Lifestyle Podróże

Nie najwyższe, ale najpiękniejsze. Oto jeden z najpiękniejszych zakątków Bieszczad

Redakcja
Redakcja
4 maja 2021
 

Chociaż to Caryńska robi zazwyczaj na wszystkich największe wrażenie, trzeba uczciwie przyznać, że najpiękniejszą bieszczadzką połoniną jest Bukowe Berdo. Te widoki!

Z Bukowego widać wszystko, od połączonego z nim Krzemienia przez Halicz i Rozsypaniec, bliską na wyciągnięcie ręki Tarnicę, Szeroki Wierch, Połoninę Caryńską i Rawki aż po Wetlińską. Nawet odległy, leżący po ukraińskiej stronie i najwyższy w Bieszczadach Pikuj odcina się cieniem na horyzoncie.

Cały świat można ogarnąć wzrokiem i jeszcze trochę więcej! Latem oszałamia zapach traw i rozgrzanej ziemi, jesienią kraśnieje jarzębina, której krzewy porastają zagajnikami zbocza, jakby ktoś tu i tam garść czerwonych korali sypnął.

Można się zakochać od pierwszego wejrzenia! Każda połonina w Bieszczadach ma własną osobowość, własny charakter. W każdej co innego się widzi, każdą inaczej pamięta. A Bukowe jakby ze wszystkich to, co najlepsze, wzięło, by dodać sobie urody!

Tyle że na Bukowe najkrócej idzie się z Mucznego, a tam trochę trudniej się dostać niż na Przełęcz Wyżną, Wyżniańską, do Berehów, Ustrzyk Górnych albo Wołosatego. Po wielkiej obwodnicy między Wetliną i Ustrzykami Górnymi nawet przed sezonem i po nim krążą kilkuosobowe busy (celowo nie używam słowa „kursują”, bo to mogłoby sugerować jakiś rozkład jazdy, którego tu nie ma). Na tej trasie kierowca zawsze zbierze komplet pasażerów, nawet jeśli czasem będzie musiał chwilę poczekać, aż wszystkie miejsca będą zajęte.

Z Wołosatem jest trochę gorzej, a Muczne to już po prostu koniec świata. Bieszczadzkie busy to bardzo wygodny środek transportu. Można złapać na drodze, zamówić przez telefon i nie trzeba płacić za parking. Jednak do Mucznego najlepiej jechać samochodem przez Ustrzyki Górne, Bereżki (nie wieś, ale punkt na mapie), Pszczeliny (wieś) i Stuposiany (osada), godząc się z tym, że będzie trzeba schodzić tą samą drogą, którą się weszło, a więc poprzestać na Bukowem i Krzemieniu, choć można byłoby pokusić się o sąsiednie szczyty i zejść do Wołosatego albo Ustrzyk Górnych.

Tylko po co się spieszyć? Mamy czas. Możemy z czystym sumieniem poświęcić cały dzień na Bukowe (jest tego warte!), drugi na Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec (z Wołosatego), trzeci na przejście przez Szeroki Wierch ku Tarnicy (z Ustrzyk Górnych). W tym momencie najlepiej spojrzeć na mapę i przypatrzyć się szczytom, które przysiadły kręgiem wokół głębokiej Przełęczy Goprowskiej, czyniąc ją podobną do korony. Jest tu ni mniej, ni więcej tylko sześć najwyższych bieszczadzkich gór:
Tarnica (1346 m n.p.m.), Krzemień (1335), Halicz (1333), Kopa Bukowska (1320), którą szlak tylko trawersuje, Szeroki Wierch (1315) i Bukowe Berdo (1311). To jakby sześć siódmych korony naszych Bieszczadów, bo w polskiej części jeszcze tylko Wielka Rawka przekracza tysiąc trzysta metrów.

A skoro już mamy mapę pod ręką, warto trochę nad nią podumać, bo myśląc o wycieczce w tę okolicę, zawsze staniemy przed jakimś interesującym dylematem. Wyruszamy z Wołosatego żółtym szlakiem na Tarnicę i zatrzymujemy się na Przełęczy Władysława Krygowskiego (tego samego, który napisał drugi z kolei przewodnik po Bieszczadach). Możemy teraz przejść Szeroki Wierch i zejść w Ustrzykach Górnych. Możemy iść na Krzemień i Bukowe, a następnie zejść w Mucznem albo Bereżkach (jeśli tylko mamy pewność, że ktoś nas stamtąd zabierze!). Możemy przejść pod Kopą Bukowską, przez Halicz i Rozsypaniec i wrócić do Wołosatego koszmarnie dłużącym się asfaltem. Możemy wreszcie po prostu posiedzieć sobie na Tarnicy i wrócić do Wołosatego najkrótszym żółtym szlakiem. Co kto lubi! A ponieważ wejście od Mucznego (powiedzmy, że dogadaliśmy się z kimś, żeby nas tam zawiózł, i nie musimy wracać tą samą drogą) postawi nas przed równie licznymi możliwościami, na jednej górskiej wycieczce w tych okolicach z pewnością się nie skończy. Tyle, jeśli chodzi o topografię.

(…)

Skoro już zawędrowaliśmy w te okolice, muszę to powiedzieć, bo takiego gadania nigdy dosyć
– bieszczadzkie połoniny wydają się łagodne, niewysokie, niestrome, ale to jednak góry! A góry trzeba szanować. Nieczęsto się o tym słyszy, bo o tutejszych sprawach mówią i piszą przede wszystkim tu, a nie w całym kraju, ale i te góry niejedną już duszę zabrały. Starczy poczytać o akcjach ratunkowych, by przekonać się, że i tu trzeba nosić ze sobą plecak, bo pogoda może nas bardzo zaskoczyć. Ta zła i ta pozornie dobra, ponieważ w kłopoty można wpaść nie tylko z powodu zimna, ale i upału. Idąc w góry, lepiej zostawić w domu pewność siebie, by nie musiały nas uczyć pokory.

Bywaliśmy na Tarnicy rok po roku, a właściwie częściej, bo czasem i na wiosnę się weszło, i na jesieni. To najwyższy szczyt w polskich Bieszczadach z widokiem prawie tak rozległym jak z Bukowego, a uroku dodaje mu krzyż, postawiony na pamiątkę wycieczki Karola Wojtyły z początku lat pięćdziesiątych. Bywaliśmy tu w chłody, w upały i kiedy wczesny śnieg leżał na przełęczy – i nigdy nawet deszcz nas nie pokropił. Ale za którymś razem złapała nas na Tarnicy ulewa, która w mgnieniu oka zmieniła szlak w rwący potok, a zaraz potem stłukł nas grad wielkości czereśni.

A wszystko to w końcu gorącego czerwca. Prawda, trochę za długo zwlekaliśmy, widząc ciemne chmury zbierające się po ukraińskiej stronie. Nie zdążyliśmy więc jeszcze zejść ze szczytu,
kiedy powiało chłodem, zapachniało deszczem i po chwili dogoniła nas ściana wody. Na dole łąki pod Tarnicą były białe, jakby przyprószone śniegiem. Grad topniał i spływał po nich, tworząc po drodze zaspy. Czegoś takiego nie widziałem nigdy wcześniej ani nigdy potem.
Wynikła jednak z tej przygody i pewna korzyść, bo dowiedzieliśmy się, że nie ma nieprzemakalnych plecaków ani pokrowców (o tym, że nie ma czegoś takiego jak nieprzemakalna kurtka, dowiedzieliśmy się już wcześniej). Od tej pory zawsze całą zawartość plecaków umieszczaliśmy w grubych workach na śmieci.


Lifestyle Podróże

Za bardzo przejmujesz się krytyką? Zmień ją w coś pozytywnego i wykorzystaj dla siebie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 maja 2021
Krytyka
Fot. iStock
 

Krytyka — chyba nie znajdzie się osoba, która czeka na nią z utęsknieniem. Nie da się ukryć, że o wiele przyjemniej jest słuchać o sobie dobrych rzeczy i pochwał. Jednak nie zawsze da się jej uniknąć i każdy z musi mierzyć się z krytyką. Bywa ona konstruktywna lub destruktywna. Szczególnie w pierwszym przypadku warto wiedzieć, jak zamienić ją w coś dobrego i wykorzystać dla własnego rozwoju.

Krytyka, czyli negatywna ocena działań, może zaboleć nawet wtedy, gdy jest wypowiadana przez bliską osobę, która nie ma złych intencji. Wiele osób ma trudność w przyjmowaniu krytyki, znosząc ją fatalnie i atakując w odwecie, lub aż za bardzo biorąc ją do siebie i skupiając się jedynie na jej negatywnym wydźwięku.

Często zapominamy o tym, że krytyka nie dotyczy nas, jako osób, ale błędów, jakie zdarza się nam popełnić. Czasem krytyka bywa zbawienna, ponieważ pozwala zauważyć, że coś jest nie tak, jak powinno. Tak dzieje się w przypadku krytyki konstruktywnej, czego nie można powiedzieć o krytyce złośliwej, wymierzonej w nas samych, czepiającej się rzeczy, na które nie mamy większego wpływu (głos, wygląd, charakter, pochodzenie itp.). Krytykę konstruktywną warto wziąć sobie do serca i potraktować jako cegiełkę dokładaną do własnego rozwoju. O tej drugiej — zapomnieć.

Jak tego dokonać?

Krytyka. 5 podpowiedzi, jak zmienić ją w coś pozytywnego i wykorzystać dla siebie

Zauważ dobre intencje

Jeśli krytyka nie ma na celu sprawienia przykrości, a jedynie wskazanie, co poszło nie tak, zaakceptuj fakt jej istnienia. Pamiętaj o tym, że tak samo, jak słyszysz pochwały za swoją pracę czy inne działania, tak samo możesz usłyszeć, że gdzieś popełniłaś błąd. I to jest w porządku. Świadomość tego pozwala znaleźć miejsce na zmianę konstruktywnej krytyki w coś pozytywnego dla siebie.

Weź ją do siebie tylko wtedy, gdy jest uzasadniona

Pamiętaj, że krytyka kierowana jest nie wobec ciebie, jako osoby, ale wobec działań, które podejmujesz. Na przykład, jeśli ktoś zwraca uwagę na to, że znów się spóźniłaś, nie obrażaj się, tylko pomyśl, co się dzieje, że nie notorycznie nie wyrabiasz się na czas. Na pewno nie należy brać do siebie krytyki, która uderza personalnie i zdecydowanie jest nieelegancka. Taka krytyka zawsze będzie przesiąknięta emocjami drugiej osoby, na które nie masz wpływu. Zawsze znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie pasowało, ale to ktoś ma problem, nie ty.

Upewnij się, czy dobrze rozumiesz krytykę

Chodzi o to, by nie przyjmować do wiadomości niewiele wnoszących ogólników, ale konkrety, które pomogą w eliminacji ewentualnego błędu. Nie bój się zadawać pytań, by usłyszeć konkretną odpowiedź. Dzięki temu nie będziesz godzinami rozmyślać, co naprawdę robisz nie tak, że spotyka cię krytyka.

Pomyśl o korzyściach, jakie daje krytyka

O ile samo przyjmowanie krytyki nie jest miłe, o tyle skutki wyciągnięcia z niej wniosków dadzą ci dużo dobrego. Konstruktywna krytyka, nawet jeśli cię zabolała w jakiś sposób, to nadal tylko informacja zwrotna, która może być impulsem do nauki i rozwoju. Może pomóc ci spojrzeć na sytuację z innego punktu widzenia niż twój. Poza tym wzrasta szansa na to, że drugi raz nie popełnisz tego samego błędu.

Doceń szczerość

Trudno jest w momencie przyjmowania krytyki poczuć wdzięczność, ale warto umieć docenić szczerość osoby krytykującej. Pomyśl, że ktoś poświęcił czas na podzielenie się ze swoimi uwagami. O wiele lepiej, choć trudniej, jest wysłuchać kilku słów prawdy, niż żyć w błędnym przekonaniu, że wszystko jest w najlepszym porządku.


źródło:  www.lifehack.org 

 

 

 


Lifestyle Podróże

Pieczarka królową antyrakowej diety? Wystarczy jedna dziennie!

Redakcja
Redakcja
4 maja 2021
Pieczarki - właściwości dla zdrowia, przepisy
Fot. iStock

Okazuje się, że zaledwie 18 g grzybów – np. jedna średniej wielkości pieczarka – pozwala zredukować ryzyko raka nawet o 45 proc. Zdaniem naukowców, choć pieczarka jest najbardziej dostępna, w walce z rakiem mogą pomóc nam wszystkie (jadalne) grzyby.

W wyniku analizy 17 badań nad rakiem, które przeprowadzano w latach 1966-2020, pod kątem ich związku ze spożywaniem grzybów, udało się ustalić, że wystarczy jeść zaledwie 18 g grzybów, żeby zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka aż o 45 proc. Co ciekawe, im większa ilość grzybów w diecie, tym ryzyko zachorowania bardziej spada.

Autor badania John Richie, profesor nauk o zdrowiu publicznym i farmakologii w Penn State Cancer Institute wskazuje na szczególnie interesujący związek, jakim okazuje się ergotioneina, która ma unikalne właściwości antyoksydacyjne i przeciwzapalne. Co ważne, ludzie nie są w stanie samodzielnie go zsyntetyzować. Tutaj, jako najbardziej „wypełnione” ergotioneiną wskazał grzyby shitake i boczniaki.

Kiedy jednak badano konkretne rodzaje raka, naukowcy zauważyli najsilniejsze powiązania z rakiem piersi. W badaniu z 2009 roku opublikowanym w czasopiśmie „International Journal of Cancer” wykazano, że włączenie pieczarek do diety zmniejsza ryzyko raka piersi o 60 proc. W 2016 roku istotną ich rolę odkrył dr Shiuan Chen. Podczas sympozjum endokrynologicznego w Australii naukowiec wskazał, że pieczarki zawierają naturalne inhibitory aromatazy wykorzystywane w terapii zwalczania raka piersi u kobiet i prostaty u mężczyzn. Według jego opinii 100 gramów grzybów to zalecana porcja u pacjentów onkologicznych.

Pieczarka to najpopularniejszy i najczęściej spożywany grzyb na świecie, jednak naukowcy podkreślają niebagatelną rolę wszystkich jadalnych grzybów i zachęcają, do korzystania z ich różnorodności i włączania ich do codziennej diety.

Właściwości zdrowotne pieczarek:

  • zmniejszają apetyt, hamują wchłanianie tłuszczów
  • ekstrakt z pieczarek ma właściwości antynowotworowe
  • obniżają ciśnienie i poziom cholesterolu we krwi
  • wzmacniają odporność
  • są naturalnym źródłem witaminy D
  • oraz kwasu foliowego (floacyny)

Zobacz także

Jak zdobyć faceta, czyli 9 magicznych zdań, którym żaden mężczyzna się nie oprze

Dziewczyny, czekałyście na to całe życie! Czyli jak firma BIC wprowadziła na rynek długopisy dla kobiet

Czy masz naturę podglądacza? Sprawdź dlaczego tak kochamy plotki