Lifestyle

Pojechałam z córką nad polskie morze. Ludzie, dlaczego wy nie jeździcie na urlopy osobno, tylko się ze sobą męczycie?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 sierpnia 2019
Fot. istock/Abrada
 

Wróciłam z wakacji z córką. Pojechałyśmy nad polskie morze, choć nie jestem fanką tego typu wypoczynku, ale czego się nie robi dla 15-latki, której zamarzył się czas na plaży. Cóż. Pojechałam i myślę, że długo tam nie wrócę.

Ale od początku. Dojechałyśmy oczywiście w jakiś korkach, przepychankach i ostrożnym wymijaniem pieszych w nadbałtyckich kurortach i kurorcikach, których na ulicę wypychają rozstawione na chodnikach stragany i oczywiście inni turyści. Wiadomo – turysta święta krowa, ma wakacje, chodzić może, jak mu się żywnie podoba.

Dotarłyśmy na miejsce wieczorem, więc rano z córką pełną entuzjazmu (moim mniejszym zdecydowanie) zebrałyśmy się na plażę. Myślę: „nie umiem pływać, rozłożymy się koło ratowników, żeby w razie czego córkę miał kto z wody wyciągać”. Wchodzimy na plażę, a moim oczom ukazuje się wielki plac budowy. Nie wiedziałam, że teraz nad morzem można działki kupić i własne M2 postawić, a nawet i większe. Moja ignorancja walnęła mnie mocno prawym sierpowym w twarz. No nic. Brnę przez te budowy ze swoimi ręcznikiem, książką pod pachą, kremem i butelką wody w torbie. Kiedy chcę się rozłożyć ze swoim dobytkiem, pytam grzecznie pana obok, czy czy mógłby jednak zrezygnować z przedsionka do swojego domu, bo miejsca trochę brak. On oburzony zaczął tłumaczyć, że oni tu całą rodziną przyjechali. „Ale czy naprawdę na plaży są panu potrzebne trzy sypialnie i przedpokój?” – pytam. Przesunął z miną obrażonego ściany swojego domu.

Kładę się, ale zewsząd dobiegają mnie dźwięki budowy. Miarowe stukanie młotków gumowych. Patrzę, idzie rodzinka. Ona z ręczniczkiem i torbą z dużym markowym napisem. Obok biegnie na oko 4-letni chłopiec, a za nimi sunie ojciec rodziny, obładowany wszystkimi możliwymi rzeczami. Wielkim dmuchanym kołem, leżakiem, kocem, w rękach dzierży lodówkę, widać, że nie lekką, parawan pod pachą (a jakże), na plecach plecak (nie mam pojęcia z czym), a na jednym palcu zwisa reklamówka z dwoma zimnymi piwami, bo szron jeszcze widać.

Pani rozkłada ręcznik, kładzie się, a Pan zaczyna budowę. Stukanie młotka rozlega się tuż nad moim uchem. Później podsypywanie parawanu piaskiem, żeby czasem nikt tam nie zajrzał, bo wiatru to raczej jak na lekarstwo. Do tego dochodzi usypywanie zagłówków pod koce i ręczniki. Nagle Pani podnosi głowę z ręcznika i rozlega się: „Gdzie jest Kacperek, czy ty widziałeś Kacperka? Na ciebie nigdy nie można liczyć, jak ty zajmujesz się dzieckiem”. Chłop zmachany budową domu rozgląda się nerwowo. Kacperek na szczęście ukrył się za jedną ze ścian domu i buduje coś z piasku. Po podstawieniu ścian, przygotowaniu wygodnych miejsc do leżenia, Pan zaczyna układanie całego dobytku. „Uważaj, sypiesz mi piaskiem w oczy” – słyszy, gdy walczy z namiotem plażowym (o tak, nie mogło go zabraknąć). Kiedy siada na leżaku, otwiera piwo (słychać charakterystyczny syk), słyszę: „Gdzie jest Kacperek? Ty tu siedzisz sobie, a gdzie on jest? Do wody byś z nim poszedł. Ja nie przyjechałam na wakacje, żeby uganiać się za dzieckiem i was dwóch znowu obsługiwać” – głos dobiega do mnie z poziomu piasku, więc zakładam, że Pani nawet nie usiadła, tylko komentuje sytuację z pozycji leżącej. Pan wstaje. Bierze dziecko, idzie z nim do wody. Nie odzywa się słowem. Zapada cisza, ale nie na długo. Po kilku minutach znowu: „Zwariowałeś? Widzisz, jak on się trzęsie, jakie ma sine usta? Ile w tej wodzie można z nim siedzieć? Jeszcze przez ciebie się rozchoruje i czas spędzimy w szpitalu, zamiast na plaży”. Dziecko owinięte w ręcznik zajada drożdżówkę. Co chwilę słychać o kukurydzy dla żony i kochanki, o popcornie, który baba ma mężowi kupić, oczywiście orzeszki w karmelu i lody. Pani nie wytrzymuje: „Słuchaj, weź biegnij za nim, kup kukurydzę”. Pan odkłada nadal niedopite piwo i rusza, macha ręką, a ona mruczy pod nosem: „No w takim tempie, to tej kukurydzy na pewno nie zobaczę”. Kiedy wraca z upolowaną jednak kolbą, zaczyna się: „Że ile zapłaciłeś? Zwariowałeś? Kupiłabym w Biedronce i sama zrobiła”.

Leżę i myślę, za jakie grzechy ludzie jeżdżą razem na wakacje. Co jakiś czas z innych domów postawionych na plaży dobiegają podobne kłótnie. Kłócą się o to, kto nie wziął majtek dla dziecka na przebranie, o to kto ile rzeczy ma na głowie, ile piw on wypił wczoraj, i że krem wsmarowuje w jej plecy z piaskiem przez co zejdzie jej pielęgnowana opalenizna. A kiedy już schodzą z plaży, kłócą się, kto powinien pilnować dziecka, żeby się w tłumie nie zgubiło, kto wpadł na pomysł zjedzenia takiej drogiej ryby w knajpie. Problemem są nawet smaki lodów, gdzie w kolejce po nie dochodzi do niemal dantejskich scen.

Ja sama zmęczyłam się słuchaniem tych wszystkich narzekań, pretensji, niespełnionych oczekiwań. Dlaczego nikt nie podejmuje decyzji, żeby na wakacje jechać osobno. Odpocząć od siebie, a nie wystawiać się na pole walki w czasie, w którym powinniśmy odpocząć i wyluzować? Tak podaję – ku przemyśleniu.


Lifestyle

Życzę wam obojgu szczęścia, ale nie chcę go stracić. Zróbmy to dla niego: spróbujmy wszystko poukładać

Redakcja
Redakcja
14 sierpnia 2019
Fot. iStock/skynesher
 

Wiem, jak się nazywasz, wiem jak wyglądasz. Ale nigdy nie rozmawiałyśmy i właściwie nie wiem jakie są twoje plany dotyczące mojego życia. Jeśli uważasz, że możesz nas rozdzielić, zapomnij o tym. Jesteśmy rodziną i zawsze będziemy. Dwadzieścia lat małżeństwa to długi czas. Przeżyliśmy razem wiele trudnych chwil i nadal będziemy przez nie przechodzić razem. Dopiero dziś rozumiem, że  przez te wszystkie lata nasze wspólne posiłki przy stole kuchennym były regularnie przerywane przez twoje telefony. Mój mąż wstawał wtedy i rozmawiał z Tobą stojąc przy kuchence. Ja i dziewczynki jadłyśmy dalej.

W końcu powiedział mi o tobie. Postanowił nawet spędzić z tobą cztery święta Bożego Narodzenia pod rząd. W pierwszym roku wszyscy żegnaliśmy go na lotnisku w Wigilię . Trzymaliśmy się za ręce, trochę dziwnie, przyznaję, ale to był nasz sposób na pogodzenie się z kolejnym, znaczącym krokiem w naszym życiu. Ze zmianą. Z tym, że nigdy nie będzie już jak dawniej.

Czy się nie domyślałam wcześniej, że jest gejem? Kiedy spędzałyśmy pierwsze rodzinne wakacje za granicą bez niego, miałam już pewność. Cały ten wyjazd przepłakałam. Nie mogłam wytłumaczyć naszym córkom. Byliśmy jedynymi ludźmi, którzy rozumieli, co się z nami dzieje, a nawet nie mogliśmy tego im wytłumaczyć. Były za małe. Poza tym nie wiedziałam dokąd zmierzaliśmy. Dzwonił i na przemian mówił, że nie może już ze mną mieszkać i że nigdy mnie nie opuści.

Ale minęły jeszcze ponad dwa lata, zanim cię poznał. W tym czasie przeniósł się z naszego łóżka na kanapę. Dzięki temu mógł swobodnie wchodzić na te swoje czaty. Tam właśnie znalazł ciebie, kogoś, z kim mógł się podzielić tym całym zamieszaniem jakiego doświadczał. Początkowo nie mieliście wcale się spotkać. On mieszkał tutaj, ty w Holandii. Uczucie okazało się silniejsze.

Spotkaliście się na lotnisku. Od razu wiedziałeś. Zakochałeś się od pierwszego wejrzenia. A mój mąż po tym spotkaniu nie mógł dojść do siebie. Wrócił do domu, zamknął się w sypialni i nie chciał rozmawiać ze mną aż do wieczora. A i wtedy nie powiedział

Kiedy myślę o tym analizując początki naszego związku, myślę, że zawsze był inny niż moi poprzedni partnerzy. Inaczej mnie dotykał, z inną uważnością, a właściwie nieuważnie. Kocham go przywykłam do tego. Urodziły nam się dwie wspaniałe córki i na kilka lat problem „zniknął”. A może za bardzo skupiłam się na dzieciach, by go zauważać? Nie przeszkadzało mi, że prawie nie mam go w sypialni. Nawet było to dla mnie na rękę.

Ale czas mijał i zaczęłam tęsknić za jego dotykiem. Wtedy, próbując odkryć go na nowo, zrozumiałam. Byłam zrozpaczona. Wykupiłam jakąś zagraniczną wycieczkę, spakowałam dziewczynki i wyjechałam na tydzień. Przewartościowałam całe nasze życie. To, co razem stworzyliśmy jako para. Nie da się nam tego odebrać. Nie da się temu zaprzeczyć. Mieliśmy wspaniałe, dobre momenty. Rozumiemy się bez słów.

Tylko, on mnie nie pragnie. On pragnie mężczyzny.

Dziś, kiedy jesteście już oficjalnie razem, ale nadal nie przestąpiłeś progu mojego domu, chciałabym Ci powiedzieć, że nigdy nas nie rozdzielisz. Zawsze będziemy rodziną. Zawsze będziemy mieli naszą przeszłość, dom, który wspólnie wybudowaliśmy, nasze dzieci, w których życiu oboje uczestniczymy. Ale jestem w stanie zrobić ci tutaj trochę miejsca, gdybyś chciał nas poznać. Kocham mojego męża i wiem, jak ważny dla niego jesteś. Życzę wam obojgu szczęścia, ale nie chce stracić najlepszego przyjaciela i człowieka, który zbudował ze mną rodzinę.

Może to nie będzie dla nas obojga łatwe, ale zróbmy to dla niego. Zobaczmy, co z tego wyniknie. Postarajmy się wypracować jakiś sposób, by to wszystko ułożyć od początku.

 

 

 


Lifestyle

Nie ograniczaj się. Wakacje to wolność, o którą czasami warto zadbać, żeby nastroju nie zepsuł nam choćby rozładowany telefon

Redakcja
Redakcja
13 sierpnia 2019
Fot. iStock/Dean Mitchell

Nie ma co się oszukiwać i korygować, że w wakacje odpoczywamy od wszelkich technologii. Te czasy mamy już raczej za sobą, zwłaszcza, że obecnie laptopy, głośniki, telefony nierzadko pomagają nam w samym podróżowaniu i umilają czas. Bo co robić podczas niepogody wieczorem, gdy wszyscy już zmęczeni? Można by włączyć film i zorganizować sobie kino rodzinne choćby pod namiotem.

Głośnik? W końcu nie musimy zużywać samochodowego akumulatora, by włączyć muzykę podczas wieczornych imprez. Przenośny głośnik już dawno rozwiązał ten problem i stał się nierozłączną rzeczą podczas podróżowania i wakacji, obojętnie, gdzie zamierzamy się wybrać.

Telefon? Wiadomo – choćby nawigacja, niezbędna, gdy wybieramy się na dłuższą wyprawę. Co więcej, telefon nierzadko może uratować nas z opresji, gdy musimy wezwać pomoc drogową, gdy zgubimy się w górach lub zaskoczy nas niespodziewana sytuacja. To też dobry przewodnik po restauracjach, pięknych miejscach, zabytkach.

Świat teraz mieści się w małym pudełku, w którym znajdują się wszystkie informacje na jego temat. I to jest świetne, nie ma co tego ukrywać i udawać, że z tych ułatwień nie korzystamy.

Jest tylko jedno „ale”. Nie stworzono jeszcze urządzenia, które nie potrzebowałoby energii. I tak jak dziś w wielu miejscach możemy podładować telefon czy laptop, tak zdarzają się miejsca odcięte zupełnie od prądu. I to nie musi być wysoko w górach, ale choćby na plaży, czy w trakcie wycieczki uliczkami nieznanego miasta. Chcemy się skontaktować z przyjaciółmi i… koniec baterii. A przecież mamy wakacje, które kojarzą się nam z wolnością, podczas których trudno nam się pogodzić z ograniczeniami nawet z tymi z dostępnością prądu.

Jest jednak na to sposób. Powerbank! Tylko jak wybrać ten, który da nam poczucie niczym nieograniczonej wolności w czasie wakacji? My polecamy Powerbank Hama USB –C o pojemności 26800 mAh. Na pewno was nie zawiedzie, bo daje gwarancję solidnej pojemności oraz stabilnego i szybkiego ładowania. W towarzystwie dwóch technologii: Power Delivery oraz Thunderbolt 3 wraz z wejściem USB-C ten powerbank to mistrz od zadań specjalnych. Dzięki swojej pojemności może kilkukrotnie naładować baterię telefonu. Zatem wycieczki w odległe miejsca, długa podróż samolotem przestaną być dla nas straszne. Powerbank Hama USB-C z całą pewnością da nam poczucie bezpieczeństwa. Nie będziemy musieli się martwić, że decydując na oglądanie filmu, czy słuchanie muzyki na telefonie podczas lotu, zabraknie nam energii, żeby zadzwonić choćby po taksówkę czy do właściciela apartamentu, który wynajmujemy, by przekazał nam klucze.

Mat. prasowe

O czym jeszcze warto pamiętać? Czasami w wakacyjnym szale gubimy ważne dla nas rzeczy, zwłaszcza, gdy się przepakowujemy, gdy przemieszczamy się z miejsca na miejsce. Nagle okazuje się, że nie mamy kabla do ładowarki, że niby ktoś miał wziąć, ale zapomniał i została ona w niewiadomym miejscu. Warto więc zainwestować w specjalny kabel ładujący Hama z wtyczką micro USB o wdzięcznej nazwie Reflected. Tego kabla nie pomylimy z żadnym innym i raczej o nim nie zapomnimy, choćby dlatego, ze w trakcie ładowania zmienia kolor pod wpływem ciepła. Dzięki temu nietrudno go przeoczyć.

Mat. prasowe

Wiadomo, że na wakacje najczęściej wyjeżdżamy samochodem. Już słyszymy te kłótnie, kto będzie ładował telefon, czyj jest ważniejszy, kto ma baterię na wyczerpaniu. Ale, tak jak mówiliśmy – po co się ograniczać. Przed podróżą warto zaopatrzyć się w ładowarkę samochodową z trzema standardowymi gniazdami USB. Koniec z kłótniami, z obawą, że nie dotrzemy na miejsce korzystając z nawigacji w telefonie. Dzięki ładowarce marki Hama szybko naładujemy baterie (także w powerbanku czy głośniku). I nie ma co się martwić dużym poborem energii. Prąd ładowania o natężeniu 5200 mA wystarczy w zupełności do obsłużenia trzech urządzeń jednocześnie. Jest jeszcze jeden plus – ładowarka rozpoznaje podłączone urządzenie i dostosowuje do niego szybkość ładowania.

Mat. prasowe

To jak? Wakacje to wolność? Oczywiście. Warto tylko pamiętać, by o jej różne aspekty zadbać, by nastroju nie popsuły nam ograniczenia, choćby te związane z używaniem różnych urządzeń.


Artykuł powstał przy współpracy z marką Hama


Zobacz także

Od razu widać, które są chętne na przelotną znajomość, romans. To zabawa, bez zobowiązań. Przecież każdy jest dorosły

Dlaczego zdradzamy? Tak naprawdę istnieją tylko dwa powody

Jak się bronić przed wampirem energetycznym

Uciekaj, zanim wyssie cię jak landrynkę… Jak się bronić przed wampirem energetycznym