dobrobyt promieni słonecznych. Dorośli chętnie korzystają z uroku ciepłych miesięcy, chroniąc jednak przed słońcem własne pociechy. Im dziecko starsze, tym łatwiej jest dobrać ochronę idealną dla jego potrzeb. Inaczej sprawa ma się w niemowlętami.

Delikatna i wrażliwa na wiele czynników skóra maleńkich dzieci, wymaga specjalnej uwagi, szczególnie podczas upałów. Wysokie temperatury, pełne pieluszki a czasem i wpływ alergii dziecka może przynieść przykre skutki dla zdrowia i samopoczucia malucha.

Odparzona skóra pupy może mieć bolesne skutki

Niestety odparzenia są przypadłością bolesną dla maluchów. Najczęściej pojawia się zaczerwienienie, które niedostatecznie pielęgnowanie może skutkować pojawieniem się infekcji czy zapaleniem skóry. U dzieci o bardzo wrażliwej skórze, długi kontakt skóry z moczem, kałem lub potem, dokuczliwa biegunka lub alergia, brak cyrkulacji powietrza i wysokie temperatury mogą wywołać pieluszkowe zapalenie skóry. Skóra malca jest prawie dwa razy delikatniejsza od skóry dorosłego człowieka, więc szybciej pojawiają się na niej odczyny zapalne, a wraz z nimi dyskomfort i ból.

Zamiast walczyć z podrażnieniami i odparzeniami, przeciwdziałaj im

To prawda, że współczesne mamy mają do dyspozycji wiele różnych środków łagodzących podrażnienia na skórze pod pieluszką. Zamiast jednak likwidować problemy, mądrzej i taniej jest im przeciwdziałać. Jest wiele prostych sposobów, które określają, jak utrzymać skórę malca w dobrej kondycji, nawet podczas wysokich temperatur.

  • Nie czekaj, aż pieluszka napęcznieje. Zmieniaj zarówno te jednorazowe, jak i wielorazowe regularnie, aby skóra malucha miała jak najmniejszą styczność z substancjami wywołującymi podrażnienia.
  • Korzystaj z nawilżanych chusteczek podczas każdej zmiany pieluszki. Jeśli malec ma bardzo wrażliwą skórę, zamiast chusteczek korzystaj z przemywania mydłem dla niemowląt i wodą. Jednak tradycyjne mycie lepiej oczyszcza skórę. Po umyciu dokładnie wytrzyj skórę, ale nie zakładaj od razu pieluszki, dając pooddychać porom.
  • Stosuj kremy ochronne. Ale nie nakładaj grubej warstwy, która zamiast ochronić, zatka skórę. Jeśli malec zmaga się z mocnym zaczerwienieniem, wypróbuj bezpieczny i skuteczny środek naszych matek i babć — posyp podrażnione miejsce mąką ziemniaczaną, która doskonale radzi sobie z łagodzeniem problemów.
  • Nie zapinaj pieluszki zbyt ciasno, aby powietrze miało dostęp do skóry. Nie przegrzewaj malca w ciepłe dni, spocona skóra szybciej się odparza.

Zmień zwykłe pieluchy jednorazowe na ekologiczne, wielorazowe

Na pewno słyszałaś o pieluchach wielorazowych. Zwane są one również ekologicznymi, ze względu na fakt ich długiego użytkowania. Rzeczywiście, wielorazówki są zdrową i kolorową alternatywą wobec tradycyjnych pieluch czy powszechnych jednorazówek z kilku powodów.

Przede wszystkim produkuje się je bez zbędnej ilości chemii, tak jak w przypadku zwykłych jednorazówek. Są stworzone z naturalnych materiałów, które nie tylko chłoną wilgoć, ale łagodnie obchodzą się ze skórą niemowlaka. Wkłady i otulacze z mikrofibry lub z włókien bambusowych czy węglowych, doskonale radzą sobie z umożliwianiem skórze cyrkulacji powietrza, dzięki czemu sprzyjają zdrowej skórze. zdecydowanie łatwiej jest zapobiegać powstawaniu odparzeń podczas pieluchowania naturalnymi włóknami niż sztucznymi. Pieluchy wielorazowe są również bardziej ekonomiczne niż jednorazówki, ponieważ gdy rodzice zakupią za jednym zamachem cały zestaw otulaczy czy kieszonek i wkładów do nich, to będzie jedyny wydatek kilkuset złotych. Dzieci mogą w nich śmiało biegać nawet do czasu odpieluchowania. To jest możliwe dzięki mądremu systemowi regulacji wielkości i szerokości pieluchy, opartemu na rzędzie zatrzasków lub rzepów. Wielorazówki wystarczy wyprać i wysuszyć — a schną naprawdę szybko — aby cały czas mieć pod ręką potrzebny zapas pieluch. To dobre rozwiązanie – łagodne dla skóry, nie produkujące zużytych śmieci, oszczędnych dla portfela i cieszących oko. Bo trzeba koniecznie wspomnieć, że wielorazówki mają niesamowite wzory i kolory, więc w gorące dni bez problemu można założyć maluchowi taką kolorową, miękką pieluszkę i lekką koszulkę.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

 

Mommy Mouse otulą skórę twojego dziecka

O pieluchach wielorazowych zostało już powiedziane i napisane bardzo wiele. Nic dziwnego, że zyskują one coraz większą popularność, skoro rodzice cenią je za pozytywny wpływ na skórę malucha. Przyszedł czas na przedstawienie pieluch Mommy Mouse, które mają najlepsze cechy pieluch wielorazowych.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pieluszki Mommy Mouse są wodoodporne ale paroprzepuszczalne jak w wysokiej klasy ubraniach sportowych. Wyprodukowano je z polskich i włoskich materiałów, które posiadają certyfikat Oeko – Tex Standard 100 oraz Bluesign Certificate. Nie znajdziecie tu chemicznych absorbentów (poliakrylan), które w połączeniu z moczem tworzą nieprzepuszczalną barierę dla skóry, wpływających na powstanie odparzeń u niemowląt. Latem szczególnie dobrze sprawdzą się wkłady termo, szybkoschnące z mikrofibry zamkniętej w materiale termoregulacyjnym, dające dziecku umiarkowany komfort suchej pupy. Pieluszki wielorazowe zapewniają ochronę przed zamoczeniem ubranek równie skutecznie jak pieluszki jednorazowe, ale nie można ich trzymać na pupie 5-6 godzin bez zmiany. To naturalne materiały, które należy zmieniać co 2,5 – 3 godziny, z korzyścią dla skóry dziecka.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Więcej informacji dotyczących sposobu użytkowania i prania pieluszek, oraz możliwość zakupu pieluszek, wkładów oraz akcesoriów przydatnych podczas pieluchowania, znajduje się na stronie mommymouse.pl


Wpis powstał we współpracy z firmą Mommy Mouse 

 


Lifestyle

„I nie płacz już, bo tym razem jeszcze wrócę. Obiecuję…”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
3 sierpnia 2016
Fot. iStock/tatyana_tomsickova

Kochany Synu.

Dwa tygodnie, po twoim urodzeniu, siedziałam w pokoju. Obok twojego, pustego łóżeczka. Przyciskałam do serca małe ubranka, tak bardzo aż bolało. I usiłowałam zrozumieć, dlaczego. Dlaczego moje koleżanki woziły w wózkach swoje pociechy. Uśmiechały się i przechwalały, spotykały i cieszyły. Paplały beztrosko, o kaszkach i zabawkach i zasypiały wieczorami wdychając zapach swoich dzieci. W swoich domach.  A twoje kruche, wątłe ciało, podłączone do miliona rurek walczyło. O każdy oddech, o każdą minutę. W szarych ścianach szpitala. A ja nawet nie mogłam, ogrzać cię  w swych ramionach.

I  lekarz, który  opowiadał o potworze…

…który w tobie zamieszkał. Diagnoza, wystrzelona prosto w moje serce, jak wyrok.  I zabranie jakiejkolwiek nadziei słowami, że to choroba na zawsze. Że ani on ani nikt inny, nie powiem nam, ile mamy czasu. Że możemy walczyć, że powinniśmy. Że będziemy wygrywać bitwy, ale przegramy ostateczną wojnę. Mój bunt i twoja determinacja. Z uporem, wręcz na siłę otwierałeś oczy. Jakbyś krzyczał, że chcesz tu zostać. Zaciskałeś małe piąstki i całym sobą łapałeś powietrze. Jak ryba, gwałtownie wyciągnięta z wody. Moje serce rozpadało się wtedy na drobne, ostre kawałki. A ból bezsilności odbierał zmysły.

I ten pierwszy raz, gdy odchodziłeś…

Gdy pielęgniarka wyszła z sali i zapytała, czy byłeś ochrzczony. Czy sobie tego życzę, bo twój stan jest krytyczny. Jak nie chciałam się z tobą pożegnać, i krzyczałam patrząc w niebo, że nienawidzę z całych sił. Za to, że mi ciebie zabiera. Gdy resztami sił osuwałam się po ścianie i dławiłam, własnymi łzami. I ten moment, gdy wbiegam do sali i widzę, że właśnie wygrywasz swoją pierwszą w życiu bitwę. I mogę w końcu zabrać cię do domu, i nadal nie przestawać się bać. Wstawać kilka razy w nocy i nasłuchiwać, czy oddychasz. I patrzeć jak mimo to, rośniesz i miotasz się między domem, szkołą a szpitalem. I śmiejesz się, że jak prawdziwa gwiazda prowadzisz życie na walizkach.

I wszystkie kolejne twoje podróże…

…po granicach życia i śmierci, też pamiętam. Gdy nocą, błagając cię żebyś jeszcze chwile wytrzymał, wyglądałam czy karetka nadjeżdża. A twoja twarz robiła się szara, krew z wyniszczonych płuc wydostawała się z bulgotem na zewnątrz, a twoje piękne, mądre oczy pytały. Czy ci wybaczę, jeśli zabraknie sił? I czy pozwolę odejść, gdy przyjdzie ten czas? A potem mnie za to przepraszałeś, powtarzając, że to tylko przez gorączkę i zmęczenie. Że masz jeszcze tyle planów, tyle marzeń, tyle miejsc do których chcesz się udać. I, że na tę ostatnią podróż, przyjdzie jeszcze czas. I żebym się nie bała, bo przecież nie będziesz tam sam.

Chcę żebyś wiedział, że nie myślę o tym, ile jeszcze nam zostało. A o tym, ile mi dałeś i dajesz każdego dnia. Twoja dojrzała miłość, gdy zastanawiasz się przed snem, czy aby nie jesteś z kimś pokłócony, bo za nic nie chciałbyś nie zdążyć przeprosić i zniknąć zostawiając kogoś z wyrzutami sumienia. Twoja niesamowita siła, gdy podłączony pod rurki z tlenem, trzymając się ścian stawiasz krok za krokiem, spojrzeniem zapewniając mnie, że nawet, jeśli upadniesz, to podniesiesz się sam. I mądrość, jakiej można ci zazdrościsz, słysząc jak śmiejesz się z tzw. problemów i pytasz – A to, że przyszła wiosna zauważyłaś? Że to kolejna, nasza wspólna wiosna? Czy może być, coś ważniejszego?  I twój optymizm, który czasem mnie powala. Gdy o męczących wyjazdach do kliniki opowiadasz, jak o pobycie w najlepszym kurorcie. Że znowu będziesz celebrytą, któremu podają śniadanie do łóżka. Choć oboje wiemy, że przez pierwsze trzy dni pobytu nie masz nawet sił odebrać telefonu, bo wtłaczają w ciebie takie ilości leków, że tracisz kontakt z rzeczywistością. I to jak dziękujesz uśmiechem, za każdy dzień. Każdy promień słońca, każdą krople deszczu, każdy podmuch wiatru. Jak cieszy cię, mój widok. I twoje słowa, że masz dobre życie, bo nie jesteś sam.

Dziś znowu pakuję walizkę…

Ty prawie cały czas śpisz, wycieńczony kaszlem, dusznościami, krwiopluciem. Patrzę na twoją łagodną, pogodzoną z tym wszystkim twarz. Jutro z samego rana odwiozę cię, daleko od domu. Tam, gdzie życie dzięki lekarzom wraca na właściwe tory i jednocześnie odchodzi w sali obok, wywiezione w czarnym worku. Bo ktoś przegrał ostateczna wojnę z mukowiscydozą.

Budzisz się na chwilę i lekko dotykasz mojej twarzy. – A gdy spakujesz mnie ten ostatni raz, to pamiętaj, że dzięki tobie byłem szczęśliwy. Najszczęśliwszy, bo pozwoliłaś mi żyć tak, jak chciałem. Choć widziałem, jak panicznie bałaś się, gdy znikałem na koncertach. I gdy zżerała cię bezsilność. Bo cierpiałem, a ty choć bardzo chciałaś, nie mogłaś zrobić nic. I, że nawet jeśli odprowadzisz mnie na pociąg bez powrotnego biletu, to zawsze przy tobie będę, mamo. I będę też  na ciebie czekał, w małym drewnianym domku, obok którego pole pełne słoneczników, tak jak zawsze marzyłaś. Bo dałaś mi to co najcenniejsze – życie. I nawet mukowiscydoza, nie była nigdy w sanie tego pokonać. Bo  ludzie, przecież zawsze w końcu umierają. I nie płacz już, bo tym razem, jeszcze wrócę. Obiecuję…


Zobacz także

Bywa, że skarpetki na podłodze urastają do rangi konkretnego argumentu do rozwodu i to w dodatku z orzeczeniem o winie!

Bywa, że skarpetki na podłodze urastają do rangi konkretnego argumentu do rozwodu i to w dodatku z orzeczeniem o winie!

Synowie samotnych matek. Jak brak ojca wpływa na relację matka – syn

Jak się nie postarzać, czyli kilka stylizacyjnych błędów, których powinnyśmy unikać