Lifestyle

Reklama dźwignią handlu, seks (już nie) dźwignią reklamy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 października 2015
A może by tak seksfilm?
Fot. iStock / fabioderby
 

Denerwują was gołe pośladki na billboardzie reklamującym opony? Macie dosyć wyeksponowanych odważnie piersi w telewizyjnych spotach? Seks w reklamach to ciągle popularny chwyt.

Tymczasem, jak pokazują wyniki badań nad mózgiem, przeprowadzonych przez naukowców z Ohio, wcale nie taki skuteczny…

 

Analiza 53 badań dowiodła, że zawartość seksu zmniejsza skuteczność reklamy. Dzieje się tak dlatego seks przyciąga naszą uwagę mocniej niż towarzyszące mu w reklamie (a kluczowe dla niej) treści. Odbiorca skupi się więc na damskich pośladach i biustach, a mniej na samych markach. Reklama nie będzie skuteczna, a marka nie zostanie zapamiętana. Ten sam efekt, w jeszcze większym stopniu dotyczy reklam zawierających sceny przemocy, o ile nie są one spójne z kontekstem.

Co istotne, im bardziej nachalna seksualność w reklamie, tym mniejsza skłonność do zakupu produktu.

A więc kochani reklamodawcy, macie wreszcie jasne dowody na to, że ani seks ani przemoc już się nie sprzedają. Pora wciągnąć odbiorcę w bardziej ambitną grę skojarzeniową.

Źródło: Science of us

 

 


Lifestyle

Być kobietą niezależną, mieć własną firmę. Spełnienie marzeń czy zgroza?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 października 2015
Fot. iStock
 

Ponad 30% przedsiębiorstw w Polsce prowadzonych jest przez kobiety. – Może gdybyśmy wszystkie zamknęły swoje firmy, ktoś by w końcu zauważył nas i nasze problemy – mówi Jadwiga, która zdecydowała się prowadzić własny biznes. Urszula nigdy nie żałowała decyzji o podjęciu działalności, Inga też nie, choć, jak mówi, lekko nie jest.

Nie zatrudnię pracownika

Urszula prowadzi swoją działalność od ponad czterech lat. – Jestem architektem krajobrazów zielonych. Wcześniej pracowałam na etacie, jest to jednak branża, w której dużo osób decyduje się na własną działalność.  Po urlopie postarałam się o środki unijne, otworzyłam firmę  i oprócz projektowania zieleni prowadzę warsztaty z ceramiki – opowiada. Urszula powtarza, że nigdy nie cofnęłaby podjętej decyzji. Prowadzenie własnej firmy daje niezależność, pozwala na organizację czasu pracy, tak by pogodzić rozwój zawodowy z macierzyństwem i prowadzeniem domu. – Jednego jestem pewna, jeśli decydujesz się na własną działalność, to ważne, by twój partner miał stałą pracę, pewną wypłatę co miesiąc. To daje ci spokój i pewność, że nawet, gdy jeden miesiąc będzie gorszy, to i tak będziecie mieli z czego opłacić rachunki – tłumaczy Urszula, która widzi zdecydowanie więcej plusów, niż minusów w byciu sobie szefem. Kiedy skupiamy się na minusach słyszę: – Państwo chce podnieść minimalne wynagrodzenie, zlikwidować umowy zlecenia. To będzie powodować szukanie prawnych luk i naciąganie przepisów. Dziś mnie nie stać na zatrudnienie pracownika. Współpracuje ze świetnymi dziewczynami, które też prowadzą działalność. Mam to szczęście, że współdziałamy razem w jednej branży, a nie zwalczamy się – mówi Urszula.

Zatrudnienie jednak pracownika w małym przedsiębiorstwie wiąże się ze zdecydowanym wzrostem kosztów jego prowadzenia, na które najczęściej kobiet nie stać. A przecież to naturalne, że wraz z rozwojem firmy powinna iść możliwość zwiększenia zatrudnienia, przyjmowania tym samym większej ilości zleceń, budowania własnej marki. Tym bardziej, że firmy zakładane przez kobiety są najczęściej wynikiem ich pasji i zaangażowania. Potrzebą samorealizacji i niezależności. A bardzo często jedyną realną możliwością pogodzenia macierzyństwa z pracą.

Fot. Pixabay/Unsplash / CCO

Fot. Pixabay/Unsplash / CCO

Nie dostanę kredytu

– To jest jawna dyskryminacja.  Kiedy byłam na etacie dostałam kredyt na mieszkanie, na działalności jestem zbyt dużym ryzykiem dla banku, choć moje dochody są znacznie wyższe – opowiada Jadwiga. Działalność założyła, ponieważ takie wymagania stawiał jej pracodawca. – To była moja wymarzona praca, więc bez mrugnięcia okiem zdecydowałam się na własną firmę. Okazało się, że zmieniła się strategia przedsiębiorstwa i zerwano współpracę z nami. Zostałam bez pracy, z własną działalnością. Bez możliwości zasiłku – mówi Jadwiga, która zajmuje się opracowaniem strategii marketingowych dla firm.  – Nasze państwo zachęca do zakładania własnych firm, dało możliwość małego ZUS-u, możemy pozyskać środki unijne, czy z powiatowych Urzędów Pracy, ale na tym koniec. Otwierasz działalność i dalej martw się sam. Jesteśmy traktowani jak ludzie drugiej kategorii. Walczymy z bankami, Urzędami Skarbowymi, którym najłatwiej jest uderzyć w nas, najmniejszych.

Jadwiga nie rozumie, dlaczego do oceny jej zdolności kredytowej nie może przedłożyć wysokości podatków, które co miesiąc płaci. To one dają faktyczny obraz dochodów i jej możliwości wywiązania się z umowy kredytowej. Jak podkreśla – uczciwej umowy kredytowej. – Niestety bardzo często w zderzeniu się z naszą biurokracją poddajemy się, nie podejmujemy walki, tylko płacimy jakieś absurdalne kwoty, które nie wiadomo skąd się wzięły. Jadwiga wie, co mówi, bo od niej samej Urząd Skarbowy zażądał złożenia korekty w związku z prowadzoną przez nią ewidencją prowadzenia pojazdu.  – Wiem, że nic złego nie zrobiłam, że prawo powinno być po mojej stronie. Mam płacić 3000 złotych tylko dlatego, że Urząd Skarbowy tego zażądał bez żadnych wyjaśnień? Mój prawnik przygotował pismo, w Urzędzie nikt nie wiedział, co ze mną i pismem zrobić. Ostatecznie zostało przyjęte. Tyle tylko, że  ja miałam siedem dni na złożenie korekty, a Urząd Skarbowy ma UWAGA pięć lat na udzielenie mi odpowiedzi. Przecież to jakaś paranoja.

Fot. Pixabay/moleshko / CCO

Fot. Pixabay/moleshko / CCO

Boję się zajść w ciążę

Inga swoją działalność założyła już na studiach, znajomi pukali się w głowę, rodzice, którzy też prowadzą własną firmę, do dziś jej odradzają, ale ona czuła, że to dobry kierunek, przede wszystkim chciała odciążyć rodziców od utrzymywania jej i stać się niezależna. Najpierw jako studentka matematyki zaczęła udzielać korepetycji.  Miała wiele zleceń, dlatego zdecydowała się rozłożyć ostatni rok studiów na dwa lata. Dzięki temu mogła prowadzić swoje korepetycje i kończyć szkołę.  – Moja mama powtarzała mi, że mam znaleźć sobie normalną pracę, czyli na etat, żebym nie miała problemów z macierzyńskim, emeryturą. Ale gdzie ja w wieku 20 lat myślałam o takich rzeczach – opowiada Inga.

Rozwinęła swój biznes, wynajęła lokal na prowadzenie korepetycji, a raczej teraz już dodatkowych regularnych zajęć z matematyki na różnych poziomach edukacji. – Myślę, że odniosłam sukces, choć kiedy 1/3 swoich dochodów muszę oddać państwu, to nie ukrywam, że mnie to frustruje, zwłaszcza, że ZUS-u nie interesuje, ile zarobię w danym miesiącu. Dlaczego wysokość składek nie może być uzależniona od dochodów? Inga podobnie jak Jadwiga boryka się z problemem kredytu, o który stara się wraz z mężem. Ona wie, że mogłaby spłacić pożyczkę szybciej niż bank by tego wymagał, ale cóż, przez jej bardzo dobrze prosperującą działalność , jako małżeństwo mogą nie otrzymać kredytu. – Do tego wszystkiego dochodzi myśl o dziecku. Kiedy zdecydowałabym się zostać mamą, a coraz bardziej tego pragnę, dostałabym na macierzyńskim 1000 złotych, a koszt utrzymania mojej firmy to minimum 3000 złotych. Zupełnie nie wiem, co robić, żal mi zamykać tak dobrze prosperujący biznes, tylko po to, by iść na etat i mieć świadczenia.

Muszę liczyć się z ryzykiem

Wśród kobiet prowadzących działalność często słyszę, że kobiety nie zdają sobie sprawy z własnych praw i ograniczeń własnego biznesu. – Będę powtarzać, że jeśli nie umiesz stworzyć sama własnego biznes planu, to nie baw się w prowadzenie firmy – mówi Urszula, która też podkreśla, że do prowadzenia biznesu trzeba mieć predyspozycje. – Nie każdy sprawdza się w organizacji własnego czasu pracy,  czy jest przebojowy. Nigdy nie zrezygnowałabym z działalności, ale wiem, ile ona wymaga ode mnie zaangażowania. Czasami trzeba coś dać za darmo, żeby to później przyniosło finansowe korzyści. Niektórym się wydaje, że o założę  firmę i klienci oraz zlecenia same do nich przyjdą. Warto zrobić dobre rozpoznanie rynku. Sprawdzić konkurencyjność swoich usług, ustalić potencjalnych odbiorców, policzyć koszty. Często nie warto zaczynać od dużego przedsięwzięcia, tylko zaczynać małymi kroczkami. Zamiast otwierać salon kosmetyczny, który będzie generować koszty, pojeździć do klientek po domach, wyrobić sobie markę – podpowiada Urszula.

Fot. Pixabay/kaboompics / CCO

Fot. Pixabay/kaboompics / CCO

Politycy są oderwani od rzeczywistości

Jadwiga przed prowadzeniem własnej działalności, pracowała blisko polityków. Do dziś ma wśród nich znajomych. – Zdumiewa mnie, jak politycy, którzy ustanawiają nasze prawo są oderwani od rzeczywistości. Oni często nie mają kompletnie pojęcia nad czym głosują. Dostają projekt ustawy nie zdając sobie sprawy, jakie skutki dla takich przedsiębiorców jak my może przynieść podjęta przez nich decyzja. Jadwiga ma poczucie misji, wie, że to w kobietach tkwi wielki potencjał, także w budowaniu polskiej gospodarki. – Kto z nas zakładając działalność wie, że kiedy powinie nam się noga zostajemy z niczym, bez prawa do zasiłku? Mówią, że chcą ukrócić proceder naciągania budżetu państwa na wypłacanie zasiłku macierzyńskiego kobietom, które zakładają działalność zachodząc w ciążę. Tyle tylko, że ten proceder dotyczy zaledwie 1% wszystkich przedsiębiorczych kobiet w Polsce, więc o czym my rozmawiamy? Kobiety prowadzące działalność często z obawami wysłuchują coraz to nowszych pomysłów rządzących. – Czy mamy wszystkie zamknąć działalność, żeby nasze państwo przekonało się, jaką siłę ekonomiczną stanowimy? Przez to, że jesteśmy kobietami pracującymi, matkami, żonami, nie mamy czasu walczyć o swoje, a powinnyśmy. Brakuje mi organizacji zrzeszającej kobiety, które będą realnie walczyć o swoje prawa. Kobiety prowadzące z sukcesem swoją działalność to wykształcone i mądre dziewczyny. Gdybyśmy stworzyły bez względu na swoje poglądy, ale mając na uwadze nasz wspólny interes, organizację, która mówiłaby jednym głosem, może wtedy byłoby nam łatwiej wywalczyć słuszne dla nas prawa.

 


Lifestyle

Łatwiej byłoby się przeprowadzić niż tu posprzątać? Basta! Dzieci do roboty!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 października 2015
Fot. iStock

Poniedziałek. Czyli dzień po weekendzie. Czyli teoretycznie w domu powinien panować porządek. Przecież dopiero co sprzątałaś… Teoria jednak w  warunkach domowych się nie sprawdza, szczególnie przy konfiguracji dwa osobniki dorosłe plus dwa osobniki niepełnoletnie. A dodajmy jeszcze jakiegoś futrzaka. O, Matko Polko! Przecież powszechnie wiadomo, że  jeśli chcesz mieć porządek, masz dwa wyjścia:

1. Zrób go sobie sama

2. Naucz dzieci, by sprzątały razem z tobą (zakładam, że szanowny małżonek już posiadł tę przydatną umiejętność)

Rozwiązanie numer jeden nie zasługuje, w moim odczuciu, na to by poświęcić mu tu więcej miejsca. Prędzej czy później doprowadzi cię ono do sytuacji, w której zmęczona po kokardę (to my mamy aż tyle rzeczy?!), sfrustrowana po czubki paznokci (cały dzień sprzątałam, a efektów nie widać), zła i rozczarowana (ja sprzątam, a oni odpoczywają) oraz rozwalona emocjonalnie (traktują mnie jak sprzątaczkę) zadasz sobie pytanie: „Dlaczego nie wybrałam bramki numer dwa?”

No dobrze, na początku wymaga to sporo cierpliwości i czasu. Twojej cierpliwości i twojego czasu. Ale uwierz, efekty są tego warte… A jeśli, tak jak ja, masz w domu (prawie) dwulatka, to obowiązkowo zacznij szkolenie już dziś. Już nigdy później twoje dziecko nie zareaguje z takim entuzjazmem na widok mopa, prania, papierków na podłodze czy kosza na śmieci… Oto krótki poradnik, który podpowie Ci, jak włączać dzieci w domowe obowiązki.

1. Dopasuj obowiązek do wieku dziecka

Już dwulatek wspaniale posprząta naczynia ze stołu. Bardzo możliwe, że nawet doniesie je w całości do kuchni! (nie zrażaj się początkowymi niepowodzeniami i zainwestuj w papierowe talerzyki). No dobra, najpierw poćwicz „na sucho”. Niech odniesie serwetki, solniczkę, pieprzniczkę. Rodowa, posrebrzana cukiernica to już wyższy etap wtajemniczenia.

Trzylatek może odkładać brudną bieliznę do kosza, a rano pięknie złożyć piżamkę… Nie, daj spokój! Nie poprawiaj. W jego odczuciu zdobył właśnie Mont Everest piżamkowego know – how. Podziwiaj i pamiętaj: to tobie będzie łatwiej!…

Gdy dwulatek zamieni się w czterolatka, możesz powoli wystawiać na stół prawdziwą zastawę. Na początek tę od teściowej.

2. Uzbrój się w cierpliwość

Twój dzielny maluch już od dwudziestu minut wkłada klocki do pudełka? Spokojnie, widocznie pięć razy zmienił koncepcję wsadu i trzy razy zauważył w zabawkach coś, czego wcześniej nie widział (nawet jeśli ma je od urodzenia). Prawdopodobnie też sam dźwięk klocków wpadających do pudła nastraja go w jakiś wyjątkowy sposób. Czy ty nie wracasz często do ukochanej piosenki? Głęboki oddech i mała refleksja:  w tym wieku to szczyt jego możliwości, robi, co może. Absolutnie nie dorzucaj innych zadań, póki nie skończy pierwszego. I tak nie zapamięta.

3. Pozwól czasem przejąć inicjatywę, chwal z uśmiechem i nie krzycz, gdy z lodówki zniknie masło

Synek znajomego z zazdrością podziwiał kiedyś Tatę pastującego podłogę. Małemu nie było wolno. Korzystając więc z tatusinej drzemki maluch wysmarował przedpokój kostką masła, przekonany, że teraz wszystko będzie pięknie błyszczeć. Jaka wspaniała niespodzianka dla rodziców! Niestety, efekt nie okazał się na tyle zadowalający, by z dumą zaprezentować go ojcu i trzeba było z płaczem schować się w łazience. A Tata? Pochwalił. Za pomysł, za inicjatywę, dobre chęci. Ostatecznie smyka włączono na stałe w prace porządkowe. I powiem wam, że dziś to jedyny dziewięciolatek, jakiego znam, który nie pójdzie spać póki nie odłoży rzeczy w swoim pokoju na miejsce. Brawo oni!

4. Świeć przykładem

No dobrze, wiem, że ty świecisz. Miałam na myśli WSZYSTKICH pozostałych członków rodziny. Tatuś, starsza siostra… Skoro WSZYSCY to robią, to widocznie to jest coś, co TRZEBA robić. No i mały człowiek od razu czuję się lepiej, skoro może tak jak ten duży… Taki drobny chwyt psychologiczny, a jednoczy całą rodzinę…

Jeśli zaś świadoma praw i konsekwencji zdecydowałaś się na przejęcie na siebie wszystkiego, co z domowymi obowiązkami związane, nie narzekaj. Wydmuchaj nos! Może jeszcze osiągniesz ten etap, w którym zażądasz natychmiastowej zmiany lokalu na inny, czysty. Albo natychmiastowej zmiany dzieci na inne, współpracujące. Nigdy nie jest za późno, by wprowadzić zmiany. Pewnie będzie trochę trudniej, a w niektórych domach wybuchnie prawdziwa rewolucja. Ale w końcu dom to coś, o co dbamy razem, prawda? Niech maluchy uczą się tego jak najwcześniej.


Zobacz także

Obie wiemy, że twoje życie nie przypomina tej cukierkowej idylli. Chcę ci powiedzieć: złe chwile przemijają

Dezodorant, który nie podrażnia, a jednocześnie chroni przed przykrym zapachem? Znalazłyśmy!

7 sposobów według Feng Shui, by przyciągnąć pieniądze do domu