Lifestyle

Sylwia na spotkaniach zawodowych włączała wibrator, dla Tomka oglądanie porno było jak słuchanie muzyki, Agnieszce partner seksoholik zniszczył życie. Jaka jest cena seksoholizmu?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 września 2021
fot. dannikonov/iStock
 

Podobno średnio osiemnaście razy dziennie myślimy o seksie. Oni myślą o nim dużo częściej. Okazuje się, że około pięć procent populacji cierpi na seksoholizm. To oznacza, że w Polsce mamy prawie dwa miliony seksoholików. Mijamy ich każdego dnia na ulicy. Seks zniszczył ich związki, rodziny, kariery, przyjaźnie. Seksoholicy tworzą bardzo hermetyczne środowisko, do którego trudno przeniknąć i o którym się nie mówi. Udało się to Wiktorowi Krajewskiemu, który opisał historie jedenastu osób w nowej książce „Seksoholicy”, Prószyński i Ska.


Opowieść Sylwii, uzależnionej od seksu

„Kilka, co ja mówię, kilkadziesiąt razy dochodziło do sytuacji, że zmyślałam, że mam awarię w pracy, jakąś nagłą sytuację i muszę szybko wyjść z rodzinnej imprezy, żeby podjechać do biura. Tyle że nie było żadnej podbramkowej sytuacji, po prostu mój fuck buddy napisał do mnie, że właśnie teraz ma wolną godzinę i chęć wybzykania mnie na wszelkie możliwe sposoby. Moje uzależnienie w pewnym momencie doprowadziło do tego, że kiedy wychodziłam z domu, wcześniej umieszczałam w sobie miniwibrator. Działał na Bluetooth, czyli można było nim sterować za pomocą telefonu. Siedziałam z bliskimi, z rodziną czy na zebraniu w pracy i uruchamiałam tę zabawkę niby pod pretekstem, że muszę sprawdzić maile. Gdy wibrator się włączał, czułam ulgę. Jakbym wdrapała się w męczarniach na stromą górę i nagle mogła usiąść, żeby odpoczęły mi nogi. Alkoholik pewnie porównałby to z ulgą, jakiej doświadcza, gdy budzi się rano po nocnej libacji i bierze łyk alkoholu, żeby zabić kaca”, opowiada Sylwia lat 34.

Historia Agnieszki, której seksoholizm zmarnował życie

„Wiem, że może nie powinnam wchodzić w jego skrzynkę z wiadomościami, ale to było silniejsze ode mnie, bo czułam, że tam jest coś, co on ukrywa. Nie spodziewałam się jednak, że za chwilę przeczytam to, co przeczytałam. Nie jestem w stanie powiedzieć, z iloma dziewczynami mój mąż korespondował na komunikatorze. Sto? Dwieście? Tysiąc? Lista wiadomości ociekających seksem nie miała końca. Miałam wrażenie, że on prowadzi te rozmowy od początku naszej znajomości. Weszłam w pierwszą lepszą wiadomość. Na zdjęciu nadawcy była atrakcyjna blondynka. Mogła być w wieku zbliżonym do mojego. Gdy czytałam, co mój mąż pisał do niej, oniemiałam. Obiecywał jej, że będzie traktować ją jak swoją własność. Że ich spotkanie będzie ociekać perwersjami. Do ich konwersacji dołączona była cała masa zdjęć mojego męża prężącego się przed lustrem w naszej łazience. Wiele fotografii przedstawiało jego penisa we wzwodzie. Ona też chętnie dzieliła się z nim podobnymi zdjęciami. W którymś momencie rozmowa schodziła na temat spotkania. Data, godzina, miejsce. (…) Zabolało. Bardzo”, opowiada Agnieszka, 39 lat.

Fragmenty wywiadu Wiktora Krajewskiego autora książki ” Seksoholicy” konsultujemy z doktor Agatą Loewe, psychoterapeutką, seksuolożką i założycielką Instytutu Pozytywnej Seksualności.

Zajmijmy się terminem „seksoholizm”. Co oznacza?

Ludzie szukają ujścia dla swoich lęków społecznych, cywilizacyjnej depresyjności. Sięgają po narkotyki czy inne substancje chemiczne, są pracoholikami, zakupoholikami, uprawiają hazard, obsesyjnie liczą kalorie czy przybraną na siłowni masę… Osoby, które kompulsywnie sięgają po seks, załatwiają sobie ujście niezałatwionego psychologicznego czy psychiatrycznego problemu. Wiele osób w dzisiejszych czasach ma zaburzenia lękowe lub depresyjne i próbuje je rozładować między innymi poprzez seks. (…)

Seks ma ogromną funkcję dawania ujścia napięciom i uzyskiwania szybkiej przyjemności. W dużym uproszczeniu, ale tak to właśnie wygląda.

Seksoholizm niesie ze sobą jakieś problemy?

Miałam kiedyś klienta, który uprawiał seks, z kim popadnie. Zdawał sobie sprawę, że podoba się transseksualnej dziewczynie, która świadczyła usługi seksualne za pieniądze. On podobał jej się tak bardzo, że nie chciała od niego zapłaty. Uprawiał z nią seks ze względu na jego dostępność, mimo że czuł później do siebie obrzydzenie, bo osoby trans nie były w jego kryteriach piękna i orientacji seksualnej. Pojawiał się w nim wewnętrzny zgrzyt, czy jest gejem, osobą biseksualną, a może osobą trans. Wszystko mu się pomieszało i sam nie wiedział, co się z nim dzieje. Opisywał to doświadczenie jako odczucie, jakby możliwość uprawiania seksu przejęła nad nim kontrolę, bez znaczenia, z kim i z jakimi konsekwencjami. W jednym z twoich wywiadów mamy postać kobiety, która uprawia seks z bezdomnym. Rozmawiasz też z mężczyzną, który miał podobną historię z osobą niebinarną w Tajlandii. Te przypadki pokazują, że ich chęć seksu jest tak ogromna, że nie myślą o tym, co stanie się po, jak będą się z tym czuli. Uprawiają seks, a dopiero później pojawia się poczucie winy i wstyd.

To z czego te osoby czerpią przyjemność, skoro później pojawia się w nich obrzydzenie do samych siebie?

W ich przypadku chodzi o realizację swojego popędu, a nie o dojście do orgazmu. Są przypadki osób, które masturbują się przez siedem czy dziesięć godzin i nie kończy się to orgazmem czy ejakulacją. U mężczyzn orgazm i ejakulacja zazwyczaj idą w parze, ale nie muszą. Dla tych ludzi przyjemność nie jest punktem odniesienia. Seks służy temu, żeby się wyżyć, spuścić napięcie. Masz nadzieję, że dzięki seksowi zniwelujesz stres, rozładujesz się i ci przejdzie. Okazuje się, że tak nie jest i paradoksalnie seks sprawia, że jesteś jeszcze bardziej nabuzowany.

Tak jak osoby sięgające po alkohol. Piją i trudno im powiedzieć: „koniec”. Wszystko zależy od definicji seksu i na podstawie indywidualnej normy możemy stwierdzić, co jest zdrowe
seksualnie, a co nie.

Agata, wyjaśnij mi, czemu ludziom łatwiej się przyznać do uzależnienia od alkoholu niż od seksu?

Łatwo jest wywołać wstyd w Polsce. Często widzę w swoim gabinecie klientów, których moje pytania zawstydzeni każdym seksem. To pomyśl o tym, co czują osoby, które mają podobnie, tylko jeszcze realizują fantazje, które u nich samych powodują ogromny wstyd. Od najmłodszych lat słyszymy, że musimy się szanować, że nie możemy się puszczać, że nie powinniśmy być wyjątkowo otwarci, czyli cieszyć się seksem. To jest jeden z powodów, dla których brudny seks staje się pociągający. Jest w seksuologii kategoria erotyzacji wstydu. Robisz rzeczy zakazane, żeby się lepiej poczuć. Czy tak finalnie jest? Niekoniecznie.
(…)

Seksoholik musi cały czas szukać nowych seksualnych bodźców?

Trafiają do mnie osoby z autodiagnozą seksoholizmu po innych terapiach. Sztandarowym przykładem jest mężczyzna, którego żona przyłapuje na zdradzie. Terapeuta siedzi i dziwi się, że skoro są szczęśliwym małżeństwem i jego żona jest piękna, po co on to robi. Ano właśnie robi, bo tam w środku jest poczucie pustki, które trzeba zapełnić i dostarczyć sobie wystarczającej ekscytacji.

Taki człowiek, dla którego seks to rodzaj wyżycia się, ma szansę nauczyć się czerpać przyjemność z seksu?

Tak. Wymaga to wykonania pewnego wysiłku i wiąże się z ogromną determinacją i zmianą stylu życia. Musisz przywrócić w sobie czucie i zejść z koncentracji z jednego obiektu, jakim jest penis czy łechtaczka. Akt seksualny musi przestać być aktem rozładowania. Praca z osobą, której seks wymyka się spod kontroli, jest rodzajem rehabilitacji seksualnej. Oczywiście, możemy mówić o abstynencji seksualnej. Bohater jednego z wywiadów zdecydował się na to.

Obawiam się jednak, że taka decyzja może okazać się nie do końca skuteczna, bo istnieje możliwość, że przyjdzie chwila, gdy puszczą wszelkie hamulce. I wtedy może wydarzyć się coś, czego się po sobie nie spodziewaliśmy. Warto szukać sekspozytywnych terapii, które uczą łączyć seks z bliskością i negocjowania swoich własnych pryncypiów zdrowia seksualnego.


* fragmety tekstu i wywiadu pochodzaąz książki Wiktora Krajewskiego „Seksoholicy”, Wydawnictwo Prószyński i Ska.

Agata Loewe jest terapeutką seksualną i psychoterapeutką, absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie (Psychologia Kliniczna oraz Społeczna Psychologia Stosunków Międzykulturowych) oraz Institute for Advanced Studies of Human Sexuality w San Francisco, gdzie uzyskała tytuł Doctor of Philosophy (PhD). W 2014 roku ukończyła również podyplomowe 4-letnie studia z Systemowej Terapii Rodzin w Ośrodku Szkoleń Systemowych w Krakowie.


Lifestyle

Psychologiczne fakty na temat miłości, które powinien znać każdy zakochany

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
19 września 2021
fot. Mikhail Spaskov/iStock
 

Zakochując się mamy wrażenie, że o miłości wiemy wszystko, a po kilku latach związku jesteśmy wręcz pewni, że nic nas nie zaskoczy. Czy aby na pewno? Oto 9 badań psychologicznych, które powinni znać wszyscy kochankowie.

1. Wystarczy 1/5 sekundy aby się zakochać

Naukowcy wykazali, że potrzebujemy tylko 1/5 sekundy by substancje chemiczne wywołujące euforię zaczęły działać na nasz mózg. W tak krótkim ułamku sekundy możemy się zakochać, nie potrzebujemy dni, tygodni czy miesięcy. Podczas zakochania aż 12 obszarów mózgu pracuje jednocześnie, uwalniając substancje chemiczne wywołujące euforię – np. dopaminę, oksytocynę, adrenalinę czy wazopresynę.

2. Pocałunki wzmacniają więź

Dlaczego tak bardzo lubimy się całować? Okazuje się, że pocałunki i przytulanie to coś więcej niż tylko przyjemność. Podczas pocałunku kobiety podświadomie odbierają informacje smakowe i węchowe. Aktywują się regiony wzmacniające emocje i pożądanie. Całusy wzmacniają więź w związku i sprawiają, że szybciej się zakochujemy. Wniosek nasuwa się sam – całujmy się do woli!

3. Całowanie pomaga nam wybrać

Najnowsze badania wykazały, że całowanie to nie tylko przyjemność. Buziaki pomagają w wyborze partnerów. To po części dzięki nim wiemy, z kim chcemy się związać. Całowanie jest kluczowe nie tylko na początku związku, ale przez cały czas jego trwania. Odgrywa istotną rolę w utrzymywaniu relacji. Naukowcy dowiedli również, że istnieje korelacja między ilością pocałunków a jakością związku.

4. Po 25 latach upodabniamy się

Po 25 latach wspólnego mieszkania, rysy twarzy partnerów stają się podobne. A to ciekawe! Z czego to może wynikać? Być może z podobnej diety, przebywania w tym samym środowisku czy podobnej osobowości.

5. Relacje na odległość

Badania dotyczące psychologii miłości dowodzą, że wbrew przyjętej mądrości, związki na odległość mają dużą szansę przetrwania. Ważne by partnerzy pozostający w relacjach na odległość mieli podobny poziom satysfakcji i stabilności związku.

6. 4 rzeczy, które zabijają związek

Zdaniem psychologa Johna Gottmana, który od ponad 40 lat zajmuje się analizą psychologii miłości, istnieją cztery rzeczy, które skutecznie i doszczętnie niszczą nasz związek. Co miał na myśli? Co niszczy związek, psuje go od środka i sprawia, że przestajemy dogadywać się tak jak dawniej? Krytyka, wyraz pogardy, zachowania defensywne i brak komunikacji. Czy to nie straszne i zadziwiające, że pogarda i próba hierarchizacji może zburzyć miłość, którą buduje się tyle lat?

7. Współczesne małżeństwa wymagają samorealizacji

Jeszcze kilkanaście lat temu, oczekiwaliśmy od małżeństwa bezpieczeństwa i solidarności, a obecnie…? Bardziej niż kiedykolwiek oczekujemy, że małżeństwo będzie drogą do samorealizacji. Autor badania Eli Finkel wyjaśnił: „Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chcesz, aby twoje małżeństwo pomogło ci w wyrażaniu siebie i rozwoju osobistym, ważne jest, aby zainwestować w małżeństwo wystarczającą ilość czasu i energii. Jeśli wiesz, że czas i energia nie są dostępne, warto odpowiednio dostosować swoje oczekiwania, aby zminimalizować rozczarowanie.”

8. Związek po rozwodzie

Choć najczęściej byli małżonkowie zrywają kontakt, czasami nawet walczą niczym najwięksi wrogowie, to związki po rozwodzie nie zawsze muszą się kończyć w taki sposób – zwłaszcza jeśli są dzieci. Relacja może funkcjonować na jeden z pięciu sposobów:

  • Wściekli rywale – gdzie po rozwodzie trwają nieustanne walki.
  • Ogniści wrogowie – dzieci stają się pionkami w walce, w wyniku czego cierpią najbardziej.
  •  Połamane duety – gdzie (zazwyczaj) ojciec znika.
  • Współpracujący koledzy – każdy idzie w swoją stronę, ale rozstanie przebiega w dobrych stosunkach.
  • Idealni kumple – rodzice nadal są najlepszymi przyjaciółmi.

9. Małe rzeczy mają znaczenie

Żyjemy w wysoce skomercjalizowanym świecie, w którym zdaniem niektórych ​​miłość można kupić i sprzedać. Pamiętajmy, że na pozór małe rzeczy mają ogromne znaczenie. Naukowcy w Wielkiej Brytanii dowiedli, że proste gesty i akty dobroci są najbardziej cenione. Przyniesienie partnerowi filiżanki herbaty do łóżka lub powiedzenie mu, że dobrze wygląda nago, może zdziałać o wiele więcej niż pudełko czekoladek lub bukiet kwiatów. Chociaż i to nie zaszkodzi!


Lifestyle

„Naprawdę nie mam nic przeciwko LGBT+, ale zauważyłam, że w klasie mojej córki obciachem jest być heteroseksualnym. Czy nasze dzieci zwariowały?”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 września 2021
fot. bojanstory/iStock

Ty pytasz, my znajdujemy specjalistę, który odpowie na wszystkie twoje wątpliwości. Przeczytaj list Krystyny, której córka zastanawia się, czy jest biseksualna, homoseksualna, a może panseksualna. A mama martwi się, czy ona nie robi tego pod presją grupy rówieśniczej.

Droga redakcjo,
Mam dylemat, moja szesnastoletnia córka zwierzyła mi się, że eksperymentuje ze swoją seksualnością. Zastanawia się, czy jest biseksualna, homoseksualna, a może panseksualna. Długo na ten temat rozmawiałyśmy. Córka opowiedziała mi, że ma przyjaciółkę, która jest zdeklarowaną lesbijką i że ta dziewczyna zapytała ją, czy chciałaby z nią chodzić za rękę. Córką zgodziła się. Potem zgodziła się na pocałunek. Nie sprawił jej on wielkiej przyjemności, ale też nie odrzucił. Córka opowiadała mi o tym w wielkiej tajemnicy. Chciałabym być dobrze zrozumiana, że ja naprawdę nie mam nic przeciwko LGBT+, ale zauważyłam, że w klasie mojej córki dziś obciachem po prostu jest być heteroseksualnym. Bycie panseksualną jest cool. Bycie lesbijką jest cool. Bycie niebinarną jest cool. Bycie heteroseksualną dziewczynką już nie jest cool. Przyznam, że okropnie się tym wszystkim denerwuję.

Krystyna

Co powinien zrobić rodzic, który odkryje, że córka całowała się z przyjaciółką?

– Najlepiej nic, bo to jest jej sprawa. Natomiast jeżeli młody człowiek ma potrzebę zwierzenia się, to należy go wysłuchać. Jeżeli coś nas zaniepokoi np. przemoc lub presja, to trzeba zdecydowanie interweniować. Pamiętajmy też, że relacja dziecko – rodzic to jest relacja aseksualna i nie powinniśmy sobie nadmiernie w to życie intymne wchodzić. Powiem tak: „Nie pakujmy się z butami w życie intymne dzieci”. W takiej sytuacji możemy zadać jedno pytanie: Czy wszystko jest w porządku i czy dziecko nie potrzebuje jakiegoś naszego wsparcia?” Oczywiście mówimy tu o starszych nastolatkach, czyli osobach po 15 roku życia. Kontakty seksualne młodszych dzieci powinny nas żywo interesować, bo tam istnieje ogromne ryzyko nadużyć i są one niezgodne z prawem. Dzieci dziś mówią wprost swoim rodzicom: „Jestem poliamoryczna”, „Jestem panseksualny”.

Nasza czytelniczka twierdzi, że wśród nastoletnich dzieci wielu dziś deklaruje nieheteronormatywność. To chyba jest moda?

– Nie wiem. Mam jednak taką myśl, że dziś dzieciaki chętniej przyznają się beztrosko do rzekomej nieheteronormatywności seksualnej, bo w ten sposób testują swoich rodziców. Moda modą, ale…pamiętajmy, że część z naszych dzieci (mniej więcej co dziesiąte!) naprawdę jest nieheteronormatywna. To znaczy, że ma odmienną orientację lub tożsamość płciową i warto mieć tego świadomość, by być gotowym do okazania akceptacji.

Czy taka wielość możliwości określenia swojej seksualności jest czymś, co powinno nas rodziców cieszyć?

– Dzieciaki mają dziś takie same dylematy, jakie my myśleliśmy przed laty. Tylko że oni mają więcej możliwości definiowania swojej seksualności. Mogą określać się nie tylko jako hetero, homo i biseksualne, ale też aseksualne, panseksualne, poliamoryczne… Z jednej strony to dobrze, bo to jest ulga dla osób, którym kiedyś wydawało się, że są jedynymi „odmieńcami” na całym świecie, z drugiej może robić nieco zamętu. Pamiętam, jak Robert Biedroń opowiadał, że w młodości miał takie poczucie, że jest jedyną nieheteronormatywną osobą na całej kuli ziemskiej. Więc ta wielość i różnorodność może przynosić przynosi ulgę, ale może też powodować zawieruchę.

Co przez to rozumiesz?

– Dziś po prostu łatwo się pogubić w tej autodefinicji. I to mnie trochę niepokoi, tym bardziej że w Polsce nie ma edukacji seksualnej, która mogłaby być elementem wsparcia, pomocą w definiowaniu rozumieniu seksualności.

Dlaczego młodzi ludzie mogą się w tym pogubić?

– Nastolatki zadają sobie pytanie: „Kim ja jestem?” To jest duże, ważne pytanie, bo często młody człowiek nie wie, kim jest. Na wielu płaszczyznach, nie tylko tej psychoseksualnej. Pracując z młodzieżą, która ma problem z tożsamością płciową lub orientacją psychoseksualną, widzę, że wielu z nich czuje wielką i głęboką potrzebę określenia swojej psychoseksualności. Nie zawsze mam przekonanie, że potrzebują tej wiedzy dla siebie, często chcą zadowolić dorosłych.

Od młodych bowiem oczekujemy dziś, że będą wiedzieć natychmiast, na jakie studia chcą iść, jaki zawód wykonywać i z kim sypiać. A oni tego zwyczajnie często jeszcze nie wiedzą i moim zdaniem warto tego nie pospieszać. Warto dać im czas. Amy rodzice, możemy zrobić tylko tyle: bądźmy blisko, rozmawiajmy, wspierajmy, budujmy relację, zachowujmy spokój i nie nakładajmy presji.


Aleksandra Dulas: edukatorka seksualna i terapeutka traumy na stałe współpracująca ze Stowarzyszeniem Fabryka Równości. Ukończyła studia w Centrum Studiów Podyplomowych i Szkoleń SWPS na kierunku: Seksuologia Kliniczna oraz Interwencja Kryzysowa. Autorka programu edukacji seksualnej dla młodzieży realizowanego przez Fundację SPUNK. Studiowała socjologię i etykę na Uniwersytecie Łódzkim. Terapeutka traum i uzależnień certyfikowana w Londynie przez Michelle Shapiro. Nauczycielka WOS i etyki, inicjatorka zmian w edukacji. Od 18 lat pracuje z młodzieżą.

fot. Joanna Tarnowska


Zobacz także

7 stylów nieudanego odpuszczania

7 stylów nieudanego odpuszczania. Czyli, jak tego nie robić

Zmiana jest wpisana w twoje życie. Puść, idź dalej, zasługujesz na szczerość wobec samej siebie

A co dla ciebie w życiu jest najważniejsze? Zrób jedno z dwóch zadań i przekonaj się, czy umiesz odpowiedzieć na to pytanie