Lifestyle Psychologia

„Rusz swój zgrabny tyłeczek i leć po kawę”. Trzeba mieć odwagę, by się przeciwstawić mężczyźnie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 marca 2016
Czy to już molestowanie seksualne?
Fot. iStock / danielzgombic
 

Pokłóciłam się dzisiaj z mężem. No dobra, może kłótnia to za duże słowa, ale dość ekspresyjna dyskusja. O co poszło? O moją dzisiejszą rozmowę z Tomaszem Wrzesińskim – jedną z osób, która stoi za kampanią „Moc w przemoc” skierowaną do mężczyzn, by to im pokazać, jak łatwo przekroczyć granicę molestowania seksualnego.

„Rusz swój zgrabny tyłeczek i leć po kawę” – no nie przesadzaj, że to już molestowanie seksualne – oburza się mój mąż. Więc pytam, czy chciałby, żeby ktoś w pracy mówił tak do mnie lub do jego córki (gdybyśmy ją mieli). No nie.

Idźmy dalej. „Chodź kochanie, zamknę cię na całą noc w sypialni” – żart wśród znajomych. – Przesadzasz, przecież kobiety śmieją się z takich tekstów. – Tak jak z klepania ich po tyłku? – pytam. No nie.

Przecież żarty o seksualnym podtekście to norma. Nikt nie powinien się oburzać, a poza tym one też bawią kobiety. – Czy na pewno? No nie.

– Ale jak do dziewczyny ode mnie z pracy, ktoś wyskakiwał z takim tekstami, to ona wprost mówiła, że sobie nie życzy – tłumaczy mąż dodając, że kiedy podkreśliła to kilkukrotnie, szowinistyczne odzywki kierowane w jej stronę się skończyły. Pracowała w iście męskim towarzystwie.

I chyba trafiamy do sedna.

Bo trzeba mieć odwagę, by się przeciwstawić mężczyźnie. Nawet, gdy to tylko według niego niewinny żart. – Smutne jest to, że 50% społeczeństwa, czyli kobiety, boi się drugiej połowy – mężczyzn – powiedział mi dziś Tomasz Wrzesiński i z tym zdaniem zostawił mnie na cały dzień.

Bo my kobiety, boimy się mężczyzn. Nawet ja, idąc biegać wieczorem z moim dość dużym psem, którego puszczam luzem przy parku, mocniej ściskam kolczatkę w dłoni, gdy widzę z daleka idącego mężczyznę. Dlaczego? Bo się boję. Może mniej niż kobieta, która nie wyjdzie w ogóle. Ale na mnie kiedyś też ktoś gwizdnął, krzyknął: „Nie chcesz się zabawić?”, ktoś opowiedział mało zabawny żart, z którego też się śmiałam, zamiast powiedzieć, że to nie na miejscu. To ja nieraz przeczytałam wśród komentarzy o przemocy seksualnej: po co szła nocą sama, czekała na okazję, prowokowała, powinna siedzieć w domu. Więc może ja też powinnam.

Czy to już molestowanie seksualne?

– W ramach naszego projektu rozmawiamy z seksuologami – kobietami i mężczyznami, i nadal powtarzany  jest stereotyp: kobieta jest seksualnie bierna, to mężczyzna jest aktywny i bierze, co chce – mówi Tomasz Wrzesiński. Nie ma nic złego w tym, gdy odbywa się to za obopólną zgodą. Ale co, gdy jej brak, gdy nie jest nawet głośnym sprzeciwem, tylko brakiem odmowy, która nie została wypowiedziana ze strachu?

– Pamiętasz sytuację z chearliderkami na Mistrzostwach Europy? – pytam Tomasza. Zarzucono wtedy, że są zbyt skąpo ubrane i epatują swoją seksualnością. – I taka kobieta wychodząc po występie ubrana w dres, słyszy pod halą: „Ale fajna dupa z ciebie” ma prawo się oburzyć? W końcu sama doprowadziła do tego, że tak jest postrzegana – trochę prowokuję.

– Ale ja się z tym nie zgadzam, dlaczego kobietę czyni się winną, mówi się, że to ona prowokuje, a mężczyzna tylko wychodzi temu naprzeciw temu, jak mu się pokazała. Dlaczego kobieta epatując swoją kobiecością ma być za to poniżana i traktowana przedmiotowo? Okey, ona używa swojego ciała, które jest dla niej narzędziem – na przyciągnięcie wzroku, wpływa na estetykę odbioru, ale to nie daje nikomu prawa traktować jej w ten sposób. Dla mnie – taki tekst w stosunku do kobiety do molestowanie seksualne. To wywołanie w niej strachu, niepokoju. To przejaw agresji wobec niej. Prowadzimy warsztaty dla mężczyzn by im to uświadomić. By pokazać jak bardzo kobiety się ich boją. Jak często brak reakcji wywołany jest po prostu lękiem i nierzadko potrzebą akceptacji.

Przez chwilę mam wrażenie, że rozmawiam z kosmitą. Bo który mężczyzna myśli podobnie? Bo przecież mężczyźni uparcie tłumaczą, że przecież to tylko z ich strony niewinny żart, pewien rodzaj flirtu i że powinniśmy być wdzięczne, że ktoś w ogóle na nas zwraca uwagę i postrzega jako atrakcyjne. A te, które się oburzają to pewnie stare i brzydkie babsztyle, których nikt – jak to było: „nie nadział na swój miecz”. Mnie to brzydzi i nie śmieszy. Kiedy czytam niewybredne komentarze o feminazistkach, które uprawiają krucjatę wobec mężczyzn mam ochotę spytać – a gdyby to była twoja córka?

W 70% do przemocy seksualnej dochodzi nie w ciemnym parku, czy pustym garażu podziemnym. Kobiety molestowane są przez swoich znajomych, partnerów, kolegów z pracy, mężów. – Wiesz, że 1/3 spośród kobiet, które dotknęła przemoc seksualna była zgwałcona sześciokrotnie – w swoim własnym domu, przez swojego partnera? – podaje mi dane Tomek. O tym się nie mówi. Bo przecież seksualnie dominuje mężczyzna, on chce i dostaje. Tyle, że przemoc to agresja, nie akt seksualny, bo przemoc ma wywołać w kobiecie strach. A ten jest nam serwowany codziennie. To my nieustannie czujemy się winne – komentarzy, żartów, zaczepek. A przecież każda z nas używając swojego ciała świadomie nie powinna mieć z tyłu głowy – że on pomyśli, że to propozycja, zachęta.

– Ale przecież kobiety w tych dekoltach, krótkich spódniczkach – chcą się podobać facetom – to jeszcze rozmowa z mężem. – Tak – tłumaczę i  myślę jakie to trudne nawet dla mnie do wytłumaczenia. Bo przecież ta spódniczka czy obcasy nie dają nikomu prawa do traktowania kobiety jak przedmiotu, którego można użyć. Kobiecość nie ma być dla nas przekleństwem, nie ma w nas budzić poczucia winy, że jesteśmy piękne, mamy cudowne ciało i lubimy siebie.

Myślę dzisiaj o tym cały dzień, w kontekście Dnia Kobiet. O tej naszej kobiecości i o szacunku, którego tak bardzo brak.

I sięgam do danych, które podaje „Moc w przemoc”. 90% sprawców przemocy seksualnej to mężczyźni. 90% ofiar to kobiety. I zgadzam się, że przemoc seksualna ma związek z płcią, bo cierpi ta słabsza, ta, która w mężczyznach powinna znaleźć wsparcie i bezpieczeństwo. W Polsce co ósma kobieta jest ofiarą gwałtu lub próby gwałtu. W naszym kraju zapada około 200 wyroków rocznie dotyczących przemocy seksualnej, szacuje się, że zaledwie 8% przestępstw seksualnych jest ujawnianych. To pokazuje skalę zjawiska.

Porozmawiajcie dzisiaj ze swoimi synami, mężami, partnerami, a może kolegami. I mówcie im, że: „Fajne cycki”, „Niezła dupa” i żart o blondynce, która robi loda bywa molestowaniem.


 

Projekt „Moc w przemoc” realizowany jest ze środków programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG. Już w połowie marca pojawi się raport przygotowany w ramach tego projektu. Czy to już molestowanie seksualne?Czy to już molestowanie seksualne?


Lifestyle Psychologia

Zakochać się trochę później… Czy to nie szaleństwo?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
8 marca 2016
Fot. iStock / Courtney Keating
 

Pisze do mnie dwudziestoletnia córka mojej znajomej (tak, tak, córki przyjaciółek bywają już dorosłe!): „Zakochałam się”. Odpisuję „Cieszyć się czy martwić?”. Ona znak zapytania. No tak, to raczej pytanie do starych, nie młodych. Zakochać się dla nich to szczęście. Po prostu.

A my? Trzydziesto, czterdziestolatki? Kobiety po przejściach. Z jednym, dwojgiem a nawet trójką dzieci? Z byłym albo kilkoma byłymi, z którymi najczęściej prowadzimy wojny lub bawimy się w podchody. Z rachunkami za gaz zimą, autem, które trzeba ubezpieczyć, kurtkami, bluzkami, majtkami dla dzieci, które trzeba kupić, z brakiem czasu i brakiem przestrzeni dla siebie. Z przyjaciółkami, które najczęściej jadą na podobnym wozie (są po rozwodzie, przed lub w trakcie). Z byłą teściową, która nienawidzi albo nadal kocha i modli się o powrót. Ze starzejącymi się rodzicami, którzy martwią się, że żyjemy same i że to ostatni dzwonek.

Oj tak, ostatni dzwonek to słowa, które się powtarzają. Media: „Ostatni dzwonek, by działać przeciwko trwałym zmarszczkom mimicznym!”. Albo „Matka po 40-ce. Zanim zdecydujesz się na dziecko, przeczytaj o zagrożeniach późnego macierzyństwa”. Koleżanki „Ona siedzi z tym beznadziejnym gościem, a przecież nic z tego nie będzie. A zegar tyka. Teraz ma jeszcze szansę kogoś znaleźć, a za pięć lat?” No właśnie. Dają nam 5, no może 8 lat na ułożenie życia, co oznacza: przeprowadzkę, wyprowadzkę, zbudowanie ekstremalnie trudnego układu, jakim jest patchwork (modne dziś słowo), poinformowanie i adaptowanie dzieci do nowej sytuacji, ułożenie wzajemnych relacji dzieci- nowy, nowy- dzieci, ex-nowy, ex-ja, teściowa- ja i tak dalej. No i ewentualnie ślub i dziecko, jak ktoś ma ochotę.

A czasami ma. Bo dziecko jednoczy, a ślub zobowiązuje, Bo chciałoby się tak jeszcze raz do kogoś powiedzieć „mężu kochany”, teraz inaczej już, bo ze zrozumieniem, że to cud w sumie, że się tego męża ma, że to piękne być razem i ślubować sobie wierność, gdy masz świadomość, ze wierność jest trudna jak cholera, że właściwie wbrew naturze ludzkiej, a wokół i tak wszyscy kłamią. A więc uwierzyć raz jeszcze. Nie tylko w niego, że powie „nie”, gdy stanie w obliczu pokusy, takiej córki przyjaciółki na przykład, które ma długie nogi i twarz gładką jak dopiero ze zaszpachlowana ściana, która ma młodość a ty nie. Uwierzyć też w siebie, że w chwilach samotności, a już wiesz, że takie zawsze przychodzą i/albo kryzysu, a ten to już gwarantowany – ty też powiesz nie. Odpiszesz komuś „dobra kawa nie jest zła, ale nie tym razem, kochany”. Już wiesz jakie to trudne, gdy twoje ciało nie pamięta dotyku, a on jest wciąż zły i nieobecny myślami. Ale wiesz też, jakie to trudne zbudować dom, przywołać tę rodzinę do życia, nawet jeśli jest dziwaczną sklejką – to tym bardziej trzeba zawalczyć, nie dać się uwieść łatwiźnie i mamić wyobraźnię, że gdzieś jest znowu lepiej.

Bo już wiesz, że nie jest

Rozumiesz słowa swojej babci, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Wiesz, czym jest życie w iluzjach. Romans jest wtedy najlepszy, bo omija gluta z nosa, napięcie przedmiesiączkowe, poranki humorzaste, rozciągnięte dresy w leniwą niedzielę i awantury o byle co, gdy sama nie wiesz czemu jesteś taka drażliwa. Znasz doskonale te mrzonki: ty ładna, on ładny, dzieci równo rzędem usadowione na białej pięknej kanapie projektowanej specjalnie dla was, pies, który nigdy tej kanapy nie dotyka, rozłożony pod waszymi nogami, wszyscy się kochają, dzieci mimo, iż z innym matek lub ojców lubią się bawić ze sobą, bawią się tak bardzo, że wy macie tylko czas dla siebie, wreszcie jest miłość i szacunek i przyjaźń i spokój i namiętność. Wreszcie jest tak jak powinno być.

Albo gdy on nieśmiało pyta „Chciałabyś mieć jeszcze dziecko?”, a ty popijając wino w drogiej włoskiej knajpie (dzieci poupychane u przyjaciółek albo byłego, telefon pika co chwila od ich smsów), odpowiadasz przeciągając się leniwie „A ty?”. I wymieniacie powłóczyste spojrzenia na tak, które nasuwają od razu zbieżne wytwory wyobraźni, w których cały ten obrazek uzupełnia mały pachnący dzidziuś, który nie budzi się oczywiście w nocy, nie wprowadza kompletnego chaosu, was nie doprowadza do skrajnego wyczerpania, nie generuje więc awantur i kryzysu. Bo wy kryzysy zostawiliście w poprzednich związkach. Teraz ma być idealnie.

Ale ty niestety nie wierzysz już w iluzje, masz takie rozmowy za sobą, kilkanaście wyobrażeń, a może nawet kilka prób życia razem. Masz nieustające deja vu. Gdy więc słyszysz kolejny raz o wspólnym domu, ślubie, dziecku to myślisz najpierw, że on się z jakiegoś kosmosu urwał. Gdzie ty byłeś chłopie kiedy cię nie było? Nie wiesz tego wszystkiego? Że prawdopodobnie i tak będziemy się kłócić, będziemy samotni, będziemy płakać przez siebie, że będziesz mnie nienawidził, będziesz zły na moje dzieci, będziesz miał wszystkiego dosyć, pomyślisz nie raz, po co mi to wszystko. Zatęsknisz za swoją kawalerką, zatęsknisz może nawet za byłą, bo choć widzisz, że jestem inna, to mam tak samo to lepsze jak i gorsze. Tak, nie umiem gotować jak ona. i jestem bardziej impulsywna.

Zakochać się trochę później jest tym wszystkim razem

Jest jedną wielką ironią, która pojawiła się nie wiadomo kiedy, chyba chwilę po tym, jak kolejny raz byłaś rozczarowana, że on nie jest tak inny, ale jeszcze bardziej, że ty nie zmieniłaś się tak bardzo. Jest ironią wobec wspólnego życia, które nie jest tylko wami, tą intymnością dwojga, delikatnym czymś, na co chuchać trzeba i dbać bardzo, nie krzyczeć za głośno, na palcach wokół. Tutaj jest jednak czymś znacznie bardziej skomplikowanym, jest spotkaniem wielu ludzi, którzy w tym, chcąc nie chcąc, muszą uczestniczyć, ludzi, których kochamy, którzy są jak nos, ręka, ucho – oderwać się nie da. I każdy ma jakieś potrzeby, jakieś emocje, jakiś głos. Te głosy bywają sprzeczne, podniesione i bywa, że nic z nich spójnego nie wynika. A czasami tylko wielkie bum.

Ale

Wiesz już dużo. Nie wierzysz, że miłość wystarczy, ale też wiesz, że miłość w tym wieku tak rzadko się zdarza, że warto zawalczyć. Wiesz, że musisz być bardzo cierpliwa. I że będziesz wątpić i robić krok do tyłu. Będzie bolało. Inni będą karmić twoje wątpliwości, a nie je rozwiewać. Będziesz sama musiała stawić temu czoła. Będziesz chwilami wykończona. W sumie zakochać się w tym wieku i w tej sytuacji to chyba szaleństwo. Ale przejść obojętnie, gdy już się zdarza – to dopiero byłoby szaleństwo???


Lifestyle Psychologia

Dzień #2. „Zadbaj o siebie naprawdę” #SlimemGO

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 marca 2016
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Dziś Dzień Kobiet. Zróbcie sobie najlepszy prezent na świecie – coś od siebie, dla siebie!

Wybierz się wieczorem na spacer! Gdzie? Nie, nie napiszemy, że obojętnie gdzie! Niech to będzie miejsce, z którym wiąże się jakieś miłe wspomnienie. Może park, w którym bawiłaś się jako dziecko albo drzewo, pod którym całowałaś się z pierwszym chłopakiem, rynek na którym oglądałaś gwiazdy z kimś ważnym? A po powrocie do domu zafunduj sobie relaks pod prysznicem i… peeling! Dopieść dziś swoje ciało, z każdej strony – w końcu to twoje święto!

Jesteśmy kobietami, jesteśmy tego warte.

I jak? Chcecie naprawdę o siebie zadbać? Przyłączcie się do naszej wiosennej akcji: „Zadbaj o siebie naprawdę”.

My będziemy wam prezentować różne formy aktywności, a wy wysyłajcie nam zdjęcia, piszcie, jak o siebie dbacie, jak dbacie o swoje ciało, jak sobie radzicie.

ZADANIE KONKURSOWE:

Jest banalne. Wystarczy wrzucić pomysłowe zdjęcie Waszej aktywności na Facebooka z oznaczeniem #SlimemGO. Czy to rolek na nogach, czy pięknego widoku podczas spaceru. A może zdążycie zrobić fotkę w trakcie pogoni za autobusem, czy przy wchodzeniu po schodach? Liczy się pomysł. Te najciekawsze zostaną nagrodzone zestawami fantastycznych kosmetyków, które też pomogą Wam odwdzięczyć się ciału i zadbać o siebie w sposób wyjątkowy. W opisie zdjęcia, napiszcie nam w paru słowach, jak naprawdę o siebie zadbałyście tego dnia.

SZCZEGÓŁY NASZEJ AKCJI ZNAJDZIECIE TUTAJ

#SlimemGO

Fot. Materiały prasowe

 

Chcesz o siebie zadbać naprawdę? #SlimemGO.


Zobacz także

Błędne koło odchudzania

Jak uciąć 500 kalorii każdego dnia? Banalnie proste sposoby, by schudnąć

Spowiedź alkoholiczki. Kobiety piją w samotności, w nagrodę, nie upijają się… zawsze wierzą, że nie mają problemu

Spowiedź alkoholiczki. Kobiety piją w samotności, w nagrodę, nie upijają się… zawsze wierzą, że nie mają problemu

Bardzo często pytacie, co robię, że tak wyglądam… Koniecznie zobaczcie kolejny, cudowny filmik od Matko Jedyna. Fitness dla mam