Lifestyle

Antonina Kondrat: jeśli się kogoś kocha, decyzja, że chce się z tą osobą związać, jest najprostsza na świecie

Redakcja
Redakcja
20 lipca 2022
Antonina Kondrat w sesji dla "Fashion Magazine", fot. SINIOR
 

Właśnie ukazuje się długo wyczekiwany nowy numer „Fashion Magazine” z wywiadem z Antoniną Kondrat (Turnau). O miłości, świadomym życiu i planach zawodowych związanych z… modą – Antonina opowiedziała Mateuszowi Szymkowiakowi. 

Antonina Turnau w świadomości większości z nas pojawiła się, gdy paparazzi zrobili jej zdjęcia podczas Festiwalu „Dwa Brzegi” w towarzystwie Marka Kondrata. Machina plotek ruszyła z całą mocą, para trafiła na czołówki gazet i portali plotkarskich. W tym roku mija siedem lat od ich ślubu, wychowują razem 4-letnią córeczkę Helenkę, a życie dzielą między Polskę, a Hiszpanię.

„Silna. Niezwykle. Projektująca życie po swojemu. Zawsze. Przez lata nieco tajemnicza, postrzegana jako córka Grzegorza Turnaua i żona Marka Kondrata, dziś zdecydowała się wyjść na pierwszy plan. Prawdziwie. Bo tylko to ją interesuje. I przecież tylko wtedy ma sens. W rozmowie. I w życiu” – tak Mateusz Szymkowiak na swoim Instagramie zapowiedział tę rozmowę.

Antonina w rozmowie z magazynem odniosła się do plotek, jakie krążą o nich w sieci. Dowiadujemy się, że nie jest prawdą iż:

  • „Wychowywała się na jego kolanach”. Marek Kondrat nie był znajomym jej rodziców, a zatem nie znał jej od dziecka, co sugerowały plotkarskie portale.
  • „Nie mają pałacu we Francji”
  • „Nie mają dworku we Włoszech”
  • „Ani winnicy za granicą”.

Mają natomiast coś wyjątkowego – miłość.

Nie mam poczucia, żebym dokonała w życiu jakichś trudnych wyborów, nie mam poczucia, żebym coś poświęciła. Mam wokół kochających, wspierających ludzi. A w swoich, być może dla niektórych odważnych, wyborach zawsze czułam pełną akceptację najbliższych.

Na pytanie, czy nie bała się relacji z tak dużą różnicą wieku, Antonina odpowiada:

Myślę, że są groźniejsze różnice, na przykład światopoglądowe. Każda relacja wiąże się z ryzykiem, w każdym związku jest potencjał konfliktu, komplikacji, o każdy trzeba dbać.  Ale to gra warta świeczki.

Antonina Kondrat szczerze mówi o tym, że w mężczyznach zawsze szukała cech, jakie ma jej ojciec. Relacja jej rodziców, to jak ze sobą żyli i jacy dla siebie byli, była dla niej wzorem i czymś, co chciała powtórzyć we własnym związku. Czy znalazła to w Marku Kondracie?

Marek daje mi poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, jest czuły i mądry – fundamentalnie są zatem (z ojcem Antoniny, przyp. red.) bardzo podobni.

Dziś Antonina – do tej pory kojarzona albo jako córka TEGO Grzegorza Turnaua, albo jako żona TEGO Marka Kondrata, wychodzi z cienia. Stawia na swój biznes i… autorskie ubrania, o kroju, jak sama mówi przeinterpretowanego kimona. Będą to różne modele o uniwersalnym rozmiarze i… płci. Nosić je mogą i kobiety, i mężczyźni. Antonina przyznaje, że już przetestowała to na najróżniejszych ludziach i efekt jest fascynujący. „Starsi, młodsi, wysocy, niscy, panie, panowie, odmienne style, sylwetki – nie tyle oni wyglądali w nich inaczej, bo to dość
oczywiste, ile na każdym to kimono wyglądało inaczej. Każda osoba nadawała mu inny sens i wyraz. Uniwersalność nie musi więc oznaczać, że wyglądamy tak samo. Taki uniform à rebours, który zamiast nas ujednolicić, podkreśla naszą wyjątkowość” – mówi.

Trzymamy kciuki za nowe przedsięwzięcia Antoniny 🙂


Lifestyle

„Ludzie nie mogą znieść grubej, która się odważyła powiedzieć o sytuacji w samolocie”

Redakcja
Redakcja
20 lipca 2022
Ewa Zakrzewska, fot. Facebook Ewa Zakrzewska
 

Ewa Zakrzewska, niezwykle popularna modelka plus size, z sukcesami prowadzi swoje profile w mediach społecznościowych. Prowadzi biznes i wciąż utrzymuje się na topie w branży. Jest wsparciem, wzorem i inspiracją dla wielu kobiet. Nie owija w bawełnę, choć wielokrotnie z pewnością sporo ją to kosztuje emocjonalnie. Tak jak tym razem. 

Na Facebooku i Instagramie opublikowała piękne zdjęcie (niesamowita jest ta sukienka, tak na marginesie), które nie zapowiadało niczego niedobrego. Kiedy jednak „zjechałyśmy” do opisu, ciarki przeszły nam po plecach.

„Zamiast zdjęcia z cudownej sesji z @weronikagranicafoto miałam wstawić dziś screeny hejtu jaki wpływa od wczoraj z różnych portali. Ale nie wstawię tego na siatkę.

Bo ten profil nie jest o tym, jak łatwo przychodzi niszczenie drugiego człowieka, bo jest gruby. Opowiadam Wam tu obrazkowo swoje historie. Od mody i pracy, po prywatne kwestie, jak moje zaburzenia odżywiania, które mam od dziecka. W zeszłym roku poddałam się znowu, po podobnym w sile ataku kilku tysięcy osób od znanej influ. Poszłam znowu w kompulsywność, wróciły epizody bulimiczne. Aktywność fizyczna? Codziennie zmartwychwstawałam, żeby ciągnąć Ewokrację i się uśmiechać do nagrań i fot. Teraz będzie lepiej, mam wsparcie i dam radę❤️

Gdy opowiedziałam o locie @ryanair i słabej sytuacji z obsługą w social mediach, nie było szumu. Teraz kilka wyciętych zdań z długiego wywiadu lata po portalach i klika się jak cholera. A ludzie nie mogą znieść grubej, która się odważyła powiedzieć o sytuacji w samolocie. Nikt nie dosłuchał wywiadu. Ważne są dwie kwestie. Jest gruba i nie siedzi cicho”.

Historia feralnego lotu, w którym uczestniczyła Ewa, obiegła media lotem błyskawicy. Podczas podróży modelka poprosiła obsługę o przedłużkę do pasów bezpieczeństwa. Jest to święte prawo każdego pasażera i obsługa pokładowa powinna zadbać, żeby taka potrzeba została zaspokojona jak najszybciej. Nie może być sytuacji, w której pasażer podczas startu i lądowania nie jest zapięty pasami bezpieczeństwa. A tak się właśnie stało w przypadku Ewy Zakrzewskiej. Stewardessa obiecała przynieść pas, ale tego nie zrobiła. Przed lądowaniem zauważyła to inna kobieta z obsługi i… rozpętało się emocjonalne piekło.

Zrobiła bardzo głośną scenę. Ludzie zaczęli się odwracać z kilku rzędów, ja byłam w dość sporym szoku – powiedziała Ewa Zakrzewska w wywiadzie udzielonym o2.pl. – Powiedziała: „ja teraz muszę przesadzić ludzi, pani się nie mieści w pas”.

Po tych słowach przesadziła inną pasażerkę i Ewa otrzymała przedłużkę, o którą prosiła kilka godzin wcześniej. Przyznaje, że czuła się w tej sytuacji okropnie, że stewardessa zachowywała się ostentacyjnie i uwłaczająco.

Co się dzieje dalej? Ewa Zakrzewska opowiada o tym w jednym z wywiadów i zaczyna się prawdziwe zamieszanie. Ale nie, nie chodzi o to, że otrzymała przeprosiny od linii lotniczej, w której doszło do tej sytuacji. Nie chodzi o to, że przewoźnik spotkał się z falą krytycznych komentarzy, prośbami o wyjaśnienia itp. Nie. Z hejtem spotkała się Ewa.

Nie będziemy cytować tysięcy ohydnych komentarzy, które zalewają polski internet pod newsami opisującymi tę sytuację. Powiemy tylko, że to się musi skończyć. Musi się skończyć ten hejt,  upokarzanie, wytykanie palcami, szukanie dziury w całym, wszystkie te negatywne emocje.

I nie chodzi tylko o osoby plus size. To dotyczy wszystkiego. Z hejtem, paskudnym słowotokiem przypadkowych, anonimowych „komentatorów” i „komentatorek” (tak, drogie panie, robimy to sobie nawzajem, co jest już naprawdę okropnością) mamy do czynienia na każdym kroku. Hejtowana jest gwiazda, bo przytyła, hejtowana inna, bo schudła (Margaret!), hejtowana, bo stanęła w obronie słabszych (Basia Kurdej-Szatan) itd. itd. itd.

Ludzie, nie może tak być! Wykończymy się wzajemnie!

Ewo, jesteśmy z Tobą! <3

 


Lifestyle

Z toksyczną matką ograniczysz kontakt, od faceta odejdziesz. A co zrobić z toksycznym współpracownikiem?

Redakcja
Redakcja
19 lipca 2022
fot. charlesdeluvio/Unsplash

Toksyczny partner, toksyczna matka, toksyczna przyjaciółka – wszystkich ich znamy. Ale jeszcze jedno miejsce, w którym osoba toksyczna może dać nam nieźle popalić – to miejsce pracy. A tam oczywiście szef i współpracownicy. Spędzamy z nimi 8 lub więcej godzin dziennie i to naprawdę niezwykle ważne, jakimi są ludźmi, bo wpływ na nas mają niebagatelny. Kiedy toksyczna osoba jest twoim partnerem, możesz się rozstać. Kiedy to twoi rodzice, możesz się zdystansować i ograniczyć kontakt. Ale kiedy toksyczni są twoi współpracownicy, nie możesz wiele zrobić poza odejściem z pracy, a nie jest to opcja dla wszystkich.

 4 znaczące oznaki toksycznego współpracownika i co możesz z tym zrobić

Jest mściwy

Obserwuj, jak zachowuje się w kontaktach z innymi – w pracy i prywatnie. Jeśli zauważysz, że zawsze znajdzie przysłowiowy kij, żeby uderzyć, uważaj. I nie daj się sprowokować. Czym innym jest się bronić, czym innym być stroną atakującą.

Kpi i deprecjonuje

Toksyczni ludzie lubią niszczyć innych. W miejscu pracy często musisz uważać na to, jak się zachowujesz nie tylko dlatego, że wymagają tego konwenanse, ale też aby nie prowokować toksyka. Toksyczna osoba może komplementować lub używać sarkazmu, aby cię zaatakować.

Jest samolubny

Toksyczni współpracownicy są samolubni. Zamiast pracować z tobą, będą czekać na najlepszy moment, aby zaatakować. Jeśli już poczujesz się nieswojo w pobliżu kogoś w miejscu pracy, nie mów mu niczego, co może wykorzystać przeciwko tobie. I uważaj na to, jak się przy nim zachowujesz.

Nie zna granic

Toksyczna osoba nie wie, co to granice. Przykładem jest współpracownik, który opowiada wszystkim w biurze niewygodne dla innych, krępujące szczegóły dotyczące swojego życia osobistego. Albo ktoś, kto zawsze lamentuje nad swoimi problemami.

Co robić?

Nie zniżaj się do jego poziomu, jasno stawiaj granice. Na przykład, jeśli ktoś próbuje wprowadzić cię w biurowe plotki – powiedz mu, że nie jesteś zainteresowana. Jeśli ktoś zawsze narzeka lub niszczy innych, spokojnie wyjaśnij, że jego zachowanie nie jest mile widziane. Jeśli jest twoim szefem, zgłoś go jego szefowi. A jeśli możesz, ogranicz kontakt tak bardzo, jak to możliwe.


Zobacz także

Drobiazgi nie męczą – nie odkładaj. Akcja #BabaCud – wyzwanie #4

Jak poznać, że można mu zaufać i nawet nadaje się na męża?! Subiektywny ranking siedmiu cech charakteru

W każdej kobiecie jest moc i siła! Przekonaj się – obejrzyj ten film